Tanner Gentry
właściciel Jack's Garage
Zawsze miał dobry łeb do złych interesów i niewyparzoną gębę pełną siarczystych epitetów, którymi częstował częściej, niż fajkami kupionymi na sztuki pod ladą. Ludzie wzdychali z ulgą, gdy znikał na kilka długich tygodni i wytężali uwagę, gdy wracał na następne trzy, gorsząc starsze sąsiadki nieogoloną twarzą i świeżymi ranami złapanymi na kilka prowizorycznych szwów. Znalazł sobie doskonały patent na dobry zarobek i uzupełnianie zapasów adrenaliny, w dodatku mógł mieć głęboko gdzieś obowiązki moralne, interesy polityczne i bohaterstwo, a to dla kogo strzelał i czyje emblematy nosił, obchodziło go tyle, co zeszłoroczny śnieg. W domu rzucał na stół gruby zwitek banknotów, psuł nerwy dwójce przybranego rodzeństwa i bez słowa szedł do warsztatu lizać egzystencjalne rany, bo tych, które naprawdę bolą, choć ich nie widać, zgromadził wiele więcej. Zwykle wracał zepsuty, czasami bardziej, czasami mniej, ale skutecznie odprawiał z kwitkiem stroskaną matkę, każąc jej zająć się rozliczaniem długów, które ciągną się za nimi jak smród, a nie płakaniem nad jego niedolą, i środkowym palcem żegnał ojca, nawet w dniu, w którym nałóg wreszcie postawił na nim krzyżyk. Nie było mu go szkoda, bo miał ich za nic, odkąd pamięta, tak samo jak swoje bękarty po związku z kochanką, które sprowadził im na głowę. Przejął po nim warsztat i cały śmietnik z problemami, ale źli chłopcy, którzy czekają na kasę, a za ojca błędy gotowi są rozliczyć wszystkich, których znał, to nie jest wcale najgorsza rzecz, z jaką przyszło mu się w życiu mierzyć. Najgorsze to stracić kogoś, w kogo się wierzy i dla kogo warto było przynajmniej próbować stać się lepszym.
31 X 1989 r. Camden
Rodowici Mieszkańcy
kontraktor PMC
muscle cars & gitara & bilard
Z naprawiania pojazdów, maszyn rolniczych i starych gratów żyć godnie się nie dało, gdy ojciec przewalał kasę na maszynach i bawił się w sponsoring, mimo że przez bardzo długi czas mieli tu monopol, a nielegalne interesy okazały się zbyt ryzykowne, szczególnie gdy było się już na celowniku stróżów prawa. W tym momencie i tak nie pozostało mu nic innego.
Trzeba było szukać innej ścieżki, więc za sprawą dobrych kolegów, którym musiał później odpalić odpowiedni procent, dał się zwerbować do armii – brudnej i trochę innej niż ta honorowa, znana ludziom z filmów akcji. Wpasował się, bo życie na krawędzi było mu dobrze znane, a wyjazdy na operacje w barwach obcego kraju okazały się tego dopełnieniem. Musiał tylko uważać, żeby nie dać się złapać, bo nie przysługiwały mu żadne żołnierskie prawa i przywileje, ale wizja bycia sądzonym w Afryce za zabójstwo była skuteczną motywacją do tego, by biegać szybko i niespostrzeżenie.
Najemnik wojskowy na eksport – nie dobrze było się tym chwalić, ale dobrze było od tego zacząć, żeby otworzyć sobie kolejne drzwi, którymi dostał się do prywatnej organizacji militarnej, i tym sposobem zacząć przeplatać bieganie po Afryce z chronieniem tyłków ważnych osobistości. Pieniądze się zgadzały, a jemu było wszystko jedno, w kogo miał się wcielić, dopóki ojciec się nie przekręcił i nie wylało się szambo, o którym przez tyle lat nie miał pojęcia.
Ale skoro poradził sobie z życiem w wykolejonej rodzinie, skoro przetrwał pierwsze wrażenie po oddaniu celnego strzału, odejście kobiety, którą kochał a także pogrzebanie relacji z kobietą, którą próbował pokochać, choć nigdy nie zdołał, bo w rzeczywistości nie chciał, to z lewymi interesami ojca też sobie poradzi.
Musi. I tylko czas pokaże z jakim skutkiem.
witamy i pogrzeszyć zapraszamy 🤭
zdaniezlozone@gmail.com 📧 1
zdaniezlozone@gmail.com 📧 1
UWAGA: poniższe treści mogą zawierać elementy przeznaczone dla dorosłych czytelników
[Zanim do niej dotrze, że mogłaby z powodzeniem napisać poczytną książkę o samej sobie, minie pewnie trochę czasu. Ale to dobrze, bo w tym okresie będzie mogła nękać Tannera swoją osobą. Czekamy! ♥♥♥]
OdpowiedzUsuńMia Whitaker🌼