29.01.2025

[KP] Clive Bennett

CLIVE BENNETT
10.10.1996. Lokalny bohater, urodzony i wychowany w Mariesville, jedyny syn lekarza Johna Jamesa Bennetta i Ruth Bennett, nauczycielki matematyki. Od września 2024 funkcjonariusz policji w Mariesville Police Department, wcześniej przez cztery lata zatrudniony przez Savannah PD. Wynajmuje mieszkanie w Downtown, ale często nocuje w domu matki w Applewood Grove.

Home / News / LODD News / 2024 / 04 / Georgia / Savannah
Sierżant policji umiera po tym, jak został postrzelony na służbie
Sierżant policji w Savannah w stanie Georgia zmarł po tym, jak on i inny funkcjonariusz zostali postrzeleni w sobotę wieczorem podczas interwencji w sprawie napadu rabunkowego. Georgia Bureau of Investigation poinformowało w niedzielę, że podejrzany o śmiertelne postrzelenie sierżanta Davida Christie również zmarł w wyniku obrażeń odniesionych dzień wcześniej.

Podczas incydentu ranny został także oficer Clive J. Bennett.

Władze zidentyfikowały później podejrzanego jako 50-letniego Joela Bradforda III.

Christie, wieloletni członek Departamentu Policji w Savannah z dziesięcioletnim stażem oraz weteran USMC, zmarł w szpitalu z powodu ran odniesionych po tym, jak wraz z funkcjonariuszem Bennettem zbliżył się do samochodu podejrzanego o udział w napadzie Bradforda.
Odkąd pamiętał, Mariesville miało mu do zaoferowania przede wszystkim jabłka, a on miał półtora roku, gdy rodzice odkryli, że jest na nie uczulony. Rozwiedli się natomiast, gdy poszedł do szkoły i od tamtej pory trwał w przekonaniu, że to wszystko przez te cholerne jabłka. Jeden miesiąc wakacji i co drugi weekend spędzał u ojca w Atlancie, resztę roku z matką w Mariesville. Grał w futbol amerykański, był gwiazdą szkolnej drużyny, a w corocznych kronikach regularnie lądował jako ten, który miał największe szanse na osiągnięcie sukcesu.

Sukcesem dla jego ojca było zostanie lekarzem. Dla matki — żona i gromada dzieci, no, może miło byłoby, gdyby wcisnął gdzieś w to doktorat z matematyki, ale dla wnuków wiele byłaby w stanie wybaczyć. Zlepiony z niespełnionych ambicji rodziców, cholernej alergii na jabłka, i poczucia, że na pewno można zrobić tym życiu coś więcej, zrobił zasadniczo niewiele.

Najpierw był żółtodziobem, potem krawężnikiem. Teraz nie jest nawet panem władzą, tylko gówniarzem Bennettów, któremu wydaje się, że coś mu wolno. Można i tak.

Służba nauczyła go tylko tego, żeby nikomu na tym świecie nie ufać, a już na pewno nie samemu sobie. Oprócz złej sławy ciągnie się jeszcze za nim brak talentu do gry w rzutki, bolące kolano i świadomość, że coś już w tym życiu spierdolił, ale ktoś inny zapłacił za to najwyższą cenę.


Ja jestem LA, a to jest Clivey. Jesteśmy też tu: smuteksmuteczek11@gmail.com.

154 komentarze:

  1. Żeby żyć w Mariesville, trzeba było mieć sposób. Ten Jodie polegał na tym, że jak najmniej roztrząsała, że utknęła w tym niczym, czym było to miasteczko i nie buntowała się wobec tego, że życie napisało jej taki scenariusz a nie inny, choć nie to miała w planach. Dlatego teraz, tak na wszelki wypadek, planów miała niewiele. Skupiała się na tym, co miała do roboty, a miała sporo, bo może bycie barmanką na pełen etat nie jest najbardziej ambitną pracą na świecie, to jednak zaskakująco potrzebną i taką, że żeby mieć rozsądne pieniądze, trzeba albo się narobić, albo odpowiednio zakręcić pijanych klientów, najlepiej turystów, żeby nie oszczędzali na napiwkach. Trochę wygodniej żyło się również, gdy ignorowało się fakt, że w tej jabłkowej krainie każdy zna każdego, a przynajmniej tak się wszystkim wydaje, a te plotki, które szeptami padały w barze, w sklepie, pod kościołem i na ulicy były częścią wątpliwego uroku miasteczka, do którego trzeba było przywyknąć, bo przecież ludzie zawsze gadali, zainteresowani życiem każdego tylko nie swoim. Z tym Jodie było najtrudniej, ponieważ marzyła o anonimowości. O tym, żeby nikt jej nie znał, nie wiedział, od kogo jest, czym się zajmuje, kto jest jej byłym i że ostatnio kupiła butelkę wina, którą pustą wyrzucała następnego dnia do śmieci.
    W Mariesville z wielu powodów żyło się ciężko i Clive nawet nie wiedział, jak bardzo Jodie zazdrościła mu, gdy stąd wyjechał, bo tak jak jemu wydawało się jej, że w każdym miejscu na świecie będzie lepiej niż tutaj. Nie dość, że zazdrościła, to jeszcze naiwnie myślała, że kiedyś dołączy do niego w Atlancie, w której porządnie zabalują, opijając to, że Mariesville było dla nich przeszłością, do której nie musieli wracać. Została jednak tutaj, Clive wyjechał i wiele wskazywało na to, że nieźle mu się tam wiodło. Chyba, bo przecież wtedy ze sobą nie rozmawiali, a Jodie czegokolwiek mogła dowiedzieć się od znajomego znajomej albo podsłuchując w lokalnym supermarkecie plotkar, które namiętnie gadały o złotym dziecku Bennettów. Jodie uwierzyła, że dobrze mu się żyje, że się ustawił i to tak zajebiście, że gdy wrócił do miasteczka to było niespodziewane. To był tak wielki szok, że mogła jedynie wyobrazić sobie, czym ten powrót musiał smakować, jakie to musiało być uczucie wracać w to samo bagno, w którego usiłowało się uciec. Ona przynajmniej nic lepszego nie znała.
    Dzisiaj w The Rusty Nail, jak na sezon w pełni przystało, było mnóstwo ludzi, a jak sezon w pełni, to czasami mogło się wydawać, że zjeżdża się tutaj połowa Georgii, by odkrywać zieleń i spokój małego miasteczka, szczególnie w tym dusznym, głośnym barze. Ale Jodie nie narzekała, bo więcej ludzi równa się więcej napiwków, a tych udało się jej zgarnąć dzisiaj całkiem sporo, a więcej godzin w pracy równa się lepszej wypłacie i chociaż nienawidziła, jak bardzo jej życie kręciło się od jednej wypłaty do drugiej, od tego, czy weźmie dodatkową zmianę, chociaż jest wykończona albo czy zostanie dłużej niż zwykle, to jednak mimo wszystko lubiła tę swoją pracę na tyle, aby jej nie zmieniać. Zresztą, co innego miałaby robić? Nie dorobiła się porządnego wykształcenia, w szkole nie miała wybitnych ocen, bo skupiała się na bieganiu, ale za to potrafiła robić wybitne drinki i nie musiała zrywać się do pracy z samego rana.
    Praca Jodie miała swoje plusy i niewątpliwie od jakiegoś czasu jednym z tych plusów był Clive, choć nie powinien nim być i nie powinien uśmiechać się do niej tak ładnie, żeby się nim stać. Ale wpadał do baru całkiem regularnie i gdy akurat nie wyrywał jakiejś chętnej laski albo gdy ona nie patrzyła, to posyłał Jodie te swoje spojrzenia i uśmiechy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiała uczciwie przyznać — miała do niego pewną słabość. Tak wielką, że chociaż nie zapomniała, jak ją zranił, gdy wyjechał i żył tak, jakby ona nigdy nie istniała, to jednak starała się myśleć o tym, że byli wtedy dzieciakami. Głupimi dzieciakami, którym wydawało się wiele głupich rzeczy, a potem wydarzyły się w ich życiu takie sytuacje, przez które już nie byli tacy sami. Jodie nie potrafiła ocenić, na ile i czy w ogóle zna jeszcze Clive’a, ale dalej go lubiła.
      Lubiła na tyle, że gdy wreszcie wyszła z pracy tylnym wyjściem, wyjątkowo nie zostając do zamknięcia, i prawie zachłysnęła się tym świeżym, chłodniejszym powietrzem, to nawet nie zirytowała się, że Clive zaczepia ją tak, jak tyle raz mówiła mu, żeby tego nie robił. Gliniarze chyba nie mogą mieć aż tak słabej pamięci?
      Rozbawiona Jodie przewróciła oczami, nie powstrzymując uśmiechu, który zagościł na jej twarzy, zdecydowanie ją rozpromieniając. Całe, kurwa, szczęście, że to on na nią czekał. Nie chciała wariować i się nakręcać, ale jej były potrafił za nią łazić i czekać aż skończy pracę.
      — Do twojego mieszkania? — powtórzyła tak, jakby chciała się upewnić, że się nie przesłyszała i delikatnie zmarszczyła brwi, rozważając jego ofertę. — To jakaś randka czy po prostu boisz się sam spać? — zainteresowała się zaczepnym tonem, drocząc się z nim na całego, bo o ile pierwsza propozycja rzeczywiście zabrzmiała niewinnie, to Jodie zakładała, że Clive nie zaprasza jej do siebie po to, żeby na nią patrzeć. Tym bardziej, że nie zauważyła, żeby w barze lub poza nim przygruchał sobie jakąś koleżankę.
      — Zrobisz mi masaż? — dopytała nagle, jakby potrzebowała tylko tej jednej odpowiedzi, by podjąć decyzję, choć już dawno postanowiła, że da się podwieźć.
      Dlatego, że tego chciała, nie dlatego, że bała się wracać sama. Robiła to przecież regularnie i mnóstwo razy, bo to było Mariesville i nic złego się tutaj nie działo, ale od kiedy Jodie rozstała się z Wadem, to faktycznie oglądała się za siebie i dwa razy sprawdzała, czy zamknęła drzwi do mieszkania. Prześladował ją, choć nie mówiła o tym wprost. Uczepił się jej, dręczył, przypominał o sobie w najmniej oczekiwanych momentach, potrafił stać pod jej domem i czekać, jeśli nie odpisywała mu na wiadomości, przychodzić do pracy i dbać o to, żeby Jodie nie zapomniała, że ma pojebanego byłego, który jest zazdrosny i niepogodzony z tym, że się rozstali. Trochę więc się go bała, a raczej tej jego nieprzewidywalności, na którą nie było rady, bo równie dobrze mógł pojawić się tu i teraz, a Jodie bardzo nie chciała wciągać w to Clive’a. Ale jak widać nie przeszkadzało jej to w tym, żeby pakować się mu do mieszkania.

      Jodie

      Usuń
  2. Jodie nie wiedziała, czy znała Clive lepiej, ale nawet jej nie było trudno zauważyć, że się zmienił i miał niepoukładane w głowie. Miewał dziwne zachowania, o które by go nie podejrzewała i które nie były do niego podobne, bo przecież Jodie pamiętała, jaki był z niego ogarnięty facet. Normalny, fajny, łatwy do lubienia i jeszcze łatwiejszy do tego, by się w nim po cichu podkochiwać i cieszyć się, że ma się uwagę kogoś takiego, kogo chce się mieć gdzieś przy sobie. Jodie chciała, ponieważ — pomijając fakt, jak wielkimi dzieciakami byli i że cała ich przyjaźń była zwykłym gówniarstwem, która skończyła się na pierwszej wiadomości, na którą postanowili sobie nie odpisywać — to Clive dawał jej poczucie normalności. To było całkiem przyjemne uczucie, do którego szybko się przyzwyczaiła i z utratą którego wolniej się godziła, jednak nie na tyle, aby roztrząsać to po latach. Na początku złościła się na to, że znalazł sobie nowych, lepszych, ciekawszych znajomych z wielkiego miasta i miał ją w dupie, ale raczej już jej przeszło. Clive wyjechał, bo miał plany, w dążeniu do których wydawał się całkiem zawzięty, a Jodie została, bo chociaż też miała plany, to brakowało jej uporu, by o nie walczyć. Może dlatego, że nieustannie musiała o coś walczyć, wiecznie była na przekór czemuś i komuś, ciągle coś musiała udowadniać, aż wreszcie przestało jej się to podobać. W dodatku nie potrafiła prosić o pomoc, nawet gdy jej potrzebowała, więc skoro była taka głupia, to tylko do siebie mogła mieć pretensje.
    Powrót Clive'a do Mariesville porządnie namieszał Jodie w tej nijakości i rutynie, bo nagle okazał się niezłą odskocznią od całej reszty. Oboje pomagali sobie w tym, żeby o czymś zapomnieć i oboje uparcie o tym nie rozmawiali, bo po co mieliby to robić, skoro było im w tym nienazwanym układzie dobrze. W pewnym sensie seks z Clivem stał się nieodłącznym elementem życia Jodie, bo bez względu na to, jak długo się nie widzieli, to ewentualnie prędzej czy później to mijało. Wpadali na siebie, uprawiali seks, przez chwilę było im zajebiście, ponieważ nie myśleli o swoich zjebanych problemach i życiu, które ewidentnie im nie wychodziło, potem się rozchodzili i tak od nowa. Clive wiedział, gdzie może znaleźć Jodie, jeśli akurat to na nią miał ochotę, a ona nie pieprzyła się z innymi, więc niespecjalnie opierała się propozycjom Clive’a. Znowu było fajnie i miło, i przypuszczała, że będzie tak, dopóki on znowu nie postanowi stąd wyjechać.
    Byłoby fajniej, gdyby nie Wade, który wpierdalał się im w ten beztroski obrazek, a swoją obecnością tak bardzo potrafił struć Jodie, że wszystkiego jej się potem odechciewało, ale gdy go nie było, to nie poświęcała mu więcej myśli niż to konieczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bała się, bo nie chciała, żeby ludzie opowiadali o niej w podcastach kryminalnych przez pojebanego byłego, ale nie mogła ulegać tej chorej presji, którą na nią wywierał, żeby dała mu jeszcze jedną szansę, choć dała ich już tyle, że żadna kolejna niczego nie zmieni. Nie pakowałaby się w taką chorą relację, gdyby wiedziała, że im nie wyjdzie, a Wade okaże się obsesyjnym dupkiem, który nie da jej żyć. Chyba, ciężko powiedzieć, bo przecież tatuś jej nie kochał, natomiast ludzie, którzy coś dla niej znaczyli, nagle się rozpłynęli, a Wade został i zachowywał się tak, jakby mu na niej zależało.
      Jodie pamiętała o swoim byłym za każdym razem, gdy spotykała się z Clivem, który sam się w to nie mieszał, co popierała, a który widując się z nią trochę jednak to robił. Bardziej lub mniej świadomie, ale jednak ściągał na siebie i złość, i uwagę Wade’a, który dostawał szału na samą myśl, że Jodie mogła dawać psu dupy — tak jej kiedyś powiedział, a w niej to sobie żyło, bo chociaż go wtedy zgaslightingowała i paskudnie się pokłócili, to miał rację.
      Nie żałowała, nie wstydziła się tego, nie uważała, że jest łatwa i puszczalska, bo bawi się w niezobowiązujący seks, ale jej były nie musiał o tym wiedzieć. Jodie to lubiła, chciała, dobrze się przy tym bawiła i traktowała jak swoją małą terapię i formę relaksu. Jedni chodzili na siłownię, inni czytali książkę, a ona zajebiście bawiła się z Clivem.
      Teraz znowu roześmiała się, słysząc jego bezpośrednią odpowiedź, która była dość bezczelna, choć całkiem w jego stylu, ale Jodie nie miała z nią problemu, bo lubiła stawiać sprawy jasno. Wolała tak niż owijanie w bawełnę, udawanie, przypisywanie temu czegoś większego, chociaż niczym większym nie było.
      — Myślałam, że już sobie o mnie nie przypomnisz — podsumowała pół żartem, bez pretensji, prędzej z ulgą, bo to, że dawno się nie widzieli, nie było winą Jodie, a tego, jak bardzo Clive był zajęty cycatymi laskami, choć ona też miała dość duże. Najwyraźniej zrehabilitował się tym, że dzisiaj na nią poczekał. Nie czuła się z tym wyjątkowo, ale za to była już po takim czasie napalona, w końcu miała swoje potrzeby, dlatego nie próbowała się mu opierać. Uśmiechnęła się, kiedy zachęcająco otworzył drzwi od strony pasażera i ruszyła się ze swojego miejsca, podchodząc bliżej.
      — Masz dar przekonywania — podsumowała jego słowa, celując w niego palcem, gdy się przed nim zatrzymała, podnosząc spojrzenie na jego oczy. — Namówiłeś mnie — stwierdziła konspiracyjnym tonem, nieznacznie pochylając się w jego stronę i tylko na chwilę, bo zaraz po tym wyznaniu, zapakowała się do toyoty Clive’a.
      Jeśli robienie jej dobrze miało ją przekonać, to zadziało, a tak poza tym to uważała, że coś tam należy się jej za to, że musiała tyle na niego czekać. Masażem też by nie pogardziła, nogi jej odpadały, a rodzajów masażu było sporo, ale tym gadaniem to przede wszystkim zaczepiała Clive’a, doskonale wiedząc, że z tych fizycznych przyjemności ma do zaoferowania jej coś więcej.

      Jodie

      Usuń
  3. Tak było — skończyło się, ale jednocześnie Jodie lubiła tamten czas na tyle, że miło jej się do niego wracało. Miała marzenia, plany, miała coś, co lubiła robić i coś, co sprawiało, że wierzyła, że uwolni się z Mariesville. Był Clive, mieli relację, która była wyjątkowa i dla niej ważna, bo w pewnym sensie pomogła Jodie złagodnieć. Przy nim spojrzała na siebie łaskawszym okiem, nie czuła się jak największa porażka, nie myślała tyle o swoich problemach, przez chwilę uwierzyła, że jej rodzina i ich przeszłość nie definiuje tego, kim jest.
    Ale to prawda, że pochodzili z różnych światów i ich znajomość zawsze była trochę nieodpowiednia. Taka, która nie miała racji bytu, bo Jodie miała przejebane na całej linii i wszyscy o tym wiedzieli, więc nawet nie musiała się z tym kryć i absolutnie nikt dobrze nie patrzył na to, że kręciła się wokół Clivusia. Szczerze to im się nie dziwiła, sama by nie chciała, żeby taka dziewczyna jak ona kręciła się koło jej syna. Teraz oboje mieli przejebane, więc trochę poziom tego, jak mieli nasrane w głowach i jak problematyczni byli trochę się wyrównał.
    Jodie też pamiętała, kto komu nie odpisał, kto kogo olał, kto komu nie zadzwonił złożyć życzeń na urodziny, a potem kto, gdy wracał do miasteczka, nie raczył nawet się pokazać, żeby się przywitać, ale po co miała do tego wracać? Po co miała wściekać się na Clive’a, przypominać mu, że rzeczywiście był zwykłym, rozpieszczonym dzieciakiem, który wyrządził jej krzywdę, ale o tym nie wiedział, ponieważ nie potrafiła o tym mówić. O tym, jak się na nią popisowo wypiął i że właściwie brakowało tylko, żeby na do widzenia pokazał jej dwa środkowe palce i zaśmiał się prosto w twarz. Myślała wiele razy, co by było, gdyby wyjechała z Clivem, o ile w ogóle by tego chciał, albo co by było, gdyby kontakt im się nie urwał, a on czekał na nią w tej Atlancie, ale chuj z tym jak piękne scenariusze mogły to być, dzisiaj nie miały znaczenia. Jemu kibicowała i wcale nie czuła satysfakcji, gdy Clive zamiast z gromadką dzieci i żoną wrócił do Mariesville z traumą. A jej i tak się udało bardziej niż mogłaby przypuszczać. Nie skończyła jako ćpunka, nałogowo nie piła, nie stoczyła się na samo dno i jeszcze żyła, choć miała pojebanego eks.
    Skoro oboje tkwili w Mariesville, to dlaczego mieliby sobie tego nie umilić? Jodie nie wiedziała, czy ten układ, w który wpakowała się z Clivem, był czymś, czego na pewno potrzebowała i czy to było dla niej dobre, ale zajebiście się przy nim czuła, więc miała to w dupie. Uwielbiała dobry seks, zaczęła nawet lubić to, że poza nim niczego od siebie nie oczekiwali, choć czasami miała ochotę tak po prostu z nim pogadać, bo tego dla zasady nie robili prawie wcale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć Jodie marzyła o tym, żeby ktoś wpierdolił Wade’owi tak bardzo, żeby się od niej odpierdolił, to jeszcze nie przyszło jej do głowy, by prosić o to Clive’a. Odwalało mu, ale wciąż był panem władzą i wydawało się jej, że istniały jakieś zasady, których się trzymał. A po drugie znała Wade’a — dostałby ten wpierdol i nic by to nie dało. Tylko jeszcze bardziej by się nakręcił, a potem mścił na niej i na nim. Clive'a mogło to nie ruszać, bo oprócz tego, że był gliniarzem i mógł lubić wątpliwą rozrywkę dostawania po twarzy, to było go stać na lekarza, miał ojca lekarza, jednak Jodie wolałaby nie zarobić od Wade’a, jego koleżków, wszystkich tych dziwnych ludzi, których znał, a wiedziała, że na to go stać. To może śmieszne, ale w całej tej sytuacji próbowała trzymać rękę na pulsie.
      — No coś ty — pokręciła głową, uśmiechając się przy tym, choć tak, właśnie tak zakładała. Clive wsiadł do samochodu i jeszcze zanim ruszył, Jodie, która za bardzo nie rozglądała się po jego samochodzie, z cichym westchnieniem opadła na oparcie fotela, który delikatnie odchyliła.
      — Jak mógłbyś o mnie zapomnieć? — dodała teatralnie, odwracając twarz w jego stronę, opierając policzek na fotelu i z bezczelną premedytacją oraz tym prowokacyjnym uśmiechem malującym się na ustach, pociągnęła za swój czarny top, bardziej odsłaniając swoje piersi, po których przesunęła dłońmi.
      Wiedziała, że nie pożałuje, bo poznała, czym smakuje seks z Clivem. Wiedziała, jaki potrafi być, co z nią zrobić, jak sprawić jej przyjemność, a czasami potraktować tak, że ktoś inny mógłby czuć się z tym chujowo, jednak Jodie czuła, że żyje. Kręciło ją to, jak między nimi było, uwielbiała wracać do rzeczy, które sobie robili, lubiła zadręczać się myślami o nim. Jeśli to mogło pocieszyć Clive’a, też miała nasrane w głowie, ale nigdy nie była złotym dzieckiem i nie wiedziała, jak to jest, gdy zalicza się taki upadek.
      W drodze do mieszkania Clive’a Jodie pozostawała względnie grzeczna, choć w swoim stylu posyłała mu wymowne, kuszące spojrzenia i uśmiechy, ryzykownie dotykała jego uda i przesuwała dłoń niebezpiecznie blisko jego krocza, żeby jeszcze bardziej się na nią napalił, chociaż ledwo zdążyła go dotknąć, a ten pierdolony samochód Wade’a, który ona też poznawała, bo mnóstwo razy myślała, że się nim gdzieś rozbiją i zabiją, trochę wyprowadził ją z równowagi. Wywróciła oczami, poprawiając się na fotelu, podążając wzrokiem za samochodem, który tak szybko zniknął, jak się pojawił i westchnęła.
      — A jak myślisz? — rzuciła, choć nie oczekiwała odpowiedzi. Clive nie znał Wade’a, a na pewno już wiedział, jaki to idiota i że nie, nigdy nie daje sobie siana. Jodie było za niego wstyd, a dodatkowo zmartwiło ją to, że kręcił się po okolicy o tej porze, wkurwiając ludzi, którzy próbowali spać i że całkiem prawdopodobne jest to, że jechał do niej.
      — Podejrzewa, że się pieprzymy i ma z tym problem — podzieliła się, wzruszając przy tym ramionami, bo nie wiedziała, po co mówiła o tym Clive’owi, który raczej nie przejmie się tym faktem. Tak na wszelki wypadek.
      Nie podobało się jej, że ten idiota przerwał coś, co zaczęła, a skoro nie zawrócił i chyba nie czaił się na samochód Clive’a gdzieś w okolicy, bo popierdalał tak, że Jodie wątpiła, czy zdawał sobie sprawę z tego, koło kogo przejechał, to ponownie wcisnęła ciało w fotel, uniosła spojrzenie na profil Clive’a, a dłoń położyła na jego udzie, tym razem zdecydowanie przesuwając ją na jego krocze.

      Jodie

      Usuń
  4. Z kolei Jodie nie podkochiwała się w każdym chłopaku, którego spotkała, ale może dlatego, że nie wyjeżdżała na wakacje ani do Atlanty, ani w inne miejsca. Zresztą, nigdy nie była typem dziewczyny, z którą faceci pragnęliby układać sobie życie, bo nie robi się tego z takimi jak ona, tylko była laską, którą chcieli jedynie przelecieć. Pamiętała za to, że Clive był rozchwytywany, a ona lubiła go bardziej niż było jej wolno, ale nie dlatego, że grał w futbol i był z porządnego domu, w którym nie brakowało kasy. Zrozumiała jednak, że najwyraźniej to jej bardziej zależało na tej znajomości, która dla Clive'a skończyła się za granicami Mariesville. Nie miała do niego pretensji, nawet mu się nie dziwiła, ale musiał zrozumieć, że zabolało. Może krzywda była wielkim słowem i może w ogóle nie miała skali, bo Clive rzeczywiście nie zrobił nic, czego ludzie sobie nie robią, a między nimi nie wydarzyło się nic spektakularnego, po prostu rozeszli się w ciszy, ale nie mieli pojęcia, jak potoczyłaby się ich znajomość, gdy on odpisał jej na wiadomość. Być może dzisiaj nie byłoby ich w Mariesville, a byliby w każdym innym miejscu, o którym marzyli. Może Cilve nie wracałby tutaj z traumą i bez dziewczyny, która kopnęła go w tyłek i zostawiła po czterech latach życia, które wspólnie budowali, a Jodie może nie miałaby pojebanego eks, którego ją dręczył.
    Sporo może było w ich wspólnej historii, ale ona się nie wydarzyła, więc nie mieli, o czym mówić. To nie było coś, do czego Jodie chciała wracać, bo starała się oduczyć przekonania, że gdyby stąd wtedy wyjechała, to jej życie byłoby lepsze. Nie rozmawiała więc z Clivem o tym, że zranił ją tym, jak ją olał i na początku mocno wkurwił tym, jak wpadli na siebie pierwszy raz po jego powrocie, a on zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Potem jej przeszło, bo Clive jest zajebisty w łóżku, natomiast ona potrzebowała porządnego seksu, którego był gwarancją. Trochę wyżyła się na nim w łóżku, trochę wtedy, gdy pisał jej, że ma czas, a ona celowo odpisywała mu, że nic z tego, chociaż też miała czas i ochotę, a tak przede wszystkim to postanowiła za dużo nie myśleć, tylko korzystać.
    Układ, który mieli, jej w tym pomagał, choć dziwne zaczęło być to, że Jodie nagle miała ochotę, żeby z Clivem rozmawiać i dowiadywać się, co u niego, bo nagle przypomniała sobie, że kiedyś całkiem dobrze im się gadało. Chyba przez tę zaskakującą ochotę, po udanym seksie jeszcze szybciej zakładała majtki i wychodziła zająć się swoim życiem. Nie chciała łamać niepisanych zasad. Nie chciała też zapraszać Clive’a do swojego życia, bo oprócz tego, że jego zrobiło się wystarczająco przejebane, to w tym jej już raz był i sobie z niego poszedł, więc nie miała tej potrzeby. Ich światy zawsze istniały gdzieś obok siebie, a to że na chwilę zapraszali się do nich, to jeszcze nic nie oznaczało.
    Jodie nigdy się nie skarżyła, to nie było w jej stylu i może właśnie na tym polegał jej problem. Nie przyznawała się przed Clivem do tego, że męczy ją sytuacja z Wadem. Że on ją męczy, bo nie daje jej żyć. Prześladuje ją, nachodzi, czeka przed pracą, czeka po pracy, raz jest miły, a innym razem wstrętny, ubliża jej, atakuje, uderza w nią tak, żeby bolało i jeszcze do niedawna miał drugi komplet kluczy do jej mieszkania, więc nawet tam nie czuła się bezpiecznie. Bała się go, bo go znała i chociaż też uważała za kompletnego debila, to miała wrażenie, że Clive trochę go nie doceniał. Nie zamierzała jednak wyprowadzać go z tego błędu, bo on i Wade nie wchodzili sobie w drogę i wolała, żeby tak zostało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nie wiem. Chyba tylko — westchnęła, wzruszając ramionami. — Mam to w dupie. Przecież nie będę tłumaczyć się mu z tego, co robię — dodała jeszcze, uprzejmie wyjaśniła i zasugerowała Clive’owi, że wolałaby, żeby on też trzymał się tego podejścia, a nie wycierał w twarz Wade'a fakt, że jego była go woli i sobie ją rucha. Dla Jodie to była prosta sprawa — to, co łączyło ją i Clive’a było ich sprawą, więc jeśli nie chciała wciągać w to swojego byłego, a nie chciała, to tego nie robiła. Właśnie dlatego, że może był debilem, ale nieprzewidywalnym. Człowiekiem, którego podejrzewa się o najgorsze, a i tak można się nieprzyjemnie zaskoczyć.
      Jodie mogłaby śmiało obstawiać, co Wade zrobiłby, gdyby zorientował się, kogo minął na drodze, ale najstraszniejsze było to, że nie przesadziłaby, gdyby powiedziała, że pewnie najchętniej by ich zabił. Albo przynajmniej próbowałby, bo bardzo by tego chciał. Ją i Clive’a albo chociaż jedno z nich. Sam wpierdol to byłoby mało za ten wstyd, który mu przynosiła puszczając się z psem. Rozpaczliwie więc próbowała o nim nie myśleć, dlatego swoją uwagę skupiła na tym, żeby rozpraszać Clive’a swoim dotykiem, pokazując mu cycki, które wciąż były ukryte pod ciemnym materiałem, spod którego wystawała czarna koronka i czerpać satysfakcję z tego, jak niewiele potrzebował, by się napalić. Zaśmiała się na jego słowa, posyłając mu zaskakująco niewinne spojrzenie i niby to na swoją obronę uniosła dłonie.
      — Wiem, co robię — przyznała bezczelnie, ale nie kryła się z tym, że kręciło ją to, do czego potrafiła go doprowadzić. Kontrolnie obrzuciła spojrzeniem tylne siedzenia, na których leżał mundur i inne zabawki Clive’a, a potem znowu zerknęła na niego, odpinając swój pas.
      — To groźba czy obietnica? — zapytała, unosząc brew i podnosząc ten swój zgrabny tyłek w tych zajebiście opiętych spodniach z siedzenia. Korzystała z okazji, z tego, że Clive jechał bardzo powoli i ostrożnie, jego samochód praktycznie się toczył. Śmiało położyła dłoń na jego kroczu, wyczuwając przez spodnie, jak bardzo na niego działała, masując go przy tym z podstępnym uśmiechem, który nie zniknął z jej twarzy nawet wtedy, gdy ustami przywarła do jego szczęki. — Pamiętasz, że obiecałeś, że zrobisz mi dobrze? — dopytała szeptem tak dla pewności, bo to jasne, że nie pogardziłaby szybkim numerkiem w samochodzie, skoro tak bardzo nie mógł doczekać się aż dobierze się do jej majtek, ale coś jej obiecał, a ona nie chciała dzisiaj tego tak szybko kończyć.
      Prowokowała, ponieważ uwielbiała sprawdzać, na ile może sobie pozwolić i gdzie kończy się cierpliwość Clive’a. Uwielbiała też, gdy pokazywał jej, dlaczego nie powinna tego sprawdzać, ale ledwo co go dotknęła, a rozdzwonił się jej telefon. Zignorowała to, wciąż dotykając go swoimi ciekawskimi rączkami, ale dzwonienie telefonu się powtarzało. Jodie westchnęła i wkurwiona zamaszystym ruchem wyciągnęła telefon ze swojej tylnej kieszeni, natychmiast odrzucając połączenie od… Wade’a. Gdy tylko to zrobiła, telefon zaczął wibrować, a ekran wypełniać się wiadomościami:
      „Odbierz”
      „Odbierz, kurwa!!”
      „Gdzie jesteś? Wiem, że nie w pracy”
      „Znowu dajesz mu dupy”
      „Jesteś żałosna. Śmieszna”
      „Nie prowokuj mnie ty głupia pizdo,”

      troublemaker Jodie

      Usuń
  5. Nie zdawał, ponieważ inaczej do tego podchodził, a Jodie uczepiła się go, bo zanim wyjechał, był obecny w jej życiu i był w nim czymś dobrym. Czymś fajnym, czymś ciekawym, czymś, co w pewnym sensie chciała zatrzymać, ale nie potrafiła być na tyle samolubna, żeby robić to za wszelką cenę. Zrozumiała moment, w którym miała się wycofać. Ten moment, w którym miała przestać naciskać, pisać, żalić się, wypytywać Clive’a o to, jak mu się żyło w wielkim mieście, bo jej w tym Mariesville całkiem chujowo.
    Ale było minęło, choć niewiele zmieniło się w kwestii tego, że Jodie kiepsko czuła się w Mariesville, tylko przynajmniej teraz miała w nim Clive’a, który w jakiś pojebany sposób łączył się z nią w tym bólu, który uciszali porządnym seksem. To nie był sposób, żeby sobie pomóc, ale oni po pierwsze nie wrócili do swojego życia z misją, aby się naprawiać, a po drugie potrzebowali tylko czegoś, co przyniesie chwilowe ukojenie. Czegoś, co będzie działało, a to, że akurat działało na nich wyłącznie to, co nie mogło im realnie pomóc, to już coś, w co się nie zagłębiali.
    Jodie nie chciała ckliwymi historyjkami i powrotami do przeszłości psuć tego, co im wychodziło. W dodatku istniało spore prawdopodobieństwo, że nie przyznałaby się Clive’owi do tego, że ją zranił i potrzebowała go, gdy jej świat jeszcze bardziej się walił. Gdy dorobiła się kontuzji, gdy nie miała kasy na operację, gdy umarł Joey, który jako jedyny zachowywał się tak, jakby mu na niej zależało. Nie przyznałaby się, bo to wszystko, to był tylko jej świat, z którego Clive wymiksował się wyjeżdżając z Mariesville.
    Im mniej wracali do tego, co było, tym lepiej. Tym prościej było odnaleźć się w znajomości, która była niezobowiązująca, fajna, która opierała się na dobrej zabawie i tym, że gdy ze sobą kończyli, to oboje czuli się w pełni usatysfakcjonowani. Jodie potrafiła mówić Clive’owi o tym, czego pragnęła, a i on nie miał z tym oporów, więc się dogadywali. Oboje wmawiali sobie, że niczego więcej nie potrzebują, że zajebiście korzystają z życia, choć tak naprawdę chyba wszystko, czego Jodie chciała, to żeby ktoś wreszcie ją pokochał. Nie oczekiwała tego od Clive’a, naiwna przestała być dawno temu, ale czuła, że upycha się jego uwagą, zachwytem, tym, że jej pragnie i pierwszy do niej przychodzi, choć mógł mieć każdą inną laskę i budowała w ten sposób poczucie własnej wartości. Ale zgodnie nie wchodzili w żadną poważną relację — to był tylko seks, nawet nie przyjaźń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Clive miał niezły instynkt, bo Jodie owszem, nie miała Wade'a w dupie, ale uparła się, że nie pozwoli mu mieć na swoje życie takiego wpływu, żeby robić, co tylko mu się podoba. Hardo mówiła więc jedno, zgrywając taką twardą, jak to miała w zwyczaju, jakby nic nie mogło jej zranić, a drugie czuła i zbierała w sobie, zastanawiając się nad tym, jak mogła uwolnić się od Wade’a. Póki co nie miała pomysłu, a nie uważała, żeby namawianie Clive’a do spuszczenia mu porządnego wpierdolu było na miejscu albo cokolwiek zmieniło na lepsze. Chwilowo nie myślała jednak o tym, jak rozwiązać swoją podbramkową sytuację, a co dobrego mógł jej zrobić Clive, skoro doskonale pamiętał, że coś tam jej obiecał. W ogóle nie byłoby rozsądne, gdyby zjechali na to pobocze i pieprzyli się w jego aucie, nie było rozsądne też to, że Jodie dobierała się do niego i świeciła mu cyckami, gdy prowadził i kiedy istniało ryzyko, że Wade pojedzie tą drogą i zobaczy, co jego była wyprawiała.
      Problem w tym, że same nierozsądne rzeczy przychodziły jej do głowy, bo im głupsze, bardziej ryzykowne, pełne adrenaliny i takie, które mogły jej zaszkodzić zamiast pomóc, tym bardziej Jodie czuła, że żyje.
      Ale sposobów na to, żeby to poczuć, było więcej, a jednym z nich ewidentnie był Wade, którego wiadomości zbyt mocno przyciągnęły jej uwagę. Jej telefon praktycznie nie gasł, wyświetlając jedną wiadomość po drugiej, a ona wpatrywała się w ten pierdolony ekran bez słowa, czytając wszystko, czego jej nie oszczędzał. Na chwilę przy tym zamilkła, delikatnie spoważniała, czując nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej, bo jednak człowiek, który kiedyś był jej facetem jechał z nią tak, jakby była nikim. Oczywiście, że się wkurwiła, zniesmaczyła, kilka razy przewróciła oczami, mając ochotę pokazać środkowy palec do telefonu, ale równocześnie czuła ogromną niemoc. Po prostu przyjmowała ciosy Wade’a i dopiero pytanie Clive’a sprowadziło ją na ziemię.
      Odruchowo pokręciła głową, choć wcale nie chciała tego zrobić i dopiero, gdy się stało, dotarło do niej, co wyprawiała.
      — Bywało lepiej — przyznała, odwracając twarz w jego stronę, korzystając z ciemności, która panowała w aucie i na ulicach, z tego, że słabo ją widział. — Ale też gorzej — zaznaczyła zaraz, nie zamierzając użalać się nad sobą w jego samochodzie, choć przez krótką chwilę myślała, że to zrobi.
      — Mój były lubi mi słodzić — skomentowała gorzko, wracając spojrzeniem na ekran, na którym wyświetliła się kolejną wiadomość, tym razem coś o tym, że jest kurwą, albo Clive nią jest, Jodie nie wiedziała, bo nie pofatygowała się, żeby odczytać ją w całości, tylko prędko przełączyła się na tryb offline.
      Jebać to, nie będziemy przynudzać, Clive — stwierdziła dumnie. — Masz w domu coś mocnego, prawda? — zapytała, ale najwyraźniej nie oczekiwała odpowiedzi, ponieważ od razu złapała za klamkę, otworzyła drzwi i wysiadła.
      W końcu nie przyjechali do Clive’a, żeby gadać.

      what about slightly bigger trouble?

      Usuń
  6. Oficjalnie się ze sobą tylko pieprzyli, nieoficjalnie w niewypowiedziany sposób łączyli w bólu, którym się nie dzielili, a jednak był on taki podobny. Lubili robić sobie destrukcyjne rzeczy, ale różnica między nimi była taka, że Clive miał na głowie matkę, którą opiekował się jak na grzecznego chłopczyka przystało, a do tego porządną pracę, która wymagała od niego prezentowania jakiś zasad, gdy tak woził się po miasteczku w tym swoim mundurze i z bronią przy dupie. Za to Jodie teoretycznie nie ograniczało nic. Mogłaby wykończyć się na dobre, a i tak ktoś mógłby stwierdzić, że pożyła dłużej i lepiej, niż podejrzewał, ale z jakiegoś powodu tego nie robiła. Może dlatego, że jedynie udawała pogodzoną ze swoim losem, a w głębi duszy, gdzieś, gdzie jeszcze była tamta dziewczyna z liceum, która miała marzenia i wiarę w to, że życie nawet jak skopie, to kiedyś będzie lepsze, wciąż wierzyła, że jej się ułoży. Z jednej strony nie rozumiała, dlaczego miałoby się to nie wydarzyć. Dlaczego miała być gorsza dla zasady, bo taka była od zawsze. Z drugiej strony robiła wszystko, ale to absolutnie wszystko, żeby podejmować decyzje, które nie wyprowadzą jej z bagna.
    Clive też lubił sobie dowalać. Lubił, gdy bolało, może nawet lubił to rozbijające się po głowie uczucie moralnego kaca, które czasami lubiło dopadać takich jak oni, ale nie na długo, bo zaraz uciszali to innymi przyjemnościami. Chyba ten cały układ między nimi działał głównie dlatego, że oboje byli nieźle pojebani, choć Jodie szczerze współczuła Clive’owi, że znalazł się w tym miejscu, w którym nigdy nie powinien. Oboje wiedzieli, że nie tak miało wyglądać jego życie.
    Gdyby rozmawiali o czymś więcej niż seks, cycki albo co by sobie zrobili, to Jodie powiedziałaby mu, że w jej oczach i jej skromnym zdaniem, nie był stracony i nie powinien się za takiego uważać. Miał, według niej, większe szanse, by się z tego wygrzebać, niż mogło mu się wydawać. Może nie po to, żeby wróciło tamto życie, ale po to, żeby wciąż mieć je całkiem fajne. Porządne. Lepsze od tego pełnego kryzysów oraz autodestrukcyjnych zachowań, które w oczywisty sposób miały pomóc w zagłuszaniu czegoś. Znowu takie życie, którego idzie pozazdrościć.
    Jodie czasami miała poczucie, że przyczynia się do tego, co jest po prostu złe i w jakimś stopniu ciągnie Clive’a na dno, ale z drugiej strony nie zmuszała go do tych spotkań. Byli dorośli i robili to, na co mieli ochotę, więc gdyby nie mieli ochoty, żeby się pieprzyć, to by się nie pieprzyli. Też życzyła mu dobrze, bo uważała, że na to zasługiwał. Nigdy nie chciała dla niego źle, zawsze mu kibicowała.
    I ten sentyment zdecydowanie w niej pozostał i przypominał o sobie, gdy się z nim spotykała, widząc w nim tego chłopaka, którego dobrze znała i z którym łączyło ją coś więcej niż to, co łączyło ich teraz. Tego mniej pojebanego, choć pojebany tak jak teraz pasował do niej bardziej. Widziała, że się zmienił i czasami nie wiedziała, czy przez to potrafiliby rozmawiać ze sobą jak dawniej. Zachowywać się tak jak wtedy, nawiązać relację głębszą niż dekolt Jodie, w który gapił się Clive za każdym razem, gdy go odsłaniała, ale nie oceniała go.
    Miała do niego słabość, która odzywała się podczas spotkań i która pozwalała jej się z nim droczyć, ale nie pozwalała przekraczać granicy i mieć oczekiwań. Jedyne, czego Jodie oczekiwała, to zajebistego seksu, po którym będzie zrelaksowana i usatysfakcjonowana, a to dostawała, więc układało się im.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj też układało się im zajebiście, choć Wade robił wszystko, żeby popsuć humor Jodie. Wychodziło mu, chociaż próbowała temu nie ulegać, bo to nie był pierwszy raz, gdy czytała, że jest puszczalska, głupia, że jest zwykłą kurwą, którą mogłoby mieć całe miasteczko, a przecież szanowała się, bo miał ją tylko Clive. Sama nie rozumiała, dlaczego związała się z kimś takim, czy to miłość tak bardzo ją zaślepiła, czy to w ogóle była miłość, skoro teraz jedyne co czuła do Wade’a to obrzydzenie i nienawiść, choć na początku też było jej smutno, że skończyło się coś, co trwało, ale to nie było w połowie tak normalne jak to, co budował Clive ze swoją dziewczyną. Ale też musiała uczyć się żyć bez kogoś, nawet jeśli ten ktoś był pieprzonym toksykiem, który ani trochę jej tego nie ułatwiał. Za to była Clive’a musiała być strasznie głupia, że go zostawiła i nie powalczyła o kogoś, kogo podobno kochała. Jodie chyba niewiele wiedziała o miłości, bo w sumie skąd miałaby, ale zawsze myślała, że jest to uczucie, które burzy mury.
      Nie było okej, a Jodie miała wrażenie, że Clive pytając domyślał się prawdy, ale właśnie, co to zmieniało? Raczej nie wyglądał na zainteresowanego zwierzeniami, chętnego, by zaoferować jej swoje ramię do płaczu, a potem sprzedać kilka pocieszających słów. Była tutaj z nim i nie zamierzała wracać, kurwa, do swojego mieszkania, bo poza tym, że bała się, że Wade będzie tam na nią czekał, to nastawiła się już na to, co zrobią z Clivem. Im bardziej dojeżdżał ją były, tym większą ochotę miała, by pójść z Clivem do łóżka, pozwalając na to, aby robił z nią co chciał.
      Poczekała, gdy wyjmował swoje rzeczy z samochodu, lekko ruszając nogą w miejscu, a potem poszła za nim w stronę budynku i wspięła się po schodach na drugie piętro. Weszła pierwsza, odruchowo włączając światło w mieszkaniu, które generalnie wyglądało tak, jakby ktoś, kto w nim mieszka, spędzał tu naprawdę mało czasu. Rozejrzała się, choć nic się nie zmieniało i na chwilę podeszła do okna, wyglądając na śpiące miasteczko.
      — A masz coś niesłodkiego? — rzuciła z jakimś takim wyraźnym podtekstem, posyłając Clive’owi figlarny uśmiech i zaciekawione spojrzenie. Odsunęła się od okna, podchodząc do blatu, na którym zatrzymała się szklanka zimnej, brzoskwiniowej wódki, za którą Jodie złapała i bez namysłu zbliżyła do ust, starając się szybko opróżnić jej zawartość, w czym zdecydowanie pomagał słodki smak, który choć trochę gubił ostrość wódki. Skrzywiła się mimo to, odstawiając szklankę na blat, na którym oparła ciało i wyciągnęła się w stronę Clive’a, palcami zgarniając butelkę wódki, do której ledwo sięgnęła. Przy okazji zupełnym przypadkiem przycisnęła się do kuchennego blatu tak, że znowu eksponowała swój biust. Uśmiechnęła się do Clive'a niewinnie, stukając butelką o jego szklankę, zanim przybliżyła ją do siebie i pociągnęła solidny łyk, patrząc mu w oczy. Ciepło drugi raz rozlało się po jej wnętrzu, a słodycz przyjemnie paliła jej gardło. Jodie wyprostowała się, ocierając usta oraz brodę ze słodkich resztek i odstawiła butelkę wódki przed sobą. Złapała za końce topu, rzucając go z siebie jednym ruchem, zostając w koronkowym biustonoszu. Dmuchnęła we włosy, które opadły jej na twarz, rzuciła część swojej garderoby prosto w Clive’a i owinęła palce wokół alkoholu, który zabrała ze sobą, kiedy się cofnęła.
      — Chodź do mnie, Bennett — powiedziała zachęcająco, nie spuszczając z niego spojrzenia, idąc na oślep gdziekolwiek, choć drogę do jego sypialni znała na pamięć. Ale kto powiedział, że akurat tam muszą wylądować?

      as you wish… 🤭

      Usuń
  7. Gdyby Clive zapytał, to Jodie powiedziałaby mu, że tak ogółem, to we wszystkim czuła się gorsza. Z przyzwyczajenia, z przekonania, że czego by nie zrobiła, to zawsze by się tak czuła, bo nie miała wystarczająco wielkich ambicji i nie była stworzona do wielkich rzeczy. I miał rację, choć gdyby padło to z jego ust, to faktycznie zabrzmiałoby dziwnie, bo z każdego przejebania da się wyjść, ale do tego z reguły potrzeba strasznie dużo motywacji, chęci, czegoś, co nie pozwala się poddawać, a co Jodie straciła jakiś czas temu. Mariesville było dla Clive’a przystankiem, potknięciem na tej drodze, którą nieustannie podążał od kiedy stąd wyjechał, choć mocno mu się ona skomplikowała, miejscem, w którym postanowił lizać swoje rany i potem zostawić za sobą, dla Jodie było to jedyne miejsce, które znała i w którym najprawdopodobniej zostanie do śmierci. Trochę z tym walczyła, bo tak nie musiało być, a trochę miała to już w dupie, bo sama nie wiedziała, czego tak właściwie chce, więc skoro była taka niezdecydowana, to miała problem. Może wiedział, jak to jest, może nie miał pojęcia, ale bez wsparcia było ciężko. Bez kogoś, kto kopnąłby ją w dupę, gdy było trzeba.
    Wierzyła w niego i uważała, że to nie jest miejsce dla niego, bo zmarnowałby tutaj swój potencjał, którego byłoby szkoda, a on w pewnym sensie wierzył w nią i może dobrze by jej zrobiło, gdyby to od niego usłyszała, ale nie usłyszy, bo o tym nie rozmawiali, choć czuli się przy sobie zajebiście. Czuli się lepiej niż przy kimkolwiek innym. Mogli być przy sobie pojebani i nie musieli przejmować się tym, że będą się za to oceniać. Jodie miała Clive’a, który do niej wracał, gdy sobie o niej przypomniał albo znudził innymi laskami, ona nie ograniczała go w tym, co i z kim robił, bo chociaż sama do łóżka chodziła tylko z nim, to nie oczekiwała tego samego. Czasami dziwiła się, jakie laski wybiera, gdy widywała ich w barze, ale nie wiedziała, czy w takich chwilach przemawiała przez nią zazdrość, czy troska. Zresztą, jakie to ma znaczenie? Podobało się jej to, co ich łączyło i też chciała, żeby to trwało, bo było dla niej, jak łapanie oddechu po spędzeniu jakiejś chorej ilości czasu pod wodą. Przynosiło ulgę. Było fajne, bo mogła ogrzać się w zainteresowaniu Clive’a, na którym zawsze jej zależało i które w pewnym sensie zawsze podnosiło jej wartość.
    Oprócz tego Clive ją kręcił, robił to od kiedy pamiętała, więc spędzając z nim czas mogła zaspokajać w sobie tę potrzebę. Niekiedy chętnie pogadałby z nim trochę bardziej, trochę więcej o życiu, a mniej o dupie i cyckach, ale pomimo tego, że oboje w jakiś pojebany sposób sobie ufali, musieli ufać, skoro poszli ze sobą na taki układ i mogli być przy sobie sobą, to jednak trzymali się tego, co było najbezpieczniejsze.
    Jodie wydawało się, że mają uczciwy układ. Taki, którego oboje chcą, na którym oboje polegają i z którego każde z nich korzysta, dostając to, czego pragnie. Nie spotykali się, gdy nie chodziło o seks, a z tego, co w ten sposób sobie dawali i jakie braki upychali, nie zwierzali się sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde z nich miało coś innego do zaoferowania, oboje się wykorzystywali, ale w całym tym miasteczku Clive był najlepszym, co mogło spotkać Jodie. Lubiła spędzać z nim czas bardziej niż z innymi, lubiła, gdy podrywał ją w barze albo sklepie, choć nie przywiązywała do tego wielkiego znaczenia. Nie szukała miłości, nie szukała jej w nim. Pewnie, że nie marzyła o tym, żeby ciągnąć taki układ przez resztę życia, ale byli młodzi, chętni, napaleni i potrzebowali się w sposób, o którym nie mówili, ale który sobie dawali. Brała pod uwagę, że może rozpaść się im to w każdej chwili, Clive nie próżnował w poznawaniu innych lasek, ale póki trwało, to korzystała.
      Była wolna, bo chociaż nie miała poukładane w głowie, to nie akceptowała zdrady i nielojalności. Nie zdradzała Wade’a nawet wtedy, gdy przestało się im układać, a wciąż ciągnęli ten swój śmieszny związek, ani wtedy, gdy on sam obmacywał się z jakąś laską tylko po to, żeby kilka miesięcy później obsesyjnie uganiać się za Jodie. Miała swoje zasady, więc nie pakowałaby się w relacje z Clivem, gdyby cokolwiek łączyło ją z Wadem albo kimkolwiek innym, dlatego wszystko co robił jej były było bezpodstawne. Coś się skończyło, nie potrafił ruszyć naprzód i mogłaby spróbować to zrozumieć, gdyby nie fakt, że był w tym taki przerażający. Nie pomagał fakt jego oczywistych powiązań, o których Jodie nie chciała wiedzieć, słyszeć, widzieć, ale była z nim, więc czasami to nie było takie proste. Myślała, że się od niego uwolniła i strasznie prześladowało ją to, że było inaczej. Frustrowało, bo nie miała pomysłu, co z tym zrobić, ponieważ ani stawianie się Wade'owi nie pomagało, ani bycie bierną i obojętną.
      Może Jodie powiedziałaby Clive’owi coś więcej, gdyby zapytał, jednak on nie pytał, bo ona nie mówiła, a ona tego nie robiła, nie zapraszała go, żeby nie zawracać mu dupy rzeczami, które go nie interesowały. Trochę się nie widzieli, sporo się zmienili, ale pewne rzeczy nie zmieniały się wcale i Jodie wiedziała, że Clive wie, bo ma oczy, gdy coś nie gra.
      — Oby same specjalne rzeczy — zauważyła z nikłym uśmiechem, butelką wódki powstrzymując się przed dodaniem czegoś jeszcze, a piła dzisiaj trochę więcej niż zwykle, bo Wade ją wkurwił.
      Ale nie myślała o nim już prawie wcale, właściwie to przestała myśleć tak na dobre, gdy pozbyła się topu, a Clive ani nie powstrzymał cichego komentarza, ani nie ukrywał tego, że podobało się mu to, co widział. Był słodki, gdy gapił się w nią z wrażenia, choć to nie było nic, co widział pierwszy raz. W ogóle musiał widzieć w swoim życiu całkiem sporo cycków, dlatego tym bardziej łechtało jej ego to, że lubił jej. Cycki to nie było wszystko, co miała do zaoferowania. Nie był to też tylko zajebiście zgrabny tyłek i to, że była taka śliczna, ale najważniejsze, że mu się podobała. Nie oczekiwała tego, ale kręcił ją fakt, że mimo wszystko traktował ją lepiej niż inne laski.
      Wiedziała, że za nią pójdzie i, prawdopodobnie, podejrzewała, że dopadnie ją, zanim zdąży wejść do sypialni, ale przecież o to chodziło. Jodie mocniej zacisnęła palce wokół butelki, porządnie ją trzymając i jęknęła cicho przyciśnięta do ściany, zachłannie odwzajemniając pocałunek Clive’a. Uśmiechnęła się przy tym, a kiedy się od niej odsunął, ujęła w wolną dłoń jego policzek, który pogładziła i wpatrywała się w niego nawet wtedy, gdy jego wzrok uciekał niżej.

      Usuń
    2. — Zajebiście — potwierdziła cicho z ciężkim oddechem, zarzucając ręce na jego kark i przyciągnęła do siebie, namiętnie całując. Też smakował tą brzoskwiniową wódką i pachniał tak jak zawsze, a był to zapach, do którego Jodie zaczęła się przyzwyczajać, znając na pamięć. Mocno przycisnęła do Clive’a swoje drobne ciało, palce wolnej ręki wplatając w jego włosy, za które pociągnęła, zmuszając do tego, żeby po pierwsze oderwał się od jej warg, a po drugie trochę odchylił głowę. Wsparła się na palcach, jeszcze bardziej napierając na niego swoim ciałem i zostawiła pocałunek na jego szczęce, zahaczając o szyję.
      — Co masz ochotę ze mną zrobić? — zapytała wprost w jego skórę, drażniąc ją ciepłym oddechem i zadarła brodę, aby spojrzeć mu w oczy.

      oopsie, what if I like to take risks? and make wishes come true? ;>>

      Usuń
  8. W domu Jodie nikt jej nie chwalił, nikt w nią nie wierzył, nie mówił, że może wszystko, podczas gdy Clive był złotym chłopcem Mariesville, gwiazdą drużyny futbolowej, dzieciakiem tych Bennettów i on faktycznie mógł wszystko. Ona nawet nie zdążyła porządnie chcieć, a życie posadziło ją na tyłku i uświadomiło, że w rzeczy samej, jest spisana na straty. Oboje wiedzieli, jak brak wsparcia, wiary, czegoś, co pomogłoby odbudować zrujnowane poczucie własnej wartości działa na człowieka i Jodie, choć bardzo chciała, nie była wyjątkiem. Dała sobie zryć głowę. Może się nie doceniała, ale jak miała to robić, skoro przez całe życie była uczona tego podziału na lepszych i gorszych, na tych, którym się uda i którzy zawsze będą skazani na porażkę. Automatycznie wrzucała się więc w tę drugą kategorię, nie widząc w sobie absolutnie nic, co mogłoby sprawić, że to jej miałoby się udać. Przez chwilę taka szansa istniała, ale życie prędko ją zweryfikowało i to w najboleśniejszy sposób, odbierając jej nie tylko to, co kochała robić, ale przede wszystkim osobę, dla której była kimś nawet w tym pieprzonym miasteczku.
    Jodie nie uważała więc, że zasługuje na więcej, bo co by to niby miało być? Teoretycznie mogła wyjechać z Mariesville w każdej chwili, bo jej w przeciwieństwie do Clive’a nic tutaj nie trzymało, ale co dalej? Wszędzie będzie barmanką lub kelnerką lub jedną i drugą i najprawdopodobniej w każdym miejscu będzie musiała harować na dwa etaty, głowiąc się, jak przetrwać do wypłaty, bo oprócz tego, że nic więcej nie potrafiła, to życie kosztowało. W większym mieście pewnie więcej niż w takiej mieścinie, a jej nie było na to stać. Na wielkie przeprowadzki, wynajmowanie ciasnych mieszkań za kokosy, bycie bezrobotną.
    To dorosłe życie było skomplikowane, więc nie komplikowali układu, w którym byli. W myślach układali pytania, które zadaliby sobie, gdyby ze sobą szczerze pogadali, szukali słów, które by sobie powiedzieli, natomiast dłońmi robili coś, co nie dawało im przestrzeni na rozmowę. Im szybciej skupiali się na sobie, na tym niezobowiązującym seksie, natychmiast przypominając sobie, po co się spotykali, tym było bezpieczniej. Tym bardziej malało prawdopodobieństwo powiedzenia czegoś więcej, czegoś za dużo, czegoś, co pozwoliłoby im się przed sobą otworzyć albo, co gorsze, pokazać, że nie byli dla siebie tacy obojętni.
    Clive miał złamane serce, a Jodie nawet jeśli bardzo próbowałaby tego nie widzieć, to i tak widziała. Wiedziała, że tak jest, bo chociaż nie znała go dzisiaj tak jak kiedyś, to wyraźnie dostrzegała zmiany, które w nim zaszły. Clive cierpiał, a ona niewiele mogła na to poradzić, więc sięgała po seks. Ratowała ich nim. Tym, że przynajmniej na chwilę mógł przy niej zapomnieć i poczuć się zajebiście.
    Gdyby rozmawiali, to zapytałaby się, co tak właściwie stało się w Savannah i czy w ogóle chciał o tym rozmawiać. Powiedziałaby mu, że ci ludzie, którzy mu to zrobili, nigdy nie zasługiwali na to, żeby był w ich życiu. Powiedziałaby, że miał prawo być wkurwiony, zraniony, pełen żalu i niezgody wobec tego, co się wydarzyło, mogło go boleć, choć nie mógł ulegać temu bólowi zbyt długo, bo przecież z każdego przejebania da się wyjść.
    Może kiedyś przyjdzie taki moment, że coś wreszcie sobie powiedzą i nie będzie na to za późno.
    Póki co to nie był odpowiedni moment, przede wszystkim przez to, że ich usta były ze sobą złączone, a gdy nie były, a oni nie całowali się ze sobą tak, jakby nie robili tego od lat i musieli to koniecznie nadrobić, to przyciskali je do swoich innych części ciała. Jeśli chodziło o Jodie, to ona mogłaby całować się z Clivem przez resztę nocy, nawet stojąc pod tą ścianą, choć byłoby miło, gdyby się przy tym choć trochę obmacali, ale i bez tego cholernie przyjemnie było to, co z nią robił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sprawiało, że choć Jodie ewidentnie nie powinna, to pozwalała sobie na to, aby być wobec niego bardziej czułą. Łączył ich tylko seks, niezobowiązujący układ, na który oboje się zgodzili, jednak Jodie uwielbiała korzystać z przywilejów faworytki, żeby nie sprowadzać ich zbliżeń do bezmyślnego, zwierzęcego pieprzenia. Jasne, że w ten sposób zaspokajali swoje potrzeby i wypełniali braki, ale nie musieli przy tym źle się traktować, bo chwila czułości nie sprawi, że się w sobie zakochają. Prawda?
      — O, kurwa — wyrwało się jej cicho z zachwytu, gdy Clive bezwstydnie przyznał się, co miał dzisiaj w planach. Jodie miała wrażenie, że nogi lekko się pod nią ugięły, stając się jak z waty, a ona poczuła charakterystyczny ścisk w podbrzuszu. — Masz bardzo ambitne plany — skomentowała zaczepnie, całkiem zadowolona z tych ambicji, bo nie żeby go prowokowała, ale chętnie przekona się, czy Clive akurat dzisiaj sprawi, że będzie krzyczała. Już nieraz to robił, więc oboje wiedzieli, że miał wielkie szanse.
      Jodie mocno przygryzła wargę niezadowolona, że Clive się odsunął i zabrał dłonie, przez co i ona musiała niechętnie odsunąć od niego swoje rączki. Jakoś tak mimowolnie uśmiechnęła się tym swoim rozbrajającym uśmiechem, odwzajemniając ten jego uśmiech, który przyjemnie kojarzył się z dawnymi czasami. Patrzyła na niego, gdy szedł w stronę sypialni i odstawiła wódkę w pierwsze lepsze miejsce, które miała po drodze, bo to prawda, że nie musieli przy sobie pić. Właściwie gdyby nie Wade i jego wiadomości, to Jodie w ogóle nie musiałaby się napić, nawet na rozruch. Ale zrobiła to, żeby oczyścić się z negatywnych emocji i zadziałało, bo miała zdecydowanie lżejszą głowę.
      Jodie, korzystając z zaproszenia, powędrowała za Clivem do jego sypialni i przygryzła wargę, na krótką chwilę opierając się o framugę w drzwiach, skąd obserwowała, jak pozbywa się swoich ciuchów, choć bardzo chętnie zrobiłaby to za niego. Westchnęła, obrzuciła spojrzeniem jego ciało, które zdążyła poznać zaskakująco dobrze i czuła tę kumulującą się w podbrzuszu ekscytację, która mieszała się z podnieceniem.
      Lubiła, gdy to on ją rozbierał, ale w związku z tym, że z reguły była grzeczną dziewczynką, a to było coś, co Clive w niej lubił, Jodie weszła w głąb sypialni i rozpięła swoje dżinsy. Zaczęła kręcić biodrami, powoli uwalniając się z opinającego jej ciało materiału i kłamałaby, gdyby powiedziała, że nie robiła tego z premedytacją. Oczywiście, że każdy jej ruch był przemyślany. Że celowo eksponowała swoje ciało przed Clivem, pozbywając się kolejnych części garderoby. Nawet specjalnie się wypięła, bezkarnie świecąc mu przy tym swoim zgrabnym tyłkiem w majtkach, które miały mniej niż więcej materiału, żeby podnieść dżinsy z ziemi tylko po to, aby zaraz odrzucić je gdzieś na bok.
      — Tylko bez nich? — zapytała dla pewności, nieznośnie grzecznie i niewinnie, siadając na łóżku i tak dla podkreślenia swojej niewinności, przesunęła dłońmi po biuście, lekko go ściskając i bezczelnie patrząc Clive’owi w oczy, gdy odsunęła biustonosz na tyle, że kusząco odsłoniła część swoich krągłych cycków. — Czy masz jeszcze jakieś życzenia? — dopytała bezwstydnie z wyraźnym błyskiem w oku, w którym odbijała się włączona lampka, dumnie unosząc przy tym brodę i nie kryła wyraźnego zadowolenia, które malowało się na jej zarumienionej twarzy.
      Założyła, że jeśli Clive planuje wylądować między jej nogami, to powinna zrobić mu między nimi miejsce, dlatego odchyliła się i oparła na łokciach, zachęcająco rozsuwając uda.

      go ahead, I can't wait to feel you ;>>

      Usuń
  9. Pewnie to sprawiało, że Jodie zawsze czuła się przy nim dobrze, nawet po tym, gdy zdążyli zapomnieć i przypomnieć sobie o swoim istnieniu, choć tak naprawdę ona nigdy nie zapomniała, bo Mariesville nawet na to jej nie pozwalało. Za to, gdy się jeszcze przyjaźnili i spędzali czas na czymś innym niż ruchaniu, to Clive dawał Jodie poczucie normalności. Nie skupiał się na podziałach, nie kierował stereotypami i sprawiał, że jej życie było przyjemniejsze, choć nigdy mu tego nie powiedziała. Nie zdążyła, a może nie chciała, bo ostatecznie i tak wiedziała, że ma przejebane, a on nie. Dopadło ją to wszystko później, gdy nie wyjechała z Mariesville, nie przeniosła się do Camden, tylko została w miejscu, które ją dusiło, ale równocześnie było wszystkim, co znała, więc wydawało się najbezpieczniejsze dla kogoś, kto właśnie stracił grunt pod nogami, dlatego chyba potrafiła zrozumieć, dlaczego Clive ze wszystkich miejsc na świecie wybrał właśnie to.
    Oprócz tego, że Clive miał miękkie serce, to Jodie uważała go za wrażliwego faceta, który ostatnio trochę się pogubił, więc odstawiał beznadziejne akcje, ale robił to tak, żeby najbardziej skrzywdzić siebie. Nie rozmawiali o tym, bo niby z jakiej racji mieliby, skoro praktycznie o niczym nie rozmawiali, ale widziała, co się z nim działo. Czasami, tak z czystej troski, która przecież nie była podszyta niczym więcej niż sentymentem, martwiła się o niego. Robiła to, ponieważ jak na kogoś, kto uważał, że z każdego przejebania da się wyjść i nigdzie nie jest napisane, że tak musi być już zawsze, coś uparcie się z tego nie wygrzebywał, a może nawet jeszcze bardziej w to brnął.
    Nie czuła się za niego odpowiedzialna i nie czuła, żeby Clive oczekiwał od niej więcej niż to, żeby odpisywała mu na wiadomości i przychodziła na spotkania, gdy się umówili, Jodie nie wiedziała nawet, czy zapytałaby się go co tam, bez podszywania tego podtekstami i zaczepnym tonem, bo szczerze wątpiła, że powiedziałby jej prawdę, ale tak ogólnie, to dużo o nim myślała. I to niekoniecznie o tym, że był zajebisty w łóżku, a ona nie może doczekać się następnego razu, choć to też była prawda.
    Dość samolubnie lubiła jego obecność w swoim życiu. Nieregularną i taką, że nie wchodzili sobie w drogę, bo chociaż mieszkali w jednym miasteczku, mając się praktycznie pod nosem, a niekiedy jeszcze bliżej, to pozwalali na to, żeby ich życia toczyły się własnym torem, do którego wpadali na chwilę i wypadali szybko, jakby zostanie na dłużej groziło katastrofą. W pewnym sensie emocjonalne przywiązywanie się do Clive’a byłoby dla Jodie katastrofą. Nie chciała tego, bo już raz to zrobiła, a gdy ponownie odkryła, że wciąż jest z nim fajnie i miło, to zrozumiała, że miałaby jeszcze bardziej przejebane niż kiedyś.
    Wychodziło im, dlatego nie próbowali tym nawigować i dodawać czegoś, co nie było potrzebne, a niosło ze sobą pewne ryzyko, choć Jodie nie skłamałaby, gdyby powiedziała, że w pewnym sensie i tak czekała aż to wszystko między nimi się skończy, bo takie rzeczy zawsze się kończyły.
    Póki co jednak czekała na coś innego, ponieważ Clive rozpalił ją tymi pocałunkami, poleceniami, planami, które nawet jeśli niczym nie różniły się od tego, co zwykle robili, to jednak doprowadzenie Jodie do krzyku, to nie była taka prosta sprawa, chociaż wobec niego stawała się wyjątkowo uległa. Ufała mu na tyle, żeby to robić i to było coś, czego najwyraźniej potrzebowała, żeby całkowicie się mu oddawać. Tego dziwnego poczucia bezpieczeństwa, tej świadomości, że z nim zawsze było tak, jak powinno. Pomagały w tym czułe gesty, które mieszały się z tymi bardziej stanowczymi, a których konsekwentnie sobie nie odmawiali, bo tak lubili najbardziej. Tak im się podobało, tak nadawali temu czegoś lepszego od bezmyślnego pieprzenia, choć wciąż robili to tak, żeby nie przesadzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jodie bywała samolubna, dlatego uwielbiała, gdy Clive się nią zajmował, skupiał na niej i sprawiał, że traciła zdolność logicznego myślenia, plącząc się w słowach przepełnionych aprobatą wobec tego, co z nią robił, ale to był uczciwy układ, więc tak jak on dbał o nią, tak ona dbała o niego. Wiedział, że gdyby jakimś cudem trafił do niej w ten gorszy dzień i pozwolił jej zobaczyć się w fatalnym stanie, to do niczego między nimi by nie doszło. Nie przeruchaliby się ze zwykłej uczciwości.
      Jodie uśmiechnęła się, obserwując Clive’a z fascynacją, kolejny raz uświadamiając sobie, jak kurewsko ją kręcił i że nawet to, jak rozpinał spodnie i pozbawił się paska, było cholernie seksowne. Spomiędzy jej rozchylonych warg wydostał się niekontrolowany, drżący oddech, kiedy Clive oparł się o łóżko najpierw kolanem, potem dłonią, a potem wreszcie pozwolił Jodie poczuć swój ciężar ciała. Szybko ujęła jego twarz w dłonie, opadając na miękki materac, ale pocałunki odwzajemniała zaskakująco powoli, zgodne z tempem, które narzucił. Było w nich trochę zachłanności, bo pragnęła go, ale przeważało to, że były takie dokładne i czułe. W tym samym czasie dłonie Jodie przesunęły się z twarzy Clive’a na jego kark, który muskała opuszkami, następnie na łopatki i wzdłuż ramion, bezkarnie go dotykając. Miała jeszcze ochotę, żeby wcisnąć je ponownie do jego spodni, choć i bez tego czuła, co z nim robiła, ale nie zdążyła, bo pocałunki, które Clive przeniósł z jej ust na szyję i dekolt, skutecznie ją rozproszyły. Westchnęła przeciągle, odruchowo przymykając oczy, rozkoszując się mokrą ścieżką, którą wyznaczały jego usta, przemykając przez najwrażliwsze miejsca, w których mógł zostawiać ślady, bo nie umawiali się, że to zakazane. Niebezpieczne z uwagi na Wade'a i jego popierdoloną głowę, ale Jodie była wolna i w dodatku uwielbiała, gdy Clive ssał albo przygryzał jej skórę. Szybko pomogła mu uporać się z biustonoszem, który także gdzieś niedbale porzucili. Palcami jednej dłoni znów przesuwała po skórze Clive’a, palcami drugiej przeczesywała jego włosy, czując konsekwentnie budujące się w podbrzuszu niecierpliwe podniecenie, które sprawiało, że już pulsowała, choć jej nie dotknął i marzyła o tym, żeby wreszcie to zrobił.
      Rozmarzona uchyliła powieki, obserwując Clive'a z ekscytacją i zachwytem, ale też pewnym wyzwaniem, które niemo mu rzucała, jakby chciała poczuć jeszcze więcej. Im wędrował niżej, tym trudniej było podążać wzrokiem za pocałunkami, które zostawiał, dlatego Jodie podparła się na łokciach i zacisnęła usta, gdy ich spojrzenia się spotkały, a ona ponownie mogła obserwować go z przyjemnością. To, że, kurwa, wylądował przed nią na tych kolanach, czym dosłownie odebrał jej mowę. Doprowadził do tego, że rozpalona wpatrywała się w niego z podnieceniem wymalowanym na twarzy i dopiero roześmiała się cicho na jego komplement. Niewiele w tej chwili robiła, ale cholera, podobało się jej, że to mówił. Że go jarała.
      Uniosła biodra, ułatwiając mu zdjęcie majtek, które były w tym momencie tak niepotrzebne, że aż przeszkadzały i niekontrolowanie wstrzymała oddech, gdy Clive zbliżył usta do jej ud. Poczuła, jak bicie jej serca przyspiesza i że w oczekiwaniu, by poczuć go na sobie i tę słodką ulgę, która wraz z nim nadejdzie, instynktownie napina mięśnie, podsuwając się w jego stronę.
      — Kurwa, Clive — wymamrotała, czując, że się niecierpliwi, że nie może się doczekać, podczas gdy on tymi pocałunkami po wewnętrznej stronie ud jeszcze bardziej ją nakręcał i sprawiał, że robiła się mokra. — Jaki ty jesteś zajebiście seksowny — wyrzuciła z siebie prawie na jednym wdechu, przygryzając wargę i palcami przesunęła do tyłu kosmyki włosów, które opadły na jego czoło.

      better not, especially since you're already on your knees <3

      Usuń
  10. W sumie to Jodie nic nie wiedziała. Nie wierzyła plotkom, nie ufała ludziom, którzy powtarzali niesprawdzone, wyrwane z kontekstu informacje i w dodatku sama tyle razy padła ofiarą takich pomówień, bo komuś coś się wydawało, że z dużym dystansem podchodziła do tego, co ludzie mówili. A mówili dużo i często, bo urok tego miasteczka polegał na tym, że ludzie się znali. Lubili mniej lub bardziej, kojarzyli lepiej lub gorzej, ale zawsze na tyle, żeby móc o kimś pogadać. Clive był znany, bo oprócz tego, że był złotym chłopcem Mariesville, którym zachwycały się wszystkie starsze i młodsze sąsiadki, to jeszcze był synem znanych ludzi. Od urodzenia był więc skazany na bycie człowiekiem pozbawionym anonimowości, ze spojrzeniami skierowanymi w jego stronę i szeptami, które komentowały każdy jego krok. Kurwa, Jodie chyba palnęłaby sobie w łeb, gdyby ledwo się urodziła, a ludzie oczekiwaliby od niej samych wspaniałych rzeczy i wyborów, ale Clive świetnie znosił tę presję. Jego powrót wzbudzał w mieszkańcach poruszenie, bo nie tylko Jodie widziała go w innym miejscu. Ludzie więc gadali. Jeśli Clive zapytałby Jodie co mówili, to odpowiedziałaby mu, że dużo, bo mniej więcej każdy zastanawiał się, dlaczego tutaj wrócił i dlaczego sam, skoro podobno od dawna miał jakąś dziewczynę. To nie był przytyk, ale nikt, nawet ludzie, którzy kochali Mariesville, nie uważali, że takie nagłe powroty nie są podejrzane, a im mniej wiedzieli, tym więcej sobie dopowiadali.
    No i każdy miał oczy, więc nie było jakoś szczególnie trudno zauważyć w barze pijanego Clive’a, który w tym swoim wypasionym, policyjnym mundurze zawsze wyglądał porządnie, a bez niego zachowywał się trochę tak, jakby postanowił, że musi zrobić wszystko, żeby się upodlić. Pił, otaczał się laskami, które wyrywał na swój śliczny uśmiech i ładne oczy, a one chętnie rozkładały przed nim nogi. Jodie niewiele była od nich lepsza, w sumie to wcale nie była, ale powtarzała sobie, że zna go bardziej, więc to coś innego. Clive wciąż jednak był w oczach wielu mieszkańców tym złotym chłopakiem, który skrada serca starszych sąsiadek i łamie serca tych młodszych, a fakt, że pomagał matce, działał na jego korzyść. Pomagał tuszować inne zbrodnie, bo dużo osób obojętnie machnie ręką na to, że upił się w barze, przecież był młody, po robocie i miał swoje potrzeby, a zachwyci tym, że jego matka miała w nim oparcie.
    Jodie słyszała więc sporo, ale nic nie wiedziała, no oprócz tego, że Clive był zajebisty w łóżku, co była święcie przekonana, że przypadkiem usłyszała kiedyś obsługując jakieś przyjezdne laski. Widziała może więcej, ale uparcie nie wtrącała się w jego życie, bo nie czuła, że powinna. Clive’owi dobrze szło udawanie, że ma we wszystko wyjebane, Jodie zaczęła podejrzewać, że może być inaczej tylko dlatego, że sama tak robiła. Sama udawała. Czasami łapała się na tej myśli, że może powinna z nim pogadać, skoro było sporo znaków, że coś jednak nie gra, a ta poza, którą przyjął Clive była jedynie pozą, ale potem szybko wybijała to sobie z głowy. Nie mogła mierzyć go swoją miarą, choć z drugiej strony nic by się nie stało, gdyby zapytała. Oprócz tego, że mógłby się na nią wkurwić i kazać spierdalać, a tego nie chciała.
    Nie chciał jej uwagi, więc nie dawała mu jej więcej niż ta, która ograniczała się do wspólnych nocy, choć te czułe gesty, które czasami z nich wychodziły, chyba zdradzały, że mogłaby mu dać jej jeszcze więcej. To też czasami przerastało Jodie, bo wiedziała, że żadne z nich nie nadaje się do relacji ambitniejszych niż sam seks, nie po tym, jak dosłownie przeżuły ich poprzednie związki. Wade przetyrał Jodie tak bardzo, że dopiero, gdy z nim zerwała, poczuła, że może oddychać, ale nie na długo, bo Wade nie zniknął z jej życia, tylko wciąż je zatruwał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy ją tłamsił, początkowo mydląc oczy czuły obietnicami, których Jodie nie potrzebowała wiele ani zbyt wielkich, bo była zjebana i potrzebowała kogokolwiek, ale nie sądziła, że trafi na kogoś aż tak pojebanego, a teraz prześladował. W każdym z tych wariantów dodatkowo się na niej wyżywał. W jej życiu nie było miejsca na prawdziwy związek, za to układ z Clivem był wygodny, bo nieograniczający, ale jedyne, co nie grał, to fakt, że podpadł tym Wade’owi i miał u niego przejebane tak dla zasady.
      Clive był dla Jodie męski i seksowny, zajebiście męski i seksowny, kręcił ją tak, że wracała do niego po więcej i starała się, żeby ich układ trwał w najlepsze, ale jednocześnie wiedziała, że jest czymś skrzywdzony, bo gdyby tak nie było, to pewnych rzeczy po prostu by nie robił, bo był na to zbyt wrażliwy, dlatego musiał uciszać swoje sumienie alkoholem.
      Prawda była taka, że oboje czymś się przy sobie zapychali. Clive tym, jaka Jodie była w niego wpatrzona, że uważała go za męskiego i silnego, że w pewnym sensie go podziwiała, a on jej dawał uwagę. Sprawiał, że przez pół godziny albo godzinę czuła się tak, jakby była najważniejsza, a cały ten świat, który ją skopał, to miasteczko, Wade, dwie prace, które coraz trudniej było jej pogodzić, nie istniało. Istniała tylko ona i Clive.
      Uzależniała się od tego, w jaki sposób czuła się przy nim. Od tego, że chociaż wiedziała, że jest śliczna, ma zajebiste nogi, cycki, tyłek, bo najebani faceci w barze powtarzali jej to na okrągło, myśląc, że takie komplementy i noc z nim to szczyt jej marzeń, to dopiero z ust Clive’a brzmiało to po prostu inaczej. Lepiej. Jemu chciała się podobać, chciała go jarać, chciała, żeby z wrażenia brakowało mu słów. Lubiła, gdy patrzył się na nią tak, jak tylko on potrafił to robić, a potem całował tak, jakby po tym seksie wcale nie rozchodziliby się praktycznie bez słowa.
      Jodie jęknęła cicho, czując pieczenie w miejscu, w którym Clive zostawił wyraźny ślad po swoich ustach i zębach, przez co mimowolnie pociągnęła za jego włosy. Kontrolnie spojrzała w tamtą stronę, zauważając, jak szybko nabiera mocnych kolorów. Obserwowała go, chłonąc każdy ruch i gest, którym się ekscytowała. Znowu z jej ust padł niewybredny komentarz, których przeciągnęła, gdy poczuła na sobie, tam, gdzie była już tak dokładnie rozpalona i mokra, jego usta. Zabrzmiało to tak, jakby mówiła coś w stylu ojapierdolękurwatak, wstrzymując przy tym oddech, który wypuściła dopiero po chwili, wzdychając słodko. Odchyliła głowę, czując jego język, który spotęgował rozkosz, jednocześnie przynosząc ulgę i ochotę na więcej. Patrzyła na Clive’a absolutnie zachwycona jego widokiem między swoimi udami, a wyglądał tak seksownie, że samo patrzenie na niego sprawiłoby jej przyjemność, którą obecnie aż przesiąkała. Była taka wrażliwa na jego dotyk, natomiast on wiedział, jak go używać, by doprowadzić ją do szaleństwa. To nieprawdopodobne, że tak szybko zdążył się jej nauczyć.
      Napięła brzuch, aby unieść się trochę wyżej, żeby móc na niego patrzeć, prosto w jego oczy, które co jakiś czas na nią unosił, ale nie wytrzymała tak długo. Musiała zacisnąć oczy, gdy jeszcze mocniej i dokładniej poczuła jego język. Odchyliła głowę i jęknęła głośno, opadając na materac.

      Usuń
    2. Gwałtownie złapała za jego dłoń, której palce mocno wbijał w jej biodro, ale jakoś tak kompletnie nie skupiała się na ewentualnym bólu. Niekontrolowanie, instynktownie poruszyła biodrami, a raczej próbowała poruszyć, jakby chciała uciec przed natłokiem tej oszałamiającej rozkoszy, którą jej dawał, ale nie mogła.
      — Clive — wyrzuciła z siebie nagle, trochę słodko, zdradzając się z tego, co z nią wyprawiał, a trochę upominająco za to, jak stanowczo ją przy sobie trzymał, sprawiając jej obezwładniającą przyjemność. Bezczelny. — Jesteś… najlepszy — jęknęła i jeszcze mocniej zacisnęła palce na jego nadgarstku, drugą dłonią lekko uderzając w materac, zanim wplotła ją w jego włosy, nie panując nad tym, że tak jakby trzymała go teraz przy sobie, podczas gdy jej biodra wyrywały się w jego stronę, pod te usta i język, błagając o więcej.

      the views from above are also very impressive ;>>

      Usuń
  11. Jodie nie miała bardziej przejebane od Clive'a, ale miała dłużej, więc wiedziała, jak to jest, gdy nagle cały świat i wszyscy ludzie są źli. Wiedziała, jak to jest stać się dla siebie największym wrogiem, nie mieć motywacji, chęci i siły, żeby cokolwiek zmieniać, choć z drugiej strony jakiś instynkt przetrwania wręcz każe się ratować. Jodie wiedziała także, jak to jest, gdy z planu na resztę życia wychodzi przyjemne nic i nagle wraca się do punktu wyjścia, ale z tą różnicą, że tym razem nie ma się nic, bo wszystko, co się miało, właśnie przestało mieć prawo bytu. Dużo wiedziała, bo nie była głupia, ale nie miała za to pojęcia, jak musiał kurewsko boleć upadek ze szczytu, bo tam nigdy nie trafiła. Miała też ten plus, że nikt nie pokładał w niej wielkich nadziei i nie uważał, że coś osiągnie, więc było jej łatwiej ukryć się w miasteczku i udawać, że tak, zawsze marzyła, żeby być barmanką i kelnerką. Że użeranie się pijanymi albo upierdliwymi klientami to jej hobby.
    Przypuszczała więc, że Clive bardzo cierpiał, ale ani się nie skarżył, ani nie żalił, tylko stworzył swój pojebany sposób na to, żeby jakoś poradzić sobie z tym, że został zraniony, straumatyzowany i kopnięty w dupę przez osoby, na których mógł i powinien polegać, ale cierpiał i oni nie potrafili też zrozumieć. Z kolei tego zachowania nie potrafiła zrozumieć Jodie, ale być może dlatego, że była w swoim życiu tak bardzo samotna, że szanowała każdą bliską znajomość. Dbała o nią, starała się. Walczyła nawet o to, co łączyło ją z Wadem, bo myślała, że go kocha i że miłość czasem boli.
    Jodie nie uważała się za koło ratunkowe dla Clive’a, ponieważ nie robiła dosłownie nic poza tym, że się z nim chętnie pieprzyła, żartowała albo flirtowała, ale jeśli tak było, to jej to nie przeszkadzało, choć raczej nie była odpowiednim wyborem. Mariesville było pełne lasek, które bardziej od niej nadawały się do tej roli, choć było coś w tym, że w pewnym sensie Jodie miała oko na Clive’a i gdy był z nią, to nie pozwalała mu się upadlać. I nigdy mu nie pozwoli, bo chociaż nie chciała się wtrącać, w końcu to nie był obszar życia, do którego została zaproszona, to nie byłaby w stanie bezczynnie patrzeć, jak Clive mści się na sobie za to, że został skrzywdzony.
    To może dziwne, ale lubiła, gdy spędzał z nią czas, ponieważ czuła, że chociaż głównie to ona ulegała jemu, godząc się na to, co pragnął z nią zrobić, to ma jakąś przynajmniej pozorną kontrolę nad tym, co Clive wyprawia. No i była wobec niego czuła, słodka, dobra, starała się, chcąc sprawić mu tak zajebistą przyjemność, żeby za każdym razem, gdy nachodziła go ochota, żeby przelecieć jakąś obcą laskę, przypominał sobie o niej i tym jak zajebiście im było. Nie z zazdrości, bo tego do siebie nie dopuszczała, choć to oczywiste, że wolała, żeby był z nią, niż rozbijał się pijany po kiblach z byle kim, ale z troski.
    Clive nie tylko był zajebisty w łóżku, Jodie dostrzegała w nim znacznie więcej, bo najwyraźniej jakaś jej część wciąż próbowała, pomimo tylu zmian, które w nim zaszły, traktować go jak przyjaciela. Poza tymi oczywistymi rzeczami, które im uległy, Clive nadal był porządnym facetem, który jak nikt inny miał szansę, żeby wyrwać się stąd i zrobić to nie dla kogoś, tylko dla siebie. W tej chwili to on powinien być dla siebie najważniejszy, a to życie, które mu popisowo się posypało, ułoży się. Jodie w to wierzyła, a to sporo znaczyło, bo z reguły była tej wiary pozbawiona.
    Dobrze im się trafiło, że trafili na siebie. I to w takich momentach życia, w których okazało się, że byli dla siebie tym, czego najbardziej potrzebowali. Jakby naprawdę do siebie pasowali, choć z drugiej strony wszystko udowadniało im, że nie mogą. Ale Jodie podobało się to, co między nimi było i dopóki każdemu z nich taki układ odpowiadał, a był on uczciwy, to zamierzała z niego korzystać. Nie ukrywała tego, że spotkania z Clivem jej pomagały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były formą rozrywki i dobrej zabawy, ale dla niej też czymś, co ją ratowało. Wyrywało ze szponów Wade’a, pozwalało zatopić się w bliskości, która nie sprowadzała się do suchego ruchania, nawet gdy musieli się uwinąć, pomagało oderwać się od rzeczywistości, która naprawdę robiła wszystko, żeby Jodie dała sobie już spokój, a ona jak na złość nie dawała. Prawdę mówiąc, jej seks z Wadem był bardziej nieczuły, nijaki i bezrozumny niż ten, który łączył ją z Clivem.
      Nie wiedział, ale pomagał jej, podnosząc poczucie wartości, które w dalszym ciągu błędnie mierzyła, nie tą skalą, którą powinna, jednak najważniejsze, że traktował ją lepiej niż inne laski. Tyle na nią działało. Bo czuła się seksowna, piękna i lepsza od innych, przynajmniej ten jeden raz.
      Och, Jodie chętnie pokieruje Clivem, bo nie była wstydliwa, tylko czasami zgrywała przed nim taką niewinną, żeby jeszcze bardziej go podkręcić, wzmacniając poczucie męskiego mężczyzny, ale rzecz w tym, że nie musiała mówić mu, co ma robić, ponieważ doskonale wiedział. Wyprzedzał jej myśli, a potem, tak jak dzisiaj, spijał z niej efekty swojej ciężkiej pracy.
      Nie miała pojęcia, czy powinna poudawać przed nim, że powinien postarać się bardziej dla jej aprobaty, którą już zdecydowanie dostał, ale podejrzewała, że jej uległe i słabe ciało, by na to nie pozwoliło. Mogłaby próbować, jednak na próżno, bo zdradzały ją wszystkie reakcje, których nie kontrolowała, a Clive zdążył poznać jej ciało na tyle, że wiedział, kiedy blefuje.
      Teraz obnażała się przed nim ze wszystkiego; z każdej, nawet najmniejszej fali przyjemności, która przebiegała przez jej ciało. Była przy tym głośna, jęcząc nie tylko z rozkoszy, ale też delikatniej frustracji, gdy Clive uparcie nie pozwalał jej poruszyć biodrami, dając jej taką przyjemność, że zaczęła pulsować i zaciskać mięśnie szybciej, niż przypuszczała.
      Ciężko jej się myślało, ale nie umknęło jej uwadze to, że Clive pozwolił Jodie złapać się za dłoń, zamknąć ją w ciasnym uścisku i trzymać, gdy jego język i usta wciąż były tam, gdzie robiła się coraz bardziej mokra. Odpowiedziała na ten gest, ściskając jego dłoń naprawdę mocno, tak mocno, jak silne było to, co budowało się w jej podbrzuszu. Wyżywała się na nim tak bardzo, jak sam tego chciał i nie ustąpiła nawet wtedy, gdy na chwilę się od niej oderwał, dając jej naprawdę krótki moment wytchnienia, który wykorzystała na to, by zaczerpnąć powietrza.
      — Jeszcze trochę — poprosiła rozkosznie, znów czując go na sobie. Mocniej zacisnęła palce na jego włosach, jakoś tak zupełnie odruchowo przyciskając go do siebie tym bardziej, im bliżej była. Patrzyła na niego rozmytym, półprzytomnym, jakby odurzonym spojrzeniem, tak oszołomiona tym, co z nią robił i leniwie przesunęła go na ich splecione dłonie, przygryzając dolną wargę, by choć trochę stłumić jęki, ale to nie było możliwe, bo niekontrolowane wyrywały się z jej gardła. Pełne aprobaty, jego imienia wypowiadanego łamiącym się głosem, przeplatających się z głośnymi westchnieniami i nieustannie powtarzanymi tak,tak,tak. — Nie przerywaj — błagała znowu, wciąż niewinnie, choć ściskała jego dłoń tak, jakby chciała mu w ten sposób przekazać, że jeśli jednak przerwie, to, kurwa, ją wkurzy.
      Syknęła, czując, jak w jej biodro wbijają się jego palce, zostawiając po sobie czerwone ślady, ale tym razem po drugiej stronie, aż nagle opadła na łóżko i przewróciła oczami z przyjemności, która zawładnęła jej drobnym ciałem. Rzuciła przy tym jego imieniem i nieznacznie oderwała lędźwie od łóżka, napinając mięśnie. Drżała, gdy orgazm przedzierał się przez jej ciało, zmuszając do tego, że próbowała zacisnąć uda.
      Jodie potrzebowała długiej chwili, żeby odzyskać świadomość i panowanie nad własnym ciałem, a kiedy otworzyła oczy, to wbiła je w sufit, głośno oddychając. Palce leniwie zsunęła z włosów Clive'a na kark.
      — Chodź do mnie — wyrzuciła z siebie cicho, chcąc przeżyć resztki tego spełnienia w jego ramionach.

      I suspect that it's not just the scenery that's a favorite ;>

      Usuń
  12. To prawda — nie ruchali się po to, żeby zaglądać sobie w duszę i odsłaniać kawałek po kawałku, choć Jodie czasami wydawało się, że mimowolnie zdarza się im to zrobić, a wtedy dostrzegali więcej. Clive potrafił zauważyć, kiedy Jodie przeczytała o jedną wiadomość za dużo albo gdy łapały ją rozterki, a ona widziała, jak raz jest z nim lepiej, raz gorzej. Tyle mogła więc dla niego zrobić, że przez chwilę czuł się przy niej dobrze, ale oboje wiedzieli, że to było złudne i trwające tyle ile seks. Że kończyło się, gdy Jodie wciskała tyłek w spodnie i zamykała za sobą drzwi. Wszystko podpowiadało jej, że najprawdopodobniej samopoczucie Clive’a nie było czymś, o czym powinna myśleć częściej niż wtedy, gdy znajdowali czas dla siebie, ale nie była bezduszna i myślała, choć doskonale wiedziała, z jakich powodów pozostawali na siebie zamknięci. Otwarcie zaczynało się tam, gdzie wszystko co sprośne, nieprzyzwoite i bezwstydne, a kończyło w momencie, w którym musieliby ze sobą porozmawiać. W momencie, który śmiało pozwolił Jodie przyznać, że nie jest okej, ale absolutnie nie pozwolił jej rozwinąć wyznania, korzystając z okazji, że Clive zapytał, że dał jej szansę, by zrobiło się jej lżej. Trochę nie była pewna, czy pytając, zdawał sobie sprawę z tego, że jeszcze usłyszy prawdę, czy robił to, bo wypadało zapytać, skoro przed chwilą go obmacywała, a nagle siedziała cicho, ale przede wszystkim to było jej wstyd i nie chciała zrzucać na niego swoich problemów, gdy on własnych miał w cholerę. Nic by to nie zmieniło.
    Jodie i Clive jak na bezproblemowych ludzi byli bardzo skomplikowani w tej swojej prostocie. W tym, że swoją znajomość nazywali tylko układem bez zobowiązań, którego fajność podkreślali na każdym kroku, ale równocześnie pozwalali sobie na te przydługie spojrzenia i myślenie o tym, że w sumie to chętnie by ze sobą pogadali, bo kiedyś potrafili i im wychodziło i coś podpowiadało, że dziś wzajemnie by się zrozumieli, nie oceniając przy tym, jednak z drugiej strony to było tak dawno temu, że zdążyli się zmienić, bo to dorosłe życie, za którym tak się uganiali, porządnie ich przemieliło.
    Brak oczekiwań minimalizowało ryzyko zawodu i to była kolejna z przyjemniejszych rzeczy, która się z nimi związała, bo przez te kilka miesięcy spotkań, tych nieustannych powrotów do siebie, Clive stał się w życiu Jodie czymś na ten ich pojebany sposób stałym, czymś, do czego zdążyła się przyzwyczaić, polubić, wyczekiwać i sądzić, że jej nie rozczaruje, choć ten jeden raz miał na swoim koncie. Tylko tym razem, w przeciwieństwie do tamtych czasów, niczego od niego nie oczekiwała.
    Na nic nie liczyła, bo Jodie, choć to mogło brzmieć śmiesznie, biorąc pod uwagę obecność w jej życiu Wade’a, nie pozwalała się krzywdzić. W jakimś sensie lubiła czuć ból, lubiła te wszystkie autodestrukcyjne rzeczy, które sprawiały, że czuła się ze sobą jeszcze gorzej i jeszcze bardziej miała wszystkiego dość, a potem kazała sobie wziąć się w garść i brała, bo rachunków, które ostatnio stanowiły jej największą motywację, nikt za nią nie zapłaci. Motywację, by być całkiem ogarniętą stanowił również Clive, ale w umiarkowany sposób i nie za bardzo, bo nie mogła polegać na tym, co sobie zbudowali. Jednocześnie lubiła spotkania z nim, lubiła seks, lubiła, że miała do kogo pójść i że on przychodził do niej, a choć nie rozmawiali, to dawali sobie coś, co działało.
    Coś na pewno było w tym, że unikanie dodatkowych problemów stało się ich priorytetem, chociaż Clive czasami zachowywał się tak, jakby wręcz ich szukał albo liczył na to, że same go znajdą. Jodie przynajmniej tego nie robiła, postanowiwszy nie dokładać sobie więcej niż to, co zapewniał jej Wade.
    I tak się miotła między tymi chujowymi uczuciami, które wywoływał w niej były, sprawiając, że czuła się jak gówno, które zasługiwało na to, jak ją traktował, a między tym wszystkim cudownym, co wywoływał w niej Clive, dodając jej siły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolała to drugie, bo wtedy czuła się tak zajebiście błogo, że chciała więcej. Od niego zawsze chciała więcej, bo kręcił ją bardziej niż ktokolwiek i póki co to właśnie na nim skupiała swoje pragnienia, zresztą, był odpowiedzialny za większość z nich i nawet szybkie numerki musiały być porządne.
      Podobały się jej każde spotkania, na jakie się decydowali, ale musiała przyznać, że najbardziej lubiła właśnie takie jak dzisiaj. Kurwa, uwielbiała je, choć najbardziej odbiegały od prostolinijności układu. Clive był nią taki zachwycony, widziała to w jego iskrzących się oczach, którymi zerkał na nią z pożądaniem, dzielnie pracując językiem między jej nogami, mocno ją przy sobie trzymając, znacząc jej ciało, pozwalając im spleść ze sobą dłonie, robiąc, kurwa, wszystko co ryzykowne. Gdyby Jodie się nie pilnowała, gdyby straciła zdrowy rozsądek jeszcze bardziej i zbyt długo wpatrywała się mu w oczy, to źle by skończyła. Ale najwyraźniej podniecało ją balansowanie na tej granicy, lubiła to swoje własne sadomaso, od którego była wręcz tak uzależniona, że nie mogła się nim nasycić. Nie wiedziała, czym sobie zasłużyła na to, że Clive postanowił spełniać jej dzisiejsze zachcianki i tak o nią zadbać, ale nie narzekała, właściwie to mało była w stanie powiedzieć, gdy orgazm przejął kontrolę nad jej ciałem.
      Dyszała z sercem dudniącym w klatce piersiowej i jedyne, co wiedziała, to, że cholernie mocno chciała poczuć Clive’a, w którego oczy spojrzała, kiedy się nad nią pochylił, a wzrok wciąż miała rozmarzony. Rozchyliła usta, gwałtownie wciągając powietrze, gdy poczuła między udami ich dłonie, które dotykały jej, gdy była taka wrażliwa, że nawet najmniejszy gest sprawiał, że mimowolnie próbowała zacisnąć nogi, ale zamiast tego mogła jedynie mocno objąć nimi Clive’a. Spojrzała więc w dół, komentując to dosadnym ja pierdolę, które szybko ucichło w nagłym pocałunku. Odwzajemniła go łapczywie, lekko odrywając głowę od łóżka, aby mocniej naprzeć ustami na usta Clive’a, choć ich palce nie próżnowały, dokładając jej rozkoszy. Wzdychała, wypychając klatkę piersiową w jego stronę, ocierając się o niego piersiami i czuła, jak wiele mógł jej jeszcze dać.
      — Bardzo lubię — przyznała pewnie, choć szeptem, dopiero teraz uświadamiając sobie, że to kolejny raz, gdy go do siebie wzywała, chcąc poczuć bliskość, a naprawdę nie minęło jakoś szczególnie dużo czasu od chwili, w której przekroczyli próg jego mieszkania. Jodie przybliżyła wolną dłoń do twarzy Clive’a i najpierw przeczesała palcami jego włosy, następnie zsunęła ją na jego policzek, dotarła do jego ust, po których czule i z niebywałą lekkością przesunęła opuszkami, starannie obrysowując ich kształt, aż na koniec te same palce zbliżyła do swoich warg i przejechała po nich językiem. Bezwstydnie, prowokacyjnie, z tymi swoimi ślicznymi oczami wbitymi w jego. — A ciebie to kręci, co nie? — zagadnęła, figlarnie przygryzając palec, nawiązując do tego, że bardzo lubiła go przy sobie mieć, choć mogło to brzmieć dwuznacznie, a każde z tych znaczeń nosić w sobie prawdę.
      — Czujesz, co ze mną robisz? — wyrzuciła z siebie, a chociaż była przekonana, że czuł, to i tak mocniej przycisnęła do siebie ich dłonie, bardziej rozchylając uda, aby dokładnie poczuli, jak bardzo była mokra. Nie oszczędzała sobie dotyku i jęczała przy tym wprost w usta Clive’a, muskając je i delikatnie złapała za jego szczękę, przytrzymując przy sobie. — To przez ciebie jestem taka mokra, zrób coś z tym — zachęciła bezczelnie, zębami zahaczając o jego dolną wargę, za którą pociągnęła, a biodra niby to mimowolnie wypchnęła w jego stronę. — Chcę cię błagać — wyznała zmysłowo, wyszeptała to tak, jakby to był jakiś sekret, ale Clive wiedział, że Jodie naprawdę potrafiła ładnie prosić.
      I głośno.

      you'd better stop or it might end badly ;>>>>>

      Usuń
  13. W pewnym sensie oboje przynosili ze sobą do łóżka, w którym się pieprzyli, coś, co ich dręczyło i co w ten sposób uciszali, ale poza tym oboje równie uparcie nie chcieli swojej pomocy, dlatego mało rozmawiali, a jeśli już, to nie poruszali tematów niezwiązanych z ruchaniem, bo Clive nie był bezdusznym dupkiem, a Jodie nie była zimną suką. Nie potrzebowała jego współczucia i litości, nie chciała, żeby było mu jej żal. Chciała się z nim dobrze bawić. Chciała jego uwagi, zachwytu, zainteresowania, bezgranicznej bliskości. Chciała, żeby dla niej pojawiał się w barze albo kawiarni, żeby czekał na nią po pracy lub w trakcie wyciągał na przerwę. Chciała, żeby patrzył na nią tak, jak robił to do tej pory, znajomo się przy tym uśmiechając. Tym się napawała, wypełniała braki, tym przykrywała to, co ją bolało i chociaż miała z tego chwilowy efekt, to najważniejsze, że działało.
    Było prostsze niż proszenie o pomoc. Prostsze od mówienia, jak bardzo jest jej źle. Łatwiejsze od przyznawania się do tego, że sobie nie radzi, że coś jej nie wychodzi, że nie podoba się jej własne życie, ale jednocześnie czuje taką obojętność, że nic z tym nie robi, bo zapierdalanie w dwóch pracach i przejmowanie się rachunkami to nie był koniec świata. Nie był nim nawet Wade, który ją zadręczał, a który chyba w końcu da sobie z tym spokój, prawda? Przyjemniej, łatwiej, lepiej było czerpać z bliskości Clive’a, choć Jodie wiedziała, że mogłaby mu się wygadać, tylko nie wiedziała, co miałaby mu powiedzieć. Że była wykończona i miała dość, ale na koniec każdego dnia czuła, że miała to, na co sobie zapracowała, więc z tym nie walczyła? Przywykła do tego, jak wyglądało jej życie i nawet gdyby Clive zasugerował, że nie musi tak być, to by mu nie uwierzyła, bo w przeciwieństwie do niego nie czuła, żeby zasługiwała na więcej. Dlatego starała się nad sobą nie użalać. Lubiła ponarzekać, ale nie lubiła tego, co wymagało głębszych rozmów. Tego, co sprawiłoby, że zobaczyłaby w tych ślicznych oczach Clive’a politowanie zamiast nieskończonego zachwytu.
    Jodie miała wrażenie, że chociaż wiele rzeczy przemilczała, to Clive doskonale ją rozumie. W ogóle to oni byli całkiem do siebie podobni i podejrzewała, że to też sprawiało, że ich układ się układał. Chcieli od siebie tego samego i nie prosili się o więcej. Proste, przyjemne, działające. Clive robił Jodie zajebiście dobrze, a to miało na nią taki wpływ, że jakieś dwadzieścia minut po przeczytaniu wiadomości od Wade’a, zapomniała o jego istnieniu. Nie zapomniałaby, gdyby postanowili o tym gadać i poświęcać mu więcej uwagi, niż było to tego warte.
    Podejście Jodie nie oznaczało jednak, że Clive musiał się z nim zgadzać. Jeśli się myliła i on chciał jej pomocy, chciał się rozgadać, chciał powiedzieć coś więcej niż to, że ma fajne cycki, to śmiało. Ona go wysłucha i nie zacznie bawić się w jego coacha, sprzedając mu tanie wskazówki dotyczące tego, jakie to życie może być dobre, wspaniałe i takie, jakie sobie wymarzy, jeśli tylko będzie odpowiednio w to wierzył. Gówno prawda. Ale Clive jeszcze nie zmarnował swojego potencjału, choć był na dobrej drodze, więc wciąż miał szansę, żeby było lepiej, tylko niech w przeciwieństwie do Jodie ją wykorzysta. Chyba przekonał się o tym, że warto, bo świat nie kończy się na Mariesville, choć w każdym innym miejscu był tak samo brutalny.
    Póki jednak co samolubnie pasowało jej, ze Clive nigdzie się nie wybiera, bo chociaż o tym nie myślała, to czuła, że byłoby jej chujowo, gdyby musiała się z nim pożegnać. Długo by się żegnali, a pewnie i tak zostawiliby siebie nienasyconych. Nie myślała o tym w kategoriach przywiązania do Clive’a, tylko przyzwyczajenia, bo od kilku miesięcy był obecny w jej życiu i tak po prostu byłoby jej przykro, gdyby to się skończyło. Teraz, nawet gdy się kończyło, miała poczucie, że wróci i czerpała z tego satysfakcję.
    No tak, to na pewno chodziło tylko o to cholerne przyzwyczajenie i satysfakcję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ją z kolei jarało to, że Clive niczego jej nie odmawiał. Przede wszystkim siebie i tego wszystkiego, co z taką pasją jej dawał, a dawał tyle, że, kurwa, wariowała. Że ledwo się rozkręcili, a przeżyła zajebisty orgazm, który sprawił, że była tu i teraz taka mokra, przewrażliwiona i chętna na więcej. Chętna na ten dotyk, którego jej nie oszczędzał, chociaż jednocześnie za jego pomocą bezlitośnie ją drażnił. Tak bardzo, że nie byłoby przesadą, gdyby Jodie stwierdziła, że jeśli Clive poświęciłby jej najwrażliwszemu miejscu jeszcze chwilę, to doszłaby znowu, ale w porę się opamiętał i choć nagle zostawił ją taką rozpaloną, napaloną i brutalnie wyrwaną z tego błogiego stanu, który wraz z tym klapsem wyciągnął z jej gardła głośny jęk, to litościwie dał jej chwilę wytchnienia.
      — Ale to ty nie potrafisz trzymać rąk przy sobie — zauważyła, odwracając kota ogonem, nawiązując do tego, gdzie przed chwilą wylądowała jego dłoń i co tam robiła. Jodie podparła się na łokciach i przechyliła głowę na bok, przez moment obserwując Clive’a z przygryzioną wargą. Bezwstydnie, bezczelnie, dokładnie przesuwając błyszczącym spojrzeniem po jego sylwetce, gdy pozbywał się ubrań i dotykała się przy tym z tym swoim znajomym, diabelsko niewinnym wyrazem twarzy. Westchnęła teatralnie, słysząc jego prośbę i przekręciła się na brzuch, żeby dosięgnąć do szafki nocnej po drugiej stronie łóżka.
      — Lubisz na mnie patrzeć, co? — zapytała pewnie, celowo podobnie do jego wcześniejszego pytania, rzucając mu wymowne spojrzenie przez ramię i żeby dłużej nie odbierać mu tej przyjemności, włączyła światło. — I jak? Podoba ci się to, co widzisz? — dopytała z czystej ciekawości, jakby jedynie rozeznawała sytuację, a nie próbowała droczyć się z nim tym, jak śmiało kręciła tyłkiem i świeciła cyckami. Z szafki, w której wybór był jak w porządnym sklepie, wyjęła zapakowaną prezerwatywę, którą obróciła w palcach i, wróciwszy na środek łóżka, uklęknęła przy brzegu.
      Jodie brała tabletki, bo nie byłaby w stanie polegać na samej gumce, która może pęknąć albo której może nagle zabraknąć, choć z szafką nocną Clive’a im to nie groziło, ale lubiła mieć spokojną głowę, której nie zadręczają myśli o czymkolwiek, czego mogła nie chcieć. A nie chciała tak bardzo, że wiedziała, co musiałaby zrobić. Rozerwała opakowanie, wyjęła prezerwatywę i palcem pokazała Clive’owi, żeby się przybliżył, bo wtedy mogła dosięgnąć do jego ust. Pocałowała go namiętnie, ale krótko, przesuwając się wargami na jego nagi tors, na którym zaczęła składać drobne pocałunki, równocześnie kombinując dłońmi niżej. Najpierw go dotknęła, wyczuwając, jak bardzo był twardy i bez pośpiechu, cały czas go przy tym pieszcząc, założyła mu prezerwatywę.

      are you sure about that?? then make me scream ;>>>>>

      Usuń
  14. Jej problemy nie były większe lub gorsze, one po prostu były od zawsze, więc największa różnica między nią a Clivem była taka, że kiedy życie kolejny raz rzucało jej kłody pod nogi, a ona się przez nie wypierdalała, to nie była zaskoczona, bo się do tego przyzwyczaiła. To za każdym razem bolało i było rozczarowujące, ale wciąż było czymś, czego mogła się spodziewać, za to Clive mógł się nieźle zdziwić, że takiemu złotemu chłopakowi jak on coś się popisowo zjebało. To był jego pierwszy raz w takiej chujni, więc miał prawo się w niej nie odnajdować, skoro nawet taka specjalistka jak Jodie miała z tym problemy, ale z doświadczenia wiedziała, że jeśli on się z tej chujni nie wygrzebie, to lepiej nie będzie, bo im gorzej było, tym bardziej dostawało się po dupie. Ale raczej nie nadawała się na motywatorkę, skoro sama tkwiła w tym swoim bagienku i nie potrafiła nic z tym zrobić. Może dlatego, że nie znalazła się w nim z dnia nie dzień, nie straciła zajebistego życia u boku kogoś, kogo się kocha i z kim planuje się lepsze życie, więc nie miała motywacji, by o siebie walczyć. Nie znała nic lepszego, Clive znał i wiedział, że mógł to mieć. Z drugiej strony Jodie nie widziała, jak ktoś, kogo zna, ginie na jej oczach i nie nosiła w sobie poczucia, że zrobiła za mało, więc chociaż czasami widziała ból w jego oczach, choć nigdy, gdy na nią patrzył, to nie odważyła się pytać i dociekać, skąd się wziął.
    Ale znał ją, nie zmieniła się aż tak, więc musiał wiedzieć, że mógłby z nią pogadać i że skoro by go nie oceniała, nie karciła, nie pouczała, to nie straciłby w jej oczach. Dlaczego miałby? Bo okazałby się tym wrażliwym facetem, za którego od zawsze go uważała? Jodie znała tych pseudoprawdziwych macho, którzy nie rozmawiali o swoich uczuciach, nie płakali, nie pokazywali słabości, ale za to z przyjemnością za wszystko wyżywali się na tych, których mieli pod ręką, pięści uważali za szczyt komunikacji, a wożenie się po mieście jak w swoich gruchotach, bawiąc się w jakąś gangsterkę za spełnienie marzeń wszystkich ludzi. Znała to, bo zmarnowała na kogoś takiego, i wiarę w jego przemianę, kawał czasu i nie, nie uważała, że bycie nieczułym, zawzięcie twardym i silnym mężczyzną, który potem ewentualnie musi na czymś albo na kimś te swoje emocje wyładować, jest męskie.
    Clive jednak nie chciał gadać, Jodie nie chciała i oboje nie zdawali zbędnych pytań. Jej życie, wbrew pozorom, było ostatnio wyjątkowo stabilne. Pokusiłaby się o śmiałe stwierdzenie, że dużo stabilniejsze niż życie Clive’a, choć nigdy nie pomyślałaby, że tak może być. Bez szału, choć dla niej to, że niewiele się w nim działo, bo głównie to praca, seks z Clivem i niechętne spotkania z Wadem, których istnienie wypierała, było akurat plusem.
    Jodie podejrzewała, że Clive nie zdawał sobie sprawy z tego, ile tak faktycznie dawał jej tym układem i że nie zawsze chodziło o orgazm, a bliskość tak po prostu. O to, że był w tym jej beznadziejnym życiu czymś dobrym, fajnym, czymś w miarę stałym, do czego mogła wracać, gdy było jej źle. Nie mógł wyleczyć i naprawić w niej tego, co Wade wziął i popsuł, a potem wyrzucił na śmietnik tylko po to, żeby sobie o tym przypomnieć, wracać i chcieć bawić się dalej, ale skutecznie w niej to uciszał. Czuła się przy nim lepsza, niż była, bo potrafił ją dowartościować. Ona nie znała tej swojej wartości, którą znał on.
    I było jej przyjemnie, gdy Clive robił jej dobrze, ale równie przyjemnie było jej, gdy ją komplementował, bo choć mógł pocisnąć jej wtedy największe kłamstwo, to nie sądziła, że by to zrobił, bo nie miał po co. Wierzyła więc, że jego komplementy są szczere, a że Jodie nie czuła, że ma coś więcej niż urodę, którą doceniała, bo mogła wykorzystywać w swojej pracy, to cieszyła się, że jemu też się podobała. W dodatku, gdy patrzyła na swoją matkę i przypominała sobie o swoim ojcu, to przynajmniej to im się udało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale, mimo tego, było w niej sporo rzeczy, których w sobie nie lubiła, za to Clive je lubił, a przynajmniej nie mówił, że nie lubi, skoro chciał na nią patrzeć i nawet kazał włączyć lepsze światło. Lubił na nią patrzeć, a ona nie zamierzała mu tego odmawiać, bo poza tym, że pławiła się w jego uwadze i uznaniu, to ich układ polegał przecież na tym, że każde z nich coś z niego miało, więc miał to, czego chciał.
      Zresztą, Jodie nie była typem zgaś światło albo zostaw mi koszulkę. Nie miała w sobie nic ze świętoszki, choć lubiła taką zgrywać, przy okazji świecąc cyckami.
      Szczerze uśmiechnęła się na jego komplement, który mógłby jej powtórzyć ze sto razy, a ona chętnie wysłuchałaby go kolejne sto, bo z ust z Clive’a zawsze wszystko brzmiało lepiej. Brzmiało tak, że robiło się jej przyjemnie, a policzki niekontrolowanie oblewały się rumieńcem, którego na szczęście w tym świetle nie było aż tak widać, a nawet jeśli, to przecież w sypialni było duszno i gorąco. I tylko o to ciepło chodziło.
      Może byli z nich nieodpowiedzialni ludzie, którzy robili głupoty, ale gdzieś ten brak odpowiedzialności się kończył, a wszystko to, co mogło wyniknąć z seksu bez zabezpieczeń, skutecznie ich blokowało. Dopadało ich mnóstwo rzeczy, na które nie mieli wpływu, ale skoro istniały rzeczy, których ryzyko mogli zminimalizować, to przynajmniej w ten sposób pozbywali się dodatkowych problemów.
      Mogłaby go błagać, bo lubiła, gdy Clive się z nią droczy, tym bardziej, że to nigdy nie sprowadzało się do tego, że faktycznie nie zamierzał jej czegoś dać, zawsze dawał i był w tym nieograniczony. Przesuwał granice Jodie, dawał jej przyjemność, której nie znała i się nie spodziewała, robił z nią przepełnione rozkoszą rzeczy i, co najlepsze, był w tym taki czuły i taki dokładny, że ona czuła się zaopiekowana. Przy swoim byłym nigdy się tak nie czuła.
      Jodie pod wpływem ciężaru ciała Clive’a położyła się na łóżku i spod przymkniętych powiek podążała wzrokiem za jego pocałunkami, które znowu wywoływał na jej twarzy nieco rozczulony, rozmarzony uśmiech. Całował ją dzisiaj tak, jakby za jakiś punkt honoru postawił sobie, że Jodie stąd nie wyjdzie, jeśli nie będzie odpowiednio wycałowana, a jej się to niesamowicie podobało.
      — Ale ty mnie kręcisz… — wyszeptała, wzdychając cicho z przyjemności i przeczesała palcami jego włosy. Patrzyła na niego tymi swoimi błyszczącymi oczami, coś często łapiąc z nim kontakt wzrokowy, a oddech uwiązł jej w gardle, gdy wyraźniej poczuła na sobie jego ciężar. Ugięła nogi, trochę mocniej go nimi obejmując i jęknęła, zaciskając się na nim od razu, gdy w nią wszedł, a była tak mokra i podniecona, że zrobił to bez trudu.
      Nie wiedziała, co oni tak dzisiaj zdecydowali się na to, żeby tyle patrzeć sobie w oczy i nie odpuszczać nawet na moment, ale nie przerywali tego nawet teraz, gdy ich ciała zaczęły konsekwentnie zbliżać się do wspólnego rytmu. Coraz szybszego, ale wciąż dokładnego. Takiego, że gdy Clive wszedł w Jodie do końca, wciskając ją w materac, to ona specjalnie mocniej objęła go nogami i bardziej przywarła do niego biodrami, zatrzymując go w sobie tak głęboko na dłużej. Patrzyła mu w oczy, wtulając policzek w dłoń, którą na nim trzymał i rozchyliła usta, łapiąc powietrze. Pozwoliła na to, żeby z jej gardła wyrwał się głośny jęk i nieznacznie oderwała głowę od materaca, aby zachęcająco, ale nieznośnie powoli pocałować Clive’a.

      do you really think so? go ahead, no mercy ;>>

      Usuń
  15. Clive miał naprawdę niezłe wymówki i gdyby Jodie je usłyszała, to chyba nie próbowałaby z nimi dyskutować, bo niby co miałaby mu powiedzieć? Że w sumie to nie dziwi się, że tu utknął, ale jednak wierzyła, że to chwilowe? Że rzeczywiście miał przejebane? Miał, a ona ani przez moment w to nie wątpiła, uważając, że znała go na tyle, żeby dostrzec, ile się w nim zmieniło i ile jednocześnie schował pod warstwą tego puszczalskiego złotego chłopca.
    Były rzeczy, o które chciałaby zapytać, jednak nie po to, żeby powtarzać innym i śmiać się z jego upadku za jego plecami, bo to nie było w jej stylu, ale chyba gdzieś pod skórą czuła, że to mogłoby się nie udać. Przecież wiedziała, że na tym świecie, w którym tylko jakimś wyjątkowo ironicznym cudem wylądowali obok siebie, bo nigdy nie miało być im po drodze, nie istniał ani jeden powód, dla którego Clive miałby mówić Jodie cokolwiek, dlatego choć były sprawy, o których mogliby pogadać, nie ruszała ich, żeby go nie spłoszyć. Clive wiedział, że mógłby pogadać z Jodie, ale tego nie robił, bo nie chciał, a ona nie próbowała tego zmienić, ponieważ ceniła sobie to, co teraz mieli. To był tylko seks, bo przecież nic więcej, ale doceniała i lubiła to na tyle, że nie chciała tracić. Nie dopytywała więc i nie grzebała w tym, co ewidentnie dalej bolało i miało prawo boleć, ale chyba dostrzegała trochę więcej, niż Clive’owi mogło się wydawać.
    Miał prawo czuć się tak beznadziejnie, jak się czuł, miał prawo przeżywać żałobę za dawnym życiem, nie być pogodzonym z tym, co go spotkało i z czym przyszło mu żyć, i wcale nie musiał udawać, że jest zajebiście, a wszystko, co się wydarzyło, spłynęło po nim, choć w rzeczywistości ostro przeorało. To wciąż było świeże i Jodie chciałaby powiedzieć Clive’owi, że z czasem będzie tylko lepiej, ale jej zdaniem czas nie leczył ran. W jakiś pojebany, tylko im znany sposób, rozumiała go, choć nigdy nie powinna, bo przecież byli z różnych światów i to nie tak miało wyglądać.
    Zrozumieliby się, gdyby pogadali, ale rozumieli się też w łóżku i najwyraźniej z tego zrozumienia postanowili skorzystać, a że oboje byli w nastroju na niewinne czułości, te mniejsze i większe, których chyba częściowo nie kontrolowali, choć chętnie z nich korzystali, to dzisiaj zrobiło się między nimi jakoś tak wyjątkowo miło i nastrojowo. Nie że romantycznie, bo przecież pieprzyli się ze sobą jak zwykle, a te czułostki były wynikiem pojebanego nastroju, ale Jodie się to podobało. Szczególnie, że w ostatnim czasie czuła się jak skończone gówno, więc to zawsze była miła odmiana poczuć się inaczej. Lepiej.
    Prawdę mówiąc, Jodie nie czuła, że miała Clive’owi do zaoferowania coś więcej niż zajebiste cycki i zgrabny tyłek, bo przecież właśnie to mu dawała. Po to do niej wracał. Znała go wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że nie był aż tak prosty, żeby leciał na laski, które mają do zaoferowania tylko to, ale ich układ nie opierał się na niczym więcej. To jasne, że chciałaby być dla niego absolutnie wyjątkowa, dowartościowywała ją sama świadomość, że Clive do niej wracał i jej chciał, taki złoty chłopiec, ale nic poza tym.
    Nic a nic. A kłamstwo powtórzone milion razy staje się prawdą. Czy jakoś tak.
    — Zajebiście kurewsko mocno — zaznaczyła z ekscytacją, tak w temacie tego kręcenia, z którego nie robili konkursu, żeby przerzucać się tym, kto kogo bardziej kręcił, ale Clive działał na Jodie wyjątkowo mocno. Może była aż tak łatwa, choć nie wydawało się jej, ale on niewiele musiał robić, aby zawrócić jej w głowie. Pojawiał się jak dzisiaj, wyłaniał z ciemności na parkingu po jej robocie, a ona choć wychodząc z niej czuła się wykończona, dostawała przy nim energii, którą doskonale wiedziała, jak powinni wykorzystać. Rozchmurzał ją, sprawiał, że chciało się jej czegoś więcej, niż zamknięcia w czterech ścianach. Nie lubiła być sama ze sobą. Wade ją dręczył i wkurwiał, a ona zamiast się nim przejmować i myśleć, jak najszybciej mogłaby rozwiązać tę sytuację, żeby któregoś dnia nie zdziwić się, gdy mu coś odjebie, wolała ruchać się z Clivem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jej przypadku przyjemność zawsze kroczyła przed rozsądkiem, a on potrafił w przyjemne rzeczy.
      Jodie rozchyliła usta, wypuszczając drżący oddech, który stawał się cięższy z każdym pchnięciem Clive’a. Zacisnęła oczy, czując, że poruszał się w niej powoli, ale mocno i dokładnie, wyrywając z jej gardła jęki, które mieszały się z westchnieniami pełnymi rozkoszy, gdy dodatkowo, by wzmocnić jej doznania, zostawiał po sobie czułe pocałunki. Szyję miała wrażliwą, pełną delikatnych miejsc, których dotykanie sprawiało, że na ciele Jodie pojawiała się gęsia skórka. Mruczała słodko, wijąc się pod wpływem jego dotyku, tego ciepła dłoni spoczywającej na policzku i mieszała jego imię z przekleństwami pełnymi aprobaty, na zmianę przeczesując jego włosy i ciągnąc za nie, gdy Clive wchodził w nią jeszcze mocniej, a ich ciała niezawodnie odnalazły wspólny rytm tak, jakby były do siebie idealnie dopasowane.
      — Dobraliśmy się — stwierdziła figlarnie, uśmiechając się na komplementy, którymi Clive ją zasypywał, akurat gdy postanowił ją przelecieć, sprawiając, że Jodie trochę brakowało słów. Nie wiedziała, jak na to reagować, bo ta zjebana część jej odzywała się w niej, ilekroć próbowała się z czegoś cieszyć i wierzyć w coś, co było dla niej dobre, ale mimo wątpliwości, które chciały ją dopaść, wiedziała, że Clive nie miał powodów do kłamstw. Nie musiał się o nią starać, zabiegać, miał ją i mogli robić ze sobą, co tylko pragnęli, więc równie dobrze mógł milczeć, ale tego nie robił, a jej tradycyjnie to schlebiało.
      — Też lubię na ciebie patrzeć — wyznała po chwili, patrząc w jego oczy i uniosła brodę, aby ustami dosięgnąć do jego szczęki, na której zostawiła pieszczotliwy pocałunek, którym zsunęła się niżej, przy okazji zaczepiając zębami o delikatną skórę, ale bez zostawiania śladów. — Szczególnie, gdy mnie tak porządnie pieprzysz — dodała, wbijając paznokcie w jego kark, w tym przypadku akurat niezbyt przejmując się tym, czy po tym zostaną ślady. Najprawdopodobniej tak i zajebiście, bo było to kurewsko seksowne. Tak samo jak te zadrapania, którymi zdobiła jego plecy.
      — No dalej, mocniej, Clive — wyszeptała wprost do jego ucha, zwieńczając swoją prośbę głośnym jękiem, a jej biodra instynktownie wyszły mu naprzeciw, chcąc więcej.

      that's exactly what I want, and that's drives me fucking insane

      Usuń
  16. Jodie nie była już taka głupia jak kiedyś, żeby mieć wobec Clive’a oczekiwania. Dawniej je miała i wtedy okropnie się na nich przejechała, choć przecież nigdy nie mówiła o nich na głos, tylko naiwnie liczyła na to, że Clive sam domyśli się wszystkiego, bo byli przyjaciółmi, a może nawet czymś więcej, czego nie nazywali po imieniu, bo byli głupimi gówniarzami. Cokolwiek wtedy sprawiło, że Jodie poczuła się wystarczająco odważnie i pewnie, żeby myśleć, że była dla Clive’a kimś więcej, dziś już tego nie było.
    Bardzo go lubiła, miała do niego przeogromny sentyment i mnóstwo wspomnień, ale nie czuła się przy nim tak wyjątkowo jak kiedyś, tylko dobrze. Czuła się fajnie, bo pławiła się w jego uwadze i zachwycie, a że przy okazji zawsze wydawało się jej, że on nie zachwyca się byle czym, to nie czuła się byle jaka. Tym się potrafiła upchnąć i najwyraźniej to jej wystarczało, ale nigdy nie była zbyt wymagająca i ambitna.
    Zajebiście się ruchali i równie zajebiście mogliby ze sobą pogadać, bo potrafili się dogadać, ale nie chcieli tego robić, więc nie robili i… jakoś im się to kręciło. Było stabilnie. Clive miał w niepodobny do siebie sposób wyjebane, a Jodie po prostu nie czuła, że stać ją na coś więcej, więc tkwili w tym układzie bez wymagań, bez oczekiwań, bez motywowania się, bez ograniczeń, bez obrażania się o to, że Clive pieprzył też inne laski i bez konkretnych zasad, ale jednak z takimi, o których nie musieli mówić głośno, żeby wiedzieć, czego się trzymać. Ograniczali się do przyjemności — jedynej w życiu Jodie — i robili to bez zbędnego gadania, otwierania się przed sobą i sprawiania, że staną się dla siebie ważni. Po prostu lądowali w jednym łóżku, bo akurat razem tkwili w Mariesville, ale gdyby któreś z nich stąd wyjechało, to po prostu by się skończyli.
    Clive nie musiał się martwić, pomimo bliskości, której między nimi nie brakowało, Jodie nie chciała zostać jego nową dziewczyną. Zupełnie się na nią nie nadawała. W przeciwieństwie do niego nie miała pojęcia, jak to jest być w normalnym związku, w którym ludzie się szanują, dobrze traktują, nie tworzą problemów, a jeśli już to je rozwiązują, bo chcą być ze sobą na zawsze. Pewnie musi być fajnie, ale co z tego, skoro ostatecznie kończy się to tak samo — ktoś jest skrzywdzony, a ktoś jest głupią dziwką. Pociągnęłaby go ze sobą na samo dno i jeszcze ściągnęła na głowę Wade’a. Była kiepską partią, ale chociaż nadawała się na jego seks kumpelę.
    Zresztą, Jodie nie widziała się w roli dziewczyny Clive’a nawet wtedy, gdy dawno temu, jak jeszcze byli tymi gówniarzami, przez krótką chwilę myślała o nim poważniej, niż powinna. Już wtedy wiedziała, że by się im nie udało. Nie mogłoby się udać. W jej oczach Clive jako złoty chłopiec był skazany na sukces, dlatego stąd wyjechał i pomimo tego, że ten sukces chwilowo zniknął mu z pola widzenia, wciąż mógł więcej niż Jodie, która była beznadziejna. Może nie dla niego, bo jakimś pierdolonym cudem uważał ją za coś, czego mógł w tym miasteczku potrzebować, ale dla siebie tak. Mieli różne powody, jednak oboje nie chcieli wkręcać się w siebie, więc to była kolejna rzecz, o której nie gadali, a jednak się rozumieli.
    Clive wiedział, czego pragnie Jodie i jej to dawał, a ona starała się odpowiadać na jego potrzeby i to był uczciwy układ. Czasami zasypywali się czułością, innym razem w ogóle sobie na to nie pozwalali, choć nie byli dla siebie bezduszni. Wszystko zależało od nastroju i humoru. Jodie niespecjalnie kryła się ze swoim uwielbieniem wobec tego, że Clive był dla niej lepszy niż dla innych lasek, bo coś sobie w ten sposób uzupełniała, nawet jeśli na chwilę i nawet jeśli tylko z pozoru. Miała nasrane w głowie i nie chciała nad tym pracować, ale przynajmniej on to akceptował. Przy nim lubiła się trochę bardziej, bo on ją lubił, przez co trochę łatwiej było jej ze sobą wytrzymać i nie była dla siebie taka ostra, choć to i tak kończyło się zaraz po wyjściu z jego mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze się pieprzyli; czasami trochę bardziej, czasami trochę mniej, ale przecież na tym opierała się ich znajomość, a dzisiaj po prostu dali się ponieść i zajebiście im szło, bo Clive najpierw tym językiem między udami Jodie zrobił jej bardzo dobrze, nakręcił tym śladem, który po sobie zostawił, a zostawiał je naprawdę rzadko, podsycał pocałunkami i schlebiał komplementami, zaglądając jej przy tym w oczy, a potem poruszał się w niej mocno, wciskając w materac. Jej jęki były głośne i wyraźnie, roznosiły się po sypialni wraz z dźwiękiem ich ciał, które dopadały do siebie w odnalezionym rytmie, a czasami gubiły się w tych pocałunkach, których sobie dzisiaj nie żałowali, natomiast gdy Jodie przyciskała usta do skóry Clive’a, było słychać jedynie rozkoszne pomrukiwania, choć nie próbowała być cicho. Nigdy nie próbowała, ale też nie udawała, więc wszystko, co udało się mu z niej wyrwać, każda reakcja jej ciała i przeciążonego głosu, który drżał, gdy wypowiadała jego imię mieszając je z przekleństwami, była szczera.
      Jodie mocno zacisnęła się wokół Clive’a, równocześnie wciskając palce w jego przedramię, za które trzymała go tak, jakby od tego zależało jej życie, gdy jeszcze bardziej przyspieszyli, ich gorące ciała intensywnie się o siebie ocierały, a ona czuła, że robi się coraz bardziej mokra. Znowu instynktownie wtulała twarz w jego dłoń, rozkoszując się tą czułością połączoną z tym, co działo się między ich biodrami.
      — Clive — wymamrotała cicho, trochę ostrzegawczo, gdy ona wciąż na nim pulsowała, bo jej rozpalone ciało domagało się więcej, a on miał wystarczająco dużo samokontroli, żeby się zatrzymać i to przerwać. Jęknęła, podrywając biodra jeszcze wyżej, gdy poczuła na swoim pośladku palący ślad po jego dłoni.
      — Jak ja to, kurwa, lubię — skomentowała niewybrednie i bezwstydnie, zatrzymując spojrzenie na jego oczach. Czasami żałowała, że pilnują się na tyle, że jej ciało nie nosiło śladów i nie miało żadnych pamiątek po tym wspólnie spędzonym czasie, bo coś jej podpowiadało, że gdyby Clive nie musiał się ograniczać, to by tego nie robił, a jej by się to kurewsko podobało, ale za to ona nadrabiała i bezlitośnie go traktowała.
      Odetchnęła głośno, nie kryjąc małego niezadowolenia, gdy Clive tak szybko i bez problemu się z niej wydostał, nawet spomiędzy tych nóg, które wokół niego mocno zaciskała, zostawiając po sobie palące uczucie, które Jodie chciała jak najszybciej ponownie wypełnić, dlatego jak na grzeczną dziewczynkę przystało, posłuchała się poleceń Clive’a. Bez ociągania się i przedłużania, choć lubiła igrać z jego cierpliwością, najpierw wstała, potem powoli się odwróciła i uklęknęła, seksownie się mu prezentując.
      — Tak jest dobrze? — zapytała zmysłowym tonem, specjalnie, doskonale wiedząc, że było idealnie. Przygryzła wargę, przekręcając głowę tak, aby na niego spojrzeć. Włosy odrzuciła na plecy, a dłonie oparła na łóżku, odruchowo lekko zaciskając palce na pościeli.

      better together, so let's fuckinggggg go <3

      Usuń
  17. Prawdę mówiąc, Jodie miała wrażenie, że Clive jest całkiem domyślny, jednak tylko wtedy kiedy tego chce. W końcu był policjantem, więc wydawało się jej, że zawód wymaga od niego, żeby dostrzegał więcej i łączył ze sobą fakty, których inni nie łączyli. Nie rozwodziła się jednak nad tym, jak to było kiedyś i czy Clive dostrzegał, że czasami Jodie patrzyła na niego dłużej albo próbowała spędzić z nim więcej czasu, czy jednak bycie gwiazdą szkolnej drużyny rozrywaną przez chętne laski i ambitnym złotym chłopcem Mariesville pochłaniało go na tyle, że niektórych rzeczy po prostu nie widział. Albo widzieć nie chciał.
    Wiedziała, że jej komunikaty nie były wystarczająco jasne, nie były konkretne i proste, nie były takie, jakie Clive lubił, ale ciężko wymagać od nastolatki, która czuje się gorsza, że powie wprost chłopakowi, który w jej oczach był lepszy, że jej się podoba. Nie chciała mu tego mówić, bo po pierwsze nie chciała tracić go jako tego fajnego kumpla, z którym mogła prawie o wszystkim pogadać i dla którego była super kumpelą, a po drugie wstydziła się. Byli gówniarzami, Clive miał swoje marzenia i plany, w dodatku walczył z oczekiwaniami rodziców i nie miał chęci bawić się w związki, a Jodie nieświadomie szukała poczucia bezpieczeństwa, opieki, kogoś, dla kogo nie byłaby tylko śliczną kumpelą z fajnymi cyckami.
    Było minęło, a ta przeszłość poza tym, że najbardziej wróciła do Jodie na samym początku, gdy spotkali się w sklepie, to przez chwilę miała ochotę przywalić mu tymi starannie wybranymi winogronami, to raczej trzymała się od niej z daleka. Zmienili się i w pewnym sensie odkrywali się na nowo, choć ona nadal nie była dobra w jasne komunikaty, ale tym razem śmiało mogła mówić Clive’owi, że jest seksowny i nie musiała kryć się z tym, że ją kręcił, ale nic więcej.
    Akurat nie przeszkadzałoby jej, gdyby Clive nie domyślał się, że miała na głowie Wade’a, aczkolwiek trudno się tego nie domyślać, skoro on ją prześladował i się z tym nie krył. Najczęściej pojawiał się w najmniej oczekiwanych momentach, choć w ostatnim czasie Jodie zrobiła się tak bardzo wyczulona i ostrożna, że spodziewała się go zawsze. Spotkania z Clivem usypiały jej czujność, bo wtedy było im tak błogo i cudownie, że nie zaprzątała sobie głowy pojebem stojącym pod jej domem albo czekającym na nią po pracy, ale tak poza tym, ciągle o nim myślała.
    Prawda była taka, że wzajemnie narobiliby sobie w życiu niezłego syfu, którego dla siebie nie chcieli, dlatego mieli do tego podobne podejście. Potrzebowali rozrywki i tyle. Clive czasami potrzebował takiej jeszcze prostszej, gdy mógł zapomnieć imię laski, z którą się pieprzył, a gdy chciał tej trochę bardziej czułej i z laską, do której lubił wracać, to miał Jodie. Nie byli dla siebie na wyłączność, nie ograniczali się. Jodie raczej nie była zazdrosna, bo Clive tymi powrotami do niej zbudował w niej to poczucie, że miała go bardziej niż inne i że w przeciwieństwie do nich pamiętał jej imię, adres i miał zapisany numer telefonu.
    Jodie starała się nie pokazywać, że czuła się gorsza, ale tak właśnie było, więc może kiepsko jej to wychodziło. Było tak od zawsze. Związek z Wadem jej nie pomógł, z kolei fakt, że Clive’owi się posypało, przez co został zmuszony do powrotu na stare śmieci, niczego nie zmieniał. Dla niej to było przejściowe. Sądziła, że to kryzys, który prędzej czy później minie, bo nie wydawało się jej, żeby tutaj Clive został już na zawsze. Ale nie próbowała zachęcać go do walki o sukces i tak samo nie potrzebowała, żeby on naprawiał jej poczucie własnej wartości. Udany seks i parę komplementów pomagało, poprawiało jej humor i sprawiało, że czuła się fajniej, więc nie narzekała.
    Jodie nie miała na co narzekać również dzisiaj, ponieważ spotkanie z Clivem było jak zwykle zajebiste, a ta dłuższa rozłąka dobrze im zrobiła, bo byli jacyś tacy bardziej na siebie napaleni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałaby, że może stęsknili się za sobą, pomimo tego, że widywali się w barze, gdzie Clive wyrywał inne laski, którymi wreszcie się znudził i postanowił wpaść do Jodie, ale nie bawili się w ckliwe wyznania. Pierwszy orgazm był zajebisty i niespodziewany, choć od początku coś jej podpowiadało, że skoro czas ich dzisiaj nie goni i mogą pozwolić sobie na więcej, to nie będą ograniczać się do suchego, szybkiego ruchania, bo przecież dzisiejszego spotkania nie chcieli mieć tak po prostu z głowy. Razem było im fajnie i Jodie lubiła to, jak czuła się przy Clive, ale nie musiał się martwić – to nic poważnego. Nie przywiązywała się do niego, ale za to uwielbiała, gdy jego dłonie i usta błądziły po jej ciele, pozostawiając niewidoczne ślady, paląc skórę i rozpalając zmysły. Lubiła, że chodziło im o dobrą zabawę, ale dbali o siebie i nie traktowali się z szacunkiem. Uwielbiała tak mu się oddawać, dlatego była taka grzeczna.
      Jęknęła głośniej, gdy poczuła solidnego klapsa, którego dźwięk rozniósł się po sypialni, a ciepło rozlało się po jej zaczerwienionym pośladku. Jej oddech stał się cięższy, a serce mocniej zabiło z ekscytacji, gdy czuła, jak materac pod nimi się ugina, a ciepło bijące od ciała Clive’a jest coraz bliżej. Uśmiechnęła się, dosięgając spojrzeniem jego oczu, jedną ręką instynktownie podążając za jego dłonią, na której lekko owinęła palce wokół nadgarstka. Rozchyliła usta, gdy zacisnął palce na jej szyi, przez co odpuściła pościeli i za to znalazła się bliżej niego, właściwie czując, jak z każdym ruchem jego ciało się o nią ociera.
      — Podoba ci się, gdy taka jestem, co? — zapytała z niebywałą pewnością, patrząc na niego zaczepnie, choć jej powieki mimowolnie opadały, a ona wstrzymywała oddech w oczekiwaniu aż znowu go poczuje.
      — Grzeczne dziewczynki bardzo lubią niegrzeczne rzeczy — dodała niby niewinnie, a jej usta układały się w figlarnym uśmiechu. Zadrżała wyraźnie, gdy Clive gładko w nią wszedł, bo była już tak mokra oraz rozpalona i od razu zacisnęła się na nim z głośnym jękiem. Przymknęła oczy, odruchowo wtulając się w Clive’a, bardziej podsuwając mu swoje biodra, aby łatwiej i szybciej odnaleźli wspólny rytm. Wymamrotała głośne ja pierdolę, które zmieszało się z jego imieniem i uniosła wolną rękę, układając ją na policzku Clive’a, w ten sposób mocniej go do siebie przyciskając. Jego ciężki i ciepły oddech drażnił jej ucho i wrażliwą skórę na szyi, usta przyjemnie dotykały gorącego policzka, a dłoń, która zaczęła konsekwentnie zsuwać się między jej nogi, sprawiła, że mięśnie Jodie gwałtownie się napięły, a ona lekko się wygięła.
      — Clive, kurwa — wymamrotała jakby ostrzegawczo, mając mały problem z podzielnością uwagi, która rozpraszała się między jego pytaniami, tym, jakie tempo odnalazły ich biodra, przez co wchodził w nią mocno i dokładnie, a ona czuła go głęboko i wyraźnie, robiąc się jeszcze bardziej mokra, a to, co jego dłoń robiła między jej nogami, dodatkowo ją pieszcząc. Pokiwała więc głową na jego pytanie, wbijając paznokcie w jego skórę, ale podejrzewała, że samo kiwanie głową może nie być wystarczające.
      — A jak myślisz? — wyrzuciła więc z siebie z trudem i trochę drżącym głosem, przenosząc dłoń z jego policzka na rękę, której palce bardziej do siebie docisnęła, żeby poczuł pod nimi, jak cholernie była rozgrzana i westchnęła rozkosznie. — Lubię? — zapytała się, choć oboje znali odpowiedź, a to, w jaki sposób Jodie pchała się pod dłoń Clive’a, nie pozostawiało wątpliwości.
      W chuj to lubiła.
      — Ja pierdolę, jak ja cię czuję… — podzieliła się jeszcze uprzejmie swoimi spostrzeżeniami, nieprzypadkowo ciasno owijając się wokół niego z każdym pchnięciem, którymi wyrywał jęki.
      — Podduś mnie trochę — zachęciła, poprosiła, zasugerowała grzecznie, nawiązując do tych niegrzecznych rzeczy, a chociaż Clive nie potrzebował instrukcji, bo przespali się ze sobą tyle razy, że doskonale wiedzieli, co sobie dawać i czego przy sobie szukać, to jakoś tak dzisiaj wzięło ją na trochę więcej.

      i don't know, but it feels so fucking great when you say that <3

      Usuń
  18. Czyli nawet ich przyjaźń opierała się na uczciwej wymianie. Clive mógł pochwalić się zapatrzoną w niego laską, która miała najlepsze cycki w całej klasie i która nie miała oczekiwań, więc jego buzujące hormony mogły dalej szaleć, bo przecież niczego sobie nie obiecali, a Jodie miała przy sobie fajnego złotego chłopaka Mariesville, który może nie zwróciłby na nią uwagi, gdyby nie fakt, że była ładna, ale gdy już zwrócił, to był dobrym kumplem. Takim, o którym chyba miała lepsze zdanie niż powinna, bo nie sądziła, że gdy tylko Clive wyrwie się z miasteczka, to o niej zapomni i to tak na dobre. Że nie będzie warta nawet tego, żeby odpisać jej na głupią wiadomość, podać nowy numer, zabrać na spontaniczne piwo podczas odwiedzin u matki. Nie miała mu tego za złe, już nie i już nigdy więcej nie miała ochoty bić go winogronami, ani żadnymi innymi owocami, choć jej było zdecydowanie trudniej o nim zapomnieć. W sumie to myślała, że zawsze będzie na niego zła, ale z drugiej strony Clive nie zrobił jej nic takiego, żeby się dąsać i obrażać jak dziecko albo jak ta wpatrzona w niego nastolatka, którą już nie była.
    Nie chciała jego przeprosin, bo niby za co miałby ją przepraszać? Za to, że żył swoim najlepszym życiem i miał ostro wyjebane na to, co działo się w miasteczku? Słusznie. To już nie był jego świat, miał ten dużo lepszy z wielkimi planami. Nie chciała też jego współczucia, którym tylko by ją wkurwił i rozdrapał stare rany, a może nawet rozgrzebał takie, które dla Jodie wcale nie były takie stare i wciąż cholernie ją bolały, bo nie była i nie będzie pogodzona ze śmiercią swojego brata, który był jedyną osobą, na jakiej mogła polegać. Jedyną, która ją wtedy rozumiała. Kimś, kto miał przejebane tak samo jak ona, więc razem było im raźniej. Clive’owi było przykro, jej też było w chuj przykro i nie było o czym mówić.
    Nie potrzebowali dziwnej atmosfery, ta między nimi była super, więc po co to psuć? Jodie nie zamierzała grzebać w czymś, co działało. Czymś, co przynosiło jej radość, co sprawiało, że dobrze się czuła, że chciała więcej, a czasami to nawet nie mogła doczekać się, aż Clive sobie o niej przypomni. Może nie było idealnie, może mieliby do powiedzenia sobie coś więcej, ale gdy już się za siebie zabierali, to znikały wszystkie ale i może.
    Jodie też lubiła spędzać czas z Clivem i czuła się przy nim swobodnie, ale wiedziała, gdzie są drzwi. Wiedziała, kiedy założyć na siebie majtki i spodnie, a potem pójść w swoją stronę. W międzyczasie mogli pogadać, pożartować, poflirtować, ale unikali rzeczy, przez które mogliby się do siebie przywiązać, bo to przywiązanie byłoby kolejnym problemem, więc jakoś tak samo wyszło, że Jodie niczego nie przeciągała, a Clive nie musiał być dupkiem, który przypominał jej, gdzie są drzwi.
    To w takim razie Jodie kiepsko poradziła sobie w życiu, choć czasami myślała, że zrobiła więcej, niż mogłaby przypuszczać. Uczciwie pracowała, harowała wręcz za marną kasę, ale jednak taką, dzięki której mogła opłacić rachunki i przetrwać, a jak bardzo chciała kupić sobie coś ładnego, to brała dodatkowe godziny i mieszała pijanym klientom w głowach na tyle, żeby dawali jej napiwki. Radziła sobie. Mogło być gorzej, więc próbowała aż tak nie narzekać, ale tak poza tym, to czuła się okropnie samotna i spotkania z Clivem dawały jej przynajmniej jakąś namiastkę bliskości. Może nawet trochę chciałaby, żeby ktoś ją uratował, przecież nie chciała zmarnować w ten sposób swojego życia, ale z drugiej strony była taka uparta, zawzięta, tak głupio-samodzielna, że i tak nikomu by na to nie pozwoliła. Poza tym uważała, że trochę uparł się na to, że nie dzielił ludzi na gorszych i lepszych, dla niej takie podziały istniały i były widoczne. Ludzie nie mieli równych szans, nie rodzili się z takim samym startem, byli lepsi i gorsi, a do tego mieli bardziej lub mniej przejebane.
    Chwilowo razem mieli przejebane, więc jeśli to działało, to zawsze mogą się tym pocieszać, bo przecież raźniej być w tym całym przejebaniu we dwoje, ale nadal nie wciągali się w swoje sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seks był seksem, a Jodie kręciło to, że potrafiła zadowolić Clive’a. Uważnie się go uczyła. Zdążyła poznać, co lubił bardziej, a co potrafiło go wkurwić i starała się jak najmniej go wkurwiać. To, że go nie skrzywdzi, mogłaby mu obiecać z niebywałą śmiałością, bo jego krzywda to była ostatnia rzecz, której chciała i w jakiś sposób, o który nikt jej nie prosił, starała się również o to, żeby nie dosięgała go złość Wade’a, którym Clive mógł się w ogóle nie przejmować, uważając za skończonego debila, ale jednak Jodie się przejmowała. Testować jego granice też lubiła, bo to nie mogło być tak, że zawsze będzie dla niego taka totalnie uległa i grzeczna, ale wiedziała, kiedy przestać, żeby Clive był pobudzony, ale nie zniechęcony.
      Uśmiechnęła się teraz pod nosem, choć mógł tego nie widzieć, całkiem zadowolona z jego wyznania. Z tego zachwytu, z którym się nie krył, a który łechtał ego Jodie sprawiając, że choć coś w niej chciałoby temu zaprzeczyć, to jednak ona wolała się tym z satysfakcją upychać. Też czuła, że wypity alkohol, którego wcale nie było wiele, powoli uderza jej do głowy wraz z Clivem i strasznie w niej miesza, a ona nie kontroluje tego, co robi, mówi, o co prosi. Instynktownie podsuwała się pod jego dłonie, jakby naprawdę życzyła sobie tego, żeby robił z nią, na co tylko ma ochotę i czuła, że było jej zajebiście. Nie panowała nad tym, z jaką siłą wbijała w niego paznokcie, zostawiając po nich ślady na jego skórze, ani że jej dłoń na jego policzku dotykała go wyjątkowo czule i delikatnie, nie panowała także nad tym, jak cholernie dobrze robiły jej palce Clive’a, które ją masowały potęgując przyjemność płynącą z każdego pchnięcia. Kurwa, była taka mokra.
      — Ty mnie jarasz — stwierdziła śmiało, w pewnym sensie w odpowiedzi na jego wyznanie, choć mówiła prawdę. Jarał ją Clive i jarało to, co z nią robił, bo doświadczała przy nim nieprawdopodobnych rzeczy. Takich, które sprawiały, że problemy przestawały istnieć, a jej było tak błogo i beztrosko, jakby świat miał zaraz się kończyć, więc jedyne, czym mogłaby się przejmować i mieć na to wpływ, to orgazm, o który ich biodra dzielnie walczyły.
      Nie byli wstydliwi, więc nie kryli się z tym, co ich kręciło i czego od siebie chcieli, dlatego Jodie pewnie poprosiła o to, żeby Clive mocniej zacisnął palce na jej szyi, a on natychmiast odpowiedział na jej prośbę, robiąc to tak, że na kontrolowany moment naprawdę zabrakło jej tchu. Lubiła tak się mu poddawać, tracąc przy tym swoją kontrolę. Lubiła też, gdy jej ciało nosiło ślady ich wspólnych nocy, choć nie powinno. Tym, czy cokolwiek zostało na jej szyi, będzie przejmować się jutro.
      — Kurwa — wymamrotała, biorąc oddech, czując ciepło na swoich policzkach i jeszcze jego palce na swojej szyi, choć one już zdążyły wplątać się we włosy. Jęknęła głośniej, odruchowo odrzucając głowę do tyłu i zacisnęła oczy.
      — Mocniej, Clive, przecież wiem, że chcesz — rzuciła podniecona, gdy za jego sprawą pochyliła się i uniosła biodra wyżej tak, jak sobie tego życzył, mocno zaciskając się wokół niego, gdy sprzedał jej kolejnego klapsa. Tym razem paznokciami dręczyła pościel, na której mocno zacisnęła palce, mnąc ją porządnie, jakby jej coś zrobiła i jeszcze bardziej się pochyliła, żeby mieć tyłek w górze. Nie panowała nad ilością jęków, przekleństw, westchnień przepełnionych rozkoszą, które uciekały z jej gardła raz głośniej raz ciszej, mieszając się z dźwiękiem ich ciał, którymi do siebie docierali i jego imieniem.
      — Przeleć mnie tak, żebym to sobie dobrze zapamiętała — dodała jeszcze bezwstydnie i zaczepnie, w odpowiedzi na jego ruchy podsuwając mu swoje biodra, czując go głęboko i wyraźnie tak bardzo, że dreszcze rozchodziły się po jej ciele, że robiła się jeszcze bardziej mokra i gorąca, że zaczynała pulsować. — I to, że jesteś najlepszy — jęknęła głośno, szarpiąc za pościel, gdy ich biodra porządnie się ze sobą zderzyły.

      tonight i can be your goddess and that's all. better don't say things that make me feel special :>>

      Usuń
  19. Jodie rozumiała Clive’a i nie dziwiła się, że gdy wyrwał się z miejsca, które go dusiło, przytłaczało i męczyło, w którym nigdy nie mógł być anonimowy, to postanowił o nim zapomnieć. Po co miał trzymać się Mariesville, skoro życie zaczęło mu pisać lepszy scenariusz niż to, co oferowało jabłkowe zadupie, na którym nawet nie mógł jeść jabłek. Gdyby chciała mu przywalić, gdyby zależało jej na jego krzywdzie, to zamiast winogron postawiłaby na jabłka, ale sęk w tym, że nigdy jej na tym nie zależało.
    Mogła się wściekać. Mogła być na niego najbardziej wkurwiona na świecie, ale nie dlatego, że wyjechał, tylko że zrobił wszystko, żeby wraz z tym miasteczkiem zapomnieć również o Jodie, która nic mu, kurwa, nie zrobiła. Podobno byli przyjaciółmi i chociaż nie była dobra w relacje, to wydawało się jej, że inaczej załatwia się takie sprawy, bo wszystko byłoby lepsze, niż to, co się stało, ale to wciąż nie było coś, za co zamierzała go winić i karać. Po prostu się zawiodła, ale stało się. Byli głupi, a Clive zachłysnął się wielkim miastem, karierą, super dziewczyną i życiem na swoich zasadach, które wreszcie miał. Nie życzyła mu źle, nie cieszyła się, że to samo życie, które tak mu się układało i jeszcze lepiej zapowiadało, wepchnęło go w takie bagno, z którego nie mógł się wygrzebać.
    Pamiętała, że w sklepie wyglądał beznadziejnie. Jak człowiek, któremu nagle wszystko się posypało, a nowa rzeczywistość nie była ani przyjemna, ani fajna. Wyglądał, jakby zarywał każdą noc, jakby pił i był okrutnie skrzywdzony. To nie był łatwy widok, szczególnie, że Jodie pamiętała, jaki Clive był kiedyś , ale to nie tak, że ją tym swoim nieszczęściem rozczulił, bo nie potrzebował jej współczucia albo wsparcia, tylko trochę ją wzięło. Coś sprawiło, że złagodniała. Miała ochotę go przytulić i powiedzieć, że będzie dobrze, choć to takie chujowe powiedzenie, którego strasznie nie lubiła, ale w Clive'a zawsze wierzyła. Był w jej oczach kimś takim, że nawet podczas tkwienia w tej swojej klęsce widziała w nim więcej niż on sam. Teraz raczej nie widywała go takiego, więc myślała, że to może oznaczać poprawę, choć równie dobrze Clive mógł lepiej się z tym kryć.
    Mógł ją zaprosić na kawę, na spacer, na drinka, ale wolał zaprosić do łóżka i jeśli to z jego strony oznaczało brak klasy, to Jodie wolała nie myśleć, co musiała oznaczać jej zgoda. To, że nawet niespecjalnie się zastanawiała, a przecież tak bardzo upierała się, że była na niego zła. I nie miała nic na swoje usprawiedliwienie, bo po prostu miała ochotę przeruchać się z Clivem, więc to zrobiła, a potem robiła regularnie. Wade nazywał ją kurwą, ona czasami zastanawiała się nad tym, czy rzeczywiście nią była, bo chociaż upierała się, że jego słowa zupełnie jej nie dotykają, że są niczym, bo i on jest dla niej nikim, to chyba jednak trafiały w bolesny środek zrujnowanego poczucia własnej wartości i kawałek po kawałku ją niszczyły. Ale nie chciała, żeby Clive się w to angażował tak samo, jak on nie chciał, żeby Jodie angażowała się w jego sprawy. Granice były wyraźne i nawet te przypadkowe, mniej lub bardziej potrzebne czułości nie były w stanie wystarczająco ich zatrzeć.
    Oboje czuli, a przynajmniej Jodie, że wypity alkohol, ta cholerna wódka brzoskwiniowa, której słodki posmak wciąż z siebie spijali, w połączeniu z tymi czułościami, którymi się wymienili, był ryzykowny ruchem i mocno namieszał jej w głowie. Tak bardzo, że gdyby sytuacja na to pozwoliła, to musiałaby się nad tym trochę zastanowić, ale na szczęście nie miała czasu, żeby myśleć. Zresztą, to był tylko alkohol, tylko chwila, która ich poniosła, bo mieli ładne oczy i czasami było fajnie sobie tam popatrzeć, wymieniając się uśmiechami i wciągająco czułymi pocałunkami. Tak dla odmiany.
    Żeby tylko od tych dobrych rzeczy nie uzależnili się tak na dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezczelny uśmiech przemknął przez twarz Jodie, którą lekko wciskała w pościel, na słowa Clive’a, którymi ją uciszał i za które mogłaby się obrazić, różnie je interpretując, ale zamiast tego czuła dziwną satysfakcję, że zamąciła mu w głowie na tyle, że trochę nad sobą nie panował, trochę się niecierpliwił, a trochę potrzebował skupić, żeby porządnie doprowadzić do końca to, co z pasją zaczęli. Jarało ją to, choć lubiła gadać, a oni najprawdopodobniej nie pogadają potem, bo nie będą mieli o czym, tak teoretycznie, ponieważ w praktyce znalazłoby się tego bardzo dużo, ale przecież nie spotykali się ze sobą, żeby rozmawiać.
      Głośno wypuściła powietrze z płuc, wzdychając rozkosznie, gdy poczuła, że uścisk Clive’a wokół jej włosów się rozluźnia, choć on wcale jej nie odpuszcza. Przygryzła wargę, mocniej opierając policzek o materac, wyzywająco patrząc na niego kątem oka, choć wzrokiem mocno zamglonym i rozmytym.
      — Clivey — wezwała go z aprobatą, czując, jak z każdą chwilą coraz mocniej przyciska ją do łóżka, wciska jej drobne ciało w materac, równocześnie wbijając palce w jej biodro, trzymając ją przy sobie blisko, upewniając się, że nigdzie mu nie ucieknie. Nie zamierzała uciekać, choć przyjemność była ogromna. Ich biodra dopadały do siebie szybciej i silniej, a ona czuła na sobie jego przyjemny ciężar oraz to, jak wyraźnie się w niej poruszał, każdym dokładnym pchnięciem wyrywając spomiędzy jej rozchylonych ust głośniejsze jęki. Jodie rozluźniła uścisk dłoni, przesuwając je po zmiętej pościeli, wyciągając się oraz je wyżej i złapała za jakąś poduszkę, która wpadła w jej palce, którymi wydawałoby się, że mogłaby coś zmiażdżyć. Była, kurwa, przekonana, że z kolei te palce, które wciskał w jej biodro Clive, nie pozostaną dla jej skóry obojętne i zostawią ślad.
      Kolejne, przeciągłe ja pierdole wyrwało się jej, gdy w tym całym oszołomieniu Clive jeszcze postanowił sprzedać jej kolejne komplementy, na których nie skupiała się aż tak, jak na tych biodrach, na tym, jak zawzięcie w nią wchodził, roznosząc po sypialni rytm ich ciał, ale gdy się pochylił i znalazł wystarczająco blisko, to Jodie instynktownie szukała jego warg, zbierając z nich kolejne, łapczywe i nieco chaotyczne pocałunki. Zacisnęła oczy, wciskając czoło w materac, gdy fala przekleństw i przepełnionych aprobatą tak niekontrolowanie z niej uciekała, a ona czuła, że jest jeszcze bliżej, co Clive z każdą sekundą coraz bardziej podsycał, szczególnie, gdy tak zatrzymywał przy sobie ich biodra, pozwalając jej mocniej i ciaśniej owijać się wokół niego, znajomo pulsując. Była blisko, on był blisko, więc żadne z nich się nie kontrolowało i głośny jęk, a może nawet krzyk, Jodie zwieńczył ten orgazm, który przyszedł mocno. Napięła mięśnie, lekko wyginając plecy i gdyby nie fakt, jak mocno Clive ją przy sobie trzymał, uciekłaby mu z tej rozkoszy.
      Zaćmiło ją na moment, dwa, cholera wie ile, ale trochę to trwało, przechodząc przez jej ciało wraz z intensywnym orgazmem, zanim do Jodie dotarło, co właśnie się stało. Leniwie opadła na łóżko, opuszczając także biodra, a przez wszystkie rzeczy, które wciąż siały spustoszenie w jej głowie, docierało do niej, że Clive też doszedł. Zresztą, czuła to i czuła, że jego uścisk się rozluźnił, bo znacząco jej odpuścił.
      — Zajebiście — wymamrotała, dzieląc się z nim swoim spostrzeżeniem, choć czuła się tak dobrze, że ten komentarz to za mało. Uśmiechnęła się rozmarzona, oddychając głośno i szybko, patrząc na swoje dłonie, które do tej pory trzymała zaciśnięte na poduszce, a które rozluźniła i przesunęła najpierw po łóżku, a następnie po sobie, odsuwając z rozgrzanej twarzy kosmyki włosów, które lekko się do niej przykleiły, choć głównie to były rozrzucone po całym łóżku.
      — Ale tu gorąco — dodała jeszcze, zasugerowała figlarnie, przekręcając się tak, żeby jak najmniej się ruszać, ale móc patrzeć na Clive’a i uśmiechnęła się delikatnie.

      ohh, you know exactly what you're doing and that every move you make makes me want more than i should ;>>

      Usuń
  20. Jeśli Clive’owi na tym zależało, to Jodie mogłaby nim potrząsnąć, nawet dać mu w twarz i kazać się ogarnąć, bo chociaż znała swoje miejsce, trzymała się wyznaczonych granic i doskonale wiedziała, w co się nie zagłębiać, żeby nie psuć wygodnego układu, który sobie stworzyli, to przecież nie była głupia i równocześnie dostrzegała, co działo się z Clivem, a zakładała, że wielu rzeczy i tak nie widzi, bo nie spędzali ze sobą każdego dnia od rana do wieczora. Spędzali go jednak wystarczająco, aby zauważyć, że oboje różnili się od tego, co wiedzieli i znali o sobie z dawnych lat. Zmienili się i to nic dziwnego, bo ciężko, żeby prawie trzydziestolatkowie byli tacy sami jak nastoletni gówniarze, chociaż zachowywali się tak, jakby w głowach mieli niewiele więcej oleju, ale oprócz tego, że dojrzali, to było po nich widać, że życie nie było dla nich łaskawe i nie potoczyło się im tak, jak to sobie wyobrażali. To pewnie nie było nic straconego, jednak Jodie była już tak bardzo przemęczona swoimi porażkami, tym, że zawsze coś musiało stanąć na jej drodze do szczęścia, jak nie kontuzja to śmierć brata, a jak nie ona to Wade, który pojawił się w jej życiu w tak beznadziejnym momencie, że niewiele musiał zrobić, żeby zawrócić Jodie w głowie, obiecując cuda, że zwyczajnie miała dość. Wolała nic nie robić, nie próbować, nie starać się i tkwić w tym, co beznadziejne ale znane, niż poświęcać się dla czegoś, co nie przynosiło efektów.
    Kurwa, to było takie frustrujące — ten kompletny brak nadziei i wiary. To przekonanie, że beznadziejnie już było, a teraz może być jedynie gorzej. Nie chciała tego dla Clive’a. Zasługiwał na coś więcej, powinien o coś więcej walczyć, ale nie była kimś odpowiednim, by mu to mówić.
    Nie była także kimś, kto mógłby rozliczać go z decyzji, które podjął, bo chociaż Clive nie zachował się uczciwie wobec niej ani tego miasteczka, do którego wrócił, by zaleczyć swoje rany, szukając czegoś znajomego i znanego, trafiając w tym wszystkim akurat na nią, to jednak potrafiła go zrozumieć. Sama chciała wyrwać się z Mariesville, przekonana, że poza granicami miasteczka jej życie nagle się odmieni, dlatego bardzo zazdrościła mu tego sukcesu. Jej złość niczego by nie zmieniła, a to i tak była jego odpowiedzialność, jego konsekwencje, które nawet jeśli dotknęły Jodie, to przecież nie były czymś strasznym. Była tylko naiwnie zakochaną nastolatką.
    Za to Clive zrobił to, na co miał ochotę. To, czego potrzebował, żeby wyrwać się z duszących szponów oczekiwań i nie miała mu tego za złe. Przynajmniej nie tak, aby to mogło rozsądnie powstrzymać ją przed pójściem z nim do łóżka, choć w tym sklepie, chciała przede wszystkim zapytać go o to, co u niego. Okazać mu zainteresowanie, które w niej wzbudzał, a które nie polegało jedynie na tym, że zawsze jej się podobał, pociągał i był świetny w łóżku, więc mogła z tego korzystać. Prawdę mówiąc, ruchanie było ostatnią rzeczą, o której wtedy pomyślała, ale on sam zaproponował, a ona najwyraźniej tego chciała, skoro się zgodziła, zamiast kazać mu spierdalać. I jakoś nie przeszkadzał jej fakt, w jakim przeoranym stanie był Clive.
    Ciężko nazwać to, co między nimi było, ale to działało i najwyraźniej dla każdego z nich właśnie to liczyło się najbardziej. Byli dla siebie niemym, fizycznym wsparciem, czymś, czego potrzebowali, a przy tym dodatkowo świetnie się znali, dogadywali i w pewnym sensie ufali, choć Clive już raz to zaufanie bezwzględnie złamał. Niczego nie zmącała, chociaż chyba nie była rozsądna, ale rozumiała, na czym polega ich układ. Rozumiała, po co się spotykali i jacy na koniec każdego z tych spotkań powinni wychodzić, żeby uważać je za udane. Nie wplątywała w to emocji i uczuć, bo one wszystko utrudniały, szczególnie, że Jodie już tyle razy się na nich przejechała, tak bardzo zawiodła na tym, co i do kogo czuła, że unikała tego jak ognia, chociaż uważała, że fajnie jest być kochanym i mieć kogoś, kogo się kocha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pilnowała się i dbała o to, żeby między nią a Clivem panowała uczciwość oraz szczerość, na którą mogli zdobyć się w każdej chwili i, przy okazji, nie miała pojęcia, ile tak naprawdę dawały mu te spotkania, poza fajnym seksem.
      Najważniejsze, że wyglądał przy niej na zadowolonego i spełnionego, że dążył do tego orgazmu, trzymał ją przy sobie i nie pozwalał się odsuwać, niechętnie rezygnując z absolutnej bliskości. Pozwalał jej na to, żeby przeżywała ten moment, ale równocześnie chłonęła to, co się z nim działo, oddychając głośno. Jodie gdzieś w sobie miała pokłady ciepła, dlatego podejrzewała, że ta czułość, która się w niej zbiera i którą czasami się zasypywali, to efekt ciepła, ale Clive też to miał. Wypływało z niego mniej lub bardziej kontrolowane, ale przecież czuła, jak ją dotyka, mimo tego, że przed chwilą wbijał palce w jej biodro i podduszał, że zostawia na jej rozgrzanej skórze przyjemne pocałunki, że interesuje się jej komfortem i nie szczędzi komplementów, którymi potrafi ją zawstydzić. Teraz też czuła, jak jego wargi sunął po jej skórze na plecach i słyszała, pod jakim wrażeniem był, gdy mówił, że była aż perfekcyjna, w co nie mogła uwierzyć, ale doceniała, że takie słowa padały z jego ust. Co tu dużo ukrywać, działało na nią, gdy działała na niego. Uwielbiała, gdy był pod wrażeniem, gdy się zachwycał, gdy nie mógł się wręcz powstrzymać i musiał ją mieć.
      Jodie zaśmiała się, z westchnieniem przyciskając twarz bardziej do materaca, lekko ją chowając, choć wzrok miała bez przerwy utkwiony w Clive, gdy wstał i otworzył okno, przez które leniwie wtoczyło się chłodniejsze powietrze, z satysfakcją obserwując te wszystkie ślady, które po sobie zostawiła. Równocześnie palcami przesunęła po tym wyraźnym, który on zostawił na jej udzie, uśmiechając się sama do siebie.
      Czuła się zajebiście błogo. Była rozleniwiona, zaspokojona i zrelaksowana do tego stopnia, że nie miała ochoty ruszać się z tego łóżka, choć teoretycznie, gdy Clive zniknął w łazience, mogłaby już zakładać na siebie majtki. Zamiast tego uspokoiła oddech, wygładziła i poprawiła pościel oraz poduszki, na których ułożyła się wyżej, czekając aż Clive wróci, choć nie zakładała, że zrobi to, mając dla niej swoją koszulkę. Jodie powinna już zakładać majtki, ale zamiast tego wyciągnęła rękę, przejęła czarną koszulkę, która pachniała nim oraz świeżym praniem i ją na siebie założyła. Palcami przeczesała włosy, które pewnie miała w nieładzie, wygładzając splątane kosmyki, a jej rozmarzone spojrzenie przeskakiwało z Clive’a na jego palce, którymi sunął po jej odkrytym udzie, rozkosznie ją łaskocząc.
      — Hmm? Masz jakąś wstydliwą fantazję erotyczną, marzy ci się seks w dziwnym miejscu czy jeszcze coś innego? — rzuciła figlarnie pół żartem, lekko przygryzając wargę i niekontrolowanie wyciągając rękę do dłoni Clive’a, której wierzch musnęła opuszkami, na chwilę uciekając wzorkiem w tamtą stronę.
      Raczej nie mieli do siebie spraw, dlatego zakładała, że to nic poważnego. Nie odmówiłaby mu pomocy, gdyby jej potrzebował, choć wątpiła, że by o nią poprosił, dlatego jeszcze nie kazała mu spierdalać ani nie rzucała w twarz nie. Wręcz przeciwnie — nieznacznie się poprawiła, przesuwając spojrzeniem po twarzy Clive’a, patrząc na niego tak, jakby chciała go zachęcić. — Zamieniam się w słuch, a potem najwyżej będziemy negocjować — dodała jednoznacznie, uśmiechając się wymownie, ale tylko się z nim droczyła. Jeśli miał do niej jakąś głupią sprawę, to powie mu nie, przecież wiedział, że jest do tego zdolna, ale była ciekawa, o co mu chodziło.
      Szybki i dobry seks mieli już za sobą, mogli delikatnie zahaczyć o dzień próśb, życzeń i spraw.
      Dla Jodie to nie był problem, bo kochała uciekać przed własnymi problemami, a skupianie się na sprawach innych, to niezła robota. Z kolei wyjście stąd oznaczałoby powrót do przytłaczającej rzeczywistości, przed którą oboje próbowali uciec, a akurat to starała się jak najbardziej odwlec w czasie.

      i like that. you call it pushing limits, but to me it's keeping things interesting… ;>>>>>

      Usuń
  21. Nie zmuszał to prawda, ale równocześnie nikt nie dawał mu odpowiedniego impulsu, żeby z tym skończył. Jodie nie myślała o tym zbyt często, ale jeśli już, to dochodziła do wniosku, że Clive chyba potrzebował kogoś takiego, przy kim dostałby dobry powód, żeby coś w tym swoim życiu zmienić. Chciał zmian, miał ambicje, miał pierdolone możliwości, żeby nie kończyć tutaj w Mariesville, rozdając mandaty pijaczkom i lądując między nogami wszystkich chętnych lasek, bo zasługiwał na więcej, tylko chwilowo nie miał motywacji, siły, chęci, żeby to osiągnąć. Znalazł się w kiepskim momencie swojego życia, chujowym wręcz i Jodie nie potrafiła tego wyjaśnić, ale strasznie wkurwiało ją to, że nie było obok niego kogoś, kto powiedziałby mu, że już wystarczy. Jednocześnie wiedziała, że ona tym kimś nie może być, bo po pierwsze Clive mógłby ją wyśmiać i powiedzieć, żeby to ona się ogarnęła, bo sama ma żałosne życie, a po drugie nie tego od niej oczekiwał. Nie zwierzał się jej, nie gadali, w sumie nie miała pojęcia, czy to życie, które prowadził aż tak mu nie odpowiadało, czy po prostu wmówiła to sobie, bo zawsze uważała, że stać go na więcej. Równie dobrze Clive mógł lubić to, że żył bez zbędnych zobowiązań, że był wolny i wciąż miał w sobie to coś, co przyciągało fajne laski, które na niego leciały, a robota nawet jeśli nie była najbardziej wymagająca, to przecież wciąż robił coś dla ludzi i niejedna osoba mogła odetchnąć, gdy zawijał jakiegoś upierdliwego awanturnika.
    W sumie to większość, a może wszystko, co Jodie dzisiaj wiedziała o Clive, brało się z jej domysłów. Z tego, że szybko zauważyła, jak bardzo był inny, że potrafiła dedukować i dobrze pamiętała, co ludzie o nim mówili, gdy go tutaj nie było, a nagle wrócił sam, choć podobno miał jakąś świetną dziewczynę. Jego problemy nie były niczym. Jodie im nie umniejszała, bo chociaż miała przejebane dłużej, to potrafiła sobie wyobrazić, jak to jest, gdy teoretycznie ma się wszystko, a nagle nic. Miał bardziej przejebane od niej, spotkało go to, czego nie mógł się spodziewać, podczas gdy ona zawsze miała gdzieś z tyłu głowy myśl, że coś pójdzie nie tak. Życie go dojechało, czego efekty czasami mogła widzieć w The Rusty Nail albo gdy zapominał, że miał jej numer, a czasami wtedy, gdy umawiał się z nią, szukając jednego. Jodie nie była ani głucha, ani ślepa, ani głupia i może właśnie dlatego, z tego braku głupoty, nie zapytała nigdy Clive’a o to, co się dzieje.
    Brakowało jej go przez ten czas, gdy go nie było, choć on dawno zdążył o niej zapomnieć, a dopiero potem nagle przypomnieć i pasowało jej, że teraz przy niej był. Wiedziała, że to kiedyś się skończy. Musiało się skończyć, ale żadne z nich nie paliło się do tego, by coś zmieniać, więc korzystali z tego, co mieli. Z tego, że potrafili dać sobie coś, czego oboje potrzebowali, jakieś pojebane poczucie bezpieczeństwa i czegoś znajomego, co było uzależniające. Nie byli dla siebie obojętni, co Jodie odpowiadało, bo lubiła to uczucie. Rany, była strasznie prosta. Dostawała uwagę, zachwyt, mogła się nasłuchać komplementów, czuła, że nie jest mu totalnie obojętna i zajebiście, nie chciała tego psuć, bo straciłaby najfajniejszy element swojego obecnego życia — te spotkania, które mieli.
    Clive był w jej oczach facetem i wcale nie musiał jakoś szczególnie się starać, żeby tak było, a przez to, że traktował Jodie dobrze i uczciwie, jedynie zyskiwał. Gdyby był skończonym dupkiem, to dostałby od niej tymi winogronami i dzisiaj by ich tutaj nie było.
    Teraz jednak Jodie czuła, że to dzisiejsze spotkanie nie było aż tak bezinteresowne, jak jej się wydawało. Że ta czułość, która się z nich wylała, ta bliskość, nawet to, jak Clive dzisiaj o nią dbał i pilnował, żeby było jej dobrze, to było podszyte tym, że miał sprawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciał czegoś od niej, więc sobie o niej przypomniał i wprawił w dobry humor, żeby przypadkiem nie przyszło jej do głowy, aby mu odmawiać, a przy okazji dodał sobie tymi czułymi gestami i fajnym seksem odwagi. Bardzo sprytne.
      Prawdę mówiąc, równie dobrze mógł jej napisać wiadomość i zaprosić na tę dziwną imprezę zaręczynową i ten cały ślub, nie musiał tak się przy tym starać, dzieląc się z Jodie nawet swoją koszulką, w której było jej wyjątkowo dobrze. Słuchała go ze wzrokiem utkwionym w jego twarzy, na której było widać, że mu zależy, nie przerywając i nie komentując nawet tego, że przyjęcie zaręczynowe, to jakiś idiotyczny pomysł, ale zmarszczyła lekko brwi. Trochę nie rozumiała, dlaczego dla Clive’a to była aż taka sprawa, że mówienie o tym przychodziło mu z trudem.
      Uśmiechnęła się, gdy skończył przedstawiać swoją prośbę i ostrożnie wyciągnęła dłoń w jego stronę, gładząc jej wierzchem jego policzek, czując, że był spięty i niepewny, co było do niego takie niepodobne. Tym bardziej, że nie poprosił ją o nic strasznego. To tylko przyjęcie i ślub, prawda?
      — Tam pewnie będzie tyle lasek, że po co jeszcze ja ci do tego — przyznała luźno, wzruszając ramionami, ale nie dlatego, żeby go zniechęcać albo odmawiać, ale... przecież w Savannah, gdzie miał tych swoich fajniejszych znajomych, i na tym weselu na pewno znajdzie niejedną laskę chętną na dobrą zabawę.
      — Mogłabym jechać, jeśli tak bardzo chcesz... — dodała zaraz trochę figlarnie, chcąc go trochę rozluźnić i dodać otuchy, ale dopiero po chwili zastanowienia, bo robiła wszystko, żeby raczej unikać dodatkowych kosztów i nie opuszczać weekendów w pracy, bo wtedy najwięcej zarabiała, ale wystarczy odpowiednio się zmienić i wziąć więcej godzin w tygodniu, żeby jakoś się to wyrównało, więc nie jest źle. — Ale nie wkurzaj mnie z tym płaceniem. Nie chcę od ciebie kasy, Clive — zaznaczyła poważnie, nie wnikając w to, czy to kasa jego, czy jego ojca, czy wydawało się mu ją lekką ręką czy też nie, nie potrzebowała jej. Być może unosiła się dumą, ale nie chciała sprowadzać spędzania czasu z Clivem do pieniędzy. Nie chciała, żeby płacił jej za to, że pojedzie z nim gdzieś na dwa dni, bo nie była kimś, kogo towarzystwo można sobie wynająć. Wiedział to. I wiedział też, że mogła się wkurwić za to, że jej coś takiego proponuje. Nie wkurwiła tylko dlatego, że domyślała się, że chciał być odpowiedzialny, bo skoro ją zapraszał i musiała z czegoś przez to zrezygnować, to próbował jej to zrekompensować, ale nie w ten sposób. Potrafiła o siebie zadbać.
      — Czy masz aż tak wygórowane oczekiwania, że sukienka z zeszłego sezonu nie wchodzi w grę? — dopytała, unosząc brew, bo nie wiedziała, czego Clive tak do końca oczekuje. Tego, że pojedzie z nim na przyjęcie i ślub, bo nie chce być sam, czy czegoś jeszcze? Mogła wyglądać jak petarda, ale nigdy nie szła przed żadnym wyjściem specjalnie do fryzjera lub makijażystki, tylko wszystko robiła sama, więc podejrzewała, że trochę inaczej widzą pewne rzeczy. Na przykład dla niej to nie był problem, żeby założyć sukienkę, którą już kiedyś gdzieś zakładała i która grzecznie wisiała sobie w szafie, czekając na następny raz.

      maybe, but careful — once i try it, i may never want to stop ;>>

      Usuń
  22. Musiał pracować na to, żeby wyszarpać się ze szponów ambicji swoich rodziców, którzy zaplanowali dla niego całą przyszłość, ale w taki sposób, którego on nie chciał, więc to nie do końca było tak, że żył sobie wygodnie i bezproblemowo od samego początku, bo miał, co chciał i nic nie musiał robić. Zrobił naprawdę dużo, żeby postawić na swoim, udowadniając przy tym, że dokonał odpowiednich wyborów. I to życie, które mu się posypało, było świetnym przykładem, że rzeczywiście wiedział, co robi i dobrze, że do tego dążył, bo mógł wiele osiągnąć. Teraz się w tym pogubił, bo trudno było nawigować życie, w którym ciężko było się odnaleźć. Które nie wyglądało tak, jak się go sobie zaplanowało i wyobraziło, które nagle diametralnie się zmieniło. Przeżywał żałobę, do której miał pełne prawo, a Jodie nie zamierzała wyrokować, czy trwanie w niej przez rok to długo czy krótko. Ale widziała to, obserwowała gdzieś z boku, tylko czasami mając jakiś wpływ na to, że wieczór Clive’a wyglądał mniej podle i, kurwa, nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego chciała dla niego czegoś innego, ale tak właśnie było.
    Zawsze go lubiła, więc może dlatego mogłaby chcieć się w to babrać. Żeby jego życie było choć trochę lepsze. To swoje i tak spisała na starty, więc nie bardzo czuła, że ma po co bardziej się starać, ale patrząc na życie Clive’a, czuła jakąś wewnętrzną niezgodę na to, co ze sobą robił. Nie była dobrym przykładem walki z własnymi problemami, bo ona przed tymi swoimi regularnie uciekała i unikała ich rozwiązywania, a jeśli ją przerastały tak, jak robiły to dzisiejsze wiadomości od Wade’a, to po prostu wyłączała telefon i udawała, że nie ma sprawy, ale to nie oznaczało, że uważała swoje podejście za słuszne. Dla samej siebie nie czuła, że ma po co się starać, ale uparcie twierdziła, że Clive powinien.
    Miał jednak rację — tylko dobrze się ze sobą bawili, po co mieliby coś zmieniać? Bo przecież nie po to, żeby było lepiej. Z jakiegoś powodu nie dopuszczali do siebie tej myśli, że między nimi cokolwiek mogło wyglądać lepiej, tylko bali się, że zrobi się gorzej, a przecież zależało im na tej luźnej, bardzo fajnej relacji, której byłoby szkoda, gdyby stracili ją przez to, że postanowiliby się przed sobą otworzyć i wzajemnie naprawiać. Zresztą, dwoje ludzi z mętlikiem w głowie, którzy na swoje sposoby mają przejebane, nie są w stanie się naprawić.
    Clive mógł do niej pisać, kiedy tylko chciał, a z kolei to, czy do jakichkolwiek spotkań by doszło, to już inna sprawa, bo oboje mieli na głowie robotę i nawet teraz, gdy spotykali się niezbyt często, było trudno spiąć im ze sobą swoje grafiki, jednak ich układ polegał właśnie na tym, że mogli robić, co chcieli. Nie broniła mu więc spotkań z innymi laskami; mógł sobie klęczeć i lądować w łóżku z kim chciał, ale jednocześnie odważnie nie zakładała, że miałaby go dość, gdyby częściej wolał robić to z nią. Nigdy nie powiedziała mu, że nie może bardziej pakować się w jej życie, choć z jakiegoś naturalnego powodu nie brała tego pod uwagę, bo podejrzewała, że on tego nie chce.
    Jodie nie widziała wyrachowania w zachowaniu Clive’a, ale po prostu skoro jedną z ich niepisanych zasad było, że raczej nie zostawali u siebie na noc, a ona najczęściej zakładała na siebie majtki tak szybko, jak on je z niej zdejmował, a dzisiaj było inaczej, to szukała dziury w całym i znalazła ją w postaci tej prośby, którą do niej miał. Może niesłusznie, ale niespecjalnie i nie po to, żeby oskarżać go o nieuczciwe intencje. W każdej chwili mogła się ubrać i wyjść. Nie mieszkała daleko stąd, a do tego byli przecież w Mariesville, Clive sam doskonale wiedział, że tutaj nic złego się nie działo, więc nie potrzebowała ochroniarza. Rzecz w tym, że nie chciała stąd wychodzić. Po tym seksie, który wprowadził ją w błogi stan, w łóżku Clive’a i w jego koszulce czuła się zajebiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj nie dosięgały jej zmartwienia, a gdyby stąd wyszła, to wisiałaby nad nią wizja konfrontacji z Wadem, której się bardzo bała, a nie mogła zakładać, że nie byłoby go pod jej domem. U Clive’a czuła się bezpiecznie.
      Miał rację, nie miała pojęcia, ile kosztowała go ta prośba i jak głupio było mu ją o to prosić. Nie mogła wiedzieć, bo nie wtajemniczył jej w tę historię. Nie wspomniał, że to ślub jego byłej z facetem, z którym go zdradzała, a ten facet to przy okazji jego kumpel. Jodie nie rozumiała powagi tej sytuacji, ponieważ jej nie znała. Nie obracała wszystkiego w żart i nie śmiała się dlatego, żeby go wyśmiać, a dlatego, że nie widziała w tym nic wymagającego. Po prostu zapraszał ją na ślub swojego kumpla. Miał być drużbą, więc mogła się domyślać, że to raczej bliski kumpel. Clive nie mógł złościć się na Jodie za jej reakcję, która jego zdaniem była niepotrzebna lub nieodpowiednia, gdyż ona nie miała pojęcia, jak wielka jest to dla niego sprawa. A była ogromna. Gdyby wiedziała, to zareagowałaby inaczej i na pewno pierwsze, o co zapytałaby się Clive’a, to po co tam się wybierał.
      Lekko przewróciła oczami, słysząc o tym całym dress-codzie, którego znaczenia nawet nie znała, bo wychodziła z domu do pracy, do której zakładała topy z wielkimi dekoltami, bo lubiła swoje cycki, a nie eleganckie sukienki, na których się nie znała, a do tego nie pocieszał jej fakt, że ojcem Leah był senator. To nie był klimat i towarzystwo Jodie, Clive o tym wiedział, więc nic dziwnego, że zaoferował jej pomoc, ale jeśli cokolwiek mogło ją urazić, to jedynie to, że chciał dawać jej kasę za sam fakt, że miałaby tam z nim być.
      — Jasne, rozumiem. To nie mam takiej sukienki — przytaknęła, bo nie uraziła jej jego sugestia. To nie była tajemnica, że u Jodie było kiepsko z kasą praktycznie od zawsze, więc nie było jej stać na to, żeby w ciągu dwóch tygodni kupić dwie sukienki i buty do każdej z nich, po prostu nie podeszła do tego z taką powagą jak Clive. I trochę było jej z tego powodu głupio, bo nie sądziła, że to będzie dla niego aż tak ważna sprawa, ale nie mogła tego wiedzieć.
      Po prostu myślała, że Clive chce przyjść na ślub swojego kumpla z zajebistą laską, więc oczekuje od niej tego, że się wystroi i będzie wyglądać tak, żeby każdy z jego kumpli mu jej zazdrościł. To dało się zrobić, ale wolała bez udziału jego pieniędzy, choć teraz trochę zwątpiła, czy to możliwe. Przy okazji czuła, że ten ślub z jakiegoś powodu jest wrażliwym tematem, a Clive trochę zmizerniał, gdy go zaczął.
      W przeciwieństwie do niego ciągle na niego patrzyła, ale sama też spoważniała, nie chcąc czymś jeszcze go urazić, a miała wrażenie, że ten zabawowy humor, który jej towarzyszył, był nieodpowiedni.
      Lekko przechyliła głowę, gdy ich spojrzenia się spotkały, a materac ponownie ugiął się pod ciężarem Clive’a, gdy jego dłonie znalazły się po obu stronach Jodie, która pokiwała głową, przytakując na pytanie.
      — No pewnie, że się zgadzam, Clivey — powiedziała, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, patrząc mu w oczy i uśmiechnęła się do niego czule. Wyciągnęła dłoń w jego stronę, palcami delikatnie odgarniając włosy z jego czoła, a gdy to zrobiła, to niewiele myśląc, przytuliła go do siebie.
      Nie musiał jej mówić, że jej tam potrzebował, że chciał mieć obok, żeby jakoś przetrwać to piekło, bo to rzeczywiście miało być piekło, z którego Jodie nie zdawała sobie sprawy. Nie miała powodów, żeby się nie zgadzać. Mogła przez weekend poudawać jego dziewczynę, która za nim szaleje i jest totalnie zakochana, ale może dobrze by było wprowadzić ją w szczegóły całej sprawy. Nie naciskała, bo to sprawy Clive’a, w które nie musiał jej wpuszczać, ale nie chciała zaliczyć wpadki. Przy okazji chętnie wyrwie się na dwa dni z Mariesville, co było bardzo przyjemną myślą, bo ostatni raz kiedy stąd wyjechała, to było dwa lata temu na tydzień wakacji z Wadem, na których pokłócili się w pierwszy dzień i kłócili tak przez resztę wyjazdu, który był paskudny.

      is that a promise? if so, it sounds dangerously tempting ;**

      Usuń
  23. Bo to Jodie nie dotyczyło, dlatego potrafiła spojrzeć na to inaczej niż Clive, a tak poza tym to mało kto patrzył rozsądnie na swój własny koniec świata, dlatego czasami rozmowy okazywały się takie odkrywcze i zbawienne, ale nie naciskała. W sumie to nawet nie pokazywała, że miałaby ochotę tak dla odmiany pogadać. Nie wiedziała, jak miałaby zacząć, o co pytać i czy byłaby w stanie zapytać, bo tak się składa, że Jodie przerastały takie poważne, dorosłe sprawy jak rozmowy o czymś więcej niż ten seks, który stanowił dla nich tak wielką nić porozumienia, że wystarczyło od niego zacząć, żeby zbudować między sobą coś, na czym w pewnym sensie polegali. Coś, co sprawiło, że poczuli się w swoim towarzystwie bezpieczni i sobie zaufali. Jasne, nie na tyle, żeby za bardzo otwierać się przed sobą i sprzedawać sobie takie historie z życia, których się po sobie nie spodziewali, choć Jodie przypuszczała, że prędzej zrobiliby to, niż przyznaliby się przed sobą do tego wszystkiego, co ich bolało i dręczyło, ale nadal osiągnęli coś takiego, co chcieli zatrzymać, żeby móc w tym trwać.
    Komfortową myślą dla Jodie było to, że Clive był blisko. Nie korzystała z tego zbyt często, to raczej on przychodził do niej, ale to dlatego, że jej grafik był bardziej elastyczny, ale gdzieś w sobie miała takie przekonanie, że mogła na niego liczyć, bo nie była mu aż tak obojętna. Może dlatego, że on mógł liczyć na nią, więc automatycznie założyła, że to działa w dwie strony, choć wcale nie musiało.
    Po prostu Jodie była prostą dziewczyną i miała dość proste zasady, dlatego w tych prostych zasadach nie potrafiła zrozumieć tego, jak to się stało, że Clive został z tym wszystkim sam, choć miał wszystko. Podobno, bo przecież nie przegadali ani jednego dnia, który spędzili ze sobą po jego powrocie, ale powodziło mu się, gdy stąd wyjechał i układał sobie życie na własnych warunkach tak dobrze, że jego matka chętnie się nim chwaliła, więc to nie powinno być tak, że ostatecznie skończył z tą swoją prywatną żałobą, z tym całym bólem i cierpieniem sam. Z tym, że czuł się winny śmierci swojego partnera, przekonany o tym, że wszyscy rozliczają go z tego, czego nie zrobił, czego było za mało, co było zrobione źle i z tym, że do tego do jego kumpla odeszła laska, z którą planował swoją przyszłość. Wszyscy go zawiedli.. Wszyscy po kolei sprawili, że Clive poczuł, że nie ma po co wygrzebywać się z tej swojej sytuacji, że stracił motywację, chęci, zapał, że to, co sprawiało mu radość, zamieniło się w robotę, w której tkwił i miał jej dość, a życie stało się pozbawione sensu. Pewnie, że to, jak sobie z tym radził, to już inna kwestia. Że tym piciem, zarywaniem każdej nocy i lądowaniem w łóżku z laskami, których imienia nie znał i nie chciał poznawać, jedynie pogrążał się w tym bagnie, w którym wylądował, ale kurwa, życie mu dowaliło, więc nic dziwnego, że ten mechanizm obronny, który włączył, a który jednocześnie był cholernie autodestrukcyjny, to jedyna rzecz, na jaką było go stać.
    Dużo z tego Jodie nie rozumiała, tym bardziej, że Clive wybierał się na ślub ludzi, którzy nie pomogli mu w momencie, w którym najbardziej ich potrzebował. Gdyby wiedziała, jak to wyglądało i zrozumiałaby te dziwne powiązania, które panowały w jego małostkowym towarzystwie, to odradziłaby mu tę wycieczkę. Ci ludzie nie zasługiwali na jego towarzystwo, uwagę, obecność. Powinien powiedzieć im, jak bardzo pierdoli go ich szczęście, że ma ich w dupie, kazać im spierdalać i nie interesować się jego życiem, bo przecież dosłownie to robili, gdy mieli go obok siebie, zamiast czuć, że cokolwiek musi im udowadniać. Nie musiał, bo jego wartość nie była mierzona tym, jak bardzo zajebistą laskę miał obok siebie, ale kim była Jodie, żeby mu to mówić? No właśnie, więc nie mówiła. Zamiast tego mogła cieszyć się, że na weekend ucieknie z Mariesville, a do tego znajdzie się w towarzystwie, w którym nie znalazłaby się nigdy, gdyby nie Clive.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpliwym towarzystwie samych chujków, ale może takie były te wyższe sfery pełne specjalnych dress-code’ów i sukienek, które nie są z promocji z sieciówek. Ciekawie się to zapowiadało, ciekawiej niż Jodie mogłaby sobie wyobrazić, ale nie robiła tego dla siebie, a dla Clive’a. Jeśli jakoś mu na tym zależało, choć kompletnie nie rozumiała, dlaczego miałoby zależeć, to ona nic nie straci jadąc z nim do Savannah. Może będzie fajnie, może się nieźle pobawią, będą mieć swoje wsparcie i jeśli zechcą, to będą mogli każdego obgadać i to tak bez litości, jak to Jodie potrafiła. Myślała też, że jeśli mogła się do czegoś przydać, to dlaczego nie. Lubiła czuć się potrzebna. Co prawda, będzie musiała coś wykombinować z tą cholerną sukienką, żeby wpasować się w klimat, a nie wyglądać jak wiejska dziewczyna, którą Clive wytrzasnął z jakiegoś jabłkowego zadupia i tu nie wykluczała jego pomocy, skoro on doskonale znał to towarzystwo i prawie nieźle ustawił się w życiu, ale z resztą pieniędzy nie żartowała. Nie chciała ich. Nie robiła tego dla kasy, gdyby jej tylko na tym zależało, to nie odpuściłaby tego weekendu w pracy i odmówiłaby Clive’owi. Może to była kwestia jej honoru, o ile jeszcze jakiś miała, bo po tym związku z Wadem, to czuła się tak, jakby się go doszczętnie pozbawiła, ale da sobie radę.
      Wystarczyło jej, żeby Clive zadbał o to, żeby nic jej nagle nie zaskoczyło i żeby wiedziała, czego się spodziewać, a poza tym naiwnie myślała, że będzie znośnie. Przetrwają to, choć może gdyby znała szczegóły, to musiałaby się dwa razy zastanowić, czy to dobry pomysł. Ale nie mogła dyktować mu, w co miał ją wprowadzać, tym bardziej, że to było jego życie, w którym ona nie uczestniczyła, jego przeszłość, sprawy, której jej nie dotyczyły i Jodie nie miała prawa, żeby się tam pchać, bo spotykali się na seks od kilku miesięcy i zgodziła się zagrać jego dziewczynę przed znajomymi. Nie pchała, tylko chciała, żeby pamiętał, że mógł mieć w niej swoją powierniczkę.
      Jodie najpierw uśmiechnęła się niekontrolowanie, tak zupełnie naturalnie, gdy zobaczyła, że Clive z jakiegoś powodu odetchnął z ulgą i ucieszył się, słysząc jej zgodę. Konkretną i zdecydowaną zgodę, która nie pozostawiała miejsca na domysły lub wątpliwości. A następnie lekko się zawstydziła, słysząc jego pytanie, bo kurwa, chyba faktycznie brało ją na czułości, skoro go przytulała. No nie robili tego zbyt często. W ogóle nie robili i naprawdę nie wiedziała, dlaczego ją na to wzięło, co jej strzeliło do głowy, żeby przytulać Clive’a, ale poczuła, że powinna tak zrobić. Chciała tego w tej zaskakującej odmianie do tego, co zwykle ze sobą robili.
      — Nie wiem, może trochę — przyznała i było jej trochę głupio, choć czuła, że Clive nie miał problemu z tym, że brało ją na te czułości, skoro chętnie na nie odpowiadał. Pomyślała nawet, że może powinni przestać pić, bo może to ten alkohol uruchamiał w nich takie pokłady czułości, której chcieli dać upust i z którą się nie kryli, a potem doszła do wniosku, że to jedynie głupia wymówka. Lubiła te ich czułości.
      — Ciebie bierze — zauważyła jeszcze na swoją obronę, szepcząc prosto w jego usta zanim odwzajemniła pocałunek, czując na sobie jego ciężar, który nie był nachalny a bardzo przyjemny. Objęła go ciaśniej, leniwie przesuwając dłonią po jego karku, natomiast drugą przeniosła na jego policzek, delikatnie pocierając go kciukiem.
      Nie czuła się, jak pani do towarzystwa i nie uważała, że to, co Clive właśnie robił, było czymś podszyte i interesowne. Znała go. Na tyle, na ile sobie pozwolili, ale to wystarczyło, żeby wiedziała, że chciał dobrze. Niepotrzebnie szukała drugiego dna w czymś, co było fajne i miłe, a ta prośba sama jej go podsunęła, ale według niej Clive naprawdę nie był wyrachowanym dupkiem i nie o to jej chodziło. Czasami ciężko było jej uwierzyć w te wszystkie przyjemne i dobre rzeczy, które ją spotykały, dlatego zawsze szukała dziury w całym. Nawet wtedy, gdy jej nie było.

      i'd be happy to find out…❣️

      Usuń
  24. Mógł. Gdyby chciał, to mógłby mówić o wszystkim i nie spotkałby się z oceną ze strony Jodie, ale nie chciał, więc tego nie robił. Oboje tego nie robili i sami już nie wiedzieli, czy naprawdę tego potrzebowali, czy tylko tak im się wydawało, bo coś im ciążyło, a ten ciężar był strasznie przytłaczający. Coraz trudniejszy do zniesienia, bo choć z czasem miało być łatwiej, to nie było. Ale był też czymś takim, czym nie chcieli się dzielić, więc koło się zamykało
    To jednak nie zmieniało faktu, że Jodie miała wybitną pamięć i pamiętała, że zawsze lubiła rozmawiać z Clivem; nawet wtedy, gdy ich rozmowy ograniczały się do tak prostych rzeczy, jak plotkowanie o imprezach, narzekanie na durne zadanie domowe albo głupi sprawdzian, który był najgorszą rzeczą na świecie. Nazywali się wtedy przyjaciółmi, ale pomimo tego nigdy jakoś specjalnie się przed sobą nie otwierali. Jodie nie narzekała, że ma chujowo w domu i że gdyby któregoś dnia znalazła w sobie wystarczająco dużo odwagi, spakowała swoje rzeczy i zniknęła, rozpływając się w powietrzu, to nikt by się nie zainteresował. Jej matki nawet nie obchodziło to, czy była w domu na noc. Nic jej nigdy nie obchodziło i pewnie, gdyby nie Clive, to Jodie byłaby tak samo zgorzkniała, wściekła na cały świat, dbająca tylko o swoją krzywdę, jakby nikt więcej, kurwa, nie cierpiał. Jodie nie miała dobrych wzorców, ale za to miała podane na tacy, jak spierdolić sobie życie i naprawdę nie wiedziała, jakim pierdolonym cudem w tym jej życiu, z którego czasami marzyła, żeby zniknąć, pojawił się Clive, który sprawił, że przy nim było choć trochę lepiej. Chciało jej się, naiwnie w siebie uwierzyła i miała od kogo nauczyć się tej wrażliwości, ponieważ Jodie podzielała zdanie jego matki i uważała, że był wrażliwy. Był dobry, nawet robiąc te głupie rzeczy, gdy pozwolił zachłysnąć się wolności i życiu, o jakim marzył.
    W przeciwieństwie do niego Jodie zawsze była w kiepskim momencie swojego życia, choć ten obecny był najbardziej stabilny, a Clive nie zadawał zbędnych pytań. Czasami zachowywał się tak, jakby wszystko wiedział bez słów. Nie dręczył jej, nie liczył na zwierzenia, przyjmował tyle, ile z siebie dawała i pozwalał jej trwać w bezpiecznej bańce, którą wokół niej nieświadomie tworzył, a która jak to bańka nie była trwała i rozpadała się, gdy tylko się rozchodzili. Zawsze tak było i Jodie zauważyła, że dzisiaj to ona mniej lub bardziej świadomie starała się zbudować wokół niego coś podobnego. To bezpieczne miejsce, które było pozbawione oczekiwań oraz nacisków i które nie powstało na jakiś warunkach, tylko na tym, że byli wolni, więc nic ich nie ograniczało i zdawali się na to, co przynosiła chwila. Co prawda, Jodie nie miała pojęcia, dokąd ich to zaprowadzi i czy to było słuszne, bo z tych potrzeb i oczekiwań, które wychodziły poza ramy niezobowiązującego seksu, w ogóle się sobie nie zwierzali, więc nie mieli pojęcia, czego wzajemnie chcą, ale nawigowali to najlepiej, jak umieli. Wiedziała, że dalej chce to ciągnąć. Na tych warunkach, których nie ustalali, a mieli i że czasami trochę bardziej pragnęła z nim pogadać, jednak nie dawała sobie na to pozwolenia.
    Zakładała, że Clive’owi to pasowało, bo nie narzekał, a raczej wątpiła, że specjalnie gryzłby się w język, gdyby coś mu nie nie odpowiadało. Mariesville było niewielkie, ale nie na tyle, żeby musieli tkwić w czymś, co by im się nie podobało. Odnaleźli przy sobie coś, czego uparcie potrzebowali, coś takiego, co było wygodne i pomagało. On był dla niej tym pewnym siebie gościem z poczuciem humoru, które zawsze do niej docierało i poprawiało nawet najpodlejszy humor, a ona dla niego tą śliczną laską, której lubił tak samo zaglądać w oczy jak i w cycki i którą chciał pochwalić się przed kumplami, bo czuł się przy niej w jakiś sposób bezpieczny. Do tego potrafili wymieniać się niezobowiązującymi czułościami, gdy ich tak na nie brało, bo alkohol zaszumiał im w głowach i… nie było czego drążyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dogadają się w temacie sukienki, bo nie ma szans, że Jodie znajdzie w swojej szafie coś odpowiedniego ani na to, że znajdzie w portfelu wolną kasę, żeby zainwestować w sukienkę. Absolutnie nic złego nie było w tym, że mogła się wystroić, bo Jodie lubiła się stroić, lubiła mieć śliczne rzeczy i nie przeszkadzało jej, że ludzie potrafili wydawać chore ilości pieniędzy na kawałek szmaty i dla Clive’a to też mogło nie być problemem, ale równocześnie nic nie mogła poradzić na to, że dla niej to było zwykłe wywalanie kasy na coś, co założy raz w życiu, a bardzo nie lubiła marnować pieniędzy, nawet tych, które nie były jej.
      Jodie czuła, że Clive znacząco rozluźnia się pod wpływem jej dotyku, co bardzo jej się podobało. Opuszkami palców muskała jego kark, a palcami drugiej dłoni pewniej, choć wciąż delikatnie, przesuwała po jego ciepłym policzku, dzieląc się z nim zaskakująco czułymi pocałunkami. Powolnymi, dokładnymi, takimi, które starannie składali na swoich wargach, coraz bardziej się do siebie przybliżając. Czuła, jak jego palce zaciskają się na jej udzie, czuła ciepło, które od niego biło i przyjemny ciężar ciała, którym na nią napierał.
      — Kręci mnie jak cały ty — wyznała wyraźnie ośmielona przez jego słowa oraz gesty. — I w dodatku ładnie pachniesz — dodała cicho z uśmiechem plączącym się po ustach, których kąciki lekko unosiła, skoro już i tak przyznali się do tego, że brało ich na czułości. Jodie znała ten zapach na pamięć, bo tak bardzo zdążyła nim przez te spotkania z Clivem przesiąknąć. Czuła go nawet na tej koszulce, którą jej pożyczył, a która oprócz świeżości pachniała jak on. Zachowywali się tak przez wódę albo nie, nie miało to znaczenia. Coś ewidentnie niebezpiecznie mieszało im dzisiaj w głowach, sprawiając, że Jodie niekontrolowanie drżała, mając Clive’a tak blisko siebie. Westchnęła cicho i rozkosznie, na chwilę przenosząc usta na jego szczękę, by zaraz potem czubkiem nosa lekko wyczuwalnie przejechać po jego szyi.
      Nie chciała się od niego odsuwać, nie chciała tego przerywać, choć tymi czułościami, którymi ją zasypywał, z którymi nawet ją całował, docierał w miejsca, których istnienie Jodie próbowała wypierać. Wzrokiem przelotnie zerknęła w jego oczy, zanim znowu go pocałowała i bez pośpiechu przesunęła się na środek łóżka, robiąc Clive’owi więcej miejsca.
      — Clivey, chodź spać — zaproponowała szeptem, ocierając wargami o jego usta. Mówiła tak hipnotyzująco, jakby każdy głośniejszy dźwięk mógł zburzyć tę ich intymność oraz spokój, który zbudowali, tak w kontraście do tego, co przed chwilą ze sobą robili. Te pocałunki znowu mogły ich tam zaprowadzić, bo oni naprawdę rzadko kiedy tak po prostu leżeli w jednym łóżku, obejmowali się i całowali, a jeszcze rzadziej spali, ale kiedy Jodie zajrzała w zmęczone oczy Clive’a, to poczuła, że mógł niczego nie potrzebować tak, jak wytchnienia. Jak przynajmniej jednej, w miarę przespanej nocy na swoim koncie.
      Posłała mu lekki uśmiech, patrząc w oczy i czuła, że coś niebezpiecznie się przy nim rozczula, ale to było od niej silniejsze. Tak samo jak to, że mimowolnie wtuliła się w niego, palce z karku przenosząc wyżej, prosto w jego włosy, które czułe pogładziła, zachęcając go do tego, żeby położył głowę blisko niej. Albo na niej.

      especially since i'm not very patient, so let's get started ;>>

      Usuń
  25. John Bennett miał rację — z ludźmi trzeba było obchodzić się ostrożnie i tej ostrożności w pewnym momencie chyba każdemu z nich musiało zabraknąć, skoro zaufali niewłaściwym osobom, którymi się otaczali i nagle wylądowali w naprawdę pojebanym momencie życia. Jodie nie była jednak kimś, kto miałby po co wykorzystywać wiedzę na temat Clive’a, chyba że tę, która wiązała się z ich niezobowiązujący spotkaniami i seksem, bo tylko wtedy korzystała z tego, co o nim wiedziała i czego zdążyła się nauczyć.
    Ale rozumiała go. Rozumiała jego ostrożność, rozumiała, że łatwiej i bezpieczniej było, gdy za dużo się nie gadało albo przynajmniej nie zwierzało, nie mówiło o tym, co bolesne i wrażliwe. Jodie nie oczekiwała, że Clive będzie to robił, bo (też nie chciała, żeby to źle zabrzmiało) wiedziała po co się spotykają. Bez względu na ilość czułości i słodkich słówek, to wciąż był tylko seks, po który sięgali, gdy mieli jeszcze bardziej pomieszane w głowie, gdy potrzebowali się wyciszyć, zrelaksować, poczuć na sobie zachwyt łechtający ego. Lubili się bardziej niż z innymi, czuli się przy sobie pewniej i bezpieczniej, w pewnym sensie sobie ufali, dlatego pozwalali na to, aby czasami ich spotkania uciekały w te delikatniejsze i bardziej intymne strony, podczas których byli dla siebie lepsi, ale nie próbowali budować czegoś trwałego. Wręcz przeciwnie — przyzwyczajali się do siebie i podobała się im wzajemna obecność w swoich życiach, ale to miało pozostać czymś takim, że jeśli jutro Clive postanowiłby się spakować i wyjechać, to nie będzie im przykro… A przynajmniej wmawiała sobie, że tak właśnie by było, choć nie mogła wyjść z podziwu i zdziwienia, jak bardzo przesuwając wyznaczone granice. Że coraz częściej całują się inaczej, z większą pasją oraz namiętnością, bardziej się przykładając, że tymi rozbieganymi rączkami nie potrafią się sobą nacieszyć i nasycić, zapuszczając się nimi coraz dalej oraz głębiej, uwielbiając czuć po palcami miękką, ciepłą skórę i napięte mięśnie, a im więcej dawali sobie przyzwoleń, tym bardziej w to brnęli.
    Jodie wiedziała, że jest bezpieczną opcją Clive’a. Tak się czuła i, podejrzewała, że było tak od zawsze, nawet wtedy, gdy nazywali się przyjaciółmi, a tak naprawdę ich relacja już wtedy opierała się na transakcji. Na tym, że coś sobie dawali, więc trzymali się blisko. Ona była w niego wpatrzona, a on dawał jej bezpieczeństwo i normalność i to się im kręciło, ale wystarczył wyjazd Clive’a, żeby zupełnie straciło sens. Tym razem Jodie przed pewnymi rzeczami wolała się zabezpieczyć, więc chociaż mogłaby drążyć, aby ich znajomość przekształciła się w coś trwałego, porządnego i zbudowanego na czymś więcej niż fakt, że było im zajebiście w jednym łóżku, to jednak wiedziała, że tak nie nie mogło się wydarzyć. W tym, co mieli teraz było błogo.
    Mniej błogo wstawało się Jodie po tej nocy, którą spędzili w mieszkaniu Clive’a, obrzucając się przy tym tyloma czułościami, że kurwa, to było niezłe. To, jak się mocno całowali chwilę przed tym, jak zgodnie postanowili, że pójdą spać i jak zasypiali przy sobie wtuleni, czując swoją bliskość i ciepło. Jodie była zmęczona, a do tego bezpieczniej czuła się w jego mieszkaniu niż swoim, dlatego przespała całą noc, a gdy się obudziła, to dochodziła ósma, dlatego dość szybko postanowiła się zebrać. Przede wszystkim dlatego, że miała do pracy na dziesiątą, a musiała przed tym wrócić do siebie, ale poza tym nie chciała nadwyrężać gościnności Clive’a. Starała się go nie obudzić, na palcach poruszając się po jego sypialni w poszukiwaniu swojej garderoby, którą rozrzucili w nocy po całym pokoju, ale coś jej podpowiadało, że mógł mieć czujny sen. Nie wiedziała więc, czy to przez nią nie spał, gdy wychodziła, ale uśmiechnęła się, kiedy złapał ją za rękę i rzuciła stanowcze, choć troskliwe ty też zanim wyszła, wracając do tego swojego życia, które toczyło się na całkiem innym torze niż życie Clive’a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewała, że naprawdę musiałoby się wydarzyć coś wielkiego, żeby się do siebie odezwali, potrzebując od siebie czegoś więcej niż dobrego seksu, którym mogli zagłuszać ten bałagan, który mieli w głowie, ale lżej jej było z tą świadomością, że mogła na niego liczyć. Co prawda wolałaby, żeby to nie dotyczyło spraw związanych z pieniędzmi, bo na tym punkcie ewidentnie miała jakiś kompleks, jednak nie miała wyjścia. Nie wymieniali się słodkimi wiadomościami, nie udało im się nawet spotkać, a mimo to Jodie musiała poprosić Clive’a o tę kasę na sukienkę. Sama ją wybrała i to był chyba najprzyjemniejszy element ostatniego tygodnia, bo poza tym było średnio. Jodie dużo pracowała, użerała się z Wadem, który ani myślał, żeby łaskawie dać jej spokój. Pojawiał się tam, gdzie ona, łaził za nią, wydzwaniał i wypisywał. Po tej nocy, którą spędziła z Clivem miała wręcz zapchaną skrzynkę i mnóstwo wiadomości o tym, jaką jest głupią suką. Wade czekał na nią po pracy, przed domem, zawracał dupę, gdy zmęczona próbowała normalnie wrócić po pracy do mieszkania, a im bardziej była wykończona, tym mniej miała sił, żeby z nim walczyć. Wade robił wszystko, żeby odechciało jej się być w Mariesville, dlatego czuła ulgę, że mogła wyrwać się stąd na weekend. To był tylko weekend, ale najważniejsze, że daleko stąd i z Clivem. Nie uważała, że był żałosny, bo miał taką prośbę, ale była nią zaskoczona, bo po pierwsze był facetem, którego z łatwością byłoby stać na fajną dziewczynę, a po drugie nie był kimś, kogo wartość powinno się tak mierzyć. Nie dyskutowała jednak z tym, dlaczego to robił. Nie zadawała zbędnych pytań, choć może powinna, bo te pytania wcale nie były takie zbędne. To było przyjęcie zaręczynowe jego, kurwa, byłej i jej kochanka, który był jego kumplem. Zgodziła się, bo trzymała się tego, że Clive chciał pokazać się z zajebistą laską, więc się pokaże. Jodie nie była w sobie zakochana, właściwie jej poczucie własnej wartości było dnem, ale wiedziała, że podoba się facetom. Rówieśnikom, tym starszym i tym młodszym, więc jeśli tylko tyle miała robić, jeśli miała być jedynie seksowna i zakochana po uszy w Clive, to dało się zrobić.
      Jodie nie zmieniła zdania, on go nie zmienił i wyglądało na to, że nie zamierzali się wystawiać, dlatego czekała w sobotę rano. Nie wyspała się, bo pracowała, ale postawiła się na nogi kawą i jakimś energetykiem, a poza tym czuła dziwną ekscytację, więc nawet nie odczuwała zmęczenia. Nie powiedziałaby tego na głos, ale zdążyła stęsknić się za nim przez ten tydzień, bo nawet nie zaglądał do baru, a nikt nie bajerował jej podczas zamawiania piwa tak, jak robił to on. Myślała o nim. Myślała więcej niż powinna, wracając do tej nocy i tego, jak razem było im fajnie, łapiąc się na tym, że brakowało jej jego obecności.
      Jodie nie chciała, żeby Clive na nią czekał, dlatego z torbą i sukienką, którą miała schowaną w specjalnym pokrowcu, żeby nic się z nią nie stało, szybko wyszła z mieszkania i kiedy upewniła się, że drzwi są zamknięte, co przez Wade’a przesadnie sprawdzała, znalazła się na zewnątrz. Było ciepło, ale mimo to nie założyła jednej ze swoich krótkich spódniczek, które Clive tak bardzo lubił, ani spodni, które odpowiednio podkreślały jej tyłek, ani nawet obcisłego, wydekoltowanego topu, bo wymyśliła sobie, że skoro ma udawać dziewczynę Clive’a Bennetta, to musi wyglądać grzeczniej i z klasą.
      — Cześć — powiedziała wesoło, przybliżając się do niego i niekontrolowanie mierząc wzrokiem. — Mój przystojny chłopaku — dodała, trochę się drocząc i niewinnie przy tym uśmiechając.

      Usuń
    2. — Czy kochanie. Jak wolisz? — dopytała dla pewności. Musiała ćwiczyć, żeby wypadli naturalnie, więc gdyby nie fakt, że byli w Mariesville na środku ulicy, a tutaj ludzie lubili widzieć i wiedzieć wszystko, co jeszcze mogłaby zignorować, ale nie mogła ignorować faktu, że w jej życiu wciąż był obecny Wade, to Clive przekonałby się, jak Jodie przywitałaby się ze swoim chłopakiem. Zamiast tego zbliżyła się i po przyjacielsku przytuliła na powitanie, lekko muskając wargami jego policzek.
      — Weźmiemy po drodze coś do jedzenia? — zapytała, wciskając w jego ręce tę sukienkę, z którą na pewno wiedział, co ma robić i posłała mu pytające spojrzenie. Była głodna, bo nie jadła, odkąd wyszła wczoraj do pracy.

      something tells me we only need each other 🌸❤️

      Usuń
  26. Mogłoby się wydawać, że Clive ma łatwo bo jest z dobrego domu, bo jest synem tych Bennettów, którzy zrobiliby wszystko, żeby nie marnował potencjału, ale Jodie nie uważała, że to wszystko jest takie oczywiste. Ostatecznie oboje wychowywali się bez ojców, ale z tą różnicą, że jeden porzucił rodzinę tak na dobre, bo tak, a drugi miał chore ambicje i oczekiwania, które postawił wyżej, jednak o tej swojej rodzinie nie zapomniał. Clive miał łatwiej od niej, choć to nie oznaczało, że jego życie było idealne, tym bardziej, że w większości toczyło się pod chorą presją, którą był obarczany od dziecka, poczuciem winy i odpowiedzialności, z którymi zawzięcie walczył, by postawić na swoim. Miał możliwości, więc przynajmniej o nie nie musiał walczyć, ale tak szczerze było mnóstwo rzeczy, które po drodze mogły pójść nie tak. Clive mógł całkowicie zmarnować swój potencjał i od dziecka mieć wyjebane, bo miał na nazwisko Bennett, więc rodzice już odpowiednio o niego zadbają. Mógł robić tak, żeby w życiu było mu jeszcze łatwiej, zostając pod płaszczykiem ochronnym matki, bo akurat ona nie dałaby mu zrobić krzywdy, ale chciał czegoś więcej i zaryzykował.
    Z kolei ryzyko ma to do siebie, że różnie może się skończyć, dlatego teraz Clive miał przejebane i jego problemy nie były niczym w porównaniu do problemów Jodie. Były inne, ale na swój sposób stanowiły jego własny koniec świata. Tego wymarzonego i wywalczonego świata, który zdobył, bo udało mu się być ponad oczekiwaniami i presją rodziców. To było coś innego, bo Clive zaliczył upadek prawie ze szczytu, a Jodie do tego szczytu nigdy nie było nawet blisko, więc zdążyła przyzwyczaić się do swojej sytuacji. Pod pewnymi względami było jej łatwiej, on za to miał pełne prawo, żeby nie spodziewać się, że wykona taki fikołek i ponownie wyląduje w Mariesville, w którym będzie zarabiał połowę tego co w Savannah i gdzie szczytem możliwości będzie aresztowanie lokalnego pijaczka, który urządza awanturę sterroryzowanej żonie. Z jednej strony wiedział, że tak nie musiało być, bo miał porównanie, jak wcześniej wyglądało jego życie, a z drugiej nie miał siły ani ochoty, żeby coś z tym zrobić, co z kolei doskonale rozumiała Jodie, bo ona nadzieję straciła już dawno, więc oboje trwali w tej swojej beznadziejnej sytuacji, która z dnia na dzień była coraz bardziej przytłaczająca, ale chociaż znajoma.
    Pomagała jej obecność Clive’a, jednak Jodie sama nie wiedziała, czy to dobrze, bo wracając do znajomości z nim, wchodząc w ten układ, nie zakładała, że będzie się w niego wkręcać. Nie chciała przywiązywać się tak, jak już to raz zrobiła, bo nie chciała przechodzić przez to samo rozczarowanie, nawet jeśli byli wtedy byli gówniarzami i niczego sobie nie obiecywali. Teraz też nie było obietnic, tylko dość proste do spełnienia oczekiwania, a jednak Clive nie był jej obojętny. Wiele o tym nie myślała, bo lubiła to, w jaki sposób się przy nim czuła i podobało się jej to, jacy dla siebie byli, jaki mieli seks i że ich spotkania mogły wyglądać jak to ostatnie, ale uważała, że nie ma czego roztrząsać. W tygodniu praktycznie się nie widywali, nie gadali ze sobą, nie interesowali się tym, co u nich, a kiedy już się widywali, to bardziej skupiali się na sobie niż rozmowie. Seks z Clivem był fajny. Fajne było to, że choć od samego początku nie byli wobec siebie obojętni, to z czasem ich więź zacieśniła się na tyle, że stawali się wobec siebie coraz bardziej czuli i troskliwi, rozumiejąc coraz więcej bez słów.
    Jodie nie udawała, że ostatnia noc nie miała znaczenia i że nie wydarzyło się nic nowego, bo było wyjątkowo, było inaczej i było nieprawdopodobnie intymnie, ale dla bezpieczeństwa po części zwalała to na ten wypity alkohol, którego co prawda nie wypili dużo, jednak byli zmęczeni, więc może kilka łyków wystarczyło, żeby wódka uderzyła w nich bardziej niż powinna. Może. Nie gadali o tym, nie traktowali się po tym wyskoku czułości inaczej, nie wracali do tego, nie tłumaczyli się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakładała, że nic się nie zmieniło, tylko ich poniosło, chociaż nie opuszczała jej ciekawość związana z tym, jak daleko mogli się posunąć i co jeszcze sobie dać, bo to było uzależniające. Spędzą razem weekend w Savannah, Jodie będzie mówiła do Clive’a kochanie i świetnie zagra jego dziewczynę, na co się zgodziła nie przez zajebisty seks, ani przez to, jaki cudowny wobec niej był, a dlatego, że go lubiła. Potem wrócą do Mariesville, wyskoczą jeszcze na ten ślub i wszystko będzie po staremu. Znowu będą spotykać się tylko na seks i standardowo u Clive’a, nie u Jodie, która nigdy nie zaprosiła go do siebie, ale nie dlatego, że miała coś do ukrycia albo nie chciała, żeby do niej przychodził. To było zwykłe mieszkanie, w którym było dużo kwiatów i nawet miała porządne łóżko, ale u niego czuła się z tymi spotkaniami bezpieczniej.
      Jodie nie dopytywała, bo z jakiegoś powodu zakładała, że po prostu tego sobie nie robią, ale domyślała się, że z jakiegoś powodu zależy mu na jej towarzystwie bardziej, a ona nie miała konkretnego powodu, żeby odmawiać, dlatego znaleźli się w jego samochodzie, jadąc prosto do Savannah. Nie uważała, że to głupie lub żałosne, czuła nawet pewnego rodzaju ekscytację, bo poza tym, że dawno nie wyjeżdżała z Mariesville i odetchnęła przy pierwszym znaku, który powiadomił ich, że zostawiali to miasteczko za sobą, co miało smak wolności, to chociaż Clive uważał swoją prośbę za śmieszną, Jodie była do niej bojowo nastawiona i zależało jej na tym, żeby wypadli przekonująco i naturalnie, a do tego dobrze się bawili. Zjadła dwa opakowania frytek, które kupili w maku i które ona zawsze zamawiała bez soli, a na resztę drogi zostawiła sobie pączka, o którego poprosiła, gdy Clive’a brał swoją przesłodzoną kawę. Poprawiło jej się trochę od tej ilości tłuszczu i cukru, a jeśli on teraz uważał, że wyglądała ślicznie, to niech tylko poczeka, aż Jodie się zrobi i wciśnie w tę szalenie drogą sukienkę, po którą wybierając się miała obawy, że spotka ją Pretty Woman moment.
      Za bardzo nie rozmawiali też ze sobą w trasie. Jodie głównie słuchała tego, co leciało w radiu, jadła i niepotrzebnie się nie odzywała, żeby Clive mógł skupić się na drodze, bo nawet nie wiedziała, czy lubi, jak ktoś do niego gada w trakcie jazdy. Dlatego, gdy to on się odezwał, oderwała wzrok od drogi, którą oglądała przez szybę w drzwiach i zaśmiała się cicho, kręcąc głową.
      — Pasuje. Pozwalam ci się wspiąć na wyżyny romantyzmu i zakochania — zapewniła rozbawiona, ale chociaż uśmiechała się i bawiło ją to, jak baaardzo zakochanego Clive postanowił udawać, to nie żartowała. — Tylko żebyśmy wyglądali naturalnie — dodała, bo chyba właśnie uświadomiła sobie, że nie wie, jak to jest, gdy ktoś nie widzi poza kimś świata i że nie widziała Clive’a zakochanego. Poza tym robili ze sobą prawie wszystko, od ostatniej nocy nawet coś więcej i z zaskakującą wręcz czułością, więc nie było między nimi aż tak wielu barier. Przynajmniej tych fizycznych.
      — Chcesz ustawić sobie moje zdjęcie na tapecie albo poćwiczyć całowanie lub trzymanie się za ręce? — zażartowała, chcąc go odrobinę rozluźnić, choć nie rozpraszała go tak, jak zwykle robiła to w drodze do jego mieszkania. Lekko oparła głowę o zagłówek, uprzednio całkiem odwracając ją w głowę Clive’a, którego profil mogła teraz swobodnie oglądać.
      — A tak serio, to oczekujesz ode mnie czegoś konkretnego? Poza tym, że będę w ciebie wpatrzona i szaleńczo zakochana — zaznaczyła, bo jeśli Clive miał specjalne życzenia, a Jodie nie kazała mu spierdalać, ani nie postanowiła wyskoczyć z auta na środku autostrady, to chyba nie było aż tak źle. Nie zamierzała go wystawić, wierzyła także w to, że nie rozczaruje go swoim zachowaniem.
      — Możemy ustalić, jak długo ze sobą jesteśmy — zaproponowała i zastanowiła się chwilę, jakby przeliczała w głowie to, kiedy Clive wrócił i kiedy na siebie wpadli, żeby to brzmiało sensownie. — Z jakieś pół roku?
      Prawda.

      yes, and i'll be your best fake girlfriend in the world <3

      Usuń
  27. Clive’a ograniczała jego własna głowa, w której tworzył niedorzeczne i bezpodstawne obawy, bo przecież Jodie nigdy nie zachowywała się tak, żeby dać mu odczuć, że ona ma bardziej przejebane, więc on ma się zamknąć, bo nie wolno mu się skarżyć. Nie uważała tak to przede wszystkim. Sądziła za to, że każdy ma prawo sobie ponarzekać, bo ta skala przejebania, którą każdy indywidualnie mierzył swoją sytuację, nie ma ograniczeń. Dla każdego końcem świata było coś innego i choć Jodie wiedziała, że niektórzy ludzie potrafią przesadzać i na jej miejscu musieliby sobie palnąć w łeb, to nie miała takiego zdania o Clive. Nie sądziła, że mógłby przesadzać i szukać sobie problemów tam, gdzie ich nie ma. Umniejszał swoim krzywdom. Nie był dla niej kimś, kto nie miał prawa do cierpienia, bo miał łatwiej w życiu ani nie był rozpuszczonym bachorem, bo miał rodziców, którzy go wspierali. Co było w tym złego? W tym, że miał ten komfort, że mógł liczyć na swoich rodziców? Jodie czasami mu tego zazdrościła, bo choć nie wiedziała, jakie to uczucie móc polegać na rodzicach i czuć się dla nich kimś ważnym, kochanym, kimś, o kogo chce się dbać, to podejrzewała, że gdyby mogła, to też korzystałaby z takiego wsparcia. Uciekałaby pod skrzydła matki albo zwracałaby się do ojca po pomoc, gdyby tylko wiedziała, że ją dostanie i że to nie równało się wielkiemu rozczarowaniu.
    Nie była jednak przekonana, czy to, że jego matka chętnie pogłaskałaby go po główce, wysłuchała i powiedziała parę pokrzepiających słów, to coś wystarczającego. Coś, co odbierało Clive’owi prawo do zmartwień, do bólu, do tej chęci, by wyrzucić z siebie, jak źle mu było. Miało, kurwa, prawo i skoro twierdziła tak Jodie, która jego zdaniem miała jeszcze bardziej przejebane, to nie mógł z tym dyskutować. Nie musiał za to z nią o tym rozmawiać, choć nie sądziła, że nie robi tego, bo umniejsza swojej krzywdzie i jest mu głupio. Przecież Clive został skrzywdzony. Został wręcz brutalnie potraktowany przez ludzi, którym powinien ufać najbardziej na świecie, a którzy zabawili się jego zaufaniem tak, jakby było niczym. Dobili go w momencie, w którym potrzebował ich najbardziej na świecie, bo na tamtym parkingu wydarzyło się coś, co zabrało ze sobą jego kawałek. Jodie nie wiedziała, jaki Clive wtedy był. Czy zmienił się tak bardzo, że stał się nieznośny i nie dało się z nim wytrzymać, ale wiedziała, że to jego dziewczyna zrobiła mu większe świństwo. Obrzydliwe. Coś, czym każdy normalny człowiek powinien się brzydzić.
    Clive nie musiał, ale mógł przyjść z tym do Jodie. Mógł się jej wygadać, wypłakać i nie czuć przy tym, że ona go oceni, bo by tego nie zrobiła, a on był przy niej bezpieczny, ale w sumie nigdy mu nie powiedziała, że może, a on tego nie chciał, więc nie naciskała, bo w sumie to czemu by miała? Żeby jeszcze bardziej pokazywać mu, że nie jest jej obojętny czy żeby ją wyśmiał? Nie sądziła, że ich relacja jest na tyle silna, żeby zwierzać się sobie z takich rzeczy, a z drugiej ufali sobie i Clive był obecnie jedyną osobą, której Jodie mogła ufać. Był kimś, na kogo mogła liczyć, choć zdecydowanie nie chciała nadużywać jego dobroci. Równocześnie sama nie miała problemów z tym, żeby nie odmówić mu pomocy nawet w środku nocy.
    Może dlatego jechała z nim do Savannah, a może też dlatego, że chociaż nie dopytywała, to nie była głupia i pamiętała, że Clive miał tam dziewczynę, z którą się rozstał, dlatego po cichu podejrzewała, że ona będzie na tym przyjęciu , więc nie chodzi tylko o to, aby poszpanować nową laską przy starych kumplach, a też przed byłą dziewczyną. Nie wiedziała, do głowy by jej nie przyszło, że to mogło być jej przyjęcie, a Clive zgodził się brać udział w takiej farsie, że z tym swoim złamanym sercem, bólem i złością, którą w sobie trzymał, chciał patrzeć na ludzi, którzy go skrzywdzili i przyczynili się do tego, w jakim chujowym momencie życia wylądował. Przyglądać się czemuś na co nie był gotowy. Jodie nie zrozumiałaby, dlaczego to sobie robi, ale może Clive po prostu lubił, gdy bolało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — A tak w ogóle to jest z ciebie romantyk, Clive? — dopytała jeszcze, tak z ciekawości, bo oboje wiedzieli, że w Mariesville Clive był zbyt rozchwytywany, żeby wiązać się z jedną dziewczyną, więc Jodie nie miała okazji oglądać go w roli czyjegoś chłopaka. Oczywiście, zdążyła zauważyć, że uwielbiał kontakt fizyczny, bliskość i gapienie się w ładne oczy, ale lubił też zagapić się w fajne cycki i niezobowiązujący seks, więc to nie było takie oczywiste. Domyślała się, że jest, bo był wrażliwy i dla niej ta wrażliwość szła w parze z romantyzmem i lojalnością. Podejrzewała nawet, że gdy się zakochiwał to na całego i wchodził w to całym sobą.
      Jej za to nigdy nie było po drodze z romantyzmem i to nie dlatego, że Jodie taka nie była, po prostu nie trafiała na takich facetów. Dla Wade’a romantyczne gesty były niemęskie, natomiast szczytem męskości było to, gdy mógł popisywać się przed kumplami, że miał swoją kobietę w dupie i nie był pantoflarzem. Nie była więc przyzwyczajona do tego, że ktoś sprzedaje jej ciche i czułe wyznania, bo tego chce albo zasypuje milionem drobnych, ale ważnych gestów. W dodatku była nauczona, że sama musi się z tym pilnować, ale skoro ustalili sobie z Clivem, że nie stawiali sobie granic, to zakładała, że jej też było wolno puścić wodze fantazji.
      Jodie głównie to żartowała, więc była miło zaskoczona, gdy Clive wręczył jej swój telefon, przystając na tę propozycję, żeby na tapecie wylądowało jej zdjęcie. To nie był aż tak głupi pomysł, bo przecież zakochani faceci bez reszty wpatrzeni w swoją partnerkę robią takie rzeczy. Uważała, że zyskają tym na prawdziwości i tylko dlatego to zaproponowała.
      — Nie boisz się nie mieć blokady? — zastanowiła się na głos, zgodnie z jego instrukcjami klikając dwa razy w ekran. Wade nie dawał jej swojego telefonu nawet do potrzymania, więc była zdziwiona tym, że Clive tak po prostu jej go przekazał i pozwolił w nim grzebać, choć nie miała w czym i nie była tym zainteresowana. Zanim jednak ustawiła mu siebie na tapecie, musiała przesłać mu swoje zdjęcie, bo tego raczej nie miał prawa mieć w swoim telefonie. Nie wysyłali sobie zdjęć, ani tych normalnych, ani softów, którymi mogliby się wzajemnie nakręcać, co może powinni zmienić. Jodie starannie wybrała odpowiednie zdjęcie ze swojej galerii. Takie, na którym wyglądała ślicznie i seksownie, ale nie za bardzo, nie tak wulgarnie i wyzywająco jak potrafiła. Przesłała je na telefon Clive’a i po dłuższej chwili oddała mu go do ręki z nową tapetą.
      Równocześnie słuchała go przez ten cały czas, choć patrzyła w ekran i tylko co jakiś czas podnosiła na niego wzrok, ale taki pełen aprobaty i zgody wobec tego, co mówił. Zaśmiała się kiwając głową, bo to była całkiem niezła historia. W połowie się zgadzała, bo znali się od dziecka, a reszta nie była aż tak zmyślona, bo przecież Wade mógł w każdej chwili zaczepić Jodie.
      — Zajebiście, mój bohaterze — uśmiechnęła się, nie mogąc doczekać się aż będzie mogła komuś tę historyjkę wcisnąć. — Do tego twoi rodzice mnie po prostu uwielbiają, uważają za twoją najlepszą dziewczynę, a moi cię kochają i cieszą się tym, że spotkało mnie takie szczęście. Rzecz jasna co niedzielę jeździmy na rodzinne obiadki, zamieszkaliśmy razem i wspólne życie okazało się wspaniałe — pociągnęła te wymysły dalej, wciąż się przy tym uśmiechając, choć uśmiech Jodie nabrał jakieś bardziej rozczulonego wyrazu. Podobnie jak jej cała twarz i oczy. Nie wiedziała, że z konkursie na najlepszą dziewczynę Clive’a konkuruje z córką senatora, ale jakie to miało znaczenie w obliczu tego co ona mu zrobiła? Żadne, ale wciąż Jodie nabawiłaby się przy niej kompleksów.
      Przyjemne były te ich wymysł i przyjemnie, że wspólnie mogli utkać sobie taką swoją rzeczywistość, która była błoga, słodka i pozbawiona problemów. Taka, w której nareszcie byli szczęśliwi.

      are you worried about me or yourself? ;>>

      Usuń
  28. A jej niby co takiego wielkiego się stało? Tatuś jej nie kochał, mama miała popisowo w dupie, brat jej umarł, były chłopak okazał się pojebem, który ją prześladował i wiecznie była pod kreską, ale to nic takiego i nic nowego. Miała chujowo od samego początku i nie bardzo potrafiła z tym walczyć, ale tak ogółem, to istnieli ludzie, którzy mieli jeszcze gorzej i których istnieniem Jodie próbowała pocieszyć się za każdym razem, gdy myślała, że dłużej nie da rady. Nie miała aż tak najgorzej albo być może jedynie ignorowała swoje problemy, żeby się z nimi nie mierzyć, ale chyba by się załamała, gdyby usłyszała, że według Clive’a ma ogromne problemy. Prawdę mówiąc, jakimś cudem jej życie było chwilowo bardziej poukładane niż życie Clive’a, który popadł w to, z czym sobie nie radził, sięgał przy tym po alkohol i seks z przypadkowymi laskami, który na chwilę zagłuszał to, co w środku bolało i paliło, ale nie był rozwiązaniem problemów. Nie była nim ucieczka przed problemami, nie było pogrążanie się w swoim bólu, pielęgnowanie go tak, jakby bez niego nie dało się żyć. Z kolei Jodie miała wrażenie, że w pewien sposób była uzależniona od swoich problemów. Była uzależniona od tego, że było źle i beznadziejnie, że nic się nie zmieniało, a ona w najlepsze trwała w tym swoim znajomym bagienku, niczym nie ryzykując i nie dokładając sobie problemów przez to, że próbowałaby je rozwiązać. To było dla niej coś znanego.
    Ona też nie powiedziałaby mu, że przesadza i to nie dlatego, żeby go nie urazić, a dlatego, że naprawdę tak uważała. Clive cierpiał, a ona to cierpienie wyraźnie widziała nawet wśród tych warzyw i owoców, między którymi się spotkali. Jego zmęczone oczy wyryły się w pamięci Jodie aż do teraz. Widziała w nich cały ten smutek, rozczarowanie, to przejmujące złamanie i może delikatne zaskoczenie, że akurat to ją spotkał. Potem widziała to jeszcze kilka razy, gdy przychodził do baru i się nie oszczędzał, choć pilnował się bardziej, gdy ona miała go na oku.
    Przez ten cały czas Jodie czuła i widziała, że coś go boli. Widziała, że nie jest z nim dobrze, że coś go przerasta, że cierpi i to cierpienie go pochłania, co ją prześladowało, dlatego coraz częściej miała ochotę wprost zapytać go o to, jak się czuje, choć Clive nie miał powodów, by jej na to pytanie szczerze odpowiadać. Z czasem dostrzegała, że robiło się u niego lepiej, jakby przywykł do tej pojebanej sytuacji, ale Jodie wiedziała jedno — nie wolno przyzwyczajać się do tego przejebania. To nie było miejsce dla niego. Powinien zabrać dla siebie ten czas, którego potrzebował. Przejść przez żałobę, przebrnąć przez rozstanie z dziewczyną, którą kochał i z którą planował przyszłość, pogodzić się z tym, jak jego życie się wywróciło, ale równocześnie temu nie ulegać. Nie potrafiła tego wyjaśnić, ale niesamowicie wkurwiało ją to, że Clive został ze wszystkim sam. Na własne życzenie, bo był zbyt męski i silny, żeby o tym mówić lub nie do końca na własne, bo niektórych rzeczy po prostu był nauczony, ale był w tym sam i trzymał się tej swojej samotności tak zawzięcie, jakby to mogło go uratować.
    Chciała więc choć trochę przyczynić się do tego, żeby było lepiej, ale skoro Clive uparcie jej na to nie pozwalał, bo bał się, że straci tym w jej oczach, choć by nie stracił, to trochę czuła, że ma związane ręce. Stawiała na to, że po prostu przy nim będzie. Że nie będzie komplikować ich relacji, że ich spotkania pozostaną takie proste i bezproblemowe, że będą dla siebie w każdej potrzebie, nawet jeśli wstydzili się prosić o tę pomoc.
    Rzecz w tym, że Clive tak jakby już wciągnął nieświadomą Jodie w swoje sprawy i to z rozmachem, bo przecież jechali na przyjęcie zaręczynowe jego byłej. To było coś, o czym powinien jej powiedzieć, tym bardziej, jeśli oczekiwał, że Jodie będzie odgrywała rolę zakochanej dziewczyny, brylując wśród jego znajomych, którym nie będzie szczędziła szczegółów z ich poukładanego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podchodziła do tego dość luźno i beztrosko. Dla niej to miał być fajny weekend, podczas którego pobawią się na eleganckim przyjęciu, poudają słodkich i zakochanych, a potem wrócą zadowoleni do Mariesville, natomiast w rzeczywistości to miał być przejebanie trudny weekend.
      Jodie zaśmiała się razem z Clivem, choć tak naprawdę poczuła się strasznie idiotycznie z tym pytaniem, którym rzuciła, chociaż jednocześnie jej wzrok zdradzał, że nie wiedziała, co byłoby złego w byciu romantycznym. Dla niej facet, który kocha swoją kobietę i potrafi jej to okazywać, był cholernie męski, ale może ona po prostu czegoś nie wiedziała. Wzruszyła lekko ramionami, w takim układzie zastanawiając się, skąd Clive będzie brał pomysły na te romantyczne gesty, którymi chciał Jodie zasypywać tak, żeby to wyglądało naturalnie, skoro twierdził, że to nie jest w jego stylu.
      — Nie wiem, różne są sytuacje — przyznała lekko rozbawiona, odkładając telefon Clive’a na miejsce, z którego jej go podał. — Jakbyś zgubił telefon, to ktoś ci go może przetrzepać. Albo jakby ktoś ci go ukradł, to nawet nie musi się starać, żeby się do niego dostać — zauważyła, najwyraźniej znając wiele powodów, dla których bezpieczniejsze wydawało się Jodie mieć blokadę w telefonie. Clive był gliną, powinien znać najróżniejsze historie.
      — No a teraz jeszcze masz tam moje zdjęcie — dodała z uśmiechem, kiwając głową w stronę telefonu.
      Roześmiała się zaraz, co przychodziło Jodie w towarzystwie Clive’a nieprawdopodobnie naturalnie i swobodnie.
      — A twoi znajomi będą chcieli o tym słuchać? — uniosła brew, bo tak na dobrą sprawę oprócz niego, to Jodie nikogo tam nie znała i sama nie wiedziała, jak jej to zapoznawanie pójdzie. Była otwarta i nie miała oporów, żeby mówić o zajebistym seksie, który miała z Clivem, bo to nawet nie jest kłamstwo, tylko dobrze, jakby znalazł się ktoś, kto chętnie o tym posłucha i jeszcze chętniej przekaże dalej.
      — Czy ty szukasz sobie dobrej wymówki, żeby mnie konkretnie przelecieć? — zasugerowała, patrząc na niego tak, jakby była niewinnym aniołkiem, choć w jej oczach błysnęło coś znajomo zaczepnego. — Dziękuję by wystarczyło, ale skoro tak bardzo chcesz… — dodała, chociaż ta propozycja nie była konieczna. Nie musiał wynagradzać jej tego weekendu, odwdzięczać się za coś, co robiła, bo chciała. — To załatwione — ostatecznie zgodziła się na to, co dobrze by było, żeby mówiła, choć to nie ten seks ją przekonał. Chętnie zedrze sobie gardło, jeszcze chętniej zabawi się z Clivem, ale wolała, gdy nie robili tego za coś, tylko dlatego, że mieli na siebie nieprawdopodobną ochotę. — To może na ten ślub przyjedziemy już jako narzeczeństwo, żeby moje przeczucia, którymi będę się tak hojnie chwalić na prawo i lewo, nie poszły na marne — powiedziała żartobliwie, pozwalając sobie na coraz śmielsze i głupie żarty, ale to wciąż były tylko żarty. Tylko ta historia, którą sobie wymyślali, żeby być bardziej przekonujący i autentyczni.

      it's nothing to worry about, trust me <3

      Usuń
  29. To prawda — nie brała tego pod uwagę, ale to dlatego, że nie wydawało się jej, żeby Clive zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Jakby nic się nie zmieniło, a on wciąż żył swoim najlepszym życiem, tylko teraz zamiast dziewczyny, którą kocha i poukładanego życia, w którym może sobie odhaczać kolejne sukcesy, ma pełno lasek, które niezobowiązująco zaliczać, niczym i nikim się przy tym nie przejmując i zachowując się tak, jakby jutro miało nie nadejść. Może za bardzo się nad nim rozczulała, dlatego gdzieś jej to umknęło i nie potrafiła tego dostrzec? Może za bardzo wkręciła sobie do głowy, że Clive jest stworzony do wyższych celów, gdzieś daleko od Mariesville, dlatego to nie dawało jej spokoju? A może Jodie przede wszystkim nie powinna zakładać czegoś, co jej się wydawało, skoro nawet o tym ze sobą nie rozmawiali, bo istniało ryzyko, że wyjdzie na idiotkę.
    Nie wiedziała, że dla Clive’a to wszystko, co się z nim działo, można było nazwać młodością i traktować jak najprawdziwszą, najczystszą rozrywkę, bo przecież kiedyś człowiek musi się wyszaleć, a on ostatnie lata spędził w związku z głupią Leah, wobec której w przeciwieństwie do niej był wierny, więc teraz miał prawo do zabawy, która mogła nie mieć znaczenia. Mogła być po prostu zabawą, a nie czymś, co zagłuszało wszystko to co bolesne. To, że ona tak robiła, że tym seksem i bliskością Clive’a coś w sobie uciszała, coś próbowała uleczyć, a jeszcze o czymś zapomnieć, to nie oznaczało, że on też tak robił. Nie podejrzewała go o to, że zaklina rzeczywistość, bo zawsze uważała go za dosyć rozsądnego człowieka i choć sama umniejszała swoim problemom, bo one wtedy wydawały się bardziej znośne, to jednak nie wypierała ich istnienia i nie udawała, że są żadne. Clive cały czas był złotym chłopcem Mariesville, pod tym względem niewiele się zmieniło, choć jemu posypało się wszystko, a takim jak on dużo się wybacza, ale co z tego, skoro sam wobec siebie był tak surowy, że nie pozwalał sobie w ciszy i spokoju przeżyć tego, co okrutnego go spotkało, tylko kazał się sobie wziąć w garść i nie dramatyzować, a równocześnie to, co tak zawzięcie ignorował, skutecznie go wykańczało.
    Ale Jodie nie była od podnoszenia go z kolan, skoro najwyraźniej sam tego nie chciał, była od pieprzenia. Śliczną kumpelą od seksu, którą lubił bardziej niż inne i ufał bardziej niż innym laskom, których imion nawet nie zapamiętywał i nie wymieniał się z nimi numerami telefonów, przy których czasami brało go na czułości, bo wiedział, że może sobie pozwolić na nie bez konsekwencji, jednak wciąż była kimś, przy kim nie czuł się bezpiecznie na tyle, żeby szczerze powiedzieć dlaczego jechali na to przyjęcie zaręczynowe i dlaczego miało ono dla niego aż takie znaczenie, chociaż należała się jej przynajmniej połowa prawdy. Nie po to, żeby mieć satysfakcję z tego, że Clive jej się zwierzył, choć tego nie chciał i przechodził przez to, co go kurewsko bolało, chociaż tym zaproszeniem, które przyjął, robił sobie jeszcze większą krzywdę, ale po to, żeby nie pojawiała się w tym tłumie świadomych ludzi, którzy znali jego historię, tak błogo nieświadoma i zadowolona, że jeśli będzie zajebiście wyglądać, wystarczająco kleić się do Clive’a, szeptać mu na ucho coś, co dla reszty będzie wyglądać jak słodkie i czułe słówka, niby przypadkiem wychwalając go to tu to tam i zadba o to, że każdy im uwierzył, zachwycając się przy tym, jacy to są słodcy i zakochani, to tyle wystarczy. To odegra rolę życia, Clive będzie zadowolony i będzie po sprawie. Gówno, po żadnej sprawie nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Zapamiętam i wykorzystam — rzuciła podstępnie Jodie, puszczając do Clive’a porozumiewawcze oczko, bo ona już wiedziała, co zrobić z tą informacją, że Noelle to straszna plotkara. Generalnie, gdyby wiedziała coś więcej o przynajmniej jego najbliższych znajomych, to byłoby jej prościej, ale skoro Clive nie miał jej nic więcej do powiedzenia — ani o tych ludziach, którzy tam mieli być, ani o tych pojebanych relacjach, które go z nimi łączyły — to nie drążyła.
      Nie drążyła także wtedy, gdy atmosfera z przyjemnie rozluźnionej, pełnej żartów i jednoznacznych sugestii stała się podejrzliwie dziwna, bo prawdę mówiąc, nie miała pojęcia, jak z żartów o seksie i jak z mówienia o tym, że Jodie miała się chwalić swoim przeczuciem, że za niedługo zostanie panią Bennett, przeszli do tego, że Clive tracił dobry humor i stawał się tak niepodobnie do siebie chłodny. Nie znała go z tej strony, dlatego lekko zmarszczyła brwi, będąc po prostu zaskoczona (może delikatnie urażona?) i posłała mu bardzo wymowne spojrzenie, które mówiło więcej niż jakiekolwiek słowa.
      — Mówiłam o następnym razie Clive, ale spoko, dotarło — podsumowała wyraźnie, nie udając, że nie widzi, bo nie byłaby sobą, gdyby tego nie skomentowała, ale nie dopytywała. Nie sądziła, że są tematy, których kategorycznie nie wolno poruszać i musi się tak przy nim pilnować, żeby nieświadomie nie palnąć czegoś, co najwyraźniej dotknie tam, gdzie nie powinno. Nie chciała, ale nie mogła wiedzieć, dlatego Jodie nie powiedziała nic więcej. Za to przez chwilę przyglądała się Clive’owi, który wydawał się już kompletnie skupiony na drodze, aż wreszcie odwróciła twarz w drugą stronę, przysuwając się bliżej drzwi. Leniwie obserwowała przez okno autostradę, auta, które ich mijały i bezchmurne niebo, a to wszystko było na tyle nudne, że w połączeniu z ciszą, która panowała w samochodzie, powieki Jodie stały się cięższe, a ona choć z upartości nie chciała odpoczywać, tak wbrew sugestii Clive’a, to nie kontrolowała tego, że w pewnym momencie zmęczenie wygrało, jej oczy się zamknęły, a ona zasnęła.

      you know very well what you should feel 💗

      Usuń
  30. Tak szczerze, to każda, a przynajmniej większość z nich, bo te laski nie dawały wyrwać się Clive’owi po to, żeby tworzyć z nim udany związek. Jodie wręcz podejrzewała, że mógłby opowiadać najsmutniejsze i najtragiczniejsze fakty ze swojego życia, one niezbyt by go słuchały, nie zwracając uwagi na to, jaki jest i co przeżył, chociaż smutni faceci zawsze działali na laski bardziej, tylko jak wygląda i czy dobrze się rucha. Robił to wybitnie, więc chciały do niego wracać, choć on nie miał tego w zwyczaju, a to, czy się zakochiwały, czy w ogóle dało się zakochać po takim czymś, to nie była sprawa Jodie.
    Generalnie życie Clive nie było sprawą Jodie. Nie powinna interesować się tym, jak ono wygląda, czy mogło lepiej, czy nazwałaby to, co się w nim działo czymś beztroskim, czy raczej czymś, co z wierzchu i pozoru miało tak wyglądać, a im bardziej w to brnął, tym gorzej kończył. Im mniej o nim wiedziała, tym bardziej nie powinna drążyć, bo Jodie nie była głupia, rozumiała, kiedy ktoś gdzieś jej nie chciał i raczej się w to nie pchała. Wydawało się jej, że jeśli Clive chciałby laski do głębokich rozmów, której mógłby się zwierzyć, to takiej laski by szukał, a tego nie robił, więc też nie drążyła, bo chociaż przy nim to zawsze było inaczej, bo sprawiał, że czuła się lepsza i wyobrażała sobie rzeczy, wobec których cały wszechświat się buntował, to jednak miała świadomość swoich wad oraz zalet. Mniej więcej, ale jednak na tyle, żeby wiedzieć, że takie laski jak ona nigdy nie były laskami do głębokich rozmów, zwierzeń i planów na przyszłość, tylko do zajebistego seksu, który skończy się w momencie, w którym Clive pozna córkę senatora, prawnika czy innego, kurwa, ważnego człowieka. A teraz był wolny i młody i przystojny, więc mógł na wszystkie sposoby wydobywać z siebie tego samca alfę, prawdziwego mężczyznę, który nie był wrażliwą pizdą, którą głupie dziwki mogą zdradzać, jakby to świństwo, które mu zrobiono, w jakikolwiek sposób go definiowało. Nie robiło tego.
    Jeśli chciał, to mógł sobie być największym dupkiem na świecie, ale Jodie nie chciała mierzyć się z jego humorami, a dokładnie tak mogło w jej oczach wyglądać to, co wydarzyło się w aucie. Były tematy, których nie chciał poruszać, to nie musieli, ale jeśli oczekiwał, że Jodie będzie o nich wiedziała, to najpierw mógł jej dać listę. Była więc w pewien sposób, choć małowyraźny i ewidentny, wkurwiona. Na to, jak ją potraktował, bo nawet jeśli miał powody, to ona mu w niczym nie zawiniła. Nie chciała mu dopierdalać, tylko pomóc.
    Gubiła się w takich momentach, bo uświadamiała sobie, jak bardzo się zmienili i że teraz praktycznie się nie znają. Nie komentowała tego jednak bardziej. Po prostu zasnęła, a ten sen okazał się dobry do unikania ciszy, która nagle między nimi zapadła, bo to nie tak, że nie interesowało jej dlaczego to się stało, tylko, prawdę mówiąc, wolała nie pytać, żeby nie pogorszyć czegoś, czego najwyraźniej nie rozumiała. Ale spanie na miejscu pasażera było też średnio wygodne, dlatego aż tak nie pomógł jej uporać się ze zmęczeniem. Właściwie to czuła się po nim rozwalona. Ze stacji nic nie chciała, resztę trasy spędzili raczej w ciszy, nie próbując zbytnio z nią walczyć. Przyjęli to, co się między nimi stało.
    W Savannah Jodie mogła zachwycać się Savannah, ponieważ była tutaj pierwszy raz i, w pewnym sensie, cieszyła się jak dziecko, że Mariesville zostawili za sobą. Przynajmniej na jeden weekend. Zachwycała się hotelem, który Clive wybrał, tym historycznym dystrykcie, widokiem z pokoju, który robił wrażenie no i pokojem samym w sobie. Elegancko urządzonym, nowoczesnym, takim prostym a przyjemnym. Nie była tu, żeby podziwiać widoki, ale robiła to po cichu, rozglądając się z wyraźnym uznaniem i oczarowaniem. Rozpromieniła się, od kiedy tu przyjechali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobało się jej, choć najprawdopodobniej podobałoby się jej również w jakimś innym hotelu. Tańszym. Albo w takim, w którym Clive nie musiałby szastać kasą i popisywać się przed Jodie, choć ona chyba nie do końca rozumiała, że to były popisy. Skoro było go na to stać, to… jego sprawa. Dla niej to był inny świat, a to dopiero początek tej wielkiej, bogatej przygody, na którą nie byłoby jej stać, gdyby nie Clive.
      — Jest tutaj ślicznie — przyznała wreszcie z wyraźniejszym uśmiechem, przelotnie zerkając na Clive’a, który rozkładał się na łóżku, zanim odruchowo się odwróciła i spojrzała za siebie w stronę łazienki. Ruszyła się ze swojego miejsca, żeby podejść do okna, z którego był ten zachwycający widok na Savannah River. — Bardzo wyjątkowo — podsumowała jeszcze, przy okazji kiwając głową na słowa Clive’a. Ona też była jeszcze zmęczona, chociaż to może zabawne, bo przespała większość drogi, ale obawiała się, że kolejna drzemka niewiele jej da. Za to nie była głodna, zresztą, wolała się nie najadać przed przyjęciem, jeśli miała wyglądać zabójczo w swojej sukience, więc została jej jeszcze jedna rzecz…
      — To ja wezmę godzinną kąpiel — postanowiła, choć wątpiła, że wytrzymałaby tyle w wannie, ale wydawało się jej, że gorąca woda, wielka piana, pachnące olejki i żele pod prysznic to coś, co jej się przyda. Odwróciła się w stronę Clive’a, wpatrując się w niego z trochę podstępnym, ale słodkim uśmiechem, jakby chciała zburzyć to nieporozumienie, które między nimi powstało.
      — Jak już się wyśpisz… — zaczęła, ruszając się ze swojego miejsca. Złapała za końce swojej niewyzywającej koszulki, którą szybko z siebie zdjęła i rzuciła w stronę Clive’a, gdy koło niego przechodziła. — Albo po prostu będziesz miał ochotę na kąpiel, to wiesz, gdzie mnie szukać — zasugerowała niewinnie, idąc do tej przeogromnej łazienki z wielką wanną, ciepłym oświetleniem, jeszcze większym lustrem i oknem, za którym był kolejny niesamowity widok. To była propozycja, ale nie aż taka jednoznaczna, bo przecież nie musieli nic robić. Mogli się zrelaksować w tej wielkiej wannie i to wszystko. Jodie nie chciała dłużej dąsać się na Clive’a, choć zdecydowanie dało się inaczej rozwiązać sytuację w samochodzie. Lepiej. Nie zamykała się, bo nie widziała takiej potrzeby, odkręciła wodę i ustawiła ją na tę bardziej ciepłą, śmiało dodając wymyślne olejki oraz płyny, które stały niedaleko.

      don't worry, you're not alone <3

      Usuń
  31. W tamtej sklepowej alejce seks to była ostatnia rzecz, o której Jodie mogłaby pomyśleć wpadając na Clive’a, ale najwyraźniej zupełnie nie przeszkadzało jej, że dla niego to była jedna z pierwszych. Tak na dobrą sprawę, nie przeszkadzało jej wiele rzeczy, które Clive proponował lub robił. Jodie sama nie wiedziała, na jaki układ się pisała, bo przecież nie mieli zasad, a jeśli je mieli, to nigdy sobie o nich nie powiedzieli i dość naturalnie się ich trzymali. Mieli nie mieć wobec siebie oczekiwań i traktować to wszystko, co się między nimi wydarzy, jak coś niezobowiązującego i tego raczej się trzymali. Nie rozmawiali o czułościach, nawet gdy je z siebie w swoim towarzystwie wyciskali, zaskakując tym samych siebie, nie próbowali zmieniać tego, co zdążyli poznać i z czym było im wygodniej, po prostu czasami bardziej się pieprzyli a innym razem trochę mniej, dając sobie kawałek, choć namiastkę tych czułości, za którymi tęsknili. Jodie nie myślała o tym, czy dobrze robili i czy to rodziło konsekwencje, bo prawdę mówiąc, nieczęsto pozwalała sobie na myślenie o konsekwencjach. Najpierw robiła, szczególnie, jeśli miała na coś przeogromną ochotę, a potem wracała do swojego życia, które z życiem Clive’a nie miało wiele wspólnego, więc funkcjonowali gdzieś obok siebie, do następnego spotkania, do następnego seksu, do następnego razu, podczas którego dawali sobie więcej, niż dostaliby od innych. Nie pozostawała wobec tego wszystkiego obojętna, ale też, pamiętając o ich przeszłości i tym, że chociaż Clive’owi życie się pojebało, to wciąż pochodzili z różnych światów, nie myślała o tym zbyt często.
    A teraz niby co, Clive chciał powiedzieć, że ich układ jednak nie był tak zajebiście, idealnie bezproblemowy jak im się wydawało, bo zaczęli czuć się przy sobie zbyt dobrze, więc instynktownie pozwalali sobie na więcej? Nauczyli się siebie, potrafili odpowiadać na swoje potrzeby, Jodie to lubiła. Jej się to podobało, bo zawsze kręciło ją to, że Clive traktował ją lepiej niż inne laski, jakby to cokolwiek oznaczało, choć dosłownie nie oznaczało nic, bo gdy wyjechał z Mariesville, to olał ją tak samo jak każdą z nich. Nie była jednak na tyle dumna, żeby mu to wypominać. Nie była dumna nawet na tyle, żeby po tej pierwszej nocy, którą spędzili razem, nie podawać mu swojego starego numeru, którego przeniesieniem na nowy telefon nie zawracał sobie głowy albo przynajmniej olać, gdy pisał lub dzwonił. To, co się między nimi działo, to nie było coś wielkiego. To wciąż był układ, który może tylko trochę wymykał się im spod kontroli, co tylko pięknie pokazywało, jacy byli w tym pogubieni, ale Jodie tego nie przerywała, bo jej to odpowiadało. Była samolubna i pragnęła mieć w swoim beznadziejnym życiu przynajmniej mały kawałek, czegoś dobrego, fajnego i przyjemnego. Było jej wygodnie, choć nie tak jak Clive’owi, bo on miał ją na wyłączność, podczas gdy ona częściej musiała się nim dzielić, niż go mieć, ale pasowało jej to, że w jakiś pojebany sposób sobie ufali i wiedzieli, że mogą na siebie liczyć, chociaż to jeszcze niczego nie oznaczało.
    To, że Jodie przyjechała z Clivem do Savannah, ponieważ ją o to poprosił, a ona zauważyła, że mu na tym wyjątkowo zależało, to dla niej nie było coś wielkiego. Robiła to bezinteresownie, bo nie liczyła na to, że coś z tego będzie miała, oprócz tej wycieczki po obrzydliwie bogatych miejscach, w których normalnie by się nie znalazła oraz chwili spokoju od Mariesville i tego wszystkiego, co się tam działo i zrobiłaby to także bez tych czułości, którymi Clive ją zasypał, robiąc jej zajebiście dobrze, zanim zdecydował się złożyć jej tę propozycję. Zobowiązała się do udawania jego dziewczyny, która jest w nim szalenie zakochana i to, co w ostatnich dniach tak konsekwentnie wymykało się im spod kontroli, zdecydowanie jej w tym pomagało, ale naiwnie zakładała, że to niczego między nimi nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było tylko kilka dni, udawanie obejmowało tylko ten czas, który mieli spędzić z jego znajomymi, łóżko było na tyle ogromne, że jeśli Clive będzie chciał, to nawet nie poczuje, że Jodie jest obok, przecież nie musieli (a może nie powinni) przytulać się do siebie i zasypiać ze sobą tak, jak tej ostatniej nocy, którą razem spędzili.
      Jodie widziała to w znacznie lepszych barwach niż Clive, ale Jodie nie znała prawdy i nie miała pojęcia, że byli tutaj, żeby pójść na przyjęcie zaręczynowe ludzi, którzy go kurewsko skrzywdzili. Gdyby ją poznała, to wtedy też nie wiedziałaby, po co ją tu zabierał i co chciał osiągnąć tym, że będzie paradował przed swoją byłą z nową laską, nie wiedziałaby, po co w ogóle on się tutaj pojawił, zamiast pokazać im, jak bardzo miał ich wszystkich w dupie, bo powinien mieć. Jedyne, co wiedziała, to, że temat zaręczyn źle działał na Clive’a, że po nim robił się oschły i dziwny i nawet jeśli szybko mu przechodziło, to nie zmieniało faktu, że Jodie nie chciała dostawać za to, że jego była spierdoliła mu całą tę przyszłość, którą z nią planował, a ona tego nie wiedziała, więc proponowała coś, co pasowało do tej historii, którą próbowali dzisiaj wykreować.
      Ale nie drążyła, bo po pierwsze z jakiej racji miałaby to robić, a po drugie większy talent miała do odpuszczania. Tak samo jak nie walczyła o ten kontakt, który Clive urwał, bo nie widziała sensu starać się o coś, na czym tylko jej zależało, tak samo nie ciągnęła tematu, który w złości urywał. Dała tylko znać, że ona nie jest zła, choć miała pełne prawo do tego, żeby się teraz teatralnie dąsać, a potem zniknęła w łazience. Clive mógł przyjść, ale nie przyszedł, Jodie jakoś specjalnie na niego nie czekała, tylko przygotowała sobie tak gorącą kąpiel, że powietrze w łazience zrobiło się gęste, ciężkie i lepkie, a woda paliła jej ciało, gdy się w niej zanurzała, ale szybko przyzwyczaiła się do tego uczucia. Przymknęła oczy, lekko się rozluźniając, wsłuchując się w przyjemną ciszę, która panowała dookoła. W tej ciszy z łatwością można było wreszcie usłyszeć kroki Clive’a, na którego pytanie Jodie uśmiechnęła się rozmarzona i przekręciła twarz w jego stronę, otwierając oczy.
      — Tak, choć brakuje świeczek i płatków róż — przyznała rozbawiona, bo najwyraźniej wystarczyło jej pół godziny w drogim pokoju hotelowym, żeby zacząć mieć większe oczekiwania, choć do drogiego gustu było jej bardzo daleko. Jodie obserwowała Clive’a i chociaż jej uwaga nie była aż tak bardzo uśpiona, to jednak czuła się na tyle odprężona, że nawet nie próbowała walczyć z dłonią Clive’a, przez którą na jej nosie wylądowała łaskocząca piana.
      — Mówisz? Bez ubrań tak tego nie czuć — stwierdziła, odrobinę się z nim drocząc, ale prawda była taka, że Jodie nie planowała kończyć tej kąpieli w dziesięć minut, dlatego woda musiała być nieprawdopodobnie gorąca, żeby zbyt szybko nie zrobiła się zimna.
      — Udało ci się coś odpocząć? — zainteresowała się z troską, przekonana, że aż tak długo w tej łazience nie była, natomiast Clive wyglądał na delikatnie zaspanego. Jodie przesunęła dłońmi po pianie, zgarniając jej trochę w dłonie i uniosła je, lekko w nią dmuchając, pozwalając się jej swobodnie roznieść, bardzo z siebie przy tym zadowolona.

      hihi💗

      Usuń
  32. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma bardziej przejebane albo ktoś, kto wyszedł z większego bagna, bo życie ani nie kończyło się w momencie, w którym Leah zostawiała Clive’a dla kogoś innego, ani w momencie, w którym Jodie musiała wziąć dodatkowe godziny w robocie, żeby kasa się zgadzała, a kombinowanie nie dręczyło jej po nocach, ale jednak mogło dawać im to w kość. Mieli prawo do tego, żeby się nad sobą poużalać. Clive miał prawo czuć się skrzywdzony, zraniony, oszukany przez kogoś, kto był mu najbliższy i komu powinien móc ufać najbardziej na świecie, nie musiał mieć do tego dzieci na głowie, kredytu i małżeństwa, bo miał te wszystkie plany, które poszły się jebać i zostawiły go z niczym. To nie bolało mniej. Musiał zaczynać od początku, gdy było zajebiście, więc miał prawo czuć złość, frustrację, brak motywacji i sensu, żeby cokolwiek zmieniać, próbować, dokładać tym sobie jeszcze więcej problemów w momencie, gdy ich nie brakowało, skoro wystarczył moment, żeby nic po tym nie zostało. Oboje mogli czuć się samotni i, kurwa, tacy właśnie się czuli, chwilowo uciszając w sobie całą tę pustkę tym, że spotykali się na seks i było fajnie, choć przecież było ich stać na coś więcej niż ruchanie i pozbawione składu wiadomości, ale nie chcieli się starać, dlatego tego nie robili. Najprostsze rozwiązania w ich pojebanej relacji były najlepsze.
    Ale nawet w tym, jak rujnowali sobie życie, trzymając się tego przejebania tak mocno, jakby od tego zależało ich życie, musiał być jakiś umiar, który Clive tracił, gdy sięgał po alkohol, a Jodie, gdy dawała zadręczać się Wade’owi, choć nie była z nim już tak długo, że powinna zapomnieć o jego istnieniu, na co on jej nie pozwalał. Wzajemnie widzieli, co się z nimi działo,c hcąc nie chcąc uczestnicząc w tym wszystkim gdzieś obok, gdy byli przy sobie i po cichu przyglądali się temu, co u nich, nawet nie próbując przekonać się, że powinni z tym skończyć, bo takie interesowanie się sobą najwyraźniej wychodziło poza granice ich układu. Z jednej strony nie potrafili być wobec siebie obojętni, a z drugiej tacy właśnie próbowali być. Tacy byli.
    To, przez co przechodzili i co działo się w ich życiach, to się od siebie różniło, więc tym bardziej ciężko powiedzieć, jak to się stało, że coś jednak ich połączyło, w dodatku tak bardzo, że wracali do siebie tak, jakby szukali u siebie jeszcze czegoś więcej niż poprzednio. Może to przez tę samotność, która była chujowym uczuciem, choć Jodie powinna być do niej przyzwyczajona, tylko nie chciała się przyzwyczajać, ale przy nim znośniejszym. Mniej odczuwalnym, chociaż nie łączyło ich nic więcej poza tym, że się ze sobą pieprzyli, ale ta bliskość im bardziej nasiąkała czułością oraz intymnością, tym więcej pozornego ciepła, którego jej bardzo brakowało, im dawała, dlatego przez moment było mniej beznadziejnie niż zwykle. Bardziej normalnie.
    Jodie też nie potrafiła zrozumieć, dlaczego Clive skończył w ten sposób, choć miał potencjał, żeby być w lepszym miejscu, ale za to rozumiała, że to musiało boleć podwójnie.
    — Jakie może, to na pewno przeze mnie — podsumowała, jakby stwierdzenie Clive’a zawierało jakiś błąd, a temperatura w łazience była proporcjonalna do tego, jak bardzo gorąca była Jodie. Żartowali sobie dość swobodnie, co było wyjątkowe, biorąc pod uwagę fakt, że nie tak dawno chciał, żeby się zamknęła i nie odzywała, o czym nie zapomniała, tylko nie wzięła tego do siebie tak bardzo, jak mogłaby to zrobić. Nie uraziło jej to na tyle, żeby wyskakiwać z auta na autostradzie ani na tyle, żeby rezygnować z czegoś, do czego się zobowiązała. Nie była taka. Nie uważała też Clive’a za obrażalskiego maminsynka, ale za kogoś bardzo pogubionego i odrobinę wkurwiało ją to, że ewidentnie jest coś, co go dręczy, co ma wpływ na jego humor, coś takiego, przez co jej się oberwało na tyle, że przez następne trzy godziny wolała się nie odzywać, a ona nie ma pojęcia co to. Kurwa, jakie to było irytujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nie wiem, dlaczego chcesz się znieczulać — zaczęła wymownie, nie powstrzymując się przed małą sugestią i podejrzliwie zmrużonymi oczami, które wierciły w plecach Clive’a dziurę, jednak nie dlatego, że świecił przed nią swoją zajebistą klatą. — Ale możemy urządzić sobie mały biforek — zasugerowała niewinnie, chociaż nie brała pod uwagę tego, że będą pić już w hotelu. W ogóle Jodie myślała, że dzisiaj wyjątkowo ograniczą alkohol, żeby nie wypaść z roli albo z czymś nie przegiąć, bo to była wyjątkowa sytuacja i tak byłoby bezpieczniej, ale Clive był dorosły, więc to jego wybór. Obserwowała go, lekko odchylając głowę, żeby oprzeć ją o zagłówek w wannie, jakby w ten sposób mogła jeszcze bardziej się rozluźnić, pomimo tego, że ewidentnie nie dawało jej spokoju to, co działo się z Clivem. Zanim zaczęła tak się na niego gapić, rzuciła krótkie spojrzenie na ogromną kabinę prysznicową, ale nie robiła tego po to, żeby bezwstydnie go sobie pooglądać, wiedziała, co Clive chował pod ubraniami tak samo, jak on wiedział, co przykrywa ta wielka piana, ale dlatego, że nie była głupia i czuła, że coś nie gra. Czuła także to, że niespecjalnie chciał o tym gadać i może tylko trochę unikał tych okazji, które pozwoliłyby im pogadać bardziej i o czymś innym niż to, że w łazience było gorąco. Jodie westchnęła ciężko, a gdy Clive zamknął się w kabinie i odkręcił zimną wodę, której szum zdecydowanie odebrał im możliwość gadania, to z kolei ona nabrała powietrza do płuc i zanurzyła się cała w tej swojej gorącej wodzie, starając się wytrzymać pod nią możliwie jak najdłużej. Kiedy się wynurzyła, to głośno odetchnęła i przetarła twarz dłońmi. Siedziała tak jeszcze chwilę, korzystając z okazji, że tutaj była wypasiona wanna, a w Mariesville nie, choć ostatecznie Jodie i tak wolała kabiny prysznicowe. Wyszła z wanny, owijając się w ręcznik, który miała pod ręką, pozwalając na to, aby krople wody leniwie spływały po jej rozgrzanym ciele i podreptała prosto do sypialni, do tej torby, którą ze sobą wzięła i w której miała wszystkie potrzebne rzeczy do tego, żeby się odstrzelić i wróciła z nimi do łazienki. Nie przeszkadzała Clive’owi w braniu prysznica, jedynie co jakiś czas zerkała w jego stronę, przy okazji cały czas myśląc o tym, co wydarzyło się w aucie i co przed chwilą powiedział.
      Jodie odnalazła suszarkę w jednej z łazienkowych szafek, zaczęła więc suszyć włosy, które po tej kąpieli miała całe mokre i które same nie dałyby rady wyschnąć do wyjścia. Machała głową na prawo i lewo, w górę i w dół, licząc na to, że w ten sposób szybko się z tym upora, a chociaż hałas był nieunikniony, to jednak udało się jej usłyszeć moment, w którym woda przestała lecieć z prysznica, a Clive chyba kończył ten ożywiający prysznic. Wyprostowała się, wyłączając suszarkę, którą odłożyła na blat, który jak wszystko tutaj był wielki i wzięła głęboki wdech, odwracając się w jego stronę, rzucając mu przy tym wymowne spojrzenie.
      — Wiem, że coś jest nie tak, Clivey — stwierdziła bez ogródek, stawiając na szczerość, na którą nie było jej łatwo się zdobyć. Bo się bała, bo ją to stresowało, bo nie chciała wkurwiać Clive’a, któremu było w chuj daleko do Wade’a i który nigdy nie urządziłby jej takich jazd jak on, ale jednak wściekał się szybciej i bardziej niż kiedyś, a ona kompletnie nie potrafiła się w tym poruszać. — Powiesz mi co takiego, czy będziemy udawać, że nic? — zapytała spokojnie i z troską, która malowała się na jej twarzy oraz w tym spojrzeniu, które posyłała Clive’owi, które dobrze znał i w którym nie było ani trochę współczucia albo politowania.

      how about a little chat? 🤭

      Usuń
  33. Powinien iść na porządną terapię i, przede wszystkim, nie powinien przyjeżdżać do Savannah bez względu na to, co i komu chciał tym udowodnić. To nie była sprawa Jodie, a Clive nie musiał jej tego ani przypominać, ani pokazywać, ani sprowadzać jej jedynie do bycia laską z fajnymi cyckami, z którą lubił się pieprzyć, bo nie zapomniała, dlaczego znalazła się z nim w Savannah w tej popierdolonej sytuacji. Pamiętała, po co tutaj była. Na pewno nie po to, żeby urządzać sobie szczere rozmowy z Clivem, wyciągać z niego rzeczy, których nie chciał powiedzieć i mylnie psuć mu wrażenie, że grunt, który uważał za bezpieczny, już dłużej taki nie jest, bo wciąż był i właśnie przez to, jak bezpiecznie i swobodnie potrafili się przy sobie czuć, Jodie pozwalała sobie nie być ślepą. Najwyraźniej nie umiała spojrzeć prawdzie w oczy, żeby uświadomić sobie, że to pół godziny, które zwykle ze sobą spędzali, to był szczyt ich zdolności i maksymalna ilość czasu, którą potrafili sobie poświęcić, równocześnie nie odczuwając tej przepaści, która między nimi była.
    Była ogromna i najwidoczniej Clive postanowił, że będzie o tym konsekwentne przypominał Jodie, żeby nigdy więcej nie przyszło jej do głowy, że może pytać o rzeczy, które go dręczyły. Naprawdę chciała udawać, że tego nie widzi, bo to był strasznie wygodny układ, ale, kurwa, widziała, bo do tego nie trzeba być wybitnie mądrym albo wyjątkowo spostrzegawczym. Wystarczyło patrzeć w zmęczone oczy Clive’a, gdy ze sobą rozmawiali, pododawać kilka faktów, nie zapominać, że utknął w Mariesville, w którym nigdy nie chciał być. Do tego nie pił, więc nie brało go na dobry humor. Na własnej skórze doświadczyła przecież tego, co zrobił z nim głupi żart o zaręczynach, tego, jak świetnie im się żartowało i gadało, jak ten wyjazd jeszcze w samochodzie zapowiadał się całkiem nieźle, a potem właściwie to szli coraz bardziej w dół i nie pomogły żarty o podniesionej temperaturze, kąpiel życia ani to, że Clive popisywał się swoją klatą i to wszystko po to, żeby w następnej sekundzie olać Jodie tak, jakby to ona przywlekła się za nim do tej Savannah, jakby sama się o tej wyjazd prosiła, jakby nie była tutaj dla niego tylko dla siebie. W sumie mogła to ignorować, robić swoje, relaksować się w tej wielkiej wannie, a potem porządnie odstawić i mieć głęboko w dupie humorki Clive’a, bo niby czemu miałaby się nimi przejmować, skoro przecież nawet się nie przyjaźnili i łączył ich tylko seks, ale tego nie zrobiła. Głupia.
    Jodie chciała dobrze, dlatego naiwnie sądziła, że rozmowa przyda się Clive’owi, skoro coś go dręczyło, ale nie mówił co. Humor skakał mu od kiedy zaczęli ten nieszczęsny temat zaręczyn, a i Savannah nie wydawała się jakoś wybitnie dobrze na niego działać. O coś więc chodziło, o coś takiego, co nie rozmywało się w ciszy, która między nimi zapadała, tylko ciążyło w niej jak ten nieznośny gorąc w łazience. Wiedziała, że Clive sam nigdy nie zacząłby żadnego istotnego tematu, że nagle nie zacząłby opowiadać o sobie, bo ona też by tego nie zrobiła, więc trochę traktowała ten swój krok, jako coś, w czym go wyręczyła, chociaż jej o to nie prosił. Nie chciał, ponieważ mówienie o czymś, co bolało i wywoływało wstyd, choć Clive był ostatnią osobą, która w tej popapranej historii powinna się wstydzić, było cholernie trudne. Jodie miała świadomość, jakie to trudne, może dlatego czasami wydawało się jej, że oni są w stanie zrozumieć się jeszcze lepiej, jednak dzisiaj zdecydowanie im nie szło, a ona nie chciała wychodzić stąd w takiej wątpliwej atmosferze, żeby po chwili udawać, że wszystko jest zajebiście, a oni są w jeszcze bardziej zajebistym, szczęśliwym związku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwidoczniej atmosfera się nie poprawi, skoro nie powstrzymała się i nie ugryzła w język, naiwnie sądząc, że robi coś dobrego, coś takiego, na co inni ludzie nie zdobywali się wobec Clive’a. Patrzyła na niego, choć on nie patrzył na nią i w pierwszej chwili to nawet miała ochotę przyjebać mu tą suszarką, którą wciąż trzymała, bo się wkurwiła. Bo wkurwiło ją to, że jakoś tak wyszło, że Clive zabierając ją tutaj, pominął najistotniejszą rzecz, którą powinien powiedzieć jej w pierwszej sekundzie, w której wspomniał o tej prośbie. Chyba nie sądził, że przez cały weekend uda się mu utrzymać ten fakt w tajemnicy?
      Patrzyła na niego trochę jak na wariata, bo w takim wypadku nie rozumiała, co oni tutaj robią. Nie rozumiała tego, po co Clive chciał uczestniczyć w czymś, po czym nie będzie żyło mu się łatwiej i lepiej, po czym to, co go boli będzie bolało jeszcze bardziej, a te wszystkie rany, które kiepsko mu się goiły, rozdrapią się od nowa, bo Jodie nie była ślepa, widziała, że to przyjęcie zaręczynowe nie jest mu takie obojętne i przeczuwała, że coś jest na rzeczy, że siedzi w nim coś niewypowiedzianego, co bardzo boli. Przejmowała się, bo na koniec każdego dnia, nawet tego najbardziej przejebanego, Jodie była całkiem wrażliwą laską; dokładnie tą samą, która będąc gówniarą podkochiwała się w Clive.
      Po łazience rozniósł się miętowy zapach pasty, gdy Clive zaczął energicznie machać szczoteczką, jakby od tego zależały losy ludzkości, a Jodie obserwowała go w ciszy, milcząc dłużej, niż by tego chciała. Po prostu nie wiedziała, co ma powiedzieć, jak ma zareagować na ten chłód, którym ją częstował, a na którym uważała, że nie zasługuje. Wydawało się jej, że żeby zachować choć trochę godności, nie dając mu rozstawiać się po kątach i sobą rządzić, powinna stąd wyjść i kazać mu spierdalać.
      — Nie musimy rozmawiać — stwierdziła krótko, wzruszając ramionami, ale nie dlatego, że miała to w dupie, nie zamierzała naciskać. Nie zamierzała prosić, namawiać, nakręcać Clive’a na to, żeby się wygadał, bo po tym będzie mu lepiej. Będzie, ale był dorosły.
      — Domyślam się, że to nie będzie łatwe — powiedziała, zerkając na niego kątem oka, owijając suszarkę kablem, żeby odłożyć ją tam, skąd ją wzięła, bo skończyła z tym całym suszeniem. Zamiast tego na tym wielkim blacie pojawiły się kosmetyki, które ze sobą wzięła, żeby zrobić się na prawdziwą laskę. — Ale nie będę o nic pytać — zaznaczyła jeszcze, skoro dokładnie tak wyglądał ich układ. Jodie nie była od zadawania pytań, docierało to do niej, więc postanowiła, że nie będzie tego robić, nawet jeśli były rzeczy, o które chciałaby zapytać. Dopiero po tym przestała patrzeć na Clive’a i wyciągnęła ze swojej kosmetyczki krem, który wtarła w swoją twarz tak, jakby to była najciekawsza i najważniejsza rzecz na świecie.

      understanding is not the same as agreeing ⛈️

      Usuń
  34. Nie przejrzała go. To, że po cichu podejrzewała, że coś jest na rzeczy, niczego nie oznaczało. Clive nie zwierzał się i nie rozmawiał z Jodie, oni jedynie wpadali na siebie w różnych miejscach, spędzali ze sobą czas, który polegał tylko na seksie i garstce czułości, jeśli akurat ich na nie naszło i mieli taką ochotę. A jednak coś ich w te swoje ramiona prowadziło. O czymś próbowali w ten sposób zapomnieć, coś w sobie uciszyć, czymś zastąpić to, co było w nich takie bolesne. To dało się zauważyć, bo to było dość oczywiste. Jodie nie była wyjątkowo bystra, po prostu nie potrafiła pozostać uparcie obojętna wobec tego, co rzucało się w jej oczy, gdy Clive układał się przy niej w jego łóżku, pozwalał bawić się swoimi włosami, rysować na swojej rozgrzanej skórze wzorki i przytulać do siebie, gdy zasypiał albo wtedy, gdy tak jak dzisiaj wściekał się o coś, co pozornie było niewinnym żartem. Niczego nie musiał jej tłumaczyć, w nic wtajemniczać, nie miał powodów, żeby jej ufać albo stawiać przy niej na szczerość, w ogóle nie musiał być szczery, mógł kłamać na każdy temat, a ona nie musiała znać prawdy ani snuć domysłów, bo to nie była jej sprawa, ale najwyraźniej to, co się między nimi wydarzyło, nie dawało jej spokoju.
    Tylko w tym wszystkim troska Jodie nie miała najmniejszego znaczenia. Mogła być, mogło jej nie być, Clive mógł mieć w nią szczerze wyjebane, a ona nie miała żadnej racji, żeby dopuszczał jej do siebie na więcej niż to ich standardowe pół godziny. Zadanego pytania pożałowała w tym samym momencie, w którym je zadała, natomiast potem w panice próbowała uratować to, co poczuła, że zjebała, choć zjebane było, od kiedy Clive zaczął zachowywać się w samochodzie tak, jakby ktoś przełączył mu jakiś włącznik i przestawił na tryb strasznego dupka. Nie chciała go sobą przytłaczać, dlatego na szybko wymyśliła, że jeśli zapewni go, że jednak nie będzie zadawać zbędnych pytań, skoro on sobie tego nie życzył, to będzie z jej strony zajebiście wyrozumiałe i odpowiednie, ale się pomyliła. No i chuj, bo odkręcić już się nic nie dało, a kiedy Clive postanowił wyjść, popisowo trzaskając przy tym drzwiami, najpierw tymi od łazienki, a później tymi od pokoju, to zaskoczył tym Jodie na tyle, że lekko się wzdrygnęła, odruchowo zerkając w stronę drzwi. Teraz to ona miała wrażenie, że musi się napić, bo na trzeźwo tego nie pociągnie, nie, gdy między nimi był taki kwas, ale przez chwilę zamarła na tyle, że nie była w stanie ruszyć się z miejsca. W kompletnej ciszy, która nastąpiła, gdy Clive wyszedł, jak skończona debilka wpatrywała się w swoje odbicie i, kurwa, nie wiedziała, co ma robić. Powoli zakręciła krem, który odsunęła na bok i sięgnęła do kosmetyczki, z której zaczęła wyjmować potrzebne kosmetyki, ale robiła to tak niepewnie i powoli, jakby nie miała pojęcia, czy oni gdziekolwiek stąd wyjdą. Nikt nie powiedział, że nie i nie kazali sobie spierdalać, więc zakładała, że wszystko jest aktualne, jednak niczego nie mogła być pewna.
    Nie nasłuchiwała powrotu Clive’a, nie skupiała się na tym, bo też prawda była taka, że humor jej siadł, choć nie w ten sposób co jemu. Nie musiała wyrzucać z siebie złości i frustracji, najzwyczajniej w świecie było jej przykro, że tak się stało, ale równocześnie czuła się na tyle bezradnie, że nie wiedziała, co ma z tym zrobić, więc nic nie robiła. Nie czuła, żeby dobrze się bawili, żeby cokolwiek, co się dzisiaj działo choć trochę przypominało tę swobodę, którą zwykle przy sobie mieli. Może przez nią. Może przez to, że przekraczała niewidzialne granice, co nie spodobało się Clive’owi, bo mogło mu się to nie podobać i mógł pokazać jej, gdzie jej miejsce. Żałowała, po prostu żałowała, że się odzywała, bo wzięło ją na jakąś zjebaną troskę, której nie potrzebował, bo zachciało jej bawić się w przyjaciółkę, którą nie była, choć dalej mogli głupio żartować i popisywać się przed sobą tym, że Clive miał zajebistą klatę, a Jodie zajebiste cycki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby nie nasłuchiwała i choć trochę to trwało, to jednak wyłapała moment, w którym wrócił, bo nie sądziła, że ktoś inny kręciłby się po ich pokoju hotelowym, natomiast, gdy po chwili pojawił się w łazience, to posłała mu krótkie, tylko kontrolne spojrzenie i nie przerywała tego, co robiła. Nie oczekiwała przeprosin, niczego już nie oczekiwała i nie tyle była zła, co po prostu było jej z tym wszystkim źle. Delikatnie przygryzła wargę, z cichym brzękiem odstawiając na blat pudełeczko z pudrem, które akurat trzymała, gdy Clive’a wzięło na przeprosiny i tulenie, czym kolejny raz ją zaskoczył, bo to znowu wyglądało tak, jakby ktoś mu coś przełączył. Natychmiast poczuła, jak ją obejmuje, a wraz z jego bliskością dotarło do niej jego ciepło i zapach jakieś drogiego żelu pod prysznic wymieszanego z fajką. Westchnęła cicho, spuszczając wzrok na swoje dłonie, które po chwili uniosła i położyła na jego przedramionach, przesuwając je w stronę ramion, czule je gładząc.
      — No już, Clivey, nie przejmuj się tym — poprosiła cicho i spokojnie, choć wciąż trochę niepewnie, ale przecież ostatnie czego chciała, to żeby zadręczał się ich małym nieporozumieniem. — Luzik, niepotrzebnie pytałam — dodała jeszcze, bo gdyby nie zapytała, to by tego nie było. Ale nie uważała też, że poróżniło ich tylko to, że Leah okazała się byłą dziewczyną Clive’a. Właściwie to nie był dla Jodie problem, czemu niby miałby być, ale nie chciała dowiadywać się takich rzeczy dopiero na przyjęciu, pod okiem wszystkich, którzy dobrze wiedzieli, kim oni dla siebie byli. Dalej uważała, że powinna wiedzieć wcześniej, żeby przynajmniej móc się nastawić i przygotować, jednak to była decyzja Clive’a i nie miało znaczenia to, że miała inne zdanie. Niczego nie powinna przyspieszać.
      — Wiem, rozumiem — pokiwała głową, czując, że wciskał twarz w jej włosy i tym samym obejmował ją trochę ciaśniej, co jej nie przeszkadzało, ani nie wywoływało w niej ochoty, żeby mu przywalić, nawet jeśli powinna, ale była na to zbyt głupia. Działały na nią takie rzeczy. — Nie chciałam naciskać — zaznaczyła, bo nie, to nie była jej ciekawość, jakaś chora potrzeba interesowania się jego życiem, a zwykła reakcja na to, że widziała udręczonego człowieka, którego nie miała w dupie i który nie był jej obojętny, więc nieumiejętnie próbowała mu pomóc.
      — Damy radę — wyszeptała jeszcze, trochę mocniej owijając szczupłe palce wokół jego ramion, na których się zatrzymała, lekko wtulając w niego swoją głowę. Jeśli Clive uważał, że to dzisiejsze przyjęcie i oglądanie szczęścia ludzi, którzy go głęboko zranili, było mu potrzebne, żeby zamknąć ten rozdział, choć powinien zrobić to w momencie, w którym dostał od nich kopa, to Jodie z tym nie dyskutowała. To było jego życie, a ona dzisiaj była do niego tylko ładnym dodatkiem, którym mógł poszpanować przed kolegami albo z którym mógł się dobrze zabawić, niczym więcej, ale miał jej wsparcie.

      Jodie 💜

      Usuń
  35. Różnie bywało z tym, co było po Clive widać. Czasami zupełnie nic, jakby bawił się i korzystał z życia w najlepsze, a czasami coś tam dało się zauważyć, ale wciąż niewystarczająco, by wszystkiego się domyślić. Zdarzało się więc, że Jodie to coś dostrzegała, coś takiego, co ją niepokoiło i martwiło, ale szanując ich układ oraz granice, nigdy nie pytała. W jej interesie nigdy nie było, żeby Clive’a spłoszyć albo zawstydzić, sprawiając, że poczuje się przy niej źle. To miała być ich bezpieczna przestrzeń pełna cichego zrozumienia. Nie wtrącała się w jego życie, co, jej zdaniem, wychodziło jej wybitnie, bo do tej pory raczej nie zdarzało się im gadać o tym, co było przed powrotem Clive’a do Mariesville. Najczęściej rozmawiali o teraźniejszości, żartując sobie, a poważnie bywało rzadko, ale nigdy tak, żeby mieli szansę się pokłócić. Jodie nie wiedziała, co za natchnienie dzisiaj dostała, że postanowiła mimo wszystko, choć wciąż szanowała ich układ oraz granice, im to rozgrzebywać. Może poczuła się zbyt pewnie przez to, że wybrał ją na swoją towarzyszkę, że potraktowała to tak, jakby automatycznie stała się jego powierniczką, jakby dostała szansę, by rozwiać własne wątpliwości, dać upust domysłom, poznać prawdę, którą Clive konsekwentnie przed nią ukrywał. Nie musiał mówić, jeśli nie chciał, znaleźliby inne tematy, ale nie musiał też reagować taką złością na zwykłe pytanie, bo dla Jodie takie właśnie ono było. Zapytała tylko, czy powie jej, co jest nie tak, bo widziała, że coś na pewno. Nie naciskała, nie kazała mu mówić, nie stawiała warunków, tylko zapytała, mając w głowie scenę z samochodu. Z troską, ze spokojem, ale nie współczuciem, z naiwną nadzieją, że jeśli jej powie, to coś na to poradzą.
    Żałowała tego, a jeśli tym sposobem jego zdaniem próbowała przesunąć granice, to one nawet nie drgnęły i zostały w tym samym miejscu, o ile jeszcze się nie zmniejszyły. Nie chciała, żeby Clive nabierał do niej dystansu, uważając grunt między nimi za niebezpieczny i ryzykowny, na którym może odbyć się zamach na jego prywatność. To nie był zamach. To nie było też bezczelne grzebanie w czymś, czego nie chciał jej powiedzieć, jakby nie znała swojego miejsca, to po prostu był przejaw troski, której między nimi być może nie powinno być. Ta pierdolona troska wszystko psuła.
    Rzecz w tym, że nikt nie narzucał Clive’owi czasu na ogarnięcie się — był skrzywdzony przez kobietę, którą kochał i miał traumę przez to, że jego partner umierał na jego oczach, a on nic, kurwa, nie mógł z tym zrobić. Miał, co przeżywać. Mógł to robić tak długo, jak czuł, że musi, nikt nie wyznaczał mu daty, kiedy ma z tym skończyć. Jodie wydawało się, że to Clive miał wobec siebie najwięcej oczekiwań i narzucał sobie największą presję. Że to on sam wymagał od siebie, że się ogarnie, przestanie przeżywać, weźmie się w garść i wreszcie coś zrobi ze swoim życiem, bo nie mógł znieść tego, jak bardzo ono się zmieniło, jaką bezsilność czuł i w jaki niepodobny do siebie sposób tkwił w tym bagnie.
    Póki co wracali do swojego bezpiecznego układu, do tego, co było takie znane, wygodne, pozbawione oczekiwań i nadziei, ponieważ Jodie nie zamierzała rozgrzebywać tego, do czego Clive się jej przyznał. Jego była brała ślub, a on przepraszał ją za swoje niepotrzebne wybuchy złości, podczas których zachowywał się jak dupek, temat zamknięty. Jodie bywała uparta, ale nie była idiotką, dlatego nie dopytywała. Nie interesowała się, dlaczego i po co Clive wybierał się na to przyjęcie i ślub, nie próbowała zmusić go do tego, żeby zastanowił się, czy to dobry pomysł, nie namawiała, żeby raz jeszcze pomyślał, co chce tym osiągnąć. Jeśli uważał, że to w jakiś pojebany sposób pomoże mu poczuć ulgę, pomoże zagoić się ranom, które bolały, zamknąć ten rozdział i iść dalej, to w porządku. Jodie się dostosowywała i uparcie nie przyznawała się, że na informację o jego byłej, bardziej się zestresowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumaczyła to tym, że to ogólny stres, bo będą tam ludzie, których Clive znał, bo obowiązywał dress-code, w który chciała się wstrzelić, bo to było wydarzenie, w których zwykle nie uczestniczy, a fakt, że pozna tam tę słynną dziewczynę Clive’a, z którą miał takie wielkie plany, że bez problemu zapomniał o Mariesville, to przecież nic takiego.
      Jasne.
      Jodie czuła, że ma prawdo do złości, że śmiało mogła się wściec i nie pozwolić sobie na to, żeby Clive ją urabiał, bo chociaż nie dopuszczała do siebie takich myśli, to wiedziała, czym był ten nagły wysyp czułości. Zależało mu na jej dobrym humorze, miał w nim swój interes, którym było odegranie wiarygodnego przedstawienia na przyjęciu zaręczynowym Leah i Cory’ego, chciał, żeby Jodie patrzyła się na niego tak, jakby świata poza nim nie widziała, będąc w nim szalenie zakochana, więc nie mogła być przy tym na niego zła. Może z upartości powinna, ale złośliwości nie były jej zagrywkami, choć też tak potrafiła. Pozwalała na to, żeby Clive bezczelnie wykorzystywał jej słabości, korzystając z faktu, że Jodie nie potrafiła pozostać na niego obojętna. Łapała się na tym braku obojętności, gdy mocniej zaciskała palce na jego ramieniu, kiedy drugą ręką utorował sobie dojście do jej szyi, sprawiając, że zadrżała, czując na sobie jego miękkie usta i delikatne, lekkie, zbyt przyjemne pocałunki.
      — Mhm, nic się nie stało — zapewniła, wymamrotała właściwie, cicho przy tym wzdychając i leniwie przymknęła powieki, mimowolnie rozluźniając się w jego objęciach. — Ja też przepraszam — dodała i nieznacznie przechyliła głowę, pozwalając opaść swoim włosom, które zaczęły się lekko falować, opaść na jedną stronę, naiwnie ułatwiając Clive’owi to całe urabianie, ale w tej chwili nie obchodziło jej to, jaką nazwę miało to, co z nią robił. Było jej miło i przyjemnie, bo karmił ją swoją uwagą, a Jodie odpierdalało na punkcie tej uwagi. Na tym poczuciu, że jest jakaś.
      Nie musiał jej przepraszać. Nie zasługiwała na przeprosiny przez to, że go wkurwiła, a on w efekcie zareagował złością. No miał do tego prawo, dlatego czuła się winna temu, że do tego doprowadziła. Jodie próbowała to zrozumieć, choć nie było łatwo, gdy jej na to nie pozwalał, dlatego oboje musieli odpuścić. Stało się i już, przechodzili z tym dalej.
      Zaśmiała się cicho, słysząc komplement Clive’a i czując na swoim policzku jego usta, a wraz z nimi ciepły oddech, którym rozkosznie otulał jej skórę i otworzyła oczy, które natychmiast wbiła w lustro, spotykając się w odbiciu z jego spojrzeniem.
      — Naprawdę tak uważasz? — rzuciła retorycznie, uśmiechając się rozczulona jego słowami, choć jednocześnie sama w siebie wątpiła, pełna obaw związanych z tym przyjęciem. W dodatku udało się mu ją zawstydzić, a to wszystko dlatego, że to był Clive, a jego słowa zawsze miały większe znaczenie. Jodie delikatnie przygryzła wargę, lekko opierając na nim swoją głowę, nie potrafiąc pozostać obojętną także na jego dłoń, którą swobodnie przesunął po jej ciele, pakując się nią na wewnętrzną stronę jej uda, na co odruchowo się wyprostowała, patrząc mu w oczy, które odbijały się w wielkim lustrze. — Będziemy zajebiście razem wyglądać — podsumowała, wyraźniej się uśmiechając, bo najwidoczniej wpatrywała się w ich wspólne odbicie wystarczająco długo, żeby dojść do takich wniosków. Niczego nie sugerowała, tylko, że się nieźle dobrali i będzie się miło na nich patrzyło.
      — Też się cieszę, Clivey i polecam się na przyszło… — urwała, gdy poczuła na sobie jego palce, których dotyk nie był zbyt wyraźny, ale wystarczający, żeby nieznacznie się poruszyła i mimowolnie przycisnęła do niego swoje biodra.
      — Clive — powiedziała, jakby ostrzegawczo, choć jej spojrzenie nie było groźne, tylko błyszczące, a ona niespecjalnie się od niego odsuwała. Zdradzała się z tego, jak bardzo nie była w stanie się mu oprzeć. — Nie zaczynaj — dodała, próbując sprecyzować, co miała na myśli, choć była pewna, że on doskonale wiedział co. Jak myślał, działało?

      take a look, she's your fake girlfriend for the weekend

      Usuń
  36. Jodie była dorosła i potrafiła odezwać się, gdy coś jej nie pasowało, więc skoro nic nie mówiła, to najwyraźniej odpowiadało jej to, jak wyglądał ich układ. To nie miała problemu z tym, że częściej kręcił się wokół Clive’a, jego potrzeb, tego, jakie on miał plany na wieczór, czy chciał go spędzić z Jodie, czy miał do wyboru tyle innych lasek, że odzywał się do niej tydzień albo dwa tygodnie później. Dawała mu wolną rękę. Akceptowała jego wyskoki, praktycznie nigdy ich nie komentowała, bo to nie była jej sprawa i wydawało się jej, że była wobec niego całkiem wyrozumiała. Zwykle na nic nie naciskała, nie prosiła się nawet o spotkanie, nie wtrącała się, gdy na jej oczach, zaraz po tym jak podrywał ją przy barze, pozwalał innym laskom zawracać sobie dupę, korzystając z tego, że były chętne i czasami sam nie musiał się starać, by coś z tego mieć. To wszystko, co Clive robił, gdy z nią nie był, to nie była jej sprawa i raczej się w to nie wtrącała. Też chciała prostej relacji, nieskomplikowanej, prostszej od tego, co do tej pory znała, żeby choć jedna rzecz w jej życiu była bezproblemowa, więc któreś z nich musiało odpuścić, a Jodie nie miała z tym problemu. Przyjęło się, że Clive nakręcał ich relacje i nadawał jej rytm, więc się tego trzymała.
    Czułości, noce jak te, którą spędzili ze sobą ostatnio, budziły w niej zgubne i naiwne poczucie, że jednak ich relacja to nie był tylko seks, to nie było tylko półgodzinne ruchanko, gdy akurat pasował im termin, że nie była potrzebna mu tylko po to, żeby mógł ją sobie przelecieć, ani po to, żeby być do niego ładnym dodatkiem. Nie uważała, że łączy ich coś wyjątkowego, ale myślała, że się kolegują. Że skoro nie są dla siebie obojętni i nie mają się totalnie w dupie, to są czymś więcej niż znajomymi, choć wciąż było im daleko do przyjaźni. Właściwie chyba zawsze było im do niej daleko, bo to zawsze był układ, który na czymś się opierał, tylko przez lata zmieniało się jedynie to, co sobie nim dawali i że w pewnym momencie zaczęli ze sobą sypiać. To, jak bardzo daleko, wychodziło w takich momentach jak ten, który zaczął się już w aucie i nie skończył, gdy próbowali przykryć go żartami, bo Jodie nie dawało spokoju to, że coś Clive’a dręczyło, ale był zbyt uparty i dumny, żeby się do tego przyznać. To nie była jej sprawa, jednak miała wrażenie, że jakoś zaczęła w tym uczestniczyć, gdy ten jej żart zamienił się w podwody do złości, do ciszy, do tego, żeby ostatecznie jebnąć hotelowymi drzwiami i szukać chwili dla siebie, po której nie wiedziała, jakie wnioski nasunęły się Clive’owi, ale sprawiły, że przyszedł się przytulać. Tym oto sposobem dostali się z samego dołu na górę i mogłoby się wydawać, że jest po staremu, a słońce znowu przyjemnie ich oślepia.
    To prawda, że Jodie widziała w nim coś stałego i bezpiecznego, jakby on nie mógł jej skrzywdzić, choć już raz to zrobił, ale nie stabilnego, ponieważ ciężko było mówić o nich w tym kontekście. To nie było stabilne. To mogło skończyć się z dnia na dzień, mogli przestać wysyłać sobie wiadomości, przestać się umawiać, rzucać sobie byle jakie cześć, mijając się wśród tych samych warzyw, na których ich na siebie wzięło i z niczego nie musieliby się sobie tłumaczyć. To, wbrew pozorom, wcale nie było takie pewne, a gdyby się skończyło, to nie byliby sobie nic winni, bo między nimi nie było obietnic i oczekiwań. Był seks, który czasami przeplatał się z czułościami, flirtem albo miłą wycieczką gdzieś za miasteczko, ale nic więcej, bo za każdym razem, gdy robiło się niebezpiecznie poważnie, to Clive się dystansował, wściekał na Jodie za to, że chce psuć coś, co działało, choć ona niczego nie chciała psuć, a potem wracali do siebie, jakby nic się nie stało.
    Prawdę mówiąc, nic nie miała z tych pytań, ale niczego nie chciała mieć, bo nie robiła tego po to, aby zaspokajać swoją ciekawość i dowiedzieć się czegoś pikantnego o Clivie, czego nikomu więcej nie mówił. Musiał zrozumieć, że niektórych rzeczy nie robiło się po coś, tylko dla kogoś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jodie sądziła, że Clive’owi dobrze zrobiłaby szczera rozmowa, że chciał być zauważony, a skoro ona widziała, to wymyśliła sobie, że dobrze będzie, jeśli się do tego przyzna, bo wtedy Clive poczuje pewniejszy grunt pod nogami, poczuje się bezpiecznie, zobaczy, że Jodie widziała w nim coś więcej, niż zajebisty seks. Nie prosił jej o to, a ona nie zapytała, czy czegoś takiego by chciał, więc się rozminęli i… nie chciała do tego wracać. Nie chciała tego roztrząsać, bo było jej głupio, a to uczucie wstydu nasilało się w niej, gdy myślała o tym, że sama chyba też niekoniecznie chciałaby rozmawiać o swoim byłym, choć nie wściekałaby się na Clive’a, gdyby zapytał, bo przecież wiedziała, że czegoś się domyślał, chociaż nie zakładała, że o niej myślał. Po prostu pewne rzeczy działy się na jego oczach, tylko Jodie beztrosko machała na nie ręką i powtarzała jebać to, a potem się z nim pieprzyła i łatwo zapominała o tym co złe.
      Regularnie mieszał jej w głowie, pozwalając, żeby pogubiła się w tym, co o nim wiedziała, czego się o nim nauczyła, co pamiętała, a co się zmieniło. Nie pozostawało dla niej obojętne to, że najpierw się wściekał i trzaskał drzwiami, a po chwili przychodził, przepraszał i obsypywał ją pocałunkami, zaciągając się jej słodkim zapachem. Nie wiedziała, czy odezwaliby się do siebie po tym wszystkim tego samego dnia, gdyby sytuacja ich do tego nie zmusiła, gdyby nie ten fakt, że musieli wyjść razem na to przyjęcie i być na nim szaleńczo w sobie zakochani, ale nie pozwalała na to, żeby zbyt wiele o tym myśleć. Jakie to miało znaczenie, skoro się pogodzili i wszystko wracało na swoje miejsce. Jodie nie zamierzała zadawać niewygodnych pytań, przyjmując do informacji tyle, ile Clive zechciał jej powiedzieć. Starała się nie skupiać na tym, co się stało, a na tym, co dopiero miało nadejść, bo rzeczywiście traktowała ten wyjazd jako okazję do tego, żeby wyrwać się z Mariesville. Szansę na to, żeby na chwilę zapomnieć, ale pod warunkiem, że miała wyciszony telefon, w który nie zaglądała, wystroić się i pójść na imprezę, na której normalnie by nie wylądowała, pobawić się, zjeść coś dobrego, napić się alkoholu, którego zazwyczaj nie piła. Od początku miała dobre nastawienie i ono się nie zmieniło, choć robiło się coraz mniej beztrosko, ale wcześniej też się stresowała, do czego się nie przyznawała. Bo to było dla niej coś nowego, bo chciała dobrze wypaść jako jego dziewczyna, nie chciała zaliczyć jakiejś wpadki, na przykład myląc jeden z dwudziestu widelców i fakt, że Leah była jego byłą dziewczyną nie sprawił, że nagle zaczęła się denerwować, tylko bardziej.
      Teraz podchodziła do tego poważniej, choć wciąż nie rozumiała, dlaczego Clive to sobie robi. Nie uważała go za skończonego idiotę, bardziej przez jej głowę przeszła myśl pełna niewytłumaczalnego strachu, że Leah nie była mu obojętna i być może coś do niej czuł, chociaż nawet jeśli tak było, to co z tego, to nie jej sprawa. Jodie nie wiedziała, jak ma to wytłumaczyć, ale tak po przyjacielsku nie chciała, żeby Clive jeszcze bardziej cierpiał. Nie chciała, żeby robił to sobie w imię jakiegoś honoru albo męskiej dumy, bo to nie było warte tego, jak chujowo może się poczuć. Ale jej zdanie nie miało znaczenia.
      Jodie drgnęła, rozchylając usta, z których uciekło ciche westchnienie, gdy poczuła lekkie, prawie niewyczuwalne pieczenie, które świadczyło tym, że jej skóra wyjątkowo ubiera się w ślady po Clivie. Zazwyczaj tego nie robili, pilnowali się, żeby nic nie było widać, a jeśli już to jedynie w miejscach, które Jodie zasłaniała, ale dzisiaj mieli wyjątkową sytuację. No i może wypadało jakoś uczcić tę zgodę, do której doszli? Bo Jodie owszem, miała cały tydzień, żeby pytać, ale oni po pierwsze nie widzieli się w tym czasie, a po drugie dopóki nie zobaczyła jego reakcji na żarty o zaręczynach, nie zdawała sobie sprawy, że z tym wyjazdem jest aż taki problem, że to tutaj jest coś na rzeczy.

      Usuń
    2. Myślała, że wybrała najlepszy z momentów, bo kiedy byli sami, gdy akurat się do siebie nie dobierali i mieli czas, żeby wszystko sobie powiedzieć, ale Jodie nie była najlepsza w prowadzeniu relacji. Clive wiedział, że nigdy nie miała wielu znajomych. To on brylował, on z łatwością skradał uwagę, był charyzmatyczny, zabawny i większość ludzi go lubiła, a Jodie była niezłą laską, na którą faceci regularnie zwracali uwagę, ale tylko dlatego, że mieli ochotę ją przeruchać, a koleżanki często jej nie lubiły, bo miała większe cycki od nich, więc z tego wyjątkowego powodu częściej lądowała w centrum uwagi niż one, choć się o to nie prosiła. Gdyby była odważniejsza i wcześniej dotarłoby do niej, że na tych zajebistych cyckach mogłaby zrobić niezły biznes, a nie tylko rozsądnie świecić nimi w barze, żeby napaleni faceci zostawiali jej więcej napiwku, to może dzisiaj robiłaby karierę.
      — Słodki jesteś — wyznała Jodie, rozciągając usta w rozczulonym uśmiechu, ułatwiając mu dostęp do swojej szyi, od której odbijał się jego ciepły oddech, który ją łaskotał, wywołując dreszcze rozchodzące się po karku. Clive był słodki, gdy jej tak słodził, a ona rozkoszując się jego dotykiem, próbowała przykryć to, że nie wiedziała, jak ma reagować na jego słowa. To nie było coś nowego. Często słyszała, że jest śliczna, nawet on wiele razy jej to powiedział, jednak za każdym razem budziło w niej to te same emocje, ten sam znajomy ucisk w brzuchu i radość, jakby nic lepszego nie mogła usłyszeć. Jarało ją to, że się mu podobała. Jarało to, że uważał za śliczną i wpatrywał się w nią jak w obrazek, tak, jak tylko on potrafił.
      — I cholernie seksowny — dodała po chwili, wpatrując się w jego oczy, które odbijały się w lustrze i w których łatwo było się zgubić, co było cholernie niebezpieczne i lekko, niekontrolowanie poruszyła ramieniem, gdy poczuła na sobie jego zęby.
      — Kurwa, jak ty mnie podniecasz — wyszeptała zafascynowana, dzieląc się z nim informacją, która mogła być dla niego dość oczywista, od kiedy jego dłoń wylądowała między jej nogami, a palce drażniły ją na tyle, że przestąpiła z nogi na nogę, głośno wzdychając. Czuła, że im konsekwentniej ją masował, tym bardziej robiła się mokra.
      Nie była pewna, dlatego szybko pokręciła głową, przygryzając wargę, a kochanie, które padło z ust Clive’a, które tak kurewsko dobrze w nich brzmiało, coś jej robiło, ale jeszcze nie wiedziała co. Czuła tylko, że zadrżała, że jej oddech znacznie przyśpieszył, a tym uważnym spojrzeniem, które do tej pory wbijała w jego oczy, przesunęła niżej, tam, gdzie kończył się jej ręcznik, a dłoń Clive’a znikała. Uśmiechnęła się do niego, choć był to figlarny uśmiech, który podsycał ten zaczepny błysk, którym mieniły się jej oczy i który wyraźnie się powiększył, gdy jednym ruchem poluzowała swój ręcznik, a on swobodnie się rozplątał i wylądował na ziemi. Jodie odruchowo się wyprostowała i prowokacyjnie przesunęła dłońmi po swoich piersiach, które lekko ścisnęła. Jedną dłoń zsunęła niżej, przez brzuch i podbrzusze docierając do dłoni, która dzielnie pracowała między jej nogami, delikatnie ją nakrywając.
      — Chciałbyś mnie pieprzyć, skarbie? — zapytała ewidentnie zainteresowana chęciami i planami Clive’a, odwracając twarz w jego stronę. Uniosła rękę, układając drugą dłoń na jego policzku, który pogładziła, ale równocześnie zmusiła go tym gestem do tego, żeby się do niej przybliżył, przez co mogła złączyć ich usta w namiętnym pocałunku. Upragnionym, stęsknionym, takim, który miał przynieść czemuś upust.
      Kurwa, bardzo to na nią działało.
      Tak bardzo, że gdyby Jodie nie miała popierdolone w głowie, to by się nad tym zastanowiła, ale miała, więc jedyne, o czym potrafiła myśleć, to jak Clive zajebiście ją dotykał i że strasznie podobało się jej, gdy nazywał ją kochaniem.
      Ta próba świetnie im wychodziła.

      that your fake girlfriend is fucking crazy about you 💦🍑

      Usuń
  37. Clive uważał, że Jodie jest tą jedną osobą, której życie ciągle dopierdala, podczas gdy wszyscy dookoła niej beztrosko płyną sobie dalej? Może tak było, choć on popłynął, ale i tak wrócił, a życie i tak mu dopierdoliło. Jodie wyjątkowo nie czuła się przy nim jak gówno, chociaż tak ogółem, to dość często tak się czuła. On był jedną z niewielu, a właściwie to jedyną osobą, przy której potrafiła czuć się dobrze. Jedyną, przy której było fajnie i miło i naprawdę nie chciała tego zmieniać, bo zdarzało się mu mieć humorki, które przecież nie brały się znikąd, więc nawet one były w głowie Jodie usprawiedliwione. Wiele rzeczy potrafiła sobie sama usprawiedliwić, więc nawet nie musiał się jej tłumaczyć, nauczyła się tego dość szybko, bo nikt nigdy z niczego jej się nie tłumaczył, a związek z Wadem ją zahartował i sprawił, że praktycznie nie było takiego zachowania, którego by przy nim nie przerabiała. To w połączeniu z tym, że była pozbawiona wzorców, bo niby kto miałby ją tego nauczyć, sprawiało, że potrafiła dużo znieść. Dużo przełknąć i przemilczeć, jakby potrzebowała w swoim życiu tego co toksyczne. Niekiedy to były tylko pozory, bo była wrażliwa, co usiłowała ukryć, ale wydawało się jej, że i tak twarda z niej laska. Że nie dało się jej tak łatwo zranić, sprawić, żeby przejęła się byle czym, ale prawda była też taka, że Clive nie był byle czym. Oboje nie znali się od tych najgorszych stron, bo nigdy nie musieli ich sobie przedstawiać. Nie spędzali ze sobą każdego dnia, zdarzały się takie tygodnie, kiedy widywali się ze sobą tylko dlatego, że Jodie pracowała w jedynym barze w miasteczku, natomiast Clive lubił go odwiedzać, pić piwo i wyrywać laski. Jeśli się spotykali to na seks, więc ograniczali możliwość konfliktów, ryzyko, żeby zrobiło się między nimi źle. Jodie zazwyczaj niewiele gadała, jeśli już to sobie żartowała albo flirtowała z Clivem, zasypując go komplementami, którymi się wymieniali oraz zachwytem, którego jej nie oszczędzał. Potem wracali do rzeczywistości, nie pisali do siebie więcej niż to konieczne, dawali sobie od siebie odpocząć. Nie pozwalali się sobą przesycić, wręcz przeciwnie — pozwalali sobie na to, żeby się za sobą stęsknić. Unikali tego, co niewygodne i ryzykowne, tylko dzisiaj zdarzył się im mały wypadek, ale w miarę szybko nad nim zapanowali. Pewnie wyłącznie dlatego, że nie mogli zostać pokłóceni na cały weekend, bo mieli z nim związane poważne plany, a Jodie nie mogła wyjść, trzaskając drzwiami, wrócić do siebie i za karę nie odzywać się do Clive’a. Coś mu obiecała, a obietnic dotrzymywała. Skoro nie wystawiła go przez cały tydzień, to nie zrobiłaby mu tego kilka godzin przed przyjęciem, nawet gdyby grubo przesadził i nawet gdyby potem miała usunąć jego numer z kontaktów, a przynajmniej tak jej się wydawało, bo nie miała pojęcia do czego jest zdolny, ale śmiało zakładała, że nie był zdolny do rzeczy, które robił Wade, a które kiedyś były jej codziennością. Czymś, do czego była przyzwyczajona.
    Jodie nie miała pojęcia, jak wygląda normalna i zdrowa relacja. Taka, w której ludzie nie chcą się nawzajem pozabijać, choć z drugiej strony sobie nie odpuszczają. Może dlatego nie rozumiała, dlaczego Clive chce to sobie robić, po co dorabia swojej traumie kolejną traumę, chcąc oglądać, jak jego była patrzy się na faceta, z którym miała wziąć ślub. Jak się przy nim śmieje, jak go całuje, jak dotyka. Jodie wydawało się to wręcz jakieś nienormalne, tym bardziej, że zdążyła zauważyć, że to nie było mu obojętne, że oni nie rozeszli się w przyjacielskich stosunkach, że nie obiecali sobie, że po tym wszystkim będą przyjaciółmi. Czuła, że na rzeczy jest jakiś porządny syf. Jest coś paskudnego, do czego Clive się nie przyznawał, a jej głupio było pytać. Uznała, że może spróbować okazywać mu wsparcie bez gadania. Nie pytał jej o zdanie, nie chciał słuchać dobrych rad, robił to, co czuł, że musiał, a ona była przy nim i cokolwiek się wydarzy, przez cokolwiek będzie musiał przejść, ona przejdzie z nim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W nieprzewidywalnym wydaniu urządzał jej rollercoaster, a w tym słodkim dawał jej niezłą dawkę przyjemności, zaskakującej czułości, swojej uwagi, od której robiło się jej mokro. Był słodki i chciała mu to powiedzieć, dlatego to zrobiła, bo jeśli chodzi o taki rodzaj rozmów, to podczas nich z niczym się nie kryli. Swobodnie odsłaniali się przed sobą ze swoich potrzeb, pragnień i cichych fantazji, które z reguły mogli bezwstydnie ze sobą realizować, bo raczej nie należeli do ludzi, którzy byli wstydliwi i lubili się ograniczać. Robili to jedynie, podczas tego zostawiania śladów, których Clive zazwyczaj nie zostawiał na skórze Jodie, bo tak było bezpieczniej, jednak ona potrafiła brutalnie zdrapać jego plecy, ale sam był sobie winny.
      — Mhm… jaram — wymruczała rozmarzona, a dzisiaj bardzo podobało się jej to, że ośmielił się na to, żeby jednak zostawić coś po sobie na jej szyi i nie było ważne, że robił to ponieważ w ten sposób podkreślał ich udawany związek, znacząc jej skórę czymś, co przypadkiem mógł zobaczyć każdy, dopowiadając sobie, co było dalej. Z tymi śladami czuła się taka jego.
      — Kurwa, robię się przez ciebie strasznie mokra — poskarżyła się Jodie, z bezczelną premedytacją świecąc przed nim swoimi cyckami. Wiedziała, jak one na niego działały. Widziała, że prawie zapomniał, co miał robić, bo tak się w nie zapatrzył, choć to nie był pierwszy raz, gdy je widział. Tyle razy już je dotykał, całował, ściskał, a jednak za każdym razem robiły na nim takie samo wrażenie, co Jodie delikatnie wykorzystywała, komentując dumnym uśmiechem, który powiększył się, gdy przekleństwa były jedynymi sensownymi słowami, które opuszczały usta Clive’a, który nie krył tego, co z nim robiła. Czasami nie mogła aż w to uwierzyć. W to, że tak bardzo na niego działała, że tak niewiele wystarczyło, żeby jego oddech przyspieszał, wzrok przeszywał pożądaniem, a on się na nią nakręcał. Pożerał ją wręcz tym swoim spojrzeniem, od którego, kurwa, wariowała.
      Jej palce zatrzymały się na jego dłoni, nieznacznie owijając się wokół niej, gdy Clive postanowił skorzystać z tego, jak bardzo Jodie była mokra i wsunął w nią palce, wokół których natychmiast się zacisnęła, odruchowo przyciskając do niego swój tyłek, chcąc poczuć, jak z kolei on robił się przez nią twardy.
      Nie wiedziała, co się z nimi działo, że potrafiło im tak odpierdalać na swoim punkcie, gdy dosłownie przed chwilą jedno z nich musiało wyjść, bo nie byli w stanie na siebie patrzeć, ale nie wnikała w to. Absolutnie kręciło ją to, jaki Clive był od niej uzależniony. Jarało to, jak na niego działała, jak bardzo zachwycała, że było tyle rzeczy, które chciał jej zrobić. Namiętny pocałunek nieco stłumił jęk Jodie, a jej zęby zaczepnie zahaczyły o wargę Clive’a, gdy mocniej ją do siebie przycisnął, ściskając pierś. Gdzieś w tym wszystkim zachłannie wyszeptała jego imię, niespokojnie ruszając biodrami w rytm tego, jak poruszał w niej palcami, które im szybciej i mocniej to robiły, tym głośniejsze jęki wyrywały się Jodie. Jej klatka piersiowa też zaczęła poruszać się szybciej, serce biło mocno, a zabiło jeszcze mocniej, gdy dotarły do niej jego słowa. Trochę była otumaniona tym, co się działo, tym, że gdzieś między pocałunkami, pieścił jej rozgrzane wnętrze palcami, więc przez chwilę wydawało się jej, że się przesłyszała. Było jej rozpaczliwie dobrze, było zajebiścieCo ty pierdolisz? powinna mu odpowiedzieć, szybko stawiając granicę w bezpiecznym miejscu, zanim rozkręciło się im to na dobre, ale z jednej strony czuła, że jest za późno, a z drugiej w chuj chciała, żeby to się im jednak rozhulało. Jęknęła przeciągle, mieszając ten jęk z cichym śmiechem, choć jej nogi drgnęły, a kolana lekko się ugięły.

      Usuń
    2. — Chyba tak — szepnęła seksownie, przyciszonym tonem, wciąż nie mogąc pozbierać się po tej czułości, z którą odwzajemniał pocałunek i która w połączeniu z tymi przemyśleniami, mieszała jej w głowie. Właściwie to Jodie odbijało. Zapominała o istnieniu czegoś takiego jak konsekwencje. Pieprzyła te całe konsekwencje. — Chciałbyś się ze mną kochać? — poprawiła swoje poprzednie pytanie, o wiele bardziej dopasowując go do tego, że przecież mieli być przy sobie szaleńczo zakochaną w sobie parą, a głos miała cichy i lekko załamujący, jakby mówienie przez jego palce było wysiłkiem.
      — Cliveyyyy — westchnęła głośno, opuszkami palców przesuwając po jego policzku, za pomocą którego wciąż trzymała go blisko siebie. Na tyle blisko i mocno, że tym razem lekko przymusiła go do tego, żeby to ich czoła się ze sobą spotkały. Leniwie je o siebie oparła, przez cały czas utrzymując bezwzględny kontakt wzrokowy z Clivem. — Kochaj się ze mną, kochanie — wyszeptała zmysłowo, ocierając wargami o jego usta, które dodatkowo dotykała opuszkami palców. — Chcę cię poczuć w sobie — dodała błagalnie, czule muskając jego wargi, a drugą dłoń sprytnie przesunęła za siebie i wsunęła ją między ich ciała, przesuwając się przez odsłonięty brzuch Clive’a, na którym wyraźnie czuła pod palcami jego napięte mięśnie, prosto na jego krocze, które było teraz zakryte tymi, pewnie, cholernie drogimi, eleganckimi spodniami, ale przez ten lejący się materiał wyraźne dało się wyczuć, co z nim robiła, dlatego mocniej przycisnęła tam palce, zachęcająco go masując.

      you leave a mark somewhere deep inside 🥵💘

      Usuń
  38. Doceniała. Jodie uważała Clive’a za niesamowicie mądrego i wrażliwego faceta, który potrafił sformułować takie przemyślenia, do których ona nigdy by nie doszła, a te cycki i seks traktowała jako przykrywkę, jako ucieczkę od czegoś, co było niewygodne i nieprzyjemne, więc łatwiej było sięgnąć po to, co przynosiło choć trochę ulgi. Sęk w tym, że Jodie nie chciała współczucia Clive’a. Nie chciała, żeby się nad nią litował, użalał, miał tę swoją wielką słabość, bo było mu jej zwyczajnie szkoda; już wolała, żeby interesowały go w niej tylko te jej zajebiste cycki, niż żeby patrzył na nią i myślał, jak to jest mu jej szkoda.
    Miała wrażenie, że przez całe życie ktoś jej wiecznie czegoś współczuje, tylko to jebane współczucie nigdy do niczego nie prowadziło, nic nie zmieniało się przez to, że ktoś pomyślał, że jest biedna i ma przejebane. Clive też doskonale o tym wiedział, bo to nie była tajemnica, że u Jodie zawsze działo się raczej gorzej niż lepiej, że właściwie od początku było wiadomo, że niewiele będzie z tego życia miała, że jest jej ciężko i że ma przerąbane, ale co z tego, skoro zapomniał o tym, gdy tylko wydostał się z Mariesville i nie wracał do tego przez całe lata, tylko przypomniał sobie o tym, jak to było jej źle, bo zaczęli spędzać ze sobą więcej czasu. Jodie wiedziała, że to przejaw jakiejś troski, bo prawdopodobnie ta sama troska sprawiała, że ona myślała o nim więcej, że przejmowała się tym, co się u niego działo i nie pozostawała obojętna na jego humorki, ale nie dlatego, że on ją nimi ranił, a ona zamierzała się obrazić, tylko przez to, że się o niego martwiła. Było to jednak coś, co uparcie próbowała w sobie stłumić, mając świadomość, że takie uczucia i takie pragnienia wychodzą daleko poza ramy ich bezproblemowego układu. Clive nie krzywdził Jodie tym, że pozwalał jej bardziej się sobą interesować albo przez to, że pokazywał jej trochę więcej, ale tym, że gdy przychodziła chwila refleksji, to natychmiast to przed nią ukrywał.
    Wszystko w ich relacji kręciło się wokół seksu i tego trzymała się Jodie. Tego, że pewne rzeczy przychodziły im zupełnie naturalnie, gdy już ze sobą byli i wtedy pozwalali sobie na więcej, ale to były jednorazowe wysoki, a ich relacja cały czas była na tym samym poziomie. Clive pisał, gdy chciał się ruchać, Jodie też zdarzało się do niego napisać, nie wyganiał jej ze swojego mieszkania, gdy już tam wylądowali, ale ona też nie zawsze w nim zostawała, wiedząc, kiedy wrócić do siebie. Clive wiedział, że Jodie ma problemy ze swoim byłym, w które ona nie chciała go wciągać, więc się w to nie mieszał, ale też zupełnie nie udawał, że niczego nie widzi, bo przecież potrafił zapytać się czy wszystko okej albo prosic, żeby dała znać, gdyby czegoś potrzebowała. Raczej nie korzystała z tych możliwości, bo gdy nie było okej albo gdy czegoś potrzebowała, a najczęściej była to ucieczka od problemów, to pieprzyli się z Clivem. Generalnie seks z nim był chwilowym rozwiązaniem na wszystko, więc korzystała, skoro oboje tego chcieli.
    To prawda, że ta relacja skręcała bardziej w stronę Clive’a, to on ją zapoczątkował, ale Jodie wypierała fakt, że wszystko kręciło się wokół niego. Bywało tak, a bywało też zupełnie inaczej, gdy to ona była właściwie zasypywana przez niego najróżniejszą formą czułości i zachwytu. To Clive częściej lądował między nogami Jodie, niż ona na kolanach przed nim, a jej potrzeby nigdy nie zostały zepchnięte na dalszy plan, bo to, jak się ze sobą pieprzyli, to nigdy nie było suche, byle jakie ruchanie. A to, że Clive przychodził, gdy miał potrzebę, to jasne, ale Jodie godziła się na to wszystko, bo przecież też ją miała. To, że w trakcie im odwalało, więc chcieli dać z siebie wszystko, że wywalało im ambicję i Jodie chciała udowodnić Clive’owi, dlaczego to do niej powinien częściej przychodzić, zamiast upychać się jakimiś głupimi pizdami na mieście, a Clive dosadnie pokazywał jej, że z nikim nie będzie jej tak zajebiście, to nie było coś złego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłoby się więc wiele rzeczy, które mogliby tej swojej relacji zarzucić, to nie był układ całkiem idealny, ale bezproblemowy i przyjemnie prosty, bo wszystko to, co zaczynało się robić skomplikowane, to w sobie tłumili i ignorowali. Jeśli Clive chciał po kumpelsku pogadać z Jodie, dowiedzieć się, czy coś jej nie pasuje, czy uważała, że wszystko kręci się wokół niego albo jeśli chciał jej powiedzieć, że musi przystopować i nie prosić o więcej, niż to, co przed nią sam odkrywał, to droga wolna. Mogli gadać, znając ją, nie robiłaby z tego problemów, tylko sama nie wiedziała, na ile szczera potrafiłaby w tym być i czy takie rozmowy nie sprawią, że ten układ stanie się poważniejszy. Że będą chcieli gadać ze sobą częściej i poważniej, a to już wiązało się z ryzykiem, bo Clive nie chciał gadać o sobie. Nie chciał wprowadzać Jodie na teren, którego bardzo mocno pilnował, więc gdy ona próbowała tam wejść, to dostawała opierdol. Nie kazał jej wypierdalać, ale dał jasno do zrozumienia, że jeśli nie przestanie, to będzie do tego zmuszony.
      Jodie nie naciskała, żeby Clive rozpakował się, zaproponowała mu to, bo oprócz tego, że nie wiedziała, dlaczego tego nie robi, to widziała, że stał z tym swoim bagażem, szukał sobie i jemu miejsca i zachowywał się tak, jakby nie wiedział, co ma z tym zrobić. Jakby mu to z jednej strony cholernie ciążyło, dlatego chciała pomóc mu się rozpakować, wesprzeć, żeby nie było mu ciężko, a z drugiej strony pilnował tego, jak największego skarbu, który równocześnie był najcięższą kulą u jego nogi. Jodie zrozumiała, że ma się wycofać i tak też zrobiła, jednak miejsce na bagaż Clive’a wciąż tutaj był. Co z tym zrobi, to jego decyzja, może kiedyś poczuje się wystarczająco bezpiecznie.
      Wiedziała, gdzie jest granica i to nie tak, że chciała ją uparcie zmieniać, ale myślała, że ich relacja naturalnie poszła w tę stronę, że granice zrobiły się trochę bardziej elastyczne, że gadają ze sobą trochę więcej, ufają sobie trochę bardziej, że skoro Clive wciągnął ją w tę podróż i chciał akurat z nią pokazywać się przed swoimi znajomymi, z nią udawać, że łączy ich coś więcej, to też mogą więcej. Ale bez względu na to, Jodie zawsze była kumpelą od fajnego seksu, nawet wtedy, gdy zostawała na noc i nawet wtedy, gdy wydawało się im, że mogłoby być inaczej. A jeśli akurat nie chciała pieprzyć się z Clivem i brało ją na jakieś bzdurne rozmowy, to po prostu mogła mu odmówić i się z nim nie spotykać. Tak to działało.
      Czy Clive chciał coś więcej zmieniać w ich relacji? Poza tymi małymi wpadkami, zwyczajnymi potknięciami, które zdarzają się najlepszym, mieli naprawdę całkiem ogarniętą relację, w której nie wchodzili na tereny, po których nie potrafili się poruszać. Jodie nie widziała w tym nic złego, ale ona też bała się ten układ niszczyć. Bała się robić coś, co wyjdzie poza schemat, bo nie chciała, żeby się to na nich odbiło, ponieważ lubiła Clive’a, lubiła spotkania z nim, przyzwyczaiła się do nich, do tego, że był obecny w jej życiu, które przy nim chociaż na te pół godziny stawało się prostsze, a ten dzisiejszy niewypał związany z rozmową tylko ją w tym wszystkim utwierdził. Po co grzebać w czymś, co działało, układało się, szło jakimś swoim pojebanym torem, ale szło i Jodie nie chciała się nad tym zastanawiać. Nie chciała myśleć, czy ich relacja była zdrowa i fajna, czy mogłaby ulegać Clive’owi trochę mniej, czy lubiła upychać się jego zachwytem i uwagą, czy może chodziło o coś więcej, o czym absolutnie nie pozwalała sobie myśleć, bo Clive miał być jej kumplem od seksu i nim był. Prosto. Jak, kurwa, najprościej.
      Nie wnikała w to, czy obecne starania Clive wynikały z tego, że próbował wynagrodzić jej to, jakim przed chwilą był dupkiem, na co zupełnie nie zasłużyła, czy to była osobliwa forma jego przeprosin, choć nie uważała, że musiał ją przepraszać, czy coś jeszcze innego, ale on znał jej słabości, znał czułe punkty, wiedział, w co uderzać, żeby zadziałało, a ona z tego korzystała, bo dostawała wtedy więcej, niż powinna. Więcej niż to, na co niemo się umawiali.

      Usuń
    2. Działała na nią ta jego ręka między jej nogami, która zdążyła pobudzić ją już jakiś czas temu, a teraz jedynie bezczelnie nakręcała, robiąc coraz większą ochotę. Stawała się przy tym jeszcze bardziej mokra, co mógł czuć na swoich palcach i jeszcze bardziej wrażliwa, co było wyraźne w tym, jak próbowała zacisnąć nogi, jak jedna z jej dłoni ostrzegająco owijała się wokół jego pracującej nadgarstka.
      — Muszę — wyrzuciła z siebie na urywanym oddechu i przymknęła oczy, masując go przez spodnie tym mocniej i dokładniej, im on szybciej poruszał w niej palcami. — Bo uwielbiam, gdy to od ciebie słyszę — zauważyła uprzejmie, zdradziła się z rozmarzonym uśmiechem na twarz, bo chociaż wiele pokazywało jej, jak wielką ochotę Clive na nią miał, zgrywając przy tym zakochanego, to jednak strasznie podniecało ją, gdy o tym dodatkowo mówił. O tym wszystkim, co chciał z nią zrobić. O tym, jak wyjątkowo chciał się z nią dzisiaj kochać, choć to był taki niebezpieczny grunt, tak delikatny i wrażliwy, że jedyne, co mogli sobie na nim zrobić, poza tym, że doprowadzić do szaleństwa, to już totalnie namieszać sobie w głowie.
      Odetchnęła głośno, gdy po palcach Clive’a została pustka i mokre ślady na jej skórze, ale nie narzekała, nawet nie dałaby rady, bo ich usta już po chwili do siebie dopadły, ścierając się w pocałunkach, które łączyły ze sobą czułość i namiętność, które były zachłanne i niecierpliwe, jakby przez tydzień zdążyli się za sobą stęsknić, a teraz pragnęli siebie tak bardzo, że nie mogli doczekać się, aż się poczują. Jodie odwróciła się do Clive’a, zarzuciła ręce na jego kark, przyciągając go bliżej siebie, a potem, gdy bez problemu porwał ją w swoje ramiona i oderwał od podłogi, dłońmi złapała za jego policzki, trzymając go za nie tuż przy sobie, żeby przypadkiem nie oderwali się od siebie nawet na milimetr. Całowała go czulej niż kiedykolwiek, owijając nogi wokół jego bioder, przyciskając do niego swoje krocze, nieznacznie się ocierając i pilnując, żeby cały czas był twardy. Opuszkami palców muskała jego skórę, delikatnie łaskotała włosami i praktycznie nie mogła się nim nasycić, była tak pochłonięta Clivem, że nie przeszkadzała jej ściana, która stanęła im na drodze, nic jej nie przeszkadzało, zapomniała o całym świecie.
      — Ależ tu romantycznie — skomentowała z figlarnym uśmiechem, gdy już musieli się od siebie oderwać, bo Jodie wylądowała na wielkim, miękkim łóżku, po którym rozsypały się jej włosy, a Clive musiał jeszcze coś znaleźć. Półmrok był nastrojowy, brakowało im tylko świeczek, ale najważniejsze i tak było to, że mogli się dobrze widzieć. W innym wypadku musiałaby protestować, bo to co widziała, nakręcało ją równie mocno, co przeżycia, dlatego nie chciałaby sobie tego odmawiać. Uwielbiała patrzeć w oczy Clive’a, uwielbiała obserwować przyjemność na jego twarzy, ten słodki wysiłek, który odznaczał się w pracujących mięśniach, po prostu uwielbiała na niego patrzeć i robiła to nawet wtedy, gdy szukał gumek. Wsparła się na łokciach, podążając za nim podnieconym, pełnym emocji spojrzeniem, oddychając przy tym ciężko, już nie mogąc się doczekać, aż do niej wróci.
      — To już trochę mniej romantyczne, kochanie — zauważyła żartobliwie, machając nową paczką prezerwatyw, za rozpakowanie której wzięła się, gdy tylko dostała ją do rąk. Nie dziwiło jej to, że Clive ją przy sobie miał, bo dbał o takie rzeczy, zawsze był przygotowany, a chociaż ten wyjazd nie odbywał się po to, żeby mogli się ze sobą ruchać, to jednak oboje brali pod uwagę to, że do tego dojdzie. Znali się. Jodie byłaby bardziej zdziwiona, gdyby prezerwatyw nie było.

      Usuń
    3. — Na chuj. Chyba tylko po to, żebym mogła cię obmacać przy rozbieraniu — stwierdziła, przenosząc wzrok na Clive’a, którego bezwstydnie nim zmierzyła, wyciągając zapakowaną prezerwatywę, której opakowanie lekko rozerwała i odłożyła na chwilę na bok, żeby zająć się spodniami Clive’a, bo już nie mogła tego znieść. Była taka napalona, tak skutecznie rozgrzał ją w łazience tymi palcami, że teraz musiała poczuć go w sobie jak najszybciej, traciła więc swoją cierpliwość. — Ja pierdolę, ale ja mam na ciebie ochotę — skomentowała, nie kryjąc się z tym, jak na nią działał, zresztą, jej rozbiegane dłonie, które uporały się z guzikiem i zamkiem w jego spodniach, a już zaraz zapuszczały się dalej, znowu go w ten sposób pobudzając, jedynie podkreślały to, jak strasznie go pragnęła. Przysunęła się do niego, najpierw składając jeden pocałunek na jego szyi, a następnie kolejny, obsypując ją nimi czule, ale też zaczepnie zahaczając o wrażliwą skórę zębami. Mruczała przy tym cicho, wsuwając palce w bokserki Clive’a. Dotykała go z fascynacją, obejmując palcami i wolno poruszając przy tym dłonią, wsłuchując się w jego przyspieszony oddech, ustami wciąż zawzięcie pieszcząc jego szyję, na której zostawiała mokre ślady, aż wreszcie i tych bokserek się pozbyli. Jodie znowu złapała za prezerwatywę, ale tym razem wyjęła ją z opakowania i zadzierając głowę wyżej, dosięgając spojrzeniem do jego oczu, pocałowała go mocno, dość standardowo zakładając mu prezerwatywę, co przy okazji wykorzystała jako szansę do tego, aby bezczelnie go obmacać.

      honey, I would be happy to keep it, if you let me 💗

      Usuń
  39. Clive musiał uwierzyć, że Jodie też chciała dla siebie czegoś lepszego, bo to tkwienie w Mariesville nie było planem, który kiedyś miała. Praca w barze, do której z premedytacją zakładała obcisłe topy z dekoltem, żeby napaleni faceci mogli się w niego gapić i zapominać o całym świecie, choć to były tylko cycki, to nie był szczyt jej marzeń. Związek z Wadem, których takich topów nie pozwalał jej nosić, opierdalając ją za nie z góry na dół, wyzywając od dziwek i innych puszczalskich szmat, i do którego dzisiaj nie czuła nic oprócz ogromnej nienawiści, agresji i strachu, to nie był szczyt jej możliwości, ale tak się złożyło, że to właśnie było jej życie. Zapierdalanie na dwa etaty i pojebany były, który nawet po ich rozstaniu próbował kierować jej życiem, dyktując z kim mogła się pieprzyć, a psów w tej kategorii nie było.
    To nie było życie, którego Jodie chciała. Nie tak miało ono wyglądać, nie na to się nastawiała, gdy myślała o tym, co będzie, gdy dorośnie. Jakaś jej część przywykła do życia w Mariesville, przyzwyczaiła się do tego, że każdy dzień wyglądał tak samo, że na koniec każdego z nich czuła się tak samo zmęczona i wykończona, ale nie miała czasu, żeby się nad sobą użalać, bo gdy nie spotykała się z Clivem, to z baru wracała prosto do siebie, czasami coś sobie podgrzewała i jadła, czasami nie miała nawet na to siły, więc zasypiała przed telewizorem, oglądając w nim byle co, byle tylko nie było cicho i ponuro, bo cisza działała na nią dołująco, a rano wstawała, żeby ogarnąć się do pracy w kawiarni. Gdy kończyła zmianę w kawiarni, szła do baru, w weekendy można było zarobić ekstra, powyciągać porządne napiwki, choć najlepiej i tak było w wakacje albo inne wolne dni, gdy ludzi nachodziło na wycieczki do jabłkowych krain, w których zachwycali się spokojem i beztroską. Jej życie kręciło się między swoim mieszkaniem, dwoma pracami i od jakiegoś czasu mieszkaniem Clive’a, do którego łatwiej odnajdowała drogę niż do siebie, bo czuła się u niego bezpieczniej niż we własnym mieszkaniu, choć przecież gdyby Wade się postarał, to nie miałby ciężko z tym, żeby ją odnaleźć. Prawdę mówiąc, chwilowo to Wade był jej największą motywacją, żeby zniknąć z Mariesville. Jodie bardzo chciała stąd wyjechać, bo ta druga część, która nie pogodziła się z tym, że tutaj została, mocno się w niej buntowała, ale nie mogła tego zrobić, będąc praktycznie bez kasy. Potrzebowała jej, żeby się stąd wyprowadzić. Potrzebowała czegokolwiek, co będzie miała na start, żeby gdzieś zacząć od początku. Czegoś, co pozwoli jej przetrwać, zanim znajdzie nową pracę albo dwie nowe prace, które pewnie niczym nie będą różnić się od tego, co robiła dzisiaj, ale najważniejsze, że będzie daleko stąd, że się uwolni. W przeciwieństwie do Clive’a nic jej tutaj nie trzymało; on miał matkę, o którą chciał się zatroszczyć i poczucie obowiązku, Jodie mogłaby spakować się dnia na dzień i zniknąć, nikt by jej nawet nie szukał. Ale nie chciała wylądować na ulicy. Może można powiedzieć, że zrezygnowała, że się poddała i totalnie wypaliła, bo jej zapał zdecydowanie gasł z dnia na dzień, a ten brak kasy był jedynie wymówką, którą się tłumaczyła, ale naprawdę jeszcze liczyła na to, że to się zmieni. Że się odważy, że podejmie to ryzyko, którego się bała, bo znane bagno jest lepsze od nowego bagna, ponieważ wyjazd stąd nie musiał oznaczać cudów, o czym Clive doskonale wiedział, bo boleśnie się o tym przekonał. Zawsze mogło być gorzej i Jodie tak bardzo się tego trzymała, że uciekała przed spojrzeniem na swoją rzeczywistość w sposób uczciwy i realistyczny. Unikała tego.
    Tak samo jak unikała konfrontacji z własnymi problemami, co Clive też dobrze znał. Rozumieli się bardziej, niż mogłoby się im wydawać, może nawet łączyło ich więcej podobieństw, niż przypuszczali, ale pilnowali pewnych sfer, nie dopuszczali się do nich i to potem właśnie tak wyglądało, że musieli poruszać się przy sobie trochę na oślep.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnica między nimi była taka, że Clive się wściekał, gdy Jodie to robiła i nie trafiała, gdy coś źle interpretowała albo naiwnie pomyślała sobie, że wolno jej więcej, choć to więcej zaczynało się i kończyło się na tym, co on uznawał za odpowiednie, z kolei Clive niczego nie próbował zmieniać, pilnując się, choć gdyby to zrobił, to Jodie nie kazałaby mu spierdalać, tylko co najwyżej powiedziałaby, że nie chce o tym rozmawiać, bo mają lepsze rzeczy do roboty.
      Z każdym z nich było coś nie tak i to nie były rzeczy, które dało zmienić się przyjacielskimi rozmowami, seksem albo nawet miłością, choć Jodie chyba chwilowo nawet w nią nie wierzyła przez to, jak przetyrał ją związek z Wadem. Wydawało się jej, że wolała być sama, choć potem w jej życiu pojawiał się taki Clive, który potrafił być czuły i dobry, był wrażliwy i się nią zachwycał, poświęcając jej swoją uwagę, mieszał jej w głowie i sprawiał, że przy nim odzyskiwała trochę nadziei, że łapała się na tym, że myślała, że w sumie to wcale nie chciała być sama, że chciała, żeby ktoś się nią wreszcie zaopiekował, że miała dość samotności.
      Doskonale wiedziała, jak wygląda życie w Mariesville, gdy chce się z niego uciec i nie chciała tego dla Clive’a. Było go stać na dużo więcej. Musiał coś z tym zrobić, zanim to życie tutaj go pochłonie na tyle, że każdego dnia jedyne co będzie czuł to frustrację i poczucie, że było już za późno. Ale Jodie nie była ani terapeutką, ani kimś, kto mógł wtrącać się w to, jak bardzo Clive chciał, żeby pochłaniało go to bagno, w którym wylądował. To nie było miejsce dla niego, choć gdyby nie ono, to najprawdopodobniej już nigdy więcej by się nie spotkali, bo on żyłby sobie tym zajebiście poukładanym, cudownym, lepszym życiem gdzieś daleko stąd, w pięknej Savannah, mając wyjebane w całe to Mariesville, a ona tkwiłaby tu dalej i jej życie wyglądałoby dokładnie tak samo, tylko byłoby pozbawione tego jedynego całkiem bezpiecznego elementu, którym był Clive. Kurwa, jeszcze wychodziło na to, że jej się poszczęściło na jego nieszczęściu, że skorzystała na tym, bo wrócił i znowu mogli bawić się w przyjaciół.
      Jodie nie wątpiła w to, że Clive da sobie radę, nie brała pod uwagę innej opcji, ale nie uważała też, że musiał uparcie być w tym sam. Chciał, miał powody, miał zbyt wielkie męskie ego, które nie pozwalało mu pokazywać słabości, szczególnie przed laską, którą chciał pieprzyć i przed którą popisywał się swoją klatą, jego sprawa, ale miał wybór. Jodie wydawało się, że ona tego wyboru raczej nigdy nie miała, że ogarnianie syfu samemu było w jej przypadku czymś, z czym nie mogła dyskutować, choć chętnie by to zrobiła, bo nie potrzebowała na siłę utrudniać sobie funkcjonowania. Ale nie miała nikogo, przez chwilę miała Wade’a, ale on zamiast jej pomóc w ogarnianiu syfu, narobił jej go jeszcze więcej, skrzywdził ją okrutnie i nawet teraz nie chciał zejść z jej drogi, żeby mogła zostać sobie w tym sama. Nie z przekonania, że tak było lepiej, nawet nie z jakiegoś upartego poczucia, że musi być samodzielna i sama sobie radzić, tylko z braku innych opcji. Clive byłby opcją do wygadania, przypuszczała, że nie kazałby się jej zamknąć, gdyby zaczęła gadać, ale to byłoby wciąganie go w coś, w czym nie chciał uczestniczyć i… rozumiała jego wstyd bardziej, niż mogłoby mu się wydawać.
      Miał prawo się jej skarżyć i miał prawo czuć się cholernie zmęczony, wykończony, wkurwiony na to wszystko, co się w jego życiu wydarzyło, ale to było prawo, z którego również nie musiał korzystać. Dla niej ten weekend w Savannah na pewno był znacznie wygodniejszy niż dla Clive’a. Dla niej to była realna ucieczka od problemów, im dalej Mariesville była, tym lepiej się czuła, a ta zaciskająca się pętla zdawała się być jakaś taka luźniejsza, jednak dla niego to był sam środek problemów. Jodie mogła dobrze się bawić, z takim nastawieniem tutaj przyjechała, ale prawdę mówiąc, nie wiedziała, jak niby ma się dobrze bawić, skoro dla Clive’a to było zderzenie z traumami i problemami.

      Usuń
    2. Istniała jednak rzecz, która niewątpliwie działała nawet w takich podbramkowych sytuacjach — seks. Konkretny, porządny, dobry seks, który przykryje się to, co niewygodne i dręczące, który przynajmniej na chwilę zastąpi sobą inne myśli kotłujące się w głowie, który pomoże im się rozluźnić. Jodie nie traktowała tego jako przeprosin, choć Clive naprawdę dawał z siebie wszystko i starał się, żeby między jej nogami było mokro, ale ona też dbała o to, żeby pozostał twardy i gotowy, jak zwykle odkrywając przy tym, że ogromną satysfakcję sprawiało jej obserwowanie tego, jak jego ciało na nią reagowało. Lubiła go sobie porządnie obmacać, a czasami nawet nieznośnie te obmacywanki przedłużyć, żeby zapragnął jej bardziej, żeby mocniej odbiło mu na jej punkcie, żeby nie mógł doczekać się, aż poczuje ją wokół siebie.
      Była zafascynowana Clivem i pochłonięta tym, w jaki sposób jej dłoń go dotykała, a naprawdę się do tego przykładała, choć to nie trwało długo, bo sama też się niecierpliwiła, czując ogromne pragnienie, by go w sobie poczuć. O nieromantyczną wpadkę martwić się nie musieli, bo do tego tematu podchodzili z niezwykłą odpowiedzialnością, która właściwie na tym się kończyła. Całej reszcie pozwalali się pochłonąć, a w czułych pocałunkach, którymi Clive zasypywał usta Jodie, wciągając ją w nie i wyciągając z niej tyle samo czułości co namiętności, łatwo było się zgubić.
      Jodie westchnęła głośno, odchylając głowę, gdy poczuła jego usta na swojej szyi, które zostawiały po sobie przyjemne, lekko łaskoczące ślady na delikatnej skórze i rozbijały resztki rozsądku. Oszołomiona spojrzała na ich splecione palce, trochę mocniej zaciskając je na dłoni Clive’a, gdy rozsunęła ugięte nogi, robiąc mu między nimi odpowiednie miejsce, a kiedy tylko poczuła na sobie przyjemny ciężar jego ciała, z jej ust wyrwało się kolejne westchnienie.
      — Wiesz… — zaczęła szeptem, gdy miękki materac pod nimi wyraźnie się ugiął, pozwalając zatopić się im w chłodnej pościeli. — O to chodzi, Clivey — stwierdziła bezczelnie, dumnie, ale nieznacznie unosząc kąciki ust, gdy wspomniał coś o tym, jak go jara. Tak miało być. Miał na jej punkcie szaleć, miał się nią jarać, miał przy niej zapominać o całym świecie, miało im wspólnie przez siebie totalnie odbijać.
      Jodie obserwowała Clive’a spod przymrużonych powiek z ekscytacją, która rozbijała się w jej błyszczących oczach i rozchyliła usta, oddychając ciężej, wsuwając palce w jego włosy, gdy jego język zaczął zostawiać wilgotny ślad między jej piersiami, na tej rozgrzanej skórze, a on patrząc jej przy tym wszystkim w oczy, płynnym ruchem znalazł się w niej. Jęknęła, owijając się wokół niego mocno, czując w sobie całą jego długość, to, jak ich biodra zdecydowanie się ze sobą złączyły. Ścisnęła jego dłoń, delikatnie odrywając głowę od łóżka, by złożyć na jego ustach czuły pocałunek.
      — Tak — wyszeptała w jego wargi i jeszcze kilka razy się powtórzyła, z aprobatą wyrzucając z siebie pełne zadowolenia tak. Lekko objęła Clive’a nogami, gdy ich biodra zaczęły od powolnego i dokładnego rytmu, takiego, który pozwalał Jodie poczuć jego każdy, nawet najmniejszy i najdelikatniejszy ruch.
      — Czujesz jaka jestem dla ciebie mokra? — zapytała retorycznie, delikatnie kręcąc przy tym biodrami, żeby poczuł to na sobie wyraźnie, jeśli jeszcze nie zdążył, choć to raczej było niemożliwe. — Jaka gorąca… jaka ciasna… — wymieniała dalej, nie powstrzymując jęków, za każdym razem muskając jego wargi, ale krótko, nie pozwalając wciągnąć się w dłuższe pocałunki. Dłoń przesunęła na jego kark, w który wbiła paznokcie i konsekwentnie zsuwała je niżej, uparcie wbijając zaczepne spojrzenie w jego oczy.
      — Cała twoja, kochanie — podsumowała, figlarnie trącając nosem o czubek jego nosa, mimowolnie się przy tym uśmiechając, jakby czerpała nieprawdopodobną zabawę z tego udawania pary, którym przecież to było. Udawaniem.

      and so much more? but also only tonight? 🥵🧯

      Usuń
  40. A czy ktoś zabraniał Jodie zrobić coś ze swoim życiem? No też nie, więc jeśli Clive chciał być tak uparcie brutalny wobec siebie, to wobec niej także powinien, bo przecież nikt nie kazał Jodie siedzieć w Mariesville, użalać się nad sobą, nad tym, że musi zapierdalać na dwa etaty, a i tak gówno z tego ma, albo że jak skończona idiotka pokusiła się na popierdolonego Wade’a, który od samego początku miał tyle red flagów, że mógłby chodzić i świecić na czerwono, za co powinno być jej wstyd. Clive mógł coś zrobić ze swoim życiem, miał możliwości, a gdyby potrzebował pomocy albo wsparcia rodziców, to na pewno by je od nich dostał, gdyby wystarczająco mocno chciał, to już dawno kręciłby się w radiowozie po ulicach większego miasta, w którym dopiero miałby z kogo wybierać, z kim spędzi najbliższą noc, a może nawet trafiłoby go tam coś więcej, jakaś strzała amora, której nie szukał i na którą nie czekał albo coś podobnego. Jodie z kolei nie miała nic do stracenia, a ten sentyment, który niepotrzebnie ją ogarniał za każdym razem, gdy myślała o Mariesville, to coś, co wreszcie by zniknęło, gdyby tylko stąd wyjechała. Wystarczyło się odważyć, ale sęk w tym, że nie potrafiła. Brakowało jej chęci i determinacji, żeby nie poddać się na pierwszym, lepszym potknięciu, które jeszcze bardziej skopałoby jej poczucie wartości. Jodie absolutnie w siebie nie wierzyła, ale za to dość poważnie wierzyła w Clive’a.
    Nie widziała sensu, żeby wychodzić z tego bagna, bo po pierwsze wątpiła, że to może się jej udać, a po drugie bała się jeszcze większego bagna, ale Clive… Clive przekonał się, że może być lepiej. Na własnej skórze doświadczył, jak dobrze może smakować ucieczka z Mariesville, na którym świat się nie kończył. Tak samo jak miłość i zaufanie nie kończyło się na Leah. Był na tym szczycie, na który Jodie nigdy nie dotarła, bo w drodze na niego tyle razy dostała po tyłku, ciągle się potykała, wciąż coś uparcie ciągnęło ją w dół, zmuszając do tego, żeby nauczyła się upychać czymkolwiek, co było choć trochę lepsze od tego, jak żałośnie wyglądało jej życie, że się poddała. Upadek z tego szczytu musiał być cholernie bolesny, dlatego nic dziwnego, że kiedy Clive’owi stabilny grunt usunął się spod nóg, a on nagle, tak całkiem niepodobnie do tego, czego nauczyło go życie, zaczął lecieć w dół, to zaczął panikować i nie ogarniać. Miał prawo, bo to było okrutne. Jeśli Jodie jego zdaniem miała bardziej przejebane, bo jej problemy ciągnęły się za nią od zawsze, choć to nie był konkurs, to jej zdaniem jego mogło bardziej boleć to, co się z nim stało, ponieważ nie był na to przygotowany, nie był przyzwyczajony, wzięło go z zaskoczenia, podczas gdy Jodie nauczyła się nie liczyć na zbyt wiele.
    I niby co z tego, że dynamika ich relacji kręciła się wokół Clive’a i jego problemów? Jodie nie miała z tym problemu, jej to pasowało, bo najwyraźniej jego zamiłowanie do bycia w centrum uwagi idealnie uzupełniało się z tym, jak bardzo ona tego nienawidziła. Nie chciała być w centrum, nie chciała, żeby wokół niej cokolwiek się kręciło, skupiało na niej, zwracało uwagę na to, jaka jest biedna i że jest mu jej szkoda. Za nią zawsze ciągnęło się to, z jakiego domu pochodziła, że ojciec olał ją dawno temu, a krótko po nim zrobiła to matka, której obrzydliwi, coraz to nowsi partnerzy chętniej poświęciliby Jodie czas, niż robiła to ona i naprawdę nie chciała, żeby Clive wciąż to w niej widział, czując się winny temu, że sam ma uczucia, że sam się pogubił, że coś go przerasta, boli i nie daje spokoju. Miał przejebane i im prędzej spojrzy prawdzie w oczy, zamiast umniejszać albo bagatelizować swoje krzywdy, tym będzie lepiej. Niech pozwoli sobie na to, żeby przeżywać to, co się stało, bo, kurwa, to nie było nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że zdradziła go dziewczyna, z którą planował spędzić resztę życia, że jego przyjaciele okazali się chujami, że na jego oczach zginął człowiek, który nie był mu obojętny, to wszystko nie było niczym. Uparte duszenie w sobie tych emocji, niczego nie zmieni. Nie sprawi, że nagle mu się poukłada.
      Jodie może jednak była naiwna, ponieważ tak stanowczo nie zakładała, że przy Clivie nie znajdzie tego, czego nieświadomie szukała, tego, czego pragnęła od dawna, ale też nie robiła nic, żeby to się stało. Nie angażowała się w ich relację w ten sposób. Nie patrzyła na Clive’a jak na faceta, z którym mogłaby sobie ułożyć życie, ale nie dlatego, że nie widziała w nim potencjału, a właśnie przez to, że w jej oczach był on tak wielki, że na niego nie zasługiwała. Jeszcze bardziej ciągnęłaby go w dół. Byłaby jego wielką kulą u nogi, jego problemem, który nie chce się odczepić.
      Przede wszystkim Jodie nie była głupia i wiedziała, że byli ludźmi, których drogi nie będą się łączyć, więc to nie była kwestia wiary w to, co Clive mógł jej dać, a raczej pewność, że on dostałby od niej niewiele. Nie była materiałem na dziewczynę, nie dla niego, więc ta świadomość, która była w niej zakorzeniona, od kiedy tylko zaczęli się ze sobą przyjaźnić, pozwalała Jodie lekko ryzykować, inicjując rozmowy, ale nie pozwalała drążyć i dociekać, wywołując w niej strach o to, że przez jeden, fałszywy ruch mogłaby go stracić. Jodie też absolutnie nie była gotowa, żeby tracić Clive’a, nawet jeśli ich relacja miała być tylko seksem, tylko półgodzinną chwilą obezwładniającej przyjemności i niczym więcej, bo stał się dla niej pewną stałą, której się trzymała. Potrzebowała go, choć nie mówiła tego na głos.
      A jeśli już śmiało zdradzała się z tej potrzeby, to jedynie podczas seksu albo chwilę przed nim, żeby go odpowiednio na siebie nakręcić. Wtedy nie miała oporów, żeby powtarzać mu, jak bardzo go pragnie, potrzebuje i chce, co było prawdą, ale to wszystko sprowadzało się do bliskości, do tej absolutnej fizyczności, którą ze sobą dzielili. Wtedy mogli pozwolić sobie na to, żeby trochę popłynąć. Poddać się fantazjom i pragnieniom, obnażyć się z nich tak, jakby rzeczywiście szukali przy sobie czegoś więcej, a nie tylko seksu, ale zwykle po wszystkim wszystko wracało do normy. Czasami spędzali ze sobą resztę nocy, wyjątkowo pozostając w swoich objęciach, a potem nie gadali ze sobą przez tydzień albo dwa, bo nie było kiedy i znowu zgadywali się na seks. Za każdym razem, gdy przekraczali granice, co trochę ich oszałamiało, próbowali stawiać je sobie od nowa i może takie dni jak dzisiaj, gdy Jodie dostawała opierdol za to, że uważała te granice za coś elastycznego, to były dni, których potrzebowali, żeby nie stracić orientacji w tym, co ich łączyło.
      Czułość ze strony Clive’a to było coś, co Jodie zdążyła poznać, a jednak teraz miała wrażenie, że poznaje ją z jeszcze innej strony. Bardziej wyjątkowej, czulszej, która była pozbawiona tego nacisku, że wszystko, co ze sobą robią, to niekończąca się zabawa. Zaskoczył ją tym, jaki wobec niej był, że tak bardzo do serca zabrał sobie udawanie jej chłopaka, że każdy jego gest, którym zasypywał Jodie, każdy pocałunek, który składał na jej spragnionych wargach, każde słowo, które wypowiadał tym swoim seksownym, zduszonym głosem, którego mogłaby słuchać bez końca, patrząc na nią przy tym z zachwytem, z tym znajomym błyskiem pożądania w oku, był przepełniony pasją, na którą z zaangażowaniem mu odpowiadała.
      Kręciło ją, gdy kurwował, wypowiadając przy tym jej imię z takim przejęciem, jakby już ono robiło mu dobrze, choć dopiero się rozkręcali. Jęki Jodie gubiły się w pocałunkach, które wymieniała z Clivem, całując go czule, ale też zdecydowanie zachłanniej, jakby oszalała i zapragnęła się nim nasycić, choć wiedziała, że to niemożliwe. Niekontrolowanie mocniej oplatała go nogami, zachęcająco podsuwając mu swoje biodra, aby czerpał z tego, jak bardzo go pragnęła. Jaka była mokra, ciasna i jego.

      Usuń
    2. Czuła, że wsuwał się w nią głębiej i mocniej, że każdym pchnięciem drażnił jej najczulsze miejsca, wyciągając z jej gardła głośniejsze jęki, które gubiły się w głośnych oddechach i pocałunkach, które nieustannie lądowały na jego wargach. Nie mogła przestać go całować. Ściskała jego dłoń, przesuwając je po łóżku wyżej, gdzieś nad swoją głowę, równocześnie nieznacznie unosząc biodra, gdy te Clive’a zaczęły dopadać do nich w coraz szybszym, wyraźniejszym i dokładniejszym rytmie, który sprawiał, że Jodie napinała swoje mięśnie i ciasno się wokół niego owijała.
      Zaskakująco rozczulona uśmiechnęła się na jego słowa, przy okazji zaskoczona jeszcze tym, z jaką śmiałością uważał że zawsze była jego. Coś w tym było, nie kłamał przecież, bo był obecnie jedynym mężczyzną w jej życiu, którego dopuściła do siebie na tak niebezpiecznie bliską odległość, pozwalając mu, nazywać się swoją, zasypywać czułymi gestami, kochać się z nią zamiast tradycyjnie pieprzyć, łamać pewne schematy, których się trzymali i które wrócą, gdy tylko Clive otrzeźwieje, ale przecież nie mogła być jego.
      To dla kogo Jodie była idealną kobietą? Dla takich jak Wade?
      Najprawdopodobniej Clive był jedyną osobą na świecie, która potrafiła ją zrozumieć, potrafiła dostrzec w niej więcej, niż ona sama w sobie widziała. Nie był dla niej byle kim, byle jakim kolegą od fajnego seksu, bez względu na to, ile razy to o nim powiedziała, łudząc się, że jeśli powtórzy to wystarczająco dużo razy, to tak się stanie. Ale miał rację mówiąc, że Jodie nie była dla niego. Nie tego w sobie szukali.
      — Pokaż mi, jak bardzo cię jaram — zachęciła, poprosiła grzecznie, będąc tak grzeczną dziewczynką, jaką najbardziej lubił. Taką, która szeroko rozsuwa uda, robiąc mu między nimi odpowiednie miejsce i nieograniczony dostęp do siebie. Taką, która oplata go nogami, przyciska i dociska do siebie, równocześnie wychodząc mu biodrami naprzeciw, żeby spotykały się mocniej, żeby ten charakterystyczny dźwięk roznosił się po całej sypialni wraz z jękami jeszcze głośniej. Taką, która mocno wbijała paznokcie w jego skórę, pozostawiając na niej czerwone, długie i palące szramy, które konsekwentnie pojawiały się wzdłuż jego pleców. Taką, która jęczała głośno, przeplatając jego imię, które wypowiadała tak słodko, jakby było jej ulubionym deserem, z przepełnionymi aprobatą tak, kurwa!, które wyrywały się z niej niekontrolowanie, a stawały się tym głośniejsze, im Clive mocniej i szybciej w nią wchodził.
      Była taką jego grzeczną dziewczynką.

      is that a promise? because it sounds like one 🤭🧡

      Usuń
  41. Mariesville nie było znowu takim złym miejscem; miało swój urok, który sprawiał, że było sporo osób, które to miasteczko uwielbiało i dla których wyjazd stąd wiązał się z nieprawdopodobną abstrakcją, bo po co pchać się w wielkie miasta, gdy tutaj na miejscu miało się wszystko, wszędzie było blisko, było spokojnie, przytulnie i pachniało jabłkami. To naprawdę nie było tragiczne miasteczko, ale specyficzne, takie, do którego trzeba było się przyzwyczaić i Jodie czasami miała wrażenie, że właściwie to ona się na nie uparła, że nie lubiła go dla zasady, bo jej w życiu nie wyszło, więc musiała coś o tę porażkę oskarżać, ale potem przypomniała sobie, że to miłe miasteczko było równocześnie takim miejscem, w którym jej nic dobrego nie spotkało. Wydarzyło się tutaj wszystko, co złe i najgorsze, wszystko to, od czego Jodie chciałaby się odciąć, ale nie potrafiła, bo jeszcze nie była na tyle odważna i zdesperowana, by rzucić tym w cholerę, wynieść się stąd i próbować w miejscu, w którym nic nie było gwarantowane, więc mogło być jeszcze gorzej. Tak po prostu się bała. Nie miała wsparcia, nie miała nikogo, kto powiedziałby jej jedź, będzie dobrze albo powiedziałby nie rób tego to głupie, nikogo, kto spojrzałby na to wszystko z trochę innej, mniej gorzkiej perspektywy, bo chociaż Jodie wiedziała, że by sobie poradziła, to jednak miała już dość robienia tego za wszelką cenę.
    Dla Clive’a to ich całe Mariesville zawsze było trochę bardziej łaskawe i po jego powrocie wiele się nie zmieniło; wciąż było dla niego łaskawe i to bez względu na to, co odpierdalał w nocy i jak bardzo potrafił się upodlić, ale było też złe, bo równało się z porażką, której doświadczył i która musiała boleć, bo takie rzeczy bolą, szczególnie, gdy z tego poukładanego życia pełnego planów, w których ma się nawet upatrzony dom do kupienia, wpada się w coś, co jest znane i co może nie byłoby takie znowu najgorsze, gdyby nie fakt, że to nigdy nie było czymś, czego się chciało. Jodie wiedziała, że mógł w tym wszystkim czuć palące poczucie niesprawiedliwości, szczególnie, że podczas gdy on cierpiał, zmuszony do tego, żeby praktycznie od początku układać sobie swoje życie, to ci wszyscy ludzie, którzy mu je zrujnowali, w ogóle się tym nie przejmowali i dalej bawili się w jego znajomych.
    Jodie wydawało się, że Clive potrzebuje czasu, żeby stanąć na nogi, bo dość naturalne było dla niej to, że prędzej czy później to się stanie. Że nie zostanie w Mariesville dłużej niż to konieczne, że potrzebował jedynie porządnego impulsu, by znowu stąd wyjechać, a to wszystko, co działo się dookoła niego i chwilowo pochłaniało, to jedynie stan przejściowy. To coś, co minie. Musi minąć. Nie samo, nie byli naiwni, ale nie opuszczało jej przekonanie, że Clive’a stać na więcej, dlatego nadejdzie moment, podczas którego motywacja mu wróci, a w jego głowie wszystko przestawi się na odpowiedni tor. Ale to prawda, że Jodie nie znała skali tej chujowizny, z którą się mierzył. Jej domysły nawet w części nie dosięgały do tego, co było sednem sprawy, bo owszem, czasami widywała go bardziej zmęczonego i zmarnowanego, dostrzegała, że w jego oczach coś było inne, że coś dręczyło go bardziej niż zwykle, choć robił dużo, żeby tego po sobie nie pokazywać, ale nie wiedziała, jak bardzo jest źle. Nie mogła wiedzieć.
    Wbrew pozorom, Clive mógł mieć to, co miał w Savannah, mógłby na nowo żyć tym, że kogoś by miał, że ktoś od nowa by go podziwiał i się nim zachwycał, ale nie dawał sobie na to szansy. Nie gadali też więc o tym, co mogliby z tym całym syfem zrobić, nie motywowali się, nie zachęcali do zmian, zresztą, Jodie naprawdę była pozbawiona wiary w siebie, tylko korzystali z tego, że byli w tym razem. Na osobnych warunkach, z innych powodów, ale z roztrzaskanymi życiami, których nie potrafili poukładać, bo nie mieli na to siły, ochoty, wystarczająco dużego przekonania, że im się uda. Razem było raźniej, nawet jeśli sprowadzało się to do bycia ze sobą w łóżku albo w jakimkolwiek innym miejscu, w którym postanowili się pieprzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten seks był jak plaster, którym można zakleić ranę i przynajmniej wtedy, choć na chwilę, przestawała aż tak boleć i stawała się mniej upierdliwa, mniej narażona na nieodpowiedni dotyk, ale to nie był zbyt wytrzymały plaster, więc to zwykle nie trwało zbyt długo. Ale w jakiś pojebany sposób działało, tak samo jak działał ich układ, tylko Jodie nie wiedziała, w którym momencie pewne granice zaczynały się rozmywać, a to co jest układem łączyć się z tym, czego nie mieli prawa o sobie myśleć.
      Teraz było łatwiej się w tym odnaleźć, bo Savannah im sprzyjała, bo skoro za półtorej godziny mieli zgrywać szalenie zakochaną w sobie parę, która nie szczędzi sobie czułości, to wypadało im to poćwiczyć, przyłożyć się do swoich ról, sprawdzić, jak im to wychodzi, a to wszystko w ramach treningu, ale co będzie, jeśli wrócą do Mariesville i znowu zapragną się ze sobą kochać? Co jeśli to spodoba się im niebezpiecznie mocno, a Jodie, kurwa, czuła, że może się jej spodobać, bo Clive był wobec niej ekstremalnie czuły, bardziej niż dotychczas, bardziej niż w tych chwilach, które już razem przerabiali, a które już wtedy wędrowały w dość ryzykowne rejony, dotykając czegoś, co było w Jodie delikatne i wrażliwe, co podpowiadało jej, że zamiast z tego brać i się tym upychać, jakby w ten sposób mogła wypełnić swoje braki, to powinna kazać Clive’owi się tylko pieprzyć i spierdalać z inną propozycją. Rzecz w tym, że tego nie zrobiła, bo odbijało jej na punkcie tej czułości, bliskości, tego zachwytu, którym potrafił ją obrzucić, coraz mocniej przyciskając do niej swoje biodra, pozwalając jej poczuć się głębiej i dokładniej, podczas gdy jeszcze bardziej wbijał jej ciało w łóżko. Jak miałaby tego, kurwa, nie chcieć, jak była tego spragniona? Nie potrafiła się oprzeć. Nie potrafiła na tym punkcie nie wariować, bo dostawała wszystko, czego mogła chcieć. To wszystko, czego nigdy nie doświadczyła.
      I to, niestety, ale całkiem skutecznie przysłaniało wybuchy Clive’a, którym do wybuchów Wade’a było bardzo daleko, bo nie był jak on, ale wciąż były średnio przyjemne. Jodie nadal uważała, że na nie nie zasługiwała, przynajmniej nie dlatego, że się troszczyła, jednak to, z jaką intensywnością pracowały biodra Clive’a, ten rytm, który im nadał, co nimi robił, do czego ją doprowadzał, to naprawdę działało. Sprawiało, że Jodie myślała tylko o tym, jak bardzo chciała go jeszcze poczuć, choć to wydawało się już niemożliwe i zatapiać się w jego ustach tak mocno, jak mocno on zatapiał się w niej.
      — Jeszcze, Clive — poprosiła, gdy jemu wyrwało się coś, czego nie dokończył, mieszając z wyraźnym rytmem ich ciał jęki przepełnione aprobatą, z głośnymi i częstymi tak, z jego imieniem, które rozkosznie przeciągała, uciszając się tylko wtedy, gdy ich usta się ze sobą spotykały, skradając coraz czulsze pocałunki. Mocne, dokładne, zatrzymując się przy sobie na dłużej niż to konieczne. Jodie westchnęła, a jej oddech był głośny i drżący, podobnie do ud, którymi oplatała Clive’a, choć starała się ugiąć i rozsunąć je jeszcze bardziej, aby ich ciała się do siebie przykleiły. Zwolnili, a pchnięcia Clive’a stały się głębsze, dłuższe, jakby mocniej do niej docierał i zostawał w niej na dłużej, całym sobą wyrywając z jej ust kolejne jęki. Jej dłoń zatrzymała się w dole jego pleców i przycisnęła go w ten sposób do siebie bardziej, na chwilę odpuszczając podrapanej skórze. Zachłysnęła się powietrzem, czując na szyi jego język, usta i zęby, którymi dzisiaj nie próżnował, śmiało zostawiając na delikatnej skórze Jodie ślady po sobie. Zacisnęła się wokół niego mocno, tak mocno, jak ściskali swoje dłonie, żeby poczuł, co z nią robił. Jaka była przez niego gorąca i mokra, że pulsowała znajomo, niebezpiecznie coraz szybciej, wraz z tą przyjemnością, która rozlewała się po jej ciele.

      Usuń
    2. — Jesteś… kurwa, najlepszy… — wydyszała, wyznając z niemałym trudem drżącym głosem, gdzieś w międzyczasie dzieląc się z Clivem tym, że zaraz dojdzie i żeby nie przestawał. Nieznacznie oderwała głowę od łóżka, napinając przy tym swoje mięśnie, żeby dodatkowo zaobserwować rytm, w jakim jego biodra do niej dopadały, ale ich ciała były tak ciasno do siebie przyciśnięte, jakby były jednością, że się jej to nie udało. Odrzuciła więc głowę, ponownie opierając ją o miękki materac i instynktownie wtuliła się w Clive’a, nogami i tą ręką, którą trzymała na jego plecach, obejmując go mocniej, wręcz rozpaczliwie. Drżała w jego ramionach, dzielnie odpowiadając na czułe pocałunki, którymi zasypywał jej wargi, a na które ona nie pozostawała obojętna, namiętnie je pogłębiając i przeciągając tak bardzo, aż brakowało im tchu. Wyjątkowo już nic nie mówiła, ale za to gwałtownie poruszyła biodrami, lekko próbując oderwać je od materaca, do którego były wciśnięte, gdy doszła mocno i głośno, napinając wokół Clive’a swoje mięśnie, wciskając się przy tym w niego tak, jakby w ten sposób mogła uciec przed całym światem.

      why not? maybe you should? ;>>>>>

      Usuń
  42. Bo ich umowa była jasna, a granice najwidoczniej potrzebne, żeby układ pozostał układem, tylko rzecz w tym, że oni nie trzymali się ich zawsze. Wszystko zależało od nich, od ich nastroju i ochoty, sami decydowali o tym, co im było wolno. Naginali je tak, jak im się w danym momencie podobało, potrafili dopasować je do tego, co jednak w tym ich układzie nie było takie jasne i oczywiste, co wychodziło poza ramy albo stawało się nowym, jednym z wielu schematów, w których się upychali. Robili to po to, żeby w danym momencie było zajebiście miło i fajnie, ale już na następnym spotkaniu musieli od nowa odkrywać, gdzie dzisiaj są granice, żeby przypadkiem nie okazało się, że jeśli Jodie naiwnie zapyta Clive’a, czy wszystko w porządku, choć będzie wiedziała, że nie, to przesadzi.
    To, że była z nim dzisiaj w Savannah i zgodziła się udawać jego dziewczynę przed kumplami podczas przyjęcia zaręczynowego jego byłej laski, to zdecydowanie było coś, co wychodziło poza ich układ. Coś, czego Jodie nie robiła dlatego, że się pieprzyli, a przez to, że zależało jej na Clive. Bo go lubiła, bo miała do niego tę swoją słabość, która była podoba do słabości, którą on miał wobec niej, ale zupełnie odbiegała od tego, że lubiła go, bo miał dużego albo dlatego, że pieprzył lepiej niż inni faceci. To była całkiem bezinteresowna sympatia, która została z nią pomimo tego, że Clive już kiedyś zdążył kopnąć ją w dupę i pokazać Jodie, że ona należała do tego Mariesville, które nie było złe, ale męczące, małe, pełne plotek i jabłek. Na szczęście nigdy nie była zbyt drobiazgowa. Nie rozwodziła się więc ani nad tym, ani nad tym, że gdzieś między tym zajebiście czułym seksem, rozmowami i żartami zdążył na nią jeszcze wrzeszczeć, trzaskać drzwiami i sprawić, że poczuła się trochę chujowo, jak kompletna idiotka. Nie dlatego, że nią naprawdę była i pomyślała, że między nimi coś się nagle zmieniło, nic się nie zmieniło, ale dlatego, że wydawało się jej, że mimo wszystko ich układ opiera się na czymś uczciwym. Na seksie i zaufaniu. Na tym, że skoro nie wygląda w ten sposób każda relacja w ich życiu, a przecież przez mieszkanie Clive’a przewijało się tyle lasek, że po pierwszej wspólnej nocy mógł już nigdy więcej nie odezwać się do Jodie, a do Savannah wziąć ze sobą jakąkolwiek ładną laskę, która zachwycałaby się nim wśród znajomych, to sądziła, że się lubią. Nie za fajne cycki i fajny seks, tylko tak po prostu. Bo dobrze im przy sobie, bo nawet wtedy, gdy Jodie akurat nie wychodzi, a Clive’a bierze na to, żeby się do niej poprzytulać i przy niej zasypiać, to nigdy nie robili wokół tego czegoś wielkiego, co należy roztrząsać, tylko korzystali.
    I chyba czasami, choć się do tego nie przyznawała, rzeczywiście trochę wkurzało ją, że nie przypominał siebie z kiedyś. Że były takie momenty, gdy wciąż był rozbrajająco słodki i uroczy, gdy dało się z nim normalnie pogadać, jak dzisiaj w samochodzie, choć to głównie były żarty, a seks wciąż grał pierwsze skrzypce w ich układzie, że był taki, jakim go zapamiętała, ale na chwilę i chyba bardziej z przypadku niż dlatego, że rzeczywiście chciał taki być, a wtedy Jodie wydawało się, że to między nimi to coś więcej niż zwykła umowa, ale takie było życie. Ludzie się zmieniali. Ona też się zmieniła.
    Ale nie zmieniła się w niej słabość do Clive’a i fakt, że zawsze wybaczała mu trochę więcej. Pozwoliła mu się przeprosić, zamiast zgrywać obrażoną na cały świat laskę, która może i mogłaby kazać mu spadać, może powinna to zrobić, ale nie miała serca. Nie skrzywdził jej, nie zranił, wkurwił się i mu przeszło, natomiast Jodie miała nauczkę i przynajmniej wiedziała, gdzie na pewno nie wolno jej grzebać, czego nie ruszać i na czym stoją. Nie byli przyjaciółmi, chyba nie byli nawet kumplami, choć lubili się tak nazywać, dodając, że tymi od seksu, byli znajomymi i mieli bezproblemowy układ, chociaż to, z jaką pasją Clive kochał się z Jodie, niczym tego nie przypominało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byli straszne pojebani i robili pojebane rzeczy, komplikując nawet to, czego teoretycznie nie dało się komplikować, ale się tym nie przejmowali i czuli się z tym całkiem nieźle, bo przeżywali zajebisty orgazm. Seks sam w sobie, nawet ten najczulszy, podczas którego szukali swoich dłoni, żeby spleść ze sobą palce, mocno się trzymać i nieustannie odnajdywać swoje usta, to nie było żadne wyznanie, to nadal było coś niezobowiązującego i przynoszącego frajdę, ale niosło ze sobą pewne ryzyko. Robiło się niebezpieczne, bo wychodzili przy tym poza ramy i na chwilę stawiało ich w trochę innej konfiguracji, szczególnie, gdy dla tego treningu, mówili do siebie kochanie. Jodie się podobało, mogłaby tak częściej i więcej, ale z czystego rozsądku jeśli miała wybierać, a wiedziała, gdzie jest jej miejsce, wolała, żeby Clive po prostu ją porządnie pieprzył.
      Coś tam wiedziała o tym, jak bardzo na niego działa, bo już trochę czasu ze sobą spędzili, a on się z tym niespecjalnie krył, dlatego nie udawała, że tego nie widzi. Czasami mogło mu na jej punkcie odbić trochę bardziej, mógł wariować, jej się to kurewsko podobało. Podobało się to, co ze sobą dzisiaj robili, jak ich ciała były ze sobą zgrane, biodra szybko znajdowały wspólny rytm, a oni dochodzili praktycznie w tej samej chwili, jeszcze resztkami tych sił, prosząc się o więcej. To było błogie, przyjemne, cholernie wciągające uczucie i gdyby Jodie mogła, to zatrzymałaby przy sobie Clive’a na dłużej. Dłońmi kojąco przesunęła po jego plecach, gładząc te wszystkie zadrapania, szramy i ślady po wbitych paznokciach, które mu zostawiła, oddychając przy tym głośno. Objęła go, przytulając do siebie tak, aby mógł się w nią swobodnie wtulić i przymknęła oczy, usta nieznacznie przyciskając do jego skroni. Westchnęła cicho, odchylając głowę, gdy poczuła na swojej szyi pocałunki Clive’a, jego przyjemny ciężar ciała, bijące od niego ciepło i dudniące w klatce piersiowej serce. Leniwie uśmiechnęła się na jego słowa, zupełnie nie mając siły i ochoty, żeby się stąd ruszać, dlatego została w łóżku, gdy Clive jako pierwszy zebrał się w sobie na tyle, aby wstać. Wtuliła się w poduszkę, zamiast w niego, i podążyła za nim rozmarzonym spojrzeniem, obserwując, jak doprowadzał się do porządku, choć wcale nie musiał, bo wyglądał zajebiście seksownie. Jodie za to zdecydowanie musiała się ogarnąć, bo przecież Clive przerwał jej to całe strojenie się, gdy wpadł do łazienki z przeprosinami.
      — Wolałabym rundę drugą — stwierdziła bezczelnie, uśmiechając się figlarnie i bezwstydnie obserwując przy tym Clive’a, na którego biodrach już lądowały spodnie. Lubiła sobie popatrzeć, a i on miał na nią całkiem niezły widok, gdy jeszcze przez chwilę tkwiła w łóżku z rozrzuconymi na poduszkach włosami, lekko zarumienionymi policzkami i tymi śladami, które po sobie zostawił, a które z czasem stały się wyraźniejsze.
      — Oby ci się spodobała — zauważyła, niechętnie podnosząc się z łóżka, bo w sumie to jego kasa na nią poszła i może najlepiej by było, gdyby miał jakiś swój udział w tym wyborze, bo Jodie była niepewna. Poza tym, że doradzała jej pani w sklepie, to jednak ona wybierała, a że nigdy nie miała jakiegoś drogiego i eleganckiego gustu, to trochę się denerwowała. Wybrała jednak taką sukienkę, w której nie świeciła cyckami, a to już przecież było coś.
      Jodie nie fatygowała się z tym, żeby coś na siebie narzucić, zgarnęła jedynie tę sukienkę, która wciąż tajemniczo tkwiła w specjalnym pokrowcu i zniknęła w łazience, w której spędziła jakieś trzydzieści, może czterdzieści minut, bo musiała od nowa ułożyć włosy, które się jej rozwaliły i dokończyć makijaż, którego wcześniej nawet nie zdążyła zacząć. Spieszyła się, żeby się nie spóźnili, bo to dopiero byłaby wtopa, a kiedy wyszła, miała na sobie długą suknie, której kolor był celowo zbliżony do koloru oczu Clive’a i która idealnie układała się na sylwetce Jodie, równocześnie podkreślając jej opaloną skórę.

      Usuń
    2. Dekolt subtelnie, asymetrycznie opadał na jedno ramię, dbając o to, żeby biust Jodie nie był pierwszą rzeczą, na którą ktoś mógłby zwrócić uwagę, ale wciąż pozostawał podkreślony, góra sukienki była dopasowana, podkreślająca talię Jodie i z delikatnymi drapowaniami, a dół sukienki idealnie układał się na jej biodrach. Jej zdaniem było pięknie, elegancko i z klasą, bo to najprawdopodobniej była najbardziej elegancka sukienka, w jaką kiedykolwiek się wcisnęła, ale Clive mógł mieć swoje zdanie, dlatego rozłożyła ręce i wykonała obrót dookoła własnej osi, żeby zaprezentować się mu z każdej strony. Jej długie włosy opadały na plecy, w uszach miała delikatnie kolczyki, jej usta mieniły się tym błyszczykiem, którego truskawkowy smak Clive znał na pamięć, pachniała jak zwykle, choć dodatkowo tymi wszystkimi balsamami i olejkami z drobinkami, które wtarła w swoją skórę, żeby mieniła się pod światłem i tylko brakowało jej butów, bo te zostawiła przy walizce.
      — I? Co powiesz?

      i think so. and now, better not fall in love ;>>

      Usuń
  43. Z jakiegoś powodu Jodie była z Clivem w Savannah i chociaż mogła zasłaniać się tym, że robiła to z nudów albo dlatego, żeby spędzić weekend poza Mariesville, co może nawet nie byłoby kłamstwem, bo faktycznie chciała gdzieś wyjechać, to jednak tego nie robiła, mając świadomość, że przede wszystkim była tutaj dla Clive’a. Dla niego, przez niego, jakkolwiek to nazwą. Bo go lubiła i w ten pojebany sposób jej na nim zależało. Nie na tyle, żeby mocno i szybko się angażować albo zupełnie przepadać, bo niby w co miała się angażować, skoro między nimi niczego nie było, ale na tyle, żeby jednak chcieć być jego porządną kumpelą. Kimś, na kogo mógł liczyć i kto w całym tym bagnie, w którym Clive nagle wylądował i nie mógł się wygrzebać, nie będzie go na każdym kroku zawodził. Nie miała pojęcia, jak to działało, ale działało. Tak samo jak z jakiegoś powodu to on zaproponował jej, a nie każdej innej lasce, którą spotykał na swojej drodze, żeby tu z nim była. 
    A to, że wszystko miało swoje konsekwencje, to Jodie wiedziała, ale niekoniecznie zawracała sobie nimi głowę na tyle, żeby myśl o nich mogła ją przed czymkolwiek powstrzymać, zresztą, jeśli ten ich wspólnych wyjazd jakiekolwiek konsekwencje miał mieć, to raczej dopadną one Clive’a, który wydawał się wiedzieć, co chce osiągnąć tym, że przyjął zaproszenie na przyjęcie zaręczynowe swojej byłej, ale równocześnie niekoniecznie myślał o tym, co może się stać, jeśli pewne rzeczy wymkną się spod kontroli. Jodie uważała, że to beznadziejny pomysł, ale nie wtrącała się, bo oprócz tego, że Clive był dorosły i nie chciał jej słuchać, to nie miała żadnego prawa, żeby to robić. Nie po to tutaj była. Po prostu coś skręcało ją z nerwów na samą myśl, jak bardzo mógł dzisiaj cierpieć i że mógł sobie tego wszystkiego w bardzo prosty sposób oszczędzić, ale z jakiegoś kolejnego pojebanego powodu tego nie zrobił, pakując się w sam środek czegoś, co będzie grzebało w jego ranach i wrzucało w przeszłość, każąc mierzyć się mu ze wszystkim, co stracił i za czym bardzo tęsknił. Jodie nie była ślepa, przecież widziała, że się z tym nie pogodził. Widziała, że mu nie przeszło, że go to dręczyło, wkurwiało i frustrowało. Może dlatego wydawało się jej, że ten wyjazd, ta impreza, to wszystko, na co się zdecydował, to nie był najlepszy pomysł, ale nauczyła się dzisiaj również tego, że to nie jest jej sprawa.
    Rozluźnili się więc seksem, który zawsze działał, a dzisiaj przy okazji dość niebezpiecznie pomagał im wczuć się w rolę absolutnie zakochanych w sobie ludzi, którzy nie widzą poza sobą świata. Potem Jodie się wystroiła i taka niespotykanie wystrojona, wyjątkowo nieświecąca cyckami prezentowała się Clive’owi, a ten zachwyt który w jego oczach widziała dość często, bo wiedziała, że lubił się nią pozachwycać, dzisiaj był trochę większy, zahaczający o podziw i dodał jej śmiałości, której potrzebowała, bo bez względu na to, jak świetnie potrafiła udawać, to był dla niej obcy świat. I to od tych eleganckich sukienek i butów i dress-code’ów, których wszyscy się trzymali, zaczynając. Rozczulona uśmiechnęła się na komentarz Clive’a, bo skoro jemu się podobało, co było najważniejsze, a ona bezgranicznie wierzyła w jego wyśmienity gust, to poczuła się zajebiście. No i on też wyglądał zajebiście, choć to żadna nowość, a ona jeszcze leżąc w łóżku zdążyła go sobie pooglądać, w tym samym czasie mając ochotę go do tego łóżka ponownie wciągnąć i już w nim z nim zostać, bo uważała, że tutaj, na tym fajnym seksie, podczas którego z czułościami trochę przesadzali, choć nie musieli się nimi przejmować, bo przecież one nie miały znaczenia, gdyby Clive pieprzył całą resztę, czas upłynąłby im zdecydowanie milej i przyjemniej. Ale nie upłynie, dlatego Jodie grzecznie trzymała rączki przy sobie, nie dobierając się do Clive’a tak samo, jak on nie dobierał się do niej i czekała na ubera, zakładając w międzyczasie buty i szukając torebki, do której wrzuciła kilka najpotrzebniejszych rzeczy, i w której potem wylądował jego telefon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten sam, na którym ustawił ją sobie na tapecie.
      Miejsce, do którego dotarli było piękne, ta cała otoczka była, kurwa, piękna i elegancka i bogata, a wraz z tą muzyką klasyczną na żywo, tymi jasnymi, betonowymi płytami, na których było słychać każde zetknięcie butów z podłogą, wielkim ogrodem ze stołami bogato zastawionymi kwiatami, kokardami na krzesłach i chuj wie z czym jeszcze, bo było tego tyle, że żeby wyłapać wszystko, Jodie musiałaby tu siedzieć do rana, a pewnie jeszcze i tak coś by ją zaskoczyło, sprawiało, że w jej głowie kotłowały się dwie myśli: ja pierdolę i o kurwa.
      Kurwa. Kurwa. Kurwa.
      To nie było miejsce dla niej i naprawdę nie wiedziała, dlaczego spodziewała się czegoś z mniejszą pompą, lżejszego, bez tego widowiskowego przepychu i co jej strzeliło do głowy, żeby przyjąć zaproszenie Clive’a i zgodzić się na to, żeby ze wszystkich kobiet na świecie, przyprowadził tutaj ją. Całkiem mocno, ale instynktownie trzymała się jego dłoni, którą poczuła na swojej, gdy tylko tutaj weszli i nawet nie myślała o tym, że ją puszczać albo oddalać się od niego na więcej, niż to konieczne, bo poczuła się niepewnie i tylko on dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Posłała mu jednoznaczny uśmiech, gdy na siebie dość wymownie spojrzeli, najwyraźniej mając coś sobie o tym wszystkim do powiedzenia, a Jodie nawet chciała trochę pożartować, żeby się rozluźnić, ale coś im to nie wyszło. Znajomym, którzy ich dopadli, gdy tylko trafili w zasięg ich wzroku, Jodie przyglądała się nienachalnie, uśmiechając się przy tym uroczo, ale jej spojrzenie uciekało w stronę Clive’a, jakby chciała cokolwiek z niego wyczytać, dowiedzieć się, kto jest kim i jak na tego kogoś powinna reagować. 
      — Cześć wam — rzuciła Jodie i to było właściwie wszystko, co zdążyła powiedzieć, bo Ellen strasznie dużo gadała, a Miles stał przy niej grzecznie, zerkając co jakiś czas na Clive’a, jakby też chciał coś dodać, ale nie dodawał. Jodie całkiem naturalnie roześmiała się na jej komentarz, lekko wtulając się w bok Clive’a i uniosła na niego rozczulone spojrzenie pełne miłości, jakby świata poza nim nie widziała. 
      Mamy szczęście — wtrąciła się uprzejmie, poprawiając swoją nową znajomą, brzmiąc przy tym tak, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Miała ochotę dodać coś więcej, bo ewidentnie to poczuła, ale nie zdążyła, bo została praktycznie porwana przez Ellen do przodu, choć nie przypuszczała, że ona może mieć tyle siły. Niechętnie puściła dłoń Clive’a, oddalając się od niego i lekko odwróciła głowę w jego stronę, wymieniając z nim porozumiewawcze spojrzenie, do którego dodała uśmiech. Nie musiał się o nią martwić, chociaż nigdy nie należała do osób wyjątkowo przebojowych i rozgadanych, dlatego dużo lepiej czułaby się, gdyby jednak się nie rozdzielali. Nigdy nie lubiła się z nim rozstawać, gdy wychodzili gdzieś w swoim towarzystwie nawet wtedy, gdy chodzili na jakieś licealne imprezy po znajomych w Mariesville, bo zwykle Clive był tym, który ciągnął towarzystwo, rzucał żartami, brylował, był tym, którego każdy lubił, a jej to było na rękę, bo się przy nim dobrze bawiła, przynajmniej do momentu, w którym nie postanowił, że musi poobściskiwać się z którąś z tych swoich lasek, z którymi się umawiał. Za to teraz zostawiała go tylko z Milesem, który wydawał się trochę spięty przy Ellen (albo przy Jodie), ale chyba rozluźnił się, gdy zostali we dwoje. 
      — I co tam, stary? — zapytał i Jodie wydawało się, że mógł pytać o coś jeszcze, może o pracę, ale nie była pewna, bo za jej uszami gadała Ellen, na której wreszcie skupiła swój wzrok i uwagę, starając się nadążyć. 
      — Tak się cieszę, że cię poznałam — stwierdziła przyjacielsko Ellen, chociaż znały się od jakichś dwóch minut, raz jeszcze mierząc Jodie wzrokiem, co jej zupełnie nie przeszkadzało, bo wyglądała zajebiście i czuła się w tej sukience jak milion dolarów, więc mogła sobie patrzeć, ile chciała, żałując przy tym, że nie widziała, jak dobrze w tej sukience wyglądał tyłek Jodie.

      Usuń
    2. — Wiesz, od kiedy dowiedzieliśmy się, że Clivey przyjedzie i będzie z osobą towarzyszącą, to byliśmy w szoku — mówiła dalej, swobodnie i wesoło, machając przy tym głową i wzruszyła ramionami z ekscytacji. — Byliśmy wszyscy ciebie taaaacy ciekawi — zaznaczyła wymownie. — Musisz nam wszystko opowiedzieć, bo my nic nie wiemy! — stwierdziła, jakby na tym świecie istniał jakikolwiek powód, dla którego mieliby cokolwiek wiedzieć. Ktoś pytał? — Ale muszę ci powiedzieć, że Clivey naprawdę nieźle wygląda — stwierdziła konspiracyjnym tonem, chichocząc przy tym i dyskretnie obrzuciła go spojrzeniem, kiwając głową z uznaniem. — Chyba ten wasz związek mu służy… Jak długo jesteście już razem? — rzuciła, unosząc przy tym brew.
      — Pół roku — uśmiechnęła się Jodie, doskonale pamiętając, co ustalali. — Ale znamy się od dziecka, chodziliśmy razem do szkoły — dodała zaraz, co spotkało się z cichym westchnieniem Ellen, który wyglądała tak, jakby była tymi informacjami zachwycona. Aż położyła dłoń na klatce piersiowej.
      — Jakie to słodkie — podsumowała zafascynowana. — Widzisz, jakie to życie potrafi być prze… O, Pyria! Marcus! — zawołała, zapominając już o tym, co chciała powiedzieć. Wysoko wyciągnęła rękę, żeby Pyria mogła ją zauważyć i pomachała im.
      — Patrzcie! Ta ślicznotka to Jodie! Dziewczyna Clive’a — z ekscytacją podzieliła się tymi informacjami na odległość, trzymając przy sobie Jodie tak, jakby były przyjaciółkami od wieków. — A tam jest Clivey — powiedziała wesoło, tą samą ręką, którą miała w górze, energicznie wskazując za siebie na Clive’a i Milesa, którzy choć byli trochę dalej i zdecydowanie nie pędzili w stronę stolika tak, jak robiła to Ellen, na pewno ją słyszeli. Zresztą, istniało duże prawdopodobieństwo, że już wszyscy goście ją słyszeli. 

      it's going to be a long, long night. are you ready for it? 😏💛

      Usuń
  44. I Clive miał rację.
    Jodie była tą samą Jodie, którą znał, choć siłą rzeczy trochę inną, bo trudno nie zmienić się, gdy straciła jedyną osobę, której na niej zależało, a potem wpakowała się w zajebiście trudny i zdecydowanie zbyt długi związek z takim człowiekiem, jakim jest Wade. Ostro się na tym przejechała, ale najwyraźniej nie na tyle, żeby przestać być lojalną i bezinteresowną. Nigdy nie trzymała się z Clivem dlatego, że coś mogła z tego mieć i nigdy, kurwa, nie urządziłaby go tak, jak zrobiła to Leah albo ktokolwiek z jego zajebistych przyjaciół z zajebistej Savannah. Nie wykorzystywała wrażliwych punktów, nie uciekała się do kurewskich zagrywek i nie sięgała po kłamstwa. Nie byłaby w stanie zrobić z kogoś potwora, tylko po to, żeby samej wyjść z tego obronną ręką i w głowie jej by się nie zmieściło, gdyby dowiedziała, że Leah, żeby usprawiedliwić swoje chujowe zachowanie, zrobiła z niego przed ludźmi, z którymi się przyjaźnili, przemocowca. Jodie najgorsze, co o nim pomyślała, to że jest strasznym chujkiem, ale było to wtedy, gdy ją olał i w przeciwieństwie do niej przestał odczuwać potrzebę, żeby utrzymywać z nią kontakt, interesować się, spotykać się na to głupie piwo, gdy zaglądał do Mariesville, żeby opowiedzieć jej, jak niesamowicie dobrze mu się żyje. Zranił ją tym, ale nawet wtedy nie przyszło jej do głowy, że mogłaby cokolwiek przeciwko niemu odwracać.
    Oboje czuli się przy sobie bezpiecznie i to poczucie było im dzisiaj szczególnie potrzebne, bo chociaż to przyjęcie to było tylko przyjęcie, na które bogaci ludzie wydawali chore sumy swoich wielkich pieniędzy, popisując się tym, na co ich stać lub po prostu robiąc to dlatego, że mogli sobie na to pozwolić, to jednak Jodie coś z Clive’a dzisiaj wyciągnęła, choć zupełnie nie chciał współpracować, prezentując jej przy tym, jak bardzo wytrzymałe drzwi mieli w hotelu i wiedziała, że był spięty. Że się stresował, denerwował, że był tym wszystkim w chuj sfrustrowany i najprawdopodobniej siedziały w nim emocje, których mógł się nie spodziewać i o których absolutnie nie mówił. Jodie to widziała, wyczuwała to charakterystyczne napięcie, bo w przeciwieństwie do jego znajomych nie widziała jedynie czubka własnego nosa i to był jeden z powodów, dla których wolała trzymać się blisko niego, bo trochę obawiała się, że z tego wszystkiego mógłby zrobić coś głupiego i niepotrzebnego, czego potem mógłby żałować. 
    Też liczyła na to, że będą mieć trochę więcej czasu, zanim ktoś ich dopadnie i zdążą poczuć się swobodniej, ale tak poza tym, to miała nadzieję, że w tym uberze Clive powie jej coś więcej o tych swoich znajomych, przed którymi miał się nią popisywać, żeby wiedziała, czego się spodziewać, ale tego nie zrobił i Jodie nie miała pojęcia, jakie relacje z nimi miał, jak bardzo się lubili, kogo uważał za swojego przyjaciela ani że Leah zrobiła z niego przed nimi jebanego przemocowca, ale wyczuwała, że coś burzliwego było na rzeczy. Starała się jednak tego nie analizować i próbowała dopasować się do Ellen i brzęczącej Pyrii, która przytulała ją tak, jakby znały się od lat. Śmiała się, żartowała, słuchała tych ich historyjek z wielkim zainteresowaniem, nawet coś od siebie dodając, ale poczuła się, kurwa, sto razy lepiej, gdy spod ręki Ellen trafiła w objęcia Clive’a. Uśmiechnęła się, unosząc na niego spojrzenie i wtuliła się w niego, co przyszło jej z łatwością. Podziękowała za alkohol, który roznosili kelnerzy, bo uznała, że najlepiej będzie, jeśli któreś z nich będzie tym trzeźwiejszym, a poza tym mało spała, mało jadła i ostatnie czego chciała, to najebać się na eleganckim przyjęciu na oczach ludzi, których miała sobą zachwycać. Jej odmowa spotkała się z niezadowolonymi pomrukiwaniami ze strony dziewczyn, które stwierdziły, że tak nie może być i Jodie musi się z nimi potem napić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zainteresowanie alkoholem szybko rozmyło się w poszukiwaniach pary młodej, której jeszcze nikt nie widział, a potem w przesłuchanie, które Jodie pozwoliła sobie urządzić, bo jak się okazało, gdy zaczęła mówić, to miała naprawdę dużo do powiedzenia na temat tego, jak bardzo ona i Clive się kochają i jaki mają zajebiście udany związek.
      — A jak się w ogóle poznaliście? — zagadnęła Pyria, przeskakując zaintrygowanym spojrzeniem z Jodie na Clive’a. — Znali się od dziecka, Jodie opowiadała — wtrąciła się Ellen, uśmiechając się przy tym, na co Jodie przytaknęła.
      — Mhm, chodziliśmy razem do szkoły, przyjaźniliśmy się i wtedy to było tyle — zaśmiała się, wzruszając ramionami. — A to wszystko między nami zaczęło się, gdy mój nienormalny były zaczepiał mnie pod barem, a Clive okazał się moim bohaterem, pojawiając się w tym swoim seksownym mundurze… — zaczęła swoją bujną opowiastkę, zerkając na niego z czułością, co wywołało falę zainteresowania. — Wykorzystał swoje umiejętności na tyle, że mój były ze złamanym nosem skutecznie się odczepił, a ja od razu się zakochałam — stwierdziła z lekkością, słodko się przy tym uśmiechając, co spotkało się z cichym śmiechem i tym, że ktoś poklepał Clive’a po plecach. — I to chyba ze wzajemnością — dodała wymownie. Opowiedziała także o ich pierwszej randce, choć wcześniej tego nie ustalali, rozgadała się, a gdyby tego było mało zerkała przy tym z miłością na Clive’a, uśmiechała się czule i zachowywała się tak, jakby świata poza nim nie widziała, trzymając się go tak blisko, jak blisko on trzymał ją przy sobie. Potem temat zszedł na babskie sprawy. Pogadały o przygotowaniach przed dzisiejszym przyjęciem, sprzedając sobie komplementy, którymi chwaliły swoje włosy, makijaż albo te wszystkie złote rzeczy, którymi była obwieszona Pyria i to chyba był moment, który ostatecznie wymęczył Marcusa, który wciąż wyglądał tak, jakby był wkurwiony, przez co pojawiło się to nieszczęsne pytanie o nogę. Nieszczęsne przynajmniej według Jodie, która najpierw obserwowała jak ochoczo Clive opróżnił swoją szklankę alkoholu, a następnie natychmiast wyłapała w jego odpowiedzi agresję i tę znajomą zaczepkę, jakby miał tę pustą szklankę rozwalić Marcusowi na głowie, dlatego odruchowo trochę mocniej się w niego wtuliła. Nie miała pojęcia, o czym jest mowa, nie była wtajemniczona, co sprawiało, że czuła się beznadziejnie, jak dziecko we mgle, ale nie zamierzała dać tego po sobie poznać, dlatego cicho się zaśmiała, z rozbawieniem obserwując Pyrię i Marcusa. 
      Czy było fajnie? Może było i może nawet Jodie mogłaby zrozumieć, dlaczego Clive się z nimi wcześniej przyjaźnił, chociaż ona w przeciwieństwie do niego zupełnie nie znała się na ludziach, ale wszystko co dobre, szybko się kończy. Jodie najpierw zerknęła na to wino, które wylało się z kieliszka podekscytowanej Ellen, a potem jak każdy spojrzała w stronę głównej atrakcji
      — Boże, Leah przepięknie wygląda, prawda?— pisnęła zachwycona Pyria, a jej biżuteria znowu zabrzęczała, w czym wtórowała jej Ellen, z kolei Jodie miała ochotę przewrócić oczami i ciężko przy tym westchnąć, opróżniając za Clive’a tę szklankę, którą dopiero co zgarnął, ale powstrzymała się, przy okazji pilnując tego, żeby jej uśmiech nie zaczął wyglądać jak grymas, bo prawda była taka, że Leah miała śliczną sukienkę i wyglądała, kurwa, ślicznie, całkiem przyćmiewając tego całego Cory’ego i nie bez powodu wszyscy na nią patrzyli, a ona czuła się z ich spojrzeniami jak ryba w wodzie, uśmiechając się dumnie. Jodie starała się zachowywać obojętnie, jakby cała ta elegancka szopka w ogóle nie robiła na niej wrażenia.

      Usuń
    2. Ja pierdole. Oczywiście byłą Clive’a musiała być jakaś pierdolona gwiazda.
      — Wiem… — szepnęła Jodie w odpowiedzi na komentarz Clive’a, choć w pierwszej chwili miała ochotę mu powiedzieć, że to gówno prawda, ale nie przyszła tutaj na konkurs sukienek. — Bo pasuje do twoich oczu — dodała po chwili, wciąż cicho, żeby to mogło zostać między nimi i uśmiechnęła się delikatnie, trochę pocieszająco, pokrzepiająco przesuwając dłonią po jego plecach. 
      — Chodźmy się też przywitać — zaproponowała podekscytowana Ellen, przystawiając do ust kieliszek z winem, który szybko opróżniła, żeby mieć wolne ręce. Tym razem przyciągnęła do siebie Milesa, ciągnąc go w stronę Leah i Cory’ego, którzy raczej zdążyli ich już w tym tłumie wypatrzeć, w czym postanowiła towarzyszyć im uśmiechnięta Pyria, której jednak wzrok uciekał w stronę Jodie i Clive’a, aż się na nich zatrzymał. Zmierzyła ich jednoznacznie, patrząc na nich tak, jakby oczekiwała odpowiedzi na niezadane pytanie, aż wreszcie uniosła brew i przechyliła głowę. 
      — Idziecie też?
      To nie było takie oczywiste.

      i know, but I'll be with you <3

      Usuń
  45. Może miała żal. Może gdyby spotkali się wcześniej albo w innych okolicznościach, to pokazałaby mu środkowy palec i kazała spierdalać, żeby poczuł się chujowo, ponieważ ona dokładnie tak się czuła, gdy ją olał, ale… nie zrobiła tego. Oboje byli w kiepskim momencie życia. Każdemu z nich dokopało ono na swój sposób, każde z nich to przeżywało i najwyraźniej ten seks, na który się umówili, zamiast pójść na kawę albo wymienić ze sobą przynajmniej parę zdań, to był szczyt ich możliwości. Tego chcieli, na nic więcej nie było ich stać, więc to sobie dali i od tamtego czasu dawali mniej więcej regularnie. Gdyby Clive zapytał się Jodie, czy miała mu za złe, że ją wtedy olał, to powiedziałaby, że raczej nie, bo mogła się tego spodziewać, tak samo, jak teraz spodziewała się, że prędzej czy później Clive znowu wyjedzie, więc to, że ich znajomość się rozpadnie, to od samego początku była kwestia czasu, bo ich świat przecięły się przypadkiem i ten przypadek nie mógł trwać wiecznie, ale była tak zwyczajnie i po ludzku tym rozczarowana. Zawiedziona, że w momencie, w którym najprawdopodobniej potrzebowała go najbardziej, bo uważała za przyjaciela, Clive zmył się z jej życia. 
    Prawdę mówiąc, Jodie nie miała pojęcia, na ile procent ufa Clive’owi. Jakieś zaufanie między nimi było, musiało być, ale miało na sobie pełno rys i ubytków, które sprawiały, że nie ufała mu tak jak kiedyś. Miała na uwadze to wszystko, co się między nimi wydarzyło i próbowała być ostrożna, choć czasami jej odpierdalało i ostrożność stawała się słowem, którego nie rozumiała, ryzykując wszystko tą bliskością z Clivem, która zbliżała ich bardziej niż powinna. Mówiła, że nic sobie z niej nie robi i nie kłamała, ale podobało się jej to. Lubiła ten stan, w który się wprowadzali, uwielbiała to, jak na siebie działali. Clive potrafił być wobec niej bardziej czuły, niż Wade kiedykolwiek był. Było go stać na więcej i mógł łatwo namieszać jej tym w głowie, ale Jodie była dorosła, oboje byli i pamiętała, że wszystko co robią, nie ma nic wspólnego ze zobowiązaniami. To była zabawa, a jej numer Clive miał już drugi raz i to niczego nie gwarantowało. Nie chciała się w nim zakochać, zauroczyć, nie chciała, żeby stał się dla niej tak ważny jak kiedyś, bo doskonale wiedziała, że nie są w stanie dać sobie tego, czego potrzebowali.
    Jodie pamiętała również o tym, po co dzisiaj tu była i Clive nie musiał jej niczego tłumaczyć, ale siłą rzeczy musiała też pewne rzeczy dostrzegać, analizować i zakładać, żeby nie wyjść w całym tym przemiłym towarzystwie na kogoś, kto nic nie wie, choć taka była prawda. Clive niczego jej nie powiedział, w nic jej nie wprowadził, rzucił ją na głęboką wodę, polegał na tym, co Jodie powie, ile tego powie i jak perfekcyjnie maślane oczy do niego zrobi. Miał oczekiwania, równocześnie nie ułatwiając jej spełniania ich, dlatego oboje nie chcieli sytuacji, w której cokolwiek będą musieli sobie przypominać. Przede wszystkim dlatego, że chociaż Jodie miała swoje motywacje, żeby tutaj z Clivem być i go wspierać, a były one na tyle duże, że znosiła jego wybuchy, to jednak też miała swoją cierpliwość. Nie była jego prawdziwą dziewczyną, nie musiała w imię miłości, bo przecież się nie kochali, znosić jego humorków i też nie chciała zostać zmuszona do tego, żeby go w tym uświadamiać. Mieli grać zakochanych, co póki co nieźle im wychodziło. Trzymali się blisko siebie, to, co szeptali sobie na ucho wyglądało tak, jakby wymieniali się słodkimi słówkami, obejmowali się, przytulali, Clive sprzedał Jodie niepoprawnie przyjemnego buziaka, patrzyli na siebie z czułością i jedynie to tempo, które Clive przyjął do opróżniania szklanek z mocnym alkoholem, odrobinę Jodie martwiło. Wiedziała, że miał to gdzieś, bo chciał się napić, więc to robił, ale wolałaby, żeby nie przesadzał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie śpieszyli się w podejściu do Leah i Cory’ego, ale też z tym nie zwlekali, pozwalając na to, aby Ellen i Pyria się wypiszczały, zachwycając sukienką, jak i całym wyglądem Leah, oglądając ją z każdej strony, zasypując komplementami. Jodie nie mogła się doczekać, aż dziewczyny chętnie zdradzą Leah to, co udało się im z niej wyciągnąć, a najlepsze było to, że miała do opowiedzenia znacznie więcej; mnóstwo smaczków, które z przyjemnością sprzeda dziewczynom, żeby one mogły dotrzeć do byłej Clive’a, który może wciąż się po niej nie pozbierał i był w jebanej rozsypce, ale nie wyglądał i nikt poza nim o tym nie wiedział. 
      Jodie uśmiechnęła się, ponownie obejmując Clive’a ręką, którą położyła na jego plecach, gładząc je z troską i obserwowała go, gdy z satysfakcją o nich opowiadał. Słuchała go, kiwała głową na potwierdzenie jego słów, a kiedy padło zdanie o tym, że Leah i Cory są ze sobą rok, o czym Jodie nie wiedziała, obrzuciła ich dwójkę spojrzeniem, ale ich uwaga zgodnie była skupiona z Clivie.
      — To prawda, nie mogłam w to uwierzyć — wtrąciła uprzejmie. Nie miała pojęcia, że to był przytyk w ich stronę, o zdradzie też jej nie wspominał. Nie musiał się tym chwalić, po prostu naprawdę trudno było nawigować tę sytuację, co chwilę dostając zastrzyk informacji. Bo co z tego, że Clive wspominał o tym, że boli go noga, jak nie pozwalał jej tego drążyć? I tak było ze wszystkim.
      Jodie roześmiała się cicho razem z Corym, przesuwając spojrzeniem po znajomych Clive’a, którzy przez chwilę patrzyli na nich tak, jakby uważali ich za wariatów. 
      — A co was tak zatkało? — rzuciła retorycznie, wciąż się przy tym śmiejąc, bo te ich miny, szczególnie Leah, były warte zobaczenia. Uniosła brwi, udając zaskoczoną słowami Cory’ego, w stronę którego odwróciła swoją głowę, a ruch, który wykonała, sprawił, że jej włosy osunęły się z ramienia do tyłu, subtelnie odsłaniając przy tym ten ślad, który Clive niedawno zostawił na jej skórze. Oczywiście Jodie niby próbowała przykryć go podkładem, ale niespecjalnie się przy tym starała. 
      — Nie wiesz, co wam tak szybko poszło? — powtórzyła po Corym rozbawiona, pozwalając sobie na delikatny grymas, bo zabrzmiało to dość niefortunnie, szczególnie na tym przyjęciu z okazji ich zaręczyn, a Jodie z przyjemnością to wyłapała, wprawiając go w lekkie zakłopotanie. A Leah pewnie w lekkie wkurwienie. — Dlaczego? Moim zdaniem nie ma po co zwlekać — zauważyła, unosząc zakochane spojrzenie na Clive’a, jakby szukała w nim aprobaty. — Szczególnie, gdy się wie, że to jest to i się kogoś naprawdę kocha — wymownie podzieliła się swoim zdaniem, gdy ich spojrzenia się spotkały i pozwoliła sobie na to, żeby trochę zgubić się w jego oczach, mając nadzieję, że taka scenka jedynie utwierdzi wszystkich w tym, że jej i Clive’owi odjebało z tej miłości. 
      Jodie niechętnie oderwała od niego spojrzenie i z udawanym zaciekawieniem, co jej wychodziło wręcz wybitnie, przysunęła się bliżej Leah, żeby z uznaniem obejrzeć pierścionek zaręczynowy, który błyszczał się na palcu na tej dłoni, którą z ekscytacją Ellen podsuwała w stronę Jodie. 
      — O wow, przepiękny — pochwaliła, choć wcale tak nie myślała, a pierścionek wyglądał tak, jakby kosztował tyle, że za te pieniądze dałoby się wykarmić połowę głodujących dzieci. No i w dodatku Cory zupełnie nie wyglądał na kogoś, kto by go wybrał. Leah za to pokazywała go z dumą, szczególnie Jodie, choć ona była przekonana, że zupełnie nie jest zadowolona z jej obecności.

      Usuń
    2. — Może się czegoś napijemy, bo od tego gadania robi się sucho w gardle — zaproponował nagle Marcus, chyba kolejny raz znudzony tymi babskimi tematami, w czym wtórował mu Miles, unosząc szklankę z alkoholem, którego jeszcze nie wypił. — Na szczęście dla młodej pary? — uniósł brew, rozglądając się za kelnerem, który roznosił alkohol, żeby każdy miał, co wypić. — Tak! — pisnęła Pyria, stukając o kieliszek Ellen, ochoczo mu przytakując. — I może też od razu na drugą nóżkę na szczęście dla tej przyszłej? — zażartowała głupio, śmiejąc się przy tym tak, jakby była zadowolona ze swojej propozycji i wymownie, lekko szturchnęła Jodie. 
      No teraz to musiała się napić.

      you're brave, everything will be fine ;>

      Usuń
  46. Może właśnie dlatego, że prędzej potrafili ze sobą usiąść i jeszcze wtedy pogadać, zamiast umawiać się na lizanko pod trybunami po zajebistym meczu Clive’a, w głowie Jodie się przyjaźnili i dla niej ich przyjaźń, która najwyraźniej dla niego nie istniała, miała działać inaczej niż to, co się z nimi stało. Jodie przez cały ten czas nie miała potrzeby, żeby wciskać swoją znajomość z Clivem w sztywne ramy, oczekując, że się określi, czy się przyjaźnią, czy tylko kumplują, ponieważ wydawało się to jej oczywiste. Ufała mu, kurwa, oczywiście, że tak, bo była głupia i naiwna i jej matka za każdym razem, gdy nazywała ją zakompleksioną gówniarą miała rację, bo Jodie była zakompleksioną gówniarą i upychała się tą uwagą, którą Clive łaskawie jej dawał, wypełniała sobie nią jakieś braki, bo on był fajny, ciekawy, bo ludzie go lubili, laski za nim szalały, koledzy zazdrościli, bo wydawał się być wtedy jakimś pierdolonym ideałem, który zainteresował się laską, która może i miała najlepsze cycki w całej klasie, ale nie miała nic więcej i każdy inny na jego miejscu by ją skreślił, a on jeszcze w nią wierzył, przynajmniej do czasu. Po prostu był dla niej zbyt dobry, a to stworzyło miejsce na to, żeby dopisała do ich znajomości coś, czego nie było, a potem cholernie się rozczarowała, gdy okazała się warta tyle samo co całe Mariesville. Jodie naprawdę rozumiała, dlaczego Clive po wyjeździe nie miał tu po drodze. Że świadomie się odcinał i nieczęsto wracał, a gdy już to robił, to tylko ze względu na swoją matkę. Nie miała o to pretensji, ale była trochę zła, że ją olał i zbył milczeniem, zamiast po prostu napisać jej, żeby spierdalała. 
    Cokolwiek
    Ale teraz byli w Savannah i to jako para i to Clive potrzebował pomocy Jodie, więc życie potrafiło być zajebiście przewrotne. Jodie sama nie wiedziała, dlaczego na to wszystko się zgodziła. Miała słabość do Clive’a, której nie potrafiła się pozbyć, choć próbowała wbić do tej swojej głupiej głowy, że musi. Lubiła go, chciała być miła, w pewnym sensie było jej też go szkoda, bo życie niesprawiedliwie mu dokopało, więc zależało jej, żeby przynajmniej gdzieś w tym wszystkim pokazał się na przyjęciu zaręczynowym swojej byłej z niezłą laską, poszpanował tym, jak życie zajebiście mu się układa i żeby nie był w tym sam. Przy okazji miała z tego fajny seks bez zobowiązań, szansę na to, żeby pokręcić się w bogatym towarzystwie na eleganckiej imprezie, założyć sukienkę, na którą bez jego wsparcia nie byłoby jej stać, mogła wyrwać się na dwa dni z Mariesville, nie myśleć o pracy, kasie i swoim byłym. Coś z tego miała, ale przede wszystkim Jodie nie była egoistką, żeby patrzeć na ten weekend przez pryzmat tego, co mogła mieć.
    Była tu dla Clive’a, była tu z nimi, gdyby nie on, to Savannah mogłaby sobie pooglądać na zdjęciach, dlatego starała się. Trzymała się ustaleń, wczuwała w rolę jego dziewczyny, w dodatku takiej, która naprawdę była w nim zakochana i miała wrażenie, że wszyscy to kupili. Nikt nie patrzył na nich podejrzliwie, choć padały w ich stronę zaskoczone spojrzenia, jakby każdy rzeczywiście myślał, że Clive nadal będzie rozpaczał nad Leah, z nią włącznie, choć Leah przynajmniej starała się na niego nie patrzeć, w przeciwieństwie do Cory’ego, który zerkał na Clive’a tak, jakby czuł się winny i w przeciwieństwie do Clive’a, którego wzrok mniej lub bardziej świadomie uciekał w stronę Leah. Jodie to dostrzegała i nie miała pojęcia, czy dostrzega to ktoś jeszcze i, prawdę mówiąc, nie powinna się tym przejmować, bo przecież nie była jego prawdziwą dziewczyną, tylko udawali, ale jednak nie dawało jej to spokoju, ponieważ się starała i tymi spojrzeniami, uśmiechami, tym jak nienachalnie się do niego kleiła, karmiąc wszystkich kłamstwami na temat ich związku i tej całej przyszłości, którą wspólnie planowali, choć jedynie co planował Clive, to żeby jak najszybciej wyrwać się z Mariesville, a Jodie, żeby przetrwać kolejny dzień i nie musieć widzieć się z Wadem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starała się i naprawdę, kurwa, nie chciała, żeby poszło to na marne, bo Leah wyglądała pięknie, więc nie mógł przestać na nią patrzeć i się wybijał. Nie miało znaczenia to, czy Jodie była ładniejsza, miała fajniejsze cycki albo była po prostu uczciwsza wobec Clive’a, to nigdy nie miało znaczenia, bo zawsze znalazł się ktoś, kto był po prostu lepszy. 
      Pierścionek był piękny i drogi, ale Jodie się nie podobał, ponieważ myślała praktycznie i praktycznie wiedziała, że nie miałaby, co z takim pierścionkiem zrobić. Nie wyobrażała sobie, że miałaby go nosić na co dzień, do tej swojej zasranej pracy, do przecierania stolików, ale do Leah pasował. Pochwaliła więc go, bo wszyscy inni też się zachwycali, a potem jednak się przekonała i sięgnęła po alkohol, wypijając zdrowie młodej pary czy chuj wie czyje. No i szklaneczka z alkoholem była dobra do tego, żeby przystawić ją sobie do ust i nie musieć gadać, co z kolei było komfortowe w momencie, w którym znajomi Clive’a postanowili powspominać stare czasy, pośmiać się, pogadać o rzeczach, o których Jodie nie miała pojęcia, dlatego stała w miejscu jak skończona idiotka, przysłuchiwała się, zachowywała ten swój uroczy uśmiech na twarzy, a Clive nie pomagał. Nie wyłączyła się tak, jak zrobił to on. Wciąż dochodziło do niej to, o czym oni rozmawiali, a także fakt, że podczas gdy wszyscy ledwo skończyli pierwszą szklaneczkę alkoholu, dobierając się do drugiej, on miał w ręce trzecią, którą wyzerował, a to było zdradliwe
      Jodie uśmiechnęła się wyraźniej, słysząc komentarz Clive’a, przykrywając w ten sposób lekki grymas, który mimowolnie wkradł się na jej twarz, gdy jego palce nagle wbiły się w jej biodro, wciskając się w skórę. Odruchowo położyła swoją dłoń na wierzchu jego, starając się w ten sposób zmusić go do tego, żeby ją rozluźnił i przesunęła się bliżej niego, tak aby mógł ją bardziej objąć. 
      — Może się gdzieś przejdziemy? — zaproponowała cicho, konspiracyjnym tonem, przekręcając się w jego stronę. Uważała, że dobrze by im zrobiło, gdyby na chwilę odcięli się od tego towarzystwa. Uniosła brew, przystawiając do ust szklankę, z której pociągnęła niewielki łyk, bo to było paskudne i mocne. Takie, że lepiej by było, gdyby Clive postanowił zatrzymać się na tych trzech wypitych szklankach. 
      — Przepraszamy, ale musimy iść do reszty gości — odezwała się przepraszająco Leah, posyłając Cory’emu wymowne spojrzenie, na które on natychmiast przytaknął, obejmując ją i przyciągając bliżej siebie. 
      — Jeszcze do was wrócimy — zapewnił z entuzjazmem. — Macie się dobrze bawić, to rozkaz — dodał niby rozkazująco, unosząc palec i śmiejąc się przy tym, na co Miles poklepał go po plecach. Jodie wydawało się, że wszyscy mimowolnie powędrowali za nimi spojrzeniami, odprowadzając ich w stronę ciotek i innych wujków, którzy już czekali aż będą mogli się z nimi przywitać, poprzytulać i znowu pozachwycać wyglądem Leah. 
      — To my może skoczymy do baru… — zaczął Marcus, wskazując kciukiem na bar, który jeszcze nie był aż tak oblegany przez gości i zachęcająco położył dłonie na ramieniu Clive’a oraz Milesa. — A wy sobie pogadajcie? — zaproponował, przesuwając spojrzeniem po damskiej części ekipy, zdecydowanie mając ochotę chwilowo odłączyć się od grupy, co oczywiście spotkało się z aprobatą Pyrii i Ellen, która znowu wyciągnęła rękę w stronę Jodie, żeby ją sobie zagarnąć. Wydawało się, że pomysł ten pasował także Milesowi, który pokiwał głową, nieznacznie ignorując ostrzegawcze spojrzenie Ellen, które mu posłała, jakby chciała mu przekazać, że lepiej, żeby się nie najebał i cztery pary oczu skupiły się na Clivie oraz Jodie. Ona wolała przejść się gdzieś z nim, tak jak mu to zaproponowała, ale nie miała pojęcia, czego on chce. 
      — No chodź, stary. Napijemy się jak za dawnych czasów, nie każ się namawiać — dodał Marcus, lekko szturchając Clive’a, jakby to była propozycja nie do odrzucenia i wsunął dłonie do kieszeni swoich spodni. 

      I believe in you… but little problems are coming

      Usuń
  47. Telefon działał w dwie strony do momentu, w którym każda z tych dwóch stron odpowiadała na to, co w tym telefonie było. Jodie się starała, ale nie miała siły wciąż tego robić i zabiegać o uwagę Clive’a, gdy on ją olewał, a jej życie dosłownie się waliło. Bo kiedy on żył tym swoim zajebistym życiem, czuł, że jest naprawdę i wreszcie mógł oddychać, przy okazji udowadniając każdemu, że miał rację, to ona próbowała przetrwać najgorsze. Przełączyła się więc na ten tryb przetrwania, w którym utknęła i który się nie kończył, choć myślała, że czas to zmieni. Ani trochę nie pomagał jej wtedy fakt, że tęskni za Clivem. Że brakuje jej kogoś, kto ma ją w dupie i to zderzenie ze świadomością, że tak naprawdę zawsze byli dla siebie obcy było bardzo rozczarowujące i smutne, dlatego Jodie dla swojego dobra musiała się od tego odciąć, przestać pisać do Clive’a tak samo, jak on przestał pisać do niej i zaakceptować, że tak wyglądał koniec tej ich dziwnej przyjaźni. To nie była jej wina, że nie pasowała do jego nowego życia. 
    Pogodziła się z tym, co się stało i się nie odstanie. Nie wypominała Clive’owi, że zachował się jak skończony dupek, nie wydarła się na niego w warzywniaku, właściwie to zachowywała się tak, jakby nic takiego się nie wydarzyło. Nie próbowała z nim o tym rozmawiać tak samo, jak on nie próbował rozmawiać z nią, nie pielęgnowała w sobie urazów, nie była drobiazgowa, nie czerpała satysfakcji z tego, że posypało się mu to zajebiste życie, które zdążył poukładać ani z tego, że w jakiś pojebany sposób teraz to on potrzebował jej. Miała do niego słabość i uwielbiała spędzać z nim czas, choć wolałaby, żeby było inaczej, bo wpuszczanie Clive’a do swojego życia od nowa, pozwalanie mu na to, aby niezobowiązująco znalazł sobie w nim miejsce, stając się jego niewielką częścią, czymś stałym, aby pojawiał się i znikał, to było strasznie głupie. Okropnie głupie, naiwne i ryzykowne. Trochę tak, jakby Jodie sama prosiła się o powtórkę z rozrywki, bo gdy już Clive się ogarnie i wyjedzie z Mariesville, to oleje ją w ten sam sposób co wtedy, a jej znowu będzie go brakowało, bo przy nim mogła się zapomnieć i wyciszyć ten swój tryb przetrwania. Za to w Savannah mogła zupełnie odpuścić, bo miała ten komfort, że była daleko od Mariesville, że te wszystkie problemy zostały tam, a tu nie musiała zawracać sobie nimi głowy, zresztą, jako dziewczyna Clive’a była tutaj kimś innym. Całkiem przyjemnie jej się tak udawało, obejmowało, przytulało z Clivem, patrzyło z czułością w te jego ładne oczy, udając przy tym tak bardzo w nim zakochaną, że nawet jeśli ktoś chciałby z tym dyskutować, to zwyczajnie by nie mógł. Sprawiało jej to frajdę, odnalazła się w tym, choć całe to przyjęcie wcale nie sprawiało, że bawiła się dobrze. Nie czuła się zajebiście dobrze pod czujnym okiem Leah ani bombardowana pytaniami jej przyjaciółek, chyba nie potrafiła się wyluzować, a do tego dochodziło martwienie się tym, z jaką pasją Clive wypijał alkohol. Nigdy mu tego nie zakazywała, pili razem nieraz, a w barze sama mu polewała albo robiła słodkie drinki, ale Clive miał problem z umiarem, a to nie było miejsce i czas, żeby się schlać. Jodie wolała więc, żeby nigdzie nie szedł, a już tym bardziej nie do baru ze swoimi kolegami, ale jednak nie protestowała, gdy przystał na ich propozycję. Posłała mu tylko jednoznaczne spojrzenie, jakby prosiła nim, żeby jednak nie zostawiał jej na pastwę Pyrii i Ellen, a potem już tylko pozwalała mu się czule całować. Pocałunek choć krótki, to podnoszący na duchu, a Jodie zanim Clive odszedł, z troską przesunęła opuszkami palców po jego ustach, delikatnie ścierając z nich swój truskawkowy, lekko czerwony błyszczyk. 
    Po drodze do tego stołu zastawionego słodkościami, Jodie odstawiła niedopitą szklankę z whisky na tacy jednego z kelnerów, natomiast Ellen i Pyria zgarnęły z innej tacy trzy kieliszki białego wina. Stanęły przy tych wszystkich ciastach, ciasteczkach i deserach, zajadając się tymi truskawkami w czekoladzie i plotkując głównie o facetach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych swoich. Najwięcej ciekawości wzbudzał Clive, wiadomo, więc to znowu wyglądało jak przesłuchanie, bo Pyria i Ellen pytały, a Jodie odpowiadała, zmyślając. Przy okazji ukradkiem zerkały w stronę baru, obserwując, jak panowie się bawią. Jodie usłyszała między innymi, że dobrze było widzieć Clive’a po tym wszystkim w lepszym stanie, że ten ostatni rok to pewnie musiał być dla niego okropnie ciężki, że im wszystkim to się zawsze wydawało, że on i Leah są dla siebie stworzeni i to było takie dziwne, gdy się rozstali i że one nie wiedzą, co Jodie wie, ale Leah opowiadała, że nie było kolorowo i w sumie to bardzo dobrze, że każde z nich znalazło sobie kogoś lepszego, a tak w ogóle to powinni częściej wpadać do Savannah. Jodie z kolei nie wiedziała, po co one jej to wszystko mówią, ale jeżeli to wszystko trwało tylko dwadzieścia minut, to było to jedno z najdłuższych dwudziestu minut w jej życiu, a przecież bardzo żywo udzielała się w tych rozmowach, próbując nie tylko zatykać się truskawkami w czekoladzie i białym winem. Jodie była więc przeszczęśliwa, gdy goście musieli zająć swoje miejsca przy stolikach i że przede wszystkim Clive wrócił, a potem trochę mniej szczęśliwa, gdy okazało się, że musieli to zrobić po to, aby wysłuchiwać tej durnej przemowy Leah. Zmarszczyła lekko brwi, przysłuchując się tej całej historyjce, którą sprzedawała gościom, jednocześnie czując, że uścisk Clive’a ze zmaltretowanego biodra przeniósł się na udo. Delikatnie nakryła jego dłoń swoją dłonią, kojąco przesuwając kciukiem po jego zaciśniętych palcach, ewidentnie nad czymś myśląc, bo czuła, że Clive był wkurwiony i skupiała się na tym tak bardzo, że umknął jej moment, w którym Leah przestała mówić, a wszyscy byli (lub dobrze udawali) poruszeni. Trochę rozbawiła ją reakcja Pyrii i Ellen, dlatego rzuciła w ich stronę krótkie, pełne politowania spojrzenie, ale była pewna, że tego nie zauważyły, zbyt zajęte przeżywaniem tej opowiastki, podczas gdy ich faceci byli tym wszystkim niespecjalnie zainteresowani, natomiast wzrok ojca Leah na dłużej zatrzymał się na ich stoliku. Co za ludzie.
      — Tak — zgodziła się zaraz Jodie, zatrzymując spojrzenie na oczach Clive’a i uśmiechnęła się do niego tak, jakby rozmawiali już o tym ze sto razy. — Tylko my i jakaś przeurocza, mała kapliczka — pociągnęła to dalej, nie spuszczając z niego spojrzenia, choć sama wolałaby, żeby tak czule, kurwa, na nią nie patrzył. — No i nasi rodzice, bo by nam tego nie wybaczyli — dodała szybko, rozciągając usta w większym uśmiechu. — A potem spontaniczna podróż poślubna gdzie będziemy chcieli i wtedy już tylko my — podkreśliła czule i z ekscytacją, jakby to wszystko mieli omówione i postanowione. Wyciągnęła dłoń w stronę Clive’a i przesunęła wolną ręką po jego policzku, jakby byli tutaj sami i przysunęła się do niego, zostawiając na jego ustach, które były zimne od kostek lodu i smakowały alkoholem, słodkiego buziaka. Przygryzła wargę, gdy się odsunęła i uśmiechnęła się dumnie, a przez to, że ewidentnie zapatrzyła się w oczy Clive’a, ale niby tylko dlatego, że aż tak wczuła się w rolę, to dopiero teraz obrzuciła spojrzeniem jego znajomych, którym sprzedawali niezłe przedstawienie. 
      — Także wy nie czekajcie na zaproszenia — skwitowała, co było raczej złośliwością, ale powiedziała to z tak słodkim uśmiechem, że oni jedynie roześmiali się, kiwając głowami. 
      — Rany, wy naprawdę do siebie pasujecie! — skomentowała zdumiona Pyria, nie kryjąc zaskoczenia, ale także czegoś, co zakrawało o rozczulenie. — Właśnie mówiłam wcześniej Jodie, że tak bardzo się cieszę Clivey, że ci się poukładało — zdradziła, nawiązując do rozmowy z dziewczynami, brzmiąc przy tym tak, jakby, naprawdę się cieszyła i uśmiechnęła się.
      — A planujecie zostać w tej swojej wiosce? — pociągnęła dalej zainteresowana Pyria, choć było widać, że nie ona jedna się tym interesuje.

      I won't let you talk like that!!

      Usuń
  48. Byli dzieciakami. Gadali o tym, co było dla nich wtedy ważne. Całe ich życie kręciło się wokół szkoły, na którą się wkurzali, nauczycieli, których obgadywali, rodziców, na których czasami narzekali, plotkowali o rówieśnikach, o tym, kto się z kim całował na poprzedniej imprezie, a potem podbijał do Clive’a na tym ognisku, na których zawsze się rozdzielali, bo on był rozchwytywany, a ona pomimo tego, jak bardzo go lubiła, nie miała w zwyczaju łazić za nim, gdy dawał się podrywać innym laskom. Clive miał rację — to było powierzchowne i pozbawione czegoś głębszego, jednak równocześnie to była jedna z prawdziwszych i szczerszych relacji, które Jodie zbudowała. Bo ona nie miała wielu przyjaciół, ani nawet znajomych. Nie była rozchwytywana przez tłumy, nie brylowała w towarzystwie. Kolesie ją podrywali, bo miała większe cycki niż rówieśniczki, umawiali się z nią na kilka randek, a potem to wszystko jakoś tak naturalnie się kończyło, bo oni chcieli tylko seksu, a Jodie randek, kwiatów i poczucia, że jest dla kogoś ważna. Dlatego to, co miała z Clivem było dla niej takie istotne. Takie inne. Takie wielkie, choć być może wielkie nie było. Ale za to było całkiem stałe, nie kończyło się po miesiącu, bo jakimś pierdolonym cudem na siebie trafili i się siebie trzymali. Jodie do tej pory nie wiedziała, jak to się stało i jakim prawem działało, ale absolutnie jej to nie obchodziło.
    Wszystko, co dobre, jednak szybko się kończy, dlatego nie byli wyjątkiem i cokolwiek, co wtedy mieli, to nie mogło trwać wiecznie i rozpadło się szybciej, niż Jodie przypuszczała. Ale już tego nie przeżywała, bo minęło zbyt wiele lat i wydarzyło się zbyt wiele rzeczy, żeby wracać do tego, że jak byli nastolatkami, to robili głupie rzeczy, więc nie zadbali o swoją przyjaźń. Było minęło. Nawet, gdy się teraz spotykali, to nie sięgała zbyt mocno i głęboko pamięcią do ich przeszłości. Nie rozwodziła się nad tym i nie rozdrapywała, bo jak Clive słusznie zauważył, nazbierali tyle różnych, innych ran, że miało się, co goić, więc rozgrzebywanie tych innych nie miało sensu. Sensu nie miało także to, co sobie robili, pakując się w swoje życie od nowa, ale… raz się żyje. Potrzebowali czegoś prostego i nieskomplikowanego, więc to sobie znaleźli, a ich układ działał bez najmniejszego zgrzytu, jakby te wszystkie warunki i oczekiwania, których sobie nie przedstawili, były czymś oczywistym. Jodie przez ten wspólny wyjazd do Savannah poczuła się trochę zbyt pewnie, jakby mogła sięgnąć w głąb Clive’a, skoro wpuszczał ją do swojego życia na tyle, żeby poznała jego znajomych, ale szybko dotarło do niej, że nie miało znaczenia, o co ją prosił, granice pozostawały nienaruszone, dlatego liczyła na to, że mimo wszystko dalej będzie między nimi prosto i banalnie.
    Byli świetnymi kłamcami. Zmyślali te wszystkie historyjki i plany na przyszłość, patrząc sobie przy tym w oczy, jakby już teraz mogli jechać do kościoła i się hajtnąć, a potem żyć długo i szczęśliwie. Całkiem nieźle ukrywali to, że jedno z nich było niesamowicie wkurwione, a drugie wciąż niepewne i zestresowane. Naturalnie sięgali po alkohol, ale Jodie wciąż się pilnowała, starając się zachować umiar, bo chciała się tylko trochę rozluźnić, natomiast Clive wlewał go w siebie tak, jakby brał udział w jakimś pierdolonym konkursie na to, kto wypije więcej, a najgorsze, co mogło być, to fakt, że alkohol zamiast koić jego nerwy, jedynie je podsycał. 
    — Tak! Spełnisz moje marzenie — powiedziała podekscytowana i rozczulona, choć do tej pory nawet nie myślała o tym, żeby uczyć się jeździć na snowboardzie, ale oczy zaświeciły się jej tak, jakby naprawdę o tym marzyła. Wtórowała Clive’owi, który opowiadał o ich planach, snując je wraz z nim i uśmiechając się przy tym z wyraźnym rozmarzeniem, malującym się na twarzy.
    — Nie zapomni — stwierdziła pewnie, wciąż z uśmiechem na ustach, ale mocniej ścisnęła jego dłoń. — Już ja o to zadbam, nigdzie się nie wybieram — skwitowała trafnie, chociaż nieświadomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba. Może nie aż tak do końca nieświadomie, ponieważ Jodie nie była głupia, potrafiła wyciągać wnioski i łączyć fakty, więc domyślała się, że z tym rozstaniem Clive’a i Leah to było coś grubszego, ale brzmiała niewinnie. Pomachała jeszcze głową, jakby zastanawiała się nad jego słowami o Savannah i przeprowadzce tutaj, aż ostatecznie wzruszyła ramionami. 
      — A może zostaniemy już w tej Kalifornii? — zastanowiła się na głos, żeby wyglądało tak, jakby temat był otwarty, a oni nie musieli się ograniczać i wzruszyła lekko ramionami. Potem Jodie cieszyła się, że nadeszła pora obiadu, bo po pierwsze okazało się, że była głodna, tylko z nerwów miała trochę ściśnięty żołądek, po drugie jedzeniem można było się zatkać i nie trzeba było gadać, a po trzecie lubiła krem z kalafiora i lubiła też łososia. Nie lubiła oliwy truflowej i rukoli, ale zjadła wszystko i nie kręciła nosem. Pokręcić nim miała ochotę dopiero w momencie, w którym Marcus znowu zaczął gadać o barze i piciu, namawiając chłopaków, żeby nie przynudzali i do niego dołączyli. Miles się nie skusił, bo Ellen i tak go gdzieś ciągnęła, każąc mu ze sobą iść, z kolei Clive nie miał ograniczeń, więc Jodie jedynie odprowadziła go spojrzeniem w stronę baru i skupiła się na swoim słodkim drinku, którego wciąż sączyła. W pierwszej chwili nie za bardzo słuchała Pryii, bo zdążyła zaważyć, że ona dużo gadała, śmiała się i plotkowała, czasami tłumacząc Jodie, kto jest kim na przyjęciu, ale kiedy tak nagle spoważniała, zniżając głos do wręcz konspiracyjnego tonu, jakby miały spiskować przed całym światem, to konsternacja automatycznie zastąpiła uśmiech na jej twarzy. Spojrzała na tę jej brzęczącą rękę, której smukłe palce owinęła wokół jej nadgarstka, a następnie prawie udławiła się drinkiem, którego w nieodpowiednim momencie się napiła. Odstawiła szklankę na stolik, trochę mocniej niż by tego chciała i zmarszczyła brwi, patrząc na Priyę, jak na skończoną wariatkę. Jak ona mogła?
      Powiedzieć, że Jodie była w szoku, to trochę tak, jakby nic nie powiedzieć. Kompletnie ją zatkało, a jej wzrok kontrolnie powędrował w stronę Clive’a, który potrafił się wściekać, tracił nad sobą panowanie i wtedy mówił lub robił rzeczy, których nie chciał i żałował, ale przecież znała go, nigdy nie uderzyłby kobiety. Znała również kogoś, kto nie miałby oporów, żeby to zrobić i wiedziała kurwa, jakie to trudne znosić agresję w imię miłości i naprawdę nie chciała zdyskredytować Leah, ale… no nie. To zwyczajnie nie mogła być prawda. Nie, bo wtedy runęłoby wszystko, w co wierzyła. Całe to wyobrażenie, które miała. 
      — Clive? — wypaliła w pierwszej chwili oburzona, marszcząc czoło i celując spojrzeniem pełnym niezrozumienia w oczy Pryii. Z nerwów miała ochotę roześmiać się prosto w jej twarz, ale zamiast tego zdecydowanie pokręciła głową. — Zwariowałaś? On taki nie jest i doskonale o tym wiesz — zaznaczyła stanowczo, mając wrażenie, że usłyszała najbardziej absurdalną rzecz na świecie.
      — To jakaś kompletna bzdura. Nie wierzę w to — dodała poważnie, choć może najpierw powinna pogadać z Clivem, żeby samej nie wyjść na wariatkę tym, że go zawzięcie broniła, ale absolutnie nie dopuszczała do siebie myśli, że to mogła być prawda. Była oburzona tymi podejrzeniami, tymi oskarżeniami, tym, że komukolwiek przyszło coś takiego do głowy i poczuł się na tyle pewnie, żeby się tym podzielić.
      — Nie powtarzaj takich rzeczy — poradziła z politowaniem Jodie, gwałtownie wyswobadzając nadgarstek z jej uścisku i przystawiła do ust szklankę z drinkiem, którego dopiła. Z drugiej strony, gdyby ktoś zapytał ją, jaką pewność miała, że Clive tego nie zrobił, to nie wiedziałaby, co mogłaby odpowiedzieć oprócz tego, że go znała.

      Usuń
    2. — Wiem, że to przykre i ciężkie, ale mówię tylko to, co przeżyła z nim Leah — rzuciła na swoją obronę Pryia zupełnie tak, jakby to cokolwiek zmieniało, a nie zmieniało, kurwa. Gówno wiedziała. A już na pewno nie miała pojęcia, co takie fałszywe oskarżenia robiły z ludźmi, którzy byli niewinni, a co z tymi prawdziwymi ofiarami i ich prawdziwymi oprawcami.
      — On po tym wszystkim stał się inny i wiesz… wolę cię ostrzec — mówiła szybko, patrząc na Jodie jak na skończoną naiwniaczkę, ale ona nie zamierzała tego dłużej słuchać. — Pryia, czy ty bierzesz pod uwagę, że to może być kłamstwo? Wiesz, co to oznacza? — podzieliła się jeszcze swoim zdaniem z lekko zaskoczoną Pryią, jeszcze bardziej marszcząc brwi. Jodie mogłaby przysiąc, że gdyby się dało, to Pryia przewróciłaby oczami z niezadowolenia, bo nie chciała reprymendy, tylko materiału do plotek.
      — Clive jest cudowny i wrażliwy, a skoro tak bardzo się zmienił, to może trzeba było z nim wtedy pogadać? Zainteresować się? — zasugerowała gorzko, bo nie rozumiała, o co z tymi nagłymi przemianami chodziło, ale słyszała to już któryś raz i zaczynało ją to irytować, bo brzmiało jak kolejne oskarżenie, a Jodie nie wydawało się, że Clive był odpowiedzialny za to, że stracił pod nogami pewny grunt i coś w nim pękło. — A rozpowiadanie takich rzeczy to świństwo — skwitowała dosadnie, nagle odsuwając się krzesłem od stołu. — Nie szukaj sensacji pod płaszczykiem troski — powiedziała, najwyraźniej dzieląc się z nią jeszcze jedną radą. Pryię nie cieszyły odpowiedzi Jodie, ale ona naprawdę miała dość ciągnięcia tego, jej zdaniem, abstrakcyjnego tematu, który wkurzył ją bardziej niż powinien, ale miała na swoim koncie pojebany związek z Wadem, który terroryzował ją w trakcie tego związku i całe miesiące po nim, więc dla niej to nie były tematy do pikantnych rozmów w samy środku przyjęcia zaręczynowego. To nie były tematy, którymi wycierało się komuś twarz, żeby samemu się wybielać i wyjść na nieskazitelną. Czy Leah tak robiła? Jodie nie miała pojęcia, ale to Clive miał jej zaufanie i to jego znała, dlatego naturalnym wydawało się jej to, że stanęła po jego stronie, choć szok był w niej tak ogromny, że przez pierwszą chwilę niewiele potrafiła z siebie wydusić.
      Odetchnęła głośno i ciężko, szybkim krokiem ruszając w stronę baru, przy którym stał Clive i Marcus, który opowiadał coś tak żywo, że pierwszy raz nie wyglądał, jakby był czymś wkurwiony. Podeszła do Clive’a od tyłu, ale się nie zakradała, zresztą, ściągnęła na siebie uwagę Marcusa, który wyprostował się i napił alkoholu, który miał w szklance.
      — Chciałabym porwać mojego przystojnego chłopaka — zakomunikowała wesoło, posyłając Marcusowi uśmiech i zanim Clive zdążył się odwrócić, objęła go od tyłu i wtuliła swoje drobne ciało w jego plecy, dłońmi przesuwając po jego torsie. Po chwili rozluźniła uścisk, zostawiając dłoń na jego ramieniu i przesunęła się na bok.
      — Zatańczysz ze mną, skarbie? — poprosiła, unosząc spojrzenie na jego oczy i uśmiechnęła się czule. Wsparła się na palcach, żeby ustami przelotnie musnąć jego policzek, a rękę wyciągnęła w stronę jego nadgarstka, który objęła i przysunęła w swoją stronę wraz z tą szklanką, za którą trzymał. Uniosła brew, z jego pomocą przystawiając ją do swoich ust, bo musiała się, kurwa, napić przez głupią Pryię, która dosłownie wytrąciła Jodie z równowagi. Stała się przez nią okropnie sfrustrowana, w dodatku jeszcze walczyła z tym, czy mówić o tym Clive’owi, szczególnie tutaj, jednak ukrywała to wszystko pod tym czarującym uśmiechem i dobrym humorem, którym starała się emanować. Ale w rzeczywistości było jej kurewsko przykro, że Clive się z czymś takim spotykał.

      the thing is, I won't let them do that

      Usuń
  49. Jakieś opcje pewnie mieli, ale sęk w tym, że po nie nie sięgnęli. Jodie tak już miała, że potrafiła, walczyła, starała się i angażowała, gdy jej zależało, ale równocześnie musiała widzieć sens swoich działań, musiała widzieć, że jej starania nie idą nie marne, że nie pozostają bez odpowiedzi, bo inaczej zniechęcała się, zamykała, czuła się odrzucona i odpuszczała. Przy Clivie też się taka poczuła — odrzucona, a do tego wylądowała w niezłym bagnie, dlatego przestała zabiegać o jego uwagę. Chciała przynajmniej raz w życiu tego nie robić. Chciała poczuć, że jemu też na niej zależało, że ktoś chciał zawalczyć o nią. Jodie po prostu naiwnie zauroczyła się Clivem, ale była jedną z wielu i to nie miało żadnego znaczenia.
    Czas potrafił jednak wiele wyleczyć albo przynajmniej sprawić, że myślało się o tym mniej, bo zbierało się tyle rzeczy, którymi musieli się przejmować, że te inne odchodził w odstawkę i traciły na znaczeniu. Jodie z pewnych rzeczy się wyleczyła, przynajmniej na tyle, że gdy Clive pojawił się w jej życiu od nowa, to nie pokazywała mu, że kiedykolwiek ją zranił. Jeśli się czegoś domyślał, to domyślał, ale ona nie chciała przeprosin i litości, a jemu było z tym wygodnie, więc to im się kręciło. Jodie doskonale wiedziała, że przez to, że zaczęli od seksu i właściwie to na nim zbudowali całą swoją bliską relację, już nic nie będzie takie jak kiedyś, a oni nie wrócą do momentu niewinnego kumpelstwa, bo to zawsze albo chociaż zazwyczaj będzie kończyło się w łóżku, w którym było dobrze, przyjemniej i bezproblemowo. Nie zaczną nagle umawiać się na herbatkę, przy której będą opowiadać o swoim życiu, nadrabiając lata, przez które ich przy sobie nie było i podczas których wydarzyło się tyle, że aż nie potrafiliby o tym wszystkim mówić. Jodie chyba nie wyobrażała sobie, że mogłaby usiąść i zacząć zwierzać się Clive’owi z tego, jak było chujowo. Wstydziła się swojego życia. Zresztą, nie dawali sobie na to miejsca, nie pozwalali na to, trzymali się tego, co już znali i lubili, co było łatwiejsze i nawet w tych chwilach, w których Jodie jakoś tak nieumyślnie szukała miejsca na to, żeby z Clivem trochę głębiej pogadać, to pamiętała o układzie. Byli kumplami od seksu i nic więcej. Byli do siebie przywiązani, przyzwyczajeni i mieli słabość, a choć to było dużo bardziej skomplikowane od zwykłej przyjaźni, to ze wszystkiego, na co mogli się zdecydować, postawili właśnie na to. Ich seks miał być szybki i skuteczny, miał im pomóc się zrelaksować i zapomnieć o problemach, a wszelkie odchyły, każdy jeden raz, który był wyjątkowo czuły, długi, pełny powtórek i nocy, które kończyły się tym, że zasypiali w siebie wtuleni, a nie na majtkach, które Jodie wciągała na zgrabny tyłek, to nie było nic wielkiego. Nic a nic. Nic szczególnego, wyjątkowego i innego. Nic, co miało prawo się powtórzyć, choć się powtarzało. W jej głowie tak to właśnie wyglądało, bo tak miało wyglądać i ten idealny układ nie przewidywał, że mogło być inaczej. 
    Tak, na pewno. 
    I to na sto procent właśnie z uwagi na ten zajebisty seks i prosty układ, który mieli, Jodie przejmowała się słowami Pryii. W chuj nie spodobało się jej, że oskarżała Clive’a, nie mając żadnych dowodów poza tym, co powiedziała jej Leah i chociaż Jodie rozumiała, że były przyjaciółkami i sobie wierzyły, to jednak były tak wrażliwe i poważne tematy, że nie zostawia się ich bez konfrontacji. Z jednej strony nie dopuszczała do siebie myśli, że ktokolwiek mógłby używać fałszywej przemocy jako linii obrony, ukrywać się za nią i tymi fałszywymi oskarżeniami niszczyć komuś życie, a z drugiej nie wierzyła, że Clive mógłby to zrobić. Nie zrobiłby. Znała go, dlatego wiedziała, że istniały granice, których nie przekraczał. Że był porywczy i gwałtowny, że potrafił trzaskać drzwiami, wydzierać się i pewnie nieraz ktoś dostał od niego po gębie, ale nie skrzywdziłby w ten sposób kobiety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jodie miała mętlik w głowie, dlatego czym prędzej potrzebowała się czymś zająć i oczyścić myśli, a że Clive był jedyną osobą, którą tutaj znała i której mogła ufać, to wybrała jego. Wiedziała, że z Pryią nie wytrzyma ani sekundy dłużej. 
      — Wciąż, bo nie wiesz, co chcę z tobą zrobić — rzuciła zaczepnie, patrząc w oczy Clive’a i uśmiechnęła się, usatysfakcjonowana tym, że dał się wyciągnąć na parkiet. Przy okazji pozwoliła na to, żeby kuzyni Cory’ego pogapili się jej w cycki, których nie miała szczególnie odsłoniętych, ale najwyraźniej wystarczająco, żeby przyciągnęły ich uwagę. I dobrze, niech potem opowiadają Cory’emu, jakie zajebiste cycki ma ta nowa laska Clive’a. To było strasznie proste, puste i było czymś, z czym Jodie niekoniecznie chciała być kojarzona, bo istniała poza cyckami i miała znacznie więcej do zaoferowania, ale to był wyjątek. Podobnym wyjątkiem było wyciąganie na te cycki i ładne oczy napiwków od naiwnych facetów w barze. Dodatkowo dzisiaj Jodie pogodziła się nawet z tym, że najprawdopodobniej spojrzenia kuzynów Cory’ego mimowolnie powędrowały za nią i Clivem na parkiet, ostatecznie lądując gdzieś w okolicy jej tyłka. 
      — Tylko dzisiaj? Myślisz, że powinnam stroić się tak częściej? — zażartowała figlarnie, uśmiechając się wyraźniej na komplement, który jej sprzedał, choć nie musiał, ale chciał, a ona bardzo to doceniała, bo zawsze było fajnie posłuchać o tym, że wygląda się zajebiście. Tym bardziej, że Jodie też tak się czuła. — Tobie też całkiem nieźle w tym garniaku — pochwaliła Clive’a, układając dłoń na jego ramieniu, chociaż również nie musiała, ale skoro już sobie słodzili, odsłaniając się przed sobą z tego, co o sobie sądzili, to nie zamierzała pozostać dłużna.
      Wpatrywała się w jego oczy, w których odbijały się rozwieszone dosłownie wszędzie światełka, a ich światło było delikatnie i ciepłe i doskonale podkreślało kolor oczu Clive’a, a na Jodie ten odcień niebieskiego zawsze działał. W tych jej nieustannie migotało coś czułego i rozmarzonego, tym bardziej, gdy złapali się za dłonie i zaczęli bujać się w rytm piosenki, którą puszczał DJ. Być może kryło się w nich coś, co nosiło ślady przejęcia, szczególnie tymi głupimi słowami głupiej Pryii, jednak Jodie starała się na tym nie skupiać. Uśmiechnęła się za to rozczulona, przysuwając się do Clive’a, żeby krótko, choć czule smakować jego ust, niekontrolowanie zaciskając przy tym palce na jego ramieniu. Rozluźniła się przy tym, nieznacznie przeciągając pocałunek, gdyby jakiś kamerzysta albo fotograf, którzy na pewno gdzieś się tutaj kręcili, zechcieli uwiecznić tę słodką chwilę na czymś, co już zawsze będzie prześladowało Leah. 
      — Okej — pokiwała lekko głową na pytanie Clive’a. — To tylko Pryia i to jej gadanie — westchnęła ciężko, przewracając przy tym oczami. Miała wrażenie, że te słowa wystarczą, żeby podkreślić, jak bardzo była przebodźcowana jej towarzystwem. Poza tym, nie dawało jej spokoju to, co ona jej powiedziała, a czego Clive był słodko nieświadomy i… chciała mu powiedzieć, musiała to zrobić, ale miała wrażenie, że ten moment nie był odpowiedni, bo nie wiedziała, co strzeli mu do głowy. 
      — A tam? — zapytała z troską, zawieszając na nim swoje spojrzenie. Muzyka wciąż była romantyczna i spokojna, a oni dalej tańczyli. Jodie wykazała się pomysłowością i chociaż Clive prowadził, to ona zainicjowała obrót, który skończył się tym, że puściła dłoń Clive’a, a gdy wróciła w jego objęcia, to obie ręce zarzuciła na jego kark i mocniej przycisnęła do niego swoją sylwetkę. Zadarła podbródek wyżej, ocierając czubkiem nosa o jego nos, opuszkami palców dotykając jego karku i raz jeszcze czule musnęła jego wargi, a raczej ich kącik. 
      — Może znaleźlibyśmy jakieś ustronne miejsce, Clivey? — zasugerowała nagle i bezwstydnie Jodie, przybliżając się do jego ucha i ściszając głos do zmysłowego szeptu. Odsunęła się na tyle, aby móc na niego spojrzeć i odnalazła jego oczy, patrząc w nie niewinnie i tak, jakby składała propozycję, której się nie odrzuca. Potrzebowali się rozluźnić.

      something like that ;>>

      Usuń
  50. Clive był wtedy skończonym idiotą, ale jeśli młodość stanowiła dla niego aż taką wymówkę, to Jodie tym bardziej nie miała, po co roztrząsać tego, co się między nimi wydarzyło. Nie miała, po co czekać na wyjaśnienia i przeprosiny. Byli młodzi, więc robili głupie rzeczy i popełniali błędy i Jodie wiedziała, jak brutalnie to brzmiało, ale jej błędem, jej głupią rzeczą było to, że pozwoliła sobie na to, żeby się Clivem zauroczyć i to zauroczenie wykorzystywać, dawać mu swoją bezgraniczną i bezinteresowną uwagę, pozwalać na to, żeby ich znajomość zbliżała się do niebezpiecznego punktu, w którym wypadało coś z nią zrobić, ale równocześnie była na tyle żadna, że wystarczyło spędzić trochę czasu poza Mariesville, a zapominało się o jej istnieniu. 
    Życie daleko od Mariesville było kurewsko kuszące i musiało być, kurwa, zajebiście ekscytujące, więc chyba tylko ta świadomość, jak bardzo Clive’owi na tym zależało i jak bardzo starał się, żeby spełnić swoje marzenia, udowadniając rodzicom, kto miał rację, sprawiała, że Jodie mu odpuściła. Wiedziała, ile to wszystko dla niego znaczyło, wiedziała, jak bardzo chciał się wyrwać, dlatego gdy to zrobił, nie potrafiła być zła na to, że zerwał ze wszystkim, co wiązało się z Mariesville.
    Jodie do tego nie wracała, Clive nie wracał, zachowywali się tak, jakby to się nigdy nie wydarzyło, ale prawdę mówiąc, tak było wygodnie, bo i tak nie było ich stać na jakiekolwiek wyjaśnienia wobec siebie, dlatego gdyby nie uciekli w seks, to do tej pory by ze sobą nie rozmawiali. A tak to umilali sobie smutne, trudne i ciężkie wieczory, umówili się na ten niepisany układ, którego zasady były znane i oczywiste i opierały się przede wszystkim na tym, że miało im być ze sobą zajebiście i nic więcej od siebie nie oczekiwali. Zaskoczył ją tą propozycją, ale mogła się wtedy albo zgodzić i coś z tego mieć albo kazać mu spierdalać, wyrzucając z siebie to, jak ją kiedyś zranił.
    Seks z Clivem i prostota tej sytuacji przekonały ją, że lepiej coś z tego mieć, nawet jeśli to chwilowe. W dodatku ta prostota nie zmieniała się nawet po tych nocach, podczas których im odpierdalało. Mieszali sobie w głowach, mniej lub bardziej świadomie, z całym tym pieprzonym talentem do autodestrukcji robili sobie rzeczy, których nie powinni, a potem łapali się na tym, że to było zajebiście podniecające tak ryzykować, stąpać po cienkim lodzie, balansować na granicy, więc nie przestawali. Przychodziły momenty otrzeźwienia, ale potem wpadali na siebie, Clive wydurniał się, podrywając Jodie w barze, ona posyłała mu głupie uśmiechy i rozsądek szedł się jebać, ale nie musiał się o nią martwić. Potrafiła o siebie zadbać, robiła to od zawsze i zmieniła się od tego czasu, gdy postanowił się odsunąć. Była jeszcze bardziej skazana na samą siebie, stała się wobec siebie surowsza, a jeśli wtedy istniały rzeczy, o których wolała nie rozmawiać, to teraz miała ich jeszcze więcej. Przez chwilę, podczas związku z Wadem i trochę po nim, sama się nie poznawała, ale już wracała do siebie, choć nigdy nie będzie taka, jaką Clive ją zapamiętał.
    Chwilowy problem polegał na tym, że poczuła się przez niego zaproszona dalej, ale to było nieporozumienie, które dość szybko i wyraźnie sobie wyjaśnili. Wyobraziła sobie za dużo, jednak nie w tym sensie, którego mógł się obawiać, ale tym kumpelskim, który już kiedyś ich połączył. To była koleżeńska troska. Przez chwilę pomyślała, że chociaż wzięli się za to od dupy strony, to jednak dążyli do tego, aby odbudować to, co kiedyś między nimi było, pozwalając tej całej przyjaźni rozwinąć się na nowo. To był błąd Jodie, że to przyszło jej do głowy.
    Byli zgraną drużyną, a ona wiedziała, że jeśli odpowiednio mocno wczuje się w swoją rolę, co też przychodziło jej z lekkością i łatwością, co zupełnie nie było dla niej zaskakujące, bo jak zwykle czuła się przy Clivie bardzo dobrze, to i jemu łatwiej pójdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Clive był romantykiem, Jodie mało wiedziała o miłości oraz romantyzmie, ale w związku z tym, że przy nim czasami jej odbijało, a ten czuły seks, którego ostatnio sobie nie szczędzili, a dzisiaj przekroczyli nim wszelkie granice, zdecydowanie w tym pomagał. Była więc wpatrzona w niego jak w obrazek, zakochana do szaleństwa, całkowicie mu oddana. Nikt nie mógł z tym dyskutować, nawet jeśli chciałby się do czegoś przyczepić. Właściwie Jodie i Clive mogli dzisiaj wszystkich wkurwiać jedynie tym, jak blisko siebie się trzymali i że dużo się miziali.
      Jedyne, czego się obawiała, to momentu, w którym Clive wleje w siebie tyle, że rozproszy się za bardzo, a znała jego możliwości i wiedziała, że potrafił wypić dużo, zachowując przy tym mocną głowę i jeszcze więcej, tracąc nad tym kontrolę. Tego nie chciała, a póki trzymał się nieźle, świadomie odciągnęła go od baru, dbając o to, aby jego uwaga skupiła się na niej, a nie na rozwodnionym drinku. 
      — Specjalnie dla ciebie? — zasugerowała Jodie, doskonale wiedząc, już nie będzie miała okazji do założenia tej sukienki. Rozważała nawet, żeby ją zwrócić po wszystkim do sklepu i oddać mu tę kasę, bo to była chora suma za coś, co zakłada się raz w życiu, ale zostawienie metki wiązałoby się ze zbyt wielkim stresem, więc sukienka z nią zostanie, ale bardziej na pamiątkę.
      Jodie wiedziała, że Pryia to idiotka i w pewnym sensie pocieszał ją fakt, że Clive też to wiedział i nawet brzmiał, jakby on sam faktycznie ją olewał, tylko jej nie wydawało się, że olałby ją i to, co powtarzała, gdyby się o tym dowiedział. Prawdę mówiąc, uważała, że Clive nigdy nie powinien odpuszczać Leah, która opowiadała o nim paskudne rzeczy. Uciekała się do obrzydliwych kłamstw tylko po to, żeby móc samej sobie spojrzeć w oczy i nie mieć wyrzutów sumienia, że zachowała się jak zwykła dziwka. A jeszcze bardziej oburzało ją to, że znaleźli się ludzie, którzy ślepo jej uwierzyli, nie próbując zweryfikować tego, co im nagadała, z Clivem, którego podobno uważali za swojego przyjaciela. Jodie była na to zbyt lojalna, głupia i za mało przebiegła, dlatego nie potrafiła tego zrozumieć. 
      Brak świadomości Clive’a związany z tym, co gadała Pryia, był jednak na swój sposób pocieszający, dlatego Jodie jeszcze gorzej poczuła się z tym, co wiedziała i co z jednej strony chciała mu powiedzieć, a z drugiej pragnęła ukryć, żeby nie musiał się z tym mierzyć. 
      Uśmiechnęła się, wsuwając palce w jego włosy, paznokciami przesuwając po jego karku, cały czas tańcząc, ze wzrokiem utkwionym w twarzy Clive’a. Patrzyła na niego wymownie i lekko przytaknęła głową, gdy chciał upewnić się co do tego, czy dobrze usłyszał jej propozycję. Dwuznaczną, bo z jednej strony miała już dość tego tłumu, tej wielkiej pompy, sztywnej elegancji i hałasu, ale było jeszcze za wcześnie, żeby się stąd zmyć do hotelu, a z drugiej… Gdyby przespali się ze sobą na przyjęciu zaręczynowym jego byłej, to też byłoby coś
      — Chcę — zgodziła się natychmiast, zadowolona, że Clive dał się jej namówić, by stąd na chwilę zniknąć, choć niespecjalnie musiała się starać. Zabrała dłonie z jego karku i palcem wskazującym jednej z nich zahaczyła o środek dłoni Clive’a, po chwili splatając ich palce ze sobą. Instynktownie pociągnęła go w stronę zejścia z parkietu, ale do tej altany pod lasem, która brzmiała jak ich zbawienie, musiała już dać się mu poprowadzić. Zapomniała przy tym o torebce, którą zostawiła na krześle, ale nie przejmowała się tym, że ktoś mógłby ją okraść, a usta miała tak bardzo wysmarowane truskawkowym błyszczykiem, na zapas, że Clive mógł ją cały czas całować, jeśli miał ochotę. Poza tym, to, że na chwilę znikną, na pewno nie umknie komuś ze znajomych Clive’a, a więc Pryia będzie mogła na gorąco polecieć do Leah, żeby sprzedać jej tę informację, żeby każdy zastanawiał się, gdzie ich wywiało. I po co.

      Usuń
    2. Trasę do altany pokonali bez pośpiechu, wciąż trzymając się za ręce, tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał ich zobaczyć. Na miejscu było cicho i odświeżająco. Pachniało lasem, który był obok i który rozciągał się tak, jakby pochłaniał wszystko dookoła nich, wiatr lekko poruszał drzewami, liśćmi i włosami Jodie, które zaczesała za ucho, a jej wzrok na chwilę skupił się na podziwianiu krajobrazu, bo było naprawdę pięknie, a potem uciekł w stronę Clive’a.
      Walczyła z tym, co powinna zrobić, a czego lepiej nie ruszać. Przede wszystkim to nie była jej sprawa. Nawet jeśli chciała, to Clive jej na to nie pozwalał, więc nie miała prawa się w to mieszać, ale z drugiej strony nie zgadzała się z tą ogromną niesprawiedliwością, która spotkała Clive’a i nie mogła tego przeżyć. Westchnęła wreszcie ciężko, wbijając wzrok w ziemię. 
      — Ci twoi znajomi, Clive — zaczęła niepewnie, kręcąc głową z dezaprobatą. — Ja pierdolę. To banda kretynów — podsumowała ich ładnie, mając nadzieję, że Clive się za to nie obrazi. Była szczera, a to i tak było najlżejsze określenie, które cisnęło się na jej usta. 
      — Kurwa, ty jesteś dla nich za dobry — stwierdziła jeszcze, bo była wkurwiona na Pryię, ale jeszcze bardziej na tą całą głupią Leah. 

      you are perfect

      Usuń
  51. Bo go nie nienawidziła. Była zła, smutna i uważała, że zachował się jak dupek i może przez chwilę, gdy zaproponował jej seks zamiast rozmowy, miała ochotę powiedzieć mu, żeby spierdalał i dał jej spokój, ale z drugiej strony im więcej o tym myślała, tym częściej łapała się na tym, że potrafiła odnaleźć zrozumienie wobec tego, co zrobił. Nie usprawiedliwiała go, bo można było inaczej, ale był skończonym dzieciakiem, któremu wydawało się, że poza Mariesville stał się królem życia. Jodie nie zasługiwała na to, jak ją potraktował, ale w pewnym momencie życie dokopało mu na tyle, że nie chciała już go z tego rozliczać. Stało się, przeszłości nie zmienią, a teraźniejszość w całej swojej chujozie miała być prostsza. 
    Zresztą, oni się tylko pieprzyli, więc po co mieliby rozmawiać o tym, co było kiedyś? Nie wracali do tego. Nie próbowali odbudować znajomości, którą wtedy mieli, zachowywali się tak, jakby tego wszystkiego nie było. I to nie tak, że Jodie nigdy nie chciała usłyszeć od Clive’a chociażby głupiego sorry, zjebałem, ale po pierwsze wyjaśnianie tego, co się wtedy stało i odkrywanie się ze swoich uczuć było im niepotrzebne, bo umawiali się na seks a nie sesję terapeutyczną, a po drugie Jodie miała głęboko i silnie zakorzenione przekonanie, że jest głupia i naiwna, a ich cała znajomość tylko w jej oczach wyglądała jak coś ważnego i wielkiego, bo przecież Clive nigdy jej niczego nie obiecywał, nawet tego, że będzie pisał, dlatego nie uważała, że wyjaśnienia jej się należą.
    Od zawsze umniejszała temu, co czuła. Nigdy nie miało znaczenia, że było jej źle, niedobrze i ciężko, to zawsze był jej problem, z którym albo sobie radziła albo nie, ale to nikogo nie obchodziło, bo każdy miał coś swojego. Jodie nie potrafiła więc ani mówić o tym, co dobre ani tym bardziej o tym, co chujowe. Zamykała się z tym wszystkim w sobie i udawała. Wolała przyglądać się z boku, jak brylujący w towarzystwie Clive wyrywał na tych wszystkich imprezach i ogniskach nowe laski, zamiast zapytać się go, czy chciałby się z nią umówić. Wolała upychać się tymi nieważnymi rozmowami, które za dzieciaka prowadzili i uwagą, którą wtedy od niego dostawała, zamiast przyznać się, że chciałaby czegoś więcej. Nie potrafiła być egoistką, choć chciała, bo może wtedy walczyłaby o to, żeby Clive powiedział jej cokolwiek na swoje usprawiedliwienie, co jej by pomogło po prostu poczuć się lepiej z tym, co się stało. Zamiast tego myślała jedynie o tym, że mógłby ją wyśmiać. Mógłby odwrócić jej pytanie i zapytać się, dlaczego miałby zachować się inaczej, ile razy próbowała z nim szczerze pogadać, kiedy powiedziała mu, że ta cała przyjaźń znaczy dla niej coś więcej. Nigdy tego nie zrobiła. Nigdy nie rozmawiała z nim o swoich uczuciach, o tym, że gdy już stąd wyjedzie, to chciałaby, żeby to trwało. To wszystko tylko jej wydawało się takie oczywiste i jasne, zbliżające się do punktu, w którym wreszcie będą musieli powiedzieć sobie coś więcej.
    Jodie wydawało się, że nigdy nie oczekiwała od Clive’a zbyt wiele, bo tego też była nauczona, żeby nie mieć zbyt wielkich oczekiwań i nie liczyć na wiele, dlatego potem zadowalała się takim byle czym, na co było stać Wade’a. Za to ten układ, który jakoś sam wyszedł między Jodie a Clivem był czymś bardzo wygodnym, bo odbierał możliwość posiadania oczekiwań. Mogli liczyć na zajebisty seks, czasami Jodie mogła liczyć na to, że w spokoju prześpi się u Clive’a, ale to wszystko. Chodziło jedynie o to, żeby się ze sobą przespać i żeby coś w tym życiu było fajne, przyjemne i ciekawe, więc nie potrzebowali do tego rozliczać się ze swojej przeszłości. Nie musieli mieć wszystkiego wyjaśnionego, ponieważ mało gadali. Niewygodne tematy omijali szerokim łukiem, a rozgadywali się dopiero, gdy mówili sobie o tym, co chcieli robić ze sobą w łóżku. Ufali sobie jakoś, a przynajmniej na tyle, żeby ten układ działał.

    OdpowiedzUsuń
  52. Wyjazd do Savannah trochę to popierdolił, przesuwając granice, ale jedynie tak, żeby Clive’owi było wygodnie, bo gdy Jodie próbowała, to zderzała się ze ścianą. Rozumiała, dlaczego Clive tak zawzięcie broni się przed tym, żeby wpuszczać ją dalej, niż miał nad tym kontrolę, dlaczego wyznaczał granice i przypominał o ich istnieniu, gdy zapominała. Prawda, świetnie udawali, a Jodie wiedziała, że na udawaniu niczego nie zbudują, jedynie zyskają uwagę jego znajomych i wprowadzą małe zamieszanie w te ich zakłamaną grupę, ale równocześnie sama już nie wiedziała, gdzie to całe udawanie się kończy i zaczyna. 
    Jej troska na pewno nie była sztuczna, na pewno nie była po to, żeby wyciągać z Clive’a pikantne informacje, bo była nieusatysfakcjonowana tym, co powtarzane plotki, które wraz z nim pojawiły się w Mariesville, mówią. Oboje wiedzieli, że ludzie gadają i że to nie mogło go ominąć, bo wrócił nagle i samo to robiło wokół niego zamieszanie, które nie cicho, gdy ludziom przypominało się, że jeszcze niedawno miał zajebiste życie w Savannah i dziewczynę, którą teraz ciężko było dostrzec u jego boku. Gadali i do Jodie to docierało, ale poza tym, że słuchała tego z przymrużeniem oka, znając możliwości lokalny plotkar, to nie próbowała zbliżać się do Clive’a, żeby porównywać plotkę do jego prawdy. Martwiła się o niego bardziej, niż chciałaby się przyznać, a to dzisiejsze przyjęcie w Savannah, które zaczęło się nieźle, ale potem zaliczyło jakiś absolutny spadek, szczególnie, gdy Jodie została sama z Pryią, to był koszmar. Wciąż nie potrafiła zrozumieć, dlaczego Clive to sobie robił, po co chciał, żeby bolało i wkurwiało, żeby cała ta złość i nienawiść, którą czuł wobec tych ludzi, którzy niesprawiedliwie go potraktowali, a dzisiaj nic sobie z tego nie robili, przejmowała kontrolę. Nie powinno ich tu być. Clive nie powinien przyjmować zaproszenia, oni nie powinni się tutaj pojawiać, bo to wszystko, cały ten jebany cyrk, nie był wart tego, co robił Clive’owi. 
    — Pierdolę ich — zapewniła, mając ten komfort, że to nie byli i nigdy nie będą jej znajomi, więc miała w nich wyjebane. Miała wyjebane w to, co myśleli i mówili o niej, ale nie miała wyjebane w to, co mówili o Clivie. Wkurwiła ją Pryia tą swoją zjebaną, udawaną troską i, prawdę mówiąc, Jodie czuła się chujowo z tym, usłyszała, a jaki słodko nieświadomy, wyluzowany Clive siedział tuż przed nią. Kręciła się po tej altance, opierając się o belkę, za którą się wychyliła, żeby pooglądać sobie widoki, zanim przeniosła spojrzenie na Clive’a, któremu zawsze zazdrościła tej swobody i luzu, tego, że tak naturalnie przychodziło mu bycie równym gościem, którego każdy lubił. 
    Pokręciła głową na jego pytanie, bo akurat kulisy zerwania Pryia jej oszczędziła, ale dobrze wiedzieć, że to nie Clive zerwał, choć tego można było się domyślić, patrząc na to, w czyją stronę poszła zła narracja. 
    — Ale ty mnie bajerujesz, Clivey — stwierdziła na jego komplement, uśmiechając się kącikiem ust. Jodie patrzyła na Clive'a, na ten jego znajomy uśmiech, znajomy błysk w oku, znajome wszystko, które zawsze niezawodnie na nią działały i czuła się, kurwa, jeszcze gorzej. Nie wierzyła w słowa Pryii, olewała ją, miała ich wszystkich w dupie, ale nie mogła uwierzyć w to, jak bardzo ona była bezczelna.
    Odetchnęła, pokonując dystans, który ich dzielił i, korzystając z okazji, bez zaproszenia wpakowała się na kolana Clive’a. Jedną rękę zarzuciła na jego kark, palce wsunęła pod kołnierz koszuli, którą na sobie miał i zaczęła kojąco przesuwać nimi po jego skórze. Patrzyła przy tym na niego, w jego oczy, w których odbijały się włączone światełka i kurwa, nie wiedziała, jak mu to powiedzieć. 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Wiesz, zawsze wydawało mi się, że mogę ci wszystko powiedzieć — wyznała zaskakująco Jodie i aż strach pomyśleć, do jakich jeszcze wyznań mogłoby ją to miejsce namówić, gdyby nie to, co ją dręczyło. — Dlatego coś ci powiem, ale musisz mi obiecać na mały palec, że nie zrobisz nic głupiego — poprosiła czule, patrząc na niego tak, jakby musiał się zgodzić. Niepewnie przesunęła dłonią po gładkim materiale swojej sukienki, delikatnie go rozprostowując, a gdyby kiedykolwiek ją sprzedała lub zwróciła, to Clive przecież doskonale wiedział, że oddałaby mu kasę, bo ona nie była jej. Sięgnęła po jego dłoń, praktycznie samej zahaczając tym małym palcem o jego mały palec, trochę zmuszając go do obiecywania rzeczy, których mógł nie chcieć. Wyprostowała się, przysuwając bliżej niego, a te palce, które do tej pory sunęły po jego skórze, zatrzymały się i powędrowały w stronę jego włosów.
      — Pryia… — zaczęła, ale gdy tak na niego patrzyła, to dosłownie bolało ją serce. Nie zasługiwał na to, ale powinien znać prawdę. — Ona… Ta skończona idiotka powiedziała, że uderzyłeś Leah — wydusiła z siebie Jodie, nie spuszczając spojrzenia z oczu Clive’a, ale gdy to mówiła, to czuła się tak, jakby dzieliła się z nim najbardziej absurdalną rzeczą na świecie. 
      — I wykazywała się ogromną troską wobec mnie — dodała sugestywnie, chcąc to odpowiednio nakreślić. — A ja wiem, że ty byś tego nie zrobił, Clive — wyznała szybko, choć może była naiwna, bo przecież oprócz tego przekonania, tego powoływania się na to, że go znała, nie mogła mieć żadnej pewności, ale nie miała żadnego powodu, aby wierzyć Pryii i Leah. — Więc ją opierdoliłam ją, bo jej, kurwa, nie wierzę, ale… Oni nie mogą mówić takich rzeczy — zaznaczyła natychmiast, żeby Clive nie musiał się zastanawiać, jak zareagowała. Najpierw była w wielkim szoku, a potem w swoim stylu się wkurwiła i podejrzewała, że Clive też się wkurwi. Że zaboli, bo z jakiegoś pojebanego powodu ją też to bolało.

      I'm sorry, but you should know :<<

      Usuń
  53. Ale przynajmniej dawał znać, że z planów nic nie będzie, więc chociaż ją wystawiał, to nie aż tak bardzo. Jodie wiedziała, że mu na to pozwalała, że nie dawała Clive’owi powodów do refleksji, znosząc jego zachowanie, z którego nie próbowała go rozliczać i jednocześnie pozostawała żałośnie lojalna wobec niego. Ona go nie wystawiała, nie zostawiała, nie odmawiała spotkań, nawet jeśli odbywały się kosztem czegoś innego. Była w niego wpatrzona jak skończona debilka i każdy, kto ich wtedy znał, musiał uważać ją za idiotkę, może nawet wzbudzała w kimś politowanie. Ale lubiła Clive’a, więc nie próbowała go ustawiać, bo bała się, że gdy zacznie, to on ją zostawi. To uzna, że nie potrzebuje takiej koleżanki, że Jodie była jak te wszystkie laski, że stała się ograniczająca i chciała czegoś, czego on nie mógł jej dać. Któreś z nich musiało odpuścić, a że to Clive był egoistą i dupkiem, że to jemu byłoby ciężej to zrobić, a Jodie bardziej zależało na ich znajomości, to naturalnie ona odpuszczała. 
    Poza tym, wiedziała, że by się dla niej nie zmienił, nawet gdyby przestała akceptować jego zachowanie. Olałby to. Machnąłby ręką i poszedłby dalej, oboje to wiedzieli, bo Clive był w stanie się zmienić, zrobił to, gdy dostał odpowiednią motywację, którą Jodie nigdy nie była. Miała świadomość, że pozwalała mu się chujowo traktować, bo gdy wyłączał się mu dupek, to traktował ją zajebiście dobrze i był najlepszym kumplem, jakiego mogła mieć, ale miała też świadomość, że w innym wypadku, gdyby się buntowała, to Clive nie miałby oporów, żeby się zdystansować i ją zostawić. Przy Jodie był gówniarzem, przy Leah stał się porządnym facetem z poważnymi planami i, kurwa, zazdrościła jej, że go takiego miała, że znała go od tej mniej dzikiej a ogarniętej strony i była na nią wkurwiona, że to wzięła i wszystko zjebała, a Clive wrócił do Mariesville w takiej rozsypce. 
    Nie, nie dało się porównać tego, co jemu zrobiła Leah z tym, co on zrobił Jodie. To były zupełnie inne rzeczy. Oni się nie kochali, nie mieli planów, przynajmniej nie tych wspólnych. Czasami gadali o tym, jak chcieli, żeby wyglądała ich przyszłość, ale nawet jeśli Jodie zakładała, że przez następne dziesięć albo dwadzieścia lat wciąż chciała przyjaźnić się z Clivem, to nie snuli wielkich planów o domu i dzieciach. To było z tysiąc razy mniejsze niż to, co zrobiła mu Leah, ale nie zmieniało faktu, że mimo to bolało. Było w chuj przykre, bo Clive ją zawiódł; nagle przestał ją lubić i to bolało, więc mogła wyobrazić sobie, jak rozczarowany, zawiedziony i załamany musiał być, gdy Leah przestała go kochać. 
    Ale Jodie nie wtrącała się w to, co między nimi było, jak ich związek wyglądał i dlaczego się rozstali. Nie sądziła, że mają niewyjaśnione sprawy, a Clive nosi w sobie tyle pytań, na które chciałby poznać odpowiedzi, lecz nigdy ich nie zadał. Podejrzewała, że nie ma w dupie Leah tak bardzo, jak powinien ją mieć, że to go wciąż boli i kłuje prosto w serce, a ilość wypitych drinków i złość tylko ją w tym przekonaniu utwierdzała, ale nie wnikała dalej, bo nie było jej wolno. Rzeczy, których dowiedziała się od Pryii, nie chciała wiedzieć. Nie prosiła jej o to, nie zadawała pytań, nie drążyła, dlaczego się rozstali i co Clive według Leah jej robił. Dostała tę informację bez większych starań, podaną na tacy i nie wierzyła w ani jedno słowo, które Pryia wypowiedziała, dlatego chciała o nich poinformować Clive’a. Bo uważała, że tak nie może być, bo ona chciałaby wiedzieć, gdyby Wade albo któryś z jego zjebanych koleżków opowiadali o niej niestworzone historie, żeby zrobić z tym porządek. Sądziła, że to uczciwe.
    Jodie uwielbiała, gdy Clive ją bajerował i to zawsze na nią działało, ale dzisiaj to, co usłyszała, nie dawało jej spokoju i chociaż też myślała, że się w tej uroczej altance romantycznie poobściskują, to pomyślała, że najpierw będzie wobec Clive’a szczera, bo na to zasługiwał. Zakładała, że spodziewał się, że jego znajomi o nim plotkują, ale mógł nie spodziewać się, jak wielkie oszczerstwa to były. 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy przestała mówić, kiedy doniosła mu wszystko, czego się dowiedziała, to chyba spodziewała się czegoś innego, a nie opierdolu. Patrzyła na niego jak na idiotę, za którego go nie uważała i zmarszczyła brwi, czegoś tu nie rozumiejąc.
      — A to są konsultacje? — wymamrotała zaskoczona, bo na nic więcej nie było jej stać. Przecież nie pytała go o to, czy to prawda. Nie prosiła o wyjaśnienia, nie kazała opowiadać swojej wersji. Podchodząc do niego z taką czułością i delikatnością, siedząc mu na kolanach, z których już grzecznie się zsunęła, raczej nie zachowywała się tak, jakby mu nie ufała i uwierzyła w wersję Pryii. Wręcz przeciwnie, od początku stała za nim, choć powinna podchodzić z ostrożnością do tego, czego się dowiedziała. Jodie była uczulona na przemoc, więc gdyby uwierzyła w to, co usłyszała, to nie rozmawiałaby z Clivem w ten sposób. Jej zdaniem, wszystko się kleiło, tylko on skupiony na swojej krzywdzie, nie próbował tego dostrzec. Nie odwróciła się od niego, w przeciwieństwie do tego, co on kolejny raz jej robił.
      — Co kurwa? Pogięło cię? — wypaliła ze złości, oburzona, nie przebierając w słowach, bo nie pojmowała, jak w głowie Clive’a to się poukładało, że teraz to Jodie była zła, że mu nie ufała i go o coś oskarżała, równocześnie nie pozwalając jej się wytłumaczyć. — Nie uwierzyłam jej i dlatego ci to powiedziałam — dodała jeszcze na swoją obronę, choć to był jakiś absurd, że teraz musiała się bronić. Z niezrozumieniem to ona patrzyła na niego, a potem, gdy Clive się odwrócił, uprzejmie zostawiając ją samą w tej altance, to jeszcze w jej spojrzeniu przemknęło coś związanego z rozczarowaniem. Bo była w chuj rozczarowana jego zachowaniem. Tym,jak kolejny raz tego dnia na nią wyskakiwał za to, że chciała dobrze i podchodziła do niego z cierpliwością, na którą nie zasługiwał. Próbowała to zrozumieć. W jej głowie natychmiast pojawiały się myśli, które próbowały go usprawiedliwiać, przypomnieć Jodie, że to była wyjątkowa sytuacja, że te oskarżenia krzywdzące, a ona niepotrzebnie o nich powiedziała, więc znowu była winna, ale miała też swoje granice. Dużo wyraźniejsze niż kiedyś.
      Chciała dobrze i od kiedy wsiadła do jego samochodu, robiła wszystko jak Clive chciał. Zamykała się, gdy kazał jej się zamknąć, nie pytała, gdy kazał jej nie pytać, robiła do niego maślane oczy, przytulała, całowała, gadała z jego znajomymi, wciskając te wszystkie fakty, na które się umawiali, zmyślając o ich planach i próbowała wspierać. 
      Nie uważała, że zasługiwała na takie traktowanie, dlatego w pierwszej chwili, chciała mu jeszcze powiedzieć, że ma w dupie tę umowę, że stąd spierdala i żeby radził sobie sam, skoro był taki mądry, ale na szczęście potrafiła w porę ugryźć się w język. Bardziej niż zła była po prostu smutna. Została pośrodku niczego i chciało się jej ryczeć, ale nie mogła ryczeć, bo przecież była na tym zjebanym przyjęciu i zostawiła torebkę na krześle. Zamrugała więc bardzo dużo razy, żeby odgonić łzy, które zebrały się jej w oczach, pogapiła się w drewnianą podłogę i stała tak bezczynnie dłużej, niż myślała. Clive miał rację — zajebiście się dogadywali tak długo, dopóki zbyt wiele nie gadali. I to było strasznie przykre. 
      Jodie nie wiedziała, ile czasu spędziła sama w altance, ale na pewno nie wystarczająco dużo, żeby odechciało jej się ryczeć i rzucić w cholerę całą tą umową, którą mieli z Clivem, marząc jedynie o tym, aby wrócić do hotelu, a najlepiej swojego mieszkania i w spokoju się rozryczeć. Impreza jednak rozkręcała się w najlepsze, a takie miejsca jak oświetlona altana, nie mogły pozostać długo tajemnicą.

      Usuń
    2. Wystarczyła jedna osoba, która ją odkryła, potem pojawiła się druga i trzecia, aż wreszcie ludzie regularnie się tam schodzili, gadali, pili i palili. Każdy był w dobrym humorze, każdy się śmiał i gadał. Jodie to wypłoszyło, bo Clive był jedyną osobą, z którą chciała spędzać tutaj czas, ale zanim wróciła do stolika, wpadła na Ellen i Milesa i tych już mocno wstawionych kuzynów Cory’ego, wymieniła ze wszystkim parę zdań, bezbłędnie pozwalając uśmiechowi wymalować się na swojej twarzy, odgrywając swoją rolę, choć głową miała ochotę walić o ścianę. Była chujową, udawną dziewczyną Clive’a, który nie wiedziała, gdzie jest i to też ją frustrowało, bo gówno będzie z tego udawania, jeśli będzie ją tak zostawiał. Może nie nadawała się do tego, żeby udawać jego dziewczynę? Może to przerastało jej zdolności? Jodie od początku czuła, że mógł wybrać lepiej. Najwyraźniej to wszystko, co o sobie wzajemnie myśleli, zupełnie się rozmywało, gdy przychodziło co do czego. Nie dogadywali się tak, jak im się wydawało, nie rozumieli się tak, jak powinni.
      Wreszcie Jodie zabrała swoją torebkę z krzesła i skierowała się do łazienki z zamiarem poprawienia makijażu i odizolowania się od ludzi, po drodze zahaczając o kelnera, któremu podkradła kieliszek białego, obrzydliwego wina, którego smak wyjątkowo jej nie przeszkadzał, bo chciała go tylko w siebie wlać. Przy okazji rozglądała się za Clivem, z którym się nie zrozumieli, ale tylko kontrolnie, żeby wiedzieć, gdzie go wywiało, bo była idiotką i się o niego martwiła, czując się kurewsko źle.

      no, sometimes it's good to just talk...

      Usuń
  54. A więc — Jodie nie miała żadnego wpływu na Clive’a i nie mogła go zmienić, jeśli wolał być głupim gówniarzem, ale rzecz w tym, że ona nigdy tego nie chciała. Nigdy nie próbowała go zmieniać, nie namawiała go, nie kazała mu się ogarniać, w taki niepodobny sposób do wszystkich ludzi, którzy go otaczali i wiecznie czegoś od niego oczekiwali, Jodie niczego nie wymagała. Nie była jak jego ojciec. Była z niego dumna i choć sam by w to nie uwierzył, bo to wszystko między nimi tak beznadziejnie się potoczyło, kibicowała mu. Lubiła go za to, jaki był i chociaż czasami trudno było się na niego nie wściekać, szczególnie, gdy ta ich przyjaźń przybierała formę jakiegoś dziwnego, toksycznego uzależnienia, które nie miało prawa się udać, to jednak Jodie pozostawała niezrażona.
    Dzisiaj nie zraziło jej nawet to, co Pryia o nim powiedziała, chociaż pierwsze i najrozsądniejsze, co mogła zrobić, to zweryfikować prawdę Leah z prawdą Clive’a. Po tym, co sama przeszła i znosiła w imię miłości, powinna podchodzić do tego przekonania o niewinności Clive’a z większą ostrożnością i ograniczonym zaufaniem, ale zamiast tego wolała wściekać się na Pryię, wkurwiać na bzdury, które opowiadała i trzymać się tego, że Clive nie był jak Wade, bo go przecież znała, więc nic takiego nie mógł zrobić. I Jodie w tym swoim naiwnym zaufaniu pomyślała, że będzie, kurwa, uczciwa, gdy powie mu, co inni o nim gadali, bo nazywał ich swoimi znajomymi, coś próbował im udowodnić, pozwalał, żeby bolało to, co mu zrobili, a oni mieli to wszystko w dupie. Nie wiedziała po co, nie wiedziała, czy to na pewno potrzebne, ale wiedziała, że gdyby Clive usłyszał coś podobnego o niej, gdyby ktoś próbował zbrukać jej dobre imię (choć i tak go nie miała) kłamstwami, to chciałaby wiedzieć.
    To, jaka była głupia i naiwna, dopadło ją w momencie, w którym musiała zejść z kolan Clive’a, bo on praktycznie zebrał się do wstawania tak, jakby ktoś mu kazał, a potem poszedł w swoją stronę, zostawiając ją z ogromnym poczuciem winy oraz niesprawiedliwości. Bo Jodie nie zrobiła nic złego. Nie była prowodyrką kłamstw, nie obgadywała go, wręcz przeciwnie — poywciągała informacje, które chciała mu przekazać, żeby mógł raz na zawsze skończyć z Leah i swoimi pseudoznajomymi, którzy nie byli go warci. Żeby mu się z nimi skonfrontować, mając jej nieustanne wsparcie Nie wątpiła w niego, wierzyła mu, nie pytała, czy to zrobił, ale Clive w całej swojej złości nawet nie zwrócił na to uwagi. Wkurwił się, zachowując się tak, jakby to Jodie oskarżała go o przemoc wobec swojej byłej, podczas gdy ona nawet nie próbowała tych absurdalnych rzeczy z nim przegadać i zweryfikować, z góry zakładając, że to kłamstwo. Nie potrzebowała ani jego zapewnień, ani tłumaczeń. Zawsze w niego wierzyła, choć minęło tyle lat, oni tyle sobie zrobili i zmienili się tak bardzo, że dawno powinna przestać. 
    Jodie nie potrafiła więc pojąć i zrozumieć tego, co się właśnie wydarzyło. Była załamana, a to załamanie objawiało się tym, że chciało się jej płakać. Miała dość tego wieczoru i wyjazdu, który kosztował ją więcej, niż mogłoby się wydawać, bo humorki Clive’a nie były łatwe, a ona choć nie miała żadnego logicznego powodu, aby je znosić, to dzielnie to robiła. Może, gdyby Clive dał Jodie szansę się wytłumaczyć, zechciałby ją wysłuchać, porozmawiałby z nią, próbując zrozumieć, w jak chujowym, trudnym i skomplikowanym położeniu była, może wtedy nie musiałby uciekać. A Jodie miała to palące, dręczące poczucie, że nie powinna zostawić dzisiaj Clive’a samego. Że lepiej było, żeby nie spuszczała go z oczu, nie w tym stanie i nie, gdy wlał już w siebie tyle alkoholu i na tym się nie zatrzymywał. Nie potrafiła opisać tego uczucia niepokoju, które opanowało całej jej ciało, gdy on tak po prostu sobie poszedł, zostawiając ją w całkiem obcym miejscu, wśród ludzi, których praktycznie nie znała, zdaną na siebie i jeszcze bez możliwości powrotu do domu, bo byli za daleko ani nawet do tego cholernego hotelu, bo mieli umowę, a Jodie była zbyt lojalna, żeby ją złamać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć chwilowo w oczach Clive’a nie miała nic wspólnego z byciem lojalną, bo go przecież oskarżała i w niego nie wierzyła, choć to były bzdury i jedno, wielkie nieporozumienie. 
      Wiedziała, że było szkoda nerwów na jego humorki, jeszcze te podsycone alkoholem, ale to było od niej silniejsze, bo Jodie była tylko Jodie i zawsze przejmowała się, kurwa, wszystkimi, tylko nie sobą. Odizolowała się na chwilę w tej toalecie, bo to było jedyne miejsce, w którym było względnie cicho i spokojnie, pomijając laski, które kręciły się przed lustrami i pijane komentowały siebie nawzajem. Któraś z nich nawet sprzedała komplement Jodie, coś o jej zajebistych cyckach
      Przesiedziała tam dłuższą chwilę, poprawiła makijaż, wypsikała się perfumami, które ze sobą miała, a kiedy wyszła z łazienki, to nie zamierzała wracać prosto do stolika, który i tak stał pusty, bo towarzystwo zdążyło się rozejść. Nie miała pojęcia, co poprowadziło ją w drugą stronę; czy to była zwykła ciekawość, czy jakaś pierdolona intuicja, ale jakoś tak wyszło, że zakręciła się po tej ogromnej i pięknej rezydencji tak bardzo, że wylądowała tam gdzie Clive i Leah, tylko po przeciwnej stronie. W środku było bardzo jasno, to bogate i eleganckie oświetlenie sprawiało, że oczy wręcz bolały, do tego było względnie cicho, a oprócz ich dwójki i Jodie, z której obecności nikt nie zdawał sobie sprawy, nie było nikogo więcej. Nie zakradała się, nie próbowała podglądać, jej obcasy stukały przecież o tę drogą posadzkę i przestały dopiero w momencie, w którym gwałtownie się zatrzymała i przyglądała się temu wszystkiemu, tej całej szopce z bezpiecznej odległości. 
      Też nie miała pojęcia, na co Clive liczył, zaczepiając, a potem nazywając Leah głupią dziwką, po co w ogóle to robił i czy przyniosło mu to satysfakcję, bo ją raczej wkurwiło, dlatego wyładowała na nim swoją frustrację, a to nie mogło skończyć się inaczej niż tym, że Clive zareagował. Nie agresywnie, chyba nawet nie mocno, ale pchnął ją, a Jodie, widząc jak jej nogi plączą się w tych obcasach i sukience, miała już w głowie obrazek upadającej Leah, która głową wali prosto w te schody. 
      Kurwa. Kurwa. Kurwa. 
      Nie miała pojęcia, czego się spodziewała, stojąc tam tak i patrząc na to wszystko, ale zwyczajnie ją zamurowało. Nogi odmówiły posłuszeństwa, a torebka wypadła z dłoni, gdy Clive przyłapał ją na gorącym uczynku. Zamiast zrobić cokolwiek, powiedzieć byle co, Jodie stała i patrzyła teraz na niego, milcząc, a między nimi unosiło się wszystko, co niewypowiedziane. Minęła chwila, choć nie wiedziała, jak długa, gdy wreszcie drgnęła. Najpierw schyliła się po torebkę, następnie pewnym krokiem ruszyła w stronę Clive’a, który stał i patrzył na nią tak, jakby zobaczył jakiegoś cholernego ducha, a gdy podeszła bliżej, to niepewnie go przytuliła. Nie za mocno, bo nie wiedziała, na ile może sobie pozwolić, ale wystarczająco, aby Clive poczuł ciepło i bliskość jej drobnego ciała. 
      Czy zachowywałaby się tak, gdyby uważała go za przemocowca? Nie, dostałby od niej opierdol i nigdy więcej nie chciałaby go widzieć, więc to było wymowne.
      — Chcę już wracać — wymamrotała cicho, zdradzając się ze swoich pragnień, ale również tego, co jej zdaniem powinni zrobić. — Wracajmy, Clivey — nic tu już po nich. Znając Leah, poleci ze wszystkim do Pryii, znowu nagada jej na Clive’a, przedstawiając go jako sfrustrowanego i żałosnego, zrobi idiotę z niego i jeszcze większą idiotkę z Jodie, która zawzięcie go broniła i opowiadała przy stoliku zmyślone historyjki, które ich dotyczyły, podczas gdy on nie dał sobie spokoju ze swoją byłą. Bo tak to wyglądało. Leah mogła czuć satysfakcję, za to Jodie zauważyła, że to, co czuł do swojej byłej, to było zbyt wiele, żeby pozwalać sobie na to przyjęcie. Może już jej nie kochał, choć nawet nie była tego pewna, ale miała wrażenie, że wciąż trzymał go żal, który w połączeniu z nienawiścią i złością robił mu w głowie niezły mętlik.

      maybe not... maybe there's still a chance

      Usuń
  55. Jodie nigdy nie uważała, że Clive’owi to wszystko, co miał i stracił, przychodziło samo i z łatwością. Od początku pracował na to, żeby coś w tym życiu osiągnąć i wkładał w to nieprawdopodobną ilość uporu, bo miał komu i co udowadniać, więc może dlatego Jodie aż tak mu kibicowała. Aż tak w niego wierzyła. Bo chociaż posiadał niewątpliwy talent do tego, żeby z łatwością odnajdywać się w przeróżnych sytuacjach, to dźwigał na swoich barkach ciężar oczekiwań i ambicji rodziców, pod którym nie zamierzał się ugiąć, postanowiwszy wyznaczyć własną ścieżkę. Pracował na to, co wreszcie osiągnął i to też sprawiało, że gdy jeszcze się przyjaźnili, choć Clive już nieregularnie odpisywał na wiadomości Jodie, to była z niego bardzo dumna. I mając świadomość, ile go to wszystko kosztowało i jak rzeczywiście musiało zajebiście smakować, tak bardzo, że miał prawo, żeby jego ego wywindowało, a on się tym wszystkim zachłysnął, to podejrzewała, że musiało zajebiście mocno boleć. 
    Jodie czasami miała wrażenie, że Clive uważał się za najmądrzejszego, więc w tej swojej niezaprzeczalnej mądrości robił rzeczy, które wbił do swojej głowy i nie zamierzał słuchać innych, bo już dość długo wszyscy gadali mu nad głową, co ma robić. Zawsze robił wszystko po swojemu, nieważne, że miałby się na tym przejechać, że miało boleć, że było z góry skazane na porażkę, że miało być jakąś kolejną, przejebaną lekcją. Jodie mu na to pozwalała, bo oprócz tego, że potrafiła odpuścić i jej nie musiało być zawsze na wierzchu, to znali się na tyle, żeby pewne rzeczy mieć wypracowane. Nie uważała więc wycieczki do Savannah za słusznej, ale poza tym, że to nie była jej sprawa, żeby wnikać, po co Clive jej pragnął, natomiast argument o tym, żeby pochwalić się nią przed kolegami był wygodny do przyjęcia, choć mógł runąć w momencie, w którym zaczął zdradzać się przed Leah z tego, że miał przejebane i cierpiał, to wiedziała, że gdyby wyraziła swoje zdanie, to tylko by się pokłócili. Znowu.
    Zresztą, Clive nie prosił jej o radę, tylko o przysługę, a że miało być prosto i miło, to Jodie się zgodziła, nie brnąc w to, czym się kierował, gdy zapraszał ją na weekend do Savannah, żeby pobawiła się na eleganckim przyjęciu, napiła się alkoholu, na który jej nie stać, zjadła coś dobrego, pozbierała mnóstwo zachwytów i komplementów, a do tego jeszcze odpoczęła. Ona coś z tego miała, on coś miał z tego mieć i… coś poszło nie tak
    Jodie nie wiedziała, czy to jej wina, ale tak się czuła, czy to humorki Clive’a i jego złamane serce okazały się przeszkodą. A mogli poobciśkiwać się w tej altance, a potem dalej udawać, jak jest im ze sobą zajebiście; wystarczyło, że Jodie by się zamknęła, zamiast bawić się w uczciwą przyjaciółkę. Była kumpleką od seksu, mogła namówić Clive’a na jakiś szybki numerek albo zrobić mu dobrze, żeby się na chwilę odstresował, bo to niezawodnie zadziałałoby tak samo, jak zadziałał między nimi seks w hotelu, zamiast zachęcać go do rozmów, ale tak wyszło, że zaangażowała się w sprawę, a w jej przypadku angażowanie się zawsze źle się kończyło. Czuła więc, że zjebała, choć równocześnie miała ochotę potrząsnąć Clivem i kazać mu się ogarnąć, bo chyba momentami zapominał, że po pierwsze była tutaj z nim i dla niego, a nie przeciwko niemu, a po drugie poruszała się w tym wszystkim na oślep. Nie była wtajemniczona w jego historię z Leah, nie wiedziała, jakie ma relacje ze swoimi znajomymi, nie mówił jej, że podejrzewał ich o to, że źle o nim gadali, ale dopóki to do niego nie dochodziło, to było mu wygodnie. Oczekiwał od Jodie, że będzie wszystko wiedziała, wszystkiego się domyślała i jeszcze była dwa kroki przed wszystkimi, żeby to ogarnąć, a ona naprawdę starała się i próbowała, żeby po pierwsze dorównać poziomem jemu i jego znajomym, jego perfekcyjnej byłej, która była córką senatora, na którą gapił się za każdym razem, gdy pojawiała się w zasięgu jego wzroku, a po drugie i przede wszystkim starała się, żeby go nie zawieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego na gorąco przyszła do niego z czymś, co wydawało się jej ważne i była w szoku, gdy dostała za to opierdol. Zrobiło się jej przykro i źle, a fakt, że Clive praktycznie zostawił ją samej sobie, tylko podsycił te uczucia. Kurwa, zawsze wszystko, co chciała zrobić dobrze i słusznie, obracało się przeciwko niej i naprawdę powinna dać sobie z tym spokój, ale nie potrafiła, gdy chodziło o Clive’a, bo miała do niego cholerną słabość i przynajmniej dzisiaj chciała się o niego zatroszczyć, ponieważ zazwyczaj jej na to nie pozwalał, a odgrywanie roli jego dziewczyny bardzo jej to ułatwiało. 
      Grała. Oczywiście, że grała, ale nie troską. Nie tymi przebłyskami czułości, nie tym, jak bardzo oburzona była, wysłuchując kłamstw Pryii, nie tym, że chciała walczyć o jego dobre imię. Nie potrzebował jej obrony, Jodie o tym wiedziała, ale sądziła, że wsparcie to coś innego i to może się mu przydać. 
      Może z tych emocji i wypitego alkoholu wszystko w jej głowie się pomieszało, jednak to, co wydarzyło się w rezydencji sprawiło, że otrzeźwiała w sekundę, ale najgorsze było to, że nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Nie umiała. Chciała, próbowała, ale żadne słowa nie przychodziły jej do głowy, zresztą, nie przeszłyby przez jej ściśnięte gardło, ponieważ żadne z nich nie byłoby odpowiednie. Była w szoku, a ten szok pozostał w niej także wtedy, gdy przytulała Clive’a, a następnie podawała mu telefon, żeby zamówił ubera, aby mogli jak najszybciej stąd spierdalać. Nic innego nie robili, to była ucieczka, bo przecież nawet z nikim się nie pożegnali, ale to było najlepsze, co mogli zrobić — znaleźć się jak najdalej od tego miejsca, tej całej Leah, tych znajomych Clive’a. 
      Jodie miała wrażenie, że Clive jest na nią wściekły, szczególnie, gdy tak twardo, szybko i agresywnie wyszli z rezydencji, kierując się w miejsce, w którym miał pojawić się kierowca. Szła za nim dzielnie, co w tych obcasach nie było łatwe, w milczeniu i ze wzrokiem wbitym w ziemię, jakby to ona narozrabiała, a nie Clive. Miała mętlik w głowie, który musiała sobie poukładać, bo to, co zobaczyła, dopiero uświadomiło jej, w jakiej toksycznej relacji był Clive i Leah. 
      To, z jaką siłą zatrzasnął za nią drzwi, gdy wsiadła do ubera, zaskoczyło ją mimo wszystko, dlatego lekko się wzdrygnęła, wzorkiem podążając za Clivem, ale gdy znalazł się tuż obok niej, postanowiła w milczeniu skupić się na drodze. Bez celu patrzyła przez szybę, intensywnie myśląc o tym wszystkim, co zobaczyła i, kurwa, naprawdę nie wiedziała, co ma powiedzieć. Clive nie mówił, ona też nie, trzymając dystans, który to on postanowił skórić, ale ona nie kazała mu spadać albo się odsuwać, choć on pewnie by jej kazał. Zamiast tego pozwoliła Clive’owi oprzeć głowę na swoim ramieniu i złapać za rękę. Co więcej, Jodie nie pozostawała wobec tego obojętna, bo nie potrafiła, bo była na to zbyt miękka i wrażliwa, a Clive ją rozczulał. Lekko odwróciła głowę w jego stronę, ściskając jego dłoń, a tą, którą miała wolną, delikatnie odgarnęła z jego czoła włosy. Przymknęła oczy, wzdychając cicho, a ręką przycisnęła go do siebie zachęcająco, aby jeszcze bardziej się w nią wtulił, sprzedając mu równie ciche wiem. Wiedziała, że nie chciał i że było mu z tego powodu cholernie wstyd, ale to nie był czas i miejsce, żeby o tym rozmawiać. Zresztą, Jodie nawet nie wiedziała, czy będą to robić, bo przecież Clive z niczego nie musiał się jej tłumaczyć. Widziała trochę więcej, niż mógł się spodziewać, choć chyba to, z jaką czułością do niego podchodziła, mogło ją z tego zdradzać. Chciałaby usłyszeć coś więcej, co ma o tym do powiedzenia, ale nie zamierzała naciskać. Nie po tym wszystkim. Nie gdy mieli w siebie wlane tyle alkoholu. Całkiem zgodnie przemilczeli więc całą drogę powrotną, bezmyślne wsłuchując się w tę muzykę, która leciała w tle, a kiedy dotarli pod hotel, to musieli się od siebie odplątać, choć Jodie mogłaby przysiąc, że było jej tak wygodnie, choć niespokojnie, że gdyby podróż trwała kilka minut dłużej, to ona by zasnęła. 

      Usuń
    2. Wygramolili się z samochodu, wciąż w ciężkiej atmosferze i zgaszonych humorach, unikając swoich spojrzeń, jakby nagle nie potrafili nawigować rzeczywistości, choć nie bronili się przed kojącym dotykiem, a gdy dotarli do pokoju, który rozświetliło mocne światło, to Jodie pozbyła się swoich średnio wygodnych butów, nie mogąc w nich dłużej wytrzymać. 
      — Chcesz iść do łazienki? — odezwała się w końcu, dopiero teraz mając odwagę, żeby spojrzeć na Clive’a, ale głupie i ciche pytanie było wszystkim, na co było ją stać. 
      Powinna była go opierdolić za to, co odwalał. Kurwa, powinna mu powiedzieć, że na tym przyjęciu zjebał, że nie tak miało to wyglądać, że to było głupie i niepotrzebne, bo przecież gówno mu dało i nie czuł się po tym lepiej, ale zamiast tego patrzyła na niego, szukając słów, które mogły mieć jakiekolwiek znaczenie. Czasu przecież i tak nie cofną.
      — Wszystko widziałam — powiedziała spokojnie, dzieląc się tym, czego zgodnie z prawdą, była świadkiem. Clive mógł tego nie wiedzieć, bo przecież zwrócił na nią uwagę dopiero w momencie, w którym torebka wypadła jej z rąk i był jeszcze bardziej zaskoczony niż ona, ale oboje wiedzieli i słyszeli, co tam zaszło, a Jodie wolała, żeby przynajmniej to było między nimi jasne. Żeby Clive nie tworzył w swojej głowie scenariusza, w którym był tym najgorszym, w którym uważała go za przemocowca, bała się go, chciała przed nim uciec.
      Popełnił błąd popychając Leah, który mógł go kosztować znacznie więcej, ale był tylko człowiekiem, a ona faktycznie była wobec niego agresywna. I to w taki sposób, jakby była pewna, że nic jej nie zrobi.

      there is always a chance

      Usuń
  56. Ktoś musiał być winny, a Jodie była pod ręką. Trochę bez powodu, trochę dlatego, że na kimś musiało się to skupić, a trochę przez to, że sama dała  Clive’owi powody, żeby się na nią wściekał. W dodatku bez jego wsparcia była tak bardzo pogubiona w tej całej pięknej Savannah i na zajebiście eleganckim przyjęciu, że łatwo było w niej wywołać poczucie, że robi coś nie tak, jak powinna. Nie była pewna, więc właściwie od początku czuła, że mogłaby starać się bardziej i mogłaby lepiej udawać jego dziewczynę, choć na pokaz posyłała mu takie spojrzenia, które nie powinny wzbudzać wątpliwości. Przynajmniej w innych, bo jeśli już dla kogoś miały być zastanawiające, to dla nich samych, bo niby skąd się brały, skoro to wszystko było takie udawane? Clive znalazł sobie winną, a Jodie czuła się winna, bo miała wrażenie, że zjebała i czuła, że on ma jej to za złe, dlatego próbowała jakoś to naprawić, ale im bardziej w to brnęła, tym było gorzej. Była skołowana, zdołowana, a gdyby tego było mało, to w tej swojej całej wątpliwości, którą w siebie ładowała i poczuciu winy, które z łatwością można było w niej wywołać, czuła się przy Clivie po prostu głupia. 
    Żadna nowość. Zawsze tak było i zawsze uważała się za głupszą od niego, polegając na jego nieomylności, choć mylił się jak każdy, czego konsekwencje właśnie zbierał, jednak był na tyle uparty, że nie potrafił odpuszczać i może właśnie tym wzbudzał w Jodie takie zaufanie. Że zawsze, co by się nie działo, zachowywał się tak, jakby doskonale wiedział, co robi, jakby dla niego to było takie oczywiste i jasne, jakby nie miał żadnych wątpliwości. Nakręcił się na Savannah, wbił do tej swojej głowy coś, czemu nie potrafił odpuścić. Wymyślił sobie, jak to będzie wyglądało i co mu to da, a kiedy okazało się, że te założenia niewiele mają wspólnego z prawdą, za to bardzo dużo z tym, przed czym próbował się bronić i do siebie nie dopuszczać, to zrobił się jeden, wielki burdel. Ogromny pożar, za którego gaszenie wzięła się Jodie, choć nie powinna, bo to nie była jej sprawa, jej historia, jej życie. Ta sama Jodie, która gówno wiedziała, mało ogarniała i znalazła się w samym środku czegoś, co było tak bardzo intensywne, że ją pochłonęło. Miała tylko ładnie wyglądać i się uśmiechać, Clive niczego więcej od niej nie oczekiwał. Nie chciał, żeby sprzedawała mu, co jego znajomi o nim gadają, żeby się martwiła, okazywała troszkę i widziała rzeczy, które nie były dla jej oczu, a potem próbowała jakoś go uspokajać, wmawiając, że nic się nie stało. 
    Stało się i oboje o tym wiedzieli, ale Jodie nigdy nie lubiła kopać leżącego, a to, co Clive dzisiaj przeżywał było festiwalem kopniaków z każdej strony. Nie chciała rozliczać go z tego, co zobaczyła w rezydencji, kazać mu się tłumaczyć i okazywać w skruchę, czerpiąc z tego, że przeprosił ją w przypływie chwili i wstydu. Clive zjebał i każde z nich też o tym wiedziało, Jodie coś od siebie do tego dołożyła, bo były rzeczy, które mogła zrobić lepiej i, kurwa, niepotrzebnie się w to wszystko pchała. Mogła sobie dalej siedzieć przy tym stoliku, słuchając trajkoczącej Pryii, a jemu dać się najebać przy barze z chłopakami tak, jak miał na to ochotę. Mogła zostać z nim na tym parkiecie, pobujać się do nudnych piosenek, słuchając jego zachwytów na temat tego, jak pięknie dzisiaj wyglądała. Było tyle rzeczy, które mogli zrobić dzisiaj lepiej i one dręczyły Jodie, która nie chciała zawieść dzisiaj Clive’a, a czuła, że to zrobiła. 
    Może więc dlatego była wobec niego taka… wyrozumiała. Pozwalała mu przytulać się do niej w uberze, a następnie pozwalała na to, żeby ją ignorował i olewał, gdy próbowała z nim pogadać. Clive był pijany i skupiony na swoim bólu, a tym, że wszyscy byli przeciwko niemu i go zawodzili, dlatego może nie łączył ze sobą tak wyraźnych faktów jak te, że gdyby Jodie nie widziała tego zajścia takim, jakie było naprawdę, gdyby uważała go za pierdolonego damskiego boksera i złego człowieka, to już by jej tutaj nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie próbowałaby z nim rozmawiać, podnosić na duchu, nie pozwoliłaby się dotknąć i miałaby głęboko w dupie to, gdzie w takim razie by wylądowała, ale nie wróciłaby z nim do hotelu, w którym mają wspólny pokój. Jej wydawało się to takie oczywiste. To, że w niego nie zwątpiła, nie odwróciła się od niego, nie oskarżała go. To, że to wszystko, o którym mówiła, że widziała, było tym samym wszystkim, które widział Clive. Nie potrafiła jednak z nim walczyć. Nie potrafiła powiedzieć mu, żeby się ogarnął, wziął w garść i przestał winić ją za wszystko, bo na to nie zasługiwała. Nie potrafiła tego zrobić, ale nie dlatego, że była tchórzem albo bała się Clive’a, po prostu… Nie istniał ani jeden powód, dla którego Jodie miałaby się tym wszystkim aż tak przejmować, mogła mieć wyjebane, tylko problem w tym, że nie miała, bo zależało jej na Clive’a. Zależało jej na tym, co mieli. Chciała, żeby to trwało, żeby nie wrócili do Mariesville w humorach i nastrojach, po których nigdy więcej się do siebie nie odezwą, bo zrobią sobie coś, czym się skrzywdzą. Clive o tym nie myślał, ale Jodie tak. Nie chciała się z nim kłócić, dolewać oliwy do ognia, bo sporo jej już dzisiaj dolała, nie chciała, żeby było między nimi źle w momencie, w którym jakoś zaczęło to wyglądać. Dawała mu więc tę swobodę, żeby popisywał się swoimi humorkami i wybuchami, robił rzeczy, których nie powinna akceptować, za które powinna go opierdalać, ale to wtedy niosłoby ze sobą znacznie większe ryzyko. 
      Jodie potrafiła wiele rzeczy przełknąć i przemilczeć, choć frustracja w niej narastała, miała to we krwi, podobnie jak ignorowanie własnych problemów, dlatego to milczenie, które się między nimi pojawiło i które niefortunnie próbowała zakończyć, to ostatecznie było coś, na co przystała. Jodie tylko wzrokiem odprowadziła Clive’a w stronę łazienki, a gdy w niej zniknął, to wyjęła rzeczy na przebranie ze swojego bagażu i bez celu pokręciła się po pokoju, czekając. W swój telefon wolała nie zaglądać, bo miała już dość wrażeń na dziś. Równie dobrze w tym czasie, w którym Clive był w łazience, Jodie mogłaby z tego pokoju zniknąć, a on nawet nie zarejestrowałby jej nieobecności, tak bardzo miał ją w dupie, co było dla niej zaskakująco bolesnym odkryciem, choć nie powinno jej ruszać, ale nie była na tyle głupia, żeby w nocy włóczyć się po mieście, którego nie znała, więc jedyne miejsce, w którym zniknęła, to łazienka, którą zwolnił. Jodie się nie spieszyła, bo nie miała powodów, żeby się spieszyć. Clive był w łóżku, a ona liczyła na to, że gdy poleży w tej głuchej ciszy wystarczająco długo, to alkohol i zmęczenie wygrają z emocjami i zaśnie. Wzięła gorący prysznic, zarzuciła na siebie za dużą koszulkę, która przejęła rolę jej piżamy, a sukienkę bardzo starannie zapakowała i odwiesiła w bezpieczne miejsce. Kiedy wyszła z łazienki, to znowu pachniała tymi drogimi żelami pod prysznic i swoim truskawkowym balsamem do ust i nie odzywała się, po cichu i delikatnie pakując się do łóżka, choć miała wrażenie, że Clive nie spał. Przez chwilę leżała i patrzyła w sufit, wsłuchując się w oddech Clive’a, a kiedy zamykała oczy, to zaraz je otwierała. Odwracała głowę w jego stronę i wpatrywała się w jego plecy albo w to duże okno, w które on też się gapił. Ostrożnie, nie chcąc go spłoszyć, Jodie przysunęła się na łóżku w stronę Clive’a. Ułożyła się na boku, wsuwając jedną rękę pod głowę, a drugą subtelnie dotknęła jego ramienia, gładząc go czule. Lekko się do niego przytuliła, tak, żeby go sobą nie przytłoczyć i żeby w każdej chwili mógł uciec spod jej dotyku, wciąż milcząc, bo to, że nie miał ochoty gadać, zrozumiała. 

      I'm afraid I'll give you as many chances as I have to

      Usuń
  57. Jodie będąc z Clivem w Savannah po prostu czuła na sobie odpowiedzialność. Za to, że została wybrana, że to na nią w ten weekend postawił, że zabrał ją tam, bo w jakiś pojebany sposób sobie ufali, a to zaufanie nie mogło przecież sprowadzać się tylko do ruchania. W pewnym sensie czuła się odpowiedzialna też za to, żeby ten wieczór skończył się inaczej. Pomijając te potknięcia, które wydarzyły się w drodze do Savannah, to, że przez chwilę było między nimi niebezpiecznie i uratował ich właściwie jedynie spokój Jodie oraz to, jak szybko i bezproblemowo ogarnął się Clive, to szło im wybitnie dobrze. Udawali parę tak, jakby robili to profesjonalnie i od lat, choć niewątpliwe było to, że ten seks, który urządzili sobie przed wyjściem i w miarę regularnie urządzali sobie od jakiegoś czasu, cała ta bliskość, która między nimi była i swoboda, to wszystko okazało się nieprawdopodobnie pomocne. Co prawda, Clive był wkurwiony od kiedy wsiedli do ubera, a może już wcześniej, i ta jego grupka fałszywych znajomych w niczym nie pomogła, a wraz z widokiem odjebanej Leah wyłącznie podsyciła emocje, ale radził sobie. Nie ulegał temu poczuciu, jak wiele zostało mu odebrane, że to wszystko, co dzisiaj oglądał z boku, mógł przeżywać jako główna atrakcja, choć Jodie wiedziała, że się w nim gotuje. Ale trzymali się planu, a ten plan z każdym krokiem wydawał się zajebisty, tylko do czasu. Jodie czuła, że zjebała, że tym, o czym chciała mu w tajemnicy donieść, sprawiła, że coś w nim pękło i się posypało, choć rozsądek podpowiadał jej, że nie była winna wszystkiemu. Z wielu rzeczy nie zdawała sobie sprawy, tych innych, których się domyślała, mogła domyślać się błędnie, a że za każdym razem, gdy próbowała dowiedzieć się czegoś od Clive’a, to kończyło się tymi spięciami, których woleli unikać, niż się w nich babrać, psując jedyną stałą i dobrą rzecz w ich życiach. Wydawało się jej, że to była kwestia czasu, aż zrobi coś nie tak.
    Jodie też nie wiedziała (albo raczej nie chciała się przyznać), skąd brała się w niej cierpliwość do Clive’a, ale najwyraźniej miała jej wystarczająco dużo, żeby wciąż tu być. Wciąż czuć się za coś odpowiedzialna, wciąż czuć, że nie chce go zostawiać. Żeby wiedzieć, że Clive nie zasługiwał na to, co go spotkało, że te kłamstwa i fałszywe oskarżenia były podłe, że Leah była tragiczna. Prawdę mówiąc, nie miała pojęcia, co on w niej widział, dlaczego z tych wszystkich lasek, które się wokół niego kręciły, musiał wybrać taką zjebaną Leah, ale serce nie sługa czy jakoś tak. Zakochał się, bezgranicznie zaufał, a potem na tym braku granic ostro się przejechał i chociaż miesiące mijały, to nie miało to końca. Jodie dopiero dzisiaj widziała, jak bardzo Clive był skrzywdzony, jak cierpiał, ile stracił i chociaż to nic nie znaczyło, to było jej niesamowicie przykro obserwować, jak ten złoty chłopak Mariesville gaśnie
    Z drugiej strony Clive wciąż był tym samym Clivem co dawniej. Z tym swoim urokiem osobistym, uśmiechem, od którego miękły kolana, spojrzeniem niebieskich oczu, na które leciały laski. Wciąż miał w sobie to coś, co sprawiało, że ludzie go uwielbiali i, Jodie tak podejrzewała, że gdyby chciał, to szybko zorganizowałby sobie cały wianuszek znajomych. Było go stać na to, żeby odbudować swoje życie lepiej niż to, jak ono wyglądało w Savannah. Może nie w Mariesville, bo to dziura, do której mógłby wrócić na słodką i przyjemną emeryturkę, ale gdzieś na pewno. Clive miał przed sobą wszystko, cały ten wachlarz możliwości, żeby wygrzebać się z tego dołu, w który wpadł. Jodie w niego wierzyła, bo już poznała jego możliwości, wiedziała, jaki był uparty, zawzięty i dzielny i może powiedziałaby mu to wszystko, gdyby gadali aż tak. Gdyby rozmawiali o czymś więcej niż seks, gdyby nie zasłaniali się tak tymi zaczepnymi żartami. Bo chociaż w jego życiu była bardziej nikim niż kimś, tylko tą kumpelką, to znał ją nie od dziś, dlatego doskonale wiedział, że zawsze by go wysłuchała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kazałaby mu się zamknąć albo spierdalać. To był ich wybór, że postawili na to, co pozornie prostsze i mniej skomplikowane, dla wygody pomijają całą resztę, ale to nie było wszystko, na co ich stać. Jodie za każdym razem próbowałaby zrozumieć Clive’a tak samo, jak dzisiaj trochę na oślep próbowała zrozumieć wszystko, co się wydarzyło. 
      Ona też zakładała, że będzie na niego zła. Przez chwilę nawet była, bo ignorował jej starania i traktował tak, jakby była najbardziej winna, ale przeszło jej. Złość była szybka, a rozsądek przyszedł potem i wraz z nim poczucie, że Clive miał prawo tak się czuć. Miał prawo do bycia wściekłym, załamanym. Do tego, żeby nie chcieć gadać, patrzeć na Jodie, przebywać z nią w jednym pokoju. On się musiał uspokoić, ona trochę też, bo chociaż podchodziła do tego z większą rezerwą, spokojniej, to niesłusznie zbierała baty, mając wrażenie, że gniew Clive’a skupia się teraz na niej. Pomyślała więc, że najlepiej będzie, jeśli każde z nich dostanie swój czas; na przemyślenia, na to, żeby emocje opadły, na cokolwiek, co miałoby im pomóc. Nie chciała znowu zaczynać, zagadywać Clive’a i dopytywać się, czy wszystko w porządku, skoro ewidentnie nie było, ale pomyślała też, że bardzo nie chciała, żeby kolejny raz poczuł, że jest z tym wszystkim sam. Że jest skazany na siebie, że musi sobie radzić. Jodie nienawidziła tego uczucia i chociaż zakładanie, że Clive też mógł go nienawidzić było ryzykowne, to po prostu musiała to zrobić. 
      Czuła, jak w pierwszej chwili jego mięśnie napinają się pod jej dotykiem, bo pewnie był jej gestem zaskoczony, słyszała w tej ciszy, że Clive’owi jest cholernie ciężko, ale gdy postanowił odwrócić się w jej stronę, to rozluźniła swój uścisk, ale tylko po to, żeby po chwili, kiedy już się ułożył, objąć go jeszcze mocniej. Przysunęła się do niego i przytuliła do siebie bardzo mocno, pozwalając mu się w siebie wtulić, schować twarz w zagłębieniu jej szyi i trzymać blisko siebie. Przycisnęła usta do jego skroni, kojąco przesuwając dłonią po jego plecach i zamknęła oczy, po prostu tak z nim leżąc. Była delikatna i czuła, ale jednocześnie trzymała go przy sobie mocno, bezpiecznie
      — Jestem tu z tobą, Clivey — wyszeptała, nie chcąc wyciągać z niego wyznań i wyjaśnień. Jodie rozumiała i przede wszystkim chciała, żeby nie czuł, że musi sam to ogarnąć. Nie musiał. Jodie przy nim była i nie zamierzała zostawiać, bo mieli parę nieporozumień. Przeniosła dłoń na jego włosy, które kojąco przeczesywała i przycisnęła do siebie jego głowę, oddychając spokojnie. Jej serce biło powoli, a jej usta z troską dotykały jego skóry. Mógł płakać, jeśli chciał, choć wiedziała, że pewnie uważa to za mało męskie, więc zrobi wszystko, żeby tego nie robić, ale Clive mógł wreszcie odpuścić.
      A to co zrobiła Leah i jego znajomi, to go nie determinowało. To nie odbierało mu wartości. 

      oh yes, I'm fucking sure

      Usuń
  58. Częściowo ich plan się powiódł. Udawali parę perfekcyjnie, Jodie wystroiła się tak, że kuzyni Cory’ego bez przerwy obczajali jej cycki i tyłek, a zmyślone historyjki, które wszystkim wciskali, były tak bardzo autentyczne, że Jodie była pewna, że Pryia i Ellen gotowały się z ciekawości i zaskoczenia, tak samo jak musiała gotować się Leah, bo nikt nie przypuszczał, że Clive przywiezie ze sobą taką laskę i jeszcze będzie miał to swoje życie aż tak poukładane. Jeśli chciał im coś udowodnić, to niewątpliwie mu się udało, a wszystkie opowiastki na pewno dotrą do Leah, ale trudno powiedzieć, co ona zrobi z tym, co wydarzyło się między nią a Clivem na osobności. Czy poskarży się koleżaneczkom, czy będzie próbowała to przeciwko niemu wykorzystać, choć absolutnie żadnego znaczenia nie miało to, co gadała, czy przemilczy, ewentualne przemyślenia zostawiając sobie, bo ten wybuch, który jej urządził, to jak zaczął wyzywać ją od głupich dziwek i dał jej się sprowokować, to na pewno nie świadczyło o tym, że miał zajebiście ogarnięte życie i poukładane w głowie. Ona się tym przejmowała, bo w jakimś sensie byli w tym razem i przyczyniła się do tego, że zamiast obściskiwania się w altanie, Clive wybrał dolewanie się alkoholem w barze i wyrzucanie swojej byłej tego, co o niej sądzi. Był dorosły, to było jego życie i jego wybory, Jodie przecież nie kazała mu tego zrobić, a jednak po prostu miała to pełne żalu i rozczarowania wobec siebie poczucie, że dało się inaczej. 
    Dało się, tylko czegoś między nimi brakowało. Dodatkowo to, ile razy zdążyli się już dzisiaj ze sobą posprzeczać, w jakim pojebanym punkcie utknęła ich relacja, to nie pomagało. Nie zmieniało to jednak faktu, że po tym wszystkim, co się między nimi wydarzyło, nawet po tym, co zapisało się w ich wspólnej przeszłości, Jodie, która nie miała aż tak wielkich powodów, by ufać i wierzyć Clive’owi, ani przez chwilę w niego nie zwątpiła. Przetoczyła się z nim przez te małe kryzysy i humorki, usłyszała, co do powiedzenia na jego temat miała Pryia, która bezmyślnie powtarzała wszystko po Leah, zobaczyła, jak sprawy wymykają mu się z rąk, jak traci kontrolę, jak upada cała ta fasada, którą wokół siebie zbudował, ale nie przestała w niego wierzyć i mu kibicować, nawet gdy usłyszała, jak nazywa Leah i domyślała się, że tych epitetów miał więcej. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Nie chciała zastanawiać się, dlaczego zamiast opierdolić Clive’a, przytulała go, leżała z nim w jednym łóżku i czuła, że jeśli on by się poryczał, to ona zrobiłaby to samo. Nie uważała go za słabego, a łzy za oznakę czegoś niemęskiego. Wrażliwość zawsze jej imponowała, w co mógłby nie uwierzyć, biorąc pod uwagę, że jej byłym jest Wade, ale naprawdę bardzo ceniła sobie tę cechę, a Clive miał ją w sobie zawsze. Tylko po prostu bez względu na to, jak życie mu dowalało, szczególnie tymi wiecznymi oczekiwaniami, a teraz jeszcze tym, jak popisowo się spierdoliło, on robił dobrą minę. Były rzeczy, które go zdradzały — zmęczone oczy, słabszy uśmiech, choć wciąż czarujący, kolejna butelka, drinki, shoty, niewinne piwa, cokolwiek po co sięgał tak, jakby nie znał umiaru, a co miało uciszyć, wyciszyć, sprawić, że było prościej i mniej bolało — ale dzisiaj wydawało się, że część maski opadła, a Clive mniej lub bardziej świadomie pozwolił Jodie zobaczyć więcej.
    Nic nie zmieniło się w spojrzeniu Jodie, wciąż patrzyła na niego jak na faceta, którego widziała w nim zawsze, po prostu robiła to z większą świadomością. Clive mógł płakać, mógł się wściekać, mógł się potykać i nic z tego nie sprawiało, że widziała w nim kogoś gorszego i mniej wartościowego. Właściwie miała wrażenie, że stawał się jej przez to bliższy, a zrozumienie większe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Clive nie skrzywdził Jodie tak, jak został skrzywdzony przez Leah. To były zupełnie inne sprawy, inne relacje, inne etapy znajomości. Zranił ją, zranił jej uczucia, dał jej kosza, choć ona z niczego się przed nim nie odkrywała, tylko naiwnie liczyła na to, że Clive sam się domyśli, bo tak bardzo bała się odrzucenia, z którym ostatecznie i tak się spotkała, ale to nie było to samo. Nie było wspólnych planów, wyznań, nie było gwarancji. To była znajomość taka jak wiele innych i tak jak wiele innych się skończyła. 
      Ten dzisiejszy wieczór nie powinien tak wyglądać, a jednak wyglądał i Jodie dawała Clive’owi przestrzeń na to, żeby przeżywał to po swojemu. Mocno go do siebie przytulała, przesuwała palcami po jego włosach, dłonią po plecach i wsłuchiwała się w jego oddech, pozwalając mu czerpać ze swojej obecności, równocześnie czując jakąś ulgę, mając go tak blisko. Nic już nie mówiła, jedynie czuła, że uścisk Clive’a rozluźnia się na jej koszulce, choć on wciąż był w nią mocno wtulony. 
      Gdy zasnął, ona nie spała, choć oczy miała zamknięte, ale się od niego nie odsuwała. Chciała mieć go blisko siebie i miała wrażenie, że on tego potrzebuje. Dużo myślała, pozwalając myślom tłuc się po głowie, a kiedy sen wreszcie nadszedł, to był on bardzo uważny. Z jakiegoś powodu Jodie spała czujnie, jakby była przewrażliwiona i próbowała mieć wszystko pod kontrolą, dlatego to nic dziwnego, że byle jaki dźwięk był w stanie wybić ją ze snu. Trzaskające drzwi nie były wyjątkiem, choć miała wrażenie, że jeszcze jest w miarę wcześnie, a ona ani za bardzo nie wypoczęła, ani nie czuła się tak, jakby odbiła sobie wszystkie zarwane noce, na co odrobinę liczyła, mając jeden z niewielu wolnych weekendów, podczas których nie musiała zapierdalać od rana do nocy. Nie otwierała jednak oczu, czuwając i z przyjemnym zaskoczeniem odkrywając, że czuje na sobie ciężar Clive’a oraz ciepło jego ciała, a gdy usłyszała jego zaspany głos, to leniwie pokręciła głową na jego pytanie. 
      — A ty? — zapytała, jedną ręką przecierając oczy, zanim je powoli otworzyła, pozwalając na to, aby światło ją oślepiło, przez co na jej twarzy pojawił się lekki grymas. — Musi ci być zajebiście wygodnie, co? — zagadnęła swobodnie i zaczepnie, nawiązując do tego, jak bezwstydnie Clive rozłożył się na jej cyckach i jak wydawało się, że znalazł dla siebie idealne miejsce. Jodie odruchowo przesunęła ręką po jego włosach, zgarniając je do tyłu i lekko zmrużone oczy zatrzymała na jego twarzy. — Aż ci zazdroszczę — stwierdziła nieskromnie, układając usta w subtelnym uśmiechu. — Możesz sobie leżeć — zapewniła, bo absolutnie nie próbowała go przegonić. Nie miała pojęcia, jak to się stało, że wyplątali się z tamtej pozycji, a wplątali się w tą, ale absolutnie nie narzekała, ponieważ bardzo przyjemnie było mieć przy sobie Clive’a. 

      do you like your new big extra soft pillows? :>>

      Usuń
  59. Jodie nie odbierała Clive’owi tej znajomej swobody, która opierała się na tym, że przy niej nie musiał mierzyć się i rozliczać z tego, do czego wczoraj doszło. Nie wiedziała, czy to dobre podejście, czy jednak powinna chcieć z nim o tym porozmawiać, choć nie miał powodów, żeby jej się z tego tłumaczyć, ale wiedziała, że jeśli obudzą się w lepszych nastrojach, zachowując się przy sobie tak, jakby wczorajsze przyjęcie zostało wymazane z ich życiorysu, to będzie po prostu wygodniej. Przyjemniej, lepiej, bez palącego wstydu i pełnego napięcia oczekiwania, kiedy coś strzeli Jodie do głowy i postanowi zapytać, burząc ten moment bezpieczeństwa. Poza tym, przekonała się dokąd prowadzą niewygodne pytanie i grzebanie w tym, w czym nawet Clive nie chciał, a jeśli zamierzał, to na swoich warunkach, więc się nie wychylała. Potknęła się na tej swojej trosce, dlatego nie chciała znowu ryzykować. Oboje czuli coś, co było związane z tym, co się wczoraj wydarzyło, ale zgodnie postanowili o tym nie mówić. Jodie głównie dlatego, żeby nie dręczyć Clive’a. Nie kazać mu wracać do czegoś, czego się wstydził i żałował, nie kazać mu już dzisiaj, gdy emocje ledwo opadły, wyciągać wniosków. 
    To była naprawdę pojebana noc, dlatego chwila spokoju, szczególnie podczas leniwego poranka, gdy leżeli w siebie wtuleni, to było coś, co Clive’owi się przyda. To nie oznaczało, że Jodie nie pamiętała, co się wydarzyło, że zdążyła wymazać z pamięci, że kilka razy beznadziejnie ją potraktował, że ona jak skończona debilka powiedziała mu rzeczy, które były bolesne i krzywdzące, bo przepełnione kłamstwami na jego temat, które jak świętą prawdę powtarzali ludzie, na których kiedyś mu zależało, że zachowała się tak, jakby sama go o coś oskarżała, że go zawiodła, a on poszedł do swojej byłej i, choć to nie było łatwe, pogorszył sytuację, ale nie bez powodu. Jodie nie miała pojęcia, czy usprawiedliwiała go w swojej głowie, bo to był Clive; ten sam, którego znała od lat, do którego miała słabość, którego lubiła, podziwiała i który dopiero wczoraj odsłonił się z tego, w jakiej kompletnej rozsypce był, ale wiedziała, że był skrzywdzony i że zrobiono mu świństwo, coś, na co nikt nie zasługiwał. Nie użalała się nad nim, oboje nienawidzili i nie chcieli współczucia, ale czuła wielką złość za każdym razem, gdy myślała o Leah i Pryii.
    Tylko Clive miał rację — to nie były jej sprawy i to, że się w niej wmieszała, to był przypadek, coś, nad czym nie zapanowali, dlatego teraz równie szybko powinna się z tego wymieszać. Może to był kolejny powód, przez który bała się drążyć, bo po prostu czuła, że nie jest odpowiednią osobą, a ten upragniony spokój, cisza, poczucie bezpieczeństwa to wszystko, co była w stanie mu dać, to mieli sprawdzone. Nie chciała go opierdalać, pouczać, uświadamiać, co chujowego zrobił, bo chociaż Clive starał się nie myśleć o tym, co niewygodne, to jednak był tego całego syfu bardzo świadomy. Wiedział, co się stało, bo alkohol nie zdołał go zamroczyć na tyle, żeby się nim dzisiaj wykręcać, a co najwyżej pomógł mu poczuć bardziej emocje, które próbował w sobie zdusić i ułatwił ich wyrzucenie, ale Jodie znała Clive’a, zawsze imponowała jej jego wrażliwość i podejrzewała, co się działo w jego głowie. Czasu nie cofną, ale przynajmniej mogła spróbować zrobić tak, żeby ten weekend w Savannah nie okazał się totalną klapą, żeby Clive’owi udało się zapamiętać z niego coś dobrego. 
    Tym czymś dobrym mogło być to, że zajebiście wygodnie spało się mu na jej cyckach. Że było mu na nich miękko i przyjemnie, a przy Jodie ciepło i bezpiecznie. Że miło było obudzić się przy niej, nie dostać opierdolu, nie zostać zmuszonym do mierzenia się z poczuciem winy, wstydu i wyrzutami sumienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że mógł przy niej w miarę spokojnie zasnąć i jakoś przespać resztę nocy. Że jeśli zechce z nią pogadać, to Jodie z nim pogada, a jeśli nie będzie tego chciał, to nie pozwolą na to, żeby poróżniły ich nieporozumienia. Że mógł śmiało spojrzeć w jej oczy i nie dostrzegał w nich niczego oceniającego. Jodie miała wrażenie, że niewiele mogła, ale jeśli była w stanie zrobić cokolwiek, żeby ten poranek był przyjemniejszy, to próbowała. 
      Cieszyła się, że oboje jeszcze nie chcieli wstawać i niemo zgodzili się na to, żeby zostać w łóżku, a chociaż Clive odsunął się od jej cycków, to pozostał na tyle blisko, że nadal mógł ją obejmować i przytulać, a ona mogła przytulać się do niego, co chyba najwyraźniej świadczyło o tym, że tego, co było wczoraj, nie miała mu za złe. Wykazywała się wyrozumiałością i cierpliwością zupełnie bezinteresownie, nie liczyła na to, że coś z tego będzie miała. Jodie nie wiedziała, kiedy i jak, ale jej oczy same się zamknęły, a ona zasnęła szybciej, niż by tego chciała. Tym razem trochę mocniej i głębiej, pozwalając sobie stracić czujność, skoro Clive dalej przy niej był i wydawało się, że nigdzie się nie wybiera. Śniły się jej jakieś totalne bzdury, których po przebudzeniu nawet nie pamiętała, ale za to odkryła wtedy, że zamiast do Clive’a, przytula się do jego poduszki, owinięta kołdrą tak, jakby na zewnątrz panował mróz. Cóż, najwyżej bez niego nie było już tak gorąco.
      Czuła się zaskakująco lepiej, jakby te dwie godzinny dospania aż tyle mogły zmienić, a kiedy usłyszała głos, dochodzący z łazienki, to przekręciła się na plecy i delikatnie przeciągnęła, patrząc na Clive’a, który bezwstydnie popisywał się klatą. 
      — Musisz mi dać chwilę — poprosiła, zrzucając z siebie kołdrę. Palcami przesunęła po swoich długich włosach, rozplatając parę kosmyków, w tym samym czasie podnosząc się z łóżka, na którym od razu poprawiła pościel. Zatrzymała się przy walizce i, nie przejmując się tym, że jej tyłek mógł być widoczny, pochyliła się, przeszukując ją w poszukiwaniu ciuchów. Standardowo zgarnęła jeansy i obcisły top, a gdy się wyprostowała, to ruszyła w stronę łazienki. 
      — A ty idziesz tak? — zagadnęła żartobliwie, gdy mijała Clive’a, bezwstydnie taksując go przy tym spojrzeniem i uniosła brew, palcem zaczepnie dźgając go w bok. Uśmiechnęła się, drocząc się z nim, ale nie czekała na odpowiedź Clive’a, tylko zniknęła w wolnej łazience. Ogarnęła się szybko, bo zajęło jej to mniej niż piętnaście minut, ale też nie stroiła się tak, jak na wczorajszą imprezę. Po prostu umyła się, umyła zęby, naciągnęła spodnie na tyłek, wcisnęła cycki w top, włosy porządnie rozczesała, wypsikała się perfumami, które dobrze znał, bo zawsze je używała i, rzecz jasna, nie zapomniała o ulubionym błyszczyku. Nie ociągała się, bo nie chciała, żeby Clive na nią czekał, a poza tym narobił jej ochoty na te najlepsze w mieście tacosy. Jodie kochała meksykańskie żarcie. 
      — Gotowa, chodźmy — zakomunikowała, gdy opuściła łazienkę, licząc na to, że Clive czekał na nią już ubrany, choć nie narzekałaby, gdyby postanowił dalej świecić swoją klatą i podejrzewała, że mało kto by narzekał.
      — Kocham tacosy, już nie mogę się doczekać — podzieliła się swoją ekscytacją, bo przy okazji zdążyła się już zrobić bardzo głodna.
      A tak w ogóle to był ich pierwszy wspólny poranek, który rozwinął się do takiej sytuacji, w której wspólnie wychodzili i razem szli na śniadanie, a nie znikali sobie z łóżka o ósmej rano albo innej nieludzkiej godzinie, rzucając sobie szybkie cześć.

      they are not the only ones who are perfect <3

      Usuń
  60. W pewnym sensie trochę miał jej z czego się tłumaczyć, bo była pierwszą osobą, w którą uderzały jego frustracje, którymi doprowadził Jodie do przekonania, że wszystko robiła źle, że było przez nią beznadziejnie, że ten cały wieczór zaczął sypać się przez nią. Clive sprawił, że czuła się tak winna, jakby tym jednym zdaniem, którym uczciwie próbowała mu nakreślić, co ludzie, których uważał za swoich znajomych, mówili o nim za jego plecami, rzeczywiście oskarżała go o bycie przemocowcem, czym wszystko, co budowali przez cały wieczór, popisowo zjebała, choć nawet nie wpadła na pomysł, żeby go o to pytać i oczekiwać odpowiedzi. Spodziewała się innej reakcji, ale minęło tyle lat, że dużo mogło się zmienić, a poza tym Clive nigdy nie był rozmowny, ograniczał się do tych fajnych, łatwych, przyjemnych i zabawnych tematów, tworząc wokół siebie całą tę ogromną bańkę luzaka, więc Jodie sama nie wiedziała, na ile tak naprawdę go znała, ale mimo to ani przez chwilę nie miała wątpliwości; nie mógłby uderzyć Leah. 
    Wydawało się jej, że jakiekolwiek wyjaśnienie należało się jej, choć to prawda, że to były jego sprawy, a ona znalazła się wśród nich z przypadku i doskoku i, biorąc pod uwagę, jak to spotkanie z jego znajomymi wyszło, już nigdy więcej się wśród nich nie znajdzie, ale wczoraj jej się oberwało. Trochę niesłusznie, choć niczego od niego nie oczekiwała. Jodie potrafiła to sama przed sobą usprawiedliwić, wytłumaczyć zachowanie Clive’a, znaleźć setki powodów, przez które tak się stało, a to wszystko w połączeniu ze słabością, którą do niego miała i przeogromną chęcią utrzymania ich znajomości na tym poziomie, na jakim się znalazła, sprawiało, że odpuszczała. Że potrafiła przymknąć oko, nie drążyć, nie zadawać pytań, na które nie chciał odpowiadać, że sama z siebie postanowiła się na niego nie dąsać i nie obrażać za to, że, prawdę mówiąc, trochę chujowo ją potraktował. Był w emocjonalnym dole, mierzył się z rzeczami, które do tej pory wypierał, a w dodatku laska, której ufał i z którą planował wspólną przyszłość, paskudnie go oszukała i skrzywdziła, więc miał prawo nie ufać Jodie, przenosić na nią swoje doświadczenie, bo ludzie go zawodzili i mieć wrażenie, że przez chwilę uwierzyła Pryii, choć ona nie była tak głupia i naiwna, żeby to zrobić, ale doskonale wiedział, że to dało załatwić się inaczej.
    Mieli wczoraj sporo nieporozumień, które do dzisiaj zostawiły ze sobą świadomość tego, co się stanie, jeśli będą brnąć w nie dalej. Nie było warto dla kilku słów prawie żadnych wytłumaczeń, ryzykować całą znajomością. Zresztą, po co mieliby gadać o trudnych rzeczach po nocy pełnej trudnych spraw, skoro mogli udawać, że tego nie było? Mogli zachowywać się tak, jakby przyjęcie zaręczynowe Leah i Cory’ego się nie odbyło. Mogli żartować, śmiać się, Clive mógł klepać Jodie po tyłku, a ona dźgać go w bok, mogli trzymać się za ręce wychodząc razem z hotelu i żartobliwym tonem przegadać drogę do A Taco Affair, rozmawiając głównie o tych tacosach, klatą, którą Clive niestety już nie świecił albo tyłku Jodie, który był schowany w obcisłe spodnie. Utrzymywali ten luźny i dobry nastrój, nie wracając do tego, co wydarzyło się w nocy. Jodie widziała, gdy nie ma miejsca i czasu na drążenie tematu, zresztą, Wade nauczył ją, że o pewnych rzeczach po prostu się nie gada, bo nie ma takiej potrzeby. I, prawdę mówiąc, ona zawsze stanie za Clivem, ale też uważała, że to niesprawiedliwe, gdy się z kimś jest, planuje to całe swoje życie, tę idealną wspólną przyszłość i nie mówi się o takich istotnych, a czasami wręcz podstawowych rzeczach. Każdy miał jednak inaczej, to też nie była jej sprawa, jak wyglądał związek Clive’a z Leah, choć do tej pory nie mogła wyjść z podziwu, ale tego negatywnego, że był z taką dziewczyną, która wydawała się wytresować sobie Cory’ego tak, że chodził przy niej jak w zegarku i nawet potrafił na jej zawołanie inaczej się uśmiech, prostować i na wszystko przytakiwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwiło ją to, bo Clive nigdy nie wydawał się jej taki… pantoflowaty. Taki pozwalający wejść sobie na głowę, zezwalający na to, żeby burzyć granice, taki uległy. Wręcz przeciwnie — zawsze wiedział, czego chce i gdzie leżą granice, których nie przekroczy, na których modyfikowanie sam zezwalał i decydował, czy to był ten moment. W dodatku zawsze żył pod presją rodziców, zasypany ich oczekiwaniami, więc miała wrażenie, że nie znajdzie sobie dziewczyny, która wiecznie będzie czegoś oczekiwać, tupiąc nóżką, wściekając się i robiąc mu świństwa, gdy się nie słuchał, ale się myliła
      Byli w Savannah, mieście Clive’a, dlatego Jodie ze wszystkim zdawała się na niego. On wybierał hotel, on wybierał gdzie zjedzą i on wybierał także to, gdzie pójdą i co zrobią, gdy już opchną się najlepszymi tacosami w mieście, a ona korzystała z wrażeń, dopiero dzisiaj czując się tak, jakby była na prawdziwych wakacjach, bo wczorajszy dzień był przepełniony stresem i potrzebą, aby sprostać jego oczekiwaniom oraz potrzebom. Za to dzisiaj z fascynacją poznawała miejsce, w którym Clive się zakochał; dosłownie i w przenośni, zauważając przy tym, jak dobrze na niego działało. Widząc, że był przywiązany do Savannah, wciąż zachwycony, że stawał się jakiś taki żywszy, gdy mógł coś pokazać Jodie, odkrywając przed nią uroki miasta, że czuł się tutaj jak w domu, co na swój sposób było urocze, ale okrutnie niesprawiedliwie, bo został wręcz zmuszony do tego, żeby układać swoje gdzie indziej. Co za pierdolona niesprawiedliwość.
      Jodie wzięła klasyczne tacos, ale inspirując się Clivem, także zamówiła meksykańską colę i tak jak on skusiła się, żeby spróbować tacos z chrupiącym kurczakiem i chociaż gładko poszło jej z wyborem, to jej wzrok jeszcze przez chwilę leniwie prześlizgiwał się po propozycjach w menu. Uśmiechnęła się, słysząc pytanie Clive’a i uniosła na niego spojrzenie, a przez słońce, które subtelnie wpadało przez okno, kolor jej oczu wydawał się jaśniejszy. 
      — Może mam, może nie mam… — zasugerowała, udając przy tym, że jest bardzo niezdecydowana i jest coś, nad czym szczególnie się zastanawia, aż w końcu zamknęła kartę, odkładając ją na stolik. — Mam ochotę na coś słodkiego, Clivey — przyznała po chwili, choć wybór deserów nie był tutaj powalający. — To jak myślisz, wystarczysz? — rzuciła zaczepnie, lekko prowokacyjnie, bezczelnie patrząc mu przy tym w oczy. — A może zaproponujesz coś jeszcze? — zainteresowała się, palcami lekko stukając o stolik, drocząc się z nim tak samo, jak on droczył się z nią, mając ten znajomy błysk w oku i niesforny uśmiech, który błąkał się po twarzy.
      Głupie żarty.

      together we could rule the world

      Usuń
  61. To, że między Clivem a jego znajomymi atmosfera była napięta i coś, czego nie potrafiła nazwać, wisiało między nimi w powietrzu, to Jodie doskonale widziała, a nawet domyślała, że gdyby było wszystko w porządku, to nie ciągnąłby jej tutaj ze sobą, żeby przedstawiać im świat utkany z ich wspólnych kłamstw i szpanować laską, którą udało się mu wyrwać, ale rzecz w tym, że Jodie nie wiedziała, ile z tych rzeczy, które bezmyślnie powtarzała Pryia, Clive już słyszał. W dodatku absurdalne, cholernie nielogiczne i jakieś takie nie do zaakceptowania wydawało się jej to, że Clive wiedział, że Leah, by usprawiedliwić się w oczach innych, robiła z niego przemocowca, rozpowiadając kłamstwa, odbierała mu jego życie i psuła reputację, byle ta jej pozostała nienaruszona, a on nic z tym nie robił. Nie próbował walczyć, prostować, tylko pozostawał wobec tego taki obojętny, choć z drugiej strony to przecież nie było tak, że Clive miał to wszystko w dupie. Że nie obchodziło go, co Leah gadała, co mu zrobiła, jak ludzie, których kiedyś uważał za przyjaciół, odwrócili się od niego, bo gdyby miał, to nie czekałby na okazję, aż będzie mógł powiedzieć Leah, co o niej myślał. Jodie nie rozumiała, jak można robić w życiu kogoś, kogo się kochało, takie gówno, jakie ona mu zrobiła, a to poczucie niesprawiedliwości było w niej tak ogromne, gdy to wszystko zaczęło powoli do niej docierać, że wywołało w niej złość i… chciała być uczciwa, tak w przeciwieństwie do jego byłej i znajomych. W dodatku był jedyną osobą, której w Savannah, ale też w swoim życiu, w jakiś pojebany sposób ufała, bo był czymś stałym w jej życiu, dlatego nie chciała ukrywać przed nim tego, czego się dowiedziała. Gdyby wiedziała, że się na tej swojej głupiej i naiwnej uczciwości przejdzie, to nic by nie mówiła, żeby ten wieczór nie skręcił w tę nieszczęsną stronę, w którą spektakularnie poszedł. Ale nie rozmawiali ze sobą. Clive nie przygotował Jodie na to, co może stać się w Savannah. Nie opowiedział jej o swojej byłej, nie wspominał o tym, że jego znajomi są gówniani, a on tak bardzo zraniony, że miał ochotę każdemu z nich po kolei wykrzyczeć, co o nich myślał, ale miał w sobie jeszcze resztki zdrowego rozsądku. A choć minęło sporo czasu i się zmienili, to Jodie zdążyła się nauczyć, że jeśli Clive nie chciał o czymś gadać, to ona siłą tego z niego nie wyciągnie. Zresztą, nie była w jego życiu od gadania, nie była nawet od słuchania, choć potrafiła słuchać. Oboje wiedzieli, że w tym, co ich łączyło, nie było miejsca na niewygodne pytania, a jeśli jakieś się pojawiały, to szybko rozmywały się jednak w tym, do czego prowadziły; szczerych rozmów sobie nie urządzali. Nie było miejsca na wyznania, a jeśli już jakieś się pojawiały, to po pijaku i z głupoty, bo akurat na głupotę bardzo sobie pozwalali. Do tego stopnia, żeby mieszać nią sobie w głowach, robić ryzykowne rzeczy i zachowywać się tak, jakby jednak z jakiegoś powodu w ich znajomości miało pojawić się miejsce na niewygodne pytania, wyjaśnienia i uczciwość. 
    Jodie wiedziała, że w przeciwieństwie do Clive’a praktycznie nie wyznaczała mu żadnych granic. Dawała mu swobodę, której chciał i potrzebował, przymykała oko na jego wyskoki, dostosowywała się do tego, co narzucał i czego chciał, a gdy już odpierdalał, to go z tego nie rozliczała, znajdując na to wszystko usprawiedliwienie. I to tak wielkie, że chociaż miała powody, żeby się na Clive’a wkurwić, opierdolić i spakować się w środku nocy albo przynajmniej znaleźć inne miejsce do spania, zamiast pozwalać mu bezkarnie rozkładać się na swoich cyckach, to tego nie robiła. Może była głupia, a może po prostu w tym całym bałaganie chciała mieć coś z tego wszystkiego dla siebie. Jakąś namiastkę czegoś fajnego i miłego, czegoś, czego nie miałaby, gdyby do reszty pokłóciła się z Clivem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Jodie miała świadomość, co Clive postanowił dzisiaj zrobić. Że tym swoim nieprawdopodobnie dobrym humorem, czarującym uśmiechem, zaczepkami i flirtem, tym, że postanowił ją wziąć na najlepsze tacos w mieście, a potem to miasto trochę jej pokazać, Clive wynagradzał jej to, że wczoraj było między nimi kiepsko, poza tym zajebiście czułym seksem w hotelu, który pozwolił im wczuć się w rolę tak bardzo, że Clive’a jeszcze trzymało, plącząc po jego głowie jakimś słoneczkiem. Już udawać nie musieli. 
      — Na coś jeszcze najlepszego chciałbyś mnie dzisiaj wziąć? — zainteresowała się wymownie, a Clive ani nie musiał namawiać jej na churros ani na lody, zamierzała korzystać, skoro pierwszy i ostatni raz w życiu była w Savannah, dlatego wykorzystała moment, w którym kelner przyniósł im colę i zamówiła churros. Patrzyli na siebie całkiem wymownie, gdy wpadł temat najlepszych lodów w mieście, Jodie znała jeszcze lepsze, ale o dziwo w to nie brnęli, choć tak całkiem szczerze, to raczej między nimi właśnie wszystko powinno sprowadzać się do seksu, bo o to im przecież chodziło. O seks i nic więcej. O głupie żarty i podteksty, o to, żeby ponakręcać się, a potem przeruchać. 
      Jasne, że tak nie musiało być zawsze, ale oni w innych okolicznościach się nie spotykali, a jeśli już to nie spędzali ze sobą czasu. Rzucali sobie krótkie hej i każde szło w swoją stronę. Nie chodzili razem do restauracji, nie zabierali się na spacery i na lody, przynajmniej nie takie, nie gadali o innych rzeczach. Jodie o nich nie myślała, nie pozwalała na to, aby budziła się w niej ochota, żeby spędzać z Clivem czas inaczej, żeby chodzić z nim do restauracji albo do kina, choć znajomi też przecież to robili. Ale ich relacja była inna. Miała być prostsza i pozbawiona takich rzeczy. Jodie także zastanawiała się, czy oni by tak potrafili, kiedyś im to wychodziło, ale dużo się zmieniło i wydawało się jej, że ciężko byłoby im dogadać się bez seksu. 
      — Pokaż mi swoje ulubione miejsca — zaproponowała, choć było jej trochę głupio, że nie miała nic do zaoferowania, ale co mogła zaoferować Clive’owi w mieście, w którym spędził ostatnie najlepsze lata życia? Chciała po prostu nie myśleć jeszcze o Mariesville, zobaczyć miasto i fajnie spędzić czas. — No i kupiłabym sobie magnes — dodała, bo Clive na pewno znał jakieś zajebiste miejsca z pamiątkami, a Jodie, co prawda, nie zbierała magnesów i miała raczej pustą lodówkę, ale skoro już tu była, to chociaż coś sobie stąd ze sobą przywiezie. 

      ❤️

      Usuń
  62. Najprawdopodobniej właśnie dlatego — bo Clive był zraniony i go bolało — Jodie podchodziła do niego z takim zrozumieniem i potrafiła usprawiedliwiać przed sobą jego wyskoki. Trochę też pewnie dlatego, że chociaż to nie było to samo co kiedyś, to Clive wciąż był dla niej tamtym Clivem. Tym samym do bólu fajnym i uroczym chłopakiem, którego uśmiech zawracał w głowie większości dziewczyn w szkole, do której chodzili. A że teraz dodatkowo cierpiał i to tak wręcz namacalnie, bo ta Savannah, którą tak uwielbiał, a która przez głupią Leah stała się czymś zakazanym i nieosiągalnym, przejechała się po nim od góry do dołu, wczorajszą imprezą jeszcze mu dowalając, to sprawiało, że miała ochotę nieustannie go przytulać i zapewniać, że to wreszcie minie i się skończy, ponieważ na to zasługiwał i było go stać na więcej, zamiast opierdalać za robienie głupot, z których zdawał sobie sprawę. Jodie świadomie, bo ani nie znała innego wyjścia z tej sytuacji, ani nie miała pomysłu, ani nie uważała, że narzucanie mu czegokolwiek byłoby uczciwe, pozwalała mu przeżywać to wszystko po swojemu. To było jego życie i jego sprawy, a ona była w tym wszystkim przypadkowym dodatkiem, bo gdyby Clive nie wrócił do Mariesville i gdyby w tym sklepie nie dopadła go nagła ochota, żeby Jodie przelecieć, to oni wciąż by ze sobą nie gadali, dlatego wolała trzymać się tego, gdzie było jej miejsce. Tego, że pomimo tych rzeczy, które ze sobą robili, tych przypadkowych czułości, które ze sobą wymieniali i tego, że nawet w tym chujowym momencie Clive chciał i potrzebował bliskości Jodie, to ich znajomość była powierzchowna. Zawsze taka była, bo w pewnym sensie zawsze opierała się na tym, że oboje coś z niej mieli i dopóki to dostawali, to było im z tym fajnie i wygodnie, a za każdym razem, gdy Jodie próbowała przebić się przez tę warstwę, stworzyć z Clivem coś głębszego, to nie kończyło się to dobrze. Dlatego teraz miała na uwadze, że mimo tego, jak bardzo go lubiła i jak wielką słabość do niego miała to tam, gdzie oboje siebie postawili, to dla każdego z nich było bezpieczne
    Okrutnie źle jej było z tym, co stało się wczoraj i jeszcze gorzej z tym, jakie bzdury rozpowiadała Leah, przed którymi Clive nawet nie miał jak się bronić, bo nie dość, że zostawiła go bez wyjaśnień i bezczelnie postanowiła, że nie zasługiwał na to, żeby po takim czasie, który ze sobą spędzili, kochając się, zapewnić mu przynajmniej jedną, szczerą rozmowę, to jeszcze uznała, że to za mało i trzeba mu dowalić, a wczoraj praktycznie dostała następną okazję, by robić z niego jakiegoś skończonego świra, który nawet na jej imprezie zaręczynowej ją szarpał, zamiast zająć się swoją laską i swoim zajebistym życiem, o którym tyle mówił. Jodie poza tym, co usłyszała od jego znajomych, co zdążyła wyłapać albo czego się domyślić, patrząc na to, jak Leah i Clive na siebie reagowali, nie miała pojęcia, jak wyglądało ich życie. Nie wiedziała, jak im się układało i jakie mieli plany, choć zakładała, że poważne, bo przecież ludzie nieustannie gadali, ale była pewna, bo znała tę wrażliwą i czułą stronę Clive’a, że naprawdę kochał Leah i że to rozstanie z nią zupełnie się po nim przejechało i skrzywdziło. Mogłaby to drążyć dla zasady, a wtedy znowu i pewnie jeszcze bardziej pokłócić się z Clivem, ale nie chciała tego robić. Chciała za to, żeby z tego wyjazdu do Savannah mieli coś lepszego niż chujowe wspomnienia z głupiego przyjęcia zaręczynowego. Jemu od rana dopisywał humor, takie cuda potrafiły zdziałać jej cycki, a jej się polepszył w momencie, w którym okazało się, że zamierzał ją dzisiaj adorować i się nią zachwycać i robić rzeczy, którymi wynagradzał jej to, że wczoraj było średnio. Jodie wiedziała, jak to wygląda i, prawdę mówiąc, to dla niej też nie było uczciwe, ale lubiła to uczucie. Kurwa, jak ona je lubiła. Jak ona uwielbiała, gdy Clive był nią taki zainteresowany, taki wobec niej słodki, że traktował ją tak zajebiście dobrze, że momentami sprawiał, że Jodie nie wiedziała, jak ma się zachować, bo nikt nigdy taki wobec niej nie był.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jodie była taka, kurwa, żałośnie prosta. Aż jej było za siebie wstyd, bo przez to czasami się nie szanowała. Tak niewiele potrzebowała, takich podstaw jej brakowało, że Clive naprawdę nie musiał robić wiele, żeby ona czuła się jak pierdolona księżniczka, a to tylko dlatego, że było go stać na najprostsze gesty i gdy zaczynał się starać, a potrafił, to jej całkiem odbierało zdrowy rozsądek, ale tak właśnie było, a potrzeba zapychania się tymi uczuciami była silniejsza od tego, jak jeszcze wczoraj chujowo czuła się z tym, jak ją Clive potraktował. To wszystko było takie chwilowe, takie tylko po to, żeby było i żeby się nie złościła i to wszystko najprawdopodobniej skończy się szybciej, niż wrócą do Mariesville, ale to nie obchodziło Jodie, bo liczyło się tylko to, że teraz czuła się zajebiście. 
      Roześmiała się cicho, obserwując Clive’a lekko zmrużonymi od uśmiechu oczami, z delikatną fascynacją, bo to prawda, że wyglądał na spokojniejszego, wydawał się spokojniejszy, trochę bardziej przypominał siebie z czasów, z których Jodie go pamiętała, a do tego z każdym zdaniem, które wypowiadał i każdym łykiem coli zdawał się być coraz bardziej rozmarzony, a jej to sprawiało jakąś przyjemność. Cieszyło, wypełniało ciepłem i doprowadzało do tego, że i ona automatycznie się uśmiechała. 
      — Co ja zrobię z workiem magnesów? — zastanowiła się retorycznie, znów się śmiejąc i kręcąc z niedowierzaniem głową. Właśnie dlatego, że Clive znał Savannah bardzo dobrze, że wiedział, które miejsca są najlepsze i które uliczki najpiękniejsze, ale wiedział także, w które z tych miejsc i ulic nie chciał wracać, bo łączyło je z nimi coś więcej, Jodie zdawała się na niego. Opierała się na tym, gdzie chciał ją zabrać i co jej pokazać. Tak, aby mieściło się to w granicach tego, do czego chciał wracać i z jakimi wspomnieniami łączyć. Bo ona też nie chciała, żeby bolało. Chciała tylko, żeby fajnie spędzili czas, coś zobaczyli, a właściwie ona coś zobaczyła, a Clive miał przy tym ubaw, że może jej to pokazać, przy okazji zyskują tym w jej oczach.
      Jodie nie miała pojęcia, skąd i dlaczego wzięła się mu myśl, że mogłoby się jej tutaj podobać mieszkanie, bo ona podejrzewała, że podobałoby się jej wszędzie poza Mariesville, ale też w innym miejscu nie próbowała żyć, dlatego czasami lubiła sobie wmawiać, że tylko tak jej się wydaje, a wszędzie jest to samo i ta nadzieja, na którą czasami ją stać, to zwykłe wyobrażenia, z którymi zderzenie byłoby pewnie bolesne, dlatego już lepsze było to znane bagno niż jakieś nowe, ale to urocze, że tak uważał.
      — Tam myślisz? Może masz rację — stwierdziła po chwili, lekko wzruszając ramionami i spojrzała na ulicę przez okno. — Ale ja nie jestem zbyt wymagająca — dodała jeszcze, choć to pewnie żadna nowość dla Clive’a, bo znał ją nie od dziś. On jakieś wymagania miał, wiedział, czego w życiu chce, a potem w Savannah budował całe swoje życie, na które miał pomysł, Jodie było wszystko jedno. Chciała móc nie babrać się w swoim syfie, ale potem przypominała sobie, że mogło być gorzej, więc dla bezpieczeństwa niczego nie zmieniała. 
      — Jak to się stało, że ty tutaj wylądowałeś? — zapytała, wracając do niego swoim błyszczącym, ciekawskim spojrzeniem i napiła się zimnej coli, bo że Atlanta przewinęła się przez życiorys Clive’a to było dość jasne i oczywiste, ale ta Savannah…

      🖤🐈‍⬛

      Usuń
  63. Clive’a powinien opierdalać ktoś, kto w jego oczach miał autorytet i to nie była Jodie. Ona się do tego nie nadawała, bo jasne, że mogła mu powiedzieć, żeby się ogarnął i przestał zachowywać jak skończony idiota, że ta noc na wytrzeźwiałce to w sumie by mu się przydała, że nie może odpierdalać, trzaskać z drzwiami, szarpać się ze swoją byłą na jej przyjęciu zaręczynowym, a potem totalnie zmiękczać Jodie tym, jaki był skrzywdzony i zraniony, szukając pocieszenia mniej więcej gdzieś między jej cyckami, ale z kolei on mógłby jej na to wszystko powiedzieć, że jeśli coś jej się nie podoba, to może spierdalać. Czy go o to podejrzewała? Nie, ale o to, że będzie złościł się na nią podczas tego wyjazdu, który trwał dwa dni, też go nie podejrzewała, a potem najpierw jechała z nim w ciszy do Savannah, bo powiedziała za dużo w głupich żartach, nieumyślne dotykając czegoś, co go bolało, a następnie stała w kompletnym szoku przed ogromnym lustrem w wielkiej łazience, gdy Clive popisał się tym, jak potrafił mocno jebnąć drzwiami i to wszystko po to, aby odpuścić mu po pierwszym, lepszym przejawie dobrej intencji. Bez wyjaśnień i bez wspominania o tym, co się wydarzyło. Clive chciał zrozumienia Jodie, liczył na nie, ale równocześnie nie pomagał jej w tym, żeby mogła go zrozumieć.
    Żeby opierdol działał, to nie mógł opierdalać byle kto i Jodie zwyczajnie nie czuła się na siłach. Nie czuła się tym kimś. Nie była od tego, zresztą, Clive wiele razy przypominał jej, gdzie jej miejsce i co mieściło się w granicach ich układu, który naciągali tak, jak się im podobało, bo na czuły seks zamiast pieprzenia i na mówienie do siebie słodkimi słówkami potrafili znaleźć sobie niezłą wymówkę, ponieważ tego chcieli, ale nie mieli żadnych argumentów i żadnych podstaw, żeby zapytać się o to, jak minął im dzień albo dlaczego Clive wkurwił się, gdy zaczęli żartować o zaręczynach. 
    Ich relacja była nierówna i niejasna, choć wmawiali sobie, że wszystko było w niej takie oczywiste. Ale nie było tak, skoro Jodie popełniała takie błędy, po których Clive musiał uprzejmie uświadamiać ją, że nie są przyjaciółmi. Nie byli, ale bywało, że zachowywali się wobec siebie w ten sposób, a Jodie spragniona nie tylko uwagi, czułości i bliskości, którymi potrafił ją zasypywać, ale też tej przyjaźni, troski, normalności i poczucia bezpieczeństwa, szybko wpadała w to, co akurat Clive chciał jej zaoferować, na co miał humor, bo okazywało się, że szukali czegoś podobnego, tylko on szybciej się z tego otrząsał, a ona potrzebowała więcej czasu. 
    Clive nie był przejebany, ale miał przejebane, a Jodie była żałosna i miała żałosne życie, którego jedynym jasnym punktem okazał się on. Ufała mu, choć ufać nie powinna, odpuszczała mu, choć odpuszczać nie powinna i miała do niego słabość, której nie powinna mieć, bo on był jej świadomy i ze świadomością ją wykorzystywał, czym robił jej coś tak samo zajebiście dobrego jak i niedobrego, ale nie mógł zapominać, że Jodie siedziała w tym wszystkim, bo tego chciała. Z całą świadomością tego, co sobie tym robili. Nie krzywdził jej, a ona mogłaby ukrócić to wszystko, wprowadzając także swoje granice, do których trzymania Clive byłby zmuszony, jeśli chciałby dalej się z nią spotykać w tym układzie, który mieli, ale po prostu tego nie robiła. Oboje nie widzieli przyszłości dla tej znajomości. Oboje wiedzieli, że ona kiedyś się skończy, bo Clive wyjedzie z Mariesville, a gdy już z niego wyjedzie, to nie będzie zawracał sobie głowy Jodie, która tam zostanie. Trzymając się tej myśli, zakładała, że po prostu nie muszą rozmawiać ze sobą o pewnych rzeczach. Mogli trzymać się tego, co luźne, wesołe i fajne, zamiast urządzać sobie poważne i ponure pogawędki o sprawach, w które nie chcieli się wciągać. On uważał, że to nie są jej sprawy, ona uważała podobnie, a to, że ze sobą sypiali albo jedli razem tacosy albo nawet to, że sobie pomagali, to ich do niczego nie zobowiązywało i nie dawało im żadnego prawa — byli w tym zgodni. 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Clive cokolwiek wykorzystywał albo nadużywał, to było jedynie to, co Jodie mu dawała i pozwalała zabierać, bo ostatecznie sama też coś z tego miała, a jeśli kiedyś zaboli to trudno. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Oboje nie byli już tacy łatwi do skrzywdzenia. 
      Jodie wydawało się, że oficjalnie przestali grać w drodze powrotnej do hotelu, bo dla nich impreza się skończyła, dookoła nich nie było żadnych znajomych, nikogo, kto mógłby poklepać Clive’a po ramieniu, bo wyrwał taką zajebistą laskę, więc niewiele myślała o tym, że nazwał ją słoneczkiem. Wyrwało mu się, tak to sobie tłumaczyła. Niczego więcej to nie oznaczało. 
      — To wystarczą cztery — zauważyła bystrze i całkiem rozsądnie, śmiejąc się przy tym, choć ten magnes z Savannah będzie jedynym, który wyląduje na lodówce Jodie, więc może gdyby było ich więcej, to by to tak biednie nie wyglądało, ale pomyślała jeszcze o tym, że skoro w grę wchodziła pocztówkę, to wystarczy. Uśmiechnęła się więc, patrząc na Clive’a i słuchając pomysłów, które snuł, kiwając przy tym głową na znak, że się z nim zgadza. 
      Jodie nie była wymagająca, Clive o tym wiedział, a jej wydawało się, że ta wiedza za dobrze o niej nie świadczy, bo to tylko podkreślało to, jak żałosna była i jak bardzo potrafiła zatkać się byle czym, żeby dostać chociaż namiastkę tego, czego pragnęła, ale tym spojrzeniem, którym się wymienili, rzuciła mu małe wyzwanie pod tytułem: czy na pewno znasz?, któremu towarzyszył trochę zaczepny uśmiech. 
      — Może i zasługuję… — zgodziła się, jakby naprawdę tak uważała, choć prawda była zupełnie inna i zaśmiała się nawet cicho na tę jego wyjątkową opinię, bo jednak ta wiara, którą w nią wkładał, była wielka, a następnie odetchnęła cicho, wbijając wzrok w talerz ze swoimi tacosami, zastanawiając się od którego powinna zacząć. 
      — Ale najprawdopodobniej i tak umrę w Mariesville — zauważyła pół żartem, całkiem pogodzona z tą wizją, dlatego żartowała i lekko wzruszyła ramionami. Jedno nie wykluczało drugiego, ale Jodie chyba przestała wierzyć w to, że kiedykolwiek wyniesie się z Mariesville, za to tacosy pachniały tak, że dłużej nie zamierzała zastanawiać się nad tym, na co zasługiwała zdaniem Clive’a, tylko postanowiła zacząć od swojego klasycznego tacosa, drugą ręką asekuracyjnie sięgając po serwetkę. Gdy wygryzła się w tacosa, pokiwała z uznaniem głową, posyłając Clive’owi zadowolone i usatysfakcjonowane spojrzenie, mrucząc cicho. 
      Jadła, słuchając, jak to się stało, że on wylądował akurat w Savannah, uśmiechając się lekko na wzmiankę o tym, jaki to był top of the class; coś w tym było. Lekko przesunęła serwetką po ustach, a potem wytarła w nią palce, zanim sięgnęła po swoją colę, znowu trochę dziwiąc się, że Clive był taki pewny, że by się jej tu spodobało. 
      — Skąd wiesz? — wyrwało się jej z ciekawości, choć w sumie nie wiedziała, czy w ogóle powinno ją to obchodzić. Tak po prostu mogło mu się znowu wyrwać. — Sugerujesz, że powinnam się tu przeprowadzić? Żebyś bezkarnie wpadał na tacosy? — zażartowała, chcąc to obrócić w głupie żarty, które w ich wykonaniu były czymś znanym, celując w niego spojrzeniem. — Bo są zajebiste i dla nich mogłabym to rozważyć — pociągnęła, odstawiając szklankę na stolik. — Chcesz spróbować? — zaproponowała, unosząc brew i zachęcająco wskazała na swój talerz, chętna, żeby podzielić się z Clivem swoim jedzeniem, bo jednak wzięli inne tacosy, choć nie wątpiła, że skoro tu bywał, to pewnie znał większość z nich. 

      sharing is caring, or something like that ❣️

      Usuń
  64. Clive szybko się wkurwiał i jeszcze szybciej spalał, ale to nie oznaczało, że mógł powiedzieć Jodie wszystko, a ona mu to wszystko równie szybko zapomni i wybaczy, bo ten typ tak już miał. Z reguły zapominała, bo żeby ten cały ich układ jakoś działał, nie mogła obrażać się na to, że on pierwszy się obraził, choć jej zdaniem nie miał ku temu powodów, ale oboje wiedzieli, że były rzeczy, były słowa, których się nie zapomina. Całkiem zgodnie pilnowali więc tego, żeby między nimi pojawiało się jak najmniej prywatnych spraw, z powodu których mogliby się nie zrozumieć albo z troski drążyć coś, do czego nie mieli dostępu, a tym samym nie mieli powodów, żeby się kłócić. O seks nigdy się nie kłócili. O spotkania też nie, bo jeśli Jodie nie miała czasu, to Clive tego nie roztrząsał, tylko potrafił zorganizować swój czas tak, żeby jej nieobecność zupełnie mu nie doskwierała, dlatego mogli nie spotykać się przez tydzień albo dwa, a potem przez kolejny widzieć się codziennie, nawet zasypiać w jednym łóżku i to też niczego nie zmieniało. Było bezproblemowo, problemy i schody zaczęły się dopiero w momencie, w którym Clive na własne życzenie musiał wpuścić Jodie trochę dalej, bo jednak ufał jej bardziej niż zupełnie obcym laskom, które po pijaku obracał, ale o tym też całkiem zgodnie postanowili nie rozmawiać
    Głównie dlatego, że bez względu na to, jak wiele troski i słabości Clive był w stanie zobaczyć w oczach Jodie, i bez względu na to, jak bardzo mogłaby go opierdolić za to, co odpierdalał, ona wiedziała, że nie jest od tego, żeby go ratować. W ten sposób, tym niezobowiązującym seksem, układami i tym, że na wszystko Clive’owi pozwalała, tak się ludzi nie ratuje. Oboje dawali sobie najwięcej, na co było ich aktualnie stać, a równocześnie w granicach tego, co proste i wygodne. Gdyby się nad tym zastanowić, ale Jodie się nie zastanawiała, to w dłuższej perspektywie nic nie miała z tego, że Clive potrafił odpierdalać i potrafił też za to pięknie przepraszać, ale on tak samo nic nie miał z tego, że raz na jakiś czas mógł przytulić się do jej cycków i zamknąć w czułych ramionach. A przecież Jodie nie umawiała się z Clivem dlatego, że zależało jej na tym, żeby dostał jej ciepło i bliskość, tylko żeby ją porządnie przeleciał, pozachwycał się, wychwalił, jaka jest zajebista, piękna i lepsza od innych lasek, z którymi się spotykał, żeby jego bezgraniczna uwaga połechtała jej ego i sprawiła, że poczuje się lepiej, choć rozjebana niezmiennie będzie tak samo jak Clive. Mieli ze sobą wiele wspólnego. Wszystko, co sobie dawali było chwilowe i ulotne, kończyło się w momencie, w którym kończył się seks i nie trwało do momentu, w którym znowu się spotkali, więc może ten układ wcale nie był tak nierówny, jak mogło się wydawać. Po prostu Clive trochę bardziej go pod siebie naciągał, a ona szybciej odpuszczała.
    Gdyby się Jodie nad tym zastanowiła, to pewnie doszłaby do wniosku, że chciałaby, żeby Clive widział w niej coś więcej niż cycki i chciał czegoś więcej niż tych cycków, jej ciała i bliskości, ale równocześnie sama nie wiedziała, co niby takiego mogłaby mu zaoferować. Miała zjebaną głowę i okrutnie zjechane poczucie własnej wartości, źle o sobie myślała i tak naprawdę to wygodnie było jej z tym, że Clive jednak niczego więcej w niej nie szukał, nie miał wymagań. Zresztą, o czym w ogóle mowa, skoro Leah była w jego życie jak jakaś pierdolona trucizna, a może kurwa bardziej narkotyk, który zatruwał w nim wszystko i nie pozwalał otrząsnąć się, żeby do tej normalności wrócić. Jodie nie była głupia, choć czasami zachowywała się głupio, ale widziała wczoraj, jak to wyglądało. Dziwiła się, nie potrafiła zrozumieć, bo Leah zupełnie na niego nie zasługiwała i jeśli ktokolwiek miał sobie teraz układać życie, to właśnie powinien być on, ale dostrzegała, co z nim robiła i jak bardzo myśl o niej nie dawała mu spokoju. A jednak miała wrażenie, że normalność była dla niego bardziej osiągalna niż dla niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On już to przerabiał, on już wiedział, że tak się da i że życie może być zajebiste, a ona nigdy nie miała na tyle siły i motywacji, żeby o samą siebie choć trochę powalczyć. Dla niej to życie, które on miał, mieściło się w kategorii nieosiągalnych wyobrażeń.
      Jodie żartowała i chociaż było w tym żarcie coś smutnego i gorzkiego, to nie chciała, żeby Clive podchodził do niego serio. Nie spodziewała się takiej reakcji, tego, że zderzy się z taką stanowczością i determinacją, jakby miał ją dla zasady siłą wywieźć z Mariesville. Odrobinę miała ochotę powiedzieć mu, żeby przestał pierdolić, bo skąd mógł to wszystko wiedzieć. Zresztą, kto to mówił — facet, który miał ze sto razy więcej perspektyw niż ona, a sam siedział na dupie w Mariesville, bo czuł, że życie wymknęło mu się spod kontroli i strasznie ciężko było tę kontrolę odzyskać, skoro brakowało sił.
      — To może na Bahamach — dodała dla rozluźnienia z uroczym uśmiechem, żeby Clive nie brał do siebie jej głupiego gadania, bo Jodie nigdzie się nie wybierała, o umieraniu nie myślała, za to z Mariesville jakoś i gdzieś wydostać się chciała. Pojęcia nie miała, jak to zrobi, gdzie i kiedy i, prawdę mówiąc, na samą myśl o tym całym nieznanym łapał ją ogromny lęk wraz ze świadomością, że była skazana na siebie, więc jak noga jej się powinie, to będzie w dupie, bo nawet nie będzie miała kogo prosić o pomoc, a że czuła się skazana na porażkę, to miała całkiem porządną blokadę przed walczeniem o cokolwiek. Clive starał się, żeby Jodie spodobało się w Savannah, i mu to wychodziło, jednocześnie powtarzając, jak bardzo podobałoby się jej życie tutaj, a ona zastanawiała się, ile razy przez ten czas, gdy układał to swoje idealne życie w Savannah o niej pomyślał. Ile razy wtedy wpadł na to, że jej by się tutaj spodobało? Tak naprawdę nie miało to znaczenia, ale ta motywacja, którą Clive próbował w niej obudzić, ta wiara, którą próbował w nią wlać, to była ciężka sprawa. Zresztą, on i tak nie miał tu nic do gadania, nic do pozwolenia, nic, co powinno go obchodzić.
      Zaczynało robić się poważnie, ale na szczęście Clive skusił się na tacosa, którego Jodie mu zaproponowała, a gdy ugryzł go szybciej, niż zdążyła mu go podsunąć, sprawiając, że tacos, który za mocno ścisnęła rozpadł się w jej placach, wracając w kawałkach na talerz, roześmiała się głośno, lekko odchylając głowę. Potrzebowała chwili, żeby opanować śmiech, aż sama trochę uniosła tyłek z krzesła, żeby zachęcona przez Clive’a spróbować jego jedzenia i znowu pokiwała głową z uznaniem. 
      — Mhm, ten też zajebisty — powtórzyła rozbawiona, na oślep łapiąc za serwetkę, którą z nosa starła sos i nie przestawała się śmiać. Nie potrafiła przestać, śmiejąc się tak szczerze i głośno pierwszy raz od dawna, mając gdzieś ile osób mogło ją usłyszeć. Uspokoiła się dopiero na słowa Clive’a, które się mu wyrwały w momencie, w którym przy ich stoliku pojawił się kelner z churrosami i równie szybko zniknął, ale Jodie nawet na niego nie spojrzała, wciąż utrzymując rozbawione, lekko skonsternowane spojrzenie w oczach Clive’a. Rozczulał ją i podejrzewała, że to było po niej widać.
      — No mógłbyś — zgodziła się na przypadkową propozycję, znowu łapiąc za serwetkę, ale tym razem po to, żeby wytrzeć nią sobie kąciki oczu, w których od tego śmiechu zdążyły zebrać się łzy. — Uwielbiam porządne jedzenie — dodała, aby brzmiało to niezobowiązująco i luźno, bo łażenie po knajpach wychodziło poza układ polegający na pieprzeniu się, no chyba, że zaraz po tym będą się pieprzyć, ale kumple też czasami gdzieś razem wychodzą. 
      — Gotować też lubię, ale nie mam czasu — zdradziła, choć nikt nie pytał i poprawiła się na krześle. — Chcesz? — zapytała znowu, tym razem wskazując na gorące, słodko pachnące churrosy, po które ona już sięgała, choć jeszcze nie zdążyła zjeść tacosów. — Mega gorące — podzieliła się swoją opinią, gdy wgryzła się w churrosa i prawie się nim poparzyła, ale równocześnie był on tak chrupiący, pyszny i mocno cynamonowy, że w ogóle jej to nie zniechęciło.

      maybe... but you also shared 😏

      Usuń
  65. Jodie rozumiała, jak to wyglądało, bo pomimo tego, jak wiele ich różniło i jak bardzo ich sytuacje były inne, to oboje byli sami za siebie odpowiedzialni i jeśli postanowili uparcie tkwić w tym swoim bagnie, niczego nie zmieniać i jedynie zapychać się chwilowymi umilaczami, to bez względu na wszystko dookoła nich, to była ich sprawa i ich wybory, których konsekwencje ciągnęły się za nimi. Nikt ich przed nimi nie uratuje, nikt nie weźmie ich za nich na siebie, nikt nie będzie się nad nimi rozczulał i prowadził za rączkę. To oni musieli się z nimi mierzyć, walczyć albo znosić to, że czuli się tak bardzo źle, że nawet nie próbowali, tylko od razu się poddawali. Jodie brakowało tej samej siły i motywacji co Clive’owi. Chciała coś zmienić, ale nie potrafiła, bo bała się i czuła się tak bardzo przytłoczona, że nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. On czekał na to aż dotknie dna, ona aż zbierze się w niej tyle frustracji, że po prostu tym wszystkim pierdolnie.
    Prawdę mówiąc, jeśli wczorajszy wieczór nadal nie był dnem, do którego Clive mógł dobić, to Jodie wolała nie myśleć, gdzie to dno było. Wydawało się jej, że wczoraj wydarzyło się wystarczająco dużo, żeby zmusić go do potrzebnych refleksji, a że nie był na tyle pijany, żeby nie pamiętać, jak beznadziejnie ten wieczór wyglądał, choć zaczął się wspaniale, dlatego Jodie przez moment zachłysnęła się tym, jak oscarowo im szło, to niczego nie musiała mu przypominać i liczyła na to, że teraz samo z siebie pójdzie w lepszą stronę. Znała Clive’a, była świadoma jego wrażliwości, dlatego doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że chociaż o tym nie rozmawiają, zachowując się tak, jakby nic się nie wydarzyło, jakby Pryia nie opowiadała o nim jak o przemocowcu, jakby on nie wkurwił się, a potem nie wyzywał swojej byłej od głupich dziwek, szarpiąc się z nią przy schodach, o które Leah mogła rozwalić głowę, to nie oznaczało, że Clive o tym nie myślał. Jodie, choć się do tego też nie przyznawała, chyba też trochę myślała. Nie pytała, nie komentowała, nie dociekała, bo chociaż brzydziła się przemocą, to widziała wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, kto te rękoczyny zaczął, a kto bronił się przed atakiem wymachującej rękami wariatki. Nie uważała Clive’a za paskudnego przemocowca, nie wierzyła w to, że zdarzyło mu się podnieść rękę na Leah i absolutnie nie wierzyła w to, że ona była normalną, uczciwą i fajną dziewczyną. Jak na jej oko, to byli dla siebie strasznie toksyczni, jednak to nie była jej sprawa. Clive cierpiał, a Jodie naiwnie liczyła na to, że wszystko, co wydarzyło się w nocy, pomoże mu otrząsnąć się z tej całej obsesji na punkcie Leah, pozwoli mu zrozumieć, że ona nigdy na niego nie zasługiwała, a tym, że sama go od siebie uwolniła, zrobiła mu ogromną przysługę. 
    Między nimi Clive niczego nie zepsuł, więc Jodie nie zakładała, że po powrocie do Mariesville dynamika ich znajomości jakoś drastycznie się zmieni. Nie będą chodzić na tacosy i trzymać się za rękę, spacerując po ślicznych uliczkach, oglądając jeszcze ładniejsze domki, tylko najzwyczajniej w świecie wrócą do tego, co było przed. Jodie wczoraj tylko udawała jego dziewczynę, ale gdyby była nią naprawdę, to najprawdopodobniej dzisiejszego dnia w ogóle by nie było i wtedy bardzo dużo by się zmieniło, ale że to wszystko, co się między nimi wydarzyło było przecież jedynie wybitną grą aktorską, to nie czuła się urażona. Tak naprawdę Clive najbardziej krzywdził samego siebie. Wobec siebie był najbardziej nieuczciwy, nierówny i brutalny. 
    Jedyne, co mogło się zmienić, to, że zamiast umawiać się na sam seks, zaczną umawiać się na seks i dobre żarcie, skoro Clive sam to zaproponował i kolejny raz spotkał się z aprobatą Jodie, czyli dwie najlepsze rzeczy, jakie istniały. Ale jeśli będą musieli za bardzo nad tym główkować, to pewnie ograniczą spotkania do tego seksu, bez którego dzisiaj uczyli się spędzać ze sobą czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to też była nowość, choć kiedyś już to robili, ale od powrotu Clive’a do Mariesville nie zdarzało się im spędzać czasu bez pieprzenia się, bo te przelotne uśmiechy, które sobie posyłali, gdy Clive podrywał w barze inne laski, nie liczyły się.
      Dzisiejszy dzień był więc całkiem miłym powrotem do przeszłości, chociaż w ich stylu nie obyło się bez paru żartów i podtekstów, ale poza nimi to niepodobnie do siebie głównie ze sobą, o dziwo, gadali. O niczym wielkim i poważnym, choć głupie gadanie o umieraniu zbliżyły ich do powagi, ale szybko z tego wybrnęli. Jodie nie chciałaby tego ciągnąć, bo zupełnie nie była świadoma, że Clive mógł troszczyć się o nią tak bardzo, żeby przejmować się tym, co głupiego gadała. Nie chciała do tego wracać, nie chciała w ten sposób myśleć, bo przecież nie miała mu tego za złe, ale gdy on już wyjedzie z Mariesville, a cały czas zakładała, że to się stanie, to znowu o niej zapomni na tyle, że będzie mu wszystko jedno.
      Pogadali, pośmiali się i z satysfakcją się najedli, Jodie nawet bardziej, bo Clive pomimo tego, że churrosy były gorące i słodkie jak ona, niezupełnie miał na nie ochotę, wolał inne desery. O lodach nie zapomniała, ale cieszyła się, że zanim do nich dotrą, muszą przejść kawałek drogi. Spacerowali więc, trzymając się za ręce, co znowu było do nich niepodobne, bo układ tego nie przewidywał, więc tak zazwyczaj nie robili. Prędzej zaczęliby się gdzieś obściskiwać, wciskać sobie ręce w majtki i do siebie dobierać, niż trzymać za ręce, ale najwyraźniej Savannah była inna i wyjątkowa, a Jodie nie narzekała. Gest Clive’a trochę ją zaskoczył, ale nie dała tego po sobie poznać, pozwalając ich dłoniom dopasować się do siebie tak, jakby były dla siebie stworzone. Wystawiała twarz do słońca, rozkoszując się przyjemnym ciepłem i oglądała domy, które na tej spokojnej uliczce wyglądały tak, jakby w każdym z nich mieszkał ktoś, kto ma zajebiście poukładane, stabilne i fajne życie. Marzenie
      — Chciałeś mieć różowy dom? — zdziwiła się uprzejmie Jodie, bo uroczy, pastelowy kolor był pierwszym, co rzuciło się w jej oczy i posłała Clive’owi uśmiech, gdy na chwilę zatrzymali się przed domem, który chciał kupić. — No pasowałbyś tutaj — stwierdziła kolejny raz rozczulona, a po chwili zaśmiała się na jego słowa, zerkając na niego z wyraźnym rozbawieniem. Różnica między nimi była taka, że jej bez względu na to, jak bardzo by się on podobał, nawet do głowy nie przyszłoby, że mogłaby go kupić. — Tylko po co ci taki duży dom? — zainteresowała się jeszcze, bo był duży i piętrowy i Jodie zupełnie nie była zdziwiona, że kosztował tyle kasy. A interesowała się tym tak, jakby oni naprawdę mieli kupić dom i to była istotna sprawa. — Wiesz, Clivey, może jeszcze kiedyś go odkupisz — podsumowała pocieszająco, patrząc na niego bardzo przekonująco, jakby to wcale nie była głupia i nieosiągalna myśl. I może wcale taka nie była, biorąc pod uwagę, jak życie potrafiło zaskakiwać. 

      you're adorable💓🌸

      Usuń
  66. Może gdyby pewne kwestie przegadali, to Clive wiedziałby, że nie stracił w oczach Jodie i nie uważała jego słabości, która była podyktowana wrażliwością i tym uparcie złamanym sercem, za coś pozbawionego męskości. To może Clive dowiedziałby się, że nie musiał jej dzisiaj niczego wynagradzać i mógł tak po prostu zabrać ją na lunch, a potem pokazać kawałek miasta i mogli przy tym bezkarnie rozmawiać, nie bojąc się, że miłe południe sprawi, że zaczną mieć wobec siebie oczekiwania i nadzieje. Może wtedy oboje zobaczyliby, że nie muszą popadać w skrajności. Że nie muszą albo się uwielbiać i gadać o pierdołach albo obrażać się na siebie i nie gadać wcale, odliczając w swoim towarzystwie każdą sekundę do końca wyjazdu. Ale zgodnie niczego nie przegadali, polegając na tym, że każde z nich wiedziało swoje i niewnikanie jest ich sprzymierzeńcem. Bezpieczną, wygodną opcją. Czymś, co już znali. 
    Dlatego Jodie wiedziała, co robi Clive, bo ten mechanizm wynagradzania jej czegoś, co jego zdaniem powinien wynagrodzić, pokazując się jej przy tym od strony tego wesołego, czarującego i fajnego faceta, już znała, choć prawdę mówiąc, Clive nie musiał robić tego często, bo umawianie się na seks sprawiało, że niewiele mogło się wydarzyć. Nie dawało pola, żeby zaczepiać o ryzykowne tematy albo grzebać w przeszłości, do mierzenia się z którą w Savannah Clive był wręcz zmuszony. Jodie naprawdę chciała jakoś mu w tym pomóc, sprawić, że łagodniej przez to przejdzie, więc dlatego momentami okazywała większą troskę i zainteresowanie, niż to było konieczne, ale wydawało się jej, że on tego właśnie potrzebuje, a ona nigdy nie była na tyle wytrwała, żeby mu czegoś uparcie odmawiać, jednak najwyraźniej była w błędzie. Pomyliła się, źle odczytała potrzeby Clive’a. Wspólnie rozbili się o ten bruk, bo byli w tym razem i Jodie podejrzewała, że żadne starania nie byłyby w stanie ich przed tym uchronić. Chyba od początku byli na tę porażkę skazani. Clive miał swoje powody, żeby tu przyjeżdżać, ale przy okazji dopadły go rzeczy, których mógł się spodziewać, ale z którymi niekoniecznie mógł chcieć się mierzyć, a Jodie nie zdawała pytań i była w tym wszystkim bardzo zagubiona, choć równocześnie naiwnie zdeterminowana, żeby zapanować nad chaosem, którego nie dało się ogarnąć, ale to nie wystarczyło, dlatego utracili kontrolę nad sytuacją, sprawy się skomplikowały i musiałby wydarzyć się cud, żeby to skończyło się inaczej. 
    Dzisiaj mogli dalej walić sobą o bruk, licząc na to, że coś tym osiągną albo wstać, otrzepać się i przejść z tym do jakiegoś porządku, nie rozmawiając o tym. Zasypiając wczoraj z Clivem, Jodie tak naprawdę nie miała pojęcia, co będzie, gdy się obudzą. Równie dobrze mogli już siedzieć w samochodzie i zamiast w drodze do Forsyth Park mogli być w drodze do Mariesville, ale najwyraźniej uparcie nie chcieli jeszcze tam wracać. To i tak było nieuniknione, ale w Mariesville wszystko będzie takie żadne jak do tej pory, więc fajnie, że w jakimś sensie dali sobie jeszcze jedną szansę. 
    Jodie nie wiedziała, ile wspólnego z ogarnięciem miało to, że o pewne rzeczy nie wypytywała, a ile z tym, że tak było jej po prostu wygodniej, bo nie miała siły i ochoty walczyć z Clivem, mierzyć się z jego złością i humorkami, tracąc jego zainteresowanie, podczas gdy między nimi mogło być dobrze. Poza tym, dochodził do tego jeszcze fakt, że Jodie nie czuła, że jest na odpowiednim miejscu, aby to robić. Nie miała wystarczająco silnej i stabilnej pozycji, nie czuła się jego przyjaciółką z prawem do grzebania w jego życiu, tylko laską od dobrej zabawy. Bo może Clive traktował ją lepiej niż inne laski, miał do niej więcej cierpliwości i zachwycał się nią trochę bardziej niż innymi. Może znał jej słabości i wrażliwe punkty, z których sama się przed nim obnażyła, może wiedział, że jest jej słabością i potrafił to wykorzystywać, a ona doskonale o tym wiedząc, pozwalała, żeby to robił, bo dawał jej wtedy namiastkę czegoś normalnego i fajnego. Może sprawiał, że czuła się wyjątkowa, zauważona i doceniona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może miał w sobie to coś, co sprawiało, że myślała o tym, że chciałaby z nim pogadać o czymś więcej, że zamiast ograniczać się do seksu chciałaby, żeby potrafili spędzać ze sobą czas inaczej, ale to wciąż był układ. Układem było także to, że gdy Clive odpierdalał, to potrafił za to zajebiście przeprosić, jednak pod warunkiem, że Jodie cierpliwie na te przeprosiny poczekała. W całym tym rozrachunku naprawdę nieźle na tym wychodziła, co nie zmienia faktu, że nie przestała martwić i troszczyć się o Clive’a. 
      Spacerowali urokliwymi uliczkami, a ona z zaciekawieniem oglądała to, czym chciał się z nim podzielić, znowu zażywając przy nim czegoś normalnego. Zwykłego spaceru, zwykłej rozmowy. Z jednej strony była tym zaskoczona, bo obawiała się, że po tym wszystkim Clive nie będzie miał ochoty gadać lub łazić po Savannah, rozdrapując stare rany i, prawdę mówiąc, trochę o to rozdrapywanie ran się bała, bo nie chciała, żeby bolało, a z drugiej było tutaj zachwycająco i cieszyła się, że chciał jej to wszystko pokazać. Gdzieś w tej normalności nie zapomniała o Leah, ale najwyraźniej wyparła ją ze swojej głowy na tyle, żeby nie łączyć jej z tym, co Clive pokazywał, a przecież nietrudno było domyślić się, że ten różowy, wielki dom to nie był tylko jego pomysł. Równocześnie Jodie tak naprawdę nic nie wiedziała o jego związku. Nie miała pojęcia, kiedy się zaczął, czy poznali się w Savannah, czy znali się już wcześniej i wspólnie przeprowadzili, czy ten cały czas, który tutaj spędził, dzielił z Leah. Wyrwało się jej ciche oh pełne tego samego zakłopotania, które dopadło Clive’a, choć jemu nie miało za co być głupio. Jak zwykle to Jodie głupio pytała. Westchnęła cicho, lekko kiwając głową i trochę nie wiedząc, jak z tego wybrnąć, bo to całe pocieszanie, za które się wzięła, sugerując, że i by tutaj pasował, i może jeszcze kiedyś ten dom odkupi, brzmiało w tej chwili okrutnie, strasznie, paskudnie źle, dlatego miała ochotę walnąć głową w jakieś drzewo, ale zamiast tego nieco mocniej złapała za jego dłoń, troskliwie przesuwając po jej wierzchu kciukiem. Na chwilę zapadła między nimi cisza, bo Jodie wolała już nic nie mówić, zerkając na dom, choć większość uwagi skupiała na Clivie, natomiast on wydawał się być pochłonięty wspomnieniami. Dostrzegła tęsknotę w jego oczach, która jej zdaniem nie był dziwna, bo to były jego wielkie, poważne plany i marzenia, które się rozsypały, a Jodie wiedziała, jak to jest, gdy się o czymś marzy, pragnie, do czegoś bardzo dąży i w mgnieniu oka okazuje się, że nic z tego nie będzie. To kurewsko bolało.
      Nie miała pojęcia, w której chwili jej wolna dłoń naturalnie wylądowała na jego ramieniu, gładząc go pocieszająco, ale gdy dotarło do niej co robi, trochę się zawstydziła. Tylko macała jego bicka.
      — Oho, bandyci w Mariesville wreszcie będą mogli odetchnąć z ulgą — zażartowała Jodie, lekko szturchając Clive’a, gdy sprawnie zmienił temat i wspomniał coś o zmianie komisariatu, czym jej nie zaskoczył, bo podejrzewała, że to prędzej czy później się stanie i słusznie; dobrze dla niego. — A zastanawiałeś się nad tym, gdzie chciałbyś zostać przygarnięty? Coś ci się marzy? — zapytała, posyłając mu ciekawskie spojrzenie. Savannah odpadała, choć pewnie gdyby nie to, co się wydarzyło i z czym mu się kojarzyła, wróciłby tutaj bardzo chętnie, no i Jodie podejrzewała, że Clive miał ambicje, więc opadały inne małe, nudne miasteczka. 
      — Clivey — zaczęła, uśmiechając się nieśmiało. — Zrobimy sobie zdjęcie? — zaproponowała, ale gdy dotarło do niej, co zaproponowała, trochę się speszyła i postanowiła z tego wybrnąć. — To znaczy czy ty zrobisz mi zdjęcie, żebym miała na pamiątkę? — sprecyzowała, bo niby dlaczego mieliby sobie robić wspólne zdjęcia? Nie było takiego powodu. Za to Jodie, która i tak nikomu się tym zdjęciem nie pochwali, ale też nigdy więcej nie wróci do Savannah, będzie miała tak po prostu coś dla siebie z tej wycieczki, razem z tymi magnesami. 

      oh, charming too, but most of all you make me want to cuddle you 🧸🤎🥹

      Usuń
  67. Lśniła, bo dostawała uwagę i zainteresowanie, których tak bardzo łaknęła. Bo chociaż to Leah nieprzerwanie zawracała Clive’owi głowę i myślał tylko o niej, to jednak czarujący, uroczy i czuły był wobec Jodie, która wiedziała, że jest tak, bo czuł się chujowo z tym, co wczoraj zrobił, ale której najwyraźniej nie przeszkadzało to, że to nie było takie bezinteresowne i uczciwe, jak teoretycznie wyglądało i powinno być. Coś z tego miała i najwidoczniej mało ważne było to, że Clive tak przede wszystkim nie robił tego dla niej, tylko dla samego siebie, żeby uciszyć swój wstyd, swoje poczucie winy, swoje wyrzuty sumienia. Rehabilitował się na Jodie, tymi gestami wobec niej sam siebie podnosił na swojej męskości, a jej tak długo to odpowiadało, dopóki mogła napawać się tym, co chciał jej dać. 
    Nie zmieniało to jednak faktu, że wbrew pozorom, bo wybory Jodie na to nie wskazywały, wrażliwość była czymś, co bardzo sobie ceniła. Czymś, co uważała za męskie i seksowne, co jej się podobało i co sprawiało, że Clive przez chwilę wydawał się dostępny, taki gotowy, żeby bez konsekwencji dopuścić ją bliżej siebie, tylko najgorsze było to, że potem zamykał się jeszcze bardziej, stawiając wokół siebie jeszcze grubszy mur, bo miał poczucie, że zjebał i musiał od początku pracować na bycie równym gościem, za którym laski szaleją i się nim interesują. Zainteresowanie Jodie nie sprowadzało się jedynie do seksu, ale równocześnie seks był wszystkim, do czego ich znajomość mogła bezpiecznie się sprowadzić. Dlatego nie gadali, nie mówili sobie, że siebie potrzebują, że gdy są razem to jest jakoś fajniej i łatwiej, przynajmniej na chwilę, że któreś z nich mogłoby zostać dłużej. Dlatego nie starali się o to, żeby z tego co już mieli, zrobić coś większego. Rozwinąć to, zaprzyjaźnić się, przestać sprowadzać się do seksu i cycków. Jodie to nie przeszkadzało, bo odnajdywała w tym coś kojącego, potrzebnego, coś, co pozwalało jej zapomnieć i poczuć się lepiej, przynajmniej przez chwilę, ponieważ potem dopadały ją myśli, czy ten transakcyjny seks nie robił im więcej krzywdy niż pożytku i czuła się gorzej, ale nie na długo, bo to mijało, a potem mogła od nowa zachłysnąć się bliskością oraz uwagą Clive’a. 
    Być może źle odczytywała pewne rzeczy, ale Clive czasami zachowywał się tak, jakby tej pomocy chciał i liczył na to, że Jodie mimo tego, że próbował ją od siebie odtrącić, mu na to nie pozwoli. Nie znali się od wczoraj, może przez to czasami widzieli więcej, dostrzegali coś, co próbowali przed sobą ukryć, mieli świadomość, gdy było im źle. Clive przecież wiedział, że Jodie mogła zignorować coś niewielkiego, ale nie była głupia, żeby uparcie udawać, że nie widzi tego, co było wyraźne i ważne. Od początku widziała, co robiła z nim Savannah, więc wydawało się jej, że w pewnym momencie, gdy będzie tego za dużo, sam nabierze ochoty na rozmowę, żeby choć trochę wyrzucić z siebie to, co mu ciążyło. Wciąż bez zobowiązań, których tak bardzo się bał, bez robienia jej krzywdy i bez poczucia wstydu następnego dnia za to, że coś odjebał. Jodie dzisiaj również widziała co ten spacer, oglądanie domu, który Clive chciał kiedyś kupić, najzwyklejsza rozmowa o planach na przyszłość, którą sam zaczął i z której sam szybko się wykręcił, mu robiła i było jej w chuj ciężko nie drążyć, nie komentować, nie dopytywać się Clive’a, czy wszystko w porządku, choć doskonale wiedziała, że nic, kurwa, nie było w porządku. 
    To było frustrujące i Clive nawet nie miał pojęcia, ile cierpliwości, wyrozumiałości i walki z samą sobą musiała włożyć Jodie w to, żeby nie pytać, nie drążyć, nie walczyć z nim, choć nigdy nie sądziła, że okazywanie troski było walką lub robieniem mu na złość. To, że Jodie interesowała się, choć robiła to coraz rzadziej, bo spalała się na tym, że przejmowała się tym, co u Clive’a, a on ją za to opierdalał i dosadnie sprowadzał na ziemię, nie oznaczało, że chciała mu tym dokopać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zresztą, sam nie miał oporów, żeby przekonywać ją, gdzie jej by się podobało, że Mariesville to nie wszystko na co zasługiwała, że tam nie umrze, bo on tak mówi. Mógł sobie gadać, ale miał do tego takie samo prawo jak Jodie miała, żeby wtrącać się w jego życie. Pewne odruchy były jednak silniejsze, bo nadal widzieli w sobie ludzi, z którymi kiedyś się przyjaźnili i w pewnym naprawdę pojebanym sensie zależało im na tym, żeby każdemu z nich życie się poukładało.
      Jodie lekko zmarszczyła brwi, słysząc odpowiedź Clive’a, w którą nie wierzyła, ale gdyby teraz zaczęła drążyć i dopytywać, czy na pewno nie, to jedynie by go tym wkurwiła. 
      — To chyba musisz zacząć — stwierdziła nieśmiało, jakby zupełnie nie zwróciła uwagi na to, że odpowiedź Clive była zwykłym kłamstwem, którego Jodie nie potrafiła zrozumieć, ponieważ nie wiedziała, dlaczego to była aż taka wielka tajemnica. Dlaczego ją okłamywał? Przecież nie spakuje się i nie wyjedzie za nim. Mógł z nią normalnie pogadać o swoich planach i obawach.
      Jodie chciała, żeby spędzili fajnie dzień, bez kłótni i obrażania się, dlatego wydawało się jej, że gdy Clive zaczyna jakiś temat, to oznacza, że chce o tym gadać, a jednak szybko okazywało się, że nie chce, nie jest gotowy, że mówi coś bezmyślnie i to na niej ląduje cała ta odpowiedzialność, żeby nie zjebać tego swoją dociekliwością albo głupim pytaniem, od których była specjalistką. Nawigowanie tego było skomplikowane, dlatego pomysł ze zdjęciami był wybawieniem. Zadziałało, a uwaga Clive’a przynajmniej na moment skupiła się na czymś innym, choć oboje wiedzieli, co bez przerwy miał w głowie.
      Jodie była świetną modelką, a Clive okazał się wspaniałym fotografem, dbając o to, żeby zdjęć jej nie brakowało. Uśmiechnęła się do niego uroczo, gdy sam skusił się na sesję i udało mu się zaczepić jakąś kobietę, która zgodziła się zrobić im kilka wspólnych zdjęć. To pozowanie wychodziło Jodie trochę bardziej nieśmiało, szczególnie gdy tak z Clivem na siebie spojrzeli, ale na zdjęciach nie było tego widać. Byli ładną parą zgodnie z tym, co usłyszeli i patrząc na te wspólne fotki, Jodie nie dziwiła się, że tamta kobieta pokusiła się o taki rozczulający, słodki komentarz, który z prawdą miał jednak tylko tyle wspólnego, że po prostu ładnie wyglądali. 
      Przechyliła głowę, łapiąc Clive’a za nadgarstki, żeby przybliżyć do siebie jego telefon, tym samym przybliżyła do siebie też jego i lekko wsparła się na palcach, żeby móc wyraźniej rzucić okiem na zdjęcia; jedno z nich nawet przybliżyła.
      — Nie kłamała — stwierdziła, nawiązując do słów tamtej kobiety i uniosła spojrzenie na oczy Clive’a. — Pasujemy do siebie — wyrwało się jej nagle, a gdy dotarł do niej sens tych słów, ich niefortunne brzmienie, to trochę się zmieszała, bo przecież nie o to jej chodziło. — Wiesz, ładni ludzie to i ładna para — podsumowała ich z uśmiechem, rozluźniając uścisk wokół jego rąk, grzecznie go wypuszczając. — Tylko nie zapomnij mi ich przesłać — poprosiła jeszcze, bo to ona chciała zdjęcia, a skończyło się to tym, że to Clive miał je na swoim telefonie i rozejrzała się, znowu wystawiając twarz w stronę słońca, by przyjemnie ciepłe promienie ją otuliły. Oprócz nich jej zarumienione policzki otulił lekki wiatr, który pojawił się nagle i trwał krótko, ale wystarczająco, żeby w tym samym czasie coś, może jej włos albo jeszcze coś innego, dostało się prosto w oko Jodie. Gwałtownie zacisnęła oczy i spuściła głowę, niewyraźnie i z paniką w głosie żaląc się, że coś wpadło jej w oko. Jedną rękę zbliżyła do tego nieszczęsnego oka, natomiast drugą złapała się Clive’a, żeby nie upaść, bo już zdążyła zachwiać się na nogach.

      so enjoy it and keep smiling 😍💘

      Usuń
  68. Jodie nigdy nie zastanawiała się, co zaprzątało głowę Clive’a, bo poza tym, że to jak wiele innych jego spraw nie było jej sprawą, to dopiero wyjazd z nim do Savannah pozwolił zobaczyć jej trochę więcej. Wciąż się przed nią nie otworzył i droga do tego otwarcia była tak długa, kręta i skomplikowana, że nie było o czym gadać, ale coś już Jodie wiedziała. Coś o Leah, coś o Savannah, coś o Corym i o tym, że to poczucie bycia lepszym strasznie Clive’a wraz z nimi wszystkimi zwiodło i zawiodło. Coś o tym, że bardzo dużo myślał o Leah i swoim złamanym sercu i że choć ona chciała dla niego jak najlepiej, to on mocno tkwił w tej swojej całej krzywdzie, której właściwie nigdy nie miał jak i komu pokazać, bo główna zainteresowana wymiksowała się z tego przedstawienia i nie interesowała się nim, zastępując go sobie kimś, kto może był gorszy, ale łatwiejszy. To bolało, ale Jodie bezwzględnie uważała, że Leah odchodząc od niego zrobiła mu przysługę, bo była nieznośna i absolutnie na niego nie zasługiwała, której mógł sam jeszcze nie rozumieć, nie widzieć przez zasłonę tego żalu i cierpienia, które zatruwały mu życie i z których powinien się czym prędzej się otrząsnąć, żeby móc ruszyć dalej, bo miał przed sobą całe życie. 
    Ich układ nie przewidywał wierności, dlatego każde z nich mogło robić, co mu się podobało, z czego Clive korzystał, a Jodie niekoniecznie, bo… Bo nie. Bo po prostu nie chciała. Nie miała takiej potrzeby. Nie miała ochoty poznawać innych kolesi albo zupełnie ich nie poznawać, tylko pakować się z nimi do łóżka, bo sprzedali jej parę komplementów i popatrzyli w cycki. Ruszało ją to w wykonaniu Clive’a, ponieważ miała do niego słabość, a on u niej względy, które dla innych facetów były niedostępne, ale nie ruszało u innych. To może nie było żadne szczególne wyróżnienie, bo Clive mógł mieć tyle lasek, że jedna Jodie w tę czy w tamtą nie robiła mu aż takiej różnicy, ale jakieś znaczenie miało i coś im dawało. Jej poczucie bezpieczeństwa i czegoś stabilnego, bo chociaż łączył ich tylko seks i na tym opierała się ich znajomość, gdyby nie seks, to dzisiaj by ze sobą nie rozmawiali, to jednak była między nimi nić porozumienia i kawałeczek zaufania, a dla niego, bo mógł pławić się w jej uwadze oraz wierności. Poza tym, nie żyli w innych światach, oboje znali specyfikację tego miasteczka, puszczalstwo Jodie nie przeszłoby bez echa tak jak mogło przechodzić puszczalstwo Clive’a, bo ktoś to zupełnie ignorował, a ktoś inny przymykały na to oko, w końcu był gliniarzem i tym porządnym, złotym chłopakiem, na którego nie da się powiedzieć złego słowa, a do tego był męskim, silnym samcem alfa, który miał swoje potrzeby i za wyrywanie tylu lasek ktoś powinien w podziwie poklepać go po plecach, a Jodie byłaby po prostu puszczalska i nikt by nie próbował udawać, że tego nie widzi. Jakby tego było mało, miała jeszcze na głowie Wade’a, który kręcił się koło niej i nie dawał jej spokoju, praktycznie pozbawiając jej szansy na to, żeby mogła sobie to wszystko, co się między nimi wydarzyło, poukładać i się od tego odciąć. Dla niego już tak była puszczalską dziwką, która największą ujmę na jego honorze nie robiła tym, że dawała dupy, tylko tym, komu ją dawała. To wszystko naprawdę było takie pojebane i głupie, że wbrew pozorom wierność Clive’owi, choć jej o to nie prosił i nie mógł oczekiwać, bo te niepisane zasady, które mieli, działają w obie strony, żeby ten układ był uczciwy, była dla Jodie czymś strasznie wygodnym, zresztą, podobnie jak seks z nim. Dostawała to, czego chciała. Była zaspokojona, bo Clive był porządnym kochankiem, który jak już się z nią umawiał, to dawał z siebie naprawdę dużo, a czasami dopadały ich takie słodkie i miłe chwile jak te w Savannah, podczas który Jodie mogła poczuć się tak, jakby naprawdę wszystko było takie normalne, fajne i poukładane, jakby było tym jej największym luksusem, którego tak pragnęła i który wydawał się jej odległy, nieosiągalny i niedostępny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy czuła się doceniona, zauważona, wtedy lśniła i pozwalała na to, żeby Clive się rehabilitował, dając jej coś z tego i mając coś z tego dla siebie. Było prosto i przyjemnie. Na chwilę, ale najważniejsze, że było. 
      Ona też zawsze bała się, że gdy wypowie swoje plany na głos, to je wszystkie zapeszy, zresztą, niejednokrotnie już tak było, a Jodie była mistrzynią w planowaniu rzeczy, które się nie wydarzą, dlatego tak się do tego zniechęciła i odpuściła, że brało ją na ponure żarty, więc zrozumiałaby Clive’a. Naprawdę by go zrozumiała, ponieważ sama była zaskoczona tym, jak wiele rzeczy jest w stanie zrozumieć, choć tak często nie wypowiadają ich na głos i naprawdę by mu kibicowała, bo Jodie serio uważała, że Mariesville nie było miejscem dla Clive’a, że było go stać na więcej, że powinien ostro rozkręcać swoją karierę w policji, a nie łapać lokalnych pijaczków. Wszystko, co by od niej dostał, to wsparcie, które dostawał zawsze. No i może kłamstwo było złym słowem, bo Clive faktycznie jej nie okłamywał, tylko nie dzielił się wszystkim, żeby nie zrobić tego za szybko i zbyt pochopnie, a poza tym, nie miał powodów, żeby się dzielić, po prostu Jodie to zaskoczyło, choć może nie powinno. Gdy Clive coś znajdzie, zdecyduje się i postanowi wyjechać, to pewnie ona i tak się o tym dowie, a wtedy też będzie mogła mu powiedzieć, jak bardzo trzyma za niego kciuki. 
      — Nie słyszałam — przyznała ze śmiechem, kręcąc głową. Nie przywiązywała większej uwagi do tego, z czego Clive żartował, bo to były tylko głupie żarty, a nie poważne propozycje. Układ był uczciwy, a solidny raczej powinien… — Ciekawe, skąd masz taką wiedzę, Clivey — dodała żartując i trochę się z nim drocząc. 
      Humor jej dopisywał i śmiała się dzisiaj przy nim naprawdę dużo, a gdy się nie śmiała, to i tak się uśmiechała, więc to była całkiem przyjemna odmiana, ale nie tylko ze względu na to, co wydarzyło się wczoraj, po prostu cały ten tydzień był kiepski i Jodie potrzebowała gdzieś pojechać, coś zobaczyć, wyrwać się, trochę się pośmiać i zrelaksować. 
      — Słyszysz to, co chciałbyś usłyszeć — powiedziała zaczepnie Jodie, bo najwyraźniej rzęsa i kłucie w oku, które najpierw ją rozproszyły i sprawiły, że zaczęła lekko panikować, nie były w stanie popsuć jej humoru. Lekki grymas na twarzy ustąpił głupiemu uśmiechowi, a Jodie stała grzecznie przed Clivem, który wciąż trzymał jej twarz w dłoniach i patrząc na niego, zaczęła szybko mrugać, żeby wraz z tą małą ilością łez czym prędzej z oka wydostała się również rzęsa. 
      — Chyba już — zastanowiła się na głos, szukając potwierdzenia w Clivie. Nie spuszczała z niego wzroku, nie licząc tych chwil, gdy mimowolnie mrużyła oczy i zamrugała łagodniej, trochę wolniej, żeby w ten sposób ocenić, czy coś dalej uwiera ją w oku, równocześnie przesuwając palcami po okolicy pod okiem. 
      — Tylko ej, nie zapatrz się, słońce — poradziła z niepodobną do siebie śmiałością, trochę bezczelnie, z premedytacją używając jego słowa, ale w tym klimacie żartów, na które sobie dzisiaj pozwalali, zauważając, że Clive uważnie przyglądał się jej walce z rzęsą. Na szczęście wygraną przez Jodie. 

      ohhhhh, it's just an eyelash… right? ❤️🤭

      Usuń