2.09.2026

Lista Obecności #22

Drodzy mieszkańcy Mariesville!

Rozpoczynamy listę obecności, która potrwa do 7 września do godziny 23:59. Prosimy, aby każdy autor potwierdził swoją aktywność, wpisując poniżej w komentarzu następujące informacje:

- Imię i nazwisko postaci
- Wykonywany zawód
- Nazwa grupy
(jeśli dotyczy)
- Zajęty wizerunek (jeśli dotyczy)

Do wpisania się pod listę obecności zobowiązani są również autorzy, których urlop kończy się w trakcie jej trwania oraz ci, którzy dołączają na bloga i jeszcze nie opublikowali się z nową postacią.

Uwaga! Autorzy, którzy nie podpiszą się pod tą listą, zostaną uznani za nieaktywnych, a ich karty postaci oraz dodatki zostaną oznaczone etykietą Archiwum.

26.08.2026

[KP] Love Allen

Une chanson pour Love
premier morceau
Love Allen
Urodzona 14 lutego 1997 roku — Półfrancuska — Riverside Hollow — Nowicjuszka — Absolwentka Institut Français de la Mode — Bezrobotna — Właścicielka Blanci — Krawcowa i współwłaścicielka D'amour — Była szwaczka w D'amour — Opiekunka chorej na Alzheimera Buni — Karty tarota zawsze w podorędziu — Fanka grzybobrania — Specjalistka w waniliowej herbacie — Właścicielka całej palety czerwonych szminek — Absolutna kawoszka — Ranczerwka z krwi i kości — Uzależniona od papierosówBlachara
Ziściło się prawie wszystko o czym mówiła kiedyś Bunia, gdy w pewien listopadowy wieczór rozłożyła przed nią karty i zaczęła wróżyć o karierze, o przyszłości i miłości. Do tej pory pamięta grymas na poczciwej twarzy, zmarszczkę przy pomalowanych na czerwono ustach i długie, wątłe palce sunące po powierzchni podniszczonego tarota, gdy analizowała każdą z kart dając Love poczucie, że to jedna z ważniejszych chwil w życiu. Być może tak właśnie było, bo tę scenę pamięta do dziś niezmienną w jej pamięci od lat, włącznie ze smakiem pieczonych jabłek i waniliowej herbaty, która rozlała się na spodeczku. Pamięta, że podgryzała miękką skórkę złotawego jabłka, gdy Bunia uśmiechnęła się ciepło mówiąc o życiu w koronkach i atłasach i faktycznie to się spełniło. Bowiem przez całą karierę wyszyła setki koronek, przyczepiała koraliki, zszywała ramiączka, z igłą nie potrafiła się rozstać od dzieciństwa i to rzutowało na wszystko. Ukończyła Institut Français de la Mode i szybko zaczęła pracę w szwalni, skąd wychodziły coraz to nowe pończochy, rękawiczki i biustonosze, które zawładnęły Paryskim rynkiem powodując szybki rozrost kolejnych bieliźnianych sklepów matki. W znacznym stopniu przyczyniła się do rodzinnego majątku, co też zgadzało się ze słowami Buni, która śmiała się, że kiedyś Love sprawi jej prawdziwe perły. Tak faktycznie było, chociaż zbyt późno niż mogłaby sobie życzyć, bo dopiero kilka tygodni wcześniej zawiesiła na jej szyi sznur śnieżnobiałych pereł, z niepewnym uśmiechem mówiąc: „Miałaś rację, Bunia”.

Przyszłość przewidziała niemal doskonale, bo według przepowiedni opuściła ją kilka tygodni po tym listopadowym wieczorze wyjeżdżając do Paryża i Love przez dziecięce lata miała wrażenie, że Bunia to cholerna wróżka z baśni. Skąd mogłaby wiedzieć o tym, że dwadzieścia lat życia spędzi poza Mariesville? Teraz, jako dorosła osoba, już wie że wiedziała o raku ojca i rozwodzie rodziców i tamtego wieczoru przygotowywała ją na to co miało się stać. Nadal nie potrafi jeszcze sobie wytłumaczyć skąd zdawała sobie sprawę o tym, że nie będzie miała męża, bo Bunia mówiła o wielu kochających ją kobietach . Chyba miała intuicję, bo faktycznie za mąż nie wyszła, a w Paryżu kobiety wyznawały jej miłość co noc, gdy opadała w połacie ich włosów całując skroplone potem twarze. Nie pamięta już ile kobiet w sobie rozkochała, ile z nich porzuciła, nie pamięta nawet imion i najwyraźniej nie chce pamiętać.

Spełniło się wszystko, i koronki, i kobiety, nie spełniła się tylko miłość bo Love nie jest w stanie zaangażować się w kogoś bardziej niż w siebie, korzystając z młodości i urody. Przez lata żyła przeświadczeniem, że życie nie będzie ciężkie, bo Bunia przecież jej tego nie wywróżyła, ale życie przewróciło się do góry nogami w najbardziej brutalny ze sposobów. Teraz znów tu jest, uśmiechając się przez stół, wpatrując się w to jak Bunia rozkłada karty, a ona wbija widelczyk w zbyt mocno przypieczone jabłko wpatrując się w coraz bardziej wyblakłe karty. Z uśmiechem patrzy na babcię, na sznur pereł i kolejne serduszka w wiadomościach na komórce. „Wywróżymy ci przyszłość, kochanie.”
Kod EMME
Wizerunek Alicia Bercán. Wątki 0/3. Szukamy postaci damskiej i męskiej do romansu.

1.08.2026

Lista Obecności #21

Drodzy mieszkańcy Mariesville!

Rozpoczynamy listę obecności, która potrwa do 7 sierpnia do godziny 23:59. Prosimy, aby każdy autor potwierdził swoją aktywność, wpisując poniżej w komentarzu następujące informacje:

- Imię i nazwisko postaci
- Wykonywany zawód
- Nazwa grupy
(jeśli dotyczy)
- Zajęty wizerunek (jeśli dotyczy)

Do wpisania się pod listę obecności zobowiązani są również autorzy, których urlop kończy się w trakcie jej trwania oraz ci, którzy dołączają na bloga i jeszcze nie opublikowali się z nową postacią.

Uwaga! Autorzy, którzy nie podpiszą się pod tą listą, zostaną uznani za nieaktywnych, a ich karty postaci oraz dodatki zostaną oznaczone etykietą Archiwum.

9.07.2026

[KP] Millie Poe

Marilla A. Poe
Everybody wants to be the one who's right. Everybody wants the last word to end the fight. Everyday is a new day, with a chance to choose. Sometimes a way to win is to say you lose.

Millie Poe kilka słów szczegóły powiązania


Witamy i zapraszamy serdecznie ;) Millie to pozytywna dusza, która wróciła do korzeni, aby oczyścić głowę i nabrać perspektywy oraz - jeśli los okaże się łaskawy - zacząć od nowa... | E-mail: strollonpurgatory@gmail.com | Wizerunek: Meltem Akçöl

2.07.2026

Lista Obecności #20

Drodzy mieszkańcy Mariesville!

Rozpoczynamy listę obecności, która potrwa do 7 lipca do godziny 23:59. Prosimy, aby każdy autor potwierdził swoją aktywność, wpisując poniżej w komentarzu następujące informacje:

- Imię i nazwisko postaci
- Wykonywany zawód
- Nazwa grupy
(jeśli dotyczy)
- Zajęty wizerunek (jeśli dotyczy)

Do wpisania się pod listę obecności zobowiązani są również autorzy, których urlop kończy się w trakcie jej trwania oraz ci, którzy dołączają na bloga i jeszcze nie opublikowali się z nową postacią.

Uwaga! Autorzy, którzy nie podpiszą się pod tą listą, zostaną uznani za nieaktywnych, a ich karty postaci oraz dodatki zostaną oznaczone etykietą Archiwum.

5.06.2026

[KP] Soren Sterling

Liam Miller Liam Miller Alternate

Soren Sterling

„Frosty”

New York Rangers • #3
Wiek: 25 lat
Pozycja: Skrzydłowy (NHL)
Miejsce urodzenia: Mariesville

Słońce nad Georgią w sierpniu nie ma litości, ale tutaj, w cieniu starych jabłoni ciągnących się wzdłuż Maple River, powietrze pachnie inaczej - słodko, ciężko, domem. Soren Sterling ma dwadzieścia pięć lat, ciało warte miliony dolarów, nowojorski adres i prawe kolano, które przy każdym mocniejszym kroku przypomina mu o kruchości dorosłego życia. Kiedy siedem lat temu opuszczał Mariesville jako dzieciak z pierwszej rundy draftu NHL, myślał, że ucieka stąd na zawsze. Wielki świat połknął go w całości: Madison Square Garden, ryk dwudziestotysięcznego tłumu, błyski fleszy i lód tak idealnie gładki, że można było zapomnieć o istnieniu grawitacji. Stał się „Frostym” - zimnokrwistym skrzydłowym New York Rangers, chłopakiem z Południa, który rzucił na kolana hokejową północ.

Wszystko pękło w ułamku sekundy podczas majowych play-offów, gdy więzadła w kolanie nie wytrzymały presji, a wraz z nimi posypała się cała misternie budowana tożsamość. Po miesiącach samotnej rehabilitacji, w otoczeniu chłodnych spojrzeń menedżerów i natrętnych pytań dziennikarzy, Soren po prostu zniknął. Spakował jedną torbę, wrzucił na pakę pick-upa pokrowiec z kijami i ruszył na południe, prowadzony jakimś pierwotnym instynktem, który kazał mu szukać schronienia tam, gdzie nikt nie mierzy wartości człowieka liczbą strzelonych bramek.

1.06.2026

Lista Obecności #19

Drodzy mieszkańcy Mariesville!

Rozpoczynamy listę obecności, która potrwa do 7 czerwca do godziny 23:59. Prosimy, aby każdy autor potwierdził swoją aktywność, wpisując poniżej w komentarzu następujące informacje:

- Imię i nazwisko postaci
- Wykonywany zawód
- Nazwa grupy
(jeśli dotyczy)
- Zajęty wizerunek (jeśli dotyczy)

Do wpisania się pod listę obecności zobowiązani są również autorzy, których urlop kończy się w trakcie jej trwania oraz ci, którzy dołączają na bloga i jeszcze nie opublikowali się z nową postacią.

Uwaga! Autorzy, którzy nie podpiszą się pod tą listą, zostaną uznani za nieaktywnych, a ich karty postaci oraz dodatki zostaną oznaczone etykietą Archiwum.

18.05.2026

[KP] Maik Pavels

 Uwaga ! Możliwe treści uznawane za niewłaściwe dla osób niepełnoletnich. Czytasz na własną odpowiedzialność. 

 Podkład: Skillet - Shout your freedom


Prawdziwa miłość jest zawsze chaotyczna. Gubisz się, tracisz trzeźwy osąd. Nie umiesz się bronić. Im większa miłość, tym większy chaos.

Maik Pavels

Urodzony19/07/2001, Salzburg (Austria)
ObywatelstwoAustriackie i niemieckie
JęzykiNiemiecki, łaciński, francuski i angielski
ZawódListonosz
DodatkowoRenowator staroci
GrupaNowicjusz

Księgażycia
Mariesville powitało go śpiewem ptaków informujących o nastaniu kolejnego słonecznego, choć wciąż nieco chłodnego marcowego poranka. Tak jakby usilnie chciało pokazać się strudzonemu nieznajomemu ze swojej najlepszej strony. Dziś śmieje się, że ta urocza mieścinka wydająca mu się jeszcze wtedy niemal krańcem świata, najwidoczniej musiała podświadomie przeczuwać, iż potrzebował jej silnych ramion, by zapomnieć o niedowierzających minach krewnych, gdy wreszcie przyznał się, że z monachijskiego seminarium duchownego usunięto go już na początku drugiego roku pod zarzutem przemycania narkotyków do bursy. Okrutna prawda była jednak taka, że prochy, które odkryto w szafce należącej do Maika stanowiły własność jego ówczesnej dziewczyny, a on zwyczajnie wziął winę na siebie, wiedząc że gdyby na światło dzienne wyszła informacja, że nie tylko nieopatrznie zakochał się w córce mafiozy stojącego na czele miejscowego gangu motocyklowego, ale także od czasu do czasu przenocowywał ją w swoim pokoju, najprawdopodobniej oboje skończyliby za kratkami. A tak całą sprawę zamknięto we własnym gronie, a on dorobił się jedynie złamanego serca i nadszarpniętego honoru.
Autochtoni mający go początkowo za kolejnego wielkomiejskiego wygnańca i wolnego strzelca, który ze znudzoną miną zniknie z ich świata tuż po odbyciu kary wygnania nałożonej przez zamorskich rodziców, szybko uznali go za lekkiego dziwaka, jednego z tych których obcy akcent i wygląd wciąż pasują bardziej do europejskich metropolii, lecz sercem i duszą wydającego się być od dawna zwykłym wiejskim chłopakiem. Dość nietypowe połączenie, nieprawdaż ? Sam do końca nie potrafi zrozumieć, co mogła mieć na myśli pierwsza osoba, która go tak określiła. Grunt, że się przyjęło, a oni wreszcie zamiast irytować się jego całkowicie nieumyślnymi pomyłkami ich imion i nazwisk, poprawiają go ze śmiechem, informując że znowu znalazł się pod niewłaściwym adresem i wskazując prawidłowy. Chwała Bogu, że po tych wszystkich tygodniach podobne przypadki stają się coraz rzadsze, bo jeszcze niedługo zasłużyłby sobie na tytuł najbardziej roztrzepanego listonosza w dziejach miasteczka. Za to historie opowiedziane mu przez wszystkie gadatliwe staruszki pamięta doskonale nawet po wielu dniach. Do tego stopnia, że nie zauważył nawet momentu, w którym nagle stał się dla nich kimś w rodzaju spowiednika. Razem z listami, paczkami, gazetami oraz wieloma innymi rodzajami przesyłek każdego ranka dostarcza pod strzechy najnowsze plotki i szeroki, zaraźliwy uśmiech. Jest jednym z tych ziemskich aniołów, które instynktownie zdają się pojawiać wszędzie tam, gdzie ktoś potrzebuje ich wsparcia. Po godzinach nie tylko nadaje nowe życie różnorodnym starym gratom. Chętnie zaopiekuje się dziećmi sąsiadów, czy zrobi zakupy tej starszej pani z końca ulicy albo podrzuci ją do lekarza, a potem w milczeniu wysłucha jej żalów, choć wielokrotnie nie chcą tego już robić nawet jej właśni krewni.
Zakurzonapółeczka
* Absolwent Royal Roads University, conflict analysis and management.
* Mieszkaniec wynajmowanego domu w dzielnicy Riverside Hollow dzielonego głównie z turystami.
* Właściciel stalowoszarego Forda Explorera.
* W pracy poruszający się głównie za pomocą roweru lub hulajnogi.
* Opiekun Dodo (retriever z Nowej Szkocji, mała niespodzianka pozostawiona przez jednego z chwilowych współlokatorów) i Aramisa (asystujący duży szwajcarski pies pasterski wspierający go podczas napadów somnambulizmu).
* Karmiciel Portosa (kota syberyjskiego, o którego istnieniu dowiedział się dopiero oglądając zapisy z zamontowanej w ogrodzie fotopułapki).
* Dwóch starszych braci i jedna młodsza siostra.
* Kryptobiseksualista.
* Cichy wielbiciel tutejszych szarlotek i dyniowych przetworów.
* Kiedy tylko pogoda na to pozwala, wita dzień siedząc na balkonie z kubkiem waniliowo-orzechowej kawy i miską parującej kaszy manny z owocowymi dodatkami.
Pogawędkiudautorskie
* Prywatny limit postaci oficjalnie osiągnięty. Więcej męczyć nie będę.
* Znowu wzięło mnie na sentymenty, stąd kolejna lekka inspracja filmem pt. Zakazany owoc w reżyserii Edwarda Nortona.
* Przytoczony fragm. pochodzi z książki pt. Białe jabłka pióra Jonathana Carrolla.
* Na zdjęciu widnieje niemiecki TikToker Bene Schulz.
* Rodzeństwo do przejęcia.
* Chętnie przyjmiemy dłuższe i krótsze romanse.
* Jesteśmy otwarci na wszelkie inne wątki i relacje.
* Źródło kodu: Emme's Codes.
* Ewentualna dodatkowa droga kontaktu: mailowo pod ptkaln@gmail.com lub na Discordzie pod pantera_sniezna.
emme

18.04.2026

[KP] Riley Hayes

Riley Hayes
właść. Riley Cole Hayes — ur. 12.11.1994 w Abilene, Texas — nowicjusz — kowboj — prawa ręka zarządcy rancza w Davenport Ranch — trener koni w Mitchell's Horse Farm, gdzie pojawia się raz do dwóch razy w tygodniu — syn Duke'a i Eleny Hayes, właścicieli Hayes Cattle Ranch mieszczącego się ok. 40 km od Abilene — starszy brat Wyatta — w Mariesville od kilku miesięcy — mieszka na terenie rancza — jeździ czarnym, czternastoletnim pickupem — naturalna smykałka do mechaniki — złota rączka; naprawi prawie wszystko — fan muzyki country oraz klasycznego rocka — były zawodnik rodeo, który ma na koncie kilka tytułów — od dziecka zakochany w koniach i życiu na wsi — wolny duch, stroniący od zobowiązań — relacje
Jeden telefon.

Tylko tyle wystarczyło, byś porzucił pracę w Sunset Ridge Ranch i pojawił się w Mariesville, z całym życiowym dobytkiem zmieszczonym w jednej walizce. Tylko i aż tyle, aby stać się prawą ręką zarządcy rancza — człowiekiem od rzeczy, których inni nie chcą dotykać. Od koni, które nie chcą nikogo słuchać. Od chaosu, który trzeba zamienić w pracę. Tobie to jednak wcale nie przeszkadza, bo lubisz wszystko, co trudne. Zarządcę Davenport Ranch poznałeś wieki temu, całkiem przypadkiem, gdy pracowałeś sezonowo na jednym z teksańskich rancz. On został wysłany w ramach nadzoru nad spędem bydła i organizacją pracy, ty miałeś z nim współpracować. Tak zaczęła się wasza znajomość, nie sądziłeś tylko, że rozwinie się z tego tak trwała przyjaźń. A już na pewno nie zakładałeś, że wylądujesz w kolejnym zadupiu amerykańskiego południa, jak gdyby brakowało ich w Teksasie. Przeleciałeś już przez Abilene, San Angelo, Sweetwater i kilka innych rancz rozsianych tak daleko od miejskiej cywilizacji, że jedyne co ci towarzyszyło, to nadzieja, że tam nie umrzesz. Mariesville nie jest więc wyjątkowe. To kolejne miejsce na mapie, z którego pewnie znikniesz za kilka miesięcy, najwyżej za rok czy dwa. Nie wiążesz się z niczym na stałe, życie traktując jak płótno, na którym stawiasz losowe kroki. Wszystko jedno, nie masz przecież żony, dzieci, nie masz nawet psa, a co dopiero domu. Wszystko jedno, bo człowiek, którego całe życie nazywałeś ojcem, wyrzucił cię z domu i pozbawił nawet drobnego centa, gdy miałeś zaledwie dwadzieścia lat. Bolało, a potem, gdy już przestało, zrozumiałeś że nigdy byś go nie zadowolił. Ani jego, ani matki, która sama nie wie czego chce od życia, szczęścia szukając w alkoholu.
Szukałeś więc, najpierw akceptacji, potem radości z życia, skacząc z jednego rancza na drugie, biorąc udział w rodeach i ucząc się, że czasem proste, choć z lekka szalone rzeczy dają ci smak czegoś, co przypomina prawdziwe życie. Nie szukasz więc wielkich rzeczy, nawet jeśli masz ku temu predyspozycje. Może właśnie dlatego wystarczył tylko ten jeden telefon, byś pojawił się w Mariesville — kolejnej nazwie na liście zdobytych miejsc, choć w głębi wiesz, że to jest dużo bardziej wyjątkowe niż pozostałe. Bo to właśnie tutaj wychowywała się zarówno twoja matka, jak i mężczyzna, który może być twoim ojcem.

A ty, bez żadnego konkretnego planu, masz utkać coś z tego, co tym razem dało ci życie.


Cześć! Zapraszamy :) ✉️ cinnamoonlattee@gmail.com 📝 wątki: 1/...

13.04.2026

[KP] Pomme Baron


rozwódka | dwadzieścia sześć lat | rodzice właścicielami wytwórni filmowej l’illusion | nie zajmuje się niczym konkretnym. Nie musi. Rodzice zawsze się wszystkim zajmowali, zajmują i będą zajmować. | w Marsiesville od trzech miesięcy

Pomme nie musi się czymś zajmować. Jest jak wolny ptak, ze stałymi dochodami w postaci kart kredytowych od tatusia. Pomme studiowała, ale tylko po to, aby nikt z rodziny nie mówił, że niczego się nie podjęła. Rzuciła studia na drugim roku uznając, że to i tak nie ma najmniejszego sensu. Rzeczoznawstwo nie było dla niej. Rzeczoznawstwo brzmiało fajnie. Brzmiało jak coś, czym można się pochwalić. Okazało się jednak niewystarczająco fajne dla Pomme. Pomme nie była wystarczająco zainteresowana tym, co tylko z pozoru wydawało się być czymś. Czymś było kiedyś pokazywanie się na imprezach, wciąganie koki i palenie cracku, ślub z nieznajomym facetem i wizja wspólnych wieczorów w oparach marihuany. Mariesville zdecydowanie nie jest czymś. Bycie w Mariesville wcale nie jest cool. Cool było w LA, gdy dla odmiany pieprzyła się z poznanym w klubie facetem, bo mąż wydawał się tak cholernie nudny. Nie wiedziała nawet, po co właściwie go ze sobą tam wzięła. Bycie w Mariesville to szantaż. Bycie w Mariesville to przyrzeczenie, że się zmieni, że wróci ukochana, maleńka Pomme. Mariesville lub odcięcie od rodzinnych pieniędzy. Nie zastanawiała się długo. Spogląda w lustro i ugniata miękkie, rdzawe loki. Nakłada jasny podkład na twarz i przeciąga czerwoną pomadkę na wargach. Używa ulubionych, mocnych perfum i zakłada kaszmirowy sweter. Zarzuca na ramiona jesienny prochowiec, wsuwając na nogi ulubione szpilki. Nie czuje się tutejsza, ale doskonale wie, że właścicielka najbliższej piekarni to ciotka tego sprzedawcy w aptece. Sprzedawczyni kwiatów dokładnie wie, które są ulubionymi Pomme. A Pomme się nudzi. Co wieczór przesiaduje w miejscowym pubie, barmani ją kojarzą, ale ona i tak od czasu do czasu przedstawia się jako ktoś inny i czeka. Czeka na wielką przygodę swojego życia, na kogoś, na coś, chyba na znak. Tylko jaki i po co? 

wszelkie ustalenia na e-mailu wyborowealoe@gmail.com; buźka ukochanej Darii Sidoruchk/Reytel

12.04.2026

[KP] Dean Walker

Don't hide your mistakes
'Cause they'll find you


Dean Walker

02.02.1994  Rodowity mieszkaniec Lokalny Bohater Mieszkanie na Downtown

Instruktor Blue Wave Kayaks na pół etatu Barman w The Rusty Nail

Pierwszy raz włożył buty strażackie, kiedy miał pięć lat, a w dłoni trzymał zabawkowy wóz strażacki. Należały do jego ojca, znoszone i starte, pamiętające dziesiątki pożarów. Zbyt duże, aby mógł w nich zrobić choćby krok, ale już wtedy wiedział, że nadejdzie dzień, kiedy on włoży takie same i będzie niósł pomoc potrzebującym. Dokładnie ten moment został uwieczniony na fotografii, która już od ponad dwudziestu lat zdobi kominek w rodzinnym domu Walkerów w Applewood Grove. Zdjęcie każdego dnia przypominało mu o przyszłości, którą sobie wymarzył. Czternaście lat później nosił już własne buty i nie sądził, że kiedykolwiek nadejdzie dzień, który zmusi go do zdjęcia ich na stałe.

Nazwisko Walker od dekad cieszyło się sympatią i szacunkiem w miasteczku. Było synonimem bezpieczeństwa. Walkerowie pomagali tym, którzy tego potrzebowali i nie tylko wtedy, kiedy nosili mundur. Mieli to we krwi. Zapisane w kodzie DNA. Nie potrafili przejść obojętnie obok krzywdy. Wyciągali pomocną dłoń do każdego kto tego potrzebował. Pomoc, którą nieśli nigdy nie była na pokaz. Dean od małego obserwował, jak jego rodzice dumnie wspierają mieszkańców Mariesville i dokładają wszelkich sił, aby miejsce, które nazywali domem było bezpieczne i miało w swojej społeczności osoby, którym tak po prostu zależy. Wyniósł z domu dobre wychowanie, chęć niesienia pomocy i podobnie, jak wszyscy wokół, nie wie, jak i dlaczego doszło do tragedii, która sprawiła, że nazwisko Walker z dnia na dzień przestało kojarzone być z bezpieczeństwem.

Na pozór perfekcyjne życie rozpadało się, a reputacja, która budowana była od lat rozsypała się w przeciągu dni. Wciąż pamięta tamte noce spędzone na poszukiwaniach Grace Brooks i Kate Collins. Pamięta dokładnie chwilę, kiedy w wysokiej trawie dostrzegł kasztanowe włosy Grace, które znał przecież tak dobrze. Niemal każdą niedzielę spędzała z jego rodziną doklejona do boku starszego brata Deana, Caleba. Pamięta Kate leżącą kilka metrów dalej. I jeszcze lepiej zapamiętał moment, w którym wyprowadzano w kajdankach Caleba z ich rodzinnego domu.

I wtedy nazwisko Walker przestało w miasteczku znaczyć cokolwiek.

Mimo, że nie miał z tym nic wspólnego, cień podejrzeń i obrzydzenia spadł również na niego. Odszedł ze straży sam. Nie, bo tego chciał. Odszedł, ale dlatego, że widział w oczach ludzi coś, czego nie był w stanie znieść. Strach. Nieufność. Wątpliwość. I pytanie, którego nikt nie zadał wprost czy on naprawdę o niczym nie wiedział?

Mógł wyjechać, ale tego nie zrobił. Z ratowania ludzi przerzucił się na nalewanie piwa wieczorami w The Rusty Nail, a podczas sezonu letniego pracuje jako instruktor w Blue Wave Kayaks. Po poprzednim życiu zostało mu parę wspomnień, których woli nie przywoływać. I dwa koty, Bart i Lisa, które w spadku zostawiła mu ex. Darlene wolała wyjechać do Atlanty z gościem, którego latami nazywał najlepszym przyjacielem. I szczerze? Nawet się jej nie dziwił. Też wybrałby spokój i anonimowość niż tkwirnie u boku faceta, który mimo niewinności stracił w oczach większości.

Hej! Dean pojawił mi się w głowie przypadkiem i nie chciał z niej wyjść. I oto jest.
Chętnie przygarniemy wszystko. Bysiaa44@gmail.com
Christian Hogue użycza buźki. TDG użycza cytatu.

9.04.2026

[KP] Ophelia Mitchell


Ophelia Mitchell

Ophelia Jane Mitchell, urodzona 23.12.2003 roku w Mariesville ♥ rodowita mieszkanka, najmłodsza z trójki rodzeństwa, córka właścicieli kliniki weterynaryjnej i stadniny koni ♥ wiele szybko przemijających pomysłów na życie, lecz brak konkretnego i trwałego ♥ aktualnie piastuje posadę recepcjonistki w Mariesville Clinic ♥ mieszka u siostry i rozkoszuje się niezależnością ♥ opiekunka i przyjaciółka trzyletniej Irish ♥ rodzinny buntownik i opozycjonista o wybujałej fantazji, balansujący między skrajnościami —•— powiązania

——— As legend has it, you are quite the pyro
You light the match to watch it blow ———

Gdyby bujanie w obłokach przeliczało się na pieniądze, zapewne nie musiałaby się martwić o swoje dalsze losy. W świecie fantazji bowiem żyje się lepiej i łatwiej, niż w tym realnym, zwłaszcza gdy ciężko pogodzić się z surowymi standardami tego ostatniego. Nierzadko zdarza jej się pragnąć zmian, które nigdy nie nastąpią i buntować się przeciw temu, co od stuleci biegnie utartymi szlakami — bezpiecznymi, bo znanymi, choć nudnymi i ograniczającymi rozwój. Rzeczywistość sprawia jej problem, bo jest w niej zbyt wiele sprzeczności, nielogiczności, czy też zmarnowanego potencjału, by była w stanie przymknąć na to oczy. Choć zarazem ma też smutną świadomość, że bycie w opozycji niczego tutaj nie zmieni — jedynie utrudnia życie jej samej. Cóż, rozsądek zazwyczaj podpowiada jedno, a serce zupełnie co innego; zwłaszcza serce marzycielskie i impulsywne bywa w wiecznym konflikcie z racjonalnym, nieustannie pracującym rozumem, który przecież sam sobie wielu z tych praw życia niejednokrotnie nie umie wytłumaczyć.
Mówi raczej niewiele, ale sporo za to rozmyśla, zarówno o rzeczach z kosmosu, jak i tych całkiem prawdziwych. Tyle chciałaby się dowiedzieć, tyle zmienić — w życiu, ale i w ludziach — i sprawić, że świat nabierze zupełnie nowych barw. Okresy czegoś na kształt euforii przeplatają się w niej ze stanami depresyjnymi i brakiem chęci do czegokolwiek, a praprzyczyna obu leży u stóp nadziei — że da radę ze zmianami — albo jej braku. Dużo marzy, rozmawia ze zwierzętami, wypija hektolitry białej herbaty. Książki pochłania, jak spragniony wędrowiec wodę, zna wiele ciekawostek, które nikogo nie zainteresują na dłużej i chciałaby zostać kimś, kto dokonuje rzeczy wielkich — tyle tylko, że wciąż nie wie kim.

——— But love was a cold bed full of scorpions
The venom stole her sanity ———

3.04.2026

Lista Obecności #17

Drodzy mieszkańcy Mariesville!

Rozpoczynamy listę obecności, która potrwa do 7 kwietnia do godziny 23:59. Prosimy, aby każdy autor potwierdził swoją aktywność, wpisując poniżej w komentarzu następujące informacje:

- Imię i nazwisko postaci
- Wykonywany zawód
- Nazwa grupy
(jeśli dotyczy)
- Zajęty wizerunek (jeśli dotyczy)

Do wpisania się pod listę obecności zobowiązani są również autorzy, których urlop kończy się w trakcie jej trwania oraz ci, którzy dołączają na bloga i jeszcze nie opublikowali się z nową postacią.

Uwaga! Autorzy, którzy nie podpiszą się pod tą listą, zostaną uznani za nieaktywnych, a ich karty postaci oraz dodatki zostaną oznaczone etykietą Archiwum.

2.04.2026

[KP] Rose Paraquat

ROSIE

Rose Paraquat z domu Garner ✽ 12/08/1988 ✽ wicedyrektorka i nauczycielka chemii w Mariesville High School ✽ rodowita mieszkanka ✽ mama trzynastoletniej Daisy oraz szesnastoletniego Reedadom w Applewood Grove ✽ w separacji od dwóch miesięcy

Urodziła się w domu, w którym zapach świeżo wypiekanego ciasta walczył o uwagę z zapachem świeżo ściętych kwiatów, którymi tata regularnie obdarzał jej mamę, kiedy wracał z pracy w Atlancie. Dopiero co wysuszona pościel, składana w zgrabną kostkę, zawsze była poprzetykana woreczkami z potpourri, gdy czekała na swój czas w szafie, a przedpokój pachniał mokrą ziemią i mchem naniesionymi na brudnych butach. Miała szczęście dorastać w domu, którego zapachy, kojarzące się z sielanką, idealnie obrazowały to, jaki on był w rzeczywistości. Tata, nie ojciec, był i wciąż jest człowiekiem spokojnej natury, zamkniętym w sobie i szaleńczo zakochanym w żonie, którą, gdyby nie schorowane ciało, najchętniej wciąż nosiłby na rękach, ale zamiast tego w każdą sobotę zabiera ją na tańce. Mama, nie matka, nadal piecze ciasta i szykuje mężowi śniadanie, chociaż ten nie pracuje od kilku lat, nazywając go starym durniem, gdy zapomni wziąć lekarstw. Siostry, Violet i Iris, są dla Rose najbliższymi przyjaciółkami, które, chociaż pracują w Atlancie, wpadają regularnie do rodzinnego domu ze swoimi bliskimi.

Rose została, a właściwie powróciła do Mariesville, gdy w wieku dwudziestu jeden lat zaszła w nieplanowaną ciążę i wyszła za Evana Paraquata, którego lubiła szczerze, ale daleko było temu uczuciu do prawdziwej miłości. Zamieszkała najpierw w niewielkim mieszkaniu w Downtown, a ponieważ Evan wciąż studiował, kiedy ona przerwała naukę na jakiś czas, siedziała tam prawie sama i myślała nad tym, co zrobić ze swoim życiem, gdy maleńka istotka przytulała się do jej piersi. Ukończyła edukację dwa lata później, niż miała zamiar. Nie poszła na studia medyczne, jednak nigdy nie żałowała tej decyzji, czerpiąc niesamowitą radość z pracy jako nauczycielka w Mariesville High School, w którym po pewnym czasie została wicedyrektorką.

Mamą drugiego, małego człowieka została niedługo po otrzymaniu dyplomu, mając nadzieję, że przyjście na świat Daisy zbliży ją z jej ojcem, który, tak jak niegdyś tata Rose, bywał w domu jedynie w weekendy. Mogła dzięki temu być dumną żoną adwokata bigamisty, który prócz niej, poślubiony był pracy.  Nigdy nie byli blisko, bo nie zdążyli być, nigdy też nie pokochali się tak, by przetrwać wszystko i wszystkich. Nauczona swojego słomianego wdowieństwa, bez perspektyw na jakiekolwiek zmiany i zbyt przyzwyczajona do tego, jak było, trwała w małżeństwie bez miłości, ale z szacunkiem. Dopiero wtedy, gdy w końcu przypomniała sobie, jak rzeczywiście powinno bić serce, postanowiła, że nie mogą tak dłużej. Evan nie był zdziwiony, bo i on myślał o tym od kilku lat, dlatego są w tym momencie w separacji, chociaż oboje wiedzą, jaki będzie jej finał, i zdaje się, że nawet nie czują żalu.


Odautorsko

Witam serdecznie i zapraszam :)

można mnie znaleźć tu: highoctanewater@gmail.com

Poniższe wpisy mogą zawierać treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.



[KP] Wayne Alexander

Wade

Wayne Alexander —12.09.1988 — właściciel firmy stolarskiej Alwood — dom na obrzeżach Farmington Hills — rozwodnik — samotnie, z pomocą rodziców wychowuje czteroletnią Hazel i dziesięcioletniego Jacoba — w Mariesville od zawsze — Sugar

O Waynie Alexandrze wiele można byłoby mówić, bo chociaż nigdy nie zrobił w swoim życiu niczego spektakularnego, nie znajdował się na nagłówkach tabloidów, to na podstawie historii, które go spotkały można byłoby napisać książkę. Nie jedną, ale trzy, o trzech kobietach, które swoim odejściem zatrzęsły jego życiem w posadach, za każdym razem zupełnie zmieniając znaną mu rzeczywistość. 

Pierwszą była matka, która kierowana znudzeniem rolą kury domowej, postanowiła, że wyrusza w wielki świat, aby odnaleźć siebie. Wayne miał wtedy sześć lat i zupełnie nie rozumiał, czemu mama nie może odnajdywać siebie w Mariesville, albo czemu nie mogła go zabrać ze sobą, skoro to on był ukochanym, najmłodszym synkiem, wiecznie rywalizującym o uwagę ze starszą siostrą i wygrywającym te potyczki niemal za każdym razem. Odejście Pani Alexander było dla niego przykre, ale nie złamało mu serca, którym w moment zaopiekował się troskliwy ojciec i dziadkowie. Cała trójka nie pozwoliła, by sześcioletni chłopiec, z obdartymi kolanami, płakał za kobietą, która nawet nie dzwoniła, tylko wysyłała ckliwe listy, tandetną biżuterię dla siostry i samochodziki Hot Wheels dla niego. Mimo braku jednego rodzica, miał dobre dzieciństwo. 

Drugą kobietą była jego szkolna miłość, która odeszła w sposób znacznie bardziej dramatyczny, ale równie niespodziewany i której odejścia nie dało się już zająć samochodzikami, kolorowankami, czy grą w piłkę. Pustki po niej nie zapełniła też kilkutygodniowa podróż motocyklem po Stanach Zjednoczonych, która miała być hołdem dla ich niespełnionych planów i marzeń. Wtedy też Wayne zrozumiał, że nigdy nie znał tak prawdziwie ani jej, ani swojej matki, bo nie da się kogoś poznać tak naprawdę i jesteśmy w stanie zobaczyć jedynie tyle, ile nam samym ktoś pokaże.


Trzecią kobietą była jego żona, z którą starał się budować szczęśliwe życie, ale którą nie potrafiło zadowolić ani miasteczko, ani możliwości które oferowało, ani on sam, który według niej tych możliwości nie miał wystarczająco. Wychodząc za przepiękną dziewczynę, poznaną w barze w Camden, która opowiadała mu o swoich wielkich planach nachylając się nad kolorowym drinkiem, powinien był wiedzieć, że właśnie patrzy na młodszą wersję własnej matki i że ta historia też nie ma prawa zakończyć się inaczej. 



Odautorsko:

Witam serdecznie i zapraszam :)

można mnie znaleźć tu: highoctanewater@gmail.com

Poniższe wpisy mogą zawierać treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.