9.03.2026

[KP] Maximiliano Powell

 Uwaga ! Możliwe treści uznawane za niewłaściwe dla osób niepełnoletnich. Czytasz na własną odpowiedzialność. 


 Podkład: System Of A Down - Protect the land


Ten kto ma odwagę walczyć w imię tego, co uważa za słuszne, zostaje naznaczony- To znak, który zostaje wypalony w tobie na zewnątrz i w środku, który zmienia Cię na zawsze…


Imię i nazwisko:Maximiliano (Max) Dylan Powell Urodzony:01/11/1991, Camden Obywatelstwo:Amerykańskie i hiszpańskie Języki::Angielski, hiszpański i esperanto Zawód:Policjant Grupa:Lokalny bohater Wcześniej:Żołnierz Navy SEALs
Mieszkańcy Mariesville patrzą na niego niemal jak na ducha. Prawdę powiedziawszy nawet im się specjalnie nie dziwi. Ostatecznie dwa lata temu obserwowali jak trumna okryta flagą USA skrywająca jego ciało spuszczana jest do głębokiego dołu na tutejszym cmentarzu. A tu nagle pewnego wyjątkowo deszczowego wieczora zjawił się bezczelnie z powrotem. Minął znak informujący o początku tej spokojnej miejscowości tak zwyczajnie jakby nie miał im nic do wyjaśnienia. Jasne, niedługo później krajowe media obiegła informacja o wielkiej akcji amerykańskiej armii w Iranie, w wyniku której odbito wiele osób uznanych wcześniej za martwe lub zaginione, w tym kilku żołnierzy. Nawet te wiadomości nie były jednak w stanie w pełni uspokoić rozpalonej niemal do czerwoności ciekawości miejscowych plotkarzy. A dawniej pełny życia Max, zagadnięty o wydarzenia z tamtego okresu, nadal uparcie milczy, mierząc jedynie swoich rozmówców spojrzeniem tak twardym, że ci natychmiast milkną. Przynajmniej do czasu aż nie zniknie z horyzontu, bo wtedy rzecz jasna natychmiast wracają do wymienia się swoimi domysłami.
Niewola zabrała mu nie tylko dwa długie lata życia. Stracił przez nią o wiele więcej. Kochającą żonę, która w międzyczasie zdążyła rozpocząć romans z innym mężczyzną. Czteroletniego syna, z którym kontaktu raczej nigdy nie odzyska, bo mały nawet go nie pamięta. Został mu jedynie rodzinny dom w Farmington Hills. Przynajmniej na papierze, bo zwierzęta przechadzające się niegdyś po ogromnym ogrodzie wypełnionym zapachem jabłek i brzoskwiń sprowadzonych tu prosto z Hiszpanii przez jego matkę niedługo po ślubie, i tak w większości dawno już rozpierzchły się po okolicy. Sam budynek zaś nie dość, że wymaga kilku pilnych napraw, to jeszcze pustka w nim panująca sprawia, że w sercu Maximiliano z dnia na dzień coraz bardziej gaśnie ostatni promyk nadziei na odzyskanie względów Honey. W obawie przed ich całkowitym zdmuchnięciem, przeniósł się do Sunny Meadows Bed & Breakfast. Na parę miesięcy, może na rok, bo przecież przez ten czas te dwie najdroższe mu istoty znów będą przy nim, nieprawdaż ? Przecież tak właśnie musi być. W końcu to dla nich po prawie dekadzie postanowił raz na zawsze skończyć z wojaczką i wrócić na stare śmieci. Póki co jednak, aby do końca nie oszaleć, codziennie po pracy dyskutuje z Fido, jedynym psiakiem z hodowli białych owczarków szwajcarskich prowadzonej przez wiele pokoleń Powellów, który mimo upływu lat nadal wiernie stał na straży ich gospodarstwa, gdy jego obecny pan zdecydował się wreszcie wstać z martwych.
Emme

* Odautorsko

 * Cienie i promienie 

20 komentarzy:

  1. [Cześć! Ale zgotowałaś mu los, niemniej my autorzy lubimy dręczyć swoje postaci. :) Max z pewnością przeszłość ma bogatą, lecz niestety i bolesną. Aż trudno sobie wyobrazić, co musiał przeżywać przez wspomniane dwa lata. Niemniej, mam nadzieję, że będziesz czerpać jak najwięcej radości z pisania jego historii, a sam Max znajdzie ostatecznie ukojenie w Mariesville. :)
    Bawcie się dobrze!]

    Jax Moore

    OdpowiedzUsuń
  2. [Mocna historia i w dodatku taka... na czasie. Tak, jak napisałaś pod kartą Mii - często przerzucamy na bohaterów to, co sami chcielibyśmy przetestować, ale mam nadzieję, że Max jest tym wyjątkiem, z którym wolałabyś się pokłócić, bo jego historia jest zwyczajnie przygnębiająca.
    W ogóle niesamowicie podziwiam, że jesteś w stanie pokierować kimś, kto przez kilka lat był w niewoli, nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak to musiało odbić się na psychice Maxa, ale też z drugiej strony nie jestem w stanie nazwać jego żony niewierną, skoro Maxa już pochowała, przekonana o jego śmierci. Miała wszelkie prawo zacząć nowe życie, ale! Daje to tyle możliwości do ugrania ciekawych historii i mam nadzieję, że będzie Ci to dane! ♥
    Mam nadzieję, że będziesz dla Maxa już łaskawa. Albo chociaż łaskawsza. ;-)]

    Mia Whitaker 🌻

    OdpowiedzUsuń
  3. [Pomyślałam, że żona musiała się nieźle zdziwić, albo wręcz przeżyć szok, gdy zobaczyła męża, którego fizycznie pochowała i w pewnym sensie pogodziła się już ze stratą. Ciężka sprawa, nie zazdroszczę, choć ktoś tu gdzieś popełnił niezły błąd, skoro pod jego danymi pochowano kogoś innego, chyba, że był to symboliczny pochówek bez ciała. No w każdym razie pozytywne jest to, że Max odzyskał wolność i może na nowo uczyć się życia w tym szarym, spokojnym i sielankowym świecie! Życzę więc dobrej zabawy na blogu! 🧡]

    Rowan Johnson
    & Tanner Gentry

    OdpowiedzUsuń
  4. [Aaaah, ale mam ciarki już po pierwszym zdaniu! Abi na pewno też jest ciekawa tych wszystkich przemilczanych historii, a skoro on się do jej pensjonatu przeniósł, to na pewno okazji do zatajenia nie brakuje!
    Wspaniała i porywająca historia, ja mam wrażenie że Ty lubisz ekstremalnie intensywnie testować charakteru bohaterów! Oby odzyskał swoje życie i oby w tym życiu odnalazł się razem z bliskimi!]

    Abigail

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze tylko parę godzin - pomyślała patrząc na zegar ścienny wiszący nad przejściem do kuchni. Wyjątkowo dziś pracowała w nocy, doczyszczając sprzęty przed inspekcją zarządu filii, która miała się odbyć w ciągu dnia. Zgłosiła się do tego, gdyż i tak nie mogła spać, myślami będąc przy synku, który miał robione standardowe badania kontrolne i został na noc w szpitalu. W tym czasie mogła spróbować się przespać, ale znała się zbyt dobrze, by wiedzieć, ze żadne próby nie dojdą do skutku. Więc pracowała, by zająć czymś ręce ignorując pulsujący ból głowy i sztywny kręgosłup. W połowie nocy zrobiła sobie przerwę na kawę i tylko na nią. Nie mogła jeść od długiego czasu, co ciało zaczęło w końcu odczuwać. Kiedyś pełna życia, dziś wrak z ciemnymi cieniami i wychudzona sylwetką, oddając większość Alexowi. Na szczęście napady były mniejsze niż zazwyczaj, ale i tak z niepokojem czekała na każde wyniki. Chciałaby by był tak silny jak inne dzieci w jego wieku. Bolało ja, gdy czegoś nie mógł robi z rówieśnikami. Dała mu siebie nie oczekując niczego więcej.
    Godziny szybko zleciały. W końcu urobiona po łokcie, przeszła raz jeszcze kawiarnie, by posprawdzać rzeczywisty stan. Poczekała na ranna zmianę, aby przekazać im co zrobione a co jeszcze można by było podciągnąć, a potem ubrała się i wyszła kierując do szpitala. Po drodze kupiła sobie wodę i baton proteinowy i weszła do budynku i rejestracji a potem na wyższe piętra na odział.
    - mamo!! - zawołał jak zwykle ożywiony - nareszcie. Idziemy? Obiecałaś lody...
    Uśmiechnęła się ciepło.
    - trochę jeszcze za zimno, aby jeść lody na powietrzu, ale możemy kupić w drodze powrotnej do domu - dodała szybko widząc zawód na twarzy - Musimy poczekać na pana doktora i wypis.
    Naburmuszył się. Podeszła do łóżka i pochyliła się, by dać buziaka w czoło.
    - Mamo... nie jestem już mały.
    - zawsze będziesz. O idzie pan doktor. Dzień dobry - powitała siadając na zydelku obok szafki. Zrobiła miejsce na badanie.
    - No wyniki ma całkiem niezłe. Trochę za niski potas, ale zlecę receptę. Myślę, ze śmiało można go wypisać.
    - Dziękuję - zerknęła na synka, który z ekscytacji aż się wiercił.
    - Jak sie nic nie zadzieje to myślę, ze kontrole można zrobić za 3 miesiące - dodał zanim przeszedł do kolejnego pacjenta.
    - Rozumiem. To czas się zbierać. Zjedz śniadanie a ja cię spakuje.
    Sięgnęła po torbę pod stolikiem i aż się chwyciła brzegu, gdy doszedł zawrót głowy. Szybko się otrząsnęła i zaczęła pakować. Później już, gdy byli gotowi, poszli po wypis.
    Pogoda była słoneczna aż chłodna. Z jednej strony trzymała za rękę, z drugiej torby. Przechodzili przez park. Było po prostu szybciej. No i po drodze wstąpili do spożywczaka. Trochę owoców i warzyw, wędlinka i lody oczywiście. Małe rożki truskawkowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. - Mam dzisiaj wolne. - powiedziała widząc ławkę, na którą usiadła. Wyczerpanie robiło swoje - Cały dzień dla mojego słoneczka.
      - Mamo, huśtawka! - wskazał palcem - Mogę? - zrobił te swoje duże oczy tak podobne do Maxa. - Mamo... - ponaglił.
      - Możesz, ale tylko na chwile... Nie oddalaj się za daleko - krzyknęła za nim, gdy popędził. Westchnęła. Aż za dobrze wiedziała jak bardzo rozpiera go energia. Przyglądała mu się. Az za dobrze jego przypominał, gdy oglądała zdjęcia z dzieciństwa Maxa, gdy naszło im na wspominanie. Dzień przed, gdy wyjechał... - Alex, wolniej! - krzyknęła widząc jego wyczyny. Chciała wstać, ale zrobiła to zbyt gwałtownie. Czerwone plamki zawirowały jej oczami. Usiadła ciężko oddychając. Sięgnęła po butelkę z wodą, aby sie napić. Wysunęła się z ręki.
      - Mamo! - Alex podbiegł do niej przerywając zabawę. - mamo...
      - Woda... - wysapała cicho. Pobladła. Nawet sama to poczuła. Alex pomógł w trzymaniu, gdy pila. Zmęczenie całonocne ja w końcu dopadło.
      - Mamo... co sie dzieje - zapytał przestraszony. Nie wiedział co miał robić a po parku nie kręciło sie zbyt dużo osób - Pomocy, proszę - zaczął krzyczeć. - Ktoś... - a potem sie zerwał.
      - Alex... wracaj. - zawołała słabo. Nie słuchał jej. Krążył po sektorze mając nadzieje, że kogoś spotka. Potem za zakrętu wyszedł jakiś mężczyzna. Młody na oko.
      - Proszę pana - próbował zebrać oddech - proszę mama... potrzebuje... pomocy... - powiedział rozpaczliwie - tam.. Proszę uratować moja mamę - próbował sie nie rozpłakać. Wskazał palcem na miejsce odleglej ławki i wolno osuwającej sie drobnej postaci po niej.

      Usuń
  6. Max wrócił do rodzinnego miasta po kilku latach nieobecności, podczas których jego najbliżsi i sąsiedzi oraz przyjaciele się z nim pożegnali, uznając za zmarłego. Kiedy jednak pojawił się nagle i zdecydował się zatrzymać u Abigail, którą znał od dzieciństwa choć ona kojarzyła go ledwo jak przez mgłę bo była dużo młodsza, przez pierwsze dni nie miała pojęcia, jak się zachować, jak do niego zwracać, czy jak w ogóle rozumieć tę sytuację. W Mariesville zawrzało, ludzie szeptali gorączkowo że ten wrócił z zaświatów, a ruda poniekąd czuła się wystawiona na świeczniku... Czy powinna mu pozwolić wynajmować jeden z pokoi, skoro czekał kilka domów dalej jego własny, rodzinny? Dziewczyna, mimo tych rozterek i wszelkich wątpliwości, przyjęła go z szerokim uśmiechem, jakby od razu wyczuła, że potrzebuje ciepła i pozytywnej energii, którą ona zawsze tryskała. To właśnie ta jej radosna, pełna optymizmu osobowość mogła być dla Maxa jak oddech świeżego powietrza w chaosie, który przeszedł w ostatnich latach, bo przecież nikt inny jak ona nie okazywał ciepła i troski tak żywo i z takim zaangażowaniem.
    Powrót do rodzinnego miasta był dla niego na pewno jak powrót do czegoś znajomego, ale jednocześnie obcego i Abigail potrafiła to zrozumieć, choć ich wzajemne wyjazdy były czymś absolutnie innym. Wyobrażała sobie jednak, że skoro jej nie było chwilę i na powrót oswajała się z urokiem okolicy, to on... o rety, on musiał sie mierzyć z wyzwaniem! Przeszedł przez wiele, a ją ciekawiły wszystkie te opowieści. Nie była jednak jeszcze pewna, czy będą w stanie o tym rozmawiać, czy nie okaże się zbyt ciekawska, a nawet wścibska, zadając pytania...
    Pensjonat był w dobrym stanie, ale tata Abi coraz słabszy nie zawsze umiał podreperować i zadbać o zewnętrzną elewację, albo instalacje. Dziewczyna pamietała, że Max kiedyś po miasteczku chodził i cos tam sąsiadom reperował, więc zastanawiała się, czy nie spytać, czy chciałby znowu móc pomagać, nawet w drobnych naprawach, gdy jej tata jest słabszy. Jeszcze o nic nie pytała, ale powoli się przymierzała, by go zaczepić.
    Abi, z jej niewyczerpaną energią i uśmiechem, wydawała się dla ludzi jak promień słońca w pochmurny dzień. Jej wieczny uśmiech poruszał innych i ona uwielbiała widzieć, jak ich oczy odbijają radość. Jej optymizm, który nie przemijał mimo trudności, był świadectwem, że mimo młdoego wieku, ona wie czego chce.
    Gdy mijał kolejny dzień, a wieczór zapadał powoli, bo dni były już dłuższe, rudowłosa wyszła na ganek i przysiadła na niskich schodkach prowadzących do wejścia. W ręku trzymała jeden duży kubek z herbatą z syropem lawendowym, a obok siebie postawiła drugi, z takim samym napojem. Widziała w oddali jak Max skądś wraca, dostrzegła go prze z okna i postanowiła, że dzisiaj go zaczepi, tak o dla zwykłej rozmowy. Wydawał jej się zbyt pochmurny, zbyt cichy, jakby przygaszony a ona nie umiała tego znieść.

    Abi

    OdpowiedzUsuń
  7. Kręciło jej się w głowie nawet, gdy zamknęła oczy na chwilę. Nawet nie zarejestrowała, kiedy całkiem sie osunęła. Omdlenia stawały sie częstsze ostatnimi czasy, co miała przedstawić rodzinnemu, ale i tak domyślała się co powie. Żyła na opartych, powinna zwolnić i bardziej dbać. Jeść o stałych porach i mniej się stresować. Marzenie słabo wykonalne, gdy trzeba planować nad kilkoma rzeczami naraz i kombinować by pieniędzy nie brakowało. Zamiast kelnerować mogła by zacząć w końcu projektować. W końcu dobre projekty były w cenie. Gdyby jeszcze miała na czym... Sprzedała wszystko co cenniejsze a nie było tego wiele. Teściowa postawiła sprawę jasno, gdy tylko razem zostały. NIC ale to nic do niej nie należało. O czym została powiadomiona w jednej z wielu kłótni, które kobiety miały.
    Musiała kombinować i prosić, co była zawstydzające a i tak nie posunęła się daleko z rachunkami. Bolała ja głowa jak tylko patrzyła na teczkę.
    - mamo... - Alex stał w pobliżu przerażony widokiem. Oddychała z trudem, cała blada na twarzy.
    Poruszyła się zdezorientowana faktem, iż leżała na ziemi. Wzrok miała zamglony, dopiero później zaczął się wyostrzać. Skupiona na synu, który teraz nie krył łez, które spływały po policzkach. gdy się ocknęła po krótkiej chwili.
    - podaj mamie torebkę - sięgnęła po nią drżąca rękę. Wyciągnęła fiolkę z lekami, które połknęła - już dobrze - odparła słabo ściskając jego dłoń.
    Uniosła głowę do góry, by zobaczyć kto jeszcze pomagał i zamarła.
    - Max...? - szepnęła cicho - a..ale przecież powiedzieli...
    Wpatrywała się w niego jakby ducha zobaczyła.
    - jak... kiedy... - pytań było tyle, ze nie wiedziała które pierwsze zadać.
    - mamo... - chwycił ja za ramię jakby sprowadzając na ziemię. No tak wypadało by wstać zanim złapie jeszcze jakieś choróbsko. Wstała ociężale i na powrót usiadła na ławce opierając się plecami o tył.
    - podaj mi wodę - mruknęła zerkając na niego jakby sie upewniając, że nie był złudzeniem optycznym czy innym przejawem przeciążenia organizmu.
    - mogę pieska pogłaskać - zapytał się młody - jest piękny... - zerknął na zwierzaka.
    - jeśli nie gryzie. Brakuję ci infekcji - odparła silniejszym już głosem. Czasem zachowywała się jak nadopiekuńcza kwoka, ale cóż poradzić. Lepiej dmuchać na zimne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mały się rozpromienił.
    - mama mówiła, że bycie bohaterem jest się w każdej sytuacji - odparł dumnie wypinając pierś cały szczęśliwy, że może go pogłaskać - tata też był bohaterem - dodał zwracając uwagę już na psiaka. A Ines miała ochotę teraz palnąć się w czoło. Zerknęła na niego a potem zajęła się woda jakby było to najważniejsza czynnością.
    To było krępujące. Bezpośredniość dziecka. Co chwila zerkała na niego jakby nagle miał się rozpłynąć.
    - tak później - powiedziała w końcu patrząc jak Alex się tuli do psa. Miała tyle do powiedzenia, ale nie wiedziała co powiedzieć najpierw. - Był zbyt mały, by o tobie opowiadać a nie miałam zbyt wiele by mu pokazać - zamrugała - twoja matka nie pozwoliła mi zabrać - skrzywiła się. Tak lepiej o tym na razie nie opowiadać. Zamilczała na długo.
    - Nie chciałam tu wracać. Rodzice chcieli bym została, ale Alex się tu urodził i tu też jest lepsze powietrze dla jego układu oddechowego.
    - MAMO!!! popatrz !! Fido aportuje - uśmiechnęła się ciepło.
    - widzę, ale uważaj co, ledwo z badań wróciliśmy... - odparła - powinnam juz iść - dodała - przepraszam, ale to za dużo dla mnie.

    żoncia

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawołała Alexa. Marudził, że musiał zakończyć zabawę.
    Sama nie była pewna jak sie zachować, ale nocna praca zrobiła swoje i nawet sie cieszyła, iż mogła sie łatwo wymknąć.
    - Alex, jestem po pracy - powiedziała mu stanowczo - muszę odpocząć a niedługo ma przyjechać twoja kuzynka. - przypomniała - wracaj już.
    Zrobił minę i szedł do nich z kwaśna miną.
    Ines zrobiła nieokreślona minę na to wyznanie. Jednak nic nie wspomniała. W końcu to była jego rodzicielka i cokolwiek o niej myślała pozostawiła to tylko sobie i swojemu rozumowi.
    - trzeba umieć sie przystosować - zauważyła odsuwając się od niego na bezpieczniejsza odległość. Nie ufała sobie na tyle, by poradzić sobie z emocjami. Różnego rodzaju. Na chwile obecna wystarczała wiedza, iż on żyje i ma się całkiem dobrze. Reszta jak wyjdzie to wyjdzie.
    - Minęło dużo czasu Max. - powiedziała neutralnie - Niektóre rzeczy się zmieniły a inne nie. - skinęła mu głową - Dziękuję za informacje. Chodź Alex. Pożegnaj się.
    - Ładny pies. Do widzenia. - dodał z uporem pod spojrzeniem matki. Zmierzwiła mu włosy.
    - chodź ty mój buntowniku. Wydaje mi się, że z lodów już nic nie zostało. W domu zobaczymy co się da uratować.
    Potem spojrzała na Maxa.
    - Nawet nie wiesz jak bardzo - odparła trochę za sucho - i dziękuje za informację - odwróciła się nie wspominając gdzie mieszka ani faktu, ze zmieniła swój numer telefonu. - No czas wracać. Juz dawno powinieneś mieć swoje inhalacje... - głos zamilkła na dobre, gdy minęli park, zostawiając mężczyznę samego z własnymi myślami.

    I.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie odwróciła się ani razu, gdy odchodzili trzymając zaciskająca się ręka dłoń syna.
    - Auć, mamo.. to boli - poskarżył się. Zerknęła w dół na niego i rozluźniła uścisk. Myślami była gdzie indziej. Nie wiedziała jak ma teraz postąpić, co mówić, gdy czasem będą się gdzieś widzieć. To było pewne i nieuniknione. Trochę się przecież znali. Bywał uparciuchem, gdy próbował ja przekonywać do swoich racji. A teraz czuła się jak na rozdrożu dróg i nie wiedziała, która stronę wybrać. Chyba, ale to chyba - pomyślała - czekała ja kolejna sesja z psychologiem. Nie tylko dla siebie, ale dla Alexa też. Jakoś trzeba będzie go przystosować do roli posiadania drugiego rodzica.
    Zadzwonił jej telefon.
    - Alex potrzymaj mi siatkę - gmerała w torebce, by sięgnąć po telefon. Chciała przekląć, ale się powstrzymała. - tak?
    - No nareszcie. Mam jeszcze parę rzeczy u ciebie.
    - Masz klucze, możesz otworzyć. Sama będę tam za godzinę. Jak skończysz wsadź klucze do skrzynki. Na razie. - oznajmia sucho i sie rozłączyła za nim cos powiedział.
    - to Tobias?
    - Tak.
    - przyjedzie?
    - Tak, by zabrać resztę rzeczy, które spakowałam mu w karton, by było szybciej.
    Alex zrobił minę.
    - To nie będziemy sie razem bawić.
    - No niestety. Nie płacz. Za parę dni urządzają festyn. Będą zwierzęta i będzie fajnie.
    Rozchmurzył sie i dalsza drogę szczebiotał o paniach pielęgniarkach. Gdy byli juz w domu, pierwsze co byly to leki do wzięcia, inhalacje, ale tym razem były one krótsze, obiad i drzemka. Lody, choć poturbowane, przeżyły upadek. Miała potem chwile dla siebie, Alex sie bawił a ona zaś wzięła prysznic. Przy szumie wody mogła da upust emocją. Wyszła w całą zaparowaną łazienką i poszła ubrać sie w dresy. Potem sprawdziła co u młodego. Syn koniecznie chciał wiedzieć czy tego pana znała. "W pewnym sensie" - mruknęła tłumiąc ziewnięcie. Zmęczenie ponownie ja objęło w posiadanie a miała jeszcze tyle rzeczy na głowie. Nie zdarzyła nawet dokładniej przeczytać wypis i nowych wytycznych. Cieszyła ja myśl, że w końcu organizm wchodzi na prawidłowy tor. Ostatni decydujący rok, w których będzie wiedziała, kiedy będzie można odstawić leki.
    Westchnęła głucho ignorując bolące stopy. Kolacja minęła na rozmowie, potem czas spania i podanie "wąsów" na noc, by lepiej mu sie oddychało. Bajka opowiedziana, zgaszone światło zwiastujące koniec dnia i w końca cisza.
    Tylko, że nie dla niej - powiedziała sobie, że jeszcze godzinę wytrzyma nad segregowaniem rachunków na każda osobna kupkę i strefie najpilniejsze. Jednak oczy po 15 minutach gapienia się w cyferki, zaczęły protestować, wiec silą rzeczy położyła sie do lóżka. O dziwo przesypiając większą ilość godzin w nocy niż zwykle. Czy to tylko zwykle wyczerpanie czy sprzeczne emocje sprawiły? Nic, ze organizm stwierdził, że trzeba sie o niego upomnieć.
    Na szczęście jutrzejszego dnia zaczynała o 12.
    Było dużo czasu.
    Alex poszedł na zajęcia z grupą specjalną, gdy ona zajmowała się pracą. Czas płynął spokojnie jak to miało miejsce w środku tygodnia. Czego chcieć więcej niż pojawienie sie "ducha" wojennego.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czas niemiłosiernie się dłużył w tym tygodniu. Czekała do końca tygodnia, po to tylko by wybrać się na festyn. Nie planowała długiego tam pobytu. At parę godzin, by zmienić klimat no i sprawić radość Alexowi. Jego wychowawczyni dała jej jasny znak, ze malca cos trapi. Obiecała, ze z nim porozmawia, ale podziękowała za informacje. Wciąż próbowała się oswoić z myślą, ze tu był. Spała coraz mniej, co sie potem odbijało na twarzy, ale ignorowała zmartwione spojrzenia współpracowników i klientów. Zwykle z uśmiechem, ale żadnej radości płynącej z tego nie czuła.
    - mamo... to kupisz mi?
    Zamrugała wracając do rzeczywistości.
    - hmm? Wybacz kochanie, zamyśliłam się. Co pytałeś?
    Popatrzył na nią długim, oceniającym wzrokiem, całkiem nie podobnym jak na czterolatka.
    - jesteś jakaś dziwna, mamo. - odparł - mniej sie śmiejesz i jesteś smutna. Ja nie chcę... - chlipnął.
    Popatrzyła na niego przez chwile a potem sie zatrzymała, by kucnąć obok. Popatrzyła na niego, w duchu łajając sie, ze nie pilnuje się zbyt dobrze. Był zbyt mały by go obarczać problemami dorosłych.
    - oh kochanie. Mamusi nic nie jest. Naprawdę. Mamusia myśli. Ale dziękuje, ze sie o mnie martwisz - przytuliła do siebie. - Chodź kupimy ci tego pluszaka. - odparła wycierając pojedyncza łze z policzka i uśmiechnęła sie - a w niedziele pójdziemy na festyn. Oby pogoda była dobra - odparła kierując kroki do sklepu dziecięcego. A potem wrócili do domu na pozna kolacje. Gdy szykowała go do snu, postanowiła napisać list. Sugestia jej psycholożki, która wysunęła takowy pomysł.
    Jednak poczekała z tym aż dom ucichnie i będzie miała chwile by zastanowić się o swoich uczuciach. Pomysł staroświecki - pisanie listu, no ale to nie sms a droga tradycyjna była bardziej osobista niż pisanie maili czy rozmowy telefoniczne. Zatem mając przed sobą kartki czystego papieru, długopis i lampkę wina zaczęła pisać. Pierwsze wersje to był totalny chaos. Nie była pisarzem. Ciężko jej było zebrać myśli po tak długim czasie rozłąki, niewiedzy i żalu, ale w końcu sie udało, jak wylała morze łez i wypiła prawie cala butelkę. Potem zakleiła ja w kopertę i podpisała.
    Następnego dnia zajrzała do pensjonatu, po uprzednim zaprowadzeniu Alexa na zajęcia, ale jego nie było. Wyszedł. W związku z tym zostawiła LIST [treść na dole] zastanawiając sie czy dobrze robi. Za nim straciła odwagę, wyszła z budynku, by po niego wrócić.
    Poszła po zakupy, ogarnęła dom i udała się do pracy nie myśląc nad tym, czy postąpiła słusznie. Bała sie reakcji. Jakiejkolwiek, ale i była ciekawa.
    Dzisiejszy ruch był mniejszy, no ale sie nie dziwiła - w końcu był to środek tygodnia, mogła sprawdzić stan magazynowy i porobić zamówienie. Zwykle właściciel się tym zajmował, ale był na chorobowym, wiec personel był tym obarczony. Zajęta w pomieszczeniu, straciła poczucie czasu. Druga kelnerka w tym czasie zajęła się cala salą.
    ------

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [treść listu]Maximilianie,

      Nie pamiętam już która to wersje tego listu próbuje napisać. Myśli galopują zbyt szybko a umysł nie nadarza za nim. To trudne pisać o uczuciach.
      Wiele myślałam o nas, o naszym synku i czuje pustkę. Jedna wielką i myśl, gdzie jest moje miejsce. Boli pisanie tego, ale to łatwiejsze niż powiedzenie wprost. Jestem tchórzem, który nie potrafi popatrzeć ci w oczy, by powiedzieć co naprawdę czuję a czuje pustkę.
      Może twoja matka miała racje, że zrujnowałam ci życie i potrzebujesz kogoś innego niz ja. Dziękuję za wszystko co mi dałeś a ja daje ci wolność. Wypaliłam się. Nic już nie czuję. Chciałabym byś to wiedział, gdziekolwiek jesteś, że masz wybór a moja obecność jest niepotrzebna o czym wiedziałam to w pierwszych miesiącach zamieszkania u ciebie.
      Wiesz, że zawsze chciałam mieć dobre relacje z twoja matką, chciałam ja zrozumieć, ale nie ułatwiała tego. Pokazywała mi gdzie moje miejsce za każdym razem gdy byłyśmy razem. Wiem, że próbowałeś pomóc, ale było tylko gorzej. Słyszałam wasze kłótnie, podczas gdy ty myślałeś że śpię. Bolało mnie, ze jestem ich przyczyną. Wiec milczałam bojąc sie cos powiedzieć. Próbowałam zniknąć, stać sie elementem krajobrazu, którego nie było widać, ale emocjonalnie mnie to wykańczało. Starałam się jej dogodzić... Moja matka mówiła, że to głupota mieszkać z teściową. Miała racje, ale poczułam litość do samotnej osoby mieszkającej samej w domu.


      Usuń
    2. Gdy wyjechałeś na szkolenie, było gorzej. Byleś moja tama, która otwierała się gdy poczuła otwarcie sie drzwi. Było wiele incydentów, które cierpliwie akceptowałam, ale powiedziałam dość, gdy mój kuzyn przybył na parę dni. Pamiętasz mego kuzyna Tony`ego? Jest pisarzem. Zaoferowałam pokój gościny na parę dni, by sie nie błąkał po motelach. Bez uprzedzenia twej matki... W jej wyobrażeniach, przyprowadziłam do domu kochanka. Prawie spaliłam sie ze wstydu, gdy prosiłam by nie miał jej tego za złe, ale szkoda juz sie stalla. Dawno takiej kłótni ten dom nie widział. Po tym sie obraziła, ale docinki nie zmalały. Dorosła kobieta a zachowuje sie jak dziecko... Wysyłałam kilka listów do ciebie, byś wiedział że wszystko jest dobrze i byś się nie martwił. Nie wiem czy docierały... Już nic nie wiem. Bolała mnie cisza. Bałam się o ciebie każdego dnia, nie mogąc spać, zastanawiając się czy tam gdzie teraz jesteś, wszystko gra. [ślady po łzach]

      Potem wróciłeś a ja poczułam płomyki ciepła wypływający przez zaciągnięte chmury. Potem przybył Alex, nasz mały bohater po mojej cesarce, każdego dnia walczący o oddech, dzielny jak jego ojciec. Dziękuje ci za niego. Teraz to nie to samo dziecko niz na początku. Co prawda w dalszym ciągu wymaga uwagi, ale jest na dobrej drodze do wyleczenia. Zasypuje mnie i innych ciągłymi pytaniami. Nie wiem po którym z nas posiada te cechę. Ja nigdy nie byłam duchem towarzystwa, nie wiem jaki ty w dzieciństwie byłeś. Interesuje go normalnie wszystko. Uwielbia kosmos. To takie otwarte i pogodne dziecko... Patrząc na niego nie wygląda, żeby cos mu dolegało prawda? Cóż ma twoje geny. Jego pediatra widzi dobre rokowania.
      Któregoś dnia, gdy wzięło go przeziębienie, zapytał mnie dlaczego go babcia nie kocha. Powiedziałam, ze kocha, tylko nie umie tego okazać. Przyjął te słowa, ale wiedziałam, ze nie do końca do niego trafiły. Osobiście jakbym była taka okropna i niewdzięczną jak to opisywała, mogłabym go nastawić przeciw niej, ale to byłoby okrutne nawet dla mnie samej.

      Ale nie wybaczę jej mojego poronienia.
      Byłam w drugiej ciąży podczas naszej ostatniej nocy. Poczułam szczęście tak wielkie, ze bolało, ale nie trwało ono długo. Kilka tygodni potem poczułam ból - ktoś by mógł powiedzieć, ze to przez stres i napięcie w domu - ale w koszu na odpady znalazłam zużyte opakowanie środka wczesnoporonnego. Podczas konfrontacji wcale sie z tym nie kryła, wręcz sie chwaliła tym, ze nie będzie opiekować sie kolejnym chorym dzieckiem. To podchodziło już pod paragraf. Przestraszyłam sie nie na żarty, że w końcu zagrozi życie Alexowi i opuściłam dom, z którego tak ochoczo mnie i tak wyrzucała. Spakowałam się w kilka walizek, biorąc najpotrzebniejsze rzeczy i odeszłam. Pojechałam na obrzeża miasta zatrzymując sie w przydrożnym motelu. Obcy ludzie okazali więcej wsparcia i pomocy niz ona. Potem słyszałam jak rozpowiadała, ze zabrałam dzieciaka i poszłam do kochanka. Czyli tam gdzie moje miejsce. Śmiałam się i płakałam jednocześnie z frustracji i rozżalenia. Przestały przychodzić listy. Czułam się zagubiona i przerażona, z najgorszymi myślami. Moje uczucia umarły, gdy dostałam wiadomość. Wypaliły sie z powiadomieniem o twojej śmierci.

      Usuń

    3. Potem to juz wiesz... twoja rzekoma śmierć. Dziwnie to teraz brzmi. Ja to wiem. Czułam się jakby się miała zaraz rozpaść, ale Alex mnie potrzebował.
      Minęły 3 lata. Byłam samotna. Bardzo. To nie tak, że nie pamiętałam o nas, ale potrzebowałam kogoś bliskiego. Więc tak, było parę platonicznych znajomości. Piszę o tym, bys wiedział, że życie dalej płynęło. Jednak teraz... [kolejne ślady]
      Teraz nie wiem na czym stoję. Czuje sie zawieszona w próżni i nie wiem co ze sobą zrobić. Jestem żona czy może wdowa. Kim jestem... Nie wiem. Potrzebuje czasu by zrozumieć. Dlatego moja obrączka jest symboliczna. Chce sie odnaleźć w tej rzeczywistości i poskładać w całość, by nasza trójka w końcu wskoczyła na swój właściwy tor. Wiesz... to możliwe.
      Wiem, ze gdy to czytasz boli, ale ból wyzwala. Serce boli, a ze mnie żaden Szekspir, by opiewać to w tragedie.
      Alexandra będzie trzeba przygotować do myśli, ze jesteś. Nie bronie jego wizyt, ale chce być pewna ze sam emocjonalnie wytrzymasz. Wojna i rozłąka zrobiły swoje, a ja chce by był przy tobie bezpieczny. To wymaga czasu i poznania. Możesz to zacząć na moich warunkach. Alex ma stały tryb dobowy i stałe leki odpornościowe. Nie mówię, byś nagle stał sie idealnym ojcem. Nikt taki nie jest nawet, gdy minęło tyle czasu a on cie nie pamięta.
      Jednak wyobraź sobie, że ostatnio narysował rodzinę. Ja z Alexem na środku a w tle: - wydaje mi się, że to ty z psem. Nie pytałam go o to, ale mam wrażenie, ze mimo upływu czasu coś odczuwa. Zapytam go później o to.

      A jeśli chodzi o nas? Nie wiem co odpowiedzieć. Mam teraz chaos w głowie. Nie wiem jak wyrazić swoją miłość jak jeszcze ona we mnie jest. Nie chce sie kiedyś obudzić z myślą, że sobie ciebie żywego nie wyobraziłam. Że to jakiś okrutny żart, skierowany do mego serca. Czas pokaże. Jedynie co zawsze żałowałam to ostatniej naszej kłótni. Z perspektywy czasu brzmiała ona tak śmiesznie, że już nawet nie pamiętałam o co konkretnie sie kłóciliśmy?!

      Max, gdy przyjdzie ten czas będę wiedzieć. Teraz jestem pustą skorupą. Nic nie ma. Wygasło we mnie... [zdanie zamazane łzami]
      Pamiętasz nasze sekretne miejsce? Czasem tam zachodzę... Tam, gdzie kradliśmy razem wspólne chwilę.
      I jakoś tak, gdy w końcu to napisałam, poczułam ulgę mogąc wylać moje rozterki, które trochę utrudniały relacje.

      Przepraszam... jeśli w jakiś sposób Cię zawiodłam.
      Może potrzebujesz kogoś innego...

      Ines

      Usuń
  12. Roześmiała się wesoło, gdy w kubku przygotowanym dla Maxa, niemal zanurkował pieski nos, choć w ostatniej chwili gdy mężczyzna przywołał zwierzaka, ona chwyciła za uszko i odsunęła naczynie. Aromat lawendy był wyczuwalny, ale nie drażniący i może tylko troszkę Abi przygotowała te herbaty po to, aby zasypianie i noc minęły jej gościowi milej niż do tej pory, aby wreszcie mógł się rozluźnić. Było to trochę naiwne, a może i głupie, ale Abi nie czekała, aż ktoś poprosi o pomoc, bo gdy widziała, że dzieje się coś złego, reagowała od razu, choć nienachalnie i z wyczuciem.
    Nie wiedziała i nie mogła wiedzieć, co przeżywa mężczyzna. Jego życie przypominało tragiczny film akcji i pewnie większa połowa z tego, co gadali ludzie w miasteczku, było wyssanymi z palca plotkami. Ona tego nie słuchała, ale obserwowała Maxa, gdy wychodził z pensjonatu, a potem wracał na noc lub nie... był nieobecny, snuł się jak duch i prawdę powiedziawszy, każdego dnia wydawał się bardziej pokonany. Jakby codzienność i powrót go łamały na nowo, raz za razem. Nie mogła i nie chciała na to patrzeć.
    -Proszę, zrobiłam dla ciebie - wstała, podnosząc się ostrożnie z schodków i wyciągnęła nietkniętą herbatę w jego stronę. Wilgotne kosmyki opadały mu przy uszach, a ubranie miało w kilku miejscach ciemne plamy od wilgoci, więc rozsądniej byłoby wrócić szybko do ciepłęgo wnętrza pensjonatu. - Pomyślałam, że napijemy się razem w środku, co ty na to? - zaproponowała z łagodnym uśmiechem, nie chcąc mu się narzucac, ale też starając sie nie zostawić go samemu sobie, by nie utonął w rozpaczy. - Dodałam miodu i lawendy na lepszy sen, nie jadłam jeszcze kolacji, jeśli jesteś głodny, mogę nam coś przygotować - zaproponowała kolejny raz, wędrując zatroskanym spojrzeniem po jego twarzy i ogólnej sylwetce.
    Abi była miła i ciepła, nie było nic więcej, co by jej odpowiadało bardziej, jak dbanie o innych. Chciała widzieć uśmiech i zadowolenie na ludzkich twarzach, chciała też potrafić pomóc tym, którzy tego potrzebowali. Max najwidoczniej potrzebował bardzo, wyglądał jak udręczony.
    - Dla ciebie też coś znajdę, skarbie - zapewniła, pochylając się do psa, aby wyciągnąć otwartą dłoń i pozwolić mu się obwąchać, nim nie pogłaszcze białego, gęstego futra.


    Abi ☕️

    OdpowiedzUsuń
  13. Było juz późno, gdy nadal okupowała magazyn. Prawie nie wychodziła z magazynu, wciąż będą w kuckach, aż nie czuła nóg. Wcześniej wyrwała się na chwile, po to aby zabrać syna z placówki, którego zabrała ze sobą do pracy. Miał przy sobie zabawki, aby zabić czas, ale widziała, ze sie nudził. Rozumiała to az za dobrze. W pewnej chwili nawet zasnął i nie przeszkadzał mu hałas panujący w sali. Popatrzyła z czułością na niego na chwilę po czym wróciła do katalogowania stanu magazynowego. Pod koniec zmiany i zamknięcia, pomogła posprzątać sale na następny dzień. Padała z nóg.
    Ziewając przebierała się we własne ciuchy a służbowe zamknęła w szafce.
    Dodatkowe zakupy jakie zrobiła idąc po syna, włożyła do plecaka, który założyła na plecy wraz z plecakiem Alexa śpiącego w najlepsze. Aż żałowała, ze musiała go obudzić. Mogła go wziąć na ręce, ale swoje juz ważył co odczuwała każdego dnia i nocy, gdy trzymała go w objęciach, gdy chodzenie było meczące, ale czuła ciężar.
    Kręgosłup jej odmówił posłuszeństwa półtora roku temu. Miała zakaz noszenia ciężarów i zabiegi, które toż miały uniknąć w najgorszym bądź razie operacji, z której to nie do końca by wynikało, aby się pozytywnie powiodła. Teraz walczyła z bólem, przy każdym mocniejszym ciężaru.
    - Chodź. - powiedziała, gdy zaczął marudzić. - nie mamy daleko do domu. - ścisnęła jego dlon, gdy wychodzili z kawiarni.
    Nie spodziewała się zobaczyć "prezentów". Rozejrzała sie na boki niepewna co z tym fantem zrobić. Nawet pomyślała o bombie, bo paczki były nieoznakowane oprócz jej imienia. Westchnęła, na wszelki wypadek zostawiając je tam gdzie były. Teraz i tak miała ręce zajęte.
    Weszła schodami na drugie piętro kamienicy, otworzyła drzwi i wpuściła Alex pierwszego.
    - czas spania. Szykuj sie do łóżka.
    Sama zaś wyciągnęła zakupy i zaczęła segregować. Zajrzała do pokoju syna, gdy ten gramolił sie juz w piżamie pod kołdrę. Dała mu jego porcje leków, włączyła lampkę solarna o łagodnym odcieniu i podała tlen do spania. Notując sobie, żeby złożyć zamówienie na kolejna. Zaśpiewała kołysankę, która skróciła w połowie, gdy jak tylko zaczęła zasnął ponownie. Poprawiła kołdrę i dała buzi na dobranoc i wyszła z pokoju zostawiając lekko uchylone drzwi. Zaryzykowała "skok" na kartony, ale jak tylko zerknęła do pierwszej ręce zaczęły jej drzeć.
    Co? Nie... co to tu robiło? Jakby chciała te rzeczy to by je sama zabrała. Po co jej tu przyniósł? Zaraz... skąd poznał adres? Rozmawiali, jeśli można było to nazwać rozmowa, raptem 5 minut, nie mówiła gdzie mieszkała. Jednak wiedziała, ze tu był i nie bardzo miała ochotę zaglądać do tych kartonów. W pierwszym odruchu, chciała je wrzucić do kosza, jednak ostatecznie wylądowały one w piwnicy. Ciężkie były, jakby wsadził kamienie. Wracając do mieszkania miała wrażenie, że weszła na Himalaje.
    Napiła się wody, podczas czekania na kawę a potem przysiadła na skraju łóżka z niepokojem, który zaległ w jej sercu i pytaniu, które cisnęło sie na usta: co teraz? Zamyśliła się, aż dźwięk gwizdka przywrócił ja do rzeczywistości. Ale nawet kawa nie pomogła w uzyskaniu odpowiedzi. Czuła, że ja nosi nawet jeśli ciało mówiło dosyć. Powinna była iść spać, ale poszła pobiegać. Alex spał. Było spokojnie, ale jakby nie było to by wiedziała przez aplikacje, kiedy cos sie działo.
    Przebrała sie w dresy i ruszyła w noc w nieokreślonym kierunku ciesząc sie z pustki naokoło niej, gdy przebiegała następne kilometry.

    #serce

    OdpowiedzUsuń
  14. No i nastała niedziela. Festyn, na który tak długo czekał Alex. Ines niekoniecznie, bo marzyło jej sie wygrzewanie w łóżku przez calutki dzień w piżamie, no ale obiecała, prawda?
    - mamo, no już? - Alex dopytywał sie podekscytowany.
    - jeszcze chwila skarbie.
    - mamo, a zobaczymy tez konie?
    Westchnęła ciężko.
    - pewnie - powiedziała siląc się na radosny ton. Spojrzała w okno. Nie wyglądało na to, aby padało, ale było też wietrznie. Sprawdziła tylko czy wszystko miała. Leki, telefon były. Zgarnęła kluczyki do samochodu i syna przed sobą, aby opuścić mieszkanie. Oczywiście, podczas jazdy, przypomniała Alexowi, aby nie szarżował zbyt intensywnie. Całą jazdę słyszała trajkotanie, ale myślami była gdzie indziej. Zamartwiała się czy aby nie przesadziła z tym listem, czy to nie było za wcześnie, tylko, że to było juz po fakcie, bo na pewno już go przeczytał.
    - mamo, mamo... znowu odpłynęłaś.
    - hmmm, zastanawiałam sie.
    Zmarszczył brwi.
    - zbyt często ci sie zdarza.
    Uśmiechnęła się i wyciągnęła reke, aby potargać mu włosy, czego nie lubił.
    - mamo... - burknął zdegustowany, zabierając jej rękę. Uśmiechnęła sie.
    - nie martw sie o mamę - odparła wracając do jazdy i dalej słuchając o zadaniu, które zadała im pedagog na lekcji plastyki. Po godzinie dotarli na miejsce. Festyn niedawno sie rozpoczął, a już było sporo ludzi. Jeszcze raz upomniała syna, ale zdawała sobie sprawę iż jak to dziecko, nie będzie jej słuchał.
    - tylko bądź w zasięgu wzroku, dobrze - zawołała, gdy podbiegł do pana z balonami.
    Jedynie czego sie nie spodziewała, to faktu, ze podczas tej imprezy będzie gromadzona zbiórka pieniędzy. Dla niej: na potrzeby syna. O czym miała sie dowiedzieć później, a teraz chodziła miedzy straganami nieświadoma tego faktu i wymieniała uprzejmości z mieszkańcami. Około południa zrobili sobie przerwę na obiad: kanapki, które zrobiła dzień wcześniej. A potem były lody.
    Po sjeście, poszli zobaczyć padok, gdzie spokojnie sobie koniki chodził a Alex stwierdził, iż chce na jednym pojeździć. Trochę się bała, ze spadnie, ale po usilnych prośbach w końcu się zgodziła. Ale w siodle sam nie siedział - sama wsiadła a jeden z opiekunów podał jej syna, którego posadziła przed sobą. Za dzieciaka jeździła również, a potem przyszły inne obowiązki i jeździectwo przeszło na dalsze tory, no ale nie zapomniała, tylko później odczuwała ból od zapomnianych mięśni. Alex za to był wniebowzięty.

    płomyczek

    OdpowiedzUsuń
  15. Abi widziała, że Max jest złamany, że unika rozmów i w ogóle wszelkich spotkań, że odsuwa się i nigdy nie zostaje dłużej gdy obok zjawia się ktoś drugi. Mogłaby zgadywać, że stał się mocno introwertyczny, gdyby nie to, że on nie tylko ucieka, on po prostu... znika. Był trochę jak duch, nieobecny, pozornie tylko obok. W ogóle nie przypominał chłopaka, o którym mówiła jej mama, o którym plotkowali od jego powrotu wszyscy sąsiedzi w okolicy. Wszyscy tylko domyślali się, co go spotkało i przez co przeszedł, ale nikt nie miał pewności - nie mógł mieć, bo mężczyzna milczał. Był cichy, zamknięty w sobie, a o ile odpowiadał na powitania, czasami uprzejmie coś odpowiedział , to on... zwyczajnie nie brał udziału w życiu, jakie się toczyło przed nim i wokół niego.
    Mężczyzna się nie mylił, w Abi była radość i ciepło, ona gdyby mogła, tuliłaby na powitanie każdego sąsiada, czy nieznajomego, okoliczne bezdomne koty i pasące się przy sadach krowy. Nie traciła pogody ducha i energii, choć bywały chwile, gdy stawała się zamyślona i bardziej posępna. Ale z reguły tryskała energią i tym optymizmem, który niestety nie zawsze był zaraźliwy. Taka była i taką sama siebie lubiła.
    Kiedy pies położył się, pokazując brzuch, w ogóle się nie wahała, odstawiła na kilka chwil swój kubek i drapała i głaskała Fido, mówiąc do niego jak do dziecka, słodko i z czułością. To był piekny i wierny przyjaciel Maxa, a ona gdy został sam faktycznie czasami przynosiła mu smakołyki. Miałaby go zostawić? Pies pilnował ich domu, gdy właścicieli nie było, ale sam by nie przetrwał, należało się nim zająć jakoś. Musiała pomóc, choć tyle mogła zrobić.
    Pensjonat był jasny i przestronny, duże okna wpuszczały światło za dnia, a wieczorami pozwalały oglądać światła okolicznych domów, o ile nie przysłonili zasłon. Kuchnia była częściowo otwarta i zawsze dostępca dla gości.
    - Może zrobimy zwykłe zapiekanki na panini, nie jadłam ich z sto lat - zaproponowała, skinieniem wskazując drewniany pojemnik w którym trzymane było pieczywo. - Jesli ci to pasuje, możesz przygotować chlebki, koniecznie dodaj im oliwy, a ja pokroję warzywa i poszukam sera - zaproponowała, gdy byli jako jedyni w kuchni, dom był cichy i mogli swobodnie się pokręcić.
    Abi nie czuła nigdy aby pensjonat przyjmował obcych, każdego gościa traktowała jak znajomego. I bardzo, bardzo starała się zarazić miłością do Mariesville, które nie było tylko piękne, ale miało do zaoferowania kojące ukojenie spokojnej okolicy.


    Abi

    OdpowiedzUsuń
  16. Po pół godzinie miała dosyć, w przeciwieństwie do Alexa, który ani myślał skończyć. Istne sreberko, które nadrabiało wcześniejsze braki. Jednak zauważyła, ze to żywe zwierzę a nie zabawka, która się nie męczyła. Swoja drogą ju8z czuła swoje siedzenie, gdy zeskakiwała z siodła. Zagryzła wargi, gdy masowała uda. A potem sięgnęła po syna, który sam by nie siadł.
    - było fajnie mamusiu - powiedział radośnie. - możemy czasem sobie pojeździć?
    Zamyśliła sie. W końcu to byłby kolejny wydatek w morzu potrzeb. Lekcje, zakup ubrania - jeździectwo do tanich nie należało, nawet jeśli musiała by tylko kupić bryczesy i toczek.
    - a chciałbyś jeździć? - zapytała wzdychając zrezygnowana myśląc o kolejnym miesiącu przeżycia na zupkach chińskich.
    - yhmmm, mogę? - zrobił duże oczka.
    - zobaczymy kochanie co z tego wyjdzie a teraz chodźmy trochę odpocząć i cos zjeść. - ruszyli w drogę powrotna do centrum festynu - Niedaleko widziałam stoisko z napojami i wypiekami. - zauważyła poprawiając uchwyt ich dłoni i uśmiechając sie na radosny szczebiot dziecka.
    Kolejna godzina minęła, gdy w końcu go wypatrzyła. Nie ruszyła sie jednak od stolika, przy którym kawę pila - Alex poszedł sie pobawić z innymi dziećmi. Obserwowała go udając, ze tego nie robi. Potem zadzwonił telefon - ciotka podróżująca po Bukareszcie relacjonowała przebieg podroży. Nie pamiętała już kiedy sama sie gdzieś wybrała w pojedynkę. Słuchała jej, dając sie kobiecie wygadać, a potem, gdy ta gadała i nie zamierzała przestać sama skończyła z wymówka, by sprawdzić co robi syn.
    Zrobiła to i tak, bo prosił o wodę.
    Podeszła a gdy była w połowie drogi z głośników rozległ się glos kobiety oznajmujący, że zbiorka sie zakończyła i trwa podliczanie. Wyjaśniała główny cel. Przez jej twarz przebiegły różne etapy emocji od szoku, poprzez wdzięczność po lekka irytacje, gdy jej kłopoty finansowe zostały publicznie przedstawione. Teraz wszyscy będą mieli temat do plotek.
    - Alex chodź tu - zawołała trochę zbyt ostro. Przygryzła wargi, by odzyskać panowanie - twoja woda - powiedziała łagodniej cała w wypiekach.
    Podszedł do niej organizator.
    - pani Rocha, zapraszamy na scenę, gdzie wręczymy kopertę.
    - wolałabym nie - oznajmiła siląc sie na spokój, którego nie czuła.
    - nalegamy...
    Popatrzyła na niego ostro. Wcale sie tym nie przejął. Zauważyła, że jej sie najbliższe otoczenie przyglądało. Jakieś dalsze szepty już przetoczyły krąg. Kompromitacja - chciała uciec i zaszyć się w domu. Najlepiej na wieki, ale nogi sie ruszyły do sceny a sama sie czuła jak skazaniec idący na szafot.
    - mamusiu...
    - zostań przy schodach. - odparła wspinając sie po schodkach. Przywołała uśmiech na usta, ale i tak czuła płonące poliki, które jeszcze bardziej czuła, gdy setka par oczu wpatrywała sie w nia czekając. Organizator wręczył kopertę, powiedziała parę słów podziękowania i zaczęła schodzić, gdy napotkała wzrok Maxa, ale jeszcze szybciej "uciekła"; aby ukryć gromadzące sie już łzy pod powiekami. Schowała pieniądze do koperty i prowadzać syna przed sobą oddalili sie od ciekawskich ludzi.
    Pojawił się. Słyszał. Nie miał tego słyszeć. Nie chciała tego. W końcu to było jej zmartwienie skąd brać pieniądze i na jakie raty je przeznaczyć. Chyba czas było już wracać do domu. Poczuła, że sie zapada.
    - mamo, musze siusiu.
    - dobrze - powiedziała automatycznie - niedaleko postawili toi-toiki. Alex skorzystał pierwszy, potem była ona.
    Musiała sie uspokoić acz ta mała przestrzeń wcale nie była komfortowa.

    chmurka gradowa >.<

    OdpowiedzUsuń