I'm in my wonderland
Eloise Walker
34 lata | rodowita mieszkanka Mariesville | właścicielka rancza Red Apple | technik weterynarii | właścicielka kudłatego, dużego psa imieniem Barry i trzech kotów mieszkających w stajni wraz z dwunastoma końmi | powiązania
Wrosła w to miejsce jak korzenie starej jabłoni, posadzonej jeszcze przez jej dziadka. To od jej czerwonych, słodkich owoców wzięła się nazwa tego małego królestwa, nad którym władza niespodziewanie spadła w ręce Eloise. Chwyciła ją mocno i pewnie, czując na barkach ciężar tej odpowiedzialności. I wspomnień wgryzionych w ziemię, każdą deskę starego płotu, drzewo, nawet w wiekowy, spruty w jednym miejscu dywan leżący w salonie.
Pod tą starą jabłonią rosnącą na tyłach domu lubiła przesiadywać z siostrą bliźniaczką. Chwytały opadające, biało-różowe kwiaty, zajadały się słodkimi owocami, knuły plany na stercie jesiennych liści. Drzewo słuchało ich wzajemnych zwierzeń, psotnych planów i nadziei na przyszłość, dopóki jeden z głosów nie ucichł. Człowiek bez twarzy i imienia odebrał Eloise jej drugą połowę. Lustrzane odbicie zniknęło, jakby nigdy nie istniało.
W pokryte tapetą ściany wsiąknęły długie, pełne łez i bezsilnej złości kłótnie. Na opieszałość policji, o to, że matka powinna lepiej dopilnować dzieci. O wszystko i o nic, gdy emocje stawały się zbyt bolesne i musiały znaleźć ujście. Stary, pluszowy miś, wciąż trzymany w szafie w sypialni przyjął wiele łez, pretensji i próśb. Zabrał je wszystkie i pilnie przechowuje, gdy Eloise daje radę.
Skrzypiąca brama przyjęła ciężar jej ramion, gdy opierała się o nią podczas rozmowy z Noah, gdy ten mówił jej, że to wszystko nie ma sensu, Mariesville nie jest dla niego i albo Eloise pojedzie z nim, albo ich związek nie ma dłużej racji bytu. Została. Bo wrosła w to miejsce tak głęboko, jak korzenie starej jabłoni.
Sama radzi sobie ze wszystkim na tyle, na ile może. Naprawi ci gniazdko, pralkę, uszkodzone ogrodzenie, zbuduje domek na drzewie i położy płytki. Pokaże, jak bez strachu chwycić wodze i usiąść w siodle, jak porozumieć się ze zwierzęciem, które cię niesie. Przyniesie gitarę na ognisko, by wspólnie z tobą śpiewać do późnej nocy, z kudłatym psem leżącym u jej nóg. A potem pójdzie do stajni, wtuli twarz w grzywę tarantowatego konia i pozwoli sobie na chwilę słabości.
Milion lat nie pisałam karty postaci na bloga. Ale mam nadzieję, że może być. W kodowanie też nie umiem, niestety. Ale chyba umiem pisać wątki, więc zapraszam do Eloise na wszystko. Coś miłego, coś dramatycznego, coś wzruszającego, coś, co rozrusza serce i je ogrzeje lub złamie. Powiązania wszelkiej maści chętnie przygarniemy.
Na zdjęciu Eleanor Tomlinson i koń. W tytule Kalandra - Wonderland
Kontakt: the.plague.of.rats@gmail.com
