I'm in my wonderland
Eloise Walker
34 lata | rodowita mieszkanka Mariesville | właścicielka rancza Red Apple | technik weterynarii | właścicielka kudłatego, dużego psa imieniem Barry i trzech kotów mieszkających w stajni wraz z dwunastoma końmi | powiązania
Wrosła w to miejsce jak korzenie starej jabłoni, posadzonej jeszcze przez jej dziadka. To od jej czerwonych, słodkich owoców wzięła się nazwa tego małego królestwa, nad którym władza niespodziewanie spadła w ręce Eloise. Chwyciła ją mocno i pewnie, czując na barkach ciężar tej odpowiedzialności. I wspomnień wgryzionych w ziemię, każdą deskę starego płotu, drzewo, nawet w wiekowy, spruty w jednym miejscu dywan leżący w salonie.
Pod tą starą jabłonią rosnącą na tyłach domu lubiła przesiadywać z siostrą bliźniaczką. Chwytały opadające, biało-różowe kwiaty, zajadały się słodkimi owocami, knuły plany na stercie jesiennych liści. Drzewo słuchało ich wzajemnych zwierzeń, psotnych planów i nadziei na przyszłość, dopóki jeden z głosów nie ucichł. Człowiek bez twarzy i imienia odebrał Eloise jej drugą połowę. Lustrzane odbicie zniknęło, jakby nigdy nie istniało.
W pokryte tapetą ściany wsiąknęły długie, pełne łez i bezsilnej złości kłótnie. Na opieszałość policji, o to, że matka powinna lepiej dopilnować dzieci. O wszystko i o nic, gdy emocje stawały się zbyt bolesne i musiały znaleźć ujście. Stary, pluszowy miś, wciąż trzymany w szafie w sypialni przyjął wiele łez, pretensji i próśb. Zabrał je wszystkie i pilnie przechowuje, gdy Eloise daje radę.
Skrzypiąca brama przyjęła ciężar jej ramion, gdy opierała się o nią podczas rozmowy z Noah, gdy ten mówił jej, że to wszystko nie ma sensu, Mariesville nie jest dla niego i albo Eloise pojedzie z nim, albo ich związek nie ma dłużej racji bytu. Została. Bo wrosła w to miejsce tak głęboko, jak korzenie starej jabłoni.
Sama radzi sobie ze wszystkim na tyle, na ile może. Naprawi ci gniazdko, pralkę, uszkodzone ogrodzenie, zbuduje domek na drzewie i położy płytki. Pokaże, jak bez strachu chwycić wodze i usiąść w siodle, jak porozumieć się ze zwierzęciem, które cię niesie. Przyniesie gitarę na ognisko, by wspólnie z tobą śpiewać do późnej nocy, z kudłatym psem leżącym u jej nóg. A potem pójdzie do stajni, wtuli twarz w grzywę tarantowatego konia i pozwoli sobie na chwilę słabości.
Milion lat nie pisałam karty postaci na bloga. Ale mam nadzieję, że może być. W kodowanie też nie umiem, niestety. Ale chyba umiem pisać wątki, więc zapraszam do Eloise na wszystko. Coś miłego, coś dramatycznego, coś wzruszającego, coś, co rozrusza serce i je ogrzeje lub złamie. Powiązania wszelkiej maści chętnie przygarniemy.
Na zdjęciu Eleanor Tomlinson i koń. W tytule Kalandra - Wonderland
Kontakt: the.plague.of.rats@gmail.com
[Hej, dziękuję za komentarz!
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się postać Eloise (swoją drogą, uwielbiam to imię, wydaje mi się takie dostojne i idealnie pasuje do Twojej postaci ♥️)
Na wątek zawsze jestem chętna, tylko, że o tej porze to ciężko mi się już myśli, więc może jakaś burza mózgów? 😏]
Olivia
Witaj w Mariesville, Queen of rats!
OdpowiedzUsuńEloise to z pewnością ozdoba naszej społeczności! Jej zaangażowanie i praca na rodzinnym ranczu to coś, co naprawdę wzmocni całe miasteczko. Zawsze doceniamy tych, którzy dbają o naszą ziemię i tradycje, które czynią Mariesville tak wyjątkowym miejscem!
Udanej zabawy!”
[Dzień dobry, pomyślałam sobie, że warto trochę się uspołecznić już na samym początku, więc przyszłyśmy się przywitać! Jak dobrze wiedzieć, że nie tylko dla mnie kodowanie to czarna magia.
OdpowiedzUsuńEloise to piękna kobieta, chociaż jej historia jest dosyć smutna. Mam nadzieję, że kiedyś odnajdzie odrobinę szczęścia.
Życzę dobrej zabawy i super wątków, kiedy blog się już rozkręci :)]
Jordyn Cross
[ Dzień dobry. Witamy z Austinem kolejną rodowitą mieszkankę Mariesville. Eloise los nie szczędził, najpierw siostra, później zawód miłosny. Miałabym pomysł, o ile Noah nie jest już gdzieś w pomyśle jakiegoś autora. Może Noah mógłby być bratem Austina, bo w sumie on też wyjechał z miasteczka i zostawił wszystko za sobą... Jeżeli chcecie rozwinąć ten pomysł to zapraszamy do nas. ]
OdpowiedzUsuńAustin
[Cześć! Jaki piękny rudzielec *_* Eloise idealnie pasuje do tego miejsca, pięknie wykreowałaś postać nawiązując do słodkich jabłuszek :D Zgotowałaś jej ciężki i samotny los, ale widzę w niej dużo siły i zaparcia. Myślę, że moja Abi będzie podziwiać sąsiadkę i podążać za taką siłą każdego dnia z uśmiechem.
OdpowiedzUsuńUdanej gry, w razie chęci zapraszamy do nas. :)]
Abigail
[Cześć! Też lubię takie postaci. Dostrzegam to również u Eloise - pomimo trudnych życiowych przeżyć, wydaje się iść do przodu i nie zatrzymywać. :) Myślę, że Jax i Eloise byliby dla siebie naprawdę dobrymi, szczerymi przyjaciółmi. Jest między nimi mała różnica wieku, więc myślę że jest to osiągalne, by znali się od dzieciństwa. Może dwie zaprzyjaźnione rodziny? :)]
OdpowiedzUsuńJax Moore
[Pomyślałam, że może faktycznie warto połączyć to, że w jakiś sposób łączy je podobny zawód, może Eloise od czasu do czasu pomagałaby w gabinecie weterynaryjnym? No i wspólne wycieczki konne też brzmią świetnie 😉 ich rodziny mogą się przyjaźnić, to też w jakiś sposób może je połączyć]
OdpowiedzUsuńOlivia
[Kurcze, smutno tu u Ciebie! Odniosłam wrażenie, że wszyscy Eloise opuścili, i że czuje się przez to samotna. A jeśli tak właśnie jest, to trzeba czym prędzej temu zaradzić! A tak szczerze, to bardzo ładna karta, a ja chętnie połączę Rowana z taką dobrą, zaradną duszyczką, tym bardziej, że dzielą ich zaledwie dwa lata różnicy, więc na pewno chodzili razem do szkoły. A skądś musiało się wziąć u Rowana zainteresowanie jazdą konną, więc może to właśnie Eloise zaszczepiła w nim tę pasję już w dzieciństwie? Jego odwiedziny pewnie przestały być regularne po tym jak trafił do szpitala, co nie zmienia jednak faktu, że nadal ją odwiedza, nawet jeśli rzadziej :) Bardzo dziękuję za powitanie, również życzę dużo dobrej zabawy w tej małej mieścinie!]
OdpowiedzUsuńRowan Johnson
[Posiadanie rancza brzmi jak robota marzenie. Wiem, że to ciężka praca, na pewno ogromnie wycieńczająca, ale jak myślę o idealnym życiu, to zdecydowanie ta opcja jawi się jako bliska perfekcji. Szczęściara z tej Eloise!
OdpowiedzUsuńTak pomyślałam. A potem przeczytałam resztę karty.
Bardzo przykrą zafundowałaś jej historię, ale jak klimatycznie napisaną, wow! Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że zazna jeszcze trochę szczęścia, a wszystkie przeciwności losu tak dobrej duszy zostaną wynagrodzone.
Bardzo dziękuję za powitanie, również życzę ogromu weny!]
Damien
[Dziękuję za powitanie <3 Piękna karta, a wizerunek idealnie pasuje mi do całokształtu postaci. Tylko pozazdrościć jej takiej gromadki zwierzaków, sama chętnie przygarnęłabym je wszystkie. Jeśli miałabyś ochotę na wątek, to właśnie wspólne wychowywanie się w miasteczku i miłość do zwierząt mogłoby stanowić punkt zaczepienia dla naszych postaci :) Życzę dużo weny i dobrej zabawy <3]
OdpowiedzUsuńHenry
[Takie wsparcie to skarb! :D Dobra, nie ma to tamto, czas chwycić za narzędzia i brać się do roboty! Jeśli będziesz chciała coś ustalić, to śmiało pisz, ja podsyłam już zaczęcie :)]
OdpowiedzUsuńChyba naprawdę powinien nazywać się szczęściarzem, skoro od samego początku pracował dokładnie tak, jak chciał i jak sobie wymarzył. Nie chodziło tylko o to, że lubił swoją pracę – on po prostu nią żył, a policyjne buciory wrosły się w jego stopy i były już jego stałą częścią, ale bynajmniej nie dlatego, że dzięki nim saldo konta bankowego prezentowało miłą dla oka sumkę. Pieniądze nie grały żadnej roli – Rowan zawsze wyróżniał się na tle rodziny, bo zawsze chciał pomagać i pomagał już jako dzieciak, mając w sobie nieskończone pokłady bezinteresowności. Potrafił dawać i nie chcieć niczego w zamian, choć to wcale nie oznaczało, że dawał wszystkim jak popadnie. Miał swoje zasady. Ale szeryfem starał się być dobrym, mimo że prywatnie nie był dostępny dla każdego, choć i to w zasadzie nie jest żadna nowość, bo każdy kto go zna, wie, że nigdy nie był zbyt towarzyski. Że nie wpuszcza ludzi do swojego świata, bo za dużo ma w nim bałaganu, ale można na nim polegać i można mu zaufać, zwłaszcza w kwestii bezpieczeństwa, które stawia na świeczniku. Był już zresztą dobrze zaprawiony w boju, bo co swoje przeżył, służąc dla wyspecjalizowanej jednostki taktycznej, miał więc doświadczenie, a w dodatku zawsze był cholernie poukładany. Pasowała mu policyjna dyscyplina i świadomość, że funkcjonariuszem jest się cały czas, a nie tylko wtedy, gdy ma się na sobie mundur, dlatego w swoim życiu dawno zatarł już granice między pracą, a domem. Czasami odwiedzał ludzi jako szeryf, mając na sobie wytarte dżinsy i szarą koszulkę, a czasami przychodził jako sąsiad, pukając do drzwi w pełnym umundurowaniu, ze złotą gwiazdą błyszczącą na piersi i spluwą schowaną w kaburze. Szeryfowanie całkowicie zlało się z jego osobą i wiedział to już chyba każdy mieszkaniec Mariesville, a trzeba przyznać, że naprawdę odżył, gdy został wybrany na tę funkcję. Jakby tchnięto w niego drugą nadzieję, że nie wszystko stracone, że to jednak nie czas, by wypaść z gry. Służba to przecież jedyna rzecz, która nadaje jego życiu sens.
Dziś przyjechał do Red Apple radiowozem, ale wcale nie w służbowej sprawie. Nie miał też munduru, tylko dżinsy i ciemną koszulkę, a wykorzystał służbowego Chevroleta Tahoe tylko dlatego, że jego bagażnik był po prostu w stanie pomieścić bale do naprawy padoku, które odebrał wcześniej z okolicznego tartaku. Miał też skrzynkę z wkrętarką i całą masą innych narzędzi, które na pewno się przydadzą, chociaż nie wątpił, że Eloise też ma je na stanie, prowadząc takie ranczo. Myślał jednak zapobiegawczo, a lepiej mieć wszystkiego za dużo, niż za mało.
Wysiadł z auta i zatrzasnął za sobą drzwi z cichym hukiem, a potem otworzył bagażnik i przerzucił jeden z bali na ramię. W drugą rękę chwycił skrzynkę z narzędziami i ruszył z tym wszystkim w stronę padoku.
— Eloise! — Zawołał głośno, idąc nieco okrężną drogą przez podwórze i rozglądając się za właścicielką, ale zamiast niej przywitał go Barry, który zaczął obskakiwać jego sylwetkę tak natarczywie, że aż musiał się zatrzymać, żeby nie stanąć przypadkiem na jego kudłaty ogon.
Usuń— Barry, ty wielki kudłaczu, dajże już spokój — powiedział w końcu, chociaż bardziej sam do siebie, bo na nic zdało się jego marudzenie. Nie miał też wolnej ręki, żeby go wytarmosić i zaspokoić potrzebę bycia przywitanym, więc Barry dalej domagał się swojego. — Ty mnie zaprowadź lepiej do Eloise — stwierdził, poprawiając bal, który ciążył na ramieniu. Co prawda, nie ustalili żadnego konkretnego terminu na naprawę padoku, ale Rowan zapowiadał już wcześniej, że przywiezie jej bale, gdy tylko będą gotowe do odbioru. Był dobrej myśli, że Eloise nigdzie nie wybyła, ale nawet jeśli – zostawi wszystko przy stajni i przyjedzie innym razem. Nie mieszali przecież na końcu świata. Na dobrą sprawę, mógł przyjść tutaj na piechotę i jeśli dziś jej nie zastanie, to następnym razem tak właśnie zrobi.
Rowan Johnson
[Jakie tu śliczne rudzielce przeważają! Kobieta orkiestra z niej, niczego się pewnie nie boi ^^ Oczywiście spotkały ją dramaty, ale widać, że jest silna w codzienności, jaką daje jej to urocze i małe miasteczko, na które jak widać, nie czekałam sama.]
OdpowiedzUsuńJULIET MURRAY
[Zarobiona ta Twoja Eloise! Jest tak zaradna i tak ludzka, że aż chciałoby się ją lepiej poznać. Silna babka z niej, powali przeciwności losu na łopatki :D Dziękuję pięknie za powitanie! Życzę Ci wspaniałych wątków, które nie dadzą spać po nocach i dobrej zabawy na blogu :> ]
OdpowiedzUsuńRosie
Od dziecka lepiej dogadywał się z zwierzętami, niż z ludźmi, przez co doceniał uroki miasteczka i możliwości obcowania z naturą. Co rusz przynosił do domu jeże, wiewiórki, raz zdarzył się nawet szop pracz, niestety koniec końców ani jego, ani innych uroczych stworzonek, które uratował, nie mógł zatrzymać na dłużej. Jego rodzina, choć przywiązana do lokalnych tradycji i wspierająca miejscowe środowisko w każdej kwestii, nie miała zwyczajnie czasu, aby zajmować się zwierzętami czy uprawą roli. W ich domu dominowały jedynie zagadnienia związane z prawem i polityką, lubił więc po szkole uciekać do znajomych z klasy, którzy wychowali się na ranczu i podzielali jego miłość do zwierząt. Potrafił godzinami przesiadywać u Walkerów, a Eloise przez wiele lat była jego najlepszą przyjaciółką, stając się tym samym powierniczką największych sekretów, którymi nie dzielił się nawet ze swoim rodzeństwem. Wiedział, że nigdy nie dorówna Noah, starał więc trzymać się na dystans, nawet jeśli jego młodzieńcze serce biło szybciej za każdym razem, kiedy ta urocza ruda dziewczynka pojawiała się w pobliżu, gotowa ‘ratować z nim cały świat’. Ciężko mu określić, kiedy ich drogi całkiem się rozeszły, żałował jednak z czasem, że ich bliska relacja tak łatwo przekształciła się z etapu bliskich przyjaciół, do kompletnie obcych sobie, wręcz unikających się za wszelką cenę ludzi. Ona układała sobie życie z Noah, on także koniec końców porzucił przelotne znajomości i związał się z Naomi, skupiając przy tym na rozwoju swojej prawniczej kariery. Wychodząc dziś na spacer z psem, nie przypuszczał, że ten postanowi nagle zerwać się ze smyczy, przy okazji płatając mu figla i zmuszając do spotkania twarzą twarz z Eloise. Nie rozmawiali ze sobą od dobrych kilku lat, stanął więc jak wryty, słysząc za plecami ten znajomy, charakterystyczny głos. Co prawda widywał ją podczas lokalnych imprez, obydwoje trzymali się jednak na dystans, unikając jakiejkolwiek interakcji. Nawet jego ukochany koń, który znajdował się na jej ranczu, był za każdym razem odbierany i przyprowadzany przez oddelegowanego przez niego pracownika, byle tylko się z nią nie spotkać i nie dopuścić do głowy wspomnień, jakie prze jej związek z inny mężczyzną, musiał zakopać dla własnego dobra gdzieś głęboko w podświadomości.
OdpowiedzUsuń- Przyprawisz mnie kiedyś o zawał wariatko – westchnął, podwijając nieco rękawy swojej idealnie skrojonej koszuli i pochylając się do przodu, aby pogłaskać uciekiniera – Wszystko w porządku? – uniósł pytająco brew, podnosząc się do pozycji stojącej i wskazując dłonią na opatrunek na łapie psa – Wpakowała się w jakieś kłopoty? – dodał, oglądając ją z każdej strony, aby upewnić się, że nie jest poważnie ranna i nic jej grozi. Przygarnął ją jakieś dwa miesiące temu, kiedy ktoś porzucił ją w lokalnym lesie i nawet jeśli Naomi miała alergię na sierść, suczka mieszkała cały czas wraz nimi, pozwalając tym samym spełnić dziecięce marzenia o posiadaniu ukochanego zwierzaka.
Henryk i jego Piggi
Podniósł spojrzenie w kierunku, z którego dobiegł znajomy głos i uśmiechnął się, zauważając Eloise. Nie miał nawet krzty wątpliwości co do tego, że poradziłaby sobie ze wszystkim sama, bo czy kiedykolwiek było inaczej? Czy kiedykolwiek się poddała? Poradziła sobie z o wiele gorszymi problemami, niż spróchniałe deski padoku, poza tym była zaradna odkąd tylko pamięta, a śmiało można powiedzieć, że zna ją całe życie. Ile to mil przemierzyli konno, tego nic nie zliczy, a to właśnie jej zawdzięczał swoje jeździeckie umiejętności. Był dla niej zawsze, nawet jeśli nigdy nie prosiło go o to na głos, po prostu wiedział, kiedy należało przyjść i wesprzeć ją dobrym słowem, a kiedy pozwolić jej na samotność i zmierzenie się z problemami w pojedynkę. Nie miał drugiej tak pięknej i czystej przyjaźni, jak ta, która od lat łączy go z Eloise, dlatego będzie jej pomagał, nawet jeśli ona wcale nie będzie go o to prosić, choć nie dlatego, że sama sobie nie poradzi. Można połączyć przyjemne z pożytecznym, a czy nie milej jest zbijać deski we dwoje?
OdpowiedzUsuńPodziękował za coś do picia, bo miał w samochodzie izotonik domowej roboty, a kiedy Eloise ruszyła po kluczyki, odstawił skrzynkę z narzędziami i wolną ręką wytarmosił stęsknionego Barry'ego za uszami. W domu rodzinnym nigdy nie mieli zwierząt, ale jemu udawało się zaspokajać tego typu kontakty właśnie na ranczu. Walkerowie mieli i konie i koty i psy, a jeśli pójść głębiej w las, to i wiewiórki dałoby się spotkać i może nawet zachęcić garścią orzechów, żeby podeszły bliżej. Tutaj można było odpocząć, zjednoczyć się z naturą i odciąć na chwilę od problemów życia codziennego, łapiąc wiatr we włosy na galopującym koniu. Trochę jej tego zazdrościł, ale tylko trochę, bo doskonale wiedział, z jak ciężką pracą wiąże się utrzymanie tak wielkiego rancza. Przyjemności swoją drogą, ale obowiązki swoją. A tego drugiego nigdy tutaj nie brakowało.
— Pewnie — zgodził się i przejął kluczyki do quada, od razu kładąc na przyczepkę zarówno niesiony na ramieniu słupek, jak i skrzynkę z narzędziami. A potem przepakowali całą resztę, Rowan zamknął radiowóz i oboje pojechali quadem do miejsca, które wymagało naprawy. Korniki rzeczywiście urządziły sobie niezłą wyżerkę, ale nie wyglądało to aż tak tragicznie. Nie wtranżoliły wszystkiego na wiór, nawet dałoby się wykorzystać na opał to, co zostało, o ile nie było w żaden sposób malowane, a chyba nie było, skoro korniki zajadały się ze smakiem.
Założył rękawice, które wcześniej wręczyła mu Eloise i przeniósł najpierw słupki, bo to od nich należało zacząć stawiać całość. Dobrze, że pomyśleli o szpadlu, bo umocowanie słupków w dołku z pewnością wyjdzie temu ogrodzeniu na dobre.
Ściągnął brwi wyraźnie niezadowolony, kiedy Eloise wspomniała, że znów ktoś zastawił w lesie wnyki i wyprostował się zaraz, układając dłonie na biodrach. Ż do teraz miał nadzieję, że poprzedni raz był tylko jednorazowym incydentem, a teraz Eloise naprawdę go zmartwiła. Będzie trzeba pomyśleć o zorganizowaniu częstszych patroli w leśnym rejonie, jeszcze za nim dotrą do nich zamówione już fotopułapki, skoro kłusownicy nie odpuścili.
— Niech to szlag — odezwał się po chwili. — Mam nadzieję, że fotopułapki dotrą na dniach i uda się tych cwaniaków złapać, ale tak sobie myślę, że chyba jeszcze dziś roześlę tam ludzi. Niech pilnują, dopóki nie mamy kamer — stwierdził, wypowiadając na głos swoje myśli.
Wrócił zaraz do pracy przy deskach, ale jeszcze chwilę analizował w głowie plan działania, żeby patrole w rejonie lasu były naprawdę skuteczne. I to bez względu na to, czy kłusownicy zakładali wnyki w nocy, czy za dnia.
Usuń— Uważajcie na siebie, Eloise — poprosił, podnosząc na nią spojrzenie. Przecież równie dobrze to ludzka noga mogła znaleźć się w żelaznym uścisku. — Mam nadzieję, że szybko uda się temu zaradzić, ale bądźcie czujni, dobrze?
Rowan Johnson
Koniec sezonu zawsze wiązał się z ogromną ilością pracy. Wbrew pozorom, to właśnie koniec był bardziej męczący niż jego początek, a nawet cały okres jego trwania. Chociaż sam Jackson, prowadząc restaurację, nie zmagał się z tym problemem, to niektórzy miejscowi przedsiębiorcy już tak, w tym jego kochana, wieloletnia przyjaciółka Eloise Walker. To właśnie ona prowadziła tak bardzo lubiane przez mieszkańców Mariesville ranczo Red Apple – i naprawdę robiła to dobrze! Jackson lubił tam przebywać, a jeszcze bardziej lubił jej pomagać w organizacji przyjęć. Choć nie robił tego zawsze, to mieli swoją własną niepisaną umowę, że przy przyjęciu z okazji końca sezonu Jackson zawsze stawiał się do dyspozycji! W tym roku pomagał przy jedzeniu. Nie narzekał, przecież to był właśnie jego konik. A jeszcze bardziej podobała mu się myśl, że mógł pomóc Eloise i choć odrobinę ją odciążyć!
OdpowiedzUsuń– Eloise, spróbujesz? – zawołał głośno, wyciągając dodatkową łyżeczkę z szuflad ze sztućcami, by móc dać ją kobiecie. Właśnie skończył przygotowywać dressing do sałatki, ale nie był pewny czy dobrze ją doprawił. Walker zawsze była z nim szczera, więc liczył na jej opinię. Mówiąc, że zawsze była, wcale nie ma tutaj przesady. Ich dwójka znała się od zawsze.
Można rzec, że los z góry spisał ich los – to było jasne, że staną się przyjaciółmi. Rodzina Moore oraz rodzina Walker były ze sobą bardzo blisko. Ich ojcowie spędzali wspólnie czas, podczas gdy Eloise i Eleonor bawiły się z chłopakami Moore’ów. Jackson bardzo szybko złapał kontakt z bliźniaczkami, ale to właśnie z Eloise nadawał na tych samych falach. Ich więź prędko nawiązała się i była na tyle silna, że przetrwała próbę czasu. Jax był z Eloise zawsze i wszędzie; wspierał ją w pierwszych wzlotach i pierwszych upadkach, wspierał w drodze edukacji, by mogła zostać technikiem weterynarii; wspierał przy rozwoju jej pierwszej miłości i wspierał jeszcze bardziej, gdy Noah odszedł. Starał się być dla niej wsparciem, gdy jej siostra zaginęła, nawet jeśli czasami jedyne co mógł zrobić, to mocno ją przytulić. Nie było to jednak jednostronne – Eloise również darzyła go takim wsparciem i przyjacielską miłością. Był jej za to bardzo wdzięczny.
– I co, dobre? – zapytał, widząc jak smakuje zrobiony przez niego sos. Była wobec niego bardzo cierpliwa, miała inne zadania, a on wołał jej do tak małostkowych spraw. Zależało mu jednak na tym, żeby Eloise była zadowolona, nawet jeśli chodziło o sałatkowy dressing. – Jeszcze zostało mi przygotować kiełbaski na ognisko i będę gotowy. W czym mogę ci jeszcze pomóc? – zapytał, wycierając dłonie o swój czarny fartuch. Dostał go w prezencie od swojej mamy, która własnoręcznie go uszyła, a na kieszonce po lewej stronie wyhaftowała jego inicjały. J.R.M.
– Może zrobić ci kawy albo herbaty?
Jax Moore
[I Kopi pokłada wielkie nadzieje w Mariesville, choć na razie zdaje jej się nie możliwe by odnaleźć nową- właściwą drogę. W jej głowie ta poprzednia była jedyną słuszną, reszta to jakieś zastępcze odłamki szlaków, nie prowadzące do niczego głębszego. Chętnie ją zaskoczę ;)
OdpowiedzUsuńCudne zwierzaki ma Eloise. Mam wrażenie, że (zawodowo) ona żyje moim wymarzonym życiem, choć za pewnie skusiłabym się na stado kóz. Ranczo Red Apple musi być cudne.
Chętnie wpadniemy, jeśli nadarzy się ku temu jakaś okazja :)]
Kopi Bear
[Cześć! Bardzo mi miło, że napisałaś pod KP. I jednocześnie bardzo głupio, bo wiem, że nasz wątek wciąż wisi w dokumencie nieodpisany... ale obiecuję, że o nim pamiętam. Ostatnio jednak mam problem ze zmotywowaniem się i moje indywidualne leżą i kwiczą. Szczególnie te fantasy. Nie masz nic przeciwko, jeśli zrobię sobie przerwę od naszego fantasy, a zaproponuję na wymiankę wątek tutaj? :D
OdpowiedzUsuńSzczególnie, że postać Eloise wydaje się bardzo, ale to bardzo interesująca! Karta postaci napisana ślicznie, przypomina podróż sentymentalną po jej życiu, z odrobiną nostalgii, ale też rozsądku i nabytej dojrzałości.
Bez względu na to, czy uda nam się coś razem zagrać, czy nie, to ja też życzę mnóstwa weny.]
Jeff Bradley
[Dziękuję serdecznie za komentarz pod KP Liberty'ego. Tym razem postaramy się zbytnio nie szaleć (to już raczej nie te lata, ale kto wie...).]
OdpowiedzUsuń[Dziękuję za miłe słowa. Jako ex-koniara zazdroszczę Eloise niebotycznie, chociaż nie mało ma dziewczyna na głowie. No i oczywiście również życzę owocnego wątkowania.]/Charles Hicks
OdpowiedzUsuńCześć! :)
OdpowiedzUsuńNo proszę, koniara, haha. Z pewnością wpadaliby na siebie od czasu do czasu z Geonem, który lubi się kręcić tu i ówdzie, jednak na tę chwilę nie mogę nic od siebie zaproponować (obawiam się, że nie udźwignę ilości wątków oraz powiązań, które do tej pory sobie wymyśliłam), więc życzę miłego początku tygodnia oraz dużo, dużo weny.
Steven Baker oraz nieopublikowani jeszcze Laura Doe && Geonwoo Parks
[Cześć! Pięknie dziękuję za powitania u obu moich dziewcząt. :) Liczę, że obie, zarówno Chiara jak i Jacynth odnajdą się tutaj, każda na swój sposób. I, oczywiście, że znajdą chociaż po jednym przyjacielu. :D
OdpowiedzUsuńWspółczuję Elodie, nie wyobrażam sobie jak to jest, kiedy siostra po prostu znika bez śladu. Wydaje mi się, że taka niepewność jest jednak znacznie gorsza od śmierci; ale ostatecznie to tylko moja opinia. :) Dziękuję raz jeszcze i również życzę dobrej zabawy!]
Chiara&Jacynth
[Cześć!
OdpowiedzUsuńMiło mi, że odezwałaś się u Elizabeth. Betsy całe swoje życie prowadzi pamiętnik, więc uznałam, że warto go przedstawić też innym, przynajmniej we fragmentach. ;-)
Eloise to piękna kobieta, ale widzę, że u większości bohaterów w Mariesville coś się w życiu wywraca. Jeżeli Twoja rudowłosa pani chciałaby mieć w gronie znajomych/przyjaciół listonoszkę, to dajcie znać. ;-)]
Betsy Murray
[Dziękuję za powitanie <3
OdpowiedzUsuńGeneralnie to taki jest właśnie plan, żeby się tu zadomowiła, nawet jeśli będzie cały czas gderać, że to tylko na chwilkę :D Ale co do psychola, to nie mogę nic obiecać!
Śliczna ta Twoja Eloise! Życzę jej, by znalazł się dla niej taki człowiek, by przy którym będzie się mogła poczuć tak swobodnie, jak czuje się koniach :)]
Paige King
[Dziękuję ^^ Jen nie zdaje sobie sprawy z tego, jak naprawdę jest odważna, ale spokojnie, ja już jej to uzmysłowię, haha.
OdpowiedzUsuńWizerunek Tomlinson idealnie pasuje do Twojej pani. To przykre, jak człowiek traci rodzeństwo, a jeszcze bardziej, jak to bliźniak - to trochę tak, jakby stracić pewną cząstkę siebie. Silnia z niej babka, ale widać, że brakuje jej wsparcia. W końcu w pojedynkę nie da się tak cały czas. Oby znalazł się ktoś, kto przejmie choć odrobinę przemienia na siebie. Bawcie się dobrze!]
Jennifer
Rozumiał jej zdenerwowanie i rozumiał też obawy. Miała tutaj całe mnóstwo zwierzaków, które mogły złapać się we wnyki i stać się ofiarami oprawców, więc to, że chciała je chronić to było oczywiste i naturalne zachowanie kogoś, kto dba o swoich podopiecznych. Ale nie tylko ją krew zalewa na samą myśl, że ktoś kręci się po lesie i zastawia pułapki. Rowan był równie zły, co ona, tyle że trzymał emocje na wodzy i po prostu działał tak, żeby nie zaszkodzić ani sobie ani innym. Ale Eloise też nie boryka się z brakami logiki, więc nie miał wątpliwości, że będzie ostrożna, chociaż strzelbę to akurat mogłaby ze sobą zabrać na następny spacer. Zawsze to lepiej być uzbrojonym, kiedy stanie się oko w oko z kimś, kto też może mieć broń, a w tym amerykańskim stanie, gdzie na broń nie trzeba mieć pozwolenia, jest to więcej jak pewne, że kłusownicy będą ją posiadać. Ich obecność stwarzała o wiele większe niebezpieczeństwo, dlatego on sam też miał nadzieję, że uda się szybko ich wytropić, ale brał pod uwagę również taką możliwość, że jeśli pojawi się o nich oficjalna informacja w lokalnej prasie, to poczują się trochę zagrożeni i nie będą się kręcić przynajmniej przez najbliższy czas. Uda się wtedy niespostrzeżenie zamontować fotopułapki i jeśli kłusownicy znów pojawią się w pobliskim lesie i spróbują rozstawić się z wnykami, powpadają jak śliwki w kompot. To byłby naprawdę idealny plan wydarzeń, więc oby wyglądał właśnie tak, jak Rowan to sobie wyobrażał.
OdpowiedzUsuń— Gdybyś ich pobiła, powiedzielibyśmy, że zaatakowało ich stado wściekłych dzików. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, a myślę, że twojej winy nikt nawet nie spróbowałby udowadniać — stwierdził, posyłając jej uśmiech. Tak, czy siak, wolał, żeby nie pojawiała się w tamtych okolicach zbyt często, bo kto wie, co przyjdzie takim kłusownikom do głowy. Może rozstawiają wnyki dla poroża mulaków białoogonowych, których w tych rejonach jest całkiem sporo, a może są po prostu szaleńcami, którzy lubią łapać ofiary i dotkliwie je krzywdzić. Ryzyko było zbyt duże, by podkładać im się pod nogi, dlatego bezpieczniej byłoby, gdyby mieszkańcy na jakiś czas ograniczyli spacery w tamtych okolicach.
Poruszał na boki popróchniałym, drewnianym słupkiem, który był jednym z filarów padoku, i kiedy ten przełamał się w ziemi, podniósł go i przerzucił go na bok. Sięgnął w zamian po szpadel i wbił stal mocno w ziemię, żeby wykopać osadzony głębiej trzon. Później wstawią w to miejsce nowy słupek, do którego przymocują równie nowe deski.
Domyślał się, że Grace nie wypuści go bez obiadu i miał to na już uwadze, gdy zaczął przepakowywać deski na terenie tartaku. Ale to nie dlatego niczego sobie nie zaplanował. Nie był pewien, jak długo im zejdzie naprawa padoku, szczególnie, że nie musieli się z tym wcale śpieszyć, poza tym, sam rozmyślał już wcześniej, że warto byłoby spędzić z Eloise trochę więcej czasu, skoro ostatnio nie mieli takiej możliwości przez nawał obowiązków.
To była bardzo dobra okazja, żeby chociaż posiedzieć i swobodnie, bez pośpiechu, sobie porozmawiać. Kiedyś czas sprzyjał im bardziej, ale teraz oboje byli zapracowani na tyle bardzo, by ze wzajemnością się zrozumieć. A zwłaszcza zrozumieć brak czasu.
Usuń— Niczego nie zaplanowałem — oznajmił, przesypując piach tuż obok kopanego dołku, a potem oparł się na chwilę o trzonek szpadla i skierował wzrok na Eloise. — Możemy więc śmiało nadrobić braki w pogawędkach. I przejażdżka wchodzi w grę, bardzo chętnie — przyznał, bo tego rzeczywiście nie robił już dawno. Na pewno nie zapomniał, ale z przyjemnością odświeży sobie te umiejętności, których dawno temu nauczyła go Eloise, i które pielęgnował regularnie, aż do momentu, gdy został dźgnięty w brzuch i uziemiony w szpitalu na kilka długich tygodni.
Rowan Johnson
[ Z Austinem nam nie wyszło, ale Alex potrzebowałaby przyjaciółki, a że jeździ konno, to może byśmy to połączyły? :D ]
OdpowiedzUsuńAlexandra Collins
[Hej! ^^
OdpowiedzUsuńŚlicznie dziękuję za powitanie. Trochę mu problemów dołożyłam, ale powoli zebrała się tu cała wioska gotowa mu pomóc. Myślę, że jakoś sobie da radę. Za to widzę, że Eloise również nie miała łatwego życia. Jako fanka true crime ciekawi mnie co wydarzyło się z jej siostrą i zapewne mieszkańcy również są tą sprawą zainteresowani. Oby się w końcu wyjaśniło, choć po takim czasie to już różnie może być... :")]
Rhett
Państwo Moore może nie zawsze byli idealnymi rodzicami, ale robili wszystko, co mogli, by wychować trójkę synów na porządnych ludzi. Jedną z lekcji, którą Jax szczególnie zapamiętał i wziął sobie do serca było podejście do przyjaciół. Gracie Moore zawsze powtarzała mu, że nie decydujemy się zostać na dłużej w cudzym sercu, jeśli ta osoba nie jest dla nas wartościowa. Natomiast Thomas, w całym tym swoim naruszeniu, w byciu gburowatym i marudnym, powtarzał, że to czynem pokazujemy jak bardzo nam zależy. I to właśnie swoich przyjaciół potrafił obdarzyć szerokim, radosnym uśmiechem. Ich dwójka miała racje, na tym polegał sekret trwałej przyjaźni. Jax cenił swoją relacje z Eloise Walker, więc wprowadzanie tych życiowych lekcji, które nauczyli go jego rodzice, bylo oczywistością. Dla Moore’a bylo jasnym, że kiedy Eloise go potrzebowała, on tam się pojawiał. Nigdy nie było to dla niego ciężarem, a nawet jeśli wspierał ją w okresie, który był dla niego cięższy, starał się nie dawać jej tego odczuć. Dobrze wiedział, że przeżyła już wiele w swoim życiu i chciał, aby ich przyjaźń była dla niej czymś, co wprowadzało w jej życie harmonię i poczucie bezpieczeństwa.
OdpowiedzUsuń— Pytasz… No pewnie, że pomogę! — zgodził się, z szerokim uśmiechem na twarzy, kończąc wszystko przy jedzeniu. Jackson lubił pracować, naprawdę przepadał za tym poczuciem bycia zajętym. To prawdopodobnie również wyniósł z domu rodzinnego, ale wcale na to nie narzekał. Uważał swoją sumienność i pracowitość za dobre cechy.
Gdy Walker podziękowała mu, tylko kiwnął głową, wiedząc że wcale nie potrzebuje tych słów. Dla niego pomaganie i wspieranie Eloise, nawet w drobnych rzeczach, takich jak kawa, było czymś naturalnym. Zawsze starał się być tu dla niej, gdy go potrzebowała – bez względu na to, czy mówiła to na głos, czy nie.
Kiedy jej telefon znów zawibrował, dyskretnie obserwował, jak w pośpiechu odebrała i odsunęła się. Próbowała ukryć zmęczenie w głosie. Dobrze znał ten jej wyraz twarzy, ale Eloise była uparta. Nawet wtedy, gdy mogłaby na chwilę zwolnić, zawsze była na pełnych obrotach. Westchnął, po raz kolejny przypominając sobie, że jego obecność miała być przede wszystkim wsparciem – niewidocznym, lecz niezawodnym. Choćby nie prosiła o nic wprost, zawsze będzie gotów pomóc jej, jak tylko potrafi, nawet jeśli tą pomocą miało być wyparowywanie cydru.
Wieczór okazał się bardziej niż udany. Eloise znowu przerosła samą siebie, tworząc niesamowitą atmosferę i genialne zakończenie sezonu. Był z niej dumny. Gdy jednak podeszła, jeszcze bardziej zauważył jej zmęczenie. Jax uśmiechnął się pod nosem, widząc Eloise z kubkiem zimnej kawy w ręce, którą przygotował jej dużo wcześniej. Jak zawsze, nigdy nie miała chwili dla siebie. Dobrze wiedział, że trudno ją było przekonać, żeby zwolniła choć na moment, a przecież było to tak ważne!
Usuń— Jak się bawię? — powtórzył, unosząc brew i zerkając na skwierczące kiełbaski. — No cóż, znasz mnie… Nigdy nie narzekam, kiedy jest tyle dobrego jedzenia i kawałek spokoju — zażartował i puścił do niej oczko. Ponownie skierował wzrok na kubek kawy, a następnie wrócił do badania wzrokiem jej zmęczenie skrywanego pod uśmiechniętą twarzą. — Kawę już masz, ale może zamiast tego zrobię ci coś ciepłego do jedzenia? Zgaduję, że skromny dziś był twój jadłospis — powiedział z wyraźną troską w głosie, wrzucając jeszcze kilka gałęzi do ogniska. W zasadzie nawet nie potrzebował jej zgody. Po to właśnie tutaj był – by ją wspierać i odciążać z tego wszystkiego, nawet jeśli sama nigdy by o to nie prosiła.
— Wiesz co, chyba tak właśnie zrobię — oświadczył, podejmując decyzję za nią — Teraz usiądź na chwilę i po prostu się zrelaksuj. Napracowałaś się, naprawdę.
Jax
Najpiękniejsze w ich relacji było to, że nawet mimo dłuższej rozłąki potrafili rozmawiać ze sobą swobodnie, jakby dzielący ich czas nie stanowił żadnej bariery. Nie dokuczała im niezręczna cisza, ani brak tematów do rozmowy, bo znali się tak długo, że rozmawiać potrafili o wszystkim, a nie musieli też starać się o jakieś specjalne plany, bo idealnie spędzało im się czas na niczym. Mogli siedzieć na drewnianym płocie i patrzeć na rozciągające się po horyzont polany, albo spacerować z Barrym po polnych dróżkach i cieszyć się zapachem ziemi po deszczu. Akurat teraz Rowan jest cały czas na miejscu, już od dobrych dwóch lat, ale wcześniej, szczególnie w tych czasach, kiedy na dobre związał się z policyjnym mundurem i dostał się do SWATu, znikał regularnie. Czasami nie było go kilka dni, czasami kilkanaście. Nie zawsze był w stanie spotykać się z kimkolwiek tuż po powrocie, bo musiał pobyć sam ze sobą, tak po prostu, żeby zresetować się po wymagającej akcji i przestawić z trybu gotowości na ten zwykły, codzienny, ludzki i spokojny. Eloise też miała swoje obowiązki. Ranczu oddała całą siebie, dbając o te kąty z niebywałą pieczołowitością, a tutaj roboty zawsze jest dużo, od rana do wieczora, więc to, że nie miała czasu na osobiste przyjemności, nie było w ogóle zaskakujące. To i tak dobrze, że znajdowała chwilę na sen i przynajmniej na jeden sensowny posiłek dziennie. Ale Rowan nie jest akurat kimś, kto może prawić jej morały z tego powodu, bo sam nie wypada lepiej, przesiadując na komisariacie po godzinach i zakopując się w robocie po uszy. Jemu też przerwy obiadowe wiecznie uciekają, na szczęście, ma swojego best friend forever, na którego zawsze może liczyć, gdy trochę się zapomni i wpadnie do Ribeye na pół godziny przed zamknięciem.
OdpowiedzUsuńTe piękne czasy, kiedy to spędzało się beztroskie popołudnia na ranczu, dawno odeszły już w zapomnienie i Rowan wcale nie wątpił, że w jeździe konnej wyszedł z wprawy. Jakby zamiast samochodu kupił sobie konia, sytuacja wyglądałaby zgoła inaczej, ale nie miał odpowiednich warunków do utrzymania wierzchowca, poza tym, nie wyobrażał sobie gnać sto kilometrów do Atlanty na koniu, a jeździć tam musiał. Nawet jeśli dla konia taki dystans jest możliwy, to jemu prędzej i tak odpadłyby nogi, a w ciągu takiej trasy wnętrzności ze trzy razy wywróciłyby mu fikołka.
— Wyszedłem z wprawy, więc liczę na to, że dasz mi fory — oznajmił, zerkając na Eloise z uśmiechem. I podejrzewał, że ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jeździł tylko u niej, więc sama dobrze wiedziała, że ostatnio, przez brak okazji, robił to o wiele rzadziej, niż przed laty. Na pewno nie cofnął się w rozwoju do takiego stopnia, by kopać z siodła, o to martwić się nie musiała, ale niewykluczone, że siadła u niego praca łokci, skoro w swoim fachu używa ich niewiele. Za to anglezowania na dobrą nogę nie zapomni raczej nigdy, bo Eloise świetnie go do tego przygotowywała od samego początku, tak samo jak do pełnego siadu. Pamiętał to wszystko, ale praktyka to praktyka – jest niezastąpiona. Dlatego nie dziwił się, że jeśli ktoś twierdzi, że potrafi jeździć na koniu, to z reguły tylko mu się tak wydaje. I że ląduje potem w krzakach. Oby dla niego Dolly miała więcej cierpliwości.
— Plusem tej sytuacji na pewno jest to, że facet następnym razem dobrze się zastanowi, zanim z taką pewnością wsiądzie na konia — stwierdził, odwracając się w poszukiwaniu wkrętarki. Gdy namierzył walizeczkę, sięgnął ją, otworzył i popatrzył na bity wkrętakowe, które miał w zestawie. Miał gdzieś te miękkie, typowo do drewna, ale musiał trochę pogrzebać w pudełeczku, więc na tym skupił się przez kilka następnych sekund.
Usuń— Dla osób z miasta, którzy jeżdżą na wieś tylko od święta, albo w ogóle znają wieś jedynie z opowieści, widok dwunastu koni w jednym miejscu robi furorę. Tutaj faktycznie będą miały trochę więcej spokoju — przyznał, rozglądając się po rozległym padoku, otoczonym bujną naturą. — No, dobra, chyba możemy już przykręcać deski? — Upewnił się, montując odpowiedni bit we wkrętarce. Dobrze, że mieli dwie, bo z dwiema pójdzie im o stokroć szybciej.
Rowan Johnson
[Byleby tymi widłami nie goniła Betsy! :D
OdpowiedzUsuńMasz ochotę na jakiś konkretny, przyjacielski wątek? Jakiś wyjazd na zakupy, problemy z samochodem po drodze? Czy coś bardziej lokalnego? ;-)]
Betsy Murray
Wszystko wskazywało na to, że z jego ukochany pies nie oberwał tak bardzo, jak można było przypuszczać i nic nie zagrażało jego zdrowiu. Wiedział, że w okolicy coraz częściej grasują kłusownicy i robił co mógł, aby dzięki swoim wpływom i znajomością jakkolwiek rozwiązać ten temat. Kochał zwierzęta i nie mógł pozwolić na to, aby w jego ukochanej miejscowości nie czuły się one bezpiecznie.
OdpowiedzUsuń- Dziękuję, że się nią zajęłaś – odetchnął z ulgą, odbierając od niej smycz – Całkiem dobrze wygląda, więc kilkogodzinna dieta jej nie zaszkodzi. I tak będę musiał uśmierzyć jej ból podwójną porcją smaczków – zaśmiał się, głaszcząc suczkę za uchem. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się jej uciec, miał więc nadzieję, że był to jednorazowy wybryk i nie będzie musiał kolejny raz odchodzić od zmysłów po tym, jak wybierze się na nieplanowaną wycieczkę – Od szczeniaka jest strasznie uparta i niezależna, ale podobno psy przejmują cechy swoich właścicieli, więc nie mogę za bardzo się jej czepiać – dodał, śmiejąc się przy tym pod nosem. Jeśli sobie coś postanowił, musiał doprowadzić to do końca za wszelką cenę, zwłaszcza w kwestiach związanych z jego zawodową karierą. Podejmował się wyjątkowo trudnych przypadków i nigdy nie odpuszczał, mimo, że jego znajomi czy rodzina nie dawali mu w takich sprawach większych szans na wygraną. Czuł się mocno związany z lokalną społecznością i nawet za darmo walczył o nich za wszelką cenę, często stawiając przy tym swoją wysoką pozycję w prawniczym świecie na włosku.
- Obiecałem burmistrzowi, że pomogę im zając się tą sprawą, kłusownicy muszą wiedzieć, że nie mogą czuć się bezkarnie w naszej miejscowości – westchnął ciężko, kręcąc przy tym zrezygnowany głową. W okolicy pojawiało się coraz więcej przyjezdnych ludzi, a wraz z nimi chcąc nie chcąc pojawiały się nowe problemy. Wcześniej praktycznie każdy każdego tutaj znał, szanując siebie nawzajem i dbając wspólnie o piękno okolicznej natury – Planuje ze znajomymi zorganizować dodatkowe patrole w lesie, choć nie wiem, czy nie odstrzelę komuś głowy, jeśli przyłapię go na gorącym uczynku. Tacy ludzie nie zasługują na żadną taryfę ulgową – mruknął, kucając przed psiakiem, aby upewnić się, że z jego łapą wszystko jest już w porządku, a rana nie krwawi, przesiąkając tym samym przez opatrunek – Tak, mogłem sobie w końcu na niego pozwolić, zabieram ją do kancelarii, żeby nie musiała długo przesiadywać sama w domu. Zresztą, dwie kobiety w jednym pomieszczeniu to nigdy nie jest dobre połączenie – zaśmiał się, bo choć bardzo się starał, nadal nie przekonał Naomi do tego, że posiadanie psa jest o wiele lepszą opcją, niż spłodzenie dziecka, który wymaga ciągłej uwagi i nie potrafi zając się sobą tak, jak pies – Nie licząc tej nagłej ucieczki i tych przeklętych kłusowników to tak, dziękuję – zapewnił, nie rozdrabniając się zbytnio i nie wchodząc w szczegóły. Dawniej mogli sobie bezgranicznie ufać, a ich relacja była wyjątkowo bliska, upływ czasu sprawił jednak, że Eloise stała się dla niego jedną z wielu znajomych, jakie od dziecka miał w Mariesville.
Henio