1.11.2021

Postać Miesiąca #12: Wywiad

Postać Miesiąca
Wydanie #12, LISTOPAD / GRUDZIEŃ 2025
O prozie życia:
Wywiad z twórczynią Nancy Jones
W świecie Mariesville, gdzie codzienność splata się z cichymi dramatami, a bohaterowie rodzą się nie z wielkich czynów, lecz z małych decyzji, powstała postać Nancy Jones. Za nią stoi autorka, która potrafi dostrzec piękno w prostocie i siłę w kruchości. Wywiad z amethyst to spojrzenie za kulisy do miejsca, w którym rodzą się historie, a zwyczajne życie zamienia się w opowieść, która zostaje na długo. Zapraszamy do lektury wywiadu pełnego pozytywnej atmosfery!

Pozwól, że najpierw wrócimy do przeszłości… Jak trafiłaś do blogsfery grupowej i co Cię w niej najbardziej zafascynowało?

Do blogosfery grupowej trafiłam całkiem późno, bo nie miałam już nastu lat, a blogi funkcjonowały od dawna i trochę przypadkiem, mianowicie zostałam w to wciągnięta przez moją koleżankę, u boku której stawiałam pierwsze kroki i która pomogła mi się w tym odnaleźć. A najbardziej w blogach grupowych fascynuje mnie kreatywność autorów. To jak różnych bohaterów każdy z nas tworzy, jakie historie potrafimy wymyślać i konsekwentnie prowadzić. Blogi to dla mnie takie trochę połączenie książki z teatrem, w którym możemy stać się kimś innym.

Nancy to postać bardzo autentyczna, zbudowana z troski, odpowiedzialności i ciepła. Skąd wziął się pomysł na jej historię?

Zależało mi na tym, aby stworzyć kogoś zwyczajnego i ludzkiego, a równocześnie pasującego do małomiasteczkowego, ciepłego klimatu. Do tej pory prowadziłam bohaterki raczej niezależne, które żyją dla siebie i mogą się spełniać, dlatego stworzenie Nancy, która poza wymagającą pracą, w której także opiekuje się innymi, wzięła na siebie odpowiedzialność za babcię, to takie małe pisarskie wyzwanie, które sobie urządziłam. Lubię tworzyć bohaterki, które nie są jak ja i od których mogę się czegoś nauczyć, a myślę, że Nancy takich cech ma sporo.

Mariesville to miasteczko, które potrafi pochłonąć i oczarować. Jak, Twoim zdaniem, wpływa ono na Nancy?

Pochłaniania ją i oczarowuje :D A tak całkiem poważnie, to miasteczko od początku było dla niej wyzwaniem, bo żeby tutaj być musiała przestawić całe swoje życie, a teraz stało się jej domem i chyba ona sama już nie wyobraża sobie, że mogłaby znaleźć się w innym miejscu. To po prostu musiało być Mariesville.

W opisie Nancy widać, że często bierze na siebie więcej, niż powinna. Jak myślisz, czy to jej siła, czy słabość?

Myślę, że jedno i drugie. Że to głównie słabość, ale przekuwa ją w siłę, bo z jednej strony to jest obciążające i potrafi zgubić w tym siebie, a z drugiej to daje jej satysfakcję i kopa do działania. Nancy ma potrzebę dbania o innych, dlatego przychodzi jej to naturalnie, jednak musi nauczyć się odpuszczać i zrozumieć, że nie ma wpływu na wszystko, co się dookoła niej dzieje.

Wiele osób powiedziałoby, że Nancy to współczesna „bohaterka codzienności”. Czy miałaś kogoś realnego, kto Cię zainspirował do stworzenia takiej postaci?

Kogoś konkretnego nie, ale przez moje otoczenie przewijają się kobiety niosące w sobie podobne światło i siłę co Nancy. Które nie robią nic spektakularnego, ale jednak dzięki nim świat niektórych ludzie staje się choć trochę lepszy i zależało mi na tym, żeby coś z tego w niej się znalazło.

Dom w Riverside Hollow, babcia Cecily, kot Gatsby… Czy mogłabyś zdradzić, jak powstała ta domowa mozaika?

Chciałam, żeby Nancy miała, dokąd lubić wracać, stąd dom w Riverside Hollow, w którym spędziła większość swoich wakacji i który kojarzy się jej z beztroską. Babcia Cecily dopełnia ten obrazek, bo kiedyś dbała o Nancy tak, jak ona dba o nią teraz i dziewczyny zawsze się wspierały, a kot Gatsby po prostu musiał się pojawić. Z miłości do kotów i Wielkiego Gatsby’ego ;))

Gdybyś mogła opisać relację Nancy z Mariesville w jednym zdaniu — jak by ono brzmiało?

Burzliwa, ale warta wszystkiego.

Jak wygląda Twój proces pisania? Czy masz jakieś nawyki, bez których nie siadasz do tekstu?

Nie nazwałabym tego nawykami, ale gdy siadam do odpisu, to najczęściej lubię mieć pod ręką herbatę z miodem lub kawę, jakieś dobre przekąski i ciszę dookoła. Poza tym uwielbiam pisać wieczorami, w łóżku, przy świetle lampki nocnej.

Co daje Ci największą satysfakcję w tworzeniu postaci takich jak Nancy, tych z krwi i kości, które nie są idealne, ale bardzo ludzkie?

To, że mogę się od nich czegoś nauczyć i że one mogą nauczyć się czegoś ode mnie, haha :D I oczywiście to, że mogę uczestniczyć w tym, jak przez tę nieidealność moja postać dojrzewa, przechodzi przemiany, podejmuje raz lepsze a raz gorsze decyzje, czasami zaskakując nimi nawet mnie.

Każdy twórca czasem gubi wenę, jak radzisz sobie z chwilami twórczego przestoju, gdy słowa nie chcą się układać?

Nie walczę z tym. Robię sobie krótką przerwę, odpoczywam, odmóżdżam się oglądając TikToka, wychodzę z domu. A w związku z tym, że traktuję swoje postaci jak moje dzieci, wena wraca prędzej czy później. Grunt to nie robić sobie presji i się tym bawić.

Czym zajmujesz się na co dzień poza blogami? Czy Twoja codzienność w jakiś sposób inspiruje Twoje historie?

Na co dzień mam nudną pracę, w której nie ma nic kreatywnego, ale uważam, że codzienność bywa dobrą inspiracją, choć większość inspiracji i tak czerpie z filmów lub seriali.

Co sprawia Ci najwięcej radości w wolnych chwilach, kiedy nie piszesz?

Odpoczynek ;) Czasami po prostu lubię robić przysłowiowe nic, resetując głowę, innym razem oglądam jakiś film, a jeszcze następnym wychodzę na miasto. Równowaga to podstawa.

Gdybyś miała opisać siebie trzema słowami, które najlepiej oddają Twoją osobowość — jakie byś wybrała?

Bujam w obłokach.

Mieszkająca na skraju Riverside Hollow, między obowiązkiem a czułością, z kotem Gatsbym i babcią, która potrafi jednocześnie rozczulić i wywrócić dzień do góry nogami — Nancy Jones jest jednym z serc Mariesville, choć sama nigdy by tego o sobie nie powiedziała. Zapraszamy do przeczytania wywiadu, w którym Nancy mówi o sobie trochę więcej... :)

Nancy, jesteś znana z tego, że zawsze pomagasz innym — czy pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy poczułaś, że to właśnie Twoje powołanie?

Nie wydaje mi się, żeby to był jeden moment. Na przestrzeni lat działo się mnóstwo rzeczy, które mnie ukierunkowały. Od kiedy pamiętam czułam, że każdy z nas potrzebuje mieć przy sobie kogoś, kto przy nim będzie i zapragnęłam nieść tę pomoc. I was born this way.

Nancy, jesteś znana z tego, że zawsze pomagasz innym — czy pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy poczułaś, że to właśnie Twoje powołanie?

Babcia Cecily. Jej radość, wdzięczność, uśmiech, który potrafi rozgonić smutki są moją największą motywacją. Dodatkowo babcia ma cięty język i swoimi żartami nieraz potrafi zdziałać cuda. Ale ogrom siły daje mi także Rowan — jego obecność, spokój, to, że potrafi zrozumieć mnie bez słów. Jest moim wielkim wsparciem. Masz w sobie dużo spokoju, ale i determinacji — co byś powiedziała komuś, kto czuje się przytłoczony obowiązkami?

Myślcie o sobie. Dbajcie o siebie. Nie narzucajcie sobie presji. Świat się nie zawali, gdy jednego dnia zrobicie mniej albo wielkie nic. Ja się tego jeszcze uczę, ale wiem, że odpoczynek to podstawa i muszę dbać o siebie, żeby móc troszczyć się o innych.

Czy jest coś, za czym najbardziej tęsknisz z Atlanty?

Atlanta to taka część mojego życia, którą zawsze będę dobrze wspominać. Wtedy odpowiadał mi hasał i szybkie tempo życia, studiowałam, zaczynałam pierwszą pracę i moje życie było jednym, wielkim chaosem. Mam tam do czego wracać i czasami lubię to robić, ale w Mariesville zaczęłam inny etap życia i odnalazłam to, czego szukałam, więc raczej nie mam za czym tęsknić.

A gdybyś mogła zrobić coś tylko dla siebie, bez myślenia o innych — co by to było?

Spakowałabym walizkę i wybrała się gdzieś do Toskanii. Całymi dniami siedziałabym na słońcu, przechadzała uliczkami, chodziła po lokalnych targach, winnicach, jadła makarony, pizze i lody, piła kawę oraz wino. Może nauczyłabym się gotować coś prostego, ale takiego naprawdę po włosku. I przede wszystkim wyłączyłabym budzik. Mogłabym spać, ile chce, haha.

1 komentarz: