don't stop believing, hold on to the feeling
właść. Jackson Reid Moore — jax — urodzony 20 lipca 1988 roku w Camden — najstarszy z trójki braci — rodowity mieszkaniec mariesville — właściciel restauracji RIBEYE Steak House, w której pełni rolę szefa kuchni — wolontariusz w Mariesville Community Center, gdzie pomaga w prowadzeniu społecznej kuchni — własny kąt w Riverside Hollow nad rzeką Maple River — w posiadaniu domu w Farmington Hills, który obecnie wynajmuje Adamowi i Pauline Robertson — jeździ czarnym fordem f-150 z 2010 roku — stały bywalec miejscowego baru — wędkarz — fan muzyki country oraz klasycznego rocka — miłośnik prostoty, natury i swojskiej atmosfery — oddany społecznik Mariesville — rozwodnik — relacje
Życie nie skończyło się, gdy Tessa odeszła, żądając rozwodu. Choć przysporzyło to wiele bólu, rozczarowania i poczucia zagubienia, to przecież otwarło drzwi do nowego etapu życia. Na początku czuł się, jakby na nowo uczył się chodzić, mówić, a nawet stać o własnych siłach. Nie brakowało mu asekuracji i wsparcia ze strony najbliższych, choć wzrok ojca, przepełniony barwami rozczarowania, utkwił mu w pamięci na zawsze. W głębi serca przecież wie, że to nie jego wina, ale emocje człowieka to wielka tajemnica. Chociaż minął już drugi rok, gdy mieszka sam w nowym — małym, lecz swoim — domu, to wspomnienia wciąż potrafią wrócić i wywrócić dni i wieczory do góry nogami. To wówczas czuje, że jest tylko człowiekiem.
Życie nie traci swojego uroku, gdy bywają gorsze tygodnie w restauracji. Rzuca kłody pod nogi, to prawda, ale nie daje mu sytuacji bez wyjścia. Choć kosztuje go to wiele stresu, to widok mieszkańców jego ukochanego miasteczka, jego domu, w środku restauracji wynagradza to wszystko. Gotowanie to jego prawdziwa miłość. Głęboko wierzy, że jedzenie łączy ludzi i cieszy się, że może być tego częścią. Nie smuci się, że w domu posiłki spożywa sam, gdyż czerpie przyjemność z widoków w kuchennym oknie. Przecież jest tylko częścią czegoś większego — pięknego świata, który daje mu więcej radości niż smutku.
Życie nie staje się przytłaczające, gdy każdej soboty budzi się o czwartej i rusza do lokalnej świetlicy środowiskowej, by przygotować ciepłe posiłki dla tych, których może teraz nie stać na to, by wyżywić swoją rodzinę. Nie tylko go to wzbogaca, ale uczy ogromnej pokory, bo nigdy nie wie, co przyniesie jutro. Wierzy, że prawdziwą sztuką życia jest bezinteresownie otworzyć ręce i serce — właśnie tego nauczyło go całe życie w Mariesville oraz jego ukochana matka, która jest dla niego definicją szczerego alturizmu. On zaś z wiekiem zaczyna rozumieć coraz bardziej, że bliżej mu charakterem właśnie do niej niż do ojca. Za to już zawsze będzie dziękować Bogu.
Życie nie stanie się straszne i niepewne, gdy nie będzie wszystkiego planował, a czasem postawi na spontaniczność. Często myśli, jakie to piękne wyjść na spacer i nie wiedzieć, kiedy się wróci, bo spadające liście drzew to najpiękniejszy widok dzisiejszego dnia. Myśli, jakie to piękne wybaczać i zamykać pewne rozdziały życia, by czuć ulgę na sercu. Jakie to piękne ufać, że na drodze życia spotka jeszcze wiele tych, których doceni, a oni docenią go. Jakie to piękne pogłębiać trwające przyjaźnie, więź ze społecznością i rodzinne relacje… Jakie to piękne móc żyć.
Życie nie traci swojego uroku, gdy bywają gorsze tygodnie w restauracji. Rzuca kłody pod nogi, to prawda, ale nie daje mu sytuacji bez wyjścia. Choć kosztuje go to wiele stresu, to widok mieszkańców jego ukochanego miasteczka, jego domu, w środku restauracji wynagradza to wszystko. Gotowanie to jego prawdziwa miłość. Głęboko wierzy, że jedzenie łączy ludzi i cieszy się, że może być tego częścią. Nie smuci się, że w domu posiłki spożywa sam, gdyż czerpie przyjemność z widoków w kuchennym oknie. Przecież jest tylko częścią czegoś większego — pięknego świata, który daje mu więcej radości niż smutku.
Życie nie staje się przytłaczające, gdy każdej soboty budzi się o czwartej i rusza do lokalnej świetlicy środowiskowej, by przygotować ciepłe posiłki dla tych, których może teraz nie stać na to, by wyżywić swoją rodzinę. Nie tylko go to wzbogaca, ale uczy ogromnej pokory, bo nigdy nie wie, co przyniesie jutro. Wierzy, że prawdziwą sztuką życia jest bezinteresownie otworzyć ręce i serce — właśnie tego nauczyło go całe życie w Mariesville oraz jego ukochana matka, która jest dla niego definicją szczerego alturizmu. On zaś z wiekiem zaczyna rozumieć coraz bardziej, że bliżej mu charakterem właśnie do niej niż do ojca. Za to już zawsze będzie dziękować Bogu.
Życie nie stanie się straszne i niepewne, gdy nie będzie wszystkiego planował, a czasem postawi na spontaniczność. Często myśli, jakie to piękne wyjść na spacer i nie wiedzieć, kiedy się wróci, bo spadające liście drzew to najpiękniejszy widok dzisiejszego dnia. Myśli, jakie to piękne wybaczać i zamykać pewne rozdziały życia, by czuć ulgę na sercu. Jakie to piękne ufać, że na drodze życia spotka jeszcze wiele tych, których doceni, a oni docenią go. Jakie to piękne pogłębiać trwające przyjaźnie, więź ze społecznością i rodzinne relacje… Jakie to piękne móc żyć.
Poniższe wpisy mogą zawierać treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Cześć! ✉️ cinnamoonlattee@gmail.com 📝 limit: 0/3
[Dzień dobry, witamy z powrotem wybitnego restauratora 😏]
OdpowiedzUsuńOlivia