Soren Sterling
„Frosty”
Słońce nad Georgią w sierpniu nie ma litości, ale tutaj, w cieniu starych jabłoni ciągnących się wzdłuż Maple River, powietrze pachnie inaczej - słodko, ciężko, domem. Soren Sterling ma dwadzieścia pięć lat, ciało warte miliony dolarów, nowojorski adres i prawe kolano, które przy każdym mocniejszym kroku przypomina mu o kruchości dorosłego życia. Kiedy siedem lat temu opuszczał Mariesville jako dzieciak z pierwszej rundy draftu NHL, myślał, że ucieka stąd na zawsze. Wielki świat połknął go w całości: Madison Square Garden, ryk dwudziestotysięcznego tłumu, błyski fleszy i lód tak idealnie gładki, że można było zapomnieć o istnieniu grawitacji. Stał się „Frostym” - zimnokrwistym skrzydłowym New York Rangers, chłopakiem z Południa, który rzucił na kolana hokejową północ.
Wszystko pękło w ułamku sekundy podczas majowych play-offów, gdy więzadła w kolanie nie wytrzymały presji, a wraz z nimi posypała się cała misternie budowana tożsamość. Po miesiącach samotnej rehabilitacji, w otoczeniu chłodnych spojrzeń menedżerów i natrętnych pytań dziennikarzy, Soren po prostu zniknął. Spakował jedną torbę, wrzucił na pakę pick-upa pokrowiec z kijami i ruszył na południe, prowadzony jakimś pierwotnym instynktem, który kazał mu szukać schronienia tam, gdzie nikt nie mierzy wartości człowieka liczbą strzelonych bramek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz