8.03.2026

[KP] Gabriel Russo




GABRIEL ALEJANDRO RUSSO 

1992, Nowy Jork  - Syn Włoskich Emigrantów Prezenter Radiowy -  Farmington hills -  April, przygarnięta ze schroniska towarzyszka 

Marcowa noc w Mariesville ma w sobie to coś – jest gęsta, aksamitna i pachnie wilgotną ziemią, która powoli budzi się do życia. Chłodne powietrze wdziera się przez uchyloną szybę, ale nie parzy; raczej cuci, zdejmując z Twoich powiek pył wielogodzinnej podróży z Nowego Jorku. Wjeżdżasz w urokliwe, uśpione uliczki z jedną ręką na kierownicy i dopalającym się papierosem w drugiej. Żar tytoniu pulsuje w rytm dobrze znanej melodii płynącej z głośników, która w tej jednej chwili wydaje się jedynym logicznym komentarzem do Twojego życia.

Czysta karta. To sformułowanie brzmi kojąco, dopóki nie zdasz sobie sprawy, jak bezlitosny był proces jej wyrywania z poprzedniego rozdziału. Twój „American Dream” rozprysł się niczym mydlana bańka, zostawiając po sobie jedynie echo trzaskających drzwi. Kobieta, bez której nie wyobrażałeś sobie poranków, wybrała Europę zostawiając Cię samemu sobie na autostradzie prowadzącej w nieznane. Wraz z jej odejściem coś w Tobie pękło i ostatecznie zastygło. Od tej pory nie ma już miejsca na przywiązania, miłość czy zbędne sentymenty. Wyłączyłeś te emocje, jak wyłącza się niepotrzebne światło w pustym pokoju.

Jeszcze niedawno Twoim światem były słupki, wykresy i bezlitosny ryk giełdowego parkietu. Jako makler handlowałeś czasem i cudzymi marzeniami, aż w końcu zabrakło ich dla Ciebie. Mariesville to Twoja rebelia przeciwko systemowi, który Cię wycisnął i odrzucił. Zamieniłeś idealnie skrojone garnitury na kojącą anonimowość i zapach radiowego studia. To niemal ironiczne – człowiek, który całe życie uciekał przed hałasem i giełdowym zgiełkiem, teraz zamierza wypełniać ciszę swoim głosem jako prezenter radiowy.

Tutaj, w tym sennym miasteczku, pragniesz tylko kilku rzeczy...Oddechu, którego brakowało w smogu wielkiego miasta. Spokoju, który nie jest mierzony stanem konta ani prowizją od transakcji.Wolności, by móc być nikim dla wszystkich – włączając w to wścibską sąsiadkę, której zdawkowe „dzień dobry” zignorujesz, goniąc o świcie do siedziby radia.

Twoje myśli wędrują daleko, analizując decyzję, która zmieniła bieg Twojego życia. Masz dość tłumów, życia w wiecznym biegu i cudzych oczekiwań. Tu nikt Cię nie zna, nikt nie oceni Twoich dawnych finansowych triumfów ani osobistych klęsk. Jesteś tylko głosem w eterze, człowiekiem bez przeszłości i bez zobowiązań.


~*~ 


Witamy! 

4 komentarze:

  1. [No hej! Miło widzieć znajome twarze, bo chyba się nie mylę, że Gabriel już tu z nami kiedyś gościł? ;) Udanego powrotu i dobrej zabawy życzę! <3]

    Clive Bennett

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, witaj ponownie! Chyba... ja też mam wrażenie, że już tutaj widziałam tę buzię :) Udanej zabawy i ekscytujących wątków dla Was!]

    Abigail

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dobry wieczór! Historia Gabriela to świetny dowód na to, jak wiele może się w życiu zmienić. Ale może to doskonały moment, żeby odpocząć od zgiełku miasta. Życzę dobrej zabawy po powrocie i mnóstwa czasu na pisanie! 😊]

    Rowan Johnson
    & Tanner Gentry

    OdpowiedzUsuń
  4. Mariesville było oazą spokoju. Miejscem, którego szukało wielu, by móc uciec od zgiełk miasta, tłumów ludzi, ciągłego hałasu. Olivia po powrocie do rodzinnej miejscowości, miała problem z tą wszechogarniającą ciszą. Lata spędzone w Atlancie, tamtejszy tryb życia, ciągły zgiełk, odcisnęło na niej swoje piętno. Zajęło jej to trochę czasu, aż w końcu na nowo pokochała tutejszy tryb życia. I choć w głównej mierze życie w Mariesville toczyło się swoim leniwym torem, bywały dni, kiedy Olivia nie wiedziała w co ma włożyć ręce.

    Spokojny weekend był czymś rzadkim i prawie, że niespotykanym. Nie było nagłych telefonów, próśb by przyjechać, bo coś się dzieje z jakimś zwierzęciem. Olivia leniwie spędzała południe, kręcąc się głównie po stajni i doglądając koni, kiedy na jej telefon przyszła wiadomość, a w niej zaproszenie na imprezę, które Olivia z ochotą przyjęła.
    Impreza była całkiem udana, a później przyszedł kac. Zarówno ten, który spowijał jej ciało, ale również i kac moralny, który nie opuszczał jej na krok przez następne kilka dni.

    Poniedziałek nastał zbyt szybko. Budzik wyrwał Olivię równo o piątej rano, na równe nogi. Kawa smakowała źle, głowa bolała chyba z niezbyt dobrego snu, a plan dnia był dość napięty.
    Klinika była w dobrych rękach, dlatego też Olivia poranek mogła poświęcić na coś, co było dla niej zupełnie nowe. Stając przed budynkiem miejscowego radia, uniosła głowę w górę, przyglądając się fasadzie, by chwilę później wejść do środka pewnym krokiem. Budynek nie był zbyt wielki, by się w nim zgubić, jednak zapytała, dokąd ma się kierować, a chwilę później stanęła w progu pomieszczenia.
    Zatrzymała się wpół kroku, czując, jak oblewają ją zimne poty. Czy powinna wyjść? Odwrócić się bez słowa i mieć gdzieś tą audycję? Wiedziała, że cholernie bardzo potrzebowali nagłośnienia sprawy, że to mogło przynieść stadninie tak wiele dobrego.
    A jednak, nagle zapragnęła, aby zniknąć z tego miejsca. By nie spoglądać na faceta, którego miała przed sobą. Który jakiś czas temu zrobił na niej takie wrażenie, że wtedy nie poznawała samej siebie.
    Wzięła głębszy oddech, uśmiechając się przy tym delikatnie. Czy widział jej zażenowanie? Zapewne.

    Usiadła na obrotowym krześle, w myślach modląc się, by wtopić się w nie tak, by Gabriel nie świdrował jej ciągle tym spojrzeniem. On jednak to robił, a Olivia wiedziała, że sprawia mu to ogromną radość.
    Ja pierdole, przemknęło jej przez myśl, kiedy się odezwał. Jego głos był niski, włoski akcent, choć nie jakoś mocno wyczuwalny, dodawał mu pikanterii. Poczuła, jak przez jej ciało przebiega dreszcz, dokładnie ten sam, jak wtedy na balkonie, kiedy znaleźli się blisko siebie.
    Słuchała go uważnie, próbując ukryć zaskoczenie, które malowało się na jej twarzy.
    Olivia milczała przez dłuższą chwilę, nie wiedząc, co powiedzieć. Gabriel swoimi słowami postawił ją pod ścianą.
    — Cześć, albo dzień dobry. Miło mi, że mogę dzisiaj tu być. Całkiem przyjemne miejsce, choć sam prowadzący potrafi sprawić, by człowiek zapomniał na moment, o czym chciał mówić. Odnoszę wrażenie, że niektóre marcowe noce musiały być bardzo ciekawe, ale chyba nie o tym miała być nasza rozmowa, prawda? — zapytała, unosząc w górę jedną brew.

    Olivia

    OdpowiedzUsuń