CLIVE BENNETT
Home / News / LODD News / 2024 / 04 / Georgia / Savannah
Sierżant policji umiera po tym, jak został postrzelony na służbie
Sierżant policji w Savannah w stanie Georgia zmarł po tym, jak on i inny funkcjonariusz zostali postrzeleni w sobotę wieczorem podczas interwencji w sprawie napadu rabunkowego.
Georgia Bureau of Investigation poinformowało w niedzielę, że podejrzany o śmiertelne postrzelenie sierżanta Davida Christie również zmarł w wyniku obrażeń odniesionych dzień wcześniej.
Podczas incydentu ranny został także oficer Clive J. Bennett.
Władze zidentyfikowały później podejrzanego jako 50-letniego Joela Bradforda III.
Christie, wieloletni członek Departamentu Policji w Savannah z dziesięcioletnim stażem oraz weteran USMC, zmarł w szpitalu z powodu ran odniesionych po tym, jak wraz z funkcjonariuszem Bennettem zbliżył się do samochodu podejrzanego o udział w napadzie Bradforda.
Podczas incydentu ranny został także oficer Clive J. Bennett.
Władze zidentyfikowały później podejrzanego jako 50-letniego Joela Bradforda III.
Christie, wieloletni członek Departamentu Policji w Savannah z dziesięcioletnim stażem oraz weteran USMC, zmarł w szpitalu z powodu ran odniesionych po tym, jak wraz z funkcjonariuszem Bennettem zbliżył się do samochodu podejrzanego o udział w napadzie Bradforda.
Odkąd pamiętał, Mariesville miało mu do zaoferowania przede wszystkim jabłka, a on miał półtora roku, gdy rodzice odkryli, że jest na nie uczulony. Rozwiedli się natomiast, gdy poszedł do szkoły i od tamtej pory trwał w przekonaniu, że to wszystko przez te cholerne jabłka. Jeden miesiąc wakacji i co drugi weekend spędzał u ojca w Atlancie, resztę roku z matką w Mariesville. Grał w futbol amerykański, był gwiazdą szkolnej drużyny, a w corocznych kronikach regularnie lądował jako ten, który miał największe szanse na osiągnięcie sukcesu.
Sukcesem dla jego ojca było zostanie lekarzem. Dla matki — żona i gromada dzieci, no, może miło byłoby, gdyby wcisnął gdzieś w to doktorat z matematyki, ale dla wnuków wiele byłaby w stanie wybaczyć. Zlepiony z niespełnionych ambicji rodziców, cholernej alergii na jabłka, i poczucia, że na pewno można zrobić tym życiu coś więcej, zrobił zasadniczo niewiele.
Najpierw był żółtodziobem, potem krawężnikiem. Teraz nie jest nawet panem władzą, tylko gówniarzem Bennettów, któremu wydaje się, że coś mu wolno. Można i tak.
Służba nauczyła go tylko tego, żeby nikomu na tym świecie nie ufać, a już na pewno nie samemu sobie. Oprócz złej sławy ciągnie się jeszcze za nim brak talentu do gry w rzutki, bolące kolano i świadomość, że coś już w tym życiu spierdolił, ale ktoś inny zapłacił za to najwyższą cenę.
Sukcesem dla jego ojca było zostanie lekarzem. Dla matki — żona i gromada dzieci, no, może miło byłoby, gdyby wcisnął gdzieś w to doktorat z matematyki, ale dla wnuków wiele byłaby w stanie wybaczyć. Zlepiony z niespełnionych ambicji rodziców, cholernej alergii na jabłka, i poczucia, że na pewno można zrobić tym życiu coś więcej, zrobił zasadniczo niewiele.
Najpierw był żółtodziobem, potem krawężnikiem. Teraz nie jest nawet panem władzą, tylko gówniarzem Bennettów, któremu wydaje się, że coś mu wolno. Można i tak.
Służba nauczyła go tylko tego, żeby nikomu na tym świecie nie ufać, a już na pewno nie samemu sobie. Oprócz złej sławy ciągnie się jeszcze za nim brak talentu do gry w rzutki, bolące kolano i świadomość, że coś już w tym życiu spierdolił, ale ktoś inny zapłacił za to najwyższą cenę.
Ja jestem LA, a to jest Clivey. Jesteśmy też tu: smuteksmuteczek11@gmail.com.
Jodie wierzyła w dobre intencje Clive’a. Wierzyła w to, że był święcie przekonany o swojej nieomylności i pewny tego, czego ona chciała, choć ani jej o to nie zapytał, ani mu się nie zwierzała. Wręcz przeciwnie — wydawało się jej, że czasami wbrew sobie robiła rzeczy, które zdradzały, że to, czego pragnęła i co było dla niej dobre było przeciwieństwem tego, co był w stanie, a w ostateczności zafundował jej Clive, ale jakie to miało znaczenie? Żadne.
OdpowiedzUsuńJodie nie chciała roztrząsać tego, co było. Tłumaczyć się ze swojej nieumiejętności wyznaczania granic, problemów z trzymaniem się ich, z uległości, która sprawiała, że Clive mógł wejść jej na głowę i sterować jej życiem, tłumacząc się jej dobrem, przy okazji pozwalając jej poczuć się ważną, potrzebną i lubianą. A ta potrzeba była w niej ogromna. Jodie zawsze pragnęła być potrzebna i ważna i jakaś i nigdy nie potrafiła odnaleźć się w świecie, w którym Clive czuł się jak ryba w wodzie. Mógł tego nie rozumieć, bo nie miał problemów, żeby przystosować się do sytuacji albo towarzystwa — był czarujący, więc laski go uwielbiały, a faceci nawet jeśli mu zazdrościli, bo wyrywał im laski i popisywał się w tej swojej szkolnej drużynie, to się z nim trzymali i uważali za zajebistego kumpla. Z nią zawsze było inaczej. Zawsze robiła rzeczy, dzięki którym mogła przypodobać się innym, w szczególności Clive’owi, i zawsze udawała, że jest dobrze, bo wstydziła się swojego życia. Miała wrażenie, że każdemu z nich tak samo zależało na akceptacji innych, tylko jemu przychodziło to łatwiej i naturalniej, bo posiadał wrodzony talent do przyciągania ludzi, którzy go lubili i to bez szczególnego wysiłku, a Jodie musiała się starać. Przywykła więc do tego tak bardzo, że nawet gdy dostrzegała problem, to go ignorowała albo obiecała sobie, że coś z tym zrobi, ale nigdy nie robiła, bo bała się stracić zainteresowanie Clive’a. To, że czasami mu odmawiała albo w przypływie odwagi lub frustracji nie odpisywała, to były prawdziwe wyjątki, ale potem wystarczyło, żeby to on jej nie odpisał albo on odmówił, a jej walił się grunt pod nogami.
Miała problem, z którym próbowała walczyć, jednak gdy jej na kimś zależało, to nie potrafiła być asertywna. To pierwsza odpuszczała, wycofywała się, pozwalała swoim uczuciom zejść na dalszy plan, nie wychylała się, gotowa zrobić naprawdę dużo, żeby zostać zaakceptowaną. Z jednej strony krzywda ją hartowała, więc jeden kopniak w tę lub w drugą stronę nie robił na niej większego wrażenia, a z drugiej wydawało się jej, że jeśli ktoś tylko tknie ją opuszkiem palca, pozbawiając nadziei, to w niej wszystko już tak na dobre się posypie.
W szczególności Clive dostarczał jej ten rodzaj nadziei, dając jej namiastkę normalności oraz ciepła, a poza nim niewiele utrzymywało ją na powierzchni. To dopiero było żałosne z jej strony — pozwolić na to, żeby facet, z którym miała układ odgrywał w jej życiu taką rolę, że przy nim wszystko wydawało się możliwe, ale czego innego miała się trzymać? Swojej pracy w barze? Tej w kawiarni? Zapierdalania na dwa etaty i faktu, że robiła to jedynie po to, żeby przetrwać? Obsesyjnego Wade’a?
Wtedy, gdy Clive zapraszał ją na wyjazd do Savannah, także poczuła się ważna i potrzebna i wiele się nie pomyliła, bo on naprawdę jej wtedy potrzebował, ale równocześnie w pewnym sensie wykorzystał, a potem, zaraz po tym, jak poczuła się chujowo i źle, szukał jej bliskości oraz ciepła, które wiedział, że od niej dostanie, gdyż Jodie mu nie odmówi, nawet jeśli powinna. I dawał jej namiastkę czegoś, czego wiedział, że Jodie pragnie, tylko po co to wszystko, skoro następnie zostawił ją samą z całym tym bałaganem, wątpliwościami, nadziejami i znajomym rozczarowaniem. Zbudował z nią domek z kart, a potem sypnęło jej się to wszystko, gdy postanowił dla jej dobra zniknąć bez słowa wyjaśnienia.
Miał powody, żeby to zrobić — miał swój zajebiście wielki i paskudny bałagan do posprzątania, swoje bagno do pokonania, miał coś, co nieprawdopodobnie mocno go bolało, coś, co prawie zniszczyło, a w tym wszystkim nie było miejsca na to, żeby myśleć o Jodie. Clive musiał myśleć o sobie, ona o tym wiedziała, a chociaż mógł inaczej, to tego nie roztrząsała. Nie chciała tylko, żeby zasłaniał się jej dobrem. Musiał zrobić to dla siebie, a ona nie miała mu tego za złe, bo za bardzo jej na nim zależało.
UsuńWiele z tego, co się dzisiaj wydarzyło, docierało do niej powoli, gdyż działo się. Clive wpadł niezapowiedzianie i to w momencie, w którym Jodie dała sobie spokój ze wszelkimi nadziejami, choć najwyraźniej nie wszystkie tak zdecydowanie w niej zgasły, skoro z otwartym sercem i ramionami przyjmowała wszystko, co Clive chciał jej dać. Szok mieszał się z radością, złość ustępowała miejsca temu przyjemnemu uczuciu szczęścia i zakochania, a głowa nie miała nic do gadania. To był pierwszy raz, gdy Jodie pozwalała sobie na to, żeby wreszcie czuć do Clive’a coś więcej. Żeby tego nie blokować, nie ignorować, nie udawać, że nie czuje motylków, patrząc w jego oczy. Buzia jej się nie zamykała, uśmiech praktycznie nie znikał z jej twarzy i o Wadzie było jakoś łatwiej zapomnieć. Martwiła się nim, szczególnie w tej nowej sytuacji, gdy miała przy sobie kogoś na poważnie i na stałe i nie jako kumpla, ale przecież tego właśnie pragnęła, więc jak mogłaby tego sobie odmawiać przez byłego? Nie wątpiła w umiejętności Clive’a, w to, że by sobie z nim poradził, że przecież był policjantem, a to mimo tej całej pogardy, którą zasłaniał się Wade, nie było mu obojętne, bo Clive nie był pierwszym lepszym gościem, któremu można obić gębę, strasząc przygłupimi kolegami, ale sama myśl o spotkaniu z nim przyprawiała ją o mdłości. Wade wiedział, jaką przewagę ma nad nim Clive i pewnie dlatego aż tak go nienawidził, nie mogąc pogodzić się z tym, że Jodie się nim zainteresowała. Z kolei ona nie mogła pogodzić się z tym, że kiedykolwiek była z Wadem i chociaż nie gadała o tym z Clivem, bo do tej pory nie było o czym, to czasami zastanawiała się, czy myślał podobnie i czy nie uważał, że to straszny wstyd, że jak ona mogła. Jej było za to wstyd, a chyba jeszcze większy czuła ze świadomością, że on wciąż był obecny w jej życiu. Że pojawiał się, przychodził, że przez niego musiała wymieniać zamki w drzwiach albo przeciągać zmiany do porannych godzin, żeby nie wracać nocami, że się go bała, choć udawała, że wcale nie, że musiała wyłączać albo wyciszać telefon, żeby jego sms i telefony jej nie dołowały, bo blokowanie numerów niewiele dawało, że nie chciała wracać do swojego mieszkania, bo nie miała siły i chęci, żeby się z nim konfrontować, bo robiła to już tyle razy, a to nic nie dawało, że ją to wypaliło. On był jak jej cień, którego nie chciała, a jeśli miała cokolwiek tworzyć z Clivem, to Wade tym bardziej musiał zniknąć z jej życia. I była naiwna sądząc, że sam odpuści, że się wreszcie znudzi albo znajdzie inną laskę, choć żadnej tego nie życzyła, ale tylko ta myśl sprawiała, że jeszcze się nie załamała.
Jak na to, co łączyło ich do tej pory, Jodie znała mieszkanie Clive’a dość dobrze i czuła się w nim wyśmienicie. Zawsze spotykali się u niego, nawet nie była pewna, czy był u niej choć raz, ale wszystko przed nimi, więc śmiało odebrała od niego klucze i dostała się do środka, czując rozpierającą ekscytację. Rozgościła się, czekając na niego, a wtedy dotarło do niej, że za tym miejscem także tęskniła, bo traktowała jak swój azyl i że to cholernie przyjemne móc znowu tu być. Przy okazji włączyła w telefonie tryb nocny, dzięki któremu miała pewność, że żadne powiadomienie nie ściągnie na siebie jej uwagi, bo nie chciała się denerwować, a Wade zdążył się już odpalić, bo koledzy mu donieśli, co nie było żadnym zaskoczeniem, tak samo jak to, że Jodie postanowiła go ignorować. A to przychodziło jej z łatwością, bo oczywiście Clive w naturalny sposób ściągał na siebie całą jej uwagę.
Obserwowała go z uśmiechem, gdy wniósł do mieszkania wszystkie swoje policyjne rzeczy i gadżety, krzątając się po salonie w tym swoim mundurze, w którym wyglądał zajebiście seksownie, z czego na pewno zdawał sobie sprawę.
Usuń— Dziękuję — powiedziała, wyciągając ręce w stronę Clive’a, aby mógł odłożyć na nie ręcznik i koszulkę, którą dla niej wybrał. Były miękkie, przyjemne, pachniały nim i świeżością, więc Jodie była usatysfakcjonowana. Odruchowo przytuliła je lekko do siebie, śmiejąc się cicho z komentarza Clive’a.
— Dla chcącego nic trudnego — odpowiedziała równie zaczepnym tonem, posyłając mu figlarne spojrzenie, może coś sugerując, choć równocześnie oboje wiedzieli, że nie spotkali się na seks. Clive nie zaprosił jej do siebie po to, żeby ją przelecieć, z kolei te dzisiejsze burgery to było coś w stylu pierwszej randki. Nie zmieniało to jednak faktu, że Jodie pragnęła Clive’a — psychicznie i fizycznie, choć nie chodziło o seks sam w sobie, ale pragnienie, żeby poczuć jego bliskość.
— Gdybyś jednak zechciał umyć mi plecy, to wiesz, gdzie jestem — rzuciła, kierując się do łazienki, postanawiając zostawić temat otwarty. Przecież od wspólnych kąpieli do innych rzeczy był jeszcze kawałek drogi, szczególnie w małej kabinie prysznicowej, a i tak oboje muszą się umyć. Jodie nie pofatygowała się więc z tym, żeby zamknąć za sobą drzwi, nieuważnie ich nie domknęła. Najpierw odłożyła rzeczy, które dostała od Clive’a, potem pozbyła się swoich ciuchów, a już po chwili wzdychała cicho pod prysznicem, gdy ciepła woda opadła na jej równie ciepłą skórę, natychmiast przynosząc rozluźnienie. Jeszcze nie szalała z temperaturą, choć nawet największe temperatury nie sprawią, że przestanie brać nienormalnie gorące prysznice. Złapała za butelkę męskiego żelu do prysznic, obróciła ją w dłoniach, przyglądając się jej, zanim trochę wycisnęła na dłonie, a ten zapach kojarzył się jej z Clivem.
opssss, what am I gonna do then? 🤭❣️
Prawdę mówiąc, Jodie przede wszystkim nie wiedziała, dlaczego nie miałaby mu być obojętna, bo czuła się nikim, więc tego się trzymała i próbowała nie dopisywać czegoś dodatkowego, wielkiego, ważnego do przebłysków Clive’a. Do tych jego starań, do tego, że potrafił zachowywać się tak, jakby zależało mu na niej najbardziej na świecie, ale równocześnie to jeszcze tego nie oznaczało, a on wiele rzeczy robił po to, żeby coś z nich mieć. Zawsze prowadzili swoją relację tak, żeby jak najwięcej z niej dla siebie wyciągnąć i o ile Jodie próbowała zachować jakąś równowagę, nie biorąc więcej, niż była w stanie dać, o tyle Clive lubił zabrać więcej, a dać trochę mniej albo pójść na łatwiznę i postarać się trochę, wiedząc, jak działał na Jodie. Znał ją, jej słabości i czułe punkty, z których sama się przed nim obnażyła, ale równocześnie Clive nie był idiotą, żeby samemu nie wydedukować, co taka Jodie mogła chcieć i co niezawodnie na nią działało, a ona świadomie pozwalała mu to wykorzystywać, usiłując zapchać się chwilą uwagi. Zasługiwała na więcej i docierało to do niej w kryzysach, gdy frustracja, złość, ten cichy żal kumulowały się w niej wystarczająco mocno i z całych sił napierały, szukając ujścia. Wtedy Jodie postanawiała sobie, że koniec z tym, jak daje się traktować. Że koniec ze słabościami do Clive’a, koniec z tym, jaka była w niego wpatrzona, koniec z byciem idealną laleczką do fajnej zabawy. Co prawda Clive nigdy nie wykorzystał potencjału i możliwości, które dostał od Jodie, ale oboje wiedzieli, że gdyby chciał, to mógłby to zrobić, a jej brakowałoby odwagi, żeby protestować, bo nie chciała go tracić.
OdpowiedzUsuńMusiała pozbyć się tego strachu, że zostanie sama i nic dobrego jej już nie spotka, bo nawet jeśli by tak było, to przecież nie powinna uzależniać szczęścia i siebie od kogoś innego, nawet jeśli tym kimś był ktoś, o tak ślicznych oczach jak Clive.
Jodie po prostu wreszcie chciała czegoś normalnego i zwykłego. Pragnęła lepszego życia, ale równocześnie nie zależało jej na fajerwerkach ani na emocjonalnych rollercoasterach. Mogło być zwyczajnie, mogło być nudno, ale nie chciała iść przez to wszystko sama, bo zawsze była sama, a ta samotność zwyczajnie jej zbrzydła. Miała jej po prostu dość. Tego, że nawet w chwili, w której uważała Clive’a za swojego najlepszego przyjaciela, choć dla niego mogła być jedną z wielu koleżanek, miała wrażenie, że jest sama. Nic nowego, a jednak bolesnego. W tym, jak ponownie zaangażowała się w ich znajomość, również czuła się sama, ale dopóki przy niej był, potrafiła to ignorować. Olewała to poczucie, rekompensowała je sobie spotkaniami z nim, seksem, czułościami, a w Savannah wręcz koncertowo jarała się tymi wszystkimi czułymi słówkami i spojrzeniami, którymi się obrzucali, pielęgnując w sobie coś, czego nie powinno w niej być.
Tak naprawdę ona i Clive nigdy jakoś specjalnie ze sobą nie rozmawiali. Kiedyś nazywali się przyjaciółmi, potem kumplami, ale zawsze brakowało między nimi szczerości i rozmowy. Jodie nie żaliła się Clive’owi, on nigdy nie skarżył się jej. On domyślał się, co u niej, ona podejrzewała, co u niego i z nim się działo. Wiedziała o presji, pod którą dorastał, wiedziała, ile kosztowało go to, żeby się wyłamać i udowodnić swoje, żyjąc na własnych zasadach. Wiedziała, że wbrew pozorom Clive nigdy nie miał tak prosto i przyjemne, ponieważ spoczywała na nim presja, odpowiedzialność, oczekiwania rodziców i ludzi dookoła, nadzieje, które były z nim związane, a to wszystko było czymś, przed czym próbował uciec, z czego próbował się wyrwać i żeby osiągnąć sukces musiał włożyć w to bardzo dużo siły, a następnie poznał smak straty. Dlatego Jodie tym bardziej go za to podziwiała, a im mocniej Clive zyskiwał w jej oczach, tym bardziej dla niego przepadała i najpierw u niego pod prysznicem, a następnie w jego łóżku i w jego za dużej koszulce, docierało do niej, jak bardzo musiała przepaść, skoro tu dzisiaj była.
Skoro po tym wszystkim dawała mu kolejną szansę, zamiast kazać mu spierdalać, zamiast się obrażać, dawać mu w twarz i zarzekać się, że w jej życiu nie było dla niego miejsca. Było, oboje o tym wiedzieli. Chętne, ciepłe i pełne oddania miejsce, w którym Jodie mogłaby podziwiać go jeszcze bardziej, traktując go dokładnie tak, jak lubił najbardziej — jakby nie było od niego lepszych. Jodie była świadoma, że to robi, ale to było od niej silniejsze, z kolei na Clive’a działało tak bardzo, że chociaż wcześniej mu nie wystarczyło, to po to wracał.
UsuńW dalszym ciągu był w jej oczach męskim mężczyzną, a incydent z Savannah nie popsuł mu reputacji. Zmiękczył Jodie, a naprawdę była na niego wściekła za to, jak ją olał i zostawił, wyciągając z niej pokłady empatii i czułości, choć doskonale wiedziała, jak to jest, dlaczego tak, o co w tym wszystkim chodzi, a być może nawet czuła, że ją po tym zostawi i będzie bolało, więc czerpała z tego, co jej dawał, ignorując przy tym swoje uczucia oraz fakt, jak się to na niej odbije, bo choć mogła cierpieć, to przez chwilę było fajnie.
I cierpiała — na swój sposób, inaczej niż Clive, ale zabolało, choć wiedziała, że nie chciał, żeby ją bolało i że gdzieś w tym, jak bardzo był skupiony na sobie, myślał także o niej i chciał dla niej czegoś dobrego, jednak dokonał wyborów za nią, co nie było sprawiedliwe, nawet jeśli był święcie przekonany, że tak będzie dla niej lepiej. Cokolwiek jednak się wydarzyło, pozwalało Jodie na dawanie Clive’owi kolejnej szansy. Ostatniej, tak jej się wydawało, ale nie potrafiła z niego zrezygnować. To jasne, że nie nazywała tego wprost, że nie szukała nazwy, że nawet wygodniej jej było z tym, że nie musieli dzisiaj o tym rozmawiać, bo to co czuła, było kłębkiem wszystkiego, co przy nim przeszła połączone z wielką wiarą w nich.
Wydawało się jej, że dalej dociera do niej wszystko, co Clive jej dzisiaj powiedział, że ona wciąż to przetwarza, momentami zastanawiając się nad tym, co oni odpierdalali, ale jednocześnie tak bardzo ją to ekscytowało, tak ucieszyło, że jak zwykle nie potrafiła go sobie odmówić.
Było jej szkoda, gdy Clive nie dołączył do niej w łazience, ale nie pomyślała, że to przez zmęczenie, tylko z przyzwoitości, żeby znowu nie zaczynać od seksu i przez przypadek nie sprowadzać wszystkiego do niego. Nie siedziała więc długo w łazience — umyła się, a potem wyszorowała zęby, korzystając ze szczoteczki, którą Clive dla niej znalazł i która od teraz była już jej, znajdując swoje miejsce obok tej należącej do niego. Założyła na siebie jego koszulkę, a swoje starannie poukładane rzeczy przyniosła do sypialni, odkładając je blisko łóżka, żeby rano mieć je pod ręką. Włosy miała rozpuszczone, ich końcówki lekko wilgotne, a policzki zarumienione od ciepłej wody i praktycznie od razu zapakowała się do łóżka, jedną nogę wsuwając pod chłodną kołdrę, a drugą pozostawiając odkrytą. Na Clive czekała cierpliwie, głównie intensywnie myśląc, mając rozmarzony uśmiech na twarzy, ale przez chwilę przeglądała jakieś głupoty w swoim telefonie, filmiki z kotkami i pieskami albo inne z tysiącami polubień, ale nie trwało to długo, bo kusiło ją wtedy, żeby zerknąć w wiadomości, które pisał do niej Wade, a to by ją tylko niepotrzebnie zdołowało.
Jej uśmiech powiększył, gdy tylko zobaczyła Clive’a i odruchowo przesunęła się w łóżku tak, aby zrobić mu miejsce. Wyciągnęła dłoń w jego stronę, czując, jak materac ugina się pod ciężarem jego ciała i palcami najpierw czule przesunęła po jego włosach, delikatnie zgarniając je do tyłu, a potem zsunęła je na jego kark, rysując na jego skórze bliżej nieokreślone wzorki.
— A gdzie chcesz mnie zabrać? — zapytała, zaskoczona jego propozycją. Clive mógł się domyślać, jak to wygląda u Jodie; grafiki mieli ustalone wcześniej, a ona najczęściej obstawiała weekendy, i to w wieczornych lub nocnych godzinach, wyciągając na tym najlepszą kasę, tym bardziej, że ostatnio naprawdę dużo pracowała, chcąc w ten sposób uciec przed tym wszystkim, ale również po to, żeby nie siedzieć samej w mieszkaniu, ale wiedział też, że jeśli jej zależy, to się zamieni. To bez problemu znajdzie chętnego, który wskoczy na jej miejsce, pociskając jej przy okazji jakąś swoją mało przyjemną zmianę. Ale do Savannah wracać już nie chciała.
Usuń— Coś się da załatwić, ale tym razem to ja kupuję ci magnes — zaznaczyła figlarnie, mówiąc tak, jakby od postawienia tego warunku wszystko zależało, a w rzeczywistości niewinnie się z nim droczyła, co zdradzał jej lekki ton i niegasnący uśmiech. Żartowała, choć nie obraziłaby się, gdyby pozwolił jej w ten niewielki sposób zrobić sobie przyjemność. Mówiła przy tym szeptem, mając wrażenie, że chociaż Clive jak zwykle wyglądał zajebiście, a świecąc klatą w samych dresowych spodniach również zajebiście seksownie, to na jego twarzy malowało się jeszcze większe zmęczenie, niż pamiętała, jakby ostatnio sypiał mniej niż zwykle albo gorzej albo jedno i drugie.
Jodie przymknęła więc lekko oczy, wtulając się w niego śmielej, równocześnie zapraszając go do tego, żeby przytulił się do niej, a jej palce nie przestawały przesuwać się po jego skórze, gładząc ją kojąco.
To był naprawdę dziwny, pojebany i pokręcony wieczór, który kończył się w sposób, w który nie miał prawa się kończyć. Jodie wbrew sobie co jakiś czas myślała nad tym, co ona i Clive robili, czy powinni, czy to nie było za szybko i zbyt pochopnie, czy te uczucia, którymi się kierowali, to było na pewno to, ale przecież to musiało być to, skoro po tym wszystkim, po tylu krzywdach i rozczarowaniach, to nadal w niej płonęło. Wciąż było żywe jak wtedy w Savannah albo dziesięć lat temu, wciąż wywoływało motylki w jej brzuchu, sprawiając, że nie chciała opuszczać Clive’a. To było o tyle zwariowane, że do tej pory robiła wszystko, żeby tego do siebie nie dopuszczać, a w ostatnim czasie wręcz zniszczyć, a najlepiej to nigdy więcej już nic nie czuć, z kolei dzisiaj dała się temu pochłonąć. Ostrożnie, starając się nie stracić czujności, ale dawała i coś podpowiadało jej, że słusznie postępowała. Że na to zasługiwała, że nie powinna odmawiać sobie czegoś (kogoś), czego pragnęła całą sobą.
Tak, czuła się bardzo podobnie. Wciąż trochę zraniona, lecz to w dalszym ciągu nie było coś, na czym chciała się skupiać, bo Clive bez tego już wszystko wiedział, i przede wszystkim w końcu nie-nieszczęśliwa. Jakby coś właśnie wróciło na swoje miejsce.
I think you're right. I'm yours 🌹💘
Nie pokłóci się, bo akurat o tym nie będą rozmawiać. Nie mieli po co. Clive wiedział, kiedy traktował Jodie jak księżniczkę, kiedy jak swoją kumpelkę, a kiedy średnio dobrze, a co za tym idzie, na pewno wiedział, że w związku z tym mogła czuć się… różnie, odbierając rzeczy inaczej, niż widział je on. Układ mieli całkiem uczciwy i dopóki trzymali się tylko układu, to byli wobec siebie tacy, jacy powinni być. Dopiero, gdy działo się wszystko to, co wymykało się poza układowe ramy, a w czym potrafili podejrzanie dobrze się odnajdywać, robiło się niebezpiecznie, bo czasami to ich przerastało. Zazwyczaj Clive’a, który miał we własnej głowie, sercu i życiu taki bałagan, że obecność Jodie, jej uczucia, z którymi z jednej strony próbował się nie liczyć, a z drugiej nie mógł uparcie udawać, że ich nie dostrzega i że one nie są problematyczne, dodając mu mętliku, to tylko sprawiało, że bałagan był większy. Bo chociaż oboje wiedzieli, że Clive był w stanie dać z siebie znacznie więcej, to jasne jak słońce było to, dlaczego w tamtej chwili nie miał na to sił i chęci. Jodie wydawało się, że upartość Clive’a odbiera im jakąś szansę, którą los im zesłał, żeby naprawiali tę swoją znajomość, która kiedyś była fajna, beztroska i stała się czymś, czego nigdy nie chciała stracić, a potem jakoś tak się im rozmyła, jakby nie miała żadnego znaczenia, z czym Jodie ciężko było się pogodzić, bo dla niej miała. Nie przyznawała się do tego, ale chyba naprawdę było tak, że przy Clivie trochę żyła przeszłością. Tym, co było kiedyś. Tym, jacy byli kiedyś. Tym, że on dla niej wciąż był tamtym chłopakiem, a ona dla niego chciała pozostać tamtą dziewczyną, bez tych wszystkich zarysowań, których się dorobiła. Widziała w nim dawnego Clive’a — pamiętała, jaki był i najwyraźniej wierzyła, że to w nim zostało, tylko głęboko ukryte pod maską puszczalskiego macho. A tak naprawdę był kimś, kto kochał i został bardzo mocno skrzywdzony, a ona nie tyle co chciała mu tę krzywdę zabrać, nie uważała się za kogoś na tyle ważnego i sprawczego, by móc to zrobić, ale dać mu ukojenie i przypomnieć coś, co kiedyś ich łączyło. Miała do niego większą słabość, niż mogło mu się wydawać.
OdpowiedzUsuńJodie nie rozliczała Clive’ a z tego, co i jak czuła. Nie chciała, żeby wściekał się o to, że czasami czuła się jak laleczka, którą odstawia się w kąt, a innym razem jak jego najlepsza przyjaciółka, której nie ma dosyć i chce jej coraz więcej. To nie było coś, czym powinni się zadręczać. W ogóle Jodie chciała jak najbardziej ograniczyć Clive’owi dostęp do złych, smutnych i ciężkich emocji, szczególnie, gdy była przy nim, bo tego było już chyba wystarczająco. Wystarczająco dużo musiał przejść, żeby otworzyć się przed nią, mówić o swoich uczuciach i tak po prostu leżeć z nią w jednym łóżku, przytulając się. Jodie chciała, żeby Clive sobie odpuścił i pozwolił jej się sobą zaopiekować, ale nie dlatego, że sam sobie nie radził, bo był cholernie dzielnym człowiekiem i szczególnie zaimponował jej, gdy postanowił o siebie zawalczyć, nie dając Leah zrujnować swojego życia, ale po to, żeby było mu łatwiej.
Ten czas, który ze sobą spędzili, zanim Clive postanowił dwa razy odsunąć Jodie ze swojego życia, on na pewno pokazywał im, że do siebie pasowali i potrafili się dogadać, ale to nigdy nie było coś poważnego. Właściwie nawet nigdy poważnie ze sobą nie porozmawiali, bo gdy robił się problem, to każde z nich ucinało temat albo wolało się nie odzywać, potrzebując czasu albo udawało, że tego nie było, że nie było poważnie, dlatego Jodie trochę obawiała się, jak to będzie. Nie tego, że Clive może ją zranić, ale po prostu tego, co będzie. Jak będzie, co będzie, czy potrafią stworzyć ze sobą coś ważnego i znaczącego, czy może jednak okaże się, że te wszystkie lata, ten cały czas, który ze sobą spędzili, to było najwięcej, na co było ich stać. Co jeśli okaże się, że jednak Jodie nie była wystarczająca? Że to, co Clive próbował wreszcie dogonić, złapać i pielęgnować, mając przy sobie odpowiednią osobę, to jednak nie z nią i nie ona?
Bo on zawsze chciał czegoś więcej i, zdaniem Jodie, naprawdę był stworzony do tego, żeby coś więcej z tego życia wyciągnąć, więc co jeśli to nie było to? Albo co jeśli do tej pory nie dawał jej szansy, ale to miało jakiś powód, który dopiero odkryje, a wtedy będzie zaskoczony, co z nią robi? Co jeśli okaże się, że nie tego potrzebował albo co jeśli Jodie jednak go zrani, choć była pewna, że nigdy przenigdy by mu tego nie zrobiła? Kurwa, jak ją to wszystko dręczyło. To przyszło nagle, stopniowo i dochodziło do niej z każdą sekundą; to, co ona i Clive robili oraz to, z jakim ryzykiem się to wiązało.
UsuńA z drugiej strony czuła, że wreszcie dostała szansę, która się jej należała. Że Clive wreszcie zrobił coś, co powinien zrobić już dawno, bo skoro mu się podobała, skoro ją lubił, skoro nawet jej ufał, to dlaczego mieliby nie spróbować przekuć tego w coś więcej. W to, żeby za nią szalał, żeby ją uwielbiał, żeby absolutnie jej zaufał.
W pewnym sensie to był ich trzeci raz, gdy dawali sobie szansę, ale pierwszy raz robili to w takim stylu i na taką skalę. Jodie była tym podekscytowana, cieszyło ją to, jakby była małym dzieckiem, które z radości nie może przestać przebierać nogami, piszcząc przy tym albo ma ochotę wszystkich przytulić, ale z tą różnicą, że Jodie przytulać chciała tylko Clive’a, a jego bliskość skutecznie rozpraszała wszystkie te myśli, które były podyktowane mimowolnymi wątpliwościami i strachem, zastępując je niepodważalnym i nieznajomym uczuciem spokoju. Tego poczucia, że mając Clive’a obok, miała wszystko, czego potrzebowała.
Jodie niekontrolowanie uśmiechnęła się sama do siebie, gdy poczuła, że Clive rozluźnia się pod wpływem jej dotyku, którego mu nie oszczędzała. Cały czas przesuwała palcami po jego skórze, gładząc ją albo mocniej napierając na mięśnie Clive’a, a potem wracała nimi na kark i w jego włosy, z satysfakcją odkrywając, jak na niego działała. Pamiętała, że zawsze był łasy na przytulanki i czułe gesty, ale dopiero dzisiaj czuła się na tyle pewnie, że nie musiała się z nimi hamować albo szukać na nie logicznego wytłumaczenia.
— Chyba sobie żartujesz — wypaliła i zatrzymała się jednak w okolicy jego skroni, gdy Clive wsparł się na ręce i patrzyła na niego z lekkim niedowierzaniem. Zaśmiała się cicho, kręcąc głową, jakby się właśnie przesłyszała, ale nie, wszystko wskazywało na to, że ojciec Clive’a naprawdę kupił dom w miejscu dla bogaczy, ale z drugiej strony chyba nie powinno jej to dziwić. Po prostu Clive wiedział, że mógłby zabrać ją gdziekolwiek, że to nie miało dla niej aż takiego znaczenia, ale nie dlatego, że nie miała oczekiwań, tylko najważniejsze, że będzie z nią. Co najwyżej mały problem mógł polegać na tym, że nie miała standardów. Że mogła upchać się byle czym, że nie miałaby śmiałości narzekać albo prosić o więcej, dlatego gdy Clive wyskakiwał z miejscówkami takimi jak ten hotel w Savannah albo domek w Saint Simons Islands, z pięknymi plażami i jeszcze piękniejszymi zachodami słońca, to aż nie wiedziała, co ma na to powiedzieć.
Uśmiechnęła się, patrząc w jego oczy, a na pytanie Clive’a zdążyła wymruczeć tylko ciche mhmmm, które lekko przeciągnęła, ale które szybko zgubiło się w pocałunku. Palce ponownie wsunęła w jego włosy, tym razem trochę mocniej, przyciskając go do siebie, aby czule odwzajemnić pocałunek, ale nie trwało to długo.
— Myślę o tym, jak załatwić sobie miesiąc wolnego — przyznała żartobliwie i trochę ostrzegawczo, jakby istniało ryzyko, że spodoba się jej za bardzo. Wierzchem dłoni dotknęła przy tym jego policzka, pozostając przy tym wpatrzoną w niego jak w obrazek. — Clivey, a to nie jest problem, że kogoś tam zabierasz? — zastanowiła się na głos, ostrożnie, ale nie miała nic złego na myśli, po prostu nie chciała sprawiać kłopotu.
and you are mine, which sounds beautiful 🌼💛
Jodie miała kłopot z tym, żeby się docenić, dlatego często nie dostrzegała tego zbawiennego wpływu, który miała na Clive’a. Widziała i czuła, co z nim robiła. Że się przy niej zmienia, że się uspokaja, że rozluźnia się pod wpływem jej dotyku, że na nią niezawodnie reaguje, ale nie uważała, że to wszystko jej zasługa. Po to się spotykali, żeby poczuć się przy sobie dobrze, w dobre dni i tylko wtedy pozwalali sobie na więcej, bo nie szło im ogarnianie kryzysowych sytuacji, dlatego ich sobie oszczędzali i Savannah z jednej strony udowodniła Jodie, że nawet swoimi największymi chęciami i staraniami nic nie zdziała, jeśli Clive nie będzie na to gotowy, a z drugiej pokazała, że jeśli chcieli, to mogli.
OdpowiedzUsuńTo było ich stać na rozmowy, romantyczne spacery i czułe rozmowy, które może nie były wielkie i poważne, bo przy okazji próbowali unikać między sobą tej powagi, która kazałaby im cokolwiek nazywać lub określać, ale jednak zaprowadziły ich do miejsca, w którym oboje zrozumieli, że coś się zmienia. Że coś się ruszyło i to coś wymykało się im spod kontroli, którą usiłowali zachować i przez to robili głupoty. Jodie się zapominała, przez co wprowadzała między nich kłopotliwe sytuacje albo doprowadzała do czegoś, co dla niej miało znaczenie, a Clive próbował to ignorować, mając świadomość, że nie jest gotowy na to, dokąd może ich to zaprowadzić. Jodie nie miała mu tego za złe, ponieważ bez względu na to, co czuła i jak wielką nadzieją na to, że im się uda, potrafiła się kierować, to sama potrzebowała czasu. Na szczęście nie po to, żeby się odkochać, bo od dawna nie czuła do Wade’a nic więcej oprócz nienawiści, ale po to, żeby poukładać swoje sprawy z nim tak, żeby zniknął z jej życia. W idealnym świecie by się jej to udało, ale to nie był idealny świat, a jej były stanowił i problem, i przeszkodę, i blokadę, która hamowała Jodie, lecz nie była wystarczająca, by powstrzymać ją przed tym, co poczuła do Clive’a.
Dopóki te większe emocje nie wchodziły w grę, uważała ich układ za uczciwy i odpowiadała jej połowiczna szczerość, którą dostawała, ale czuła, że coś się zmienia, że ramy tej znajomości niebezpiecznie się poruszają, że oni stają się dla siebie czymś więcej. Każde z nich miało swoje powody, żeby nie patrzeć tej prawdzie w oczy, ale Jodie pierwsza nie wytrzymała, przez co mimowolnie zaczęła po cichu liczyć na to, że Clive też to zrobi. Bo nigdy nie był jej obojętny i nie zmienił tego ani jego wyjazd, ani cisza, którą ją poczęstował, ani fakt, że po powrocie musiała poznawać go na nowo. Nie spodziewała się, że skoro przepadła kiedyś, to przepadnie także dzisiaj, sądziła, że jest już na niego uodporniona, ale się myliła. Dobrze, że ośmieliła się spróbować w tej swojej całej nieśmiałości, w tym przekonaniu, że Clive zasługiwał na coś więcej, a ona niczym więcej nie była. Zapragnęła skorzystać z okazji, postanowiła dać sobie i jemu szansę. Wierzyła, że może się im udać, choć nie wątpiła w to, jak wielką drogę muszą przejść, żeby się dotrzeć.
Ale się dotrą, w to z kolei nie wątpiła, bo… pragnęła tego. Clive wiedział, a jeśli nie to mógł się domyślać, że Jodie zamierzała w stu procentach zaangażować się w to, co sobie postanowili. Chciała być jego dziewczyną całą sobą. Chciała, żeby on na całego był jej chłopakiem. Chciała opowiadać mu o swoich dniach, skarżyć się na klientów, narzekać na szefa, marudzić, gdy po nieprzespanej nocy będzie musiała zbierać się do pracy, a przede wszystkim pragnęła, żeby Clive poczuł, że może to samo. Że przy Jodie nie musi ograniczać prawdy, że może powiedzieć jej wszystko, że najpierw była jego przyjaciółką i zawsze nią będzie. Nie znała się na tym, zresztą, oboje mieli na swoim koncie dość pojebane związki, które niewiele miały wspólnego z uczciwością, za to ociekały czymś złym, co ich skrzywdziło, ale wiedziała, że tego sobie nie zrobią. Potrzebowała tylko trochę czasu, żeby nabrać pewności i poczuć się na tyle pewnie, żeby ciągnąć Clive’a za język i nie tylko przypominać mu, że może się jej zwierzać, ale wręcz oczekiwać, że to zrobi.
Chciała go mieć bez ograniczeń, jednak starała się nie naciskać, bo to nie było proste otwierać się na siebie po tylu latach oraz po tylu traumach, ale naprawdę musieli pracować nad tym, żeby ich relacja była uczciwa, a oni czuli się przez siebie wysłuchani. Jodie zawsze tego brakowało. Tego poczucia, że ktoś się nią interesuje, że dla kogoś jest ważna, że jej uczucia mają sens.
UsuńNigdy nie zrobi mu tego co Leah, a wyrozumiałość i wrażliwość Jodie pomagały jej zrozumieć, dlaczego Clive się bał. Ona też się bała. Pewnie strach będzie im jeszcze długo towarzyszył, choć wzajemnie nie podejrzewali się o nic złego. To po prostu były rzeczy, które głęboko w nich się wryły i potrzebowali się, żeby coś z nimi zrobić.
Była jego dziewczyną, a on jej chłopakiem i chociaż to brzmiało abstrakcyjnie, to niesamowicie Jodie cieszyło. Tak jak oboje przypuszczali, to był słodki początek. Miesiąc miodowy, którego dopiero upłynęły dwa tygodnie, podczas których doskonale nawigowali swoim czasem, choć Jodie bała się tego, jak to będzie. Oboje pracowali o nietypowych godzinach, na zmiany, chociaż Clive był pod tym względem dużo bardziej różnorodny, a Jodie po prostu miała dwie prace o różnych porach, ale nieźle im szło. Z jednej strony randkowali, bo to przecież były ich oficjalne początki, a z drugiej znali się już tyle, że potrafili zrozumieć się bez słów. Czas, który spędzali, pomagał Jodie wyraźniej dostrzec, jaki miała wpływ na Clive’a; że ten zaczepny, charyzmatyczny chłopak z błyskiem w oku i rozbrajającym uśmiechem cały czas w nim był.
Wade parę razy pozawracał dupę Jodie, przychodził do baru, choć prosiła go, żeby tego nie robił, ale przecież był klientem jak inni, więc gówno mogła mu zrobić, jednak dzięki obecności Clive’a nauczyła się bardziej go ignorować, zdecydowanie nie zamierzając pozwolić mu na to, żeby mieszał w jej życiu. Szczególnie w momencie, w którym poczuła się szczęśliwa.
Jeszcze większe szczęście, które mieszało się z ekscytacją, poczuła, gdy nadszedł dzień wyjazdu, a oni po wyczerpujących godzinach jazdy, którą umilali sobie gadaniem, żelkami i muzyką wreszcie dojechali na miejsce. Clive wiedział, że Jodie najprawdopodobniej podobałoby się wszędzie, byle jak najdalej od Mariesville, ale Saint Simons Islands było dla niej niczym raj. To był jej pierwszy raz tutaj, musiała więc w swoim stylu pozachwycać się wyspą, nie mogąc nadziwić się, że ludzie od tak żyją sobie w takich miejscach. Lub kupują w nich domy z widokami na plażę i czterema sypialniami.
— Zawsze z tobą jem — zauważyła z rozbawieniem Jodie, gdy Clive dołączył do niej od tyłu, owijając ją swoimi silnymi ramionami, a ona nawet nie drgnęła, bo ta świadomość, że byli tutaj całkiem sami, sprawiała, że była spokojna. Uśmiechnęła się rozczulona, dłońmi łapiąc za jego przedramiona, a ciałem swobodnie się w niego wtulając. — Jest tu ślicznie — pochwaliła, zaciągając się powietrzem, które pachniało plażą, wodą, zdecydowaniem końcem lata i nadchodzącą burzą. Lekkie załamanie pogody zwiastował również lekki wiatr, który niespiesznie, ale nagle się zerwał, delikatnie rozwiewając włosy Jodie, a ona nie mówiła tylko o okolicy, na którą mieli widok z tarasu i którą ewidentnie się zachwycała, ale też o domku. Albo może raczej willi. Szałwiowy był jednym z jej ulubionych kolorów.
Jodie ledwo zauważalnie pokiwała głową, co miało oznaczać, że akceptuje propozycję Clive’a, ale wciąż nie chciała ruszyć się z miejsca. Zamiast tego czule przesunęła dłońmi na jego bicepsy, przekręciła głowę w jego stronę, jedną ręką sięgając do jego policzka i złożyła pocałunek na jego ustach.
— Boję się burzy — wyszeptała zduszonym głosem, ale zamiast uciekać przed burzą do środka, delikatnie się uśmiechnęła. — Bardzo się jej boję, Clivey... — dodała, wspierając się na palcach, aby było jej łatwiej dostać do miękkich warg Clive’a i powoli pogłębiła pocałunek.
you drive me crazy 🐚🏝️❣️
[jakie zmiany! <3🤭]
OdpowiedzUsuńJodie kategorycznie uważała, że miała już wszystko poukładane i równocześnie nie była odpowiedzialna za niepoukładanie Wade’a. Nie rozstali się ani wczoraj, ani miesiąc temu, ani nawet pół roku temu, nie zrobiła mu niczego, co mógłby mieć jej za złe, choć ona mogła zarzucić mu wiele, nie skrzywdziła go ani nie złamała mu serca i, prawdę mówiąc, wątpiła, że on kiedykolwiek ją kochał lub był zdolny do jakichkolwiek wyższych uczuć. Był gnojkiem z urażoną dumą, bo Jodie z nim zerwała, choć był przekonany, że nigdy przenigdy tego nie zrobi, że nie odważy się, a ona nie dość, że go zostawiła, to jeszcze żyła w tym samym miasteczku i zaczęła układać swoje życie z Clivem, który dla Wade’a stanowił obecnie wroga numer jeden. Obsesja, którą miał, to, jakiego pierdolca musiał dostawać na samą myśl, że Jodie ma innego, że gdyby w miarę regularnie nie pokazywał się jej na oczy, nie pisał, nie przychodził i nie dzwonił, to już dawno by o nim zapomniała, to był jej jedyny problem. Nie taki mały, ale umniejszała mu, bo poza tym, że robiła tak ze wszystkim, to sama próbowała się na to wszystko nie nakręcać, choć równocześnie dobijał ją fakt, że nie miała pomysłu, co ma z tym zrobić. Bo mogła pogadać z Clivem, mogła pokazać mu wiadomości albo poprosić go, żeby kazał Wade’owi spierdalać, ale… no, co dalej. Wade by nie posłuchał, wkurwiłby się, jego urażona (nie)męska duma zabolałaby jeszcze bardziej, więc szukałby okazji, jakiejś szansy na to, żeby się za to odpłacić, a przecież nie o to chodziło. Jodie wiedziała, że Clive się nie boi, niczego się nie bał, ale równocześnie znała swojego byłego i była przekonana, że był zdolny do wszystkiego, bo potrafiło mu odjebać, dlatego nie chciała pogarszać tej sytuacji. Za to, że przychodził do baru, gdy miała zmiany albo palił papierosa pod barem akurat, gdy stamtąd wychodziła, nic nie mogła mu zrobić. Nikt nie mógł. Clive o tym wiedział, ona też i jakoś tak naturalnie przyszło im ignorowanie tego całego problemu, który generował jej były i jedynie to wsparcie, które dostawała od Clive’a, to, że go przy sobie miała oraz wiara w to, że Wade odpuści, tylko to sprawiało, że Jodie jeszcze nie wybuchła, bo też miała dość. Bo też miała granice, których przekroczenie bolało.
Tylko chwilowo, a właściwie od kiedy ona i Clive postanowili dać sobie szansę, będąc ze sobą tak oficjalnie, te problemy schodziły na dalszy plan. Jodie nie babrała się w swojej przeszłości, konsekwentnie skupiając się na tym, co łączyło ją i Clive’a. Na tym, jak się docierali, momentami poznając od nowa, na tym, co do niego czuła. Nie pozwalała na to, aby ktokolwiek lub cokolwiek między nich wchodziło, bo to był ich czas. Przeszłość nie miała znaczenia w obliczu takiej teraźniejszości i całej tej przyszłości, którą nieśmiało snuła z Clivem w roli głównej, choć wiedziała, że to dopiero początek.
Pamiętała, co powiedział jej po powrocie do Mariesville — o tym, że może mógłby wkręcić się do pracy w Atlancie, o tym, że nie zostanie w Mariesville. Pamiętała także o tym, że Clive nie rzucał słów na wiatr. Gdy miał plany, to je realizował. Gdy czegoś chciał, to robił tak, żeby to mieć. Nie zadowalał się półśrodkami, jakimiś ochłapami, byle czym, bo znał swoją wartością. Z kolei Jodie dużo gadała, dużo planowała, sporo mówiła o tym, czego by chciała, ale nie robiła nic, żeby zmienić swoje życie. Brakowało jej wiary i motywacji i może właśnie potrzebowała mieć obok siebie takiego Clive’a, który nie pozwoliłby jej zostać w tyle ani samemu nie dałby się zatrzymać w miejscu ze świadomością, że może więcej. Nie myślała o tym, bo wydawało się jej to odległą sprawą, ale wiedziała, że będą musieli o tym pogadać. O tych planach na przyszłość. O tym, czego chciał Clive i czego chciała Jodie.
A ona podobnie jak on nie chciała zostać w miasteczku, co już dobrze im wróżyło, ale w przeciwieństwie do niego cholernie się bała. Bała się rzucić pracę, obawiała się, że nie znajdzie nowej tak szybko, jak by sobie tego życzyła, bała się tylu rzeczy, które mogą pójść nie tak, a z drugiej strony nie wyobrażała sobie, że miałaby zostać w Mariesville, do końca życia pracować w barze, w którym miała tylko zacząć, który miał być czymś tylko na start, czymś na początek, co pozwoli jej odłożyć trochę kasy. Może tego właśnie potrzebowała, tego impulsu, którym był Clive. Tej motywacji, którą dla niej był. Tego wsparcia, które by od niego dostała, tego poczucia, że nie byłaby sama, że zrobiliby to razem.
UsuńJodie w Saint Simons Island czuła się spokojniejsza. Zachwycała się widokami, okolicą, nawet tym, co mijali w drodze do domku, który należał do ojca Clive’a i którym Jodie, rzecz jasna, też się zachwycała, nie mogąc uwierzyć, że jest w takim miejscu i że razem z nią jest tu Clive. Czuła się szczęśliwa, a było to dla niej tak bardzo niespotykane uczucie, że początkowo nie potrafiła tej euforii odpowiednio nazwać, a ona mieszała się z ekscytacją i ciekawością i sprawiała, że nawet to zmęczenie, które naturalnie odczuwała, ustępowało.
— Mhmmmm… — wymruczała cicho, poznawszy motywację Clive’a. — To bardzo sprytne. I działa — przyznała szczerze, bo chociaż to było dla niej kolejne niespotykane uczucie, to czuła do niego coraz więcej i widziała, że jest to odwzajemnione. Z dnia na dzień zakochiwała się w nim coraz bardziej, jeszcze mocniej przepadała, jeszcze wyraźniej się nim zachwycała i, gdyby tego było mało, miała wrażenie, że on ma podobnie. Wydawało się jej, że mu na niej zależy. Dbał o nią, opiekował się, pilnował nawet tak błahych rzeczy, żeby zjadła coś więcej niż tosta albo wypiła coś więcej niż kawę, a potem zabierał ją w takie miejsca jak to, żeby mogła odetchnąć, a on razem z nią.
— Dla ciebie. Mam nadzieję, że ty dla mnie — wyznała zaczepnym tonem, coś mocno sugerującym i przechyliła głowę, udostępniając Clive’owi swoją szyję. Uśmiechnęła się figlarnie, czując jego usta na swojej wrażliwej szyi, co wywołało ekscytujący dreszcz wzdłuż jej kręgosłupa. Niezawodnie na nią działał.
Jodie roześmiała się cicho, próbując rozbawionym spojrzeniem dosięgnąć jego oczu, a głupi uśmiech wymalował się na jej twarzy.
— Świetny pomysł, Clivey — skomentowała rozczulona Jodie tak, jakby nie mogła wyjść z podziwu, że wpadł na tak genialny i bohaterski pomysł. Cóż, jak trzeba to trzeba. — Ale oprócz tego potrzebuję jeszcze dużo przytulania — zaznaczyła uczciwie, ponownie wychylając się w jego stronę tak bardzo, żeby móc go pocałować. Dłoń mocniej ułożyła na jego policzku, składając na jego wargach czuły pocałunek, który został nagle przerwany przez błyskawicę, która przecięła niebo. Z kolei ostrzegawczy grzmot sprawił, że Jodie lekko zadrżała. Gdyby nie była w mocnych objęciach Clive’a, to właśnie uciekałaby do środka.
— Chodźmy stąd — postanowiła przezornie, rzucając okiem na niebo. Powietrze charakterystycznie zgęstniało, a Jodie czuła pojawiającą się gęsią skórkę, bo nie żartowała. Naprawdę nie lubiła burzy.
No i coś jej podpowiadało, że w domku będzie przyjemniej.
or maybe I'll show you :> 🌩️🧡
[🤍]
OdpowiedzUsuńTo był temat, którego Jodie nie potrafiła zacząć, a poza tym, uważała, że ona i Clive mają o wiele ciekawsze, przyjemniejsze, bardziej pożyteczne i ważniejsze rzeczy do robienia, niż gadanie o tym, co robił jej były. Nie rozumiała tego tak samo, jak nie rozumiał Clive, bo przecież nie chodziło o żadną wielką miłość, żadne złamane serce. Właściwie o nic nie chodziło. Wade się na nią uparł, bo się uparł i nie mogło mu się znudzić. Clive chociaż miał powody, że odpierdalać po rozstaniu z Leah. Miał powody, żeby się złościć, czuć zawiedzionym, zranionym i oszukanym, a jednocześnie chcieć to wszystko naprawić, dogadać się, dać sobie drugą szansę, bo jeszcze niedawno się kochali i mieli wspólne plany. Ale nawet w tej, krótko mówiąc, przejebanej sytuacji i bez względu na to, jak bardzo żywe oraz bolesne to w nim było, Clive pewne rzeczy zrozumiał, dał sobie spokój i odpuścił. Na Wade’a nie działało nic i to nie było tak, że Jodie nie próbowała. Że nie straszyła go policją, że nie mówiła mu, że to wszystko, co do niej wypisywał, że to były jakieś pierdolone dowody na to, że ją dręczy, że nigdy nie kazała mu się odczepić. Zabrakłoby jej palców, żeby zliczyć, ile razy już to zrobiła, ile raz popadała w to błędne koło, w którym reagowała na to, co robił, a potem miała jeszcze bardziej przejebane. W dodatku chyba sama nie wierzyła w to, że pokazywanie komuś wiadomości od niego, coś by dało. Że skończyłoby się czymś więcej niż ostrzegawczą, wychowawczą pogawędką, z której nic by sobie nie zrobił. Nie miała pojęcia, na ile z jej strony to była upartość, a na ile naiwność i ślepa wiara w to, że im bardziej go ignorowała, tym szybciej odpuści, bo mu się znudzi. Dziwne, że po takim czasie jeszcze nie znudziło, ale kiedyś musiało.
Kiedyś także będzie musiała porozmawiać o tym z Clivem, szczególnie, jeśli się to nie skończy, choć liczyła na to, że ich związek dobitnie udowodni Wade’owi, że nie ma czego u niej szukać, bo jest dla niej przeszłością, i skutecznie zniechęci do kontynuowania czegokolwiek, co urodziło się w jego głupiej głowie, ale jeśli nie, to wtedy nie będzie miała wyjścia i będzie musiała wciągnąć w to Clive’a, chociaż nie chciała mu tego robić. Nie chciała dokładać mu problemów, nie chciała, żeby użerał się z jej byłym, nie chciała, żeby tracili na niego czas, ale równocześnie chciała być uczciwa. Wiedziała, że Clive wie. Podejrzewała, że może być tym zirytowany i wkurwiony, że może nie podobać mu się to, że jej były miał śmiałość do robienia takich rzeczy, że domyśla się wielu rzeczy, o których mu nie powiedziała i że nie da się wiecznie ignorować takich problemów, ale z drugiej strony dopiero minęły dwa tygodnie, obecnie byli na wspólnym wyjeździe, daleko od Mariesville, to był ich czas, którego nie będą dzielić z Wadem. Chcieli się sobą nacieszyć.
Nie umawiali się na to, a jednak dla każdego z nich całkiem oczywiste było to, żeby z okazji tych małych wakacji zapomnieć o tym, gdzie ma się telefon i co się w nim działo. Swoją drogą, Jodie naprawdę rzadko kiedy korzystała z telefonu, gdy spędzała czas z Clivem, a dzisiaj przez większość podróży miała go wyciszonego w torebce i zupełnie nie kusiło jej, żeby po niego sięgać. W drodze do Saint Simons Island kontrolnie zerknęła na ekran telefonu, a potem jeszcze zanim wyszła na taras, podziwiać widoki, ale nie było w nim nic ciekawego, więc najpierw zostawiła go na stoliku w salonie, a potem tylko przeniosła do sypialni i odłożyła na komodę, do której rozpakowała bagaż. Skupiała się na muzyce, którą puścił Clive, a nie na rozkręcającej się burzy, która udawała, że minęła tylko po to, aby nieoczekiwanie mocniej zagrzmieć.
A to wszystko — to ciepłe światło, ta nastrojowa muzyka, klimatyczny wystrój jak z jakiegoś najlepszego kurortu na świecie oddalonego setki tysięcy kilometrów stąd, te swobodne rozmowy, które ona i Clive prowadzili, patrząc sobie w oczy, śmiejąc się i dzieląc się jedzeniem — to wszystko było takie idealne. Atmosfera była niezwykle romantyczna, przyjemna, lekka i spokojna, a Jodie czuła się tak, jakby wraz z przyjazdem tutaj zniknęły jej problemy. Złudne uczucie, ale przy okazji zajebiste. Było zajebiście.
Usuń— To może wanna? — zaproponowała nieśmiało, zamykając szufladę komody. Odsunęła się od niej i pochyliła nad resztą nierozpakowanego bagażu, z którego wyjęła kosmetyczkę, a w niej miała najpotrzebniejsze rzeczy, w tym ten żel, którego zapach Clive uwielbiał. — Przygotuje nam zajebistą kąpiel, a jutro weźmiemy prysznic… — zasugerowała, ruszając w stronę Clive’a, którego usta czule musnęła. — Co ty na to? — zainteresowała się, zanim go wyminęła i ciekawsko zajrzała do łazienki. Na szczęście byli tu wystarczająco długo, żeby się nie ograniczać i wypróbować jedno i drugie.
Wydawać by się mogło, że wybór Jodie będzie oczywisty, ale w momencie, w którym weszła do łazienki, stojąc mniej więcej gdzieś na środku niej, przed tym ogromnym lustrem i rozglądając się dookoła, nie wiedziała, na co ma patrzeć. Jeśli Clive był zdziwiony tym, ile kasy ma jego ojciec, to Jodie była w jeszcze większym szoku, choć to, że ją ma, raczej nigdy nie było tajemnicą. Ale najpierw zaskoczył ją sam fakt, że jego ojciec ma swój domek w Saint Simons Island, potem to, że są tutaj aż cztery sypialnie, idealny widok na plażę, wielki taras i ogromny salon, przez co to wszystko przypominało bardziej luksusową willę niż zwykły domek letniskowy, a teraz jeszcze ta dopracowana, przemyślana pod każdym względem łazienka wyglądała jak z jakiegoś katalogu wnętrzu. Wszystko robiło na niej wrażenie i dopiero, gdy gdzieś za oknami znowu zagrzmiało, Jodie podeszła do szerokiego blatu przy umywalkach i odłożyła tam swoje rzeczy.
— Ej, myślisz, że nie udałoby się nam ukraść tej wanny? — zawołała żartobliwie, podchodząc do wanny z zamiarem przygotowania obiecanej kąpieli. Odkręciła wodę i od razu ustawiła taką temperaturę, która nie była za wysoka, żeby odpowiadała Clive’owi. W tym samym momencie dodała do niej pachnącego płynu, dzięki któremu zaczęła pojawiać się piana i kilka kropel olejku do kąpieli, przez co w całej łazience zaczęło pachnieć jak w spa. Buteleczki odłożyła blisko wanny, gdyby postanowili skorzystać z ich zawartości. Brakowało świeczek, ale żeby zachować intymny i romantyczny nastrój, Jodie przygasiła światło, zostawiając włączone jedynie to przy lustrach. Nie miała także szampana ani płatków róż, żeby dopełnić ten obrazek romantycznej kąpieli, więc brakowało paru elementów i to może nie był szczyt starań, tylko coś bardzo przyziemnego, ale jej zdaniem nawet najdrobniejsze gesty miały znaczenie. Nie udało się ukryć, że też trochę improwizowała, ale chciała zrobić coś dla Clive’a to po pierwsze, przygotować coś miłego i fajnego, coś przyjemnego, żeby mógł się zrelaksować i odprężyć, bo on ciągle robił coś dla niej, a po drugie najważniejsze, że będą razem.
— Chodź, Clivey — zaprosiła go, stając w drzwiach do łazienki i wyciągnęła w jego stronę rękę, figlarnie się przy tym uśmiechając.
come on, join me 🛁🌹💘
Po tym, co Jodie zobaczyła w Savannah, wolała, żeby tamten temat był zdecydowanie zamknięty. Jej były i jego była to zupełnie inne sprawy. Inne uczucia, inne sedno, inne wszystko. To, co Clive czuł do Leah mimo rozstania, było w nim żywe jeszcze w Savannah, na jej przyjęciu zaręczynowym, na którym wbrew wszystkiemu zawzięcie trzymał w sobie nadzieję. Z kolei Jodie nie czuła do Wade’a niczego więcej poza obrzydzeniem i nienawiścią, które mieszały się ze wstydem, że cokolwiek ich kiedykolwiek łączyło. Jej nigdy nie przeszło przez myśl, że mogłaby do niego wrócić, natomiast Clive’a nie zamierzała rozliczać z tego, ile razy o tym pomyślał i jak długo pozwalałby robić Leah ze swoim życiem cokolwiek by chciała, nie widząc, jak to powstrzymać, bo postanowiła uwierzyć, że to minęło. Była jednak zazdrosna za każdym razem, gdy o niej pomyślała, ponieważ w Savannah zrozumiała, jak bardzo Clive ją kochał, ile go to kosztowało i jak wielki bałagan miał w głowie, sypiąc solą po swoich ranach. Podejrzewała, że myśli o byłej Clive’a częściej niż powinna, choć to nie ona wchodziła z buciorami w ich życie, tylko robił to Wade, ale… no, po prostu to było coś innego. Wiązały się z tym inne zmartwienia. Jodie nie chciała mieć nic wspólnego z Wadem i musiała tylko wymyślić, jak skutecznie zniechęcić go do pojawiania się w jej życiu. Rozmowa wydawała się najrozsądniejszym rozwiązaniem, ale znała go na tyle, żeby wątpić w jej skuteczność. Paragraf o stalkingu, wpierdol albo straszenie go raczej by magicznie nie zadziałały, co najwyżej mogłyby go tylko rozjuszyć, a on dopiero wtedy postanowiłby dać Jodie prawdziwe powody do nazywania jego zachowania obsesją i prześladowaniem. Zresztą, nie mówiła tego na głos, ale Wade pewnie tylko czekał aż któreś z nich pęknie, aż Clive zechce mu wpierdolić, żeby on mógł wpierdolić jemu, a to byłoby ściąganie na jego głowę problemów, których zamierzała mu oszczędzić tak długo, jak tylko mogła, więc nie brała tego pod uwagę. Sama nie wiedziała, co mogła brać, ale to wydawało się takie proste, gdyby jakaś jej znajoma przyszłaby do niej wyżalić się z tego problemu, poprosić o radę, to Jodie sypałaby propozycjami jak z rękawa, a sama miała wrażenie, że jest w potrzasku i musi czekać. Na co konkretnie — nie wiedziała. Na to aż Wade’owi się znudzi, aż odpuści, aż znajdzie sobie inną i da jej spokój. Tylko co jeśli nie da? Co jeśli zrobi coś jeszcze głupszego, a przecież oboje wiedzieli, że go na to stać.
OdpowiedzUsuńNajwyraźniej Jodie konsekwentnie wypierała rzeczywistość i tę świadomość, czując strach, martwiąc się, ale równocześnie przykrywając to dobrą miną. Uparła się, że nie będzie pokazywać słabości, zresztą, czuła wstyd na samą myśl, że miałaby mówić Clive’owi o tym, co robi lub robił Wade. Takie niedopowiedziane było po prostu wygodniejsze, bo Clive wiedział, przecież nie był głupi, ale nie dręczył Jodie pytaniami ani nie próbował jej instruować, udowadniając jej, że wie lepiej niż ona, co dla niej najlepsze. Wiadomo, że to niczego między nimi by nie popsuło. Jodie nie była obrażalska, o czym świadczyło chociażby to, że Clive dostawał od niej kolejne szanse, a już tym bardziej nie oburzałaby się i obrażała na troskę, której praktycznie w swoim życiu nie zaznała i dopiero przy nim odkrywała, jak to jest, gdy komuś naprawdę na niej zależy. Jakie to miłe i przyjemne, gdy ktoś chce o nią dbać, opiekować się, interesować się nią, a nie tylko tym, co ma pod ubraniem. Było jej z tym fajnie, idealnie, i chciała, żeby ta atmosfera się między nimi utrzymywała, szczególnie na tym wyjeździe, dlatego odrzucała wszystko to co złe. Clive korzystał z kasy rodziców, a ona w ogóle mu się nie dziwiła, tym bardziej, jeśli pieniądze przejmowały jakąś marną rolę rekompensaty, ale po pierwsze wcale nie uważała, że on jedynie jechał na kasie i sukcesach ojca, bo samym tym, jaką drogę dla siebie wybrał, udowodnił, że ma coś do powiedzenia, a po drugiej nie chciała, żeby myślał, że te możliwości, które dawała mu kasa, to coś, z czego Jodie zamierza korzystać.
Nigdy nie była głupia i naiwna, żeby udawać, że nie wie, że Clive’owi nie brakuje pieniędzy, ale równocześnie one zawsze najmniej ją obchodziły. Prawdę mówiąc, w ogóle nie obchodziły. Nie patrzyła na niego przez ich pryzmat, nie zastanawiała się nad tym, z ilu z nich sobie skorzysta. Właściwie w ogóle nie chciała z nich korzystać ani naciągać Clive’a na koszty, tylko go znała na tyle, żeby wiedzieć, że skoro nie pozwolił jej kupić dla siebie magnesu albo zapłacić za głupie lody, to nie było sensu z nim dyskutować. Chciał ją rozpieszczać, dawała się rozpieszczać. Pozwalała więc sobie przy nim korzystać z luksusów, na które nie byłoby jej stać, gdyby nie on. Takich, jak chociażby ten wyjazd, ten domek, ta wanna w zajebiście ładnej łazience.
Usuń— Ale, że tak tylko z wanną? — zainteresowała się, unosząc kąciki ust w lekkim uśmiechu, zaskoczona jego słowami, choć nie dała tego po sobie poznać. Ależ to było przyjemne, gdy miało się plany. — Odpuszczasz prysznic? — dopytała, bo z jakiegoś nieznanego sobie powodu zakładała, że Clive wolał prysznic, a i jej zdaniem to była szybsza i wygodniejsza opcja. Ale nie rozmawiali o tym, bo biorąc pod uwagę fakt, ile czasu Jodie spędzała w mieszkaniu Clive’a i jak dobrze się w nim czuła, to tak jakby sobie w nim pomieszkiwała, a podejrzewała, że na takie prawdziwe wspólne mieszkanie przyjdzie czas. Dla niego to nie był problem, dla niej też nie, ale ona nie mieszkała nawet z Wadem, przynajmniej nie tak oficjalnie, więc na pewno było to dla niej coś nowego. Tym bardziej, że różnili się pewnymi standardami. A raczej Jodie po prostu nie było stać na wszystko, czego mógł zapragnąć Clive.
Jodie planowała bezpardonowo wciągnąć Clive’a do łazienki, ale jej plany uległy zmianie, gdy jej plecy zderzyły się z framugą, a jego ciało przywarło do niej. Mimowolnie się uśmiechnęła, nie wiedząc, gdzie z tego wszystkiego powinna położyć dłonie, więc westchnęła cicho, palce jednej dłoni wsuwając w jego włosy i odruchowo mocniej przycisnęła do niego swoje ciało, gdy poczuła, jak jego palce zaciskają się na jej pośladu. Zawsze działało.
— Nie mów, że moja sukienka cię przerasta — jęknęła cicho, zahaczając zębami o jego dolną wargę, trochę się z nim drocząc, choć to była całkiem poważna sprawa i cicho zachichotała, gdy z trudem oderwała się od jego ust. Jodie rzadko kiedy nosiła sukienki; tę kupiła specjalnie na ten wyjazd, żeby było lekko i wakacyjnie, a przy okazji nie chciała prezentować się przy nim jak zdzira, bo Jodie wiedziała, że czasami wygląda trochę zdzirowato w tych swoich topach, spodenkach albo dżinsach, które mocno obciskały jej tyłek, wyciągając na tym kasę od naiwniaków, ale będąc z Clivem trochę przystopowała. To był tylko ubiór, kawałek szmaty, o którą nigdy nie robił jej problemu w przeciwieństwie do Wade’a, ale przy nim chciała po prostu prezentować się lepiej, z klasą.
— Zamek — wyszeptała Jodie wprost w usta Clive’a, które cały czas dotykała swoimi wargami, leciutko, ledwie wyczuwalnie je muskając. Mówiąc to, delikatnie złapała za jego dłoń (ale nie tę, która była na tyłku, bo to nadal działało) i przesunęła na ten ukryty z boku zamek. — Guziki — dodała, instruując go dalej, nieznośnie powoli przesuwając jego dłoń na kolejne miejsce, ale nie wyręczając go, bo bardzo lubiła, gdy to on ją rozbierał. Sznureczki robiły efekt, ściskając Jodie w talii, ale wystarczyło je leciutko poluzować, a sukienka opadła na podłogę, zostawiając ją w komplecie jasnej bielizny, która idealnie podkreślała ciało Jodie, a Jodie wiedziała, że akurat ciało ma zajebiste.
W tym samym czasie nie próżnowała, a jej ciekawskie dłonie śmiało przesuwały się najpierw po torsie Clivie niestety ukrytym pod warstwą ubrań, czemu nie pozwoliła długo trwać. Pocałowała go czule, jedną dłoń układając na jego karku, a następnie z ust przesunęła się na szczękę i potem szyję, zostawiając na niej mnóstwo drobnych pocałunków.
you're doing amazing, almost done 🥵
Clive miał rację, Jodie mogła zmienić numer telefonu, ale co by to dało oprócz tego, że przestałaby dostawać od niego wiadomości? Dopóki żyła w Mariesville, mieszkała pod tym samym adresem, który Wade znał, pracowała w tych samych miejscach, wracała o podobnych porach do domu, on ani nie musiał być inteligentny, ani wyjątkowo sprytny, żeby wiedzieć, jak dotrzeć do Jodie, jeśli jego wiadomości by przestały. Głupie wiadomości, choć upierdliwe to w pewnym sensie ograniczające możliwość spotkania Wade’a twarzą w twarz, słuchania jego najebanych, porobionych, wkurwionych albo jakichkolwiek wywodów na żywo i bycia zmuszoną do tego, żeby się z nimi użerać, odpowiadać, znosić to wszystko. W telefonie były tylko wiadomościami, które mogła oznaczyć jako spam, a potem usunąć. Ta niemoc, którą Jodie czuła, ilekroć myślała o tym, jak mogłaby się z tego uwolnić, to było pojebane, ale prawdę mówiąc, coraz częściej nie widziała innego wyjścia jak to, w którym wynosi się z Mariesville. Wyjeżdża, zmienia numer, ucina po kolei wszystkie te sznureczki, po których Wade miał do niej jakiekolwiek dojścia, a potem razem z Clivem cieszy się wolnością.
OdpowiedzUsuńTa sytuacja tą przytłaczała, ale równocześnie uważała, że Wade nie rządzi jej życiem, choć trudno powiedzieć, czy to jej duma kazała w to wierzyć, czy rzeczywiście tak było, za czym przemawiał fakt, że nie pozwalała mu wpływa na swoje decyzje. Była z Clivem, choć jej byłemu mogło się to nie podobać i nie zamierzała z niego rezygnować, bo ktoś miał z tym problem. Oczywiście dużo lepiej byłoby, gdyby Wade się od niej odpierdolił, ale wciąż nie była przekonana, żeby zgłaszać to na policję. Nie dlatego, że czekała aż zrobi coś strasznego, ani nie dlatego, żeby dać mu się zadręczyć, a jeśli Clive był już zmęczony tym, co odwalał jej były, to co ona musiała czuć, ale dlatego, że uparcie wydawało się jej, że to wszystko, co na niego miała, to trochę za mało, żeby załatwić mu zakaz zbliżania. Zresztą, nawet nie mieli pewności, czy będzie się go trzymał, czy po nim nie odjebie mu jeszcze bardziej. Może postawa Jodie mogła wydawać się Clive’owi bierna, ale ona po prostu chciała jak najmniej prowokować swojego byłego, nie odpowiadać mu, nie dawać żadnej satysfakcji ani tym bardziej powodów do ataku.
Chciała dobrze, więc skupiała się na tym, żeby tak było. Chciała rozmawiać z Clivem, chciała zawracać mu głowę swoimi sprawami, pozwalać się w nie angażować i udzielać przy tym rad, które niekoniecznie by się jej spodobały, bo Jodie wiedziała, co powinna, tylko uparcie to wypierała, ale byli razem dopiero dwa tygodnie. W dodatku po przerwie. Uczyli się siebie, docierali się, tak naprawdę dopiero sprawdzali, jak to wygląda, gdy spotykali się ze sobą na innych warunkach niż poprzednio. Jak to jest ze sobą rozmawiać, zamiast się pieprzyć i bezkarnie sobą interesować, poruszając niewygodne tematy, na które do tej pory milczeli, bo jasne, że się dogadywali, że było fajnie i miło, że potrafili spędzać ze sobą czas, mieli podobne poczucie humoru, uzupełniali się i doskonale na siebie działali, ale to jeszcze nie wszystko. Mieli, nad czym pracować. Mieli braki. A do tego mieli jeszcze ten swój wyczekany miesiąc miodowy, nowy start, którego Jodie nie chciała nagle przeskakiwać, zrzucając na barki Clive’a swoje problemy. Wmówiła sobie, że to jeszcze nie jest czas i korzystała z tej wygody, ale jednocześnie pamiętała o tym, że musieli rozmawiać. Że rozmowa była konieczna, potrzebna, a ona chciała wreszcie zbudować coś normalnego. Nie na ciszy i domysłach, tylko szczerości. Tak jak Clive nie miała od kogo wziąć przykładu — w jej domu milczało się równie uparcie co w jego, każdy był zdany na siebie, potrzeby i uczucia praktycznie się nie liczyły, nikt się nimi nie interesował — ale dzięki temu wiedziała, czego nigdy nie chciała powtórzyć.
Jakby się nad tym zastanowić, to Clive też nigdy nie opowiadał Jodie o Leah. Była z nim w Savannah i swoje widziała, ale ostatecznie o tym nie rozmawiali. Nie opowiadał jej tej historii, nie mówił o tym, co się stało, że to nie wyszło, nie tłumaczył tego, co się wydarzyło. Przemilczeli to, a dzisiaj udawali, że nic takiego się nie stało, choć oboje wiedzieli, że to nieprawda, bo wtedy i potem stało się bardzo dużo.
Usuń— Spodobało mi się — przyznała szczerze na swoje usprawiedliwienie i zaśmiała się cicho, a w objęciach Clive’a, szczególnie, gdy trzymał się blisko niej, jego dłonie błądziły po jej ciele, a usta były przyciśnięte do jej warg, rzeczywiście łatwo było zapomnieć o tej cholernej burzy. Przypomniała sobie o niej dopiero w momencie, w którym Clive znalazł w sobie tyle determinacji, żeby się od niej odsunąć, otaksować ją spojrzeniem i samemu się rozebrać, a za oknem jakoś złowrogo zagrzmiało, co wywołało na jej twarzy niewielki grymas niezadowolenia. Nienawidziła burzy, ale przed oczami wciąż miała porządny rozpraszacz w postaci nagiego Clive’a, który nie pozwalał za długo skupiać się na tym, co działo się za oknem. Uśmiechnęła się figlarnie, mierząc go spojrzeniem, bo podobało się jej to, co widziała i odprowadziła go wzrokiem w stronę wanny. Przez to została trochę w tyle i gdy on moczył tyłek w ciepłej wodzie, ona dopiero zrzucała z siebie bieliznę, ale kolejny błysk i grzmot zdecydowanie ją pospieszyły.
— I co jeszcze chciałbyś, żeby miało? — zainteresowała się, śmiejąc się cicho, gdy tak zupełnie nieskrępowana kręciła się po łazience, choć tak naprawdę podchodziła do tych planów całkiem poważnie, co zdradzało jej rozmarzone spojrzenie. Chciała mieszkanie z wanną, Clive chciał z prysznicem, znaleźli rozwiązanie.
— Nie jest za gorąca? — zapytała z troską, wsuwając do wody jedną stopę i równocześnie spięła włosy, trochę niedbale, nie przejmując się tym, że jakieś nieposłuszne kosmyki i tak opadły jej na twarz. Jodie pamiętała, że Clive nienawidził zbyt gorącej wody, choć ona taką właśnie uwielbiała, dlatego starała się dobrać taką, która będzie najbardziej odpowiednia, co chyba jej się udało, skoro dla niej mogłaby być ciut cieplejsza, a Clive wśród tej piany wyglądał na zrelaksowanego, a nie gotującego się.
Gdy Jodie zapakowała się do wanny, zanurzając się w wodzie, złożyła szybki pocałunek na wargach Clive’a, a potem usiadła przed nim, opierając się plecami o jego klatkę piersiową. Przymknęła oczy, rozkoszując się tą chwilą i zgarnęła w ich stronę jeszcze więcej piany. Zamierzali trzymać się tej silnej woli, nie sprowadzać relacji do seksu i spędzać czas inaczej niż do tej pory, więc była grzeczna.
— Ja jeszcze chciałabym dużo roślin — przyznała po chwili, wracając do tematu. — Najlepiej przenieść wszystkie, które mam — dodała, a Clive mógł nie wiedzieć, ale Jodie najbardziej w swoim mieszkaniu lubiła swoje roślinki, dzięki którym nie było tak bezwzględnie pusto. — Lubisz? Pasuje ci to? — zainteresowała się, wcierając w jego ramię pianę, którą się bawiła.
and there's more to come <3 ☘️
[hi sunshine! <3☀️]
OdpowiedzUsuńTak było i Jodie nie zabraniała Clive’owi angażować się w jej sprawy, ale równocześnie liczyła na to, że Clive zrozumie. Że skoro ona potrafiła tyle razy wykazać się wyrozumiałością wobec niego, to on znajdzie w sobie wystarczająco dużo cierpliwości, żeby zrobić to samo. Jodie wiedziała, że wkurwia go obecna sytuacja z Wadem i w ogóle jej to nie dziwiło, bo ją też wkurwiałoby, gdyby jego była kręciła się im pod nosem, łaziła za nim, wypisywała do niego, czekała po pracy, doprowadzała do spotkań, ale z drugiej strony miała wrażenie, że Clive’owi to wszystko wydaje się takie dziecinnie proste. Że był tak mocno zakorzeniony w swoich policyjnych przekonaniach, że według niego wystarczyło pójść na policję, złożyć zeznania i problem rozwiązany. To policjanci pod jego domem jeszcze bardziej go nie wkurwią, tylko ustawią, że przyklepanie mu zakazu zbliżania zadziała jak magiczne zaklęcie, dzięki któremu nie będzie zbliżać się do Jodie, że jak na porządnego obywatela przystało, weźmie sobie to wszystko do zepsutego serduszka i stanie się lepszym człowiekiem, który dla swojej chorej satysfakcji przestanie dręczyć swoją byłą dziewczynę, bo to złe i może mieć z tego problemy. Takie działanie było rozsądne, ale Jodie nie wierzyła w jego powodzenie, ponieważ Wade nie był porządnym człowiekiem. Nic w jego życiu nie było porządne. Jego kumple nie byli porządni, jego znajomości nie były porządne, rzeczy, które robił, nie były porządne. Miał w dupie, czy za to, co wyprawiał, można pociągnąć go do odpowiedzialności. Miał w dupie, czy ranił tym Jodie, czy wkurwiał Clive’a, czy ktoś uważał go przy tym za skończonego idiotę. To wszystko nie miało znaczenia. Liczyło się tylko to, że od zawsze czuł chorą potrzebę terroryzowania Jodie, tym bardziej za to, że go zostawiła, choć ten cały terror nasilił się, gdy okazało się, że nie dość, że zostawiła, to za nim nie rozpaczała. Szybko się pozbierała, a wreszcie znalazła sobie porządnego faceta. Kogoś milion razy lepszego od niego. Mogła jedynie domyślać się, jak to źle na niego zadziałało, jak musiało uderzyć w jego ego, jak bardzo musiało wkurwiać, że przelewał na nią całą swoją frustrację.
Jodie dawała mu sygnały, zaznaczała granice, ale im bardziej to robiła, tym było gorzej. Było go stać na więcej, a to, co robił, to tak naprawdę nie była nawet połowa tego, do czego był zdolny, czego Jodie była boleśnie świadoma, bo zmarnowała na niego zbyt wiele czasu. Zresztą, skoro Leah, którą uważała za wariatkę, ale jednak mniejszą od Wade’a, była w stanie rzucać się z łapami na Clive’a, nie zwracając uwagi na nic, to po Wadzie można spodziewać się tylko samych najgorszych rzeczy, więc Jodie starała się go nie prowokować, bo nie miała zamiaru się z nim szarpać. Ani w przenośni, bo nie chciała marnować na niego ani minuty dłużej, ani dosłownie, bo nie miała z nim żadnych szans.
Clive był taki nieustraszony, taki dzielny, pewny siebie i miał do czynienia ze świrami, strzelali do niego, a Jodie się bała, tylko świetnie to ukrywała, bo miała w tym wprawę. Nie zgadzała się więc z tym, że nic nie robiła, ale była ostrożna, bo pamiętała, jak niewiele Wade potrzebował, żeby z tego trybu dręczącego chuja przełączył się w tryb kompletnego świra. Był jak tykająca bomba i z jednej strony Jodie wiedziała, że najprawdopodobniej nadejdzie moment, w którym wybuchnie, a z drugiej wierzyła, że to nie nastąpi. Pewnie mogła robić więcej, a Clive mógł jej to śmiało zasugerować, dodając jej przy tym odwagi, której zdecydowanie potrzebowała, ale nie mógł działać za jej plecami. Wiedział o tym, więc nie podejrzewała go o to, ale cokolwiek Wade do niej miał, miało to pozostać skierowane w jej stronę, a Clive nie mógł oberwać za to, że się w nim zakochała i nie chciała z niego zrezygnować.
Miał rację, myślał racjonalnie, był gliniarzem, więc nie z takimi dupkami się użerał, a ona kierowała się tym, co czuła i tym, co ją paraliżowało, ilekroć myślała o konfrontacji ze swoim byłym, który był mściwym gnojem. Jodie nie miała tego w dupie, ale wypierała problem, bo tak było łatwiej.
UsuńPrawdę mówiąc, choć zaufanie między nimi nie miało się najlepiej, to Clive był jedyną osobą, której Jodie aż tak ufała. Narobił głupstw, przez które to zaufanie ucierpiało, ale tylko na niego potrafiła się tak otworzyć. Nikomu innemu nie mogła o tym opowiedzieć, na nikogo innego liczyć, przy nikim innym nie mogła poczuć się tak, jakby ten cały problem nie był końcem jej świata. Przy Clivie miała nadzieję. Była pewna, że gdyby zebrała się na odwagę i mu o tym wszystkim opowiedziała, to by jej nie oceniał, nie uznałby jej za skończoną idiotkę, nie rzuciłby jej twarz w tym, że była naiwna, głupia i czego mogła się spodziewać, ale równocześnie nie uważała, że byłoby uczciwie, gdyby go tym przytłoczyła, w ten sposób wypełniając czas, który dla siebie mieli, a wcale nie było go tak dużo.
Jeszcze trzy tygodnie temu ze sobą nie rozmawiali. Trzy tygodnie temu Jodie robiła absolutnie wszystko, żeby wyrzucić Clive’a ze swojej głowy i z każdego innego miejsca, w którym był. A dzisiaj siedzieli razem w miejscu jak z filmu. Dzielili ogromną wannę, otuleni pachnącą pianą i ciepłą wodą, z burzą szalejącą za oknem. Uczyli się ze sobą rozmawiać, a nie tylko uciekać w seks, który im wychodził, ale załatwiał między nimi wszystko i załatwił tak wiele spraw, że pojawiły się nieporozumienia, przytulali się i śmiało snuli coś, co wiązało się z ich przyszłością. To wszystko bardziej przypominało sen, chociaż dłoń Clive’a, która w kojący sposób przesuwała się po jej przedramieniu i ramieniu oraz jego rozgrzane ciało, które ciasno przylegało do jej pleców, to było tak namacalne i wyraźnie, że Jodie czuła dreszcz na karku, doskonale wiedząc, że to nie był sen. Ale za to był to niezły przeskok i to nie było ani miejsce ani czas, żeby rozdrapywać to, co im w życiu nie wyszło.
— Mhmmmm, cudowne wybory — wymruczała, zachwycona pomysłowością Clive’a. Zachichotała cicho, lekko przekręcając twarz w bok i chociaż z trudem mogła dosięgnąć spojrzeniem jego oczu, to i tak udało się jej posłać mu rozbawione spojrzenie. Tuż po tym usta leniwie, ale czule przycisnęła do bicepsa tej ręki, którą ją obejmował.
— Naprawdę? Kto by pomyślał… — rzuciła trochę zaczepnie, drocząc się z nim i wyłapując tę ostrożność, z którą Clive wyznał swoje plany, choć to nie było coś, co powinno Jodie zaskoczyć. I nie zaskoczyło, bo wiedziała, że Clive nie zostałby w Mariesville nawet, gdyby mu mieli za to płacić. To akurat była dobra wiadomość, ponieważ Jodie chciała wydostać się z miasteczka praktycznie od zawsze, co może było jakimś jej niespełnionym, nastoletnim marzeniem, bo wielki świat kusił, ale teraz była jeszcze ta przeogromna chęć ucieczki przed Wadem. Chciała tego co Clive, choć równocześnie myślała o tym, kiedy to miałoby nastąpić. Pamiętała, że szukał pracy poza miasteczkiem, wspominał jej o tym przy burgerach i już wtedy wydawało się to takie bliskie, a oni dopiero co zaczęli się spotykać. Znali się dłużej, lubili się dłużej, wiązali ze sobą plany, co było fascynujące, więc z jednej strony Jodie nie wyobrażała sobie, że Clive miałby wyjechać a ona nie, a z drugiej bała się pośpiechu.
— Gdzie byś szukał, Clivey? — zainteresowała się szczerze, po części z ciekawości, a po części z tego, żeby móc snuć te plany dalej, wyobrażać sobie ich życie w innym miejscu. — W Atlancie? — wspomniała o tym, co już się przewinęło. — Co ci się marzy? Opowiedz mi o tym — poprosiła zaintrygowana, przy okazji chcąc go zachęcić do wyznań. Wyciągnęła jedną rękę z wody i opuszkiem palca zaczęła rysować delikatne wzorki na tej ręce Clive’a, która swobodnie spoczywała na brzegu wanny.
Za oknami rozległ się groźny grzmot, przez który Jodie lekko się spięła, instynktownie chowając się w objęciach Clive’a i otaczającej ich pianie.
you are my safe place 🤍
Zrozumienie automatycznie nie oznaczało absolutnej akceptacji, uśmiechów, potulnego kiwania głową i ignorowania problemów. Jodie nie chciała, żeby Clive tolerował zachowanie Wade’a, ale po cichu liczyła na to, że będzie ją rozumiał. To, jak bardzo ta cała sytuacja była dla niej trudna i ciężka. Że nie uciekała przed problemami dlatego, że uważała, że są błahe, tylko naprawdę nie chciała, żeby wszystko, żeby całe jej życie i jeszcze związek z Clivem kręcił się wokół pierdolonego Wade’a.
OdpowiedzUsuńKurwa, no nie wyobrażała sobie, że mieliby się jeszcze o niego kłócić albo wkurwiać się na siebie przez niego, bo każde z nich miało swoje zdanie i oboje byli tak samo uparci, żeby się go trzymać. On wiedział, co jest skuteczne, a ona znała Wade’a i mogli się tak w nieskończoność przerzucać doświadczeniem lub wiedzą i nic by to im nie dało. Jodie wiedziała, że choć o tym nie rozmawiali, to Clive do pewnego momentu odpuszczał. To on ustępował i godził się na ten kompromis, który był wygodny jedynie pod tym względem, że gdy byli razem, to nie musieli zawracać sobie głowy Wadem. Tylko to, że o czymś nie rozmawiali, nie oznaczało, że to nie istniało i wiedziała, że wreszcie będzie musiała zdobyć się na odwagę i porozmawiać o nim z Clivem, poprosić o pomoc, odpuścić wreszcie tę rolę, którą przyjęła, żeby toczyć z nim tę śmieszną walkę, którą i tak przegrywała, wysłuchać tego, co Clive, którego uważała za mądrzejszego od siebie i który w jej oczach był autorytetem, miał jej do powiedzenia, bo nie odbierała mu prawa głosu, nie wiązała rąk i nie oczekiwała bezgranicznej akceptacji, ale nie mógł wykluczać jej z tego, co uważał za słuszne, samemu biorąc się za rozwiązywanie jej problemów. Zrobią to, ale razem. Chciała tego, ale równocześnie chciała nacieszyć się tym, co dopiero zaczęli, tylko coraz częściej zastanawiała się, czy oni będą szczęśliwi, jeśli tematy ich przeszłości pozostaną otwarte.
Czuła, że nie są dla siebie w całości i z jednej strony to ją dobijało, a z drugiej tłumaczyła to tym, że to dopiero są ich początki, dlatego nie chciała narzucać sobie i jemu presji. Byli ludźmi po przejściach, więc naturalnie nie wymażą swojej przeszłości, a z niej tego, co miało na nich wpływ i ich ukształtowało, doprowadzając do tego, że spotykając się po tych wszystkich latach ciszy w sklepie, musieli poznać się na nowo. Przy okazji żadne z nich nie odkryło się przed sobą w pełni z tego, jak wyglądały te lata, które Clive spędził poza Mariesville, a Jodie wciąż w tym samym miejscu. Zostawiali to domysłom, a Jodie w życiu by się do tego nie przyznała, ale podświadomie porównywała się do Leah. Miała wrażenie, że usiłuje zbudować swój związek na czymś, co ona po sobie zostawiła i pragnęła być od niej lepsza. Zależało jej na tym, żeby stworzyć coś większego, ważniejszego, coś takiego, co przyćmi wszystko, co Clive kiedyś z nią miał, a jednocześnie ten podstępny głos w głowie podpowiadał jej, że to nie jest możliwe. Że on nie zakocha się w niej tak, jak zakochał się w Leah, że to, co zbudują, zawsze będzie czymś drugim, może czymś wybrakowanym, bo zebranym do kupy po paskudnym złamaniu. Trzymał się jej strach, że jakaś część jego byłej jeszcze w nim została i w pozbywaniu się jej nie pomogło nawet to masochistyczne oglądanie zdjęć oraz filmików z jej bajkowego ślubu.
Pragnęła, żeby Clive miał z nią lepiej, niż miał ze swoją byłą i to nie chodziło o to, że Jodie zamierzała być lepszą dziewczyną, bo akurat pod tym względem Leah nie zawiesiła wysoko poprzeczki, ale chciała, żeby to życie, które z nią budował, było lepsze od tego, które stracił. Bo w Savannah Clive czuł się jak król życia, wszystko mu się układało i było jak wygranie głównej nagrody na loterii, a tkwienie w Mariesville niczym tego nie przypominało, dlatego Jodie bardzo chciała poznawać marzenia, pragnienia, plany Clive’a i dbać o to, żeby one wyszły.
Może więc wspólna kąpiel nie była najlepszym momentem na takie rozmowy, ale gdy zaczęli rozmawiać, to okazało się, że najgorszym również nie i całkiem dobrze im to wychodziło, bo najwyraźniej oboje starali się zrobić coś lepiej. Wakacje nie były od tego, żeby przejmować się swoimi byłymi i zastanawiać się, w jaki sposób rozwiązać problem Wade’a, ale mogły być od tego, żeby podzielić się swoimi planami na przyszłość.
UsuńFlirciarskie zaczepki Jodie nie musiały za każdym razem sprowadzać się do seksu i to było coś, czego też musieli się nauczyć. Że mogli tak się zaczepiać i być wobec siebie czuli, równocześnie nie wkładając w to żadnego podtekstu albo nie oczekując, że skończy się to w łóżku. Wcześniej tak było, bo do tego sprowadzali swój układ, teraz mogli się całować, a potem jak gdyby nic leżeć na kanapie, oglądać filmy i zajadać się przekąskami albo leżeć razem z wannie i gadać. To było zajebiste.
Jodie nie naciskała, ale dopytywała się i była ciekawska, bo gdy chodziło o Clive’a, to zawsze taka była, ale dopiero od tych dwóch tygodni czuła, że mogła się z tym nie kryć. Ośmieliła się więc pytać, a on znalazł w sobie odwagę, żeby mówić o czymś, co nie przychodziło mu łatwo. Jodie to czuła, bo poza tym, że byli w tej wannie praktycznie do siebie przyklejeni, przez co nie umykało jej przyspieszone bicie serca i spięcie mięśni, to słyszała niepewność w głosie Clive’a, a ona była do niego taka niepodobna.
Jodie nie nastawiała się na konkretne odpowiedzi, bo jednak ten czas, który spędzili osobno, miał wpływ na to, że było jej ciężko określić, czego naprawdę chciał. Co robił w policji w Savannah też nie wiedziała, tego, co robił w Mariesville, mogła się domyślać, bo tu nie działo się nic szczególnego, nic wielkiego, nic ambitnego, a Clive nigdy nie należał do osób, których takie nic zadowala, więc może nie powinna być zaskoczona jego słowami, a może trochę była. Pocieszające było w tej chwili to, że za bardzo się nie widzieli, bo przez jej twarz na pewno mimowolnie przemknął grymas niepokoju.
— Zawsze tego chciałeś? — zapytała łagodnie, chcąc zrozumieć Clive’a, bo zakładała, że opcji na robienie kariery w policji było wiele. Zakładała też, że każda z tych opcji przewidywała zarobienie kulki, tylko niektóre trochę bardziej. Leniwie otworzyła oczy, które do tej pory miała zamknięte, relaksując się w ramionach Clive’a i trochę się poprawiła, ale jej palce nie przestały kreślić szlaczków na jego ręce, wciąż kojąco ją gładząc.
— Od zawsze jesteś taki odważny i ambitny, Clivey — stwierdziła Jodie, która mogła spodziewać się takich wyborów, tym bardziej, że gdy się mu posypało, to wylądował w Mariesville, a to miasteczko… No, na pewno pomogło mu się wynudzić, zawsze będąc czymś za małym na jego ambicje. — A ja nieustannie to w tobie podziwiam — podsumowała całkiem czule, lekko unosząc kąciki ust, bo wiedziała, jak ważne i potrzebne było wsparcie, nawet jeśli ten wybór zupełnie jej się nie podobał. Ze strachu o niego. Atlanta była w porządku, bycie gliniarzem w Atlancie trochę gorzej, ale jeśli Clive tak chciał…
— Będzie dobrze — postanowiła, jakby nie było wątpliwości. — Tak jak sobie zapragniesz, wiem to— dodała pocieszająco, najwyraźniej postanawiając, że będzie go wspierać i mu kibicować, próbując dostarczyć odpowiednią ilość wiary, żeby Clive’owi nie brakowało śmiałości, zamiast gadać o tym, jakie to niebezpieczne. To nie było nic, o czym Clive nie wiedział, nie był głupi, Jodie też nie była, choć w tej sytuacji byłoby jej z tą głupotą wygodniej.
you're right, honey. that's exactly how it should be ❣️
Tylko Clive był prawdziwym mężczyzną, w przeciwieństwie do Wade’a, który był zakompleksionym przemocowcem, książkowym przykładem niskiej samooceny, którą uciszał tym, że potrafił dać komuś porządnie po ryju, posłać groźne spojrzenie, sterroryzować i polecieć po pochwałę do swoich równie zjebanych kolegów, którzy za wszystko poklepią go po plecach. Odbijał sobie w ten sposób, że mu w życiu nie wyszło, jakby to była wina wszystkich tylko nie jego i jeśli mu się nie przyklaskiwało, to automatycznie stawało się jego największym wrogiem, którego zniszczenie było dla niego sprawą jego żałosnego honoru. Jodie doskonale to znała. Za to Clive dużo sobą reprezentował. Był zdecydowanie ponad Wadem, co musiało Wade’a niesamowicie wkurwiać, bo przy nim to dopiero musiał czuć się gorszy, dlatego kręcił się taki niepocieszony i wściekły za Jodie, uderzając w nią za to wszystko, co mu zrobiła, choć w porównaniu do tego, co on robił jej, nic mu nie zrobiła. Odeszła i znalazła sobie kogoś, kto ją szanował, to tak bardzo go bolało. Miała kogoś, przy kim czuła się szczęśliwa, tego nie mógł przeżyć. Jej szczęścia. Tego, że choć jego zdaniem była głupią dziwką, która na nic nie zasługuje, to dostała szansę na coś lepszego.
OdpowiedzUsuńJodie dawno tego nie czuła, ale bycie z Clivem naprawdę obudziło w niej nadzieję, choć nie chciała przedwcześnie się napalać i nastawiać, bo nieraz już to zrobiła i za każdym razem kończyło się tak samo, ale tym razem musiało być inaczej. Clive był wrażliwy, przez co nigdy nie było mu łatwo, a ta wrażliwość wiele razy zrobiła go w chuja, ale równocześnie był najbardziej zawziętym i konsekwentnym człowiekiem, jakiego znała, a to zawsze jej imponowało. Ogółem cały jej imponował, co niekoniecznie ukrywała, a przez to pielęgnowała w sobie tę słabość, którą Clive znał i niejednokrotnie wykorzystywał, co z kolei wiedziała Jodie, bo nie była głupia, ale sama mu na to pozwalała, bo nawet jeśli na chwilę, to coś z tego miała. Teraz to wreszcie było coś innego, a oni byli ze sobą bezinteresownie Pracowali nad zaufaniem. Clive był idealnym kandydatem do tego, żeby stać się bezpieczną przystanią Jodie, zaufanym partnerem i jedynym w swoim rodzaju partner in crime, tylko do tej pory nie musiał o to zabiegać, nie musiał się starać, nie musiało mu zależeć, bo nigdy nie próbowali zbudować czegoś takiego. Nawet to, co było dawniej, a co ona nazywała przyjaźnią, miało swoje niepisane reguły i opierało się na zasadzie coś za coś. Teraz chcieli opierać się na zaufaniu i zrozumieniu, a Jodie naprawdę tego potrzebowała. Po tych wszystkich latach dopiero przy Clivie czuła się bezpieczna i im więcej czasu ze sobą spędzali, im więcej wspólnych planów snuli, odważnych rozmów przeprowadzili, tym bardziej jej zależało.
Związek dopiero się im rozkręcał, ale znali się praktycznie całe życie, dlatego Clive, ich relacja i ich przyszłość były dla niej najważniejsze. Nie pozwoli na to, żeby Wade w tym mieszał, rzucał cieniem, cokolwiek rozwalał, bo to było dla niej zbyt cenne, żeby móc to stracić, a on tyle jej już zabrał, tak dużo czasu zmarnował, że na więcej mu nie pozwoli. Była zdeterminowana, gdy miała dobrą motywację, a Clive był najlepszą motywacją na świecie.
Chwilowo polegała na jego cierpliwości, ale wiedziała, że Clive nie jest typem osoby, która czeka, zwleka i ustawia się pod czyjeś dyktando, choć Jodie uparcie uważała, że Wade niczego nie dyktuje, choć chciałby. Gdyby tak było, to by ich tutaj dzisiaj nie było. To dla świętego spokoju dałaby sobie z nim spokój tak, jak życzył sobie tego Wade, który miał naprawdę wielki problem o Clive’a. Ale tak nie było, więc oni sami ustalali sobie warunki. Jeśli Clive był pewien tego, co Jodie powinna zrobić, jeśli był przekonany, że wie, co należy i jak to rozwiązać, mógł się tym z nią podzielić, bo bywało tak, że najbardziej oczywiste rozwiązania są najbardziej skuteczne, tylko trzeba się zdecydować, a jej samej brakowało odwagi, by ruszyć tym dominem.
Póki co ten temat był ostatnim, który Jodie chciała poruszać. Chciała skupić się na Clivie, dbając o to, żeby czuł się doceniony i pamiętał, że zawsze będzie go wspierać i mu kibicować, a w tym samym czasie jego usta przyjemnie dotykały jej ciepłej i mokrej skóry, skutecznie rozpraszając myśli.
Usuń— Nie wiem — wydusiła z siebie jak skończona, pozbawiona ambicji idiotka, czując nadchodzącą falę wstydu. Zaskoczył ją, tym bardziej, że przez moment wszystkie jej zmysły skupiły się na jego drobnych pocałunkach. Nie zastanawiała się nad tym, więc nie wiedziała, ale dopóki jej życie kręciło się wokół baru, kawiarni, domu i przetrwania, to po prostu ciężko było jej myśleć o czymś innym. To nie było tak, że Jodie nie miała marzeń albo nigdy nie wymyśliła sobie, że chciałaby być w życiu kimś ważnym, robiąc coś ważnego, po prostu z czasem zepchnęła to na dalszy plan, a potem spychała tak bardzo, że aż sama się w tym zapomniała.
— Siedząc z tobą w tej wannie, w tym domu i w tym miejscu trochę żałuję, że nie zostałam lekarzem — zażartowała na szybko, chcąc cichym śmiechem przykryć swój wstyd i panikę, którą poczuła, gdy zdała sobie sprawę z tego, że nawet nie wiedziała, co chciałaby robić w życiu. Coś innego.
— Nie chcę do końca życia polewać wódki pijakom — stwierdziła po chwili, choć nie uważała, że to coś złego. Ktoś mógł tego chcieć, komuś to mogło pasować, jej długo odpowiadało, ale teraz przestało. — I nie chcę, żeby to było jedyne, co potrafię — westchnęła, bardzo lekko wzruszając ramionami. Odrobinę się spięła, ale bliskość Clive’a była kojąca, choć peszyło ją to, że był nią aż tak zainteresowany. — Zmienię pracę po wyprowadzce z Mariesville — zapewniła, bo jasne jak słońce było to, że nie chciała zwalniać się teraz i szukać czegoś nowego w miasteczku. Większe miasto to większe perspektywy, a Jodie nie była wybredna. Chciała mieć pracę w normalnych godzinach, bo to, co było teraz, strasznie wszystko komplikowało. Może udałoby się jej załapać na jakąś recepcję w salonie piękności albo do jakiegoś sklepu z ciuchami. — Na taką, żebym nie musiała pracować na dwa etaty — dodała jeszcze, bo na tym układzie jechała od dawna i naprawdę była tym zmęczona. Kończyła jedną zmianę, zaczynała drugą, chodziła spać wykończona o chorych godzinach i ledwo zamykała oczy, a już wstawała. Czasami bywały dni, gdy zastanawiała się, czy w ogóle opłaca się jej spać. Nie chciała narzekać, bo inni mieli gorzej, Clive też musiał pracować w chorych godzinach albo chorą ilość godzin pod rząd, narażając przy tym swoje życie, więc to było poświęcenie, ale robił coś ważnego, coś satysfakcjonującego, coś z powołania, a nie kolorowe drinki. — I może zrobię jakiś kurs — zastanowiła się na głos, nieznacznie przekręcając twarz w stronę Clive’a, bo choć pracowała od kiedy skończyła szesnaście lat, to jej doświadczenie opierało się głównie na podawaniu kawy i ciastka lub staniu za barem. Nic więcej nie miała. — A potem jeszcze kupię sobie samochód — pociągnęła swoją fantazję, lekko się przy tym uśmiechając. W Mariesville auto nie było jej potrzebne, ale skoro kiedyś miała podbić wielki świat, to może jej się przyda. Raczej wątpiła, bo w wielkim świecie istniała zajebiście zorganizowana komunikacja miejska, taksówki, ubery i inne pierdoły, a paliwo kosztowało, ale miała marzyć, więc marzyła.
— Dobry plan, Clivey? — zapytała lekko się uśmiechając. Nabrała na palce trochę pachnącej piany i nieco na oślep podsunęła ją w jego stronę, starając się zostawić jej resztki na jego nosie. Albo w okolicy nosa.
forever mine 🤍🌺🩷
Do dupy było być samemu i do dupy było być z kimś tylko po to, żeby nie być samemu.
OdpowiedzUsuńSamotność strasznie Jodie przerażała, a potem przeraziło ją to, do czego była zdolna i na jakie rzeczy się godziła, żeby dostać coś, co z miłością nie miało nic wspólnego. Zawsze chciała mieć lepsze życie od swojej matki, którą uważała za cholernie żałosną w tym, jak niezdrowo dążyła do bycia kochaną i uzależniała swoje szczęście od skończonych palantów, którzy bywali bardziej zainteresowani Jodie niż nią, którzy znikali szybciej niż się pojawiali, którzy na niej żerowali, którzy nigdy jej nie kochali, a ona złamane serce leczyła kolejnym facetem. Niepotrzebnym balastem, który zapraszała do ich życia. Gdyby się nad tym zastanowić, to dopiero żałosne było to, jak niebezpiecznie blisko swojej matki zbliżyła się Jodie, dokonując równie chujowych wyborów pełnych poświęceń tylko po to, żeby gówno z tego mieć, bo bycie z Wadem nie było pełne miłości ani tych wszystkich cukierkowych, romantycznych, czułych gestów i momentów, które chciało się z kimś budować.
Tego uczyła się dopiero przy Clivie. Bezinteresowności, która płynęła z bycia kimś, tego kochania i bycia kochanym, tego, że nawet jeśli nie było idealnie, bo wciąż tkwili w miejscu, w którym nie chcieli być, to będąc w tym z nim, mając to bezgraniczne wsparcie i wiarę, robiło się cudownie. Przy Clivie wszystko było inne, lepsze, prostsze, a Jodie dopiero teraz zrozumiała, jak inne może stać się życie, gdy pojawia się w nim odpowiednia osoba.
Tylko trochę beznadziejnie było jej z tym, ile odpowiedzialności musiała zrzucić na Clive’a, żeby cokolwiek między nimi się ruszyło. Gdyby nie on, to dzisiaj by ich nie było i nie doszłoby do wielu innych rzeczy, ponieważ Jodie brakowało tej śmiałością, którą on posiadał. Polegała więc na nim w większości spraw, czując, jak niepewność i lęk przed odrzuceniem wciąż potrafią ją blokować. Nie zrobiłaby pierwszego kroku, nie zaproponowałaby ani spotkania, ani seksu, ani tego układu, od którego wszystko się zaczęło, bo bała się, że jej odmówi. A potem z reguły nie pisała pierwsza i nie wpadała pod jego pracę, ale nie dlatego, że była jakąś pierdoloną księżniczką, za którą miał się uganiać, tylko przez to, że bała się, że odrzuci jej propozycję, choć Jodie absolutnie niczego nie brakowało, żeby czuć się księżniczką i nie musieć przejmować się tym, że ktoś da jej kosza. Ale w jej głowie działało to inaczej, więc liczyła na inicjatywę Clive’a, choć to było strasznie naiwne i głupie. Przez to mogła stracić go na zawsze, bo przy okazji nie zrobiła nic, żeby uważał, że jej na nim zależało oprócz tego, że robiła do niego maślane oczy i coś za bardzo podobało się jej udawanie jego dziewczyny w Savannah.
Clive nie przytłaczał Jodie swoimi propozycjami, wyznaniami i nadziejami, bo najczęściej mówił to, o czym ona myślała albo czego pragnęła, ale brakowało jej odwagi, żeby zaczynać. Jeszcze niedawno wstydziła się mu wyznać, że chce z nim być, że coś do niego czuje, że się w nim zakochała, że jest pewna swoich uczuć, więc wszystko to, co miało być takie proste, już proste nie było. Po pierwsze bała się, że go wtedy straci, a wolała go mieć na tamtych zasadach niż wcale, po drugie po co miała mieszać mu tymi wyznaniami w głowie, jak w jego głowie i sercu była Leah, a po trzecie naprawdę uważała, że zasługiwał na kogoś lepszego od niej. Kogoś bezproblemowego. Bez byłego na głowie i problemów wyniesionych z chujowego dzieciństwa. Miała skopane poczucie własnej wartości i głęboko zakodowane w głowie, że jest do niczego.
Oczywiście nie chciała, żeby to zawsze tak wyglądało, żeby zawsze Clive musiał zaczynać, proponować wyjazdy, inicjować rozmowy, a nawet zachęcać Jodie do tego, żeby odważyła się marzyć i zaczęła mówić o swoich pragnieniach, pracowała nad tym i wsparcie Clive’a niewątpliwie jej w tym pomagało, ale potrzebowała czasu. Czuła, że traktuje ją poważnie, a mówiąc o przyszłości, rozmawiali tak naprawdę o czymś, co miało być wspólne.
Usuń— Czyli to jednak przeznaczenie — podsumowała żartobliwie swoje niebycie lekarzem, delikatnie się uśmiechając. — Ja zawsze będę miała dla ciebie czas — wyznała, odważyła się, choć ściszonym głosem. Nie po to, żeby cokolwiek udowadniać, bo nie miała ważnej roboty z misją, żeby wybierać, ale miłość była dla niej ważna i chciała się jej trzymać. Chciała o nią dbać. Chciała, żeby Clive wiedział, że nigdy i z niczym nie będzie sam.
Żadne z nich nie było szczęśliwe z tym, w jakim miejscu wylądowało, ale Clive szybciej się z tego pozbierał. To był okropny czas, paskudny rok, przez który się ogarniał, robiąc rzeczy, z których nie był dumny, ale udało się mu, bo poczuł, że stać go na więcej. Miał zbyt wiele do zmarnowania, z kolei Jodie w swoim bagnie taplała się od tylu lat, że oprócz tego, że zdążyła się przyzwyczaić, to kompletnie straciła wiarę w siebie. Spinała się więc, gdy Clive pytał ją o jej marzenia i plany, ale równocześnie potrzebowała tego impulsu, którym był. Potrzebowała, żeby w nią wierzył. Potrzebowała wsparcia, tej świadomości, że dla niego nic nie było stracone, bo jej przeszkadzało to, jak w tej chwili funkcjonowała, wmawiając sobie, że do niczego się nie nadaje. Nie chciała zapychać się napiwkami, które zdobywała na swoje cycki, którymi już nie świeciła. Nigdy jej to nie kręciło, tylko robiła to, bo odnalazła w tym swój sposób na to, żeby czasami wpadło jej więcej kasy, ale nie zamierzała tego ciągnąć, będąc z Clivem. Tylko problem w tym, że miała zajebiste cycki, które rzucały się w oczy bez względu na to, co zakładała, więc była skazana na to, że zawsze ktoś w nie zaglądał.
— Tak myślisz — zaśmiała się cicho, od razu czując się lepiej i pewniej wobec swoich planów, które może nie były szczytem marzeń, ale dobrym początkiem. — Gdyby nie ty, nawet bym o tym nie myślała — przyznała szczerze, żeby wiedział, jaki ma na nią wpływ. — Dzięki, Clivey — uśmiechnęła się, rozczulona jego słowami, choć nie oczekiwała pomocy, bo to wsparcie, które od niego dostawała, było wystarczające. Absolutnie kochane i wyjątkowe było to, że chciał z nią w tym być.
Jodie poruszyła się lekko, ponownie czując usta Clive’a na swojej skórze, a jej spojrzenie powędrowało za jego dłonią, która zniknęła pod warstwą piany, ale z taką śmiałością przesuwała się po jej ciele, że ona doskonale wiedziała, dokąd zmierza. Wiedział doskonale, że brał ją tą wkradającą się między jej nogi ręką z zaskoczenia, choć jej ciało poddawało się temu tak, jakby na to czekało i było gotowe. Rozchyliła usta, cicho wypuszczając powietrze i przymknęła oczy, czując, jak na niego reaguje.
— Lubię myśleć o naszej przyszłości — wyznała tylko zduszonym głosem, żeby Clive się niczym nie przejmował, bo snucie planów było dla Jodie trudne, ale przy nim… No z nim to było coś innego. Coś naturalnego, normalnego, nie smakowało jak naiwne wymysły, którymi próbowała się pocieszyć, żeby przetrwać, tylko prawdziwe plany. Wiedziała, że wszystko przed nimi, a oni jedynie rozmawiali, czego by chcieli, dlatego starała się nie nakręcać, ale teraz przyszłość Jodie malowała się w przyjemnych barwach, a to było bardzo ekscytujące.
Podobało się jej to, że Clive nie studził jej zapału, nie oceniał, nie wyśmiewał i niczego nie sugerował, tylko przyjmował bycie jej facetem, który naprawdę przy niej jest. I podobało się jej również to, w jakich miejscach wylądowała jego jedna, a potem druga ręka. Swobodnie odchyliła głowę, przymykając oczy, bo pocałunki, którymi trochę łaskotał ją po delikatnej szyi, były równocześnie bardzo odprężające i przyjemne, a dłonią między jej nogami nigdy nie zawodził. Westchnęła cicho, lekko owijając palce wokół jego nadgarstka i bardziej się na nim oparła, odwracając twarz w jego stronę na tyle, żeby wiedział, że szukała jego ust.
Usuń— Cliveyy… — wymruczała rozkosznie, odruchowo zaciskając nieco uda, choć biodrami lgnęła do jego dotyku, niemo prosząc o więcej. — Pomyślę o tym, jak bardzo się w tobie zakochałam — wyznała szeptem, czule dotykając jego warg i zatrzymała spojrzenie na jego oczach, pierwszy raz mówiąc coś tak wielkiego. Nagle w łazience zrobiło się bardzo ciepło, policzki Jodie oblały się rumieńcem, a jej serce waliło tak, jakby miało wyskoczyć z klatki piersiowej. — I o tych wszystkich rzeczach, które możemy zrobić — wyszeptała jeszcze, zanim skradła z jego ust namiętny pocałunek, trochę niepocieszona faktem, że on miał do niej pełny dostęp, a ona do niego ograniczony, choć starała się nie próżnować drugą ręką, szukając pod wodą miejsca, dzięki któremu dostanie się do Clive’a, a nie tylko będzie się o niego ocierać.
I belong to you 👩❤️💋👨🥰
Wraz ze skończeniem liceum, przestali być obecni w swoim życiu i to trochę trwało. Jodie coś tam próbowała, ale bardzo nieumiejętnie, a Clive miał na głowie ważniejsze i fajniejsze rzeczy od dawnej koleżanki ze szkoły, więc musiało się im to rozmyć. Stało się to naturalnie i przez dziesięć lat funkcjonowali tak, jakby żyli w innych światach. Nie interesowali się sobą przez ten czas, a przynajmniej nie tak oficjalnie i jawnie, dlatego niewiele wiedzieli o tym, co przez te wszystkie lata się wydarzyło. Jakieś pojęcie o czymś mieli, głównie dlatego, że przeszłość w postaci Wade’a była cieniem Jodie, natomiast przeszłość w postaci Leah bardzo długo trzymała przy sobie Clive’a, ale… To wszystko. Na tym ich wiedza się kończyła, dlatego Jodie wydawało się, że te dwa tygodnie związku, podczas których skupiali się wyłącznie na sobie, ale które jednak poprzedzili dwoma miesiącami ciszy, a jeszcze wcześniej układem bez zasad a jednak z zasadami, podczas którego nie traktowali się za każdym razem uczciwie, to trochę mało, żeby Clive oceniał jej wybory i to, jak radziła sobie z nich konsekwencjami. Bo one były chujowe i żałosne, a Jodie mogła tysiąc rzeczy zrobić lepiej, ale nie miał pojęcia, ile kosztowało ją, żeby się tu znaleźć. Jak wiele postawionych granic miała na swoim koncie, ile nieprzespanych nocy, ile strachu, na jak wielką odwagę musiała się zdobyć, żeby jej związek z Wadem stał się przeszłością. A to wszystko było przepełnione wstydem, bo czuła, że to była jej wina. Nikt jej nie zmuszał do tego, żeby zaufać Wade’owi i ze wszystkich facetów na świecie akurat, kurwa, w nim szukać miłości. Sama się w to wpakowała, dlatego sama próbowała uporać się z konsekwencjami tego beznadziejnego wyboru. Nie była z siebie zadowolona, bo bywało, że sobie z nim nie radziła albo obchodziła się z nim ostrożnie, choć wcale na to nie zasługiwał, ale równocześnie nie sądziła, że Clive uważał, że jest bezczynna i na wszystko mu pozwala. Próbowała ich chronić, bo może Wade był dla Clive’a przygłupem, który ma małego, ale sprowokowany Wade to pojebany Wade, a tego nie chcieli. I nie dlatego, że Jodie nie wierzyła, że Clive by sobie z nim nie poradził, ale nie wiedziała, czy ona by sobie poradziła, bo ten wielki przygłup był przy okazji człowiekiem, który zniszczył jej życie. To z kolei był jej fakt, który zaglądał głęboko w jej oczy i śmiał się jej prosto w twarz za każdym razem, gdy Wade stawał na jej drodze, gdy dostawała od niego wiadomość, gdy najebany wydzwaniał do niej w środku nocy. Czuła, że ma wsparcie Clive’a, choć nigdy o tym nie rozmawiali i to był problem, bo ona podejrzewała, że jemu się to nie podoba, a on nigdy wprost nie przedstawił jej, że ma do niej żal o jej bezczynność, choć Jodie uparcie uważała, że nie była bezczynna, tylko nie działała pochopnie. Może powinni to sobie w porę powiedzieć, zamiast gdzieś po cichu się nakręcać. Clive widział rozwiązanie, Jodie wiedziała, że pierwsze co usłyszy, jeśli gdziekolwiek to zgłosi, to pełne niezrozumienia, dlaczego nie zgłosiła tego wcześniej, bo oboje wiedzieli, że takie rzeczy się zdarzały, a ona nie znalazłaby ani jednego argumentu, który usprawiedliwiałby ten pojebany mechanizm, który był silniejszy od zdrowego rozsądku. Zresztą, to nie byłby pierwszy raz, gdyby usłyszała coś podobnego i to nie jej bezczynność sprawiała, że Wade czuł się bezkarny, tylko cały ten system, który poczucie winy wywoływał w ofiarach, obarczając ich odpowiedzialnością za to, że ktoś im coś robił. Clive jeszcze nie miał pojęcia, jak bardzo Jodie go potrzebowała, za to ona przekonywała się o tym każdego dnia coraz bardziej.
OdpowiedzUsuńJodie nie była Leah i, prawdę mówiąc, niewiele miała z nią wspólnego. Więcej je dzieliło, niż łączyło, a Jodie brzydziła się każdą rzeczą, którą Leah zrobiła Clive’owi, zaczynając od tego, jak go sobie owinęła wokół palca, wykorzystywała, korzystając z jego romantycznej, oddanej i wrażliwej natury, jak kopnęła go w dupę, robiąc mu świństwo, biorąc się za jego kumpla i jak do tego wszystkiego oskarżyła go o przemoc. Ona nigdy by mu tego nie zrobiła, wiedziała o tym, bo jeśli chodziło o lojalność, to Jodie była bardzo oddana, co udowadniała tym, jak praktycznie przez całą jej znajomość z Clivem ani razu się od niego nie odwróciła. Nie miało znaczenia, czy byli gówniarzami i umawiali się do kina albo na czyjąś domówkę, czy ciągnęli ten swój układ, czy byli parą. Bo w przeciwieństwie do jego byłej i do tego, co ich łączyło, Jodie zawsze stawiała Clive’a i relację z nim ponad siebie, co było ryzykowne, bo się na tym przejeżdżała, a on doskonale wiedział, jakie to ważne, żeby jednak stawiać na siebie i o siebie dbać. Była więc świadoma tego, co mu deklaruje, ale skoro to zrobiła, to najwyraźniej czuła, że tego właśnie chce. Nie miała w zwyczaju rzucania słów na wiatr, nie miała, po co tego robić, po prostu rozumiała to, co czuła do Clive’a, wyobrażała sobie, jak chciała, żeby to wyglądało, wiedziała, na co ją stać, dlatego to zrobiła. Jeśli potrzebował więcej dowodów i powodów, aby jej ufać, to brała to na klatę i postara się, żeby mu ich nie brakowało. Tylko wolałaby, żeby w tym wszystkim nie przenosił na nią tego, co zrobiła mu Leah, bo Jodie nie mogła walczyć z jej błędami tak, jakby należały do niej.
UsuńChciała się angażować, ponieważ zależało jej na tym, co łączyło ją i Clive’a, a o uczucia trzeba po prostu dbać. Wyznaniami, deklaracjami, gestami i obietnicami. Miała braki, nie miała pojęcia, czym jest zdrowa relacja pełna miłości, akceptacji, zaufania i zaangażowania z obu stron, ale nie była głupia. Wiedziała, czego od zawsze pragnęła i chciała mieć to z Clivem.
Te wyznania wychodziły z niej same, całkiem naturalnie, gdy tylko lekko otwierała usta, aby złapać kolejny ciężki oddech. Clive zasypywał jej skórę drobnymi, przyjemnymi i czułymi pocałunkami, co w połączeniu z łaskoczącą pianą i ciepłą wodą sprawiało, że jej mięśnie same się rozluźniały, pozwalając relaksować się w jego ramionach, w których czuła się najbezpieczniej na świecie. Jeśli ona uderzała mu do głowy, to ciężko powiedzieć, jakie działanie miał na nią Clive, bo potrzebował kilkunastu sekund, żeby wyrzucić z jej głowy wszystko i zapełnić sobą każdą komórkę jej ciała. Wariowała przy nim. Zadrżała mimowolnie i westchnęła głośno, pewniej obejmując palcami jego dłoń. Poruszyła nią śmiało, dociskając ją do siebie i wykonując nią powolne ruchy, pod wpływem których robiła się coraz bardziej mokra i coraz bardziej opierała się na Clivie, rozsuwając nogi na tyle, na ile wanna pozwalała.
— Clive — wyrzuciła z siebie zaskoczona jego zasadami, które właśnie ustalał oraz tym, jak jego palce wbiły się w jej udo, przyspieszając jej oddech i bicie serca. — Wolałbyś poczuć coś innego zamiast rączki? — zasugerowała bezczelnie z niebezpieczną pewnością siebie, jawnie go prowokując, co błysnęło w jej oczach. Cóż, istniały sposoby na to, żeby Jodie gadała mniej…
Czuła dreszcze i przyjemność płynącą z każdego jego ruchu, z tej dłoni, którą bezwstydnie prowadziła, choć nie potrzebował jej wskazówek. Przesunęła ją trochę niżej, zachęcając go do tego, żeby wsunął w nią palec i poczuł, jaka była gorąca i mokra. Patrzyła na niego błyszczącymi oczami, jakby była odurzona, a ten stan pogłębiał się wraz z jego wyznaniami.
Nieśmiały uśmiech pojawił się na jej twarzy, ciepło rozlało się po wnętrzu, pozwalając jej poczuć spokój, którego dotąd nie znała, a to było cholernie uzależniające uczucie. Pragnęła tego spokoju, normalności, tego wszystkiego, co przyziemne, co nieśmiało snuli, uwzględniając się tych planach. Co prawda wydawało się jej, że praca Clive’a niewiele ma wspólnego ze spokojem, a tym bardziej plany, które z nią wiązał, ale i tak zamierzała go wspierać. Patrzyła w jego oczy, równocześnie nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała, a z drugiej nie mogąc przestać się tym zachwycać.
Usuń— Pomyślę, choć mógłbyś to powtórzyć — wyszeptała z ekscytacją wprost w jego usta, które całowała z pasją i czułością, wreszcie mogąc wyrzucić się z tego, co do niego czuła. Uwielbiała ten stan, uwielbiała to, co oraz w jaki sposób się przy nim czuła, nigdy czegoś takiego nie przeżyła. Rozpierało ją to zakochanie, o którym sobie mówili, spokój zakorzeniał się w niej na tyle, że czuła się tak, jakby problemy nie istniały, zapominała o tym, że poza tym miejscem było coś jeszcze. Dla niej wszystko co najważniejsze było tam gdzie Clive.
and here’s another truth — you’re mine 🩷🍬
Clive nie był chujowym gliniarzem — po prostu nie mógł w dwa tygodnie naprawić wszystkiego, co w życiu Jodie było rozjebane. Tak prawdę mówiąc, to Jodie wolałaby, żeby Clive nie musiał naprawiać nic i żeby nie było spraw, które sięgały tak boleśnie głęboko w jej przeszłość. Spraw, które musiała rozgrzebywać i się z nimi mierzyć, a potem znowu do nich wracać, bo Wade, który był chodzącą definicją wszystkiego, co z tą jej przeszłością było związane, nie potrafił się odczepić. A bywały momenty, gdy było go mniej albo wcale, takie, podczas których Jodie była przekonana, że to już, że nigdy więcej go nie zobaczy, a jeśli zobaczy, to potraktują się jak powietrze. To wyglądało tak, jakby coś przestawiało się mu w głowie, jakby nagle postanawiał, że będzie mieć wyjebane, a potem przypominał sobie, że ktoś taki jak Jodie istnieje, świetnie się ma i jeszcze na złość mu układa sobie życie bez niego. Obecność Clive’a w tym wszystkim niczego nie ułatwiała, choć dla Jodie był wielkim wsparciem, nawet jeśli dla zasady o tym nie rozmawiali. Ale czuła, że przy niej był, że z nim jest bezpieczna i nawet strach wydawał się przy nim czymś abstrakcyjnym, chociaż skłamałaby mówiąc, że wcale się nie bała. Bała się i to o Clive’a. Trzymała to w sobie, praktycznie wcale nie pokazywała, choć zazwyczaj naprawdę wszystko było po niej widać, ale bała się, że ten idiota coś mu zrobi, sprowokuje albo da się sprowokować, bo jeśli chciał, żeby Jodie cierpiała, żeby było jej źle, żeby miała powody do zmartwień, to najbardziej logicznie było uderzać w źródło tego jej szczęścia i miłości, którym był Clive. Z jednej strony nie chciała uprawiać czarnowidztwa, które on tak namiętnie praktykował, bo z doświadczenia zakładał, że ludzie tacy jak Wade zawsze posuwali się za daleko, z drugiej nie chciała zmierzyć się ze świadomością, że wciągnęła go w coś, co by go ominęło, gdyby tylko się na siebie nie zdecydowali.
OdpowiedzUsuńZ kolei Jodie wierzyła w przeznaczenie i do niczego innego nie potrafiła dopasować tego, co wydarzyło się między nią a Clivem. To musiało być przeznaczenie, bo jak inaczej wytłumaczą to, że tyle się znali i tyle się nie widzieli, że wciągnęli się w coś, co miało być proste, ale się skomplikowało, że wymknęło się im to spod kontroli, dlatego najpierw buntowali się wobec tego, a ostatecznie zaufali temu, co do siebie czuli na tyle, żeby być razem. Dla Jodie to nie była kwestia przypadków. To, że najpierw każde z nich układało swoje życie na własnych warunkach tylko po to, żeby w jednym momencie wrócić do punktu wyjścia i zrozumieć, że mieli w sobie ten brakujący element. Najwyraźniej wcześniej by im to nie wyszło.
Potrzebowali siebie; Jodie trochę bardziej Clive’a niż on jej, ale oboje odnaleźli w tym byciu ze sobą coś, co ich uzupełniało i wypełniało pochłaniającą pustkę. Teraźniejszość nabrała sensu, przyszłość nie wydawała się taka odległa i niemożliwa, pełna nierealnych wyobrażeń. Wręcz przeciwnie — przy Clivie każde z tych wyobrażeń było prawdziwe. To przychodziło do niej powoli i nieśmiało, ale czuła, że czeka ją więcej i pragnęła tego. Pragnęła zostawić za sobą Mariesville i przenieść się do Atlanty albo gdziekolwiek, gdzie Clive zechce ją za sobą pociągnąć. Im dalej tym lepiej, ale liczyła się tym, że chociaż jej nic tutaj nie trzyma, to inaczej było z Clivem, ale ogarną to, mogła mu to obiecać, bo nie była wybredna i nie miała wielkich oczekiwań. Najważniejsze, że będą w tym razem.
Clive może nie mówił dużo, ale jak już mówił to konkretnie. Nie patyczkował się i nie gryzł się w język. Jak się nie odzywał przez całe lato, to się nie odzywał, ale gdy już to zrobił, to na całego. Jodie bardzo w nim to lubiła, bo sama miała problemy z konkretami. Mogła gadać dużo, ale trochę o niczym, żartując sobie, drocząc się albo rzucając bezwstydnymi propozycjami. Łóżkowa komunikacja nigdy ich nie zawodziła, tej życiowej dopiero się uczyli, ale chyba dobrze im szło, skoro byli razem, powtarzali, że się w sobie zakochali i snuli wspólne plany.
Jodie nie miała pojęcia kiedy i jak ze snucia tych planów, znaleźli się w momencie, w którym palce Clive’a wbijały się w jej udo, a on obsypywał jej skórę pocałunkami, ale ta wiedza do niczego nie była jej potrzebna. To, w jaki sposób ją dotykał, jak jego palce ją drażniły, a ona pod ich wpływem robiła się mokra i wrażliwa, to skutecznie odbierało jej rozum. Jakieś ciche i zduszone kurwa wyrwało się jej, gdy Clive przyznał, że chce ją poczuć, a to oznaczało, że musieli wyjść z tej wanny, z której wyjście nie było takie proste, gdy cała pulsowała, a jej nogi drżały.
UsuńPowietrze po wyjściu z wanny wydawało się chłodne, docierające wszędzie tam, gdzie skóra pozostawała wilgotna. Jodie odebrała od Clive’a ręcznik i próbowała się nim dokładnie wytrzeć, ale ostatecznie wyszło jej to trochę niedbale, bo ktoś sprawił, że ręcznik wypadł jej z dłoni. Westchnęła cicho w usta Clive’a, uśmiechając się i jeszcze przetwarzając w głowie to, co jej powiedział. Mógłby bez przerwy powtarzać jej, że się w niej zakochał, a w niej za każdym razem wywoływałoby to ten sam uśmiech i przyspieszone bicie serca.
W drodze do łóżka Jodie pozwoliła sobie na to, żeby Clive’a porządnie obmacać. Całowała go czule i namiętnie, a jej rączki z fascynacją przesuwały się po jego nagim ciele. W okolicy jego pasa i bioder, torsu, rąk, ramion i karku, aż w końcu jej palce wylądowały w jego włosach, delikatnie się na nich zaciskając. I nie przestałaby go dotykać, bezczelnie przy tym zaczepiając, gdyby nie fakt, że wylądowała na łóżku, a on nad nią, zasypując jej ciało pocałunkami tak intensywnie, że czuła się tak, jakby wzięła coś mocno odurzającego. Przymknęła oczy i rozchyliła usta, oddychając ciężko, czując elektryzujące dreszcze rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa, mięśnie, które napinały się w oczekiwaniu, gęsią skórkę, która pojawiła się na jej ciele wszędzie tam, gdzie lądowały jego pocałunki, bo Clive doskonale wiedział, jak doprowadzić do tego, żeby Jodie wariowała z rozkoszy.
Przygryzła lekko wargę i jęknęła cicho, wyginając plecy, gdy usta Clive’a zsuwały się z jej szyi na piersi, jakby prosząc o więcej i poruszyła się nieznacznie, gdy przesunął się jeszcze niżej, przyjemnie łaskocząc jej brzuch i podbrzusze. Wzięła głęboki, drżący oddech i podparła się na łokciach, obrzucając Clive’a spojrzeniem, gdy z tym swoim błyskiem w oku i elektryzującą śmiałością patrzył na nią gdzieś z dołu.
— Nie przestawaj, jestem twoja — wydusiła z siebie jedno z tych niespecjalnych życzeń, ale jakże ważnych. Cała wręcz drżała pozostając w tym pełnym napięcia i ekscytacji oczekiwaniu na jego ruch. Chciała, żeby ją dotykał, całował, pieścił, przekonywał się tym, jak niezawodnie na niego zareaguje. — Też chcę cię poczuć — rzuciła jeszcze, układając usta w zaczepnym uśmiechu. Przyjmowała go w każdej formie, chciała czuć go całego i pod każdym względem, ale nie byłaby sobą, gdyby się z nim trochę nie podroczyła. Nawet teraz. — Może 69? — zasugerowała figlarnie, choć patrząc na niego niezwykle niewinnie, ale tak już było, że mówienie o takich rzeczach przychodziło jej z większą śmiałością niż cokolwiek innego.
😏😏😏😏