21.04.2024

[KP] Jodie Halston


jodie halston 
21/04/1996, MARIESVILLE RODOWITA MIESZKANKA — NIEWIELKIE MIESZKANIE PO BRACIE W DOWNTOWN — BARMANKA W THE RUSTY NAIL, DORYWCZO KELNERKA W UNDER THE APPLE TREE I

Ma ojca, do którego jest podobna i którego widziała kilka razy w życiu, gdy akurat przypominał sobie, że gdzieś na jakimś zadupiu ma jakąś córkę, którą ucieszy garść owocowych cukierków. Ma matkę, która ciężko pracowała, by żyło się im lepiej, ale nigdy nie potrafiła odnaleźć się w roli tej, która została porzucona przez człowieka, którego kochała, dlatego sprowadzała do domu coraz nowszych chłopaków, byleby przez chwilę nie czuć się samotną, ze wszystkimi problemami świata na głowie. Ma byłego, który nie daje jej spokoju i znajomości wśród ludzi, których nie chce znać. 
Miała trzynaście lat, gdy zaczęła biegać i wreszcie odkryła coś, co dawało jej poczucie, że jest w czymś najlepsza. Piętnaście, gdy dostała swoje pierwsze, porządne buty do biegania, szesnaście, gdy wyprowadziła się z domu rodzinnego do mieszkania swojego starszego o osiem lat brata, który umarł trzy lata później i siedemnaście, gdy w swojej szczytowej formie zaczęła odważnie marzyć o stypendium sportowym i lepszym życiu. Takim, na jakie zasługiwała. Kilka miesięcy później przekonała się, że wypadki chodzą po ludziach, a żeby wygrzebać się z poważnej kontuzji trzeba mieć kasę, naprawdę bardzo dużo kasy. 
Teraz już to wie; nie wie za to kiedy tak kompletnie przestała marzyć  i uważać, że stać ją na coś więcej, niż ścieranie mokrych stolików w barze. 

______________________
Cześć.
elnattchio@gmail.com
Poniżej mogą znaleźć się treści przeznaczone dla dorosłych.

19 komentarzy:

  1. [hello gorgeous 🤍]

    Sygnał. Jasny i wyraźny sygnał, że Jodie nie miała w planach dalej pozwalać Wade’owi na dosłownie wszystko i stawiała mu jakieś granice. A zresztą, Clive nie powinien o tym w ogóle myśleć, bo od razu się denerwował, a nerwy nie służyły wakacjom przy plaży. A tak bardziej serio — istniało ryzyko, że jeśli Clive wystarczająco się we własnej głowie nakręci i zaangażuje w to, w co Jodie starała się go jednak nie angażować, to w końcu to z niego w jakiejś formie wyjdzie. Wymsknie mu się jakieś słówko. Spojrzy krzywo w nieodpowiednim momencie. Podsumuje coś uwagą, w której rozbrzmi calutkie to niezadowolenie, które czuł, ilekroć myślał o tym, że Jodie nie robiła z Wade’em właściwie nic. To jej sprawa, starał się sobie powtarzać, ale czy to też nie było tak, że skoro byli razem, to jej sprawy stawały się jego sprawami i jakoś niespecjalnie się przed tym bronił, bo po co miałby to robić?
    No bo kurwa. Jodie nie była bezradna. Ani pogrążona w niemocy. Musiała tylko podjąć decyzję, bo Clive nie do końca miał prawo robić to za nią, no i też nie chciał, bo gdyby odwalił coś za jej plecami, to pewnie by się wściekła, to tak po pierwsze, a po drugie… Jak to mogło zadziałać na zaufanie pomiędzy nimi, jeśli nie beznadziejnie? Już nie mieli się pod tym względem najlepiej, bo w sumie to gdyby Jodie ufała Clive’owi, to ufałaby też, że pomógłby jej jakoś w rozprawieniu się z Wade’em raz na zawsze, i byłaby skłonna mówić mu o tym, co ten parszywy glonojad robił, jak ją dręczył, jak prześladował. A tak… Clive mógł się tylko domyślać. I domyślał się naprawdę wielu kwestii, jednak przez zaczynaniem czegokolwiek wciąż powstrzymywała go świadomość, że między nim a Jodie brakowało zaufania, wszystko było jeszcze takie nowe i świeże, a on nie chciał tego psuć.
    Więc siedział cicho. I nie psuł. W pewnym sensie czuł, że wybierał mniejsze zło, tylko że nie do końca chciał się tak czuć, więc zagłuszał to potrzebą sprawienia, żeby ten wyjazd i te wakacje, to miejsce, żeby to wszystko naprawdę dobrze im zrobiło.
    Koniec końców oboje chcieli dobrze no i było w tym też coś fajnego, bo nie trzeba było długo się przypatrywać, żeby zauważyć, że im zależało. Jodie nigdy nie miała problemu z okazywaniem tego, że jej zależy, za to Clive to już była całkiem inna sprawa, no i w nim ta zmiana obecnie była też najbardziej widoczna. Jasne, że fajnie byłoby skoczyć od razu po przyjeździe do tego wielkiego, miękkiego, zaścielonego miękką pościelą łóżka, no i jasne, że by się tam bezbłędnie odnaleźli, ale Clive nie chciał robić tego w ten sposób. Musieli też w końcu zacząć się dogadywać, może to akurat nie wyjdzie im bezbłędnie, bo w ogóle rozmowy były z natury dużo trudniejsze i bardziej skomplikowane niż seks, a sprawa dodatkowo się plątała, gdy ktoś był w tych rozmowach tak oporny jak on. No nie lubił gadać. Jego rodzice nie gadali, on nie gadał, i jakoś tak w ogóle nie czuł takiej potrzeby, ale wiedział, że jeśli chciał, żeby Jodie mu się z czegokolwiek zaczęła zwierzać, to nie mógł nie oferować niczego w zamian. I wcale nie uważał, że związki powinny być totalnie bezinteresowne. Oboje czegoś od siebie chcieli. Czegoś oczekiwali. Wiązali już ze sobą pewne nadzieje. Clive’owi zależało, żeby to wyszło i żeby wyszło dobrze. Zmarnował już cztery lata na kompletne byle-co i chociaż był już over it, to poczucie, że ten czas poświęcił właściwie na nic, i że nie był przez to w swoim życiu w tym miejscu, w którym chciał już być, i że właściwie musiał wrócić do punktu wyjścia, było w nim bardzo żywe i czasem jeszcze strasznie mocno bolało. I całym tym nie-ufaniu, ufał jednak, że Jodie go tak samo nie urządzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpakował się do tej wanny pierwszy, ale w sumie jakie miał inne wyjście? Gdyby zostali w tych drzwiach, z Jodie w tej seksownej bieliźnie, to nie dotarliby już pewnie do wnętrza łazienki albo zrobiliby to, gdy wanna byłaby już pełna nieprzyjemnie zimnej wody. Naprawdę nie chciał, żeby to był tylko seks. Żeby wszystko, jak do tej pory, kręciło się między nimi wokół seksu, bo miał teraz, z perspektywy czasu, wrażenie, że jednak coś w ten sposób marnowali, że ich oboje było stać na więcej, a przy okazji oboje mieli świadomość, że zdrowa relacja nie mogła tylko na tym się opierać. I oboje mieli też za sobą bardzo niezdrowe relacje, a myśl, że mieliby to nieopatrznie powtórzyć… To Clive’a wręcz przerażało.
      Nie miał jednak z tył¨głowy tej myśli, gdy do wanny weszła też Jodie, układając się tak, że czuł na sobie przyjemny ciężar jej miękkiego i ciepłego ciała. Wyciągnął wygodnie jedną ręką, opierając się łokciem na brzegu wanny, a drugą objął Jodie, dłonią zatrzymawszy się na jej przedramieniu. Mieli tu cholernie romantyczny klimat, a i we wnętrzu łazienki, której okna nie wychodziły na ocean, te wszystkie grzmoty i wiatr wydawały się odrobinę mniej wyraźne.
      — Łóżko California king — odpowiedział bez wahania na pytanie Jodie. — I dużą lodówkę, żebym miał motywację trzymać w niej coś innego niż piwo — zaśmiał się, choć w tym akurat było wiele prawdy.
      Uśmiechnął się, sunąc teraz palcami od przedramienia Jodie na jej ramię. Robił to odrobinę bezwiednie, i ten uśmiech też przychodził jakoś sam. Tak na niego działała.
      — Pasuje mi — przytaknął, w sumie nie mając nic przeciwko roślinom Jodie. Sam w swoim mieszkaniu nie miał ani jednej, nawet jakiegoś marnego kaktusa, ale nie czuł, by miały mu w jakiejkolwiek sposób przeszkadzać. — Tylko wiesz, gdybym szukał nowego mieszkania, to… raczej już nie w Mariesville — zasugerował ostrożnie, zupełnie niepewny, czy dobrze robił, ale w sumie to chyba lepiej, żeby Jodie usłyszała od niego jak najszybciej, że o ile wiązał swoją przyszłość z nią, to nie wiązał jej z tym zapyziałym miasteczkiem. I to było już definitywne.

      that's for sure! 🌸💗

      Usuń
  2. [Hejka! :D
    Bardzo dziękuję za przywitanie! Jodie jest taka śliczna, a jej historia... Taka smutna i wydaje się, że niestety boleśnie możliwa. Trzymam mocno kciuki, żeby odnalazła wiarę w siebie i w swoje możliwości, odzyskania skrzydeł, które pomogą jej latać 🪽]

    Tessa👮‍♀️🔫

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko że Clive też nie był typem faceta, któremu pasowało to, by wszystko zawsze gładko, lekko i przyjemnie rozumieć. Żeby przyjmować z łagodnym uśmiechem i skinieniem głowy każdą informację, żeby wszystko mu pasowało i żeby na wszystko się godził, bo wychodziło to od kobiety, w której się zakochał i z którą chciał budować przyszłość i zaufanie, więc siłą rzeczy na jakieś kompromisy i ugody będą musieli chodzić, bo inaczej się nie da, żeby tylko jedna strona miała przez cały czas to, czego chce, a ta druga we wszystkim ustępowała. No ale ten kompromis, w którym on po prostu Wade’a i jego idiotyzmy tolerował, nie wtrącając się w nie swoje sprawy, wybitnie mu nie pasował, i wcale nie był tak mocno zakorzeniony w swoich policyjnych przekonaniach, żeby nie wiedział, co jest skuteczne, a co nie. Kurwa, wkurwiało go to. Że Jodie się na to godziła, że każdego dnia chodziła na palcach, oglądając się przez ramię, i robiąc absolutnie wszystko, żeby nie wkurzyć gnojka, którego zwyczajnie się bała, a Clive miał trochę związane ręce, bo widział, że jeśli zrobi coś bez jej aprobaty, no to z kolei on ją wkurwi, a wtedy będą na siebie nawzajem wkurwieni i to już do niczego dobrego nie doprowadzi.
    Prawdę mówiąc, to Jodie była koszmarnie wręcz uparta, ale Clive nie miał w tej kwestii prawa głosu, bo sam był niewiele lepszy. Fatalnie się pod tym względem dobrali, chociaż istniały gorsze opcje, na przykład przemocowiec albo zakłamana manipulatorka, więc w sumie nie było tak źle. Wcale nie było tak naprawdę źle, Clive i Jodie do siebie pasowali i odkryli to już dawno temu, tylko ta przeklęta przeszłość, która u każdego z nich zdawała się konkurować o to, u kogo było bardziej pojebanie trzymała ich w miejscach, w których zupełnie nie chcieli być. Bo starali się być tu i teraz, i naprawdę nieźle im to szło, ale Clive to czuł, i był pewien, że Jodie też czuła: nie byli dla siebie w całości. On ze swoim poczuciem, że budował on nowa coś, co już dawno powinien mieć, bo wszystko zrobił dobrze, wszystko zrobił porządnie i tak jak należy, a potem dostał od życia po mordzie, i ona, z tym, na co sądziła, że jest skazana, bo próba zmian byłaby jak włożenie kija w mrowisko, a tego bała się cholernie mocno. Fajnie by było, gdyby jednak uwierzyła, że Clive nie liczył na magię. Nic nie dzieje się samo i tutaj też się nie stanie, tylko żeby jednak się stało, żeby w ogóle miało szansę się stać, potrzebował z jej strony jakiegoś sygnału, jakiejś oznaki, że była gotowa coś z tym zrobić. Bo bez tego to serio czekali na cud, a cudu nie będzie.
    Frustrowało go to, podwkurwiało i złościło niemiłosiernie, ale na koniec każdego kolejnego dnia ręce miał tak samo związane jak poprzedniego, no i chuj, do niczego Jodie zmusić nie mógł. Nie chciał. Byli na wakacjach, on potrafił być cierpliwy, jeśli chciał i mu zależało, a przecież obie z tych rzeczy były prawdziwe. Martwił się sprawami, którymi równie dobrze mógł się martwić po powrocie, a teraz to wszystko było odległe i takie pozostać powinno, przynajmniej na kilka najbliższych dni.
    Dzisiaj mieli wannę, jutro będą mieć plażę i ocean, a Clive jeszcze przed przyjazdem układał w głowie listę miejsc, w które chciał zabrać Jodie, żeby ich wspólne spędzanie czasu nie sprowadzało się do rzucania sobie zaczepnych spojrzeń i sprawdzania, ile tych spojrzeń będą potrzebować, żeby iść do łóżka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Clive nie był do końca pewien, czy plany na przyszłość to najlepszy temat na wspólną kąpiel, ale z drugiej strony jeśli nasunął się akurat w tych okolicznościach, to narzekanie było niewskazane, bo dobrze, że w ogóle się nasunął. Potrzebowali od czegoś zacząć i Clive delikatnie ignorował flirciarskie zaczepki Jodie, nie po to, by sprawić jej przykrość czy zgrywać niewzruszonego, a właśnie po to, żeby się nie rozkręcić i nie sprowadzić w tej minucie wszystkiego do seksu.
      — Pewnie w Atlancie — przyznał po dłuższej chwili, bo przyznawanie się do tego, co mu się marzyło i jak chciał od nowa spróbować ułożyć sobie życie i karierę, podczas gdy już raz to wszystko tak spektakularnie się zawaliło, wciąż sprawiało mu ogromną trudność.
      Spinał się na samą myśl, na świadomość, że jeśli już raz nie wyszło, to mogło nie wyjść znowu, bo nikt nie zagwarantuje mu sukcesu, a on bardzo tej gwarancji potrzebował, żeby znowu czuć się bezpiecznie. Clive nie sprawiał wrażenia kogoś, kto czegokolwiek się boi, ale bał się strasznie i czasem to wszystko zdawało się o wiele większe od niego.
      — Byłaby opcja… — podjął znowu, a jego palce, które do tej pory sunęły bezwiednie po wilgotnej skórze Jodie, zatrzymały się w miejscu —...po szkoleniu i przy odrobinie szczęścia, żeby wkręcić się tam w homicide unit. Albo major crimes — wydusił z siebie dość niepewnie, bo w sumie sam nie wiedział, czy chciał mówić o tym Jodie, która nie była głupia i doskonale wiedziała, że homicide czy major crimes, to nie ta sama robota przy biurku albo w drogówce, w którą Clive babrał się do tej pory i którą był już tak okrutnie znudzony. Brak pewności w jego głosie brał się również z tego, że ta opcja brała się, jak wszystko w jego życiu, ze znajomości jego ojca, który może i był tylko zajebistym kardiochirurgiem, ale przy okazji zawsze znał kogoś, kto znał kogoś, kto przyjaźnił się z kimś, kto mógłby w czymś pomóc. — Bardzo bym tego chciał — wypalił jeszcze, choć w tym nagłym wyznaniu zabrzmiała doza nieśmiałości, bo trochę głupio było mu się przyznawać, że jego marzenia były tam, gdzie mógł zarobić kolejkę kulkę.

      guess that makes you my safe place too, right? 🤍

      Usuń
  4. Trudno było to zrozumieć, zwłaszcza, że Clive, tak samo jak Wade, jak chyba każdy mężczyzna na tym świecie, potrzebował czuć się jak prawdziwy facet. Wade okazywał to w dość dziwny sposób i właściwie to chyba gdy nie korzystał z przemocy, groźby i strachu, to samcem się nie czuł, ale dla Clive’a to było coś innego. To była ta potrzeba, żeby być zaufanym człowiekiem, bezpieczną przystanią, kimś, na kogo zawsze da się liczyć. Może nie zrobił do tej pory absolutnie wszystkiego, by udowodnić Jodie, że właśnie taki był, ale starał się. I to nie było tak, że ich związek kręcił się wokół Wade’a, ale Wade rzucał na ich związek cień, i Clive tego nie chciał, Jodie tego nie chciała, a jednak nic nie byli w stanie tym zrobić, bo on by się zdecydował, ale nie chciał bez jej zgody, a ona nosiła w sobie zbyt wiele obaw, by wsadzać kij w mrowisko. Już i tak odjebała w oczach Wade’a, że w ogóle śmiała wejść w związek z kimś, kto nie był nim, i Clive to rozumiał, ale nigdy nie miał tak, by potrafił żyć pod czyjeś dyktando. Prędzej czy później zawsze musiał się postawić.
    Teraz jeszcze był cierpliwy. Przede wszystkim dlatego, że ich sytuacja była o tyle ciekawa, że znali się od lat, Clive już raz zrobił Jodie w totalnego konia, potem ona przyjęła go z powrotem bo był smutny, zmęczony i wziął ją na litość ładnymi oczkami, ale on chciał tylko seksu, a ona niekoniecznie czuła, by powinni oczekiwać od siebie czegokolwiek więcej. No i to właśnie na tym budowali teraz związek, a Clive z kolei może i nie wyznawał tych tradycyjnych, południowych zasad, ale w jakieś tam wartości wierzył i skoro z kimś się już wiązał, to było dla niego całkowicie naturalne, że nie robił tego dla jaj, tylko dla przyszłości.
    To też był temat, którego prędzej czy później będą musieli dotknąć w rozmowie, ale czas na tę rozmowę nie był teraz. I tak trafili w dobre miejsce, skoro Clive ewidentnie się otworzył, a Jodie nie musiała ciągnąć go za język, żeby cokolwiek jej powiedział. Bał się o tym mówić — to jasne. Bał się, że zapeszy, że pochwali się zbyt wcześnie, a potem nic z tego nie wyjdzie, że tym razem okaże się, że jednak nigdzie na znajomościach i kasie ojca nie zajedzie, że w Atlancie go zobaczą i wyśmieją, bo nie dość, że obecnie był prostym krawężnikiem z zaplutej wioski, to wcześniej stracił na służbie partnera, a to wyglądać mogłoby dobrze w papierach jedynie, gdyby sam wtedy zginął. To było jak jakieś pierdolone piętno, to, co się wtedy stało i Clive dostał już na tym punkcie takiej obsesji, że dosłownie każdego podejrzewał o grzebanie mu w papierach, o ocenianie go za jego plecami, o dziwne spojrzenia. I bał się, że nikt mu nigdy nie zaufa, że będzie dobry do niczego, że nikt go już nie zauważy, nie doceni, nie poklepie po plecach i nie pochwali.
    Clive może nie był do końca próżny, ale zawsze szukał i potrzebował walidacji. Od ojca, od kolegów ze szkoły, od kumpli z drużyny, od lasek, z którymi się umawiał, od gliniarzy, z którymi pracował. Okrutnie mocno potrzebował słyszeć, że dobrze robi, że ktoś jest z niego dumny, że oby tak dalej. A przez ostatni rok czuł się bez tego… no nikim. Totalnym, skończonym nikim, z którego nikt nie był dumny i którego nikt nie miał za co docenić, więc przynajmniej wszystkie te laski, które bezmyślnie ruchał, trochę się nim zachwycały.
    To był też jeden z powodów, dlaczego zabrał Jodie na te wakacje. Nie główny, nie nawet z tych w pierwszej dziesiątce, ale gdzieś tam był: ta potrzeba, żeby mieć ją tylko dla siebie, żeby to byli tylko oni, a nie jej eks, jego eks, ludzie, których na co dzień spotykali w miasteczku, wszyscy krewni i znajomi królika. Tylko oni, ta przepastna willa, woda, słońce, piasek, i żadnego szumu w tle. Nic nie musieli, nikt ich nie obserwował, nic nie goniło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Clive uśmiechnął się, dotykając ustami tyłu głowy Jodie, gdy skomplementowała go po całości, upewniając się, by czuł się ważny i doceniony. Czuł się, potrzebował tego, ale był też pełen obaw, bo strasznie, ale o przeokropnie bał się, że no jednak coś nie wyjdzie. Że jebnie i to z hukiem, a on nawet nie wystartuje z bloków, a już wyłoży się prosto na ryj i jeszcze sobie tę swoją śliczną buźkę obedrze. Po Savannah Clive niczego już nie był pewien. Savannah zaszczepiło w nim ziarno zwątpienia, które było niewidoczne gołym okiem, ale sprawiło, że już nie był taki jak kiedyś i że nigdy nie będzie. Wyrwało mu się więc też ciche, ale przepełnione czymś ciężkim westchnienie, które zginęło gdzieś w plusku wody, spowodowanym tym, że Clive nieznacznie poprawił się w wannie, a jego ręka zjechała z brzegu wanny na ciało Jodie.
      Jego usta znowu dotknęły jej skóry, tym razem tuż z uchem, a później jeszcze na boku szyi.
      — A ty? — zapytał nagle, choć wcale nie był taki zajebiście pewien, czy powinien, czy mógł. Chciał, to na pewno. — Jest coś, co chciałabyś robić, coś innego? Na pewno jest — spróbował ostrożnie dowiedzieć się więcej. I to nie było tak, że coś mu nie pasowało w tym, że Jodie pracowała jako barmanka i kelnerka. Ale wiedział, że to nie był szczyt jej ambicji, coś mu podpowiadało, że na pewno musi być coś, o czym marzyła i… no, gdyby mogli zrealizować to marzenie razem, to byłoby zajebiście. On też w nią wierzył, tak samo jak ona w niego.

      well it surely does feel wonderful to be yours❣️

      Usuń
  5. Czasem Clive zastanawiał się, jak Jodie w ogóle mogła być z kimś takim, jak Wade, ale zaraz przypominał sobie, że on był z kimś takim jak Leah, no i wszystko nabierało sensu. Byli do siebie z Jodie podobni — oboje nadmiernie ufni, zwłaszcza, gdy wychodziło z nich to pragnienie, żeby kochać i być kochanym. Clive dość szybko zorientował się, że lubił w tym życiu kogoś przy sobie mieć. Lubił czyjąś uwagę, towarzystwo, wymieniane do późnych godzin smsy, rozmowy przez telefon, które trwały całymi godzinami, randki, wspólne wyjazdy, całą tę otoczkę. Był też romantykiem z natury — może nie skończonym czy kompletnym, ale zdecydowanie cała ta miłość, kochanie i wszystko, co się z tym wiązało, to było coś dla niego.
    Wiedział, że z Jodie dopiero zaczynali, że za nią, tak samo jak za nim, przeszłość ciągnęła się niczym jakiś cholerny smród, tylko on miał o tyle łatwiej, że jego przeszłość została w Savannah, a jej wciąż była tu, na miejscu i może nie miała o tym pojęcia, ale na własne oczy widział, jak się rozluźniła i wyraźnie zrelaksowała, kiedy tu przyjechali, bo dotarło do niej, że Wade nie przejedzie im tutaj swoim rozjebanym gruchotem przed oknami. To było wcześnie, jednak Clive już myślał o Jodie w charakterze kogoś, z kim mógłby i chciałby ułożyć sobie życie. Nie uznawał w końcu bycia razem tylko po to, żeby być, żeby mieć z tego seks, towarzystwo i trochę zabawy. To miał kiedyś, ale już się wybawił, wyszumiał i… No, Jodie jeszcze tego nie mówił, bo w ogóle nie chciał jej przytłoczyć ani sprawić, by czuła, że musi się pospieszyć, ale wiązał z nią pewne nadzieje.
    Problem z nadziejami był jednak taki, że dość łatwo się na nich przejechać, zwłaszcza, jeśli się o nich nie rozmawia, jednak fakty były też takie, że ze znakomitą większością propozycji w ich całej znajomości wychodził właśnie Clive. To on wyskoczył na środku alejki w lokalnym spożywczaku z tym, że seks bez zobowiązań mógłby być dobrym pomysłem. To on częściej pisał do Jodie niż ona do niego z pytaniem, czy chce, czy ma czas, czy wpadnie, czy on może wpaść. To on pojawiał się tam, gdzie ona pracowała, on czekał na nią na parkingu, oferując podwózkę, która zwykle kończyła się w jego łóżku. On zaproponował Savannah, chociaż wtedy akurat miał w tym interes. No i on w końcu się odezwał, gdy przestali się odzywać, a jak już zaczęli, to również on stwierdził, że w sumie to powinni spróbować być razem. I to nie był jakiś konkurs na to, kto więcej zaproponuje i zapewni im więcej rozrywki, po prostu takie były suche fakty, i Clive nie chciał przytłaczać Jodie kolejnymi propozycjami, wyznaniami i tym wszystkim, co się z nimi wiązało, no bo traktował ją poważnie.
    Więc nie przytłaczał. Byli z dala od swoich problemów, które przez kilka najbliższych dni miały nie istnieć. Burza wciąż przewalała się za oknami, choć mocne wiatry przesunęły chmury już na tyle daleko, że dużo łatwiej było ignorować grzmoty, błyski oraz dudniący w dach i okna deszcz.
    — Gdybyś została lekarzem, nie moglibyśmy razem być — skwitował teraz rozterki Jodie Clive, wyczuwając w jej głosie zmianę tonu. — Moi rodzice musieli się rozwieść, bo tata nigdy nie miał dla nas czasu, a jego ambicje były ważniejsze niż cała reszta.
    I nie uważał Jodie za pozbawioną ambicji idiotkę. W ogóle absolutnie nic nie przeszkadzało mu w tym, czym obecnie się zajmowała, ale jednocześnie doskonale wiedział, że sam byłby o nią spokojniejszy, gdyby rzuciła robotę w The Rusty Nail. Clive potrafił panować nad swoją zazdrością, ale nigdy jakoś szczególnie nie podobało mu się, ile typów zaglądało jej tam w cycki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale, zmiana pracy to nie był dobry temat na ten wieczór, i Clive wręcz wyczuł, że Jodie lekko spięła się w jego ramionach, chociaż udawała niewzruszoną, bo to było łatwiejsze, gdy nie patrzyli sobie bezpośrednio w oczy i w każdej chwili mogli ochlapać się nawzajem wodą albo zostawić trochę piany na nosie czy policzku.
      Ta, która trafiła nos Clive’a, załaskotała go, więc cofnął tę rękę, którą do tej pory dotykał Jodie i starł pianę ze swojej skóry.
      — Zrobisz to wszystko — zapewnił więc, zgadzając się z jej słowami, bo to nie było coś, czego od Jodie oczekiwał, ale jeśli tego chciała, to miała jego pełne wsparcie. — Pomogę ci, bo to jest zajebisty plan— dodał, zaczepiając znowu ustami o skórę na jej szyi, ale to najwyraźniej była jakaś niecna dywersja, ponieważ jego ręka, którą przed chwilą wycierał pianę z nosa, nie wróciła w to bezpieczne miejsce przy ramieniu Jodie, a skręciła w dół, przemykając pod taflą wody po jej ciele, żeby finalnie zatrzymać się pomiędzy jej nogami. — Nie myśl już o tym — zasugerował przyciszonym głosem, gdzieś między jednym pocałunkiem a drugim, podczas gdy jego druga dłoń znalazła się na szyi Jodie, odchylając lekko ją i jej głowę do tyłu, na jego ramię, żeby i do tych pocałunków miał lepszy dostęp. Niepotrzebnie pytał, mógł ugryźć się w język, bo przecież wiedział, że Jodie nie była szczęśliwa z tym miejscem w którym w swoim życiu wylądowała. No cóż, należało jej to jakoś wynagrodzić, więc nie próżnował ani nie zwlekał jakoś szczególnie, czując, jak pulsowała delikatnie, gdy powoli, ale metodycznie przesuwał po niej palcami.

      truly and forever yours 🤍

      Usuń
  6. No tak, Wade był strasznie chujowym wyborem, ale Clive starał się ze wszystkich sił, by nie stawać na piedestale i nie patrzeć na wybory Jodie z góry, bo sam nie dokonywał o wiele lepszych. Sam postawił właściwie wszystko na kogoś, kto koncertowo zrobił go w konia, a potem jeszcze nie potrafił tego faktu zaakceptować, nawet gdy ten zaglądał mu w oczy i śmiał się prosto w twarz. Ale było też coś w tym, jaką Clive miał tendencję, by od czasu do czasu poczuć się lepszym, zaśmiać się pod nosem nad tym, co głupiego ktoś inny zrobił i co wydawało się takim oczywiście złym wyborem, a jednak zostało wybrane. Myślał o Jodie, o tym, jakim bezużytecznym glonojadem był Wade, jakie to wszystko było głupie, że od tak dawna już z nim nie była, a on wciąż zdawał się dyktować jej warunki, które ona przyjmowała i uważał, że powinna była wybrać inaczej, a tak przede wszystkim to powinna mu wreszcie zaufać i pozwolić coś z tym zrobić. Im dłużej będzie czekać, tym większe pole do popisu będzie miał Wade. Dla Clive’a ten idiota był jak tykająca bomba, której licznik przyspieszał za każdym razem, gdy widział jego i Jodie. I ta bomba pewnego dnia wybuchnie.
    Clive nie bał się Wade’a. Gardził nim, to na pewno, jednak obawiał się tego, co Wade mógłby zrobić Jodie, więc tym bardziej frustrowała go jej… bezczynność. W pewnym sensie sama wybierała to siedzenie i oczekiwanie na cokolwiek, co Wade zrobi, gdy już w końcu postanowi coś zrobić. Bo że zrobi, to nie ulegało wątpliwości. Gość czuł się całkowicie bezkarny, a Jodie nie wyznaczała mu żadnych granic i Clive jej o to nie winił, ale czuł wobec niej z tego powodu pewien żal. Bo tu był, bo go miała, bo mógł jej pomóc, ale sam był najwyraźniej głupi, skoro tak cierpliwie czekał, aż mu na to pozwoli. Powinien był po prostu coś zrobić, tylko nie chciał być jak ten Wade, idiotą, który najpierw robił, a potem myślał, a tak w ogóle to jebać konsekwencje, bo on ma w sobie dużo testosteronu i potrzebuje go jakoś rozładować.
    Ich związek więc się rozkręcał, a przygłupi Wade zapewne jednocześnie nakręcał, a ponieważ Clive był śmiały i pewny siebie, to gdy już przyznał się Jodie, że coś do niej czuje i chciałby dać im szansę, wszystko działo się już dosyć szybko. To nie tak, że nie liczył się ze zdaniem Jodie, ale po prostu wykazywał inicjatywę, zamiast na nią czekać. I wydawało mu się, że całkiem do siebie pod tym względem pasowali, bo on robił to, czego nie zrobiłaby Jodie, a ona właśnie takiego go potrzebowała. Czuł się przy niej jak właściwy człowiek na właściwym miejscu, a to było naprawdę wyjątkowe uczucie.
    Do jej deklaracji podchodził jednak jeszcze ostrożnie. Uśmiechał się zupełnie naturalnie i odruchowo, gdy mówiła o tym, że zawsze będzie mieć dla niego czas i gdy w jej głosie słyszał tak samo szczerość, jak i determinację, ale jednocześnie starał się do tych słów nadmiernie nie przywiązywać, bo, wbrew wszelkim pozorom, nawet przy Jodie pozostawał ostrożny. Znał ją i wiedział, że by go nie okłamała, nie skrzywdziła, nie zrobiła w klasyczne bambuko, nie zdradziła z jego kumplem, jednak był moment, w którym głęboko wierzył, że Leah też by tego nie zrobiła, a potem jednak to zrobiła i… To nie tak, że podejrzewał, że Jodie byłaby zdolna do tego samego. Zakładał wręcz, po tym, co o niej wiedział i jak długo ją znał, że nie byłaby w stanie czegoś takiego mu zrobić, jednak nic nie potrafił poradzić na to, że coś kazało mu dbać w ich rozwijającej się relacji również o siebie. Bo Clive miał tendencję do angażowania się. Do wchodzenia w coś, w co wierzył, głęboko i na całego. Do dawania z siebie absolutnie wszystkiego co miał, do poświęceń, do oddawania komuś całego siebie z nadzieją, że to dobry wybór. Tym razem stawiał na Jodie, ale jednocześnie starał się nie wyciągać z niej jeszcze żadnych obietnic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedną już jednak dostał, więc przyjął ją bezdyskusyjnie, a uśmiech na jego ustach mogła wyczuć w pocałunkach, którymi nagle zaczął wręcz zasypywać jej policzek, usta, szyję i bark. Jej miękka skóra nie tylko pachniała, ale wręcz smakowała słodką wanilią, co dawało wręcz odrzucający efekt, którego Clive ani sobie nie odmawiał, ani nie oszczędzał.
      — Wszystko w swoim czasie — kontynuował jednak cierpliwie, choć z niemałym wysiłkiem ich rozmowę, bo Jodie już doskonale wiedziała, jak uderzała mu do głowy, jak niewiele potrzebował, żeby poczuć się przy niej jak ćpun na głodzie.
      Starał się jednak nie działać zbyt pochopnie, bo w końcu chodziło tu o to, żeby Jodie mogła się zrelaksować i przestać myśleć o tym, czego mogło jej brakować albo co czekało na nią, gdy wrócą do domu. Przez kilka najbliższych dni nigdzie nie wracali, a jeśli dalej będą dogadywać się tak dobrze, jak, wbrew wszelkim pozorom, dogadywali się przez ostatni rok, to to miejsce miało ogromy potencjał, żeby stać się ich bezpieczną przystanią. I taką samą rolę Clive pragnął pełnić w jej życiu. W ogóle oni oboje najbardziej na tym świecie potrzebowali spokoju, chociaż, prawdę mówiąc, Clive’a ciągnęło do spokoju tak samo jak do tej roboty w Atlancie, z marzeń o której wygadał się już Jodie, i którą mógł mieć załatwioną. Chciał tego.
      — Prowadź, mała — zamruczał teraz tuż przy uchu Jodie, gdy poczuł, jak jej dłoń zaciska się na jego nadgarstku. Nigdy między jej nogami nie zawodził, ale lubił też, i to tak wyjątkowo mocno, gdy pokazywała mu, czego ona chce i jak jest jej z tym najlepiej. — Ale z tą rączką spokojnie — upomniał ją jeszcze nad wyraz uprzejmie, i z taką samą uprzejmością cofnął własną rękę od jej twarzy, bo on teraz robił dobrze jej, i na tym miała się skupić. Takie były zasady, teraz je ustalił, przyciskając tę jej niegrzeczną rączkę do jej uda, w które mocno, na granicy bólu, wbił swoje palce. — To może teraz, zamiast kombinować pod wodą, pomyślisz też o tym, jak bardzo ja zakochałem się w tobie? — zasugerował jeszcze i jemu nagle też zrobiło się strasznie gorąco, a wzrok Jodie i dotyk jej ust na jego ustach jedynie dodatkowo to spotęgowały.
      Sam był pod wrażeniem, że to mówił, przez chwilę nawet w tego wrażenia zapomniał do czego zmierzał między jej nogami, ale Jodie poruszyła się nieznacznie w jego ramionach, i poruszyła się też ta dłoń, którą zaciskała na jego nadgarstku, i prowadziła go dalej w całej tej rozkoszy, którą pragnął jej sprawić.

      well ain't that damn true 🩷

      Usuń
  7. I dlatego właśnie, dlatego, że dwa tygodnie, to było jednak za mało, żeby cokolwiek oceniać, Clive siedział cicho. Nie zaczynał, nie komentował, nie dawał rad, o które Jodie go nie prosiła, a to, że doskonale wiedział, w jaki sposób należałoby zrobić z Wade’em porządek zostawiał dla siebie. Czuł jednak gdzieś głęboko pod skórą, rozbijało mu się gdzieś z tyłu głowy, że takie pozwalanie mu dosłownie na wszystko najzwyczajniej w świecie źle się skończy. Bo nie miał pojęcia jaki i kiedy, ale był pewien, że jakiś i kiedyś to wszystko będzie miało koniec i ktoś wtedy oberwie tylko jeszcze nie miał pojęcia kto. Wiadomo, że nie zamierzał pozwolić, by Jodie stała się ze strony jakakolwiek krzywda, ale co, jeśli tego zwyczajnie nie dopilnuje? Jeśli akurat nie będzie go obok albo jeśli Wade zrobi coś, czego nie da się przewidzieć, no bo on taki był, niestabilny i nieprzewidywalny, i potem Clive będzie musiał zmierzyć się jeszcze ze świadomością, że był gliniarzem, a własnej dziewczynie nie potrafił zapewnić bezpieczeństwa. Chujowy był z niego gliniarz, najwyraźniej, skoro nie ufała mu na tyle, by prosić go o pomoc, ale Clive wiedział, że gdyby naciskał, to w niczym by nie pomogło. Więc nie naciskał i, choć bardzo nie lubił, gdy robiła to jego matka, powtarzał sobie, że to wszystko jakoś się ułoży. Zostawiał w ten sposób wiele losowi i to też było coś, co sprawiało, że jakiś cichy głos się w nim buntował, nie chciał, ale prawda była taka, że on i Jodie spotkali się, bo los tak chciał. To nie było nigdzie zapisane, przez nikogo zaplanowane, a Clive nie do końca wierzył w jakieś tam przeznaczenie. Tak się trafiło, tak się zdarzyło, ale czuł, że Jodie była jego osobą, że go kochała i on mógł kochać ją i że temu też trzeba tak po prostu zaufać.
    Więc ufał, na tyle, na ile był w stanie, a temat Wade’a, temat Leah i wszystkie te problemy, jakie mieli w Mariesville, to wszystko przycichło, bo się od tego oddalili. I dlatego Clive uważał też, że Atlanta, albo gdziekolwiek uda mu się wylądować z pracą, że to bym im dobrze zrobiło, i sądził, że to byłoby dobre dla Jodie, zostawić stare śmieci za sobą, odciąć się od tego, w czym tkwiła przez całe życie i wyrwać z tego poczucia, że nic jej już nie czeka, no bo najwyraźniej czekało, a Clive był na to żywym i namacalnym dowodem.
    Wiedział, że stać ją na wiele. Wiedział, co mógł mieć, jeśli sam postawi na Jodie — nie odmawiał sobie faktu, że już była w nim zakochana, że w sumie to zawrócił jej w głowie i to nie było coś, co chciała ukrywać, a nawet gdyby chciała, to nie byłaby w stanie, bo od zawsze naprawdę dużo było po niej widać, tylko czasem Clive decydował się to ignorować. Prawda była też taka, że łechtało go przyjemnie to, jak dla niego przepadła, jak mocno to zrobiła i jak po prostu sobie na to pozwoliła, choć teoretycznie przez lata był dla niej skończoną świnią i miała mnóstwo powodów, żeby kopnąć go w tyłek w momencie, w którym zabrał ją do pracy na frytki i burgery, a potem przyznał, że jego zdaniem powinni być razem. To ona dawała mu szansę, nie on jej, i był tego świadomy, i zatapiał się teraz w jej bliskości podobnie do tego, jak jego palce zatapiały się w jej ciele, czując, jak jej biodra wyciągają się instynktownie do jego dłoni, a ona pulsuje, cała gorąca i mokra.
    To było, kurwa, uzależniające.
    Uśmiechnął się na jej niewybredną sugestię, wyłapując, co miała na myśli, i choć propozycja była kusząca, to niekoniecznie było teraz tak, że Clive chciał, by Jodie gadała mniej. Wręcz przeciwnie — lubił, gdy mówiła, bo wtedy on nie musiał, a jemu pewne sprawy wciąż przychodziły z trudnością, wciąż był jakiś taki niegadatny, a ona doskonale wiedziała, że właściwie to bywały sytuacje, gdzie cały ich ruchanie potrafił przemilczeć i tylko na koniec rzucić, że było zajebiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Clive otwierał się przed Jodie powoli, w totalnym kontraście do tego, jak śmiały był wobec niej w łóżku. Nie stanowiło dla niego problemu przyznanie, że mogliby się umówić na seks, westchnienie nad jej spektakularnymi cyckami, czy powiedzenie wprost, jak miała się ułożyć, ale cała reszta to był już ogromny problem, w którego rozwiązywaniu pomagała mu otwartość Jodie. To, że ona mówiła to, o czym on zapominał powiedzieć.
      — Chcę poczuć ciebie — przyznał więc teraz, lekko skuszony perspektywą wyjścia z wanny, w której było fajnie, ciepło i przyjemnie, a jednak pole do popisu mieli dość ograniczone.
      Cofnął powoli dłoń, wysuwając nadgarstek z uścisku Jodie, a następnie oboje wygramolili się z wody, którą, naturalnie, wręcz ociekali po wyjściu. Clive złapał za białe ręczniki i jeden podał Jodie, a drugim wytarł się sam, nie jakoś specjalnie dokładnie, ale na tyle, żeby łóżko nie było całe mokre, gdy już tam wylądują.
      — Uprzejmie powtarzam… — zaczął, gdy jego ręcznik wylądował niedbale na podłoże, a dłonie miał wolne, więc mógł nimi swobodnie ujął twarz Jodie, której, może z wrażenia, a może z czegoś zupełnie innego, jej ręcznik wypadł z dłoni —...że się w tobie zakochałem — dokończył, całując ją szalenie wręcz czule, ale jednocześnie w tej czułości cholernie trudno było wygrać z uśmiechem, który cisnął mu się uparcie na usta.
      Pocałunków było więcej, bo gdy Clive już zaczął, to trudno było mu przerwać, a jedyna przerwa, jaką zrobili, to ta na złapanie oddechu, żeby mógł wydusić z siebie ciche chodź do łóżka i w tamtą stronę ją poprowadzić, chociaż oboje mieli ograniczone pole widzenia, no bo jak tu się od siebie oderwać.
      W końcu jednak Jodie wylądowała w miękkiej pościeli, a Clive tuż nad nią, opierając kolano pomiędzy jej nogami. Z jej ust przeniósł się na chwilę na jej szyję, a później jeszcze na piersi i na brzuch, aż w końcu opanował się na tyle, by unieść wzrok na twarz Jodie, choć oddychał przy tym szybko i ciężko.
      — Specjalne życzenia? — zapytał, drocząc się z nią lekko. — Niespecjalne też przyjmuję

      I'm all yours, always yours 🩷

      Usuń
  8. Trochę był. Clive nie czuł się jak prawdziwy gliniarz już od dawna, bo właściwie to czuł się tak jedynie w Savannah, to było życie, i to całe użalanie się nad samym sobą, nad tym, jak skończył, gdzie tkwił i skąd tak bardzo chciał się wyrwać, to wszystko też pochłaniało sporo uwagi i wysiłku, które mógłby choćby przeznaczyć na to, żeby bardziej zainteresować się Jodie, skoro już z nią był.
    Clive jednak wciąż miał tendencję do tego, by gubić się w samym sobie i pozwalać, by własne problemu go pochłaniały. Dochodził do tego jeszcze fakt, że w sumie to Jodie we własne sprawy go nie mieszała, a ich relacja opierała się na tym, że opowiadali sobie głównie o wszystkim i o niczym, ale bez konkretów. Jodie nie wiedziała, co dręczyło Clive’a, on nie miał tak naprawdę zielonego pojęcia, co dzieje się w jej głowie. I sprawiali, że teraz, na tę chwilę, w tym momencie, to naprawdę działało, i Clive tak naprawdę nie miał pojęcia, czy Jodie tak jak on, myśli tyle o tym, co będzie, jeśli to nagle przestanie działać.
    Wiedział, że nie powinien, że w ogóle to trochę ich sabotował, gdy, bądź co bądź, pozwalał swoim myślom uciekać akurat tam, ale prawda była taka, że Clive nosił w sobie naprawdę wiele. I nie twierdził, że Jodie nie, i to nie był żaden konkurs na to, kto uniesie więcej, ale on przez to wszystko tak miał, że z jednej strony był szczęśliwy, zaangażowany i zakochany, a z drugiej tylko czekał, aż coś się w tym wszystkim spierdoli i szukał powodu do tego spierdolenia: w sobie, w Jodie, w jej byłym. Rozglądał się na boki, oglądał za siebie jak skończony paranoik, próbował spodziewać się niespodziewanego i… I robił wszystkim wokół krzywdę, a największą to w sumie Jodie, bo był już w stanie powiedzieć jej, że się w niej zakochał, ale nie byłby w stanie przyznać, że jej ufał. Bo nie ufał. Nie do końca. Nie potrafił, gdy nieustannie wydawało mu się, że albo jego przeszłość zrobi fikołka i historia się powtórzy, albo spodziewał się, że jej przeszłość coś napierdoli w ich życiach, z zazdrości, zawiści, z tego, że Wade nie potrafił odpuszczać.
    Ale jednocześnie Clivenie przyznałby w tym wszystkim, że Jodie potrzebowała go bardziej, niż on jej. W ogóle nie chciał zamykać jej w szufladce kogoś, kogo potrzebował. Bo wiedział, że to nie będzie tak, że Jodie go zbawi czy uratuje przed samym sobą. Dla niego to po prostu było to poczucie, że jeśli był na tym świecie ktoś, kto go jeszcze rozumiał, to właśnie Jodie. Komu bezinteresownie na nim i na jego dobru zależało, na kogo mógł liczyć, kto nie miał jego zaufania, tak samo jak nie miał go nikt inny, ale kto pracował, żeby je zdobyć, a to budziło jego podziw. Śmiał się przy niej więcej, robota nie była tak upierdliwa, gdy na koniec dnia się z nią spotykał, w ogóle dzień leciał szybciej, a wspólne noce były cieplejsze, mniej przerażające.
    Patrzył na siebie, na nią, na nich razem i widział w tym przyszłość do zbudowania i, cholera jasna, chciał ją budować. Bo nie ulegało też wątpliwości, że w całym tym przejebaniu, w którym zastała go Jodie, wytrwała przy nim, znosząc jego humory i krzywe akcje, aż do momentu, w którym miała go w naprawdę dobrym miejscu. W miejscu, w którym wiedział już dużo lepiej, czego chciał, w którym był na to gotowy i przede wszystkim nastawiony na bycie z nią dla wspólnej przyszłości, a nie dla rozrywki. Taki sam był rok temu, tylko że z niewłaściwą kobietą i wiedział, był przekonany, że teraz wybrał lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie do końca orientował się, jak to wyszło, że najpierw spokojnie rozmawiali, a potem jego ręka była między nogami Jodie, tylko po to, by po chwili podawać jej ręcznik, aż w końcu obłapiała ją zawzięcie, a on pozwalał Jodie, by robiła z nim to samo. Był więc przez nią obłapiany, obmacywany, całowany, urządzony tak, jak lubił to najbardziej, i trudno było mu się połapać w tym, jak mocno to, że jej chciał i pragnął uderzało mu do głowy. Wciąż nie rozumiał, jak to działało, ale dostawał przy niej totalnego głodu, choć podejrzewał, że najzwyczajniej w świecie strasznie leciał na to, jak Jodie go już znała, jak wiedziała, co lubił i jaka śmiała była w odpowiadaniu na to, co oferował.
      Zatrzymał się jednak, oddychając głośno i szybko, gdy Jodie podparła się na łokciach, wychylając w jego stronę. Jej wyznania jedynie dodatkowo go nakręcały, ale propozycja, która padła spomiędzy jej kusząco rozchylonych warg, lekko zaskoczyła.
      — W tobie siedzi jakiś mały szatan… — zauważył przekornie, przechylając lekko głowę i zaśmiał się cicho, całując ją i przysuwając się bliżej. — Może innym razem — zdecydował jednak, nie do końca przekonany, czy powinni akurat dzisiaj próbować czegoś, czego jeszcze nigdy wcześniej nie robili.
      Im bliżej z kolei był, tym mocniej ciężarem swojego ciała sprowadzał Jodie z powrotem na materac, na którym zdążył też oprzeć dłoń obok jej głowy. Drugą dłoń ułożył na jej udzie i pociągnął ją w swoją stronę — z dużą siłą i na granicy brutalności, bo w nim też przecież coś siedziało i było cholernie jej spragnione. Jak bardzo mogła poczuć, gdy wszedł w nią mocno, pochylając się jednocześnie, by jego czoło mogło praktycznie dotknąć jej czoła, i żeby mógł ją znowu pocałować, bo kompletnie nie miał tych pocałunków dość. To już znała. To już robili. To Clive lubił właściwie najbardziej, a teraz, gdy był totalnie zafiksowany na punkcie bliskości Jodie, smakowało to jeszcze lepiej.

      let's go, baby 💦 😜

      Usuń
  9. Poruszanie tematów, których Clive sam nie chciał poruszać, doprowadziłoby Jodie precyzyjnie donikąd, więc wpędzanie się w poczucie winy przez to, że tego nie robiła, było całkowicie pozbawione sensu. Clive nie był z natury wredny ani złośliwy, nie miał w zwyczaju mścić się czy przesadnie wyżywać, choć to ostatnie zdarzało mu się od czasu do czasu w jakiejś lżejszej formie, ale miał też pewne zasady, których naginania tolerować nie chciał. I jeśli wymyślił sobie akurat, że dla zasady o czymś rozmawiał nie będzie, to dokładnie tak miało być, a Jodie, jego zdaniem, znała go w tym wszystkim, czego jeszcze o nim nie wiedziała, na tyle dobrze, by wyczuć, której z niewidzialnych granic nie przekraczać.
    Bo to było tak, że skomplikowany związek już za sobą miał. Leah lubiła mieszać, wsadzać kij w mrowisko, prowokować go i potem udawać niewinną. To znaczy, dopóki nie zaczęła skakać po innych kutasach, Clive uważał, nawet pomimo jej natury manipulantki, że ogółem to mieli dobry związek. Fajny. Udany. On z całej tej miłości, która niewątpliwie wobec niej w nim była, w wielu kwestiach odpuszczał i ustępował, ona lubiła móc robić po swojemu i z jej strony ta miłość też tam była, Clive w to nie wątpił, ale tylko dopóki nie zaczęło się jej nudzić. No i teraz, po tym wszystkim, przez co został przewałkowany, Jodie miała go takiego trochę… no, na odwrót. Zdecydowanie nie takiego, jaki był kiedyś. Trudniejszego, bardziej upartego, mocniej zamkniętego w sobie.
    Dlatego lubił te wygodne wyjścia. Te rozmowy, które nie prowadziły dalej, niż by tego sobie życzył, to, że było mu z Jodie fajnie, wygodnie i przyjemnie, i że nie popychała go tam, gdzie nie chciał się znaleźć. Na pewno było tak, że w wielu kwestiach mu ustępowała — często nie dawał jej nawet szansy, żeby mogła zrobić inaczej. Ale, tak jak ona, pomimo ich wspólnych niedociągnięć, Clive też jakoś szczególnie nie wierzył w to, że mogliby kompletnie nie poradzić sobie w momencie, w którym to, co do tej pory działało, nagle miałoby przestać. Może i wciąż czasem miewali w sobie jakieś gówniarskie zachowania, ale gówniarzami nie byli już zdecydowanie. Jakoś nie trafiał do niego scenariusz, w którym byle pierdoła mogłaby ich złamać, i żadne z nich nie było też szczególnie kłótliwe natury. Wręcz śmiałby twierdzić, że poza tymi głupotami z młodości, odbili się całkiem nieźle, no i było już tylko lepiej, bo jedyna droga z totalnego dna, o które oboje się w swoich poprzednich związkach potłukli, wiodła jedynie w górę. Niżej się już nie da, więc trzeba jakoś wstać, no i Clive przy Jodie zdecydowanie czuł, że wstał i podjął właściwą dla siebie decyzję, choć wiadomo, że mieli ku temu wyboistą drogę. Na pewno dałoby się to zrobić lepiej i inaczej, i efekt mógłby być tak sam jak teraz, no ale oni zrobili po swojemu i też było dobrze. Zaufanie też przyjdzie. Z czasem. Clive się o to nie martwił, mieli siebie w dobrym miejscu.
    Za dobre miejsce można uznać również to łóżko, w którym wylądowali pomimo deklaracji długiej i leniwej kąpieli. Cóż — Clive zdążył już zauważyć, że jeśli o Jodie chodziło, to nie zawsze udawało mu się wytrwać we własnych postanowieniach, ale nieszczególnie miał sobie to za złe, no i coś czuł, jakoś tak coś mu podpowiadało, że Jodie również mieć nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież był taki szalenie grzeczny. Jej słowa. Jak mógł się nie zgodzić?
      Zgadzał się więc z Jodie totalnie, tak samo jak zgadzały się ich idealnie pasujące do siebie ciała. Bliskość Jodie, jej oplatające go mocniej uda, subtelnie poruszające się biodra i mokre, rozgrzane wnętrze działały na Clive’a wręcz oszałamiająco. Tracił przy niej na chwilę rozum, odzyskując go w momencie, w którym jej skrupulatnie wypiłowane paznokcie zatopiły się w jego skórze, prowokując go niejako, by poruszał się w niej mocniej i szybciej, podczas gdy te pocałunki, od których wciąż nie odstępowali, pozostały długie, czułe i dokładne.
      — Mów tak do mnie dalej, to przy tobie zwariuję — ostrzegł, obiecał, a może i jedynie uprzejmie poinformował Clive. Poza tym, że Jodie miała go tak ogółem w dobrym miejscu, to zawsze wiedziała też, co zrobić i powiedzieć, żeby w tym konkretnym miejscu mieć go dokładnie tam, gdzie chciała. Działało, i to tak cholernie skutecznie, co potwierdziło się, gdy w całym ich wspólnym wysiłku ciało Clive’a praktycznie przylgnęło do wciąż lekko wilgotnego ciała Jodie, a jego twarz skryła się w zagłębieniu jej szyi.

      a total, undeniable match 🩷

      Usuń
  10. Clive sam nie był pewien — czasem wydawało mu się, że w sumie to nawet by chciał, żeby Jodie trochę go przycisnęła i popytała, bo doskonale wiedział, że szanse na to, że otworzy się przed nią sam z siebie są raczej minimalne, a z drugiej znowu strony nie miał żadnej pewności co do tego, jak by wtedy zareagował. Oczywiście chciał wierzyć, że jego reakcja byłaby o ile nie dobra, to przynajmniej spokojna i normalna, bez automatycznego przechodzenia do defensywy, do której przywykł już tak, że nie był pewien, czy znał coś innego. Dręczyło go to trochę. Nie na tyle, by się tym zamartwiał albo żeby spędzało mu to sen z powiek czy przeszkadzało w normalnym życiu, ale na tyle, by czasem wywoływać w nim dziwne poczucie jeszcze dziwniejszego niepokoju.
    Clive o tym nie mówił ani jakoś specjalnie tego nie pokazywał, ale w głębi duszy doskonale wiedział, że nie zniósłby, gdyby znowu mu nie wyszło. Jasne, to było normalne, że czasem nie wychodzi, tylko że jego problem polegał na tym, że bardzo szybko nastawiał się na absolutny sukces. Rodzice go tego nauczyli, a potem przez całe życie, aż do wielkiego upadku wszyscy w nim to podtrzymywali: nauczyciele, rówieśnicy, przełożeni, wszelkie autorytety, które spotykał na swojej drodze. Był złotym chłopcem i strasznie mocno się do tego statusu przywiązał, i żeby czuć się dobrze potrzebował, by wszystko u niego też było dobrze. Nikt nie lubił upadać i przegrywać, tylko że większość ludzi po prostu po takim upadku wstawała z kolan, otrzepywała się i szła dalej, a on brał to do siebie niczym koniec świata, bo jego świat kończył się tam, gdzie życie przestawało naginać się do jego oczekiwań.
    Więc nawet gdy Jodie miała Clive’a w dobrym miejscu i, co chyba najbardziej w tym wszystkim interesujące, własnoręcznie go do tego miejsca poprowadziła, on wciąż pozostawał trudny. Nie dawał jej jasnych sygnałów ani zielonego światła, wielu spraw musiała się wciąż domyślać i w niektórych kwestiach dobijać od ściany, i to wszystko bez żadnej właściwie gwarancji i obietnicy, że to się zmieni. Na swój sposób był i okropny, i okrutny, a jednocześnie widział w tym wszystkim jasno i wyraźnie, że Jodie jest w nim zakochana. Nie było opcji, by pomylić to, jak na niego patrzyła i jaka przy nim była z czymś innym, a Clive też nie był typem, który potrafiłby sobie tej świadomości odmawiać. To było próżne, okrutnie płytkie, ale kręciło go to, jaka Jodie była w nim zakochana i wiedział, że on też jest zakochany w niej, tylko mieli pomiędzy sobą jeszcze tyle granic, które nie spełniały właściwie żadnej innej roli poza tym, by jemu było wygodnie.
    Domyślał się, że przy kimś takim jak Jodie będzie mu wygodnie nawet bez tych głupich murów, które wokół siebie postawił, przy okazji polewając czymś klejącym i śliskim, żeby wspinanie się po nich przypadkiem nie było zbyt łatwe. Przyzwyczajenie i Leah, o której już tyle nie myślał, ale wspomnienie tego, co mu zrobiła wciąż było w nim jak najbardziej żywe, wciąż jednak wygrywały, i uważał to za jedną ze swoich największych porażek, bo to nawet nie tak, że on nie zasługiwał, by samego siebie tak traktować. Jodie na to nie zasługiwała i Clive nie chciał, nie był przecież kolejnym chujowym facetem w jej życiu. Nie ma mowy, żeby tak to się skończyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależało im. Co do tego byli zgodni, tak samo jak wobec wielu innych kwestii, co sprawiało, że nawet pomimo upartego milczenia Clive’a, układało im się naprawdę dobrze i póki co ten wyjazd jedynie ich w tym przekonaniu utwierdzał. Poza tym, żadne z nich nie było tutaj po to, by szukać dziury w całym. W jakiejś części Clive nawet liczył, mniej lub bardziej świadomie, że tych kilka dni, które tutaj spędzą, zmieni to, co było już między nimi dobre na jeszcze lepsze.
      Obecnie najlepsze było zdecydowanie to co ze sobą robili. Jodie wiedziała, jak dotknąć, gdzie zadrapać i co powiedzieć, żeby Clive rzeczywiście dla niej zwariował. Tak kompletnie i totalnie zwariował i przepadł, co było doskonale wyczuwalne w tym, jak ich ciasno przyciśnięte do siebie ciała doskonale się ze sobą zgrały, odnajdując mocny, ale jednocześnie wyczerpujący rytm.
      Wiele słów i wyznań cisnęło się teraz Clive’owi na usta, jednak uparcie je powstrzymywał, zatykając sobie usta wargami Jodie i długimi, mocnymi pocałunkami, do których wrócili, gdy odsunął twarz od jej szyi. Jeśli już coś mówił, to głównie była to jakaś soczysta kurwa rzucona na wydechu, do którego jakimś cudem zaczerpnął dość powietrza. Wszystko mu się przez Jodie w głowie mieszało i niekoniecznie ją za to winił, a już na pewno nie wtedy, gdy jego oddech stał się jeszcze cięższy niż wcześniej, a ruchy bioder szybsze i bardziej łapczywe. Był blisko, czuł, że ona też i był pod wpływem tego uczucia, tak samo, jak i samej Jodie cały jej.

      yours ❣️

      Usuń