28.03.2026

[KP] Marcus Whitmore

 


MARCUS LOGAN WHITMORE

15.10.1992 r, Mariesville | Lekarz Medycyny Ratunkowej w St. Mary’s Hospital | Samotnie wychowujący pięcioletnią Lilly | Wdowiec

R e l a c j e               

Od trzech lat Mariesville ma dla niego zupełnie inny zapach. Dawny aromat rozmarynu i porannej kawy bezpowrotnie ustąpił miejsca woni antyseptyków, krochmalonej bawełny i jednostajnego deszczu, który stał się stałym tłem jego nowej codzienności.
W szpitalu św. Judy doktor Whitmore zyskał miano legendy – precyzyjnego mechanizmu, którego chłodny profesjonalizm budzi u pacjentów bezgraniczny podziw, a u współpracowników narastający lęk. Za murem beznamiętnego spojrzenia, którym ucina każdą próbę rozmowy, kryje się system obronny wzniesiony cztery lata temu. Marcus nie tyle leczy ludzi, co naprawia uszkodzone podzespoły, pilnując, by żadna emocja nie doprowadziła do awarii jego własnej, kruchej konstrukcji.
Ta lodowa tarcza rozpada się jednak w pył każdego ranka punktualnie o 6:30. Pięcioletnia Lily to jedyna osoba, dla której ten posągowy mężczyzna potrafi z wielką powagą debatować nad wyższością skarpetek w dinozaury nad tymi w brokatowe gwiazdki. Dla świata pozostaje genialnym, lecz pozbawionym uczuć diagnostą; dla córki jest tatą od fantazyjnych naleśników, wieczornych bajek i nieco koślawych warkoczy.
To właśnie córka stanowi jego jedyny łącznik z rzeczywistością, zmuszając go do każdego kolejnego oddechu w dławiącej ciszy salonu. Mężczyzna nie idzie naprzód z własnej woli – robi to wyłącznie dla niej. Co rano przywdziewa maskę profesjonalizmu niczym zbroję, by wieczorem zdjąć ją i mimo palącego bólu w gardle, snuć opowieści o zmarłej matce. Czas nieco stępił ostrze cierpienia; Marcus przywykł już do pustki po drugiej stronie łóżka. Musi wierzyć , że kiedyś będzie inaczej niż- nawet jeśli każde wypowiedziane słowo wciąż jest trudną walką o jutro.



Cześć! ;) 

10 komentarzy:

  1. [Cześć, hej!
    Podoba mi się ten kontrast – zimny, konkretny lekarz, ale troskliwy i zaangażowany ojciec :D pewnie to rozgraniczenie mimo wszystko pomaga w pracy!
    A Lily to totalna perełka! Od razu pomyślałam, że może chętnie uczęszczałaby na zajęcia plastyczne prowadzone przez Arię? Aria jest w Mariesville od dwóch lat, a od pół roku organizuje takie warsztaty dla mieszkańców w różnym wieku, więc… jeśli Lily lubi malować, rysować i tworzyć, to my chętnie zaopatrzymy się w farby i brokat, dużo brokatu! ✨]

    Aria Kennedy 🖌️🎨

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jej, tak, też podbijam, ten kontrast jest wybitny, to jest urocze że jedna mała dziewczynka kruszy wszelkie grube mury dorosłego mężczyzny. Mnie jeszcze ujmuje mała Lily, jest totalnie urocza i na pewno dyskusje z nią załamują rzeczywistość, dzieci mają do tego wyjątkowy talent 😉
    Współczuję Marcusowi i rozumiem, że wzniosl wokół siebie lodowiec, by się bronić. Jednocześnie to bardzo smutne, że nie ma już spojrzenia na świat jak przed stratą żony i teraz córka jest jego soczewką. Abi chętnie zostałaby dorywczą nianią i pomogła, jakkolwiek! Pewnie bliżej byłoby jej do Lilki niż jej taty, ale hej, może właśnie to byłoby potrzebne tej dwójce! 🌸
    Dobrej zabawy i czegoś co ukoi pana doktora. Cześć, miło Was widzieć 😊]

    Abigail

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hejka! Karta bardzo przyjemna, historia Marcusa już mniej, ale jako autorzy chyba lubimy próbować naszych bohaterów. Witam serdecznie, życzę dużo weny, chęci i czasu na wątki. Gdyby Pan Lekarz miał ochotę na jakiś wątek z Tessą, to śmiało dawaj znać 😉]
    P.S. Małe dziewczynki chyba mają w sobie coś z lodołamacza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że zapomniałam się podpisać

      Theresa Moore 👮‍♀️🔫

      Usuń
  4. [Cześć, karta cudna i smutna jednocześnie. Miłości nie zagwarantuję, ale przyjaźń już tak. Zatem, jeśli jest ochota to zapraszamy ciepło i otwartymi ramionami.
    Dużo wątków, powiazań i dobrej zabawy ;)]

    Ines

    OdpowiedzUsuń
  5. [Totalnie rozumiem, więc mam nadzieję, że żyćko będzie trochę bardziej łaskawsze!
    Bardzo dziękuję za miłe słowa co do KP Arii – cieszę się, że udało mi się złapać tę zjawiskowość.
    Możemy w sumie ustalić, że Lily przychodzi już na zajęcia od pół roku, więc dziewczyny by się znały, dyskutowały o dinozaurach i miały jakieś tam swoje rytuały, no wiesz, „dziewczyńskie sprawy” xD I tak, tak, mama Arii pracuje jako pielęgniarka, więc to też totalnie można wykorzystać! Rose, jako mama, jest takim troskliwym promyczkiem, jestem pewna, że pacjenci ją uwielbiają, więc i pewnie dobrze im się razem pracuje :D
    Gdybyś chciała jeszcze coś ustalić, to podrzucam maila: ayliri.lunah@gmail.com, ale myślę, że możemy zacząć od tego, jak Marcus podrzuca Lily na zajęcia?]

    Aria Kennedy 🖼️🎨

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dziękuję ;)
    Cóż - tak to u nas bywa. Z chęcią zapraszamy z Ines na ciastko i kawkę, jak znajdzie chwilę.
    Tak sobie pomyślałam, by się znali z czasów, gdy sama Ines trafiła na ratunkowy, gdy dzidzia stwierdziła, iż nadszedł już jej czas (Alex urodził się pod koniec 7 m-ca) i stały się komplikacje. Pomógłby jej wtedy a ona ciepło o nim później wspominała. Później czasem sie niezobowiązująco spotykali jak przyjaciele.
    Potem Ines znikła na 2 lata bez znaku, by sie na powrót pojawić w mieście. Przypadkowo, by sie spotkali w szpitalu podczas rutynowych badań. gdzie czekała na wyniki badań.

    Oczywiście jakby ci jeszcze coś chodziło po głowie to zróbmy burze mózgów ;>]

    Ines

    OdpowiedzUsuń
  7. [Również dziękuję za miłe słowa! 🧡 Podoba mi się ten pomysł, zacznę nam na dniach przesłuchanie w przychodni 😊]

    Abi

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć, dzień dobry! Ostatnio trochę mi się zastygło w blogowym życiu, ale wracam i jak miło widzieć, że Mariesville również odżywa. Widzę zafascynowanie Bailey osobą Marcusa, więc jeżeli nie odstrasza Cię wiek mojej małolaty, to z ogromną chęcią zapraszam na wątek!]

    Bailey

    OdpowiedzUsuń
  9. Wieczór powoli opadał na małe miasteczko, a ulice tonęły w miękkim świetle latarni. Abigail, promienna i pogodna zazwyczaj, a przede wszystkich chyba z tego i swoich płomiennorudych włosów najbardziej popularna, szła spokojnym krokiem w stronę szpitalu i konkretniej gabinetu Marcusa. Mimo że była już późna pora, na jej twarzy nie malowało się zmęczenie, raczej delikatny uśmiech, który zawsze rozświetlał jej twarz. Znad głowy unosiła małą torebkę, aby osłonić się przed delikatnym deszczem, a w głowie powtarzała sobie, że tym razem uda się zdobyć leki na lepszy sen, choć wystarczyłoby przestać przesadzać z winem niekiedy i tyle.
    Podłe nastroje, smutne wspomnienia i nieprzespane noce towarzyszyły jej od kilku dni. Zamiast spokojnie zasypiać, Abigail rozpamiętywała przeszłość przy lampce, a rano budziła się z migreną, która uniemożliwiała jej normalne funkcjonowanie. Oczy miała nieco podkrążone przez to, a myśli jakieś roztrzepane. Wiedziała, że musi coś z tym zrobić, nie chciała się poddać kolejnemu cyklowi smutku i zmęczenia. Miała poza tym masę pracy do zrobienia, wróciła aby pomóc rodzicom w prowadzeniu rodzinnego pensjonatu, a teraz gdy oni oboje wyjechali na badania i leczenie taty, po prostu... musiała dać z siebie wszystko, by zaufali, że kiedyś gdy przejmie pensjonat to wszystko będzie dobrze.
    Kiedy weszła do gabinetu, zastała młodego lekarza, który przyglądał się jej z lekko zdystansowanym wyrazem twarzy- jak zawsze. Abigail znała go przede wszystkim z tego, że nie pozwala się poznać, choć ich relacja była raczej formalna, znała go jako sumiennego i poważnego lekarza, a jednocześnie ceniła jego dystans, bo wiedziała, że to sposób, w jaki radzi sobie z własnym bólem i stratą. Wszyscy o tym wiedzieli, w Mariesville nic nikomu nie umykało. Abigail często dorywczo zajmowała się jego córką, pomagając w drobnych sprawach, przynosząc własnoręcznie pieczone ciasteczka czy po prostu słuchając, gdy dziewczynka opowiadała o swoich przygodach, ale sama też nigdy nie wściubiała nosa w nie swoje sprawy. Własnymi problemami z kimś, kto nie jest jej szczególnie obcy też niespecjalnie się dzieliła, szczególnie ostatnio, gdy doszło jej nieco trosk.
    - Dzień dobry, panie Whitmore, migreny powróciły - Abi uśmiechnęła się ciepło choć blado, mówiąc od razu, z czym ma problem, nie chcąc marnować jego czasu. Wiedziała, że choć ich relacja jest skromna, to czuła, że może na niego liczyć i jest profesjonalistą. Rozpięła kurtkę, przysiadła na krześle i zatrzymała na jego nieprzeniknionej twarzy jasne, szaroniebieskie oczy.
    Szalik nieco gryzł ją po szyi i czuła, że za szybko robi jej się tu gorąco, ale spokojnie czekała na receptę, bo chyba nawet nie brała pod uwagę odmowy pomocy.
    - I nie mogę spać... Tak przy okazji - dodała jeszcze, odrobinę pochylając się nad biurkiem, jakby mówiła wstydliwy sekret i znów usiadła prosto, przytrzymując torebkę na kolanach.

    Abigail

    OdpowiedzUsuń