7.03.2025

[KP] Olivia Mitchell


Olivia Mitchell
31 lat ✷ rodowita mieszkanka Mariesville ✷ córka właścicieli stadniny koni Mitchell's Horse Farm oraz Mariesville Veterinary Clinic ✷ ukończone studia weterynaryjne ✷ w od niedawna właścicielka kliniki weterynaryjnej ✷ powrót do rodzinnego miasteczka po kilku latach spędzonych w Atlancie więzi

Wgryza się w soczyste jabłko, spoglądając przed siebie. Słodki smak rozpływa się w jej ustach, a ona uśmiecha się delikatnie, łapiąc na tym, jak bardzo za tym wszystkim tęskniła. Tęskniła za tym spokojem, ciszą i brakiem pośpiechu. W Atlancie było zupełnie inaczej. Było głośno, czasami denerwująco i ludzie wiecznie gdzieś się spieszyli. Oczywiście, miasto dawało jej więcej możliwości i Olivia przez większość życia myślała, że to właśnie tam znajdzie szczęście, jednak życie zweryfikowało, że jest zupełnie inaczej. 
Bierze głęboki wdech, przymykając oczy. Nie czuje zapachu spalin, papierosów czy smogu, który towarzyszy zawsze miastu. Tutaj czuć zapach wody, świeżej trawy czy koni, które pasą się nieopodal. Mariesville pachnie jeszcze jabłkowymi sadami, chlebem babci czy też winem ojca, które David Mitchell corocznie robi i z chęcią częstuje wszystkich znajomych.  Tego jej właśnie brakowało, tych znajomych dźwięków, które porzuciła na kilka długich lat. Tu jest jej dom. Tu jest jej miejsce na ziemi. 


Hej!  Z Olivią szukamy wszystkiego - starych jak i nowych znajomości, przyjaciół może i jakiś wrogów, choć myślę, że ona to raczej należy do grona tych miłych osóbek :D Na pewno też jakiejś miłości, albo jakiegoś przelotnego romansu. Lubimy burzę mózgów 💖 pandaczerwona0@gmail.com

2 komentarze:

  1. Mariesville o poranku nie tyle się budziło, co leniwie wygrzebywało z gęstej, mlecznej mgły, która osiadła na dachach jak ciężki koc. Dla Gabriela ten spokój wciąż był czymś dziwnym, niemal podejrzanym. Po latach spędzonych w huku Manhattanu, gdzie cisza zwykle zwiastowała kłopoty, tutaj każda minuta dłużyła się niemiłosiernie. Jechał do radia, czując na karku irytujące napięcie – efekt niewyspania i złości na kolegę, który po wczorajszej imprezie potrafił tylko wybełkotać do słuchawki prośbę o zastępstwo.

    Wiadomość była krótka: „Rodzina Mitchell”. Gabriel wiedział, że w tym małym świecie Mitchellowie to niemal lokalna arystokracja. Spodziewał się więc sztywnej, nudnej rozmowy o funduszach i tradycjach stadniny. Był gotowy na dystans, na bycie tym chłodnym głosem z Nowego Yorku, który po prostu wykonuje swoją robotę. Nazwisko „Mitchell” obiło mu się o uszy wiele razy, ale było dla niego tylko suchym faktem z gazety, zupełnie niepowiązanym z żadną twarzą.

    Kiedy jednak drzwi do studia otworzyły się z cichym syknięciem, cały jego wypracowany spokój po prostu wyparował.

    W progu stanęła właśnie ona.
    W jednej sekundzie profesjonalizm Gabriela legł w gruzach. Przez głowę przemknęło mu wspomnienie sprzed zaledwie kilku dni – taras u znajomego, zapach nocnego powietrza i paląca bliskość drugiego człowieka. Tamten pocałunek nie był przypadkowym zderzeniem dwojga pijanych ludzi. Był namiętny, niemal bezczelny w swojej szczerości. Pamiętał dotyk jej dłoni na karku i to, jak on – facet, który zawsze trzymał emocje na krótkiej smyczy – po prostu odpuścił. Tamtej nocy, na balkonie w świetle księżyca, nie liczyły się zawody ani status. Nie zapytał jej wtedy nawet o nazwisko; liczył się tylko smak jej ust i to, jak ich oddechy stawały się jednością.

    Na moment go zatkało. Świadomość, że ta dziewczyna z balkonu to „panna Mitchell”, uderzyła go mocniej niż najgorszy dzień na giełdzie. Czuł, jak krew uderza mu do skroni, ale lata tresury w ukrywaniu uczuć zrobiły swoje. Odchrząknął, wyprostował się w fotelu i poprawił mankiet koszuli z taką swobodą, jakby przed chwilą nie przeżył małego wstrząsu.

    Spojrzał jej prosto w oczy. W jego ciemnym wzroku pojawiła się iskra prowokacji. Nie zamierzał spuszczać wzroku – wręcz przeciwnie, zmierzył ją całą z lekkim, drapieżnym uśmiechem. Chciał, żeby wiedziała, że choć nie znał jej godności, to doskonale pamięta każdą sekundę tamtej nocy.

    — A teraz, drodzy państwo, gość, na którego wszyscy czekali — zaczął, a jego niski, aksamitny głos z delikatnym włoskim akcentem wypełnił eter. — Mam przyjemność gościć kobietę, która o koniach i medycynie wie prawdopodobnie wszystko... choć z moich obserwacji wynika, że jej największym talentem jest robienie piorunującego wrażenia w najmniej oczekiwanych momentach.
    Zrobił krótką pauzę, nie odrywając od niej wzroku, wyraźnie ciesząc się jej zaskoczeniem.
    — Olivia Mitchell. Witaj w studio, Olivio. Cieszę się, że w końcu możemy porozmawiać... tak na spokojnie, w pełnym świetle dnia. Mam nadzieję, że dzisiejszy poranek będzie równie ciekawy, co niektóre marcowe noce.

    To była rzucona rękawica. Zachował się jak dżentelmen, ale taki, który właśnie zaprosił ją do gry, w której on zamierza dyktować warunki.

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ha! A właśnie miałam również pojawić się pod twoją kartą... 🤭 Wiesz gdzie mnie szukać <3]
    Jax

    OdpowiedzUsuń