GABRIEL ALEJANDRO RUSSO
1992, Nowy Jork - Syn Włoskich Emigrantów Prezenter Radiowy - Farmington hills - April, przygarnięta ze schroniska towarzyszka
Marcowa noc w Mariesville ma w sobie to coś – jest gęsta, aksamitna i pachnie wilgotną ziemią, która powoli budzi się do życia. Chłodne powietrze wdziera się przez uchyloną szybę, ale nie parzy; raczej cuci, zdejmując z Twoich powiek pył wielogodzinnej podróży z Nowego Jorku. Wjeżdżasz w urokliwe, uśpione uliczki z jedną ręką na kierownicy i dopalającym się papierosem w drugiej. Żar tytoniu pulsuje w rytm dobrze znanej melodii płynącej z głośników, która w tej jednej chwili wydaje się jedynym logicznym komentarzem do Twojego życia.
Czysta karta. To sformułowanie brzmi kojąco, dopóki nie zdasz sobie sprawy, jak bezlitosny był proces jej wyrywania z poprzedniego rozdziału. Twój „American Dream” rozprysł się niczym mydlana bańka, zostawiając po sobie jedynie echo trzaskających drzwi. Kobieta, bez której nie wyobrażałeś sobie poranków, wybrała Europę zostawiając Cię samemu sobie na autostradzie prowadzącej w nieznane. Wraz z jej odejściem coś w Tobie pękło i ostatecznie zastygło. Od tej pory nie ma już miejsca na przywiązania, miłość czy zbędne sentymenty. Wyłączyłeś te emocje, jak wyłącza się niepotrzebne światło w pustym pokoju.
Jeszcze niedawno Twoim światem były słupki, wykresy i bezlitosny ryk giełdowego parkietu. Jako makler handlowałeś czasem i cudzymi marzeniami, aż w końcu zabrakło ich dla Ciebie. Mariesville to Twoja rebelia przeciwko systemowi, który Cię wycisnął i odrzucił. Zamieniłeś idealnie skrojone garnitury na kojącą anonimowość i zapach radiowego studia. To niemal ironiczne – człowiek, który całe życie uciekał przed hałasem i giełdowym zgiełkiem, teraz zamierza wypełniać ciszę swoim głosem jako prezenter radiowy.
Tutaj, w tym sennym miasteczku, pragniesz tylko kilku rzeczy...Oddechu, którego brakowało w smogu wielkiego miasta. Spokoju, który nie jest mierzony stanem konta ani prowizją od transakcji.Wolności, by móc być nikim dla wszystkich – włączając w to wścibską sąsiadkę, której zdawkowe „dzień dobry” zignorujesz, goniąc o świcie do siedziby radia.
Twoje myśli wędrują daleko, analizując decyzję, która zmieniła bieg Twojego życia. Masz dość tłumów, życia w wiecznym biegu i cudzych oczekiwań. Tu nikt Cię nie zna, nikt nie oceni Twoich dawnych finansowych triumfów ani osobistych klęsk. Jesteś tylko głosem w eterze, człowiekiem bez przeszłości i bez zobowiązań.
~*~
Witamy!
