18.05.2026

[KP] Maik Pavels

 Uwaga ! Możliwe treści uznawane za niewłaściwe dla osób niepełnoletnich. Czytasz na własną odpowiedzialność. 

 Podkład: Skillet - Shout your freedom


Prawdziwa miłość jest zawsze chaotyczna. Gubisz się, tracisz trzeźwy osąd. Nie umiesz się bronić. Im większa miłość, tym większy chaos.

Maik Pavels

Urodzony19/07/2001, Salzburg (Austria)
ObywatelstwoAustriackie i niemieckie
JęzykiNiemiecki, łaciński, francuski i angielski
ZawódListonosz
DodatkowoRenowator staroci
GrupaNowicjusz

Księgażycia
Mariesville powitało go śpiewem ptaków informujących o nastaniu kolejnego słonecznego, choć wciąż nieco chłodnego marcowego poranka. Tak jakby usilnie chciało pokazać się strudzonemu nieznajomemu ze swojej najlepszej strony. Dziś śmieje się, że ta urocza mieścinka wydająca mu się jeszcze wtedy niemal krańcem świata, najwidoczniej musiała podświadomie przeczuwać, iż potrzebował jej silnych ramion, by zapomnieć o niedowierzających minach krewnych, gdy wreszcie przyznał się, że z monachijskiego seminarium duchownego usunięto go już na początku drugiego roku pod zarzutem przemycania narkotyków do bursy. Okrutna prawda była jednak taka, że prochy, które odkryto w szafce należącej do Maika stanowiły własność jego ówczesnej dziewczyny, a on zwyczajnie wziął winę na siebie, wiedząc że gdyby na światło dzienne wyszła informacja, że nie tylko nieopatrznie zakochał się w córce mafiozy stojącego na czele miejscowego gangu motocyklowego, ale także od czasu do czasu przenocowywał ją w swoim pokoju, najprawdopodobniej oboje skończyliby za kratkami. A tak całą sprawę zamknięto we własnym gronie, a on dorobił się jedynie złamanego serca i nadszarpniętego honoru.
Autochtoni mający go początkowo za kolejnego wielkomiejskiego wygnańca i wolnego strzelca, który ze znudzoną miną zniknie z ich świata tuż po odbyciu kary wygnania nałożonej przez zamorskich rodziców, szybko uznali go za lekkiego dziwaka, jednego z tych których obcy akcent i wygląd wciąż pasują bardziej do europejskich metropolii, lecz sercem i duszą wydającego się być od dawna zwykłym wiejskim chłopakiem. Dość nietypowe połączenie, nieprawdaż ? Sam do końca nie potrafi zrozumieć, co mogła mieć na myśli pierwsza osoba, która go tak określiła. Grunt, że się przyjęło, a oni wreszcie zamiast irytować się jego całkowicie nieumyślnymi pomyłkami ich imion i nazwisk, poprawiają go ze śmiechem, informując że znowu znalazł się pod niewłaściwym adresem i wskazując prawidłowy. Chwała Bogu, że po tych wszystkich tygodniach podobne przypadki stają się coraz rzadsze, bo jeszcze niedługo zasłużyłby sobie na tytuł najbardziej roztrzepanego listonosza w dziejach miasteczka. Za to historie opowiedziane mu przez wszystkie gadatliwe staruszki pamięta doskonale nawet po wielu dniach. Do tego stopnia, że nie zauważył nawet momentu, w którym nagle stał się dla nich kimś w rodzaju spowiednika. Razem z listami, paczkami, gazetami oraz wieloma innymi rodzajami przesyłek każdego ranka dostarcza pod strzechy najnowsze plotki i szeroki, zaraźliwy uśmiech. Jest jednym z tych ziemskich aniołów, które instynktownie zdają się pojawiać wszędzie tam, gdzie ktoś potrzebuje ich wsparcia. Po godzinach nie tylko nadaje nowe życie różnorodnym starym gratom. Chętnie zaopiekuje się dziećmi sąsiadów, czy zrobi zakupy tej starszej pani z końca ulicy albo podrzuci ją do lekarza, a potem w milczeniu wysłucha jej żalów, choć wielokrotnie nie chcą tego już robić nawet jej właśni krewni.
Zakurzonapółeczka
* Absolwent Royal Roads University, conflict analysis and management.
* Mieszkaniec wynajmowanego domu w dzielnicy Riverside Hollow dzielonego głównie z turystami.
* Właściciel stalowoszarego Forda Explorera.
* W pracy poruszający się głównie za pomocą roweru lub hulajnogi.
* Opiekun Dodo (retriever z Nowej Szkocji, mała niespodzianka pozostawiona przez jednego z chwilowych współlokatorów) i Aramisa (asystujący duży szwajcarski pies pasterski wspierający go podczas napadów somnambulizmu).
* Karmiciel Portosa (kota syberyjskiego, o którego istnieniu dowiedział się dopiero oglądając zapisy z zamontowanej w ogrodzie fotopułapki).
* Dwóch starszych braci i jedna młodsza siostra.
* Kryptobiseksualista.
* Cichy wielbiciel tutejszych szarlotek i dyniowych przetworów.
* Kiedy tylko pogoda na to pozwala, wita dzień siedząc na balkonie z kubkiem waniliowo-orzechowej kawy i miską parującej kaszy manny z owocowymi dodatkami.
Pogawędkiudautorskie
* Prywatny limit postaci oficjalnie osiągnięty. Więcej męczyć nie będę.
* Znowu wzięło mnie na sentymenty, stąd kolejna lekka inspracja filmem pt. Zakazany owoc w reżyserii Edwarda Nortona.
* Przytoczony fragm. pochodzi z książki pt. Białe jabłka pióra Jonathana Carrolla.
* Na zdjęciu widnieje niemiecki TikToker Bene Schulz.
* Rodzeństwo do przejęcia.
* Chętnie przyjmiemy dłuższe i krótsze romanse.
* Jesteśmy otwarci na wszelkie inne wątki i relacje.
* Źródło kodu: Emme's Codes.
* Ewentualna dodatkowa droga kontaktu: mailowo pod ptkaln@gmail.com lub na Discordzie pod pantera_sniezna.
emme

1 komentarz:

  1. Czas spędzony w Mariesville płynął wolniej, niż ten w Paryżu.
    Mimo spędzonych dwóch tygodni nadal nosiła w ciele tętno pędzącego miasta, a przy tym wszystkie nawyki, które do niej przywarły. Zawsze pędząca tak, jakby mogła się gdzieś spóźnić, z czerwoną szminką na ustach, koszulą rozpiętą na kilka guzików pod którą doskonale widoczny był zalążek miękkiej, koronkowej bielizny. Love nie brała jeńców, nadal żyjąc bardzo podobnie do tego sposobu, którego używała w Europie. Robiła wszystko szybko, mocno i głośno, nie dając oddechu mieszkańcom zwracając na siebie uwagę mieszkańców nie wypowiadając ani słowa. Wystarczyło, że wprowadzała Bunię do kościoła, sama stojąc przed i paliła cieniutkie papierosy, z okularami na nosie nie zwracając uwagi na żadne zasady i świętości z Mariesville. Love miała w sobie coś, co sprawiało, że wszyscy zwracali na nią uwagę.
    Może była to kwestia ust pomalowanych na krwistą czerwień, może przez magnetyczne spojrzenie, którym obdarowywała każdego, kto zainteresował ją w najmniejszym stopniu. Może sam sposób bycia, który sprawiał, że w otoczeniu Mariesville zdawała się nie pasować do obrazu spokojnego, sielskiego miasteczka. Wysokie szpilki stukające o bruk, długie, szczupłe nogi odziane w lekkie, prześwitujące rajstopy z cienkim wzorkiem tuż nad krótką spódniczką, bufiaste koszule spod których wyłaniały się koronkowe, zbyt prowokacyjne biustonosze. Przynajmniej jak na to miasteczko. Zawsze z szybkim krokiem, z okularach na nosie i cienkim papierosem w ustach, którego nigdy nie gasiła pod butem, jakby nadal spieszyła się na metro w Paryżu. Było w niej coś, przez co kobiety mocniej łapały własnych mężów pod ramię, gdy przechodziła obok. W kawiarenkach panie domu plotkowały o Tej francuscę, którą widziano w sklepie przy zdrowej żywności w towarzystwie starowinki wpatrującej się w nią jak w obrazek. "Moja Love" — mówiła, gdy na spotkaniach z sąsiadami chwaliła się wnuczką, która odniosła sukces gdzieś tam, za oceanem. Ludzie zdążyli sobie wyrobić opinię, mimo że żyła tu niecałe dwa tygodnie robiąc z niej plotkę w ustach kobiet i śmiech wywołany w tych męskich, gdy jej imię padało między jednym a drugim drinkiem.
    Kobieta zdawała się nie zwracać na nic uwagi, żyjąc na swoich zasadach bez obawy o moralną ocenę.
    Nie dbała o plotki, nie szukała kontaktu u tych, którzy rzucali jej oceniające spojrzenia widząc w niej wyłącznie egzotyczną ciekawostkę skroploną dymem papierosów i perfum, które na długo pozostawały we wspomnieniach. Dlatego nie szukała zbytniego kontaktu spędzając z Bunią większość dni, w towarzystwie czarnej kawy... i gościa, który niespodziewanie zastukał w wejściowe drzwi.
    Wstała zza maszyny krawieckiej zerkając kątem oka po śpiącej Buni, która odbywała jedną z porannych drzemek przy rozpalonym kominku, bez słowa zamykając salon i żwawym krokiem podeszła do wejściowych drzwi. Otworzyła je prędko stając we framudze tak, jakby to miejsce należało do niej od zawsze, po czym uniosła błękitne oczy. W pierwszym momencie zajęło jej dużo czasu zanim przypomniała sobie imię, po długiej chwili wyciągając je z odmętów pamięci.
    — Maik?
    Nie zwróciła większej uwagi na czworonożnego przybysza zbyt skonfundowana mężczyzną, którego w życiu nie miała zamiaru widzieć w największych koszmarach.
    — Co ty tu robisz? — spytała, unosząc wysoko rudą brew.

    Love ❤️

    OdpowiedzUsuń