9.03.2026

[KP] Maximiliano Powell

 Uwaga ! Możliwe treści uznawane za niewłaściwe dla osób niepełnoletnich. Czytasz na własną odpowiedzialność. 


 Podkład: System Of A Down - Protect the land


Ten kto ma odwagę walczyć w imię tego, co uważa za słuszne, zostaje naznaczony- To znak, który zostaje wypalony w tobie na zewnątrz i w środku, który zmienia Cię na zawsze…


Imię i nazwisko:Maximiliano (Max) Dylan Powell Urodzony:01/11/1991, Camden Obywatelstwo:Amerykańskie i hiszpańskie Języki::Angielski, hiszpański i esperanto Zawód:Policjant Grupa:Lokalny bohater Wcześniej:Żołnierz Navy SEALs
Mieszkańcy Mariesville patrzą na niego niemal jak na ducha. Prawdę powiedziawszy nawet im się specjalnie nie dziwi. Ostatecznie dwa lata temu obserwowali jak trumna okryta flagą USA skrywająca jego ciało spuszczana jest do głębokiego dołu na tutejszym cmentarzu. A tu nagle pewnego wyjątkowo deszczowego wieczora zjawił się bezczelnie z powrotem. Minął znak informujący o początku tej spokojnej miejscowości tak zwyczajnie jakby nie miał im nic do wyjaśnienia. Jasne, niedługo później krajowe media obiegła informacja o wielkiej akcji amerykańskiej armii w Iranie, w wyniku której odbito wiele osób uznanych wcześniej za martwe lub zaginione, w tym kilku żołnierzy. Nawet te wiadomości nie były jednak w stanie w pełni uspokoić rozpalonej niemal do czerwoności ciekawości miejscowych plotkarzy. A dawniej pełny życia Max, zagadnięty o wydarzenia z tamtego okresu, nadal uparcie milczy, mierząc jedynie swoich rozmówców spojrzeniem tak twardym, że ci natychmiast milkną. Przynajmniej do czasu aż nie zniknie z horyzontu, bo wtedy rzecz jasna natychmiast wracają do wymienia się swoimi domysłami.
Niewola zabrała mu nie tylko dwa długie lata życia. Stracił przez nią o wiele więcej. Kochającą żonę, która w międzyczasie zdążyła rozpocząć romans z innym mężczyzną. Czteroletniego syna, z którym kontaktu raczej nigdy nie odzyska, bo mały nawet go nie pamięta. Został mu jedynie rodzinny dom w Farmington Hills. Przynajmniej na papierze, bo zwierzęta przechadzające się niegdyś po ogromnym ogrodzie wypełnionym zapachem jabłek i brzoskwiń sprowadzonych tu prosto z Hiszpanii przez jego matkę niedługo po ślubie, i tak w większości dawno już rozpierzchły się po okolicy. Sam budynek zaś nie dość, że wymaga kilku pilnych napraw, to jeszcze pustka w nim panująca sprawia, że w sercu Maximiliano z dnia na dzień coraz bardziej gaśnie ostatni promyk nadziei na odzyskanie względów Honey. W obawie przed ich całkowitym zdmuchnięciem, przeniósł się do Sunny Meadows Bed & Breakfast. Na parę miesięcy, może na rok, bo przecież przez ten czas te dwie najdroższe mu istoty znów będą przy nim, nieprawdaż ? Przecież tak właśnie musi być. W końcu to dla nich po prawie dekadzie postanowił raz na zawsze skończyć z wojaczką i wrócić na stare śmieci. Póki co jednak, aby do końca nie oszaleć, codziennie po pracy dyskutuje z Fido, jedynym psiakiem z hodowli białych owczarków szwajcarskich prowadzonej przez wiele pokoleń Powellów, który mimo upływu lat nadal wiernie stał na straży ich gospodarstwa, gdy jego obecny pan zdecydował się wreszcie wstać z martwych.
Emme

* Odautorsko

 * Cienie i promienie 

35 komentarzy:

  1. [Cześć! Ale zgotowałaś mu los, niemniej my autorzy lubimy dręczyć swoje postaci. :) Max z pewnością przeszłość ma bogatą, lecz niestety i bolesną. Aż trudno sobie wyobrazić, co musiał przeżywać przez wspomniane dwa lata. Niemniej, mam nadzieję, że będziesz czerpać jak najwięcej radości z pisania jego historii, a sam Max znajdzie ostatecznie ukojenie w Mariesville. :)
    Bawcie się dobrze!]

    Jax Moore

    OdpowiedzUsuń
  2. [Mocna historia i w dodatku taka... na czasie. Tak, jak napisałaś pod kartą Mii - często przerzucamy na bohaterów to, co sami chcielibyśmy przetestować, ale mam nadzieję, że Max jest tym wyjątkiem, z którym wolałabyś się pokłócić, bo jego historia jest zwyczajnie przygnębiająca.
    W ogóle niesamowicie podziwiam, że jesteś w stanie pokierować kimś, kto przez kilka lat był w niewoli, nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak to musiało odbić się na psychice Maxa, ale też z drugiej strony nie jestem w stanie nazwać jego żony niewierną, skoro Maxa już pochowała, przekonana o jego śmierci. Miała wszelkie prawo zacząć nowe życie, ale! Daje to tyle możliwości do ugrania ciekawych historii i mam nadzieję, że będzie Ci to dane! ♥
    Mam nadzieję, że będziesz dla Maxa już łaskawa. Albo chociaż łaskawsza. ;-)]

    Mia Whitaker 🌻

    OdpowiedzUsuń
  3. [Pomyślałam, że żona musiała się nieźle zdziwić, albo wręcz przeżyć szok, gdy zobaczyła męża, którego fizycznie pochowała i w pewnym sensie pogodziła się już ze stratą. Ciężka sprawa, nie zazdroszczę, choć ktoś tu gdzieś popełnił niezły błąd, skoro pod jego danymi pochowano kogoś innego, chyba, że był to symboliczny pochówek bez ciała. No w każdym razie pozytywne jest to, że Max odzyskał wolność i może na nowo uczyć się życia w tym szarym, spokojnym i sielankowym świecie! Życzę więc dobrej zabawy na blogu! 🧡]

    Rowan Johnson
    & Tanner Gentry

    OdpowiedzUsuń
  4. [Aaaah, ale mam ciarki już po pierwszym zdaniu! Abi na pewno też jest ciekawa tych wszystkich przemilczanych historii, a skoro on się do jej pensjonatu przeniósł, to na pewno okazji do zatajenia nie brakuje!
    Wspaniała i porywająca historia, ja mam wrażenie że Ty lubisz ekstremalnie intensywnie testować charakteru bohaterów! Oby odzyskał swoje życie i oby w tym życiu odnalazł się razem z bliskimi!]

    Abigail

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze tylko parę godzin - pomyślała patrząc na zegar ścienny wiszący nad przejściem do kuchni. Wyjątkowo dziś pracowała w nocy, doczyszczając sprzęty przed inspekcją zarządu filii, która miała się odbyć w ciągu dnia. Zgłosiła się do tego, gdyż i tak nie mogła spać, myślami będąc przy synku, który miał robione standardowe badania kontrolne i został na noc w szpitalu. W tym czasie mogła spróbować się przespać, ale znała się zbyt dobrze, by wiedzieć, ze żadne próby nie dojdą do skutku. Więc pracowała, by zająć czymś ręce ignorując pulsujący ból głowy i sztywny kręgosłup. W połowie nocy zrobiła sobie przerwę na kawę i tylko na nią. Nie mogła jeść od długiego czasu, co ciało zaczęło w końcu odczuwać. Kiedyś pełna życia, dziś wrak z ciemnymi cieniami i wychudzona sylwetką, oddając większość Alexowi. Na szczęście napady były mniejsze niż zazwyczaj, ale i tak z niepokojem czekała na każde wyniki. Chciałaby by był tak silny jak inne dzieci w jego wieku. Bolało ja, gdy czegoś nie mógł robi z rówieśnikami. Dała mu siebie nie oczekując niczego więcej.
    Godziny szybko zleciały. W końcu urobiona po łokcie, przeszła raz jeszcze kawiarnie, by posprawdzać rzeczywisty stan. Poczekała na ranna zmianę, aby przekazać im co zrobione a co jeszcze można by było podciągnąć, a potem ubrała się i wyszła kierując do szpitala. Po drodze kupiła sobie wodę i baton proteinowy i weszła do budynku i rejestracji a potem na wyższe piętra na odział.
    - mamo!! - zawołał jak zwykle ożywiony - nareszcie. Idziemy? Obiecałaś lody...
    Uśmiechnęła się ciepło.
    - trochę jeszcze za zimno, aby jeść lody na powietrzu, ale możemy kupić w drodze powrotnej do domu - dodała szybko widząc zawód na twarzy - Musimy poczekać na pana doktora i wypis.
    Naburmuszył się. Podeszła do łóżka i pochyliła się, by dać buziaka w czoło.
    - Mamo... nie jestem już mały.
    - zawsze będziesz. O idzie pan doktor. Dzień dobry - powitała siadając na zydelku obok szafki. Zrobiła miejsce na badanie.
    - No wyniki ma całkiem niezłe. Trochę za niski potas, ale zlecę receptę. Myślę, ze śmiało można go wypisać.
    - Dziękuję - zerknęła na synka, który z ekscytacji aż się wiercił.
    - Jak sie nic nie zadzieje to myślę, ze kontrole można zrobić za 3 miesiące - dodał zanim przeszedł do kolejnego pacjenta.
    - Rozumiem. To czas się zbierać. Zjedz śniadanie a ja cię spakuje.
    Sięgnęła po torbę pod stolikiem i aż się chwyciła brzegu, gdy doszedł zawrót głowy. Szybko się otrząsnęła i zaczęła pakować. Później już, gdy byli gotowi, poszli po wypis.
    Pogoda była słoneczna aż chłodna. Z jednej strony trzymała za rękę, z drugiej torby. Przechodzili przez park. Było po prostu szybciej. No i po drodze wstąpili do spożywczaka. Trochę owoców i warzyw, wędlinka i lody oczywiście. Małe rożki truskawkowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. - Mam dzisiaj wolne. - powiedziała widząc ławkę, na którą usiadła. Wyczerpanie robiło swoje - Cały dzień dla mojego słoneczka.
      - Mamo, huśtawka! - wskazał palcem - Mogę? - zrobił te swoje duże oczy tak podobne do Maxa. - Mamo... - ponaglił.
      - Możesz, ale tylko na chwile... Nie oddalaj się za daleko - krzyknęła za nim, gdy popędził. Westchnęła. Aż za dobrze wiedziała jak bardzo rozpiera go energia. Przyglądała mu się. Az za dobrze jego przypominał, gdy oglądała zdjęcia z dzieciństwa Maxa, gdy naszło im na wspominanie. Dzień przed, gdy wyjechał... - Alex, wolniej! - krzyknęła widząc jego wyczyny. Chciała wstać, ale zrobiła to zbyt gwałtownie. Czerwone plamki zawirowały jej oczami. Usiadła ciężko oddychając. Sięgnęła po butelkę z wodą, aby sie napić. Wysunęła się z ręki.
      - Mamo! - Alex podbiegł do niej przerywając zabawę. - mamo...
      - Woda... - wysapała cicho. Pobladła. Nawet sama to poczuła. Alex pomógł w trzymaniu, gdy pila. Zmęczenie całonocne ja w końcu dopadło.
      - Mamo... co sie dzieje - zapytał przestraszony. Nie wiedział co miał robić a po parku nie kręciło sie zbyt dużo osób - Pomocy, proszę - zaczął krzyczeć. - Ktoś... - a potem sie zerwał.
      - Alex... wracaj. - zawołała słabo. Nie słuchał jej. Krążył po sektorze mając nadzieje, że kogoś spotka. Potem za zakrętu wyszedł jakiś mężczyzna. Młody na oko.
      - Proszę pana - próbował zebrać oddech - proszę mama... potrzebuje... pomocy... - powiedział rozpaczliwie - tam.. Proszę uratować moja mamę - próbował sie nie rozpłakać. Wskazał palcem na miejsce odleglej ławki i wolno osuwającej sie drobnej postaci po niej.

      Usuń
  6. Max wrócił do rodzinnego miasta po kilku latach nieobecności, podczas których jego najbliżsi i sąsiedzi oraz przyjaciele się z nim pożegnali, uznając za zmarłego. Kiedy jednak pojawił się nagle i zdecydował się zatrzymać u Abigail, którą znał od dzieciństwa choć ona kojarzyła go ledwo jak przez mgłę bo była dużo młodsza, przez pierwsze dni nie miała pojęcia, jak się zachować, jak do niego zwracać, czy jak w ogóle rozumieć tę sytuację. W Mariesville zawrzało, ludzie szeptali gorączkowo że ten wrócił z zaświatów, a ruda poniekąd czuła się wystawiona na świeczniku... Czy powinna mu pozwolić wynajmować jeden z pokoi, skoro czekał kilka domów dalej jego własny, rodzinny? Dziewczyna, mimo tych rozterek i wszelkich wątpliwości, przyjęła go z szerokim uśmiechem, jakby od razu wyczuła, że potrzebuje ciepła i pozytywnej energii, którą ona zawsze tryskała. To właśnie ta jej radosna, pełna optymizmu osobowość mogła być dla Maxa jak oddech świeżego powietrza w chaosie, który przeszedł w ostatnich latach, bo przecież nikt inny jak ona nie okazywał ciepła i troski tak żywo i z takim zaangażowaniem.
    Powrót do rodzinnego miasta był dla niego na pewno jak powrót do czegoś znajomego, ale jednocześnie obcego i Abigail potrafiła to zrozumieć, choć ich wzajemne wyjazdy były czymś absolutnie innym. Wyobrażała sobie jednak, że skoro jej nie było chwilę i na powrót oswajała się z urokiem okolicy, to on... o rety, on musiał sie mierzyć z wyzwaniem! Przeszedł przez wiele, a ją ciekawiły wszystkie te opowieści. Nie była jednak jeszcze pewna, czy będą w stanie o tym rozmawiać, czy nie okaże się zbyt ciekawska, a nawet wścibska, zadając pytania...
    Pensjonat był w dobrym stanie, ale tata Abi coraz słabszy nie zawsze umiał podreperować i zadbać o zewnętrzną elewację, albo instalacje. Dziewczyna pamietała, że Max kiedyś po miasteczku chodził i cos tam sąsiadom reperował, więc zastanawiała się, czy nie spytać, czy chciałby znowu móc pomagać, nawet w drobnych naprawach, gdy jej tata jest słabszy. Jeszcze o nic nie pytała, ale powoli się przymierzała, by go zaczepić.
    Abi, z jej niewyczerpaną energią i uśmiechem, wydawała się dla ludzi jak promień słońca w pochmurny dzień. Jej wieczny uśmiech poruszał innych i ona uwielbiała widzieć, jak ich oczy odbijają radość. Jej optymizm, który nie przemijał mimo trudności, był świadectwem, że mimo młdoego wieku, ona wie czego chce.
    Gdy mijał kolejny dzień, a wieczór zapadał powoli, bo dni były już dłuższe, rudowłosa wyszła na ganek i przysiadła na niskich schodkach prowadzących do wejścia. W ręku trzymała jeden duży kubek z herbatą z syropem lawendowym, a obok siebie postawiła drugi, z takim samym napojem. Widziała w oddali jak Max skądś wraca, dostrzegła go prze z okna i postanowiła, że dzisiaj go zaczepi, tak o dla zwykłej rozmowy. Wydawał jej się zbyt pochmurny, zbyt cichy, jakby przygaszony a ona nie umiała tego znieść.

    Abi

    OdpowiedzUsuń
  7. Kręciło jej się w głowie nawet, gdy zamknęła oczy na chwilę. Nawet nie zarejestrowała, kiedy całkiem sie osunęła. Omdlenia stawały sie częstsze ostatnimi czasy, co miała przedstawić rodzinnemu, ale i tak domyślała się co powie. Żyła na opartych, powinna zwolnić i bardziej dbać. Jeść o stałych porach i mniej się stresować. Marzenie słabo wykonalne, gdy trzeba planować nad kilkoma rzeczami naraz i kombinować by pieniędzy nie brakowało. Zamiast kelnerować mogła by zacząć w końcu projektować. W końcu dobre projekty były w cenie. Gdyby jeszcze miała na czym... Sprzedała wszystko co cenniejsze a nie było tego wiele. Teściowa postawiła sprawę jasno, gdy tylko razem zostały. NIC ale to nic do niej nie należało. O czym została powiadomiona w jednej z wielu kłótni, które kobiety miały.
    Musiała kombinować i prosić, co była zawstydzające a i tak nie posunęła się daleko z rachunkami. Bolała ja głowa jak tylko patrzyła na teczkę.
    - mamo... - Alex stał w pobliżu przerażony widokiem. Oddychała z trudem, cała blada na twarzy.
    Poruszyła się zdezorientowana faktem, iż leżała na ziemi. Wzrok miała zamglony, dopiero później zaczął się wyostrzać. Skupiona na synu, który teraz nie krył łez, które spływały po policzkach. gdy się ocknęła po krótkiej chwili.
    - podaj mamie torebkę - sięgnęła po nią drżąca rękę. Wyciągnęła fiolkę z lekami, które połknęła - już dobrze - odparła słabo ściskając jego dłoń.
    Uniosła głowę do góry, by zobaczyć kto jeszcze pomagał i zamarła.
    - Max...? - szepnęła cicho - a..ale przecież powiedzieli...
    Wpatrywała się w niego jakby ducha zobaczyła.
    - jak... kiedy... - pytań było tyle, ze nie wiedziała które pierwsze zadać.
    - mamo... - chwycił ja za ramię jakby sprowadzając na ziemię. No tak wypadało by wstać zanim złapie jeszcze jakieś choróbsko. Wstała ociężale i na powrót usiadła na ławce opierając się plecami o tył.
    - podaj mi wodę - mruknęła zerkając na niego jakby sie upewniając, że nie był złudzeniem optycznym czy innym przejawem przeciążenia organizmu.
    - mogę pieska pogłaskać - zapytał się młody - jest piękny... - zerknął na zwierzaka.
    - jeśli nie gryzie. Brakuję ci infekcji - odparła silniejszym już głosem. Czasem zachowywała się jak nadopiekuńcza kwoka, ale cóż poradzić. Lepiej dmuchać na zimne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mały się rozpromienił.
    - mama mówiła, że bycie bohaterem jest się w każdej sytuacji - odparł dumnie wypinając pierś cały szczęśliwy, że może go pogłaskać - tata też był bohaterem - dodał zwracając uwagę już na psiaka. A Ines miała ochotę teraz palnąć się w czoło. Zerknęła na niego a potem zajęła się woda jakby było to najważniejsza czynnością.
    To było krępujące. Bezpośredniość dziecka. Co chwila zerkała na niego jakby nagle miał się rozpłynąć.
    - tak później - powiedziała w końcu patrząc jak Alex się tuli do psa. Miała tyle do powiedzenia, ale nie wiedziała co powiedzieć najpierw. - Był zbyt mały, by o tobie opowiadać a nie miałam zbyt wiele by mu pokazać - zamrugała - twoja matka nie pozwoliła mi zabrać - skrzywiła się. Tak lepiej o tym na razie nie opowiadać. Zamilczała na długo.
    - Nie chciałam tu wracać. Rodzice chcieli bym została, ale Alex się tu urodził i tu też jest lepsze powietrze dla jego układu oddechowego.
    - MAMO!!! popatrz !! Fido aportuje - uśmiechnęła się ciepło.
    - widzę, ale uważaj co, ledwo z badań wróciliśmy... - odparła - powinnam juz iść - dodała - przepraszam, ale to za dużo dla mnie.

    żoncia

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawołała Alexa. Marudził, że musiał zakończyć zabawę.
    Sama nie była pewna jak sie zachować, ale nocna praca zrobiła swoje i nawet sie cieszyła, iż mogła sie łatwo wymknąć.
    - Alex, jestem po pracy - powiedziała mu stanowczo - muszę odpocząć a niedługo ma przyjechać twoja kuzynka. - przypomniała - wracaj już.
    Zrobił minę i szedł do nich z kwaśna miną.
    Ines zrobiła nieokreślona minę na to wyznanie. Jednak nic nie wspomniała. W końcu to była jego rodzicielka i cokolwiek o niej myślała pozostawiła to tylko sobie i swojemu rozumowi.
    - trzeba umieć sie przystosować - zauważyła odsuwając się od niego na bezpieczniejsza odległość. Nie ufała sobie na tyle, by poradzić sobie z emocjami. Różnego rodzaju. Na chwile obecna wystarczała wiedza, iż on żyje i ma się całkiem dobrze. Reszta jak wyjdzie to wyjdzie.
    - Minęło dużo czasu Max. - powiedziała neutralnie - Niektóre rzeczy się zmieniły a inne nie. - skinęła mu głową - Dziękuję za informacje. Chodź Alex. Pożegnaj się.
    - Ładny pies. Do widzenia. - dodał z uporem pod spojrzeniem matki. Zmierzwiła mu włosy.
    - chodź ty mój buntowniku. Wydaje mi się, że z lodów już nic nie zostało. W domu zobaczymy co się da uratować.
    Potem spojrzała na Maxa.
    - Nawet nie wiesz jak bardzo - odparła trochę za sucho - i dziękuje za informację - odwróciła się nie wspominając gdzie mieszka ani faktu, ze zmieniła swój numer telefonu. - No czas wracać. Juz dawno powinieneś mieć swoje inhalacje... - głos zamilkła na dobre, gdy minęli park, zostawiając mężczyznę samego z własnymi myślami.

    I.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie odwróciła się ani razu, gdy odchodzili trzymając zaciskająca się ręka dłoń syna.
    - Auć, mamo.. to boli - poskarżył się. Zerknęła w dół na niego i rozluźniła uścisk. Myślami była gdzie indziej. Nie wiedziała jak ma teraz postąpić, co mówić, gdy czasem będą się gdzieś widzieć. To było pewne i nieuniknione. Trochę się przecież znali. Bywał uparciuchem, gdy próbował ja przekonywać do swoich racji. A teraz czuła się jak na rozdrożu dróg i nie wiedziała, która stronę wybrać. Chyba, ale to chyba - pomyślała - czekała ja kolejna sesja z psychologiem. Nie tylko dla siebie, ale dla Alexa też. Jakoś trzeba będzie go przystosować do roli posiadania drugiego rodzica.
    Zadzwonił jej telefon.
    - Alex potrzymaj mi siatkę - gmerała w torebce, by sięgnąć po telefon. Chciała przekląć, ale się powstrzymała. - tak?
    - No nareszcie. Mam jeszcze parę rzeczy u ciebie.
    - Masz klucze, możesz otworzyć. Sama będę tam za godzinę. Jak skończysz wsadź klucze do skrzynki. Na razie. - oznajmia sucho i sie rozłączyła za nim cos powiedział.
    - to Tobias?
    - Tak.
    - przyjedzie?
    - Tak, by zabrać resztę rzeczy, które spakowałam mu w karton, by było szybciej.
    Alex zrobił minę.
    - To nie będziemy sie razem bawić.
    - No niestety. Nie płacz. Za parę dni urządzają festyn. Będą zwierzęta i będzie fajnie.
    Rozchmurzył sie i dalsza drogę szczebiotał o paniach pielęgniarkach. Gdy byli juz w domu, pierwsze co byly to leki do wzięcia, inhalacje, ale tym razem były one krótsze, obiad i drzemka. Lody, choć poturbowane, przeżyły upadek. Miała potem chwile dla siebie, Alex sie bawił a ona zaś wzięła prysznic. Przy szumie wody mogła da upust emocją. Wyszła w całą zaparowaną łazienką i poszła ubrać sie w dresy. Potem sprawdziła co u młodego. Syn koniecznie chciał wiedzieć czy tego pana znała. "W pewnym sensie" - mruknęła tłumiąc ziewnięcie. Zmęczenie ponownie ja objęło w posiadanie a miała jeszcze tyle rzeczy na głowie. Nie zdarzyła nawet dokładniej przeczytać wypis i nowych wytycznych. Cieszyła ja myśl, że w końcu organizm wchodzi na prawidłowy tor. Ostatni decydujący rok, w których będzie wiedziała, kiedy będzie można odstawić leki.
    Westchnęła głucho ignorując bolące stopy. Kolacja minęła na rozmowie, potem czas spania i podanie "wąsów" na noc, by lepiej mu sie oddychało. Bajka opowiedziana, zgaszone światło zwiastujące koniec dnia i w końca cisza.
    Tylko, że nie dla niej - powiedziała sobie, że jeszcze godzinę wytrzyma nad segregowaniem rachunków na każda osobna kupkę i strefie najpilniejsze. Jednak oczy po 15 minutach gapienia się w cyferki, zaczęły protestować, wiec silą rzeczy położyła sie do lóżka. O dziwo przesypiając większą ilość godzin w nocy niż zwykle. Czy to tylko zwykle wyczerpanie czy sprzeczne emocje sprawiły? Nic, ze organizm stwierdził, że trzeba sie o niego upomnieć.
    Na szczęście jutrzejszego dnia zaczynała o 12.
    Było dużo czasu.
    Alex poszedł na zajęcia z grupą specjalną, gdy ona zajmowała się pracą. Czas płynął spokojnie jak to miało miejsce w środku tygodnia. Czego chcieć więcej niż pojawienie sie "ducha" wojennego.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czas niemiłosiernie się dłużył w tym tygodniu. Czekała do końca tygodnia, po to tylko by wybrać się na festyn. Nie planowała długiego tam pobytu. At parę godzin, by zmienić klimat no i sprawić radość Alexowi. Jego wychowawczyni dała jej jasny znak, ze malca cos trapi. Obiecała, ze z nim porozmawia, ale podziękowała za informacje. Wciąż próbowała się oswoić z myślą, ze tu był. Spała coraz mniej, co sie potem odbijało na twarzy, ale ignorowała zmartwione spojrzenia współpracowników i klientów. Zwykle z uśmiechem, ale żadnej radości płynącej z tego nie czuła.
    - mamo... to kupisz mi?
    Zamrugała wracając do rzeczywistości.
    - hmm? Wybacz kochanie, zamyśliłam się. Co pytałeś?
    Popatrzył na nią długim, oceniającym wzrokiem, całkiem nie podobnym jak na czterolatka.
    - jesteś jakaś dziwna, mamo. - odparł - mniej sie śmiejesz i jesteś smutna. Ja nie chcę... - chlipnął.
    Popatrzyła na niego przez chwile a potem sie zatrzymała, by kucnąć obok. Popatrzyła na niego, w duchu łajając sie, ze nie pilnuje się zbyt dobrze. Był zbyt mały by go obarczać problemami dorosłych.
    - oh kochanie. Mamusi nic nie jest. Naprawdę. Mamusia myśli. Ale dziękuje, ze sie o mnie martwisz - przytuliła do siebie. - Chodź kupimy ci tego pluszaka. - odparła wycierając pojedyncza łze z policzka i uśmiechnęła sie - a w niedziele pójdziemy na festyn. Oby pogoda była dobra - odparła kierując kroki do sklepu dziecięcego. A potem wrócili do domu na pozna kolacje. Gdy szykowała go do snu, postanowiła napisać list. Sugestia jej psycholożki, która wysunęła takowy pomysł.
    Jednak poczekała z tym aż dom ucichnie i będzie miała chwile by zastanowić się o swoich uczuciach. Pomysł staroświecki - pisanie listu, no ale to nie sms a droga tradycyjna była bardziej osobista niż pisanie maili czy rozmowy telefoniczne. Zatem mając przed sobą kartki czystego papieru, długopis i lampkę wina zaczęła pisać. Pierwsze wersje to był totalny chaos. Nie była pisarzem. Ciężko jej było zebrać myśli po tak długim czasie rozłąki, niewiedzy i żalu, ale w końcu sie udało, jak wylała morze łez i wypiła prawie cala butelkę. Potem zakleiła ja w kopertę i podpisała.
    Następnego dnia zajrzała do pensjonatu, po uprzednim zaprowadzeniu Alexa na zajęcia, ale jego nie było. Wyszedł. W związku z tym zostawiła LIST [treść na dole] zastanawiając sie czy dobrze robi. Za nim straciła odwagę, wyszła z budynku, by po niego wrócić.
    Poszła po zakupy, ogarnęła dom i udała się do pracy nie myśląc nad tym, czy postąpiła słusznie. Bała sie reakcji. Jakiejkolwiek, ale i była ciekawa.
    Dzisiejszy ruch był mniejszy, no ale sie nie dziwiła - w końcu był to środek tygodnia, mogła sprawdzić stan magazynowy i porobić zamówienie. Zwykle właściciel się tym zajmował, ale był na chorobowym, wiec personel był tym obarczony. Zajęta w pomieszczeniu, straciła poczucie czasu. Druga kelnerka w tym czasie zajęła się cala salą.
    ------

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [treść listu]Maximilianie,

      Nie pamiętam już która to wersje tego listu próbuje napisać. Myśli galopują zbyt szybko a umysł nie nadarza za nim. To trudne pisać o uczuciach.
      Wiele myślałam o nas, o naszym synku i czuje pustkę. Jedna wielką i myśl, gdzie jest moje miejsce. Boli pisanie tego, ale to łatwiejsze niż powiedzenie wprost. Jestem tchórzem, który nie potrafi popatrzeć ci w oczy, by powiedzieć co naprawdę czuję a czuje pustkę.
      Może twoja matka miała racje, że zrujnowałam ci życie i potrzebujesz kogoś innego niz ja. Dziękuję za wszystko co mi dałeś a ja daje ci wolność. Wypaliłam się. Nic już nie czuję. Chciałabym byś to wiedział, gdziekolwiek jesteś, że masz wybór a moja obecność jest niepotrzebna o czym wiedziałam to w pierwszych miesiącach zamieszkania u ciebie.
      Wiesz, że zawsze chciałam mieć dobre relacje z twoja matką, chciałam ja zrozumieć, ale nie ułatwiała tego. Pokazywała mi gdzie moje miejsce za każdym razem gdy byłyśmy razem. Wiem, że próbowałeś pomóc, ale było tylko gorzej. Słyszałam wasze kłótnie, podczas gdy ty myślałeś że śpię. Bolało mnie, ze jestem ich przyczyną. Wiec milczałam bojąc sie cos powiedzieć. Próbowałam zniknąć, stać sie elementem krajobrazu, którego nie było widać, ale emocjonalnie mnie to wykańczało. Starałam się jej dogodzić... Moja matka mówiła, że to głupota mieszkać z teściową. Miała racje, ale poczułam litość do samotnej osoby mieszkającej samej w domu.


      Usuń
    2. Gdy wyjechałeś na szkolenie, było gorzej. Byleś moja tama, która otwierała się gdy poczuła otwarcie sie drzwi. Było wiele incydentów, które cierpliwie akceptowałam, ale powiedziałam dość, gdy mój kuzyn przybył na parę dni. Pamiętasz mego kuzyna Tony`ego? Jest pisarzem. Zaoferowałam pokój gościny na parę dni, by sie nie błąkał po motelach. Bez uprzedzenia twej matki... W jej wyobrażeniach, przyprowadziłam do domu kochanka. Prawie spaliłam sie ze wstydu, gdy prosiłam by nie miał jej tego za złe, ale szkoda juz sie stalla. Dawno takiej kłótni ten dom nie widział. Po tym sie obraziła, ale docinki nie zmalały. Dorosła kobieta a zachowuje sie jak dziecko... Wysyłałam kilka listów do ciebie, byś wiedział że wszystko jest dobrze i byś się nie martwił. Nie wiem czy docierały... Już nic nie wiem. Bolała mnie cisza. Bałam się o ciebie każdego dnia, nie mogąc spać, zastanawiając się czy tam gdzie teraz jesteś, wszystko gra. [ślady po łzach]

      Potem wróciłeś a ja poczułam płomyki ciepła wypływający przez zaciągnięte chmury. Potem przybył Alex, nasz mały bohater po mojej cesarce, każdego dnia walczący o oddech, dzielny jak jego ojciec. Dziękuje ci za niego. Teraz to nie to samo dziecko niz na początku. Co prawda w dalszym ciągu wymaga uwagi, ale jest na dobrej drodze do wyleczenia. Zasypuje mnie i innych ciągłymi pytaniami. Nie wiem po którym z nas posiada te cechę. Ja nigdy nie byłam duchem towarzystwa, nie wiem jaki ty w dzieciństwie byłeś. Interesuje go normalnie wszystko. Uwielbia kosmos. To takie otwarte i pogodne dziecko... Patrząc na niego nie wygląda, żeby cos mu dolegało prawda? Cóż ma twoje geny. Jego pediatra widzi dobre rokowania.
      Któregoś dnia, gdy wzięło go przeziębienie, zapytał mnie dlaczego go babcia nie kocha. Powiedziałam, ze kocha, tylko nie umie tego okazać. Przyjął te słowa, ale wiedziałam, ze nie do końca do niego trafiły. Osobiście jakbym była taka okropna i niewdzięczną jak to opisywała, mogłabym go nastawić przeciw niej, ale to byłoby okrutne nawet dla mnie samej.

      Ale nie wybaczę jej mojego poronienia.
      Byłam w drugiej ciąży podczas naszej ostatniej nocy. Poczułam szczęście tak wielkie, ze bolało, ale nie trwało ono długo. Kilka tygodni potem poczułam ból - ktoś by mógł powiedzieć, ze to przez stres i napięcie w domu - ale w koszu na odpady znalazłam zużyte opakowanie środka wczesnoporonnego. Podczas konfrontacji wcale sie z tym nie kryła, wręcz sie chwaliła tym, ze nie będzie opiekować sie kolejnym chorym dzieckiem. To podchodziło już pod paragraf. Przestraszyłam sie nie na żarty, że w końcu zagrozi życie Alexowi i opuściłam dom, z którego tak ochoczo mnie i tak wyrzucała. Spakowałam się w kilka walizek, biorąc najpotrzebniejsze rzeczy i odeszłam. Pojechałam na obrzeża miasta zatrzymując sie w przydrożnym motelu. Obcy ludzie okazali więcej wsparcia i pomocy niz ona. Potem słyszałam jak rozpowiadała, ze zabrałam dzieciaka i poszłam do kochanka. Czyli tam gdzie moje miejsce. Śmiałam się i płakałam jednocześnie z frustracji i rozżalenia. Przestały przychodzić listy. Czułam się zagubiona i przerażona, z najgorszymi myślami. Moje uczucia umarły, gdy dostałam wiadomość. Wypaliły sie z powiadomieniem o twojej śmierci.

      Usuń

    3. Potem to juz wiesz... twoja rzekoma śmierć. Dziwnie to teraz brzmi. Ja to wiem. Czułam się jakby się miała zaraz rozpaść, ale Alex mnie potrzebował.
      Minęły 3 lata. Byłam samotna. Bardzo. To nie tak, że nie pamiętałam o nas, ale potrzebowałam kogoś bliskiego. Więc tak, było parę platonicznych znajomości. Piszę o tym, bys wiedział, że życie dalej płynęło. Jednak teraz... [kolejne ślady]
      Teraz nie wiem na czym stoję. Czuje sie zawieszona w próżni i nie wiem co ze sobą zrobić. Jestem żona czy może wdowa. Kim jestem... Nie wiem. Potrzebuje czasu by zrozumieć. Dlatego moja obrączka jest symboliczna. Chce sie odnaleźć w tej rzeczywistości i poskładać w całość, by nasza trójka w końcu wskoczyła na swój właściwy tor. Wiesz... to możliwe.
      Wiem, ze gdy to czytasz boli, ale ból wyzwala. Serce boli, a ze mnie żaden Szekspir, by opiewać to w tragedie.
      Alexandra będzie trzeba przygotować do myśli, ze jesteś. Nie bronie jego wizyt, ale chce być pewna ze sam emocjonalnie wytrzymasz. Wojna i rozłąka zrobiły swoje, a ja chce by był przy tobie bezpieczny. To wymaga czasu i poznania. Możesz to zacząć na moich warunkach. Alex ma stały tryb dobowy i stałe leki odpornościowe. Nie mówię, byś nagle stał sie idealnym ojcem. Nikt taki nie jest nawet, gdy minęło tyle czasu a on cie nie pamięta.
      Jednak wyobraź sobie, że ostatnio narysował rodzinę. Ja z Alexem na środku a w tle: - wydaje mi się, że to ty z psem. Nie pytałam go o to, ale mam wrażenie, ze mimo upływu czasu coś odczuwa. Zapytam go później o to.

      A jeśli chodzi o nas? Nie wiem co odpowiedzieć. Mam teraz chaos w głowie. Nie wiem jak wyrazić swoją miłość jak jeszcze ona we mnie jest. Nie chce sie kiedyś obudzić z myślą, że sobie ciebie żywego nie wyobraziłam. Że to jakiś okrutny żart, skierowany do mego serca. Czas pokaże. Jedynie co zawsze żałowałam to ostatniej naszej kłótni. Z perspektywy czasu brzmiała ona tak śmiesznie, że już nawet nie pamiętałam o co konkretnie sie kłóciliśmy?!

      Max, gdy przyjdzie ten czas będę wiedzieć. Teraz jestem pustą skorupą. Nic nie ma. Wygasło we mnie... [zdanie zamazane łzami]
      Pamiętasz nasze sekretne miejsce? Czasem tam zachodzę... Tam, gdzie kradliśmy razem wspólne chwilę.
      I jakoś tak, gdy w końcu to napisałam, poczułam ulgę mogąc wylać moje rozterki, które trochę utrudniały relacje.

      Przepraszam... jeśli w jakiś sposób Cię zawiodłam.
      Może potrzebujesz kogoś innego...

      Ines

      Usuń
  12. Roześmiała się wesoło, gdy w kubku przygotowanym dla Maxa, niemal zanurkował pieski nos, choć w ostatniej chwili gdy mężczyzna przywołał zwierzaka, ona chwyciła za uszko i odsunęła naczynie. Aromat lawendy był wyczuwalny, ale nie drażniący i może tylko troszkę Abi przygotowała te herbaty po to, aby zasypianie i noc minęły jej gościowi milej niż do tej pory, aby wreszcie mógł się rozluźnić. Było to trochę naiwne, a może i głupie, ale Abi nie czekała, aż ktoś poprosi o pomoc, bo gdy widziała, że dzieje się coś złego, reagowała od razu, choć nienachalnie i z wyczuciem.
    Nie wiedziała i nie mogła wiedzieć, co przeżywa mężczyzna. Jego życie przypominało tragiczny film akcji i pewnie większa połowa z tego, co gadali ludzie w miasteczku, było wyssanymi z palca plotkami. Ona tego nie słuchała, ale obserwowała Maxa, gdy wychodził z pensjonatu, a potem wracał na noc lub nie... był nieobecny, snuł się jak duch i prawdę powiedziawszy, każdego dnia wydawał się bardziej pokonany. Jakby codzienność i powrót go łamały na nowo, raz za razem. Nie mogła i nie chciała na to patrzeć.
    -Proszę, zrobiłam dla ciebie - wstała, podnosząc się ostrożnie z schodków i wyciągnęła nietkniętą herbatę w jego stronę. Wilgotne kosmyki opadały mu przy uszach, a ubranie miało w kilku miejscach ciemne plamy od wilgoci, więc rozsądniej byłoby wrócić szybko do ciepłęgo wnętrza pensjonatu. - Pomyślałam, że napijemy się razem w środku, co ty na to? - zaproponowała z łagodnym uśmiechem, nie chcąc mu się narzucac, ale też starając sie nie zostawić go samemu sobie, by nie utonął w rozpaczy. - Dodałam miodu i lawendy na lepszy sen, nie jadłam jeszcze kolacji, jeśli jesteś głodny, mogę nam coś przygotować - zaproponowała kolejny raz, wędrując zatroskanym spojrzeniem po jego twarzy i ogólnej sylwetce.
    Abi była miła i ciepła, nie było nic więcej, co by jej odpowiadało bardziej, jak dbanie o innych. Chciała widzieć uśmiech i zadowolenie na ludzkich twarzach, chciała też potrafić pomóc tym, którzy tego potrzebowali. Max najwidoczniej potrzebował bardzo, wyglądał jak udręczony.
    - Dla ciebie też coś znajdę, skarbie - zapewniła, pochylając się do psa, aby wyciągnąć otwartą dłoń i pozwolić mu się obwąchać, nim nie pogłaszcze białego, gęstego futra.


    Abi ☕️

    OdpowiedzUsuń
  13. Było juz późno, gdy nadal okupowała magazyn. Prawie nie wychodziła z magazynu, wciąż będą w kuckach, aż nie czuła nóg. Wcześniej wyrwała się na chwile, po to aby zabrać syna z placówki, którego zabrała ze sobą do pracy. Miał przy sobie zabawki, aby zabić czas, ale widziała, ze sie nudził. Rozumiała to az za dobrze. W pewnej chwili nawet zasnął i nie przeszkadzał mu hałas panujący w sali. Popatrzyła z czułością na niego na chwilę po czym wróciła do katalogowania stanu magazynowego. Pod koniec zmiany i zamknięcia, pomogła posprzątać sale na następny dzień. Padała z nóg.
    Ziewając przebierała się we własne ciuchy a służbowe zamknęła w szafce.
    Dodatkowe zakupy jakie zrobiła idąc po syna, włożyła do plecaka, który założyła na plecy wraz z plecakiem Alexa śpiącego w najlepsze. Aż żałowała, ze musiała go obudzić. Mogła go wziąć na ręce, ale swoje juz ważył co odczuwała każdego dnia i nocy, gdy trzymała go w objęciach, gdy chodzenie było meczące, ale czuła ciężar.
    Kręgosłup jej odmówił posłuszeństwa półtora roku temu. Miała zakaz noszenia ciężarów i zabiegi, które toż miały uniknąć w najgorszym bądź razie operacji, z której to nie do końca by wynikało, aby się pozytywnie powiodła. Teraz walczyła z bólem, przy każdym mocniejszym ciężaru.
    - Chodź. - powiedziała, gdy zaczął marudzić. - nie mamy daleko do domu. - ścisnęła jego dlon, gdy wychodzili z kawiarni.
    Nie spodziewała się zobaczyć "prezentów". Rozejrzała sie na boki niepewna co z tym fantem zrobić. Nawet pomyślała o bombie, bo paczki były nieoznakowane oprócz jej imienia. Westchnęła, na wszelki wypadek zostawiając je tam gdzie były. Teraz i tak miała ręce zajęte.
    Weszła schodami na drugie piętro kamienicy, otworzyła drzwi i wpuściła Alex pierwszego.
    - czas spania. Szykuj sie do łóżka.
    Sama zaś wyciągnęła zakupy i zaczęła segregować. Zajrzała do pokoju syna, gdy ten gramolił sie juz w piżamie pod kołdrę. Dała mu jego porcje leków, włączyła lampkę solarna o łagodnym odcieniu i podała tlen do spania. Notując sobie, żeby złożyć zamówienie na kolejna. Zaśpiewała kołysankę, która skróciła w połowie, gdy jak tylko zaczęła zasnął ponownie. Poprawiła kołdrę i dała buzi na dobranoc i wyszła z pokoju zostawiając lekko uchylone drzwi. Zaryzykowała "skok" na kartony, ale jak tylko zerknęła do pierwszej ręce zaczęły jej drzeć.
    Co? Nie... co to tu robiło? Jakby chciała te rzeczy to by je sama zabrała. Po co jej tu przyniósł? Zaraz... skąd poznał adres? Rozmawiali, jeśli można było to nazwać rozmowa, raptem 5 minut, nie mówiła gdzie mieszkała. Jednak wiedziała, ze tu był i nie bardzo miała ochotę zaglądać do tych kartonów. W pierwszym odruchu, chciała je wrzucić do kosza, jednak ostatecznie wylądowały one w piwnicy. Ciężkie były, jakby wsadził kamienie. Wracając do mieszkania miała wrażenie, że weszła na Himalaje.
    Napiła się wody, podczas czekania na kawę a potem przysiadła na skraju łóżka z niepokojem, który zaległ w jej sercu i pytaniu, które cisnęło sie na usta: co teraz? Zamyśliła się, aż dźwięk gwizdka przywrócił ja do rzeczywistości. Ale nawet kawa nie pomogła w uzyskaniu odpowiedzi. Czuła, że ja nosi nawet jeśli ciało mówiło dosyć. Powinna była iść spać, ale poszła pobiegać. Alex spał. Było spokojnie, ale jakby nie było to by wiedziała przez aplikacje, kiedy cos sie działo.
    Przebrała sie w dresy i ruszyła w noc w nieokreślonym kierunku ciesząc sie z pustki naokoło niej, gdy przebiegała następne kilometry.

    #serce

    OdpowiedzUsuń
  14. No i nastała niedziela. Festyn, na który tak długo czekał Alex. Ines niekoniecznie, bo marzyło jej sie wygrzewanie w łóżku przez calutki dzień w piżamie, no ale obiecała, prawda?
    - mamo, no już? - Alex dopytywał sie podekscytowany.
    - jeszcze chwila skarbie.
    - mamo, a zobaczymy tez konie?
    Westchnęła ciężko.
    - pewnie - powiedziała siląc się na radosny ton. Spojrzała w okno. Nie wyglądało na to, aby padało, ale było też wietrznie. Sprawdziła tylko czy wszystko miała. Leki, telefon były. Zgarnęła kluczyki do samochodu i syna przed sobą, aby opuścić mieszkanie. Oczywiście, podczas jazdy, przypomniała Alexowi, aby nie szarżował zbyt intensywnie. Całą jazdę słyszała trajkotanie, ale myślami była gdzie indziej. Zamartwiała się czy aby nie przesadziła z tym listem, czy to nie było za wcześnie, tylko, że to było juz po fakcie, bo na pewno już go przeczytał.
    - mamo, mamo... znowu odpłynęłaś.
    - hmmm, zastanawiałam sie.
    Zmarszczył brwi.
    - zbyt często ci sie zdarza.
    Uśmiechnęła się i wyciągnęła reke, aby potargać mu włosy, czego nie lubił.
    - mamo... - burknął zdegustowany, zabierając jej rękę. Uśmiechnęła sie.
    - nie martw sie o mamę - odparła wracając do jazdy i dalej słuchając o zadaniu, które zadała im pedagog na lekcji plastyki. Po godzinie dotarli na miejsce. Festyn niedawno sie rozpoczął, a już było sporo ludzi. Jeszcze raz upomniała syna, ale zdawała sobie sprawę iż jak to dziecko, nie będzie jej słuchał.
    - tylko bądź w zasięgu wzroku, dobrze - zawołała, gdy podbiegł do pana z balonami.
    Jedynie czego sie nie spodziewała, to faktu, ze podczas tej imprezy będzie gromadzona zbiórka pieniędzy. Dla niej: na potrzeby syna. O czym miała sie dowiedzieć później, a teraz chodziła miedzy straganami nieświadoma tego faktu i wymieniała uprzejmości z mieszkańcami. Około południa zrobili sobie przerwę na obiad: kanapki, które zrobiła dzień wcześniej. A potem były lody.
    Po sjeście, poszli zobaczyć padok, gdzie spokojnie sobie koniki chodził a Alex stwierdził, iż chce na jednym pojeździć. Trochę się bała, ze spadnie, ale po usilnych prośbach w końcu się zgodziła. Ale w siodle sam nie siedział - sama wsiadła a jeden z opiekunów podał jej syna, którego posadziła przed sobą. Za dzieciaka jeździła również, a potem przyszły inne obowiązki i jeździectwo przeszło na dalsze tory, no ale nie zapomniała, tylko później odczuwała ból od zapomnianych mięśni. Alex za to był wniebowzięty.

    płomyczek

    OdpowiedzUsuń
  15. Abi widziała, że Max jest złamany, że unika rozmów i w ogóle wszelkich spotkań, że odsuwa się i nigdy nie zostaje dłużej gdy obok zjawia się ktoś drugi. Mogłaby zgadywać, że stał się mocno introwertyczny, gdyby nie to, że on nie tylko ucieka, on po prostu... znika. Był trochę jak duch, nieobecny, pozornie tylko obok. W ogóle nie przypominał chłopaka, o którym mówiła jej mama, o którym plotkowali od jego powrotu wszyscy sąsiedzi w okolicy. Wszyscy tylko domyślali się, co go spotkało i przez co przeszedł, ale nikt nie miał pewności - nie mógł mieć, bo mężczyzna milczał. Był cichy, zamknięty w sobie, a o ile odpowiadał na powitania, czasami uprzejmie coś odpowiedział , to on... zwyczajnie nie brał udziału w życiu, jakie się toczyło przed nim i wokół niego.
    Mężczyzna się nie mylił, w Abi była radość i ciepło, ona gdyby mogła, tuliłaby na powitanie każdego sąsiada, czy nieznajomego, okoliczne bezdomne koty i pasące się przy sadach krowy. Nie traciła pogody ducha i energii, choć bywały chwile, gdy stawała się zamyślona i bardziej posępna. Ale z reguły tryskała energią i tym optymizmem, który niestety nie zawsze był zaraźliwy. Taka była i taką sama siebie lubiła.
    Kiedy pies położył się, pokazując brzuch, w ogóle się nie wahała, odstawiła na kilka chwil swój kubek i drapała i głaskała Fido, mówiąc do niego jak do dziecka, słodko i z czułością. To był piekny i wierny przyjaciel Maxa, a ona gdy został sam faktycznie czasami przynosiła mu smakołyki. Miałaby go zostawić? Pies pilnował ich domu, gdy właścicieli nie było, ale sam by nie przetrwał, należało się nim zająć jakoś. Musiała pomóc, choć tyle mogła zrobić.
    Pensjonat był jasny i przestronny, duże okna wpuszczały światło za dnia, a wieczorami pozwalały oglądać światła okolicznych domów, o ile nie przysłonili zasłon. Kuchnia była częściowo otwarta i zawsze dostępca dla gości.
    - Może zrobimy zwykłe zapiekanki na panini, nie jadłam ich z sto lat - zaproponowała, skinieniem wskazując drewniany pojemnik w którym trzymane było pieczywo. - Jesli ci to pasuje, możesz przygotować chlebki, koniecznie dodaj im oliwy, a ja pokroję warzywa i poszukam sera - zaproponowała, gdy byli jako jedyni w kuchni, dom był cichy i mogli swobodnie się pokręcić.
    Abi nie czuła nigdy aby pensjonat przyjmował obcych, każdego gościa traktowała jak znajomego. I bardzo, bardzo starała się zarazić miłością do Mariesville, które nie było tylko piękne, ale miało do zaoferowania kojące ukojenie spokojnej okolicy.


    Abi

    OdpowiedzUsuń
  16. Po pół godzinie miała dosyć, w przeciwieństwie do Alexa, który ani myślał skończyć. Istne sreberko, które nadrabiało wcześniejsze braki. Jednak zauważyła, ze to żywe zwierzę a nie zabawka, która się nie męczyła. Swoja drogą ju8z czuła swoje siedzenie, gdy zeskakiwała z siodła. Zagryzła wargi, gdy masowała uda. A potem sięgnęła po syna, który sam by nie siadł.
    - było fajnie mamusiu - powiedział radośnie. - możemy czasem sobie pojeździć?
    Zamyśliła sie. W końcu to byłby kolejny wydatek w morzu potrzeb. Lekcje, zakup ubrania - jeździectwo do tanich nie należało, nawet jeśli musiała by tylko kupić bryczesy i toczek.
    - a chciałbyś jeździć? - zapytała wzdychając zrezygnowana myśląc o kolejnym miesiącu przeżycia na zupkach chińskich.
    - yhmmm, mogę? - zrobił duże oczka.
    - zobaczymy kochanie co z tego wyjdzie a teraz chodźmy trochę odpocząć i cos zjeść. - ruszyli w drogę powrotna do centrum festynu - Niedaleko widziałam stoisko z napojami i wypiekami. - zauważyła poprawiając uchwyt ich dłoni i uśmiechając sie na radosny szczebiot dziecka.
    Kolejna godzina minęła, gdy w końcu go wypatrzyła. Nie ruszyła sie jednak od stolika, przy którym kawę pila - Alex poszedł sie pobawić z innymi dziećmi. Obserwowała go udając, ze tego nie robi. Potem zadzwonił telefon - ciotka podróżująca po Bukareszcie relacjonowała przebieg podroży. Nie pamiętała już kiedy sama sie gdzieś wybrała w pojedynkę. Słuchała jej, dając sie kobiecie wygadać, a potem, gdy ta gadała i nie zamierzała przestać sama skończyła z wymówka, by sprawdzić co robi syn.
    Zrobiła to i tak, bo prosił o wodę.
    Podeszła a gdy była w połowie drogi z głośników rozległ się glos kobiety oznajmujący, że zbiorka sie zakończyła i trwa podliczanie. Wyjaśniała główny cel. Przez jej twarz przebiegły różne etapy emocji od szoku, poprzez wdzięczność po lekka irytacje, gdy jej kłopoty finansowe zostały publicznie przedstawione. Teraz wszyscy będą mieli temat do plotek.
    - Alex chodź tu - zawołała trochę zbyt ostro. Przygryzła wargi, by odzyskać panowanie - twoja woda - powiedziała łagodniej cała w wypiekach.
    Podszedł do niej organizator.
    - pani Rocha, zapraszamy na scenę, gdzie wręczymy kopertę.
    - wolałabym nie - oznajmiła siląc sie na spokój, którego nie czuła.
    - nalegamy...
    Popatrzyła na niego ostro. Wcale sie tym nie przejął. Zauważyła, że jej sie najbliższe otoczenie przyglądało. Jakieś dalsze szepty już przetoczyły krąg. Kompromitacja - chciała uciec i zaszyć się w domu. Najlepiej na wieki, ale nogi sie ruszyły do sceny a sama sie czuła jak skazaniec idący na szafot.
    - mamusiu...
    - zostań przy schodach. - odparła wspinając sie po schodkach. Przywołała uśmiech na usta, ale i tak czuła płonące poliki, które jeszcze bardziej czuła, gdy setka par oczu wpatrywała sie w nia czekając. Organizator wręczył kopertę, powiedziała parę słów podziękowania i zaczęła schodzić, gdy napotkała wzrok Maxa, ale jeszcze szybciej "uciekła"; aby ukryć gromadzące sie już łzy pod powiekami. Schowała pieniądze do koperty i prowadzać syna przed sobą oddalili sie od ciekawskich ludzi.
    Pojawił się. Słyszał. Nie miał tego słyszeć. Nie chciała tego. W końcu to było jej zmartwienie skąd brać pieniądze i na jakie raty je przeznaczyć. Chyba czas było już wracać do domu. Poczuła, że sie zapada.
    - mamo, musze siusiu.
    - dobrze - powiedziała automatycznie - niedaleko postawili toi-toiki. Alex skorzystał pierwszy, potem była ona.
    Musiała sie uspokoić acz ta mała przestrzeń wcale nie była komfortowa.

    chmurka gradowa >.<

    OdpowiedzUsuń
  17. Na tyle długo siedzieli na ławce, że aż Alex zaczął podsypać.
    Oj nie. Nie da rady go nieść, zatem zdecydowała zakończyć już ten dzień i wrócić do domu, zanim jej się roześpi i zrobi się mały problem.
    - chodź kochanie - potrzasnęła lekko ramię - starczy na dziś atrakcji - podniosła się.
    Usłyszała marudzenie.
    - wiem, że z chęcią już byś spał - pogładziła delikatnie jego włosy a potem sięgnęła po kluczyki. - wrócimy do domu i zaraz pójdziemy spać.
    Mimo jeszcze młodej pory sama czuła się wykończona, ale z tym to musiała poczekać. Jeszcze trochę pracy jej zostało no i trzeba było się przygotować na następny dzień.
    Wsiadali do samochodu i ruszyli a Max oczywiście usnął podczas jazdy. Jechała w milczeniu starając sie nie roztrząsać wydarzeń i nie myśleć o "ciężarze" spoczywającym w torebce. Co za wstyd. Aż chciała spakować walizkę i wyjechać na jakiś czas i zniknąć. No ale gdyby to było takie łatwe...
    Zerknęła na lusterko wsteczne, gdzie siedział syn, teraz śpiący w najlepsze.
    Dzielny. Udało mu się przetrwać intensywny dzień bez incydentów, że aż była pełna podziwu i nadziei, ze w końcu wychodzi na prostą. Nie to co jeszcze rok temu, gdy podczas radosnego życia trzylatka podczas zabawy musiała improwizować, gdyż jak na złość przenośna pompa się zatkała a że byli po za miastem, na odludziu mogłaby nie dojechać na czas do najbliższej placówki. Udało jej się jednak samej go ustabilizować, zanim wrócili do cywilizacji, gdzie znowu była pełną obaw nad jego stanem. Dzień obserwacji wystarczył i mogli wrócić.
    Dojechali na miejsce po godzinie, podczas której zatrzymała się na chwile na stacji, by dolać benzyny. Zatrzymała się tuz przed domem, by było szybciej.
    - Alex - dotknęła nogi i lekko potrzasnęła - obudź sie na chwile. Jesteśmy w domu.
    - maamu - ziewnął półprzytomny i zaczął sie gramolić z siedzenia.
    - jesteś już za ciężki na noszenie. - zauważyła pogodnie wyciągając rękę by go podtrzymać. Weszli na górę. Otworzyła drzwi i od razu po zdjęciu mu butów poszli do jego pokoju. Rozebrała go i po przemyciu mu rąk i buzi zwilżonym ręcznikiem, położyła do łóżka. - mama odstawi samochód w inne miejsce i zaraz wróci. - dodała przymykając jego drzwi.
    Zostawiła torebkę i wróciła do samochodu, by go przestawić. Korzystając wskoczyła do sklepu po chleb i wodę i zaczęła wracać spowrotem.

    uciekająca żoncia

    OdpowiedzUsuń
  18. Późnym wieczorem dostała informacje proszącą ja o pomoc. Wszystko byłoby fajnie, gdyby miała z kim zostawić syna, a nie miała, gdyż opiekunka nie mogła, bo uczyła się do egzaminu a sąsiadki w domu tez nie było. Była jednym słowem w kropce. Naprawdę ostatnia osoba w tej chwili był Max. Na chwilę obecną to nie powierzyła by mu jednej szpilki a co dopiero dziecko, no ale sam sie deklarował. Nie informowała go w żaden sposób, gdyż nie miała telefonu a patrząc na to, ze był już przed budynkiem to pewnie zdobył jej numer. Zagryzła wargę. Taki juz był, musiał znać wszystko.
    Niby to dobre, ale z drugiej strony to było trochę przerażające.
    Ogarnęła siebie i syna, po czym zaczęła robić śniadanie z tego co jeszcze było w lodowce, zanim w drodze powrotnej wskoczy na zakupy. Gdy Alex jadł przyszykowała mu plecak, w którym to umieściła mała przenośną butle z tlenem, leki na popołudnie i maksymalnie na wieczór, mając nadzieje, iz wyrobi sie z czasem, jego ulubione zabawki, koszulkę z krótkim rękawem i spodenki na zmianę w razie czego oraz oczywiście instrukcje jak działa pompa i jak stosować leki.
    A potem zaczęła ich ubierać do wyjścia. Alex był dziś trochę marudny, ale wyjaśniła mu, że zobaczy pieska, którym sie ostatnio interesował co od razu sie ożywił. Zapewniła, że tego pana zna i nie ma sie czego bać. Acz bała się śmiertelnie czego po sobie nie pokazywała i pojechali.
    Wcześniej zadzwoniła, by sie dowiedzieć czy przebywa w pokoju - zapewniono ja, że nie wychodził - jej ostatnia deska ratunku i malutka szpileczka jej wredoty wpłynęła do myśli, że może na parę godzin sie przekonać jak to jest przebywać i zajmować się chorym dzieckiem. To było złośliwe, ale wmawiała sobie, że może to jakoś wpłynąć na "zagubionego" w swoim własnym istnieniu Maxa.
    Zostawiła samochód na parkingu, po czym sie wypakowali z niego i dziarskim krokiem ruszyli do drzwi pensjonatu. A potem stanęli przed drzwi. Zapukała i czekała. Wreszcie usłyszała hałas po drugiej stronie drzwi.
    - Nareszcie - mruknęła - Cześć - powiedziała cicho - Wybacz, ze bez uprzedzenia i nie w porę - zerknęła na jego strój - Nie miałam twego telefonu... - zawiesiła głos. W duchu: tym lepiej, gdyż pewnie by sie wymigał - Mam mała sytuację, która wymaga mojej osoby poza terenem miasta a nie mam z kim syna zostawić. - powiedziała to na jednym wdechu - Możesz sie nim zająć? To tylko kilka godzin. Powinnam wrócić na wieczór. Nawet nie zauważysz, że u ciebie jest... Leki ma przegródce plecaka i tlen na wszelki wypadek, acz nic nie powinno sie zadziać. - zauważyła jego przerażenie a potem westchnęła
    - Fido!!! - krzyknął Alex witając sie z psem.
    - Alex, pamiętasz co mówiłam w czasie jazdy?
    - tak mamo. Będę odrabiać lekcje a kupisz mi gofry jak będziesz wracać.
    - oczywiście. Pamiętaj o lekach.
    Chociaż nie musiała o tym przypominać, to wolała się upewnić mimo wszystko.
    - zobaczymy sie za parę godzin - ucałowała go i wróciła spojrzeniem do Maxa. - wiem, że to nagle i pewnie masz swoje zajęcia. Pogadamy jak wrócę dobrze? Teraz mi sie trochę spieszy.

    zdesperowana

    OdpowiedzUsuń
  19. Rzuciła mu dłuugie przepraszające spojrzenie. Nie umknęły jej uwadze worki pod oczami i senność, jakby wyrwała go ze snu, ale tez nie sypiała, więc zdążyła się przyzwyczaić do dwóch-trzech godzinnych drzemek, żyjąc tak od kilku lat, co teraz odczuwała. Jednak płacili podwójnie, więc nie narzekała.
    Co najwyżej mógł w tej chwili zrobić to Max, jednak powinien przeżyć te parę godzin. Alex, mimo jego ciągłej potrzeby rozmawiania, nie był trudnym dzieckiem. Był bystry i szybko przyswajał wiedze na swoim poziomie nauczania.
    Jednak mimo chęci, nie mogła go ze sobą zabrać i ciężko jej było sie rozstawać i tak szybko jak sie pojawiła tak szybko zniknęła. Odjechała z parkingu i udała się do głównej ulicy, by wyjechać poza miasto. Po ponad dwugodzinnej trasie była na miejscu i po wprowadzeniu w szczegóły zabrała się do pracy. Jedynie czego sie nie spodziewała, to faktu, iż praca się przeciągnęła i nim skończyli był już późny wieczór.
    Była zmęczona i z chęcią zdrzemnęła by sie w samochodzie a musiała jeszcze wrócić po syna. Oczywiście o tej porze to mogła zapomnieć o zakupach.
    - Ines...
    - hmmm?
    - Naprawdę dziękuję za pomoc.
    - Nie ma sprawy - uśmiechnęła się słabo rozciągając napięte plecy. Obawiała się, że bez tabletek to sie dziś nie obejdzie.
    - Może jednak zostaniesz na noc?
    - Chciałabym, ale nie mogę. Syn na mnie czeka. Pewnie już zasnął. - zerknęła na zegar. - o tej porze to już dawno śpi.
    - Proszę, to twoja wypłata. - odebrała trzymaną kopertę i schowała do torebki.
    Będąc w samochodzie nie od razu ruszyła. Wzięła leki i popiła kawa na wynos. Odczekała chwilę, by leki zadziałały a potem ruszyła.
    ----------
    [w ciągu dnia] Alex
    Chłopiec po zabawie z psem, starał sie być dzielnym. Mężczyzna go trochę onieśmielał i nie wiedział jak sie zachować. Wobec czego sięgnął do plecaka, gdzie miał plastelinę i próbował ulepić z niego misia, tylko mu nie szło. Kształt, był daleki od misiowego. Zrobił obrażona minę.
    - nie idzie mi - burknął posyłając gniewne spojrzenie na materiał - a mam to na jutro. Zerknął na mężczyznę i zrobił minę aniołka - pomoże mi pan? - zapytał nieśmiało.
    Zajął się plasteliną ponownie w ciszy, tak skupiony, ze nie zwracał uwagi na otoczenie. Teoretycznie. A potem popatrzył uważniej na Maxa.
    - pan jest smutny... Dlaczego? Ucieka przed kimś albo czymś? - wstał od stołu i podszedł bliżej - Źle być smutnym, mama też jest a nie mówi dlaczego i ciągle powtarza, że jestem za mały, by dorosłych zrozumieć. Ale ja jestem duży i jestem grzeczny - zrobił smutną minę - Nie można się smucić - położył dłoń do wierzchu jego ręki - trzeba wierzyć, ze teraz będzie juz lepiej - poklepał delikatnie - i cieszyć się każdym dniem.
    Zamilkł na dłużej.
    - dobry z pana człowiek. - dodał a potem zmieniając temat - Spóźnia się... - mruknął patrząc na okno i wrócił do swojej plasteliny wiedząc, ze mama nie będzie zadowolona, a to ostatnie zadanie jakie mu zostało do zrobienia. Wcześniej uczył sie pisać nowe słowo, pokolorował obrazek, coś tam zjedli. Było fajnie, ale zaczynał się juz nudzić i chciał do domu. Aż w końcu zasnął na kanapie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. -------------
      [Ines]
      Na ekspresowej dobrze sie jechało. Mniejszy ruch sprawił, że była szybciej niż jechała, ale i tak było juz późno. Obawiała się co zostanie po swoim przyjściu? Po przestawionego pokoju do góry nogami? Wkurzonego Maxa za wtargniecie w jego sferę komfortu? No ale ciszy sie nie spodziewała, gdy już przybyła. Zapukała cicho. Pies zaczął ujadać, wiec wiedziała iż na pewno jest w pokoju. Westchnęła ciężko.
      - Wybacz, przeciągnęło sie... - mruknęła cicho stojąc w progu. Teraz to sama czuła sie niezręcznie - Widzę, że pokój jest cały i wszyscy żyją?|! - podrapała Fido za uchem, gdy do niej podszedł, gdy weszła do środka ociężałym krokiem. - Zadzwoniłabym, gdybym miała twój telefon. - dodała odwracając się w jego stronę, ale będąc na bezpiecznym dystansie. - Mogłeś go zostawić, gdy targałeś te niepotrzebne pudła pod próg kamienicy. - zauważyła neutralnie, acz była nabuzowana, z samego faktu, ze stare rzeczy teraz zalegały jej piwnice. Rzeczy, których nie brała, bo nie były jej potrzebne, a jakby było inaczej to by się tym zajęła, ale po oddaniu kluczy teściowej jednocześnie zamknęła rozdział, w którym mieszała w tym domu.
      - Obyło się bez niespodzianek? - zapytała po chwili. - Alex wziął leki?

      powracająca

      Usuń
    2. Zmrużyła oczy.
      - No dla mnie tym bardziej - zauważyła nie siląc się na wesołość. Była zbyt zmęczona by się wysilać na łagodne i rozumiejące tony. - Tylko niepotrzebnie się trudziłeś.
      Westchnęła ciężko.
      - mama!!!! - skrzywiła się na aż nadgorliwy ton syna. Ah ta jego niespożyta energia.
      Nachyliła się, aby przytulić i ucałować. Zaczął chichotać.
      - No jestem, wybacz skarbie, przeciągnęło się a jeszcze chcieli bym została, ale nie dzisiaj. Mary niedługo zakończy swe egzaminy, więc nikogo nie będę kłopotać. Niestety, było za późno na gofry, ale rano ci kupię.
      Spojrzała na Maxa i skinęła głową. Sama rano mówiła, ze wypadałoby przegadać.
      - kto był ten był - skwitowała tylko - Alex zobacz czy Fido nie chce sie jeszcze pobawić. - puściła małego i klepnęła lekko jego pupę odsyłając go do zwierzaka.
      Wyprostowała się nakładając na sobie skrzyżowane ramiona.
      - Jak zrobisz mi jeszcze kawę będę wdzięczna. - powiedziała opierając sie o ścianę. - Czuję, że zaraz zasnę na stojąco - potarła pulsujące skronie. - Relacje powiadasz... Czasem miałam wrażenie, że one powoli zaczynały się rozluźniać długi czas temu. No ale cie wysłucham - popatrzyła na baraszkującego syna. Omiotła spojrzeniem po pokoju zatrzymując wzrok na plastelinie. Ah słodki misiek.

      zmęczona

      Usuń
  20. - Alex, wybrałeś trudne zwierzę - zauważyła jak zostali sami na chwilę - ja sama wybrałabym biedronkę, bo jest łatwiejsza.
    - mamo... - burknął tylko.
    - Rano nie wstaniesz - westchnęła - ja w sumie też, wiec zarządzam wyjątkowo dzień wolny.
    Syn zrobił wielko "O" uradowany.
    - ale prace na kolejny dzień cię nie ominął i tak - zrobił podkówkę - tak ty mój skarbeńku.
    - A możemy tu zostać? - zapytał z nadzieją. Ines podejrzewała, iż chodziło o psa. Po ostatnim spotkaniu męczył ja o posiadaniu zwierzaka. Mówiła, ze maja za małe mieszkanie, no i trzeba sie liczyć z kosztami. Później może.
    - Nie wiem czy to dobry pomysł - zauważyła siadając na pierwszym lepszym krześle.
    Przymknęła bolące oczy nasłuchując paplania. Prawie zasnęła, gdy usłyszała powrót Maxa.
    - kaaawa... - prawie się zaśliniła na sam zapach - dzięki.
    - mamo... - zaczął mały. - możemy?
    Westchnęła ciężko.
    - kochanie już i tak przeciągamy twoją wizytę. - spojrzała na mężczyznę - Wiem, że ci się tu podoba i dobrze się bawisz, ale niektórzy maja tez swoje życie.
    - Ale ja chce zostać.
    Wzniosła oczy do nieba z mina: Boże daj mi sile!.
    - Alex wystarczy tego dobrego na dziś i koniec dyskusji - dodała widząc jak znowu otwiera buzie - zajęła się kawa. Podziękowała za ciastka, za późno na nie było. - twój syn - ściszyła glos - chce zostać - wyjaśniła miedzy łykami - cos mi się widzi, ze zaczyna cie lubić.
    Spojrzała na niego uważnie.
    - cóż, zaoferowałeś sie sam acz wiem, ze tak znienacka go przyprowadziłam, no ale dałeś radę. W sumie oboje - podsumowała opierając sie o ścianę - zaufanie - ważyła te słowo przez chwile - wiesz, ja czasem sama sobie nie ufam a ten list pisałam trochę po pijaku - zarumieniła się - nie sądziłam jednak, że go przeczytasz - zerknęła na swój kubek.
    Zamilkła na dłuższą chwilę. Myślała a on czekał jak skazaniec.
    - Byłam zła Max - w końcu ponownie na niego spojrzała. - Rozumiem, ze masz terapie i ciężko ci wrócić do normy. Sama to przechodziłam po twojej "śmierci". Byłam zła - powtórzyła, że mimo faktu, ze jednak zyjesz to pierwsze kroki skierowałeś do swej matki, nie żony. MATKI. Wiesz jak sie poczułam jak juz to przetworzyłam, iz duchem nie jesteś? Że znowu jestem druga, mniej ważna - zamrugała wstrzymując swoje łzy - Nie ty jednej próbowałeś targnąć sie na własne życie - popatrzyła odlegle gdzieś poza nim a Alex widocznie już tak wyczerpany, że Fido dostał "wolne", a sam przysiadł na rogu i zamknął oczy do snu - ale kto by sie zajął synem? Twoja matka? Moi rodzice? Samobójstwo to nie jest rozwiązanie, sprawia tylko więcej bólu i wytwarza więcej pytań - wypuściła powietrze, które wstrzymywała - Chciałabym móc się bardziej gniewać, ale nawet tego nie potrafię - zaśmiała się gorzko. - Niech porozmawia wpierw z moja psychiatrą - Po raz kolejny zamilkła.
    - Powinnaś to z siebie wszystko zrzucić i nie bać się płakać. - zauważyła jak jego oczy powoli wilgotnieją - Mówią, ze mężczyźni nie płaczą. Tak nie jest, prawda? - ściszyła glos - Powiedz mi, czego ode mnie teraz oczekujesz? Bo nie wiem na czym stoję - dodała zmieszanie popijająca kawa.

    zawieszona w próżni

    OdpowiedzUsuń
  21. - Pomyślałam o tym samym - westchnęła - Byś się poczuł zbyt przytłoczony ponad miarę jak i tak już jesteś - zauważyła.
    Powoli sączyła kawę prawie, że ja wypijając. Oj ciężko być delikatnym i stanowczym jednocześnie w wychowywaniu.
    - Ah dom, mimo że to twój rodzinny to sama chyba mam te same opory co ty. Chociaż może patrzono pod innym kątem. Nie powiem, byśmy teraz w luksusach mieszkali, bo to ciasne, ale wolałam bliżej centrum niz na obrzeżach tak na wszelki wypadek. - podsumowała - Stąd też odeszliśmy w nocy z niewielka ilością bagażu i przeniosłam sie na jakiś czas do rodziców. Byli wniebowzięci, ale ile można koczować w rodzinnym domu. Zatem, nie spiesz się z tym. Lepiej być jak najbardziej pozytywnie nastawionym na odnowę domu, gdy naprawdę to poczujesz, ale ja nie wiem czy chce tam wracać. - uśmiechnęła się smętnie. - Przepraszam za to.
    Dalej słuchała.
    - Rzadko sobie pozwalam na alkohol, ale jakby we mnie jakaś fale pękła i musiałam się upić. A procenty rozluźniają umysł - zachichotała cicho pod nosem bawiąc sie uszkiem kubka - Dobre w tym wszystkim, że mimo wszystko tego nie dusiłeś. Emocji. Czy ja wiem czy nieodpowiedzialny? Pokazałeś tym, ze żyjesz, że nie tłumisz uczyć, acz podejrzewam, iż były skrajne - popatrzyła na niego - Jesteśmy w tym beznadziejni czyż nie...? - uniosła brew do góry - No ale dobrze, że jednak z siebie nie zrezygnowałeś. Nie trzeba być psychologiem, by to widzieć.
    Zerknęła na małego i obserwowała jego sen. Nie dostawał tlenu na noc, wiec ciągle zerkała czy wszystko gra.
    - Kiedy sie dowiedziałeś o tej nieszczęsnej "pomyłce"? - wróciła wzrokiem do niego - To nie tak, że całkiem we wszystkim kłamała, bo i owszem było paru bardziej do rozmów niż do czegoś więcej, jednak odnalezienie ciebie a wydanie oświadczenia o zgonie to dwie różne sprawy. Nie chce tu nikogo zapędzać w róg, ale ja sama byłam w rozsypce dużo wcześniej niż myślisz - zaczęła spokojnie, bez kłótni, acz była o krok, ale sami nie było, wiec sie hamowała - To prawda, że byłeś w najtrudniejszym czasie, ale później zrobiło się gorzej. Spałam 1-2 godzinę na dobę, łapiąc drzemki, miedzy domem a szpitalem, aż prawie sama padłam. Przyjaciele rodziny i znajomi czasem mi pomagali więcej niż mogli, ale to i tak było kroplą w morzu potrzeb.
    Sięgnęła bezwiednie po jego dłoń i ścisnęła.
    - Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi sie im odwdzięczyć. Potem zdążyła się szansa na poprawę jego stanu zdrowia, więc odwiedziliśmy też Hiszpanie ma pół roku. Poprawiało mu się, wiec stwierdziłam, że czas wracać. - uśmiechnęła się - i w ten oto sposób jesteśmy znowu na śmieciach. Co prawda każde osobno, ale to już coś. A co do twej matki... cóż jak sobie pościele tak się wyśpi, czyż nie?. Nikt nie jest w stanie jej zmienić. Cieszyłam się na drugą ciąże, nawet jeśli w rzeczywistości fizycznie i tak bym nie dala rady. Bolało, ale to już minęło i nie ma co już do tego wracać.
    Wstała i obeszła stół, aby stanąć przy nim. Impulsowanie, bo myślała, że akurat tego potrzebuje i popatrzyła głębiej w jego oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Bohaterowie też maja chwile słabości. Czują głębiej i dłużej a że nie zawsze mogą to robić w danej chwili, wiec nie krępuj sie. Zrzuć to z siebie Maximilianie - użyła jego pełnego imienia świadomie - Nikogo oprócz nas tu nie ma... Poczujesz się lepiej.
      Zrobiła pauzę.
      - Pamiętaj, ze nic na silę. Im bardziej oplatasz supeł tym zrobisz na przekór i cofniesz się o trzy kroki wstecz. Trudne to i emocjonalnie wyczerpujące, ale możliwe, jak nie będziesz zbyt mocno naciskać na siebie. - zamyśliła sie - najlepiej to przegadać na osobnej sesji. Możliwe do wykonania jest, ale byś był, to musiałbyś być i aktywnie uczestniczyć, a nie tylko wpadać na godzinę czy dwie i wracać do tego pokoju. To trudne i w twoim obecnym stanie może być jeszcze za szybko, ale myślę ze możemy ten temat poruszyć na sesji. Tylko następnym razem uprzedź mnie wcześniej, jak dajesz mój numer osoba trzecim - pstryknęła go lekko w czoło. - Jeśli chodzi o Alexa, to myślałam by ci na pendrive przesłać skrócony przebieg leczenia i jego najnowsze badania do wglądu i twojego i twego terapeuty, my sam mógł ocenić kiedy najlepiej go włączyć do asymilacje rodzinnej. Na razie wolałabym nie zaprzątać jego głowy problemami dorosłych. Przyjdzie na to czas. - powiedziała spokojnie - Aktualnie chodzi do grupy specjalnej, wiec w razie potrzeby pomoc ma. A teraz mam wrażenie, że mam "dwoje dzieci", którymi trzeba się zająć - pokazała mu język.

      pocieszająca żoncia

      Usuń
  22. Westchnęła ciężko kręcąc głową.
    - Max to jest twój rodzinny dom. - zauważyła - Ja byłam tam tylko gościem... Oraz darmową gosposią i kurą domową dopowiedziała sobie w myślach. - Wiem, że żeniłam się z tobą, ale twoja matka jasno się wyraziła co do tej sprawy. Nie chce mnie tam i ja szczerze mówiąc sama nie chce tam być. Co z tym zrobisz to woja sprawa i zresztą spraw.
    Machnęła na to obojętnie.
    - Ludzie - zaczęła acz ostatnia myślą było w ogóle zaczynanie tego tematu. - Pomagają jak mogą, za to jestem wdzięczna, ale i tak nie znają całokształtu. - popatrzyła na niego ostro - Nie chce o tym rozmawiać a tym bardziej o zwierzaku. Nie mam zbyt wiele czasu na opiekę jeszcze nad psem, przynajmniej na razie. Później, jak będzie straszy to sie jeszcze nad tym zastanowię. Dziękuje jednak za pomoc, ale mój dług to moja sprawa. Radze sobie od twej ostatniej misji.
    Skrzyżowała ręce przed sobą.
    - I przypominam, że nasz związek "skończył" sie z chwilą tej niefortunnej informacji o twojej śmierci, zatem praktycznie rzecz biorąc oboje jesteśmy teraz wolni. Między innymi to miałam na myśli w liście. Jednak wróćmy do Alexa. - zaczęła rzeczowo - mówisz, iż chcesz asymilować się z nami powoli, zatem wyjdę ci naprzeciw. Proponuje, jeśli twój terapeuta się zgodzi przebywać z nimi jeden dzień w tygodniu, tak na dobry początek. Dlatego tez pomyślałam, aby przesłać kopie skróconej dokumentacji Wam obu. Staram się, aby mój harmonogram pracy był zbliżony do godzin placówki Alexa, ale nie zawsze mogę sie wyrwać, gdyż mam bardzo ruchomy grafik. A jak ja nie mogę to odbiera go opiekunka, studentka czwartego roku i juz czuję, ze będę musiała szukać kogoś nowego. - mówiła spokojnie przyglądając sie mu z uwaga - to był męczący dzień. Rozmawiamy tu już prawie dwie godziny i oboje jesteśmy zmęczeni. W sumie powinnam sie już zbierać... - nie skończyła zdania, gdy ja objął.
    Zawiesiła się zesztywniała w jego objęciach.
    Nie wiedziała co zrobić, jednak ciało to chyba nie miało takich barier. Niezręcznie uniosła ramiona i sama go objęła. Przymknęła oczy.
    - Ch..chciałabym móc w to uwierzyć - powiedziała szeptem - że to co teraz mówisz, będzie prawdziwe, ale sie boje. Max, że nie śnie na jawie i sobie ciebie nie wyobrażam - zamrugała usilnie wstrzymując nadchodzące łzy, ale i tak poleciały - Byłam taka samotna... - przytuliła się mocniej jakby sie upewniając, że to razem stoją. - Wiem, że to dziecinne, ale wkurzał mnie fakt, iż pojechałeś na misje, a ja zostałam z tym wszystkim sama bez żadnego wsparcia zastanawiając sie co jest ważniejsze: ja czy Max. Oczywiście syn - zaraz dodała z cieniem uśmiechu - ale miałam czasami dosyć. Chciałam... sama chciałam stad odejść, ale potem dowiedziałam sie o drugiej ciąży i straciłam odwagę - płakała już otwarcie tymi ciężkimi, brzydkimi łzami, po których czuła całkowite wyczerpanie. Zamilkła łapiąc oddech.
    - Straciłam je parę dni później po twej "śmierci". - dodała szlochając cicho. - Beznadziejna jestem. - podsumowała siebie.

    smutna ;...;

    OdpowiedzUsuń
  23. Wzięła parę głębszych oddechów, aby się w miarę uspokoić. Czasem to pomagało w zwalczaniu paniki, ale ból nawet jeśli już przepracowany czasem nadal wracał. Chyba, że nie do końca zakończyła terapii i ponownie sie "cofnęła".
    - Eh, już zapomniałam jaki z ciebie uparciuch, ale Max dochodzi prawie 2 nad ranem, oboje jesteśmy padnięci - dalej próbowała zbyć temat finansów. - całym dniem a każesz mi myśleć nad pieniędzmi. - zauważyła zakłopotana drążeniem tematu. - Czy możemy to przenieść na inny dzień i po prostu sie cieszyć, ze jesteśmy tutaj we troje? - odchyliła głowę - twój lekarz pewnie zacznie mieć pretensje, ze tyle bodźców naraz na siebie bierzesz w tak krótkim czasie. Mówiłam ci - nie spiesz sie. - zauważyła praktycznie - Bo co zrobisz, gdy będziesz miał jakiś kryzys i uznasz, ze to za dużo? Wyjdziesz z domu, by sie uchlać? Trzaśniesz drzwiami i będziesz bez celu jeździł? Przystopuj - otarła nadal spływające z jego twarzy lzy. Przy okazje swoje też ukrywając twarz w jego piersi.
    - To są minusy pobytu w wojsku. Szkoda, że nie poznałam twojego ojca. - mruknęła przytłumionym głosem - Ale ja zawsze byłam dumna, nawet gdy na początku chyba nie do końca w pełni zdawałam sobie sprawy co oznacza ta wielotygodniowa rozłąka. Twoja matka ma trudny charakter - powiedziała neutralnie ukrywając irytacje i gniew - i dlatego też w pierwszym odruchu pomyślałam, po tym jak powiedziałeś ze u niej byleś, że ta wizyta sprawi ci więcej przykrości niż myślisz i nic dobrego z tego nie będzie. Dlatego też pośrednio napisałam do ciebie, by to przedstawić z mojej strony. Nawet z wiedzą, że będzie boleć, ale sama by tego nigdy nie przyznała - zawiesiła ramiona i zamilkła ciesząc się jego obecnością. Gładziła delikatnie tył jego pleców.
    - ja... naprawdę powinnam już wracać. Nie wzięłam leków na rano dla Alexa a nie mam zapasów w torebce. - powiedziała po chwili milczenia - Możemy sie spotkać po południu? - zapytała delikatnie wysupłując się z jego objęć i odsuwając sie o krok czując nagły chłód na ciele, mimo ogrzewania. - Mam wolne akurat, wiec możesz wpaść na kawę. - Wytarła resztę łez, ale i tak miała okropne czerwone plamy na twarzy po nich. - Mógłby go ubrać? A ja wskoczyłabym do łazienki.

    zmęczona

    OdpowiedzUsuń
  24. - Już samo przechodzenie przez życie jest jest jedną wielka walką - zauważyła enigmatycznie - I wcale nie musisz wyjeżdżać, by walczyć z innymi dla drugich. - pokręciła głowa w zadumie - wiesz, dobrze sie rozmawia, gdy dzień na to pozwala a oboje jesteśmy padnięci - odparła cicho licząc już ile razy już to podkreślała tej nocy.
    Położyła stulona dłoń przy podbródku namyślając się.
    - To może zrobimy tak, ze po prostu wpadniesz na kawę? To dużo czasu nie zajmuję a ja potem zerknę w kalendarz, które dni byłyby dobre z twoimi i jakoś to ogarniemy. Jak myślisz? A najlepiej wyślij mi smsa jak będziesz w pobliżu to szybciej nastawie czajnik... - dodała oddalając się do łazienki.
    ---
    Bała się spojrzeć w lustro, ale i tak to zrobiła i miała rację - wyglądała okropnie i... powąchała się. Fuj... Cały dzień w jednym ubraniu zrobił swoje i teraz to czuła. Musiała się koniecznie odświeżyć jak wróci do domu, acz chętniej by od razu wskoczyła do lóżka i jakoś przekimała do rana.
    Siedziała na ubikacji, gdy usłyszała stłumiony głos syna. Niezadowolony był jednym słowem. Zawsze jest niezadowolony, gdy sie budzi nie w porę.
    ---
    Alex przecierał zaspane oczy, gdy wstawał. Popatrzył lekko zdezorientowany po obcym pokoju przez chwile nie ogarniając gdzie też to był i wygiął usta jakby miał zamiar płakać.
    - mamo?
    - jestem w łazience - odkrzyknęła - zbieraj sie...
    - Ale ja nie chce. - zaczął marudzić nie ruszając sie z kanapy - możemy zostać? Tu jest fajnie niż w domu. Zostańmy - pociągnął nosem - wujku? Mogę nazywać go wujkiem? - zapytał, gdy w końcu wyszła.
    - Cóż, jeśli Maxowi to nie przeszkadza to czemu nie. Bliżej będzie później przestawić role Lepsze to niż "pan".
    - to zostaniemy?
    - Max nie jest jeszcze przygotowany na twój dłuższy pobyt. A ja nie mam przy sobie twoich leków.
    Wzniosła oczy do nieba szukając pomocy. Mówiła dalej.
    - Chyba ma twój charakter - zauważyła lekko kwaśnym, cichszym głosem a potem już normalnie - Zaraz policzę do pięciu i masz być ubrany i przyszykowany. Więcej nie będę mówić na ten temat i bez dyskusji. - dodała widząc, że otwiera już buzie - Raz... - zaczęła widząc, że sie nie ruszył - dwa - zaczęła wyliczać co w końcu dało efekt, ale później przez cala drogę sie nie odzywał, gdy siedział w fotelu naburmuszony. - A teraz sie pożegnaj. Jeszcze zobaczyć Fido i to nie raz.
    - Naprawdę?
    - tak.
    Pogłaskał Fido po głowie i nieśmiało podszedł do Maxa. A że był mały to pociągnął go do swego poziomu.
    - Dziękuję za gościnę. Jeszcze wpadniemy - wyszerzył sie w szczerbaty uśmiech. Nie miał już paru mleczaków, ale i tak wyglądał uroczo - wezmę mamę i będziemy sie bawić razem - wypiął dumnie pierś a Ines przyglądała się temu z ręka na ustach powstrzymując śmiech.
    - No na pewno - powiedziała próbując zachować sie neutralnie. - Chodźmy już. To jesteśmy w kontakcie. - pomachała jeszcze nim wyszli.
    ---
    Droga do domu przebiegła spokojnie i dosyć szybko. Ruch prawie zerowy sprawiał, że miałaby ochotę jeszcze pojeździć dłużej, mimo zmęczenia jednak wystarczy dziś atrakcji. Podjechała na parking - Alex znowu przysypiał - i z synem na ręce udali się do domu. Było jej niewygodnie lawirować z kluczami, ale w końcu weszła do środka szybko zdejmując adidasy i poszła od razu do pokoju syna, aby go przebrać w piżamę. Dała mu też spokój z butlą. Odchyliła kołdrę i go ułożyła. Wyszła na chwilę by zwilżyć ręcznik i obmyć mu twarz i dłonie po czym wyszła zostawiając uchylone drzwi i poszła pod prysznic. Nie miała sił na długą okupacje łazienki, zatem było szybko. Poszła do siebie nie zamykając drzwi. Przebrana już piżamie, z luźną kitką, usiadła na łóżko i zerknęła na telefon, ale żadnych nowych wiadomości nie miała, zatem odłożyła go na szafkę, zgasiła światło i poszła spać. Acz ciężko jej było zasnąć od razu. Miała za dużo myśli.

    [Zzzzzzzzzzzzz]

    OdpowiedzUsuń
  25. Oboje obudzili się bardzo późno. Po różnych przeżyciach emocjonalnych myślała, że szybko nie zaśnie. Cóż tym razem spała jak zabita i to bez pomocy tabletek. Jednak nie myślała, iż jest już po 12! Na początku myślała, że jej się wydawało. A potem zerwała się z łóżka zajrzała do pokoju syna. W końcu przegapiła leki - spał aż się przestraszyła i sprawdziła - ale wszystko było w porządku. Odetchnęła z ulgą.
    Poszła pod prysznic a po nim ubrała luźne spodnie od dresów i luźny fiołkowy podkoszulek.
    Nastawiła czajnik na herbatę a w miedzy czasie zaczęła robić bardzo późne śniadanie albo też i wczesny obiad. Zapachy porozchodziły się po mieszkaniu, które wywabiły Alexa z łóżka.
    - o kotlety !
    - Ano dawno nie było.
    - Ale ja lubię twoje zupy mamusiu - odparł przekomarzając się.
    Zaśmiała się.
    - A spróbowałbyś ich nie jeść - odparła udając surowość. - Weź swoje leki - podała mu szklankę wody i pigułki - A teraz zmykaj się przebrać. Zaraz do ciebie przyjdę pomóc, tylko skończę piec.
    - Ale jestem już duży.
    Poczochrała go po włosach w odpowiedzi i złożyła pocałunek na skroni.
    - I tak przyjdę - dodała widząc jak oczyma przewraca. Zaśmiała się przewracając kotlety na drugą stronę. Na gotowanie ryżu było jeszcze za szybko. Sos z paczki już był gotowy. W końcu nie zajmowało to zbyt wiele czasu. Wyłączyła gaz i poszła zobaczyć jak mu idzie.
    - mamo... musze sie ubierać? Nie mogę zostać w piżamie?
    - możesz ubrać spodnie dresowe i bluzkę te z misiem. Wyciągnąć ci?
    Przytaknął, wiec podeszła do szafy i zaczęła szukać. Eh za dużo ma rzeczy a z niektórych to już wyrósł. Będzie musiała porobić porządki.
    - Proszę - podała w końcu ja znajdując. Chciała pomóc z guzikami, ale popatrzył na nią mrucząc, że da sobie rade. Cóż, no więc stała i patrzyła jak sobie radzi. Kiepsko, ale był uparty.
    - Dobrze. Jak skończysz to włączę ci bajkę.
    Wyszła nastawić wodę na ryż. A podczas czekania usiedli razem przed telewizorem, gdzie w miedzy czasie przeglądała telefon. Standardowo rachunki, ponaglenia, wysłała też wiadomość wychowawczyni i do pracy a potem wstała by przypilnować obiad. Zawalała do stołu, gdy zasiedli do posiłku śmiejąc się z jakieś postaci z kreskówki a gdy skończyli jeść, pozmywała naczynia a Alex poszedł się pobawić do swego pokoju. Miała wiec chwilę by zajrzeć do tej nieszczęsnej koperty, aby przeliczyć na co ja przeznaczyć, acz ciężko było tu zbyt intensywnie główkować, gdy kwota była sześciocyfrowa. Wyciągnęła teczkę z półki, gdzie trzymała dokumenty i zaczela obliczac. Pochłonięta tym prawie przegapiła przychodzącą wiadomość. W odpowiedzi wysłała emotkę kciuka do góry nawet nie patrząc, która to była już godzina. Wciąż głowiła się nad cyferkami, przeliczając na osobnej kartce kwoty. I tak były to odsetki z banku na kredyt, pożyczkę od siostry, za leki, za opóźniony czynsz, za zeszłoroczny pobyt w szpitalu +/- drobne kwoty znajomym, którym jeszcze coś wisiała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przegapiła dzwonek do drzwi.
      - Alex, możesz mu otworzyć? - poprosiła syna. Był już na tyle duży, ze sięgał do klamki.
      - Wujek!!! Fido! - ucieszył się i zaczął na dzień dobry paplać o swoich klockach. Że budował samolot, ale pożalił się, że ma za mało klocków i nie wie jak go stworzyć. I to wszystko na progu mieszkania, głaskając zapamiętale psiaka.
      - Alex! - zbeształa surowo - Dajże mu wejść do środka. - powiedziała masując skronie - Stoisz w przejściu - wstała by do nich podejść. - Wybacz, nie wiedziałam konkretnie, o której będziesz, więc nie nastawiłam jeszcze dzbanka. - powiedziała przepraszająco - Nie sadziłam, ze jednak wpadniesz?! - dodała trochę skrepowana rozcierając odsłonięte ramiona. Złapała sie myśli, iż widać jej wychudzona sylwetkę, której w pracy pod uniformem nie było widać. Zamrugała.
      - Wejdźcie - odsunęła syna, by mógł przejść.
      Cóż mogła powiedzieć o mieszkaniu? Było małe. Sal i kuchnia były połączone aneksem. Dwa malutkie pokoje i osobna łazienka z ubikacją. Aranżacja bardzo prosta. Kilka zdjęć, jakieś etniczne figurki, obraz przedstawiający akwarele czterech pór roku, kilka kwiatów i to wszystko.
      Oraz porozkładane wszędzie na blacie papiery. Szlag! Brakuje jej jeszcze kolejnych pytań o finanse.
      - Nastawie czajnik - odchrząknęła zbierając je w niezgrabną kupkę, aby je zamknąć w swoim pokoju. Wróciła jak gdyby nigdy nic, jednak była usztywniona przez jakiś czas a konkretnie, do ujrzenia w jego dłoni pakunku z ciastem - Na którą masz do pracy? - zapytała, gdy wróciła do kuchni i przygotowała kubki. Alex usiadła na podłodze koło psa i coś mu usilnie tłumaczył. Zerknęła na niego na chwilę.
      - sypiesz, tyle co zawsze? Niestety nie mam mleka, ale jest cukier. No chyba, ze odstawiłeś? - zapytała zawieszając łyżkę z kawą nad naczyniem i popatrzyła pytająco.

      mocno skrępowana

      Usuń
  26. Miała co do tego inne zdanie, ale wstrzymała się. Jeszcze zdążą się pokłócić, jak ma syna wychowywać, zwłaszcza, ze na tym etapie wcale nie powinien sie wypowiadać na ten temat.
    - rozumiem, ale jedna kawę to zdążysz chyba wypić - zauważyła unosząc brew - Alex - zwróciła się do syna - Fido był u lekarza, potrzebuje więcej odpoczynku.
    Pokiwał głową na zrozumienie i wrócił do zabawy.
    - A kto powiedział, że będziesz się nim sam zajmował? Nikt. Nie ufam ci, aż tak by go samego zostawić z cała listą zależności, przyzwyczajeń i harmonogramu. Nie mówiąc już do jego lekach.
    Podała mu kubek unosząc brew.
    - No cos taki zdziwiony Max? Kawa nie gryzie a to, że pamiętam jak ja lubisz przyrządzać, to chyba normalne? Pamiętałam ten szczegół nawet zanim sie pobraliśmy - uśmiechnęła się nieznacznie. - Nie uczyłam go hiszpańskiego. Dobrze wiesz, że próby nauczenia tego języka sa dla mnie trudne. O co zawsze wytykała mi twoja matka. - skrzywiła się - Daj mi jego numer to napisze mu sms-a.
    Upiła łyka.
    - Powiedz mi jednak, jak chcesz rozwiązać problem naszego "statusu" cywilnego?

    Inka

    OdpowiedzUsuń
  27. Zmrużyła oczy. Co było pierwszym znakiem, gdy się z czymś nie zgadzała i co kończyło się kłótnią.
    - A co ze mną? - zapytała cichym głosem jakby zamrożona w czasie - mnie nikt o nic nie pytał. Zostawiono mnie samej sobie i to z pierworodnym, który by beze mnie zginał. Matką, którą się nie czułam. Odpowiedzialnością, którą mnie w 100 % obarczono. Nade mną się nikt nie rozczulał, więc i tak jesteś w lepszym położeniu niż myślisz. - zauważyła sucho - Nie miałam siły, ale i tak musiałam ją wykrzesać. Kto mi odda te kilkaset nieprzespanych nocy. Kto, ja się pytam - popatrzyła mu prosto w oczy, w których czuła gromadząca się wilgoć, ale siła nie pozwoliła im spłynąć - Mnie sie ktoś o predyspozycje bycia matką pytał? Harowałam za dwoje, podczas gdy ty... - zamilkła nie kończąc zdania.
    Odwróciła wzrok. Traciła grunt pod nogami i nie był to pierwszy raz. Bez słowa podała mu kartkę i długopis.
    Milczała dłuższą chwilę.
    - Zapomnij o tym, ze o to pytałam. - odparła chłodno - i przestań mnie tak nazywać - unikała jego wzroku bojąc sie, że palnie o jedno zdanie za dużo. - mam imię, jakbyś nie pamiętał. - odstawiła kubek na blacie, ominęła go i podeszła do okna. Przymknęła oczy. - Masz racje. Zajmij sie swoja terapia i na razie zapomnij, że istniejemy. Gdy przyjdzie czas, przyjdź nie wcześniej niż to konieczne. Na razie zwalniam cię z obowiązków rodzica i męża, którym i tak nie jesteś i wydaje mi sie, że czas na ciebie - dodała cicho - w końcu sam mówiłeś, że sie spieszysz.
    - mamo... - powiedział drżącym głosem Alex ze swego miejsca.
    Odwróciła się do niego ścierając łzy cieknące po policzku. Szlag.
    - juz... - podeszła do niego i wzięła na ręce - popatrz na mnie. Ćwiczyliśmy to. Spokojnie, zaraz dam ci tlen - powiedziała spokojnie widząc, że zrobił się czerwony na twarzy i walczy o oddech. Ruszyła z podłogi i razem z nim weszła do jego pokoju, gdy była aparatura. Położyła na lóżku i zaczęła włączać sprzęt. Na nos nałożyła maskę tlenowa a potem przygarnęła do siebie cieple ciałko syna.
    - Popatrz na mnie. Oddychamy głęboko, bardzo dobrze. Jeszcze raz... Dobrze ci idzie. - odgarnęła mokre włosy ze spoconego czoła. To było za piękne, gdyby z dnia na dzień przestała używać inhalatora - Zuch chłopak. - uniosła wzrok na drzwi. Westchnęła ciężko.
    - Myślę, że zakończymy już twoją wizytę. Wiesz, gdzie sa drzwi... - dodała skupiając sie na synu.

    zdystansowana

    OdpowiedzUsuń